anirac
25.06.07, 21:21
Znowu do Was piszę by podzielić się ostatnimi wydarzeniami, by może Wy
będziecie mi potrafiły wytłumaczyć motywy postępowania P. Parę miesięcy temu
pisałam o tym jak jego eks próbuje rozwalić nasz związek, a on na to pozwala.
Upłynęły 3 miesiące i cóż się stało?
Nie miałam wglądu w to jak często eksia wydzwania z bzdurami do P., ale z
pewnością były to częste telefony. Całymi dniami się nie widujemy, tylko
wieczorem, a wtedy ona i tak dzwoni z niczym ważnym oczywiście. Rozmawiałam z
nim by to skończył, mówił, że pracuje nad tym, że jest tych telefonów mniej,
że stara się to rozwiązać. Ale co jakiś czas i tak zgrzytało. W ostatni
weekend znów było kilka telefonów, on się na mnie obraził o bzdurę, a
właściwie o to, że okazało się, że rozmawia z eksia na wiele tematów (np. co
zdarzyło sie u kogoś podczas jakiegos tam spotkania ich wspólnych znajomych),
a nie ma nigdy czasu na to by poruszyć z nią istotne dla nas tematy - typu
alimenty (by wreszcie były przelewane na konto, a nie dawane do ręki),
spotkania z jego córką (dalej nie mogę jej widywać), itd. Więc obraził się na
mnie i postanowił się do mnie nie odzywać. To nic, że wreszcie miałam wolny
dzień, bez pracy - on postanowił mi go "umilić" cichymu dniem. W tym czasie
znów było kilka telefonów od eksi. Nie komentowałam tego. Aż wreszcie
wieczorem gdy on na chwilę wyszedł, ona znów zadzwoniła, postanowiłam odebrać
jego telefon. Zrobiłam to po raz pierwszy. To co usłyszałam w słuchawce nie
nadaje się do powtórzenia - stek wyzwisk, obraźliwych słów w moim kierunku,
potraktowanie mnie jak ostatniego kocmołucha, pretensje, jak śmiem odbierać
jego telefon, a najlepsze było to: żebym jej dała jej męża. (brzmiało to
oczywiście mniej więcej w ten sposób: "Ty kur...o, suk..o, dawaj mi mojego
męża, szmato jedna" - to tylko mały wyimek jej wypowiedzi) Mówię jej
spokojnie, że z tego co wiem to są po rozwodzie (ponad 1,5 roku), za tym
poleciała kolejna wiązanka. Wyłączyłam telefon. Wszedł P. - dałam mu telefon,
mówiąc że dzwoniła eksia i sklęła mnie na czym świat stoi. Bez słowa wziął
telefon, wyszedł, za chwilę słyszałam, że ona znowu dzwoni, ale nie słyszałam
o czym rozmawiają. Potem on wrócił i spytał mnie "czy muszę prowokowac takie
sytuacje". Odpowiedziałam, że ja ich nie prowokuję, tylko od dawna proszę by
uregulował te kontakty. On na to, że nie upoważnił mnie do odbierania
telefonów. Ja nadal spokojnie chociaż wszystko się we mnie gotowało
powiedziałam, że te telefony na dobrą sprawę dotyczą nas i smutne jest to, że
ona wyraża się o nim jako swoim mężu, rości sobie do niego prawa, a on na to
pozwala, mimo, że ja jestem upokarzana.
Efekt tego następujący: P. spakowałam laptopa, kilka rzeczy, parę koszul, a
na moje pytanie czy chce mi coś powiedzieć, odparł: "odchodzę".
Wyszedł, nie wrócił, nie kontaktował się. Jestem spokojna, nie rozpaczam,
tyle razy serwował mi takie klimaty. Ale nie rozumiem, nie mogę pojąć jego
zachowania. Rozwiódł się z żoną, powtarzał wielokrotnie, że jestem dla niego
wszystkim, jeszcze parę dni temu mówił jak mnie kocha, i tak po prostu
odchodzi?? Dlaczego? Dlaczego nie stanie po mojej stronie? Dlaczego pozwala
na takie zachowanie eksi i mnie za to chce ukarać? Ona sama otwarcie mówi, że
jej celem jest zniszczenie mnie, więc dlaczego on jeszcze chce jej pomagać w
durnych sprawach nie związanych z dzieckiem?
Jestem na lodzie - ale z innych powodów, emocjonalnie staram sobie radzić,
ale zaczęliśmy pewien projekt i boję sie, że sama nie dam rady tego
pociągnąć, i finansowo, i technicznie.
Przepraszam, że tak smęcę, ale może któraś z Was - mądrych babek powie coś co
wyjaśni to wszystko. Bo ja już zaczynam diagnozowac u niego chorobę
psychiczną.