wasze dzieci i dzieci NM

20.06.07, 16:07
W przypadku, kiedy oboje razem mieszkają, kiedy Wasza rodzina to:tY,
Nm ,Twoje dzieci, Jego dzieci.Nie jest to częsta sytuacja, ale zdarza się.Jak
funkcjonuje taka rodzina, czy udaje wam się jednakowo kochać, tak samo czuć?
wiem że zachowujecie sie pewnie ok, (w miaręwink) sprawiedliwie, że bardzO
chcecie traktowac jednakowo, kochać..Ale tak naprawdę, tak wewnątrz was???jak
sobie radzicie z taka sama dawką uczuć dla wszystkich dzieci?a MOŻE SOBIE NIE
RADZICIE???jAK JEST U WAS?
    • coccolona Re: wasze dzieci i dzieci NM 20.06.07, 17:04
      Ja nie mam dzieci, moj NM ma. Ale nie sadze, aby mozna kochac cudze dzieci
      (chocby nie wiem jak byly wspaniale)tak samo jak wlasne...
      • barbara001 Re: wasze dzieci i dzieci NM 20.06.07, 17:22
        Bardzo lubię swoją pasierbicę ale jej nie kocham jakbym kochała własne dziecko.
        Zdaje sobie sprawe równiez z tego , że kiedy przyjdzie czas na dbanie o
        przyszłość dzieci, kiedy będę miała własne najpierw zadbam o moje dziecko,
        później będę myslała o pasierbicy. Bo o niej powinni mysleć również jej
        rodzice, dziadkowie , wujkowie i kto tam jeszcze, a oni wszyscy nawet nie
        pomyslą o moim dziecku, bo niby z jakiej racji, zatem i ja w pierwszej
        kolejności postawię na własne. Zawsze pomogę mojej pasierbicy ale wszystko co
        posiadam oddam mojemu dziecku, to co nalezy do wspólnoty majatkowej podzielę
        sprawiedliwie miedzy wszystkie dzieci mego męża. Wniosek nasuwa się prosty,
        nigdy cudzych dzieci nie traktuje się jak własne, można je bardzo, bardzo
        lubić, kupować im prezenty, dbac o ich zdrowie, pomagać, myślec o nich bardzo
        ciepło, ale własne dzieci zawsze będą na pierwszym miejscu.
    • e_lizabeth Re: wasze dzieci i dzieci NM 20.06.07, 18:02
      temat - rzeka. Zapewne naczytalas sie tutaj o roznych hecach z pasierbami,
      zazdroszcze osobom, ktore sobie poukladaly te kontakty w miare dobrze. Nie chce
      wiedziec ile to ich kosztowalo wysilku.
      Wiazanie sie z kims z przeszloscia to straszne wyzwanie. To nie jest normalny
      zwiazek. Ile rodzin tyle konfiguracji i problemow, i w zasadzie nie ma jednej
      uniwersalnej rady jak podejsc do tematu. Jak z recepta na wychowanie dziecka,
      co? smile)
      Na pewno kocha sie bardziej wlasne dzieci, to naturalne. Trudno jest traktowac
      dzieci "po rowno". Nawet swoje wlasne. Pol biedy, jak dzieci M sa fajne i
      przyjaznie nastawione. A jak jeszcze w to wszystko wejda dzieci wspolne, o to
      juz jest zabawa! Nie wierze w zwiazki typu wspolne herbatki z ex, next,
      partner, partnerki, ex i next tesciowe i co tam jeszcze. To tylko w
      amerykanskich soap operas.
      Dzieci sa z natury zazdrosne o rodzica, rywalizuja ze soba o jego wzgledy. Tak
      wiec wspolna rodzina to wyzwanie, gdzie trzeba miec strasznie duzo
      cierpliwosci, dyplomacji, dystansu.
      Ja sobie nie poradzilam.
    • kicia031 Re: wasze dzieci i dzieci NM 20.06.07, 22:54
      Usilnie sie staram traktowac dzieci sprawiedliwie i rowno. Lubie corke mojego
      chlopa i staram sie jej okazywac sympatie, natomiast nie milosc, bo ani ona jej
      nie potrzebuje - ma oboje rodzicow, dziadkow, itp, ani ja jej nie czuje, choc
      szczerze sie o nia troszcze. Podobnie moj partner okazuje mojemu synowi troske (
      w specyficzny dosc sposob wink)) ale nie sadze, by darzyl babelka miloscia.
      Pewnie to inaczej wyglada, gdzy zna sie dziecko od malutkiego, albo kiedy jedno
      z biologicznych rodzicow nie zyje...
      • delika1 Re: wasze dzieci i dzieci NM 21.06.07, 09:30
        dzięki za wypowiedź.A jak to jest , kiedy biologiczny rodzic nie kontaktuje się
        z dzieckiem?
      • geos Re: wasze dzieci i dzieci NM 21.06.07, 09:52
        albo kiedy jedno
        > z biologicznych rodzicow nie zyje...

        jest inaczej w tym przypadku. Nie ma "konkurencji" mama, macocha
        Po prostu ja jestem, oni są. Myślę, że wszyscy sie kochamy ale ja mam
        świadomość, że nie kocham ich tak jak będę kochała własne dziecko. Dzieci mojego
        męża sa mi bliskie, ich problemy ważne - choć na pewno nie przezywam ich jak
        prawdziwa matka - ich zdrowie jest dla mnie ważne, to żeby ułożyły sobie dobrze
        życie, żeby były samodzielnymi, mądrymi ludźmi, którzy potrafią mieć własne
        zdanie, potrafią o siebie zadbać, nie krzywdzą innych.
        Pilnuję żeby miały w co sie ubrać, żeby zdrowo sie odżywiały, biegam z nimi do
        lekarza. Ogólnie wychowuje razem z mężem. czasem bardziej ja niż mąż.
        Na pewno jestem twardsza niz prawdziwa matka bardziej konsekwentna. Nie uginam
        sie tak łatwo pod ich zachciankami. łatwiej mi dotrzymać słowa kiedy
        zapowiedziana jest jakas kara za brzydkie zachowanie
        .
        Kiedyś bardzo mnie to martwiło, że nie potrafię jak matka. teraz już jestem
        spokojna, stwierdziłam - miedzy innymi dzięki dziewczynom z forum - że nie mogę
        byc jak matka! I tak jest dobrze, naturalnie a świadomość tego,że tak jest
        pozwoli mi, mam nadzieję, wyważyć proporcjonalnie uczucia, kiedy urodzi sie moje
        dziecko.
        W sumie to "moje" dzieciaki sa naprawde całkiem fajne :o)))
    • morskie_oko Re: wasze dzieci i dzieci NM 21.06.07, 10:15
      Nie napiszę nic odkrywczego - kocham bezgranicznie moją córkę i dla niej
      dałabym się pokroić, oddać nerkę, itp. Syna męża... no właśnie nie wiem jak to
      nazwać - lubię to złe słowo, bo to więcej niż lubię, ale na pewno nie kocham
      jak mojej małej, choć troszczę się, martwię, opiekuję tak samo jak nią. Staram
      się, by dzieci żyły zgodnie i razem, ale w tak zwanym "w razie czego" wiem, że
      moje dziecko postawię na pierwszym miejscu. Tylko czy to coś złego i
      nienormalnego?
    • bez44 Re: wasze dzieci i dzieci NM 21.06.07, 11:10
      "Ja sobie nie poradzilam." Ja też nie. Kocham bardzo syna; toleruję syna NM.
      Nie mam z nim prawie kontaktu, nie potrafię złapać, chociaż starałam się na
      początku. Ale zawsze było zero reakcji z jego strony. Dodatkowo jest to typ
      człowieka, którego szerokim łukiem omijam w życiu - nie chcę mieć z nimi do
      czynienia. Kompletnie psychicznie mi nie odpowiada. NM założył, że będę "matką
      dla jego syna" - i to usłyszałam. W środku postawiłam się na sztorc, ale nic
      nie powiedziałam. Po kilku latach stwierdziłam - powiedzialam też NM - że nie
      potrafię być matką dla jego syna, To mnie przerasta.Pobraliśmy się gdy dzieci
      były "dojrzałymi" nastolatkami. Ukształtowanymi, z własnym poglądem na świat, z
      wiedzą wyniesioną z domu. I nagle ja miałam nastolatka traktować jak
      kilkuletnie dziecko i nadrabiać zaległości i braki w wychowaniu. Oczywiście, że
      się nie udało.Dodatkowo jestem cała spieta jak on jest w domu; poddenerwowana.
      Jak powiedzieć NM, że to jego syn wywołuje we mnie taką reakcję??
      Dopiero forum uświadomiło mi, że nie muszę go kochać; że nie muszę być jego
      matką; że mam swojego syna o którego dbam. Trochę za póxno tu trafiłam sad
      • e_lizabeth Re: wasze dzieci i dzieci NM 21.06.07, 11:23
        wiesz co, to nawet nie chodzi o matkowanie, ale trudno jest tez byc
        tzw "ciocia", czyli w miare zyczliwa i pomocna, ale nie wychowujaca czy jakos
        specjalnie sie angazujaca. No jest cos w niektorych osobach, duzych i malych,
        ze spinasz sie w ich obecnosci i tyle.
        Poza tym wielu NM zaklada, ze ich nowa partnerka, "fajniejsza" od eks, bedzie
        nowa matka dla ich dzieci. Maja oczekiwania, co gorsza korzystajac z
        naturalnego instynktu kobiet do dzieci (szczegolnie gdy sa male, o puci
        puci...), umywaja rece od zajmowania sie swoimi dziecmi. Jest to kurde
        nagminne. A potem katastrofa, zal i rozczarowanie...
        • bez44 Re: wasze dzieci i dzieci NM 21.06.07, 11:27
          jakby były małe to może jeszcze - gorzej, że weszłam w nową rodzinę gdy syn NM
          minął półmetek nastolatka. A tatuś - tygrys bengalski to łagodny kotek w
          porównaniu z niektórymi reakcjami NM. I nie może zrozumieć, że mojego syna
          traktuję inaczej niż jego syna. Ale to Mój syn - i kropka. I zawsze mu więcej
          wybaczę niż pasierbowi. Zrozumiał chociaż, że bliżej mojemu synowi do mnie niż
          do niego. i że zawsze będzie do mnie pzrychodził po pomoc i radę a nie do niego.
          Ostatnio usłyszałam od syna, że w sumie to obcy człowiek dla niego sad
          • malgorzatka37 Re: wasze dzieci i dzieci NM 21.06.07, 12:41
            Ja również nie potrafię kochać pasierbicy. Mój syn, jego problemy są dla mnie
            najważniejsze. Kiedyś próbowałam jej zastąpić matkę (którą ona zresztą ma), ale
            się nie udało. Mój syn był bardzo zazdrosny, zaczął mieć problemy osobowościowe
            z powodu tego że nagle pojawiła się pasierbica, która z początku zaczęła
            walczyć o moje względy, starając się wyeliminować mojego syna. Ponieważ Mały
            jest do tego ADHDowcem, więc kompletnie nie umiał poradzić sobie z tą nową
            sytuacją (miał 6 lat)-bezsenność, nasilona agresja, zamykanie się w sobie, a
            nawet nerwica natręctw. W sumie nie dziwi nic- przez 6 lat z rzędu był
            wychowywany tylko przez mamusię a tu nagle pojawiła się rywalka. Nie pomagały
            rozmowy, tłumaczenia,psycholog po prostu NIC.Ostatecznie musiałam spasować i
            zaczęłam traktować pasierbicę mniej wylewnie, jak dziecko np mojej koleżanki,
            ale oczywiście nie wrogo. Pasierbica się do mnie zraziła i teraz widuję ją
            tylko w niedzielę. W dodatku jestem w ciąży a co będzie później to trudno
            przewidzieć. Co mnie dziwi najbardziej to mój synek, tak zazdrosny o
            pasierbicę, aktualnie nie może doczekać się dzidziusia, tak bardzo chce mieć
            rodzeństwo.
            Tak więc u mnie integracja nie nastąpiła. Wszystko odbyło się niestety kosztem
            pasierbicy. Po prostu nie dałam rady. I teraz mam świadomość że w niektórych
            przypadkach posklejanie takiej rodzinki jest po prostu niemożliwe.
            • m-m-m Re: wasze dzieci i dzieci NM 21.06.07, 14:54
              Ja dzieci nie mam, ale czuję, że własne traktowałabym inaczej, jestem
              przekonana, że z wiekszą tolerancją i przymykałabym oczy na błędy i zachowania,
              które mnie drażnią i wkurzają u pasierba.
              Najważniejsze to mieć realistyczne oczekiwania. To, że nie będę dla niego nigdy
              matką to było dla mnie oczywiste od początku (bo sama ojczyma nie traktowałam
              jak ojca, bo moim ojcem był zupełnie ktoś inny i z charakteru i z wyglądu), to,
              że on nie będzie mnie traktował jak matkę też było to oczywiste tym bardziej,
              że matkę ma, dysfunkcyjną, ale ma.
              Mój M. jak większość panów uważał, że będę taką właśnie mamusią zastępczą.
              Dopiero po jakimś czasie dotarło do niego, że to niemożliwe w dwie strony: i z
              mojej i ze strony jego syna.
              Pamiętam jak na początku, gdy tu przybyłam na to forum (kiedy to było? No
              okropnie dawno) to posypały się na mnie gromy, że nazywam go pasierbem, a nie
              po imnieniu, albo innym eufemizmem. Lekko mnie to wtedy zdziwiło, bo moim
              zdaniem może określee pasierb, jak i określenie macocha nie są w wydźwieku
              społecznym jakieś przyjemne, ale oddają istotę rzeczy: nie jest to matka i syn.
              Jest to żona ojca i syn męża.
Pełna wersja