moja naiwność, a dla innych może przestroga

25.06.07, 21:21
Znowu do Was piszę by podzielić się ostatnimi wydarzeniami, by może Wy
będziecie mi potrafiły wytłumaczyć motywy postępowania P. Parę miesięcy temu
pisałam o tym jak jego eks próbuje rozwalić nasz związek, a on na to pozwala.
Upłynęły 3 miesiące i cóż się stało?
Nie miałam wglądu w to jak często eksia wydzwania z bzdurami do P., ale z
pewnością były to częste telefony. Całymi dniami się nie widujemy, tylko
wieczorem, a wtedy ona i tak dzwoni z niczym ważnym oczywiście. Rozmawiałam z
nim by to skończył, mówił, że pracuje nad tym, że jest tych telefonów mniej,
że stara się to rozwiązać. Ale co jakiś czas i tak zgrzytało. W ostatni
weekend znów było kilka telefonów, on się na mnie obraził o bzdurę, a
właściwie o to, że okazało się, że rozmawia z eksia na wiele tematów (np. co
zdarzyło sie u kogoś podczas jakiegos tam spotkania ich wspólnych znajomych),
a nie ma nigdy czasu na to by poruszyć z nią istotne dla nas tematy - typu
alimenty (by wreszcie były przelewane na konto, a nie dawane do ręki),
spotkania z jego córką (dalej nie mogę jej widywać), itd. Więc obraził się na
mnie i postanowił się do mnie nie odzywać. To nic, że wreszcie miałam wolny
dzień, bez pracy - on postanowił mi go "umilić" cichymu dniem. W tym czasie
znów było kilka telefonów od eksi. Nie komentowałam tego. Aż wreszcie
wieczorem gdy on na chwilę wyszedł, ona znów zadzwoniła, postanowiłam odebrać
jego telefon. Zrobiłam to po raz pierwszy. To co usłyszałam w słuchawce nie
nadaje się do powtórzenia - stek wyzwisk, obraźliwych słów w moim kierunku,
potraktowanie mnie jak ostatniego kocmołucha, pretensje, jak śmiem odbierać
jego telefon, a najlepsze było to: żebym jej dała jej męża. (brzmiało to
oczywiście mniej więcej w ten sposób: "Ty kur...o, suk..o, dawaj mi mojego
męża, szmato jedna" - to tylko mały wyimek jej wypowiedzi) Mówię jej
spokojnie, że z tego co wiem to są po rozwodzie (ponad 1,5 roku), za tym
poleciała kolejna wiązanka. Wyłączyłam telefon. Wszedł P. - dałam mu telefon,
mówiąc że dzwoniła eksia i sklęła mnie na czym świat stoi. Bez słowa wziął
telefon, wyszedł, za chwilę słyszałam, że ona znowu dzwoni, ale nie słyszałam
o czym rozmawiają. Potem on wrócił i spytał mnie "czy muszę prowokowac takie
sytuacje". Odpowiedziałam, że ja ich nie prowokuję, tylko od dawna proszę by
uregulował te kontakty. On na to, że nie upoważnił mnie do odbierania
telefonów. Ja nadal spokojnie chociaż wszystko się we mnie gotowało
powiedziałam, że te telefony na dobrą sprawę dotyczą nas i smutne jest to, że
ona wyraża się o nim jako swoim mężu, rości sobie do niego prawa, a on na to
pozwala, mimo, że ja jestem upokarzana.
Efekt tego następujący: P. spakowałam laptopa, kilka rzeczy, parę koszul, a
na moje pytanie czy chce mi coś powiedzieć, odparł: "odchodzę".
Wyszedł, nie wrócił, nie kontaktował się. Jestem spokojna, nie rozpaczam,
tyle razy serwował mi takie klimaty. Ale nie rozumiem, nie mogę pojąć jego
zachowania. Rozwiódł się z żoną, powtarzał wielokrotnie, że jestem dla niego
wszystkim, jeszcze parę dni temu mówił jak mnie kocha, i tak po prostu
odchodzi?? Dlaczego? Dlaczego nie stanie po mojej stronie? Dlaczego pozwala
na takie zachowanie eksi i mnie za to chce ukarać? Ona sama otwarcie mówi, że
jej celem jest zniszczenie mnie, więc dlaczego on jeszcze chce jej pomagać w
durnych sprawach nie związanych z dzieckiem?
Jestem na lodzie - ale z innych powodów, emocjonalnie staram sobie radzić,
ale zaczęliśmy pewien projekt i boję sie, że sama nie dam rady tego
pociągnąć, i finansowo, i technicznie.
Przepraszam, że tak smęcę, ale może któraś z Was - mądrych babek powie coś co
wyjaśni to wszystko. Bo ja już zaczynam diagnozowac u niego chorobę
psychiczną.
    • m-jak-magi Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 25.06.07, 21:28
      jedyne co moge ci napisac to dobrze ze tak sie stalo. juz podczas poprzedniego
      watku wiekszosc z nas sugerowala ze powinnas pozegnac tego pana ozieble.
    • jayin Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 25.06.07, 21:36
      anirac - po pierwsze - ściskam ciepło i nie martw się. serwowanie takich klimatów jakie on ci serwował, nie jest warte paru dobrych słów, ktore zdarzyłoby mu się co pare dni, tygodni powiedzieć. dobrze, ze odszedł sam. i nie ty musialas podejmować decyzje. zresztą - nie wiadomo, czy to jego odejście jest na serio, czy raczej jako manifestacja fochów męskich, zebys zmiekła i poprosila go o powrot, a potem zyla wg jego zasadtongue_out suspicious nie wiem. dopoki on ci nie powie, jaki konkretnie byl powod tego jego "odejscia" - to mozna sobie dywagowac. ale nie dywaguj i nie wymyslaj teorii. bo łatwo wtedy jest zaczac doszukiwac winę w sobie samej. a to ci wcale nie pomoże.


      po drugie: nie doszukuj się logiki u faceta, jeśli chodzi o związek i uczucia...smile mowią jedno, robią drugie. albo nic nie mowia, nic nie robia - a potem twierdza, ze przeciez powinno byc cos dla nas oczywiste. jakbysmy z racji bycia kobietami mialy zdolnosc jasnowidzenia.

      oni sami zazwyczaj nie wiedza czego chca. chca i ciepłą babeczke obok siebie, wyrozumiala, usmiechnieta, NIE DOPYTUJĄCĄ SIĘ O ICH SPRAWY, a do tego zadowoloną Ex, albo i Jeszcze-Nie-Ex, albo i inne babeczki... zalezy od facetatongue_out
      no i przede wszystkim lubią robic wszystko wg wlasnego planu. i jak ktos im ten plan zmienia bez pytania - to sie wsciekają. dziwny naród, te chłopy.

      mnie by MOCNO zdenerwowalo, gdyby moj facet kosztem NASZEGO WSPOLNEGO czasu sobie takie pogawedki towarzyskie ucinal smile z kimkolwiek, nie tylko z Exią. chociaz nie ukrywam, ze bardziej sklonna jestem dzielic sie czasem "wspolnym" z jego kolegami niż koleżankami, czy innymi sąsiadkami i Exiami smile


      Ty nic nie zrobiłaś złego. TO jemu nie wypalil jakis plan sytuacji, jakies wymysly na temat jakie chce miec uklady z tobą, a jakie z Ex. On uznal taki stan rzeczy za swoj zaplanowany system zycia i oczekiwal pewnie, ze bedziesz dzialac jak trybik w tym. I się chłop rozdraznil, ze tak pieknie sobie wymyslil, a tobie to nie pasuje. Niedobra ty, niedobra...wink

      Ja mysle, ze on jakis chwiejny emocjonalnie jest.

      Taki typ faceta moze. Raz kocha, raz sie wscieka, raz cos obiecuje pewnie, potem nie dotrzymuje slowa i jeszcze pewnie to ty jestes winna ze go nie dotrzymal, potem sie stara, potem zachowuje sie jak stary kawaler, albo Nadal Mąż Exi. Karuzela.

      Masz teraz cisze i spokoj. I dobrze. Przeczekaj. Poczekaj. Pewnie sie odezwie predzej czy pozniej. A do tej pory zajmij się wyłącznie sobą. I nie szukaj winy za wszystko to w sobie. Facet felerny troche jest. I tyle.

      A z projektem sobie poradzisz. Trzymam kciuki. Ułoży się.
    • anka26.07 Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 25.06.07, 21:59
      z tego co przeczytalam to daj sobie spokuj z tym facetem.Nie jest Ciebie wart i
      ten zwiazek nie ma sensu skoro nic nie robi gdy exia probuje Was rozdzielic i
      zniszczyc.Nic nie pomaga?? rozmowa jest wazna ale jak ktos slucha jednym uchem
      a drugim wypuszcza i wierzy w to co chce to ja dziekuje.Dobrze sie stalo a Ty
      dasz sobie rade
      • ajmj Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 25.06.07, 22:08
        No i znów potwierdzam swoja teorię. Lepiej jest bez facetasmileAle jeszcze trochę
        i za czas jakis ten ród wyginiewink
        Przytulam Ciebie bardzo mocno...
    • ajmj Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 25.06.07, 22:10
      prostuje. Została potwierdzona moja teoriasmile
      • mrs_ka Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 00:55
        Nieodpępowiony facet to dramat. Dramat, jesli na drugim końcu pępowiny dynda
        mamusia, ale jeśli dynda tam eks żona to jest to nie tylko dramat, ale też
        upokorzenie i ból w jednym.
        Zadaję sobie pytanie, dlaczego tkwisz w takim zwiazku?
        Odpowiedzi jest pewnie wiele, a oto przypuszczalne trzy z nich:
        1. bo go kochasz
        2. bo łączą Was sprawy zawodowe
        3. bo zbyt wiele razy pozwoliłaś sobie na potraktowanie siebie jak śmiecia i
        zamiast odejść już za pierwszym razem zaczęłaś się przyzwyczajać do takiej sinusoidy

        Punkt pierwszy sam w sobie nie jest groźny (wbrew pozorom). W połączeniu z
        punktem trzecim tworzy mieszankę wybuchową. A więc to jest Twoj facet: czasem mu
        wprawdzie odbija i wtedy daje Ci odczuć, że Jesteś towarem drugiej kategorii,
        ale kiedy wariactwo mu mija potrafi Ci nawet powiedziec, że Cię kocha i że
        Jesteś jedyna na świecie. Aż do następnego razu i telefonu od eks żony, która
        gra pierwsze skrzypce w jego życiu.
        Odpowiada Ci to? Idź w to jak w dym. Jeszcze wiele nocy przepłaczesz. Ustalenie
        granic po tylorazowym ich przekroczeniu wydaje mi się mało realne- Twój facet
        się po prostu z Tobą nie liczy i ma gdzieś Twoje uczucia. Czas się pogodzić z tą
        konkluzją.
        Może być Wam świetnie w łóżku, może mieć cudowne poczucie humoru i inteligencję
        Einsteina, ale to nie jest miłość partnera na resztę życia. To jest miłość egoisty.
        Nie pozwalaj mu wrócić. O ile Jestes gotowa na przyjęcie tej rady.

        a.
        • barbara001 Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 10:12
          Anirac, szczerze mówiąc mam nadzieję,że nie pozwolisz owemu P zainstalować się
          na nowo z jego laptopem i koszulami. Daj sobie spokój z tym związkiem, w którym
          nie ma miejsca dla Ciebie, jak widac. To jakis niedorosły gnojek i sadysta,
          tworza świetną parę ze swoją call-eks. Błagam, nie daj się dalej tak traktować,
          szkoda życia na walkę z wiatrakami.
          • delika1 Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 10:35
            jego eks wyzywa Cię i ubliża , a facet jeszcze ma do Ciebie pretensje ,że
            prowokujesz te sytuacje?!dziewczyno , nie pchaj się w to!.Myślę,że ich kontakty
            powinny ogranicać się do dziecka i koniec.Oni są po ROZWODZIE.Koniec
            małżeństwa.I mysle,że twój facet powinien zadzwonić do eks (przy Tobie) i
            powiedzieć ,ze nie zyczy sobie by cię obrażała, postawić sprawe jasno, że to TY
            jesteś teraz jego partnerką.TY.Ja nie wytrzymałabym tygodnia w takich
            klimatach.Facet musi PODJĄC DECYZJĘ z kim jest. Nie sugeruję byś od razu
            odeszła, tylko uświadom mu,że tworzy chorą sytuację. I rozwala wasz związek.
        • balladynka Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 11:35
          O Boże, słuchaj się Mrskiej bo dobrze to podsumowała. Ja byłam (i jestem nadal
          tylko się staram usilnie nie złamać tym razem) identyczna. Twój M jest taki sam
          jak mój (już) Ex-M. Też nigdy nie był w stanie porozmawiać z Eksią o niczym, co
          wymagałoby od niego postawienia się w jakiejkolwiek sytuacji konfliktowej z
          nią, i to zarówno jeśli chodzi o sprawy fundamentalne typu dziecko z Next ale i
          zwykłe sprawy codzienne gdzie wydawałoby się, że tyle lat po rozstaniu będą się
          w stanie dogadać na takie tematy typu sobota czy niedziela, 17.00 czy 18.00.
          Zawsze miał pełno w majtkach na samą myśl, że musiałby z nią coś ustalić
          inaczej, niż ona to sobie wyobraziła, albo że musiałby w jakikolwiek sposób
          odmówić czegoś dzieciom, bo problem jest taki, że on nie traktował np.
          przełożenia spotkania z dziećmi z niedzieli gdzie miałam prawie 40 stopni
          gorączki na poniedziałek gdzie mogłabym się już czuć lepiej jako coś, co
          powinien zrobić dla ukochanej osoby a przecież dzieci by z tego powodu nie
          ucierpiały tylko jako jakąś traumę dla dzieci. Grzecznie znosił najbardziej
          absurdalne rzeczy, np. epitety pod moim adresem od Eksi kiedy w dobrej wierze
          podałam nie takie lekarstwo dzieciom jak należy kiedy były chore, i nie liczył
          się z moimi uczuciami ani potrzebami, też przez 7 lat serwował mi "odchodzenie"
          i "rozstanie" za każdym razem, kiedy próbowałam np. rozmawiać o rozwodzie albo
          o czymkolwiek co wymagałoby od niego uwzględnienia mnie w tym jego świecie,
          który on sobie wyobraził, że będzie miał wedle swoich wyobrażeń i który wraz z
          Eksią budowali. Powoli zaczynam rozumieć, że ten mój M był w związku ze mną
          tylko jedną nogą - druga pozostawała mu wciąż na zewnątrz, on chyba sam nie wie
          jeszcze gdzie i o co mu w życiu chodzi. Wie tylko, że od Eks się nie odczepi z
          wiadomych względów więc zaczęłam mu ja przeszkadzać w świętym spokoju a zatem
          znowu kazał mi spakować przysłowiowe koszule i uciekł emocjonalnie od problemu
          tak jak i Twój M. I wiesz co, póki mi się zdawało, że on mnie kocha i póki
          znajdywałam milion usprawiedliwień dlaczego on tak a nie inaczej się zachowuje
          (poczucie winy, strach przed zaangażowaniem, moje przewiny itd) to starałam się
          go zrozumieć i mi zależało i nie mogłam się mentalnie uwolnić od człowieka ale
          teraz powoli zaczynam rozumieć, że to że ja go kocham to nie znaczy
          automatycznie, że on kocha mnie i że chyba się zmęczyłam trochę tą huśtawką
          którą mi serwuje i tym, że zawsze mi pokazuje właśnie takimi sytuacjami (a
          mogłabym milion różnych przytoczyć) moje miejsce w szeregu i chyba powoli
          zaczynam odczuwać pragnienie, żeby dla odmiany poczuć się ważną dla kogoś, żeby
          ktoś mnie kochał i o mnie dbał i zwracał uwagę również na moje uczucia i
          pragnienia a nie serwował mi tylko oczekiwania, warunki i miejsce w tle, ciągle
          się oglądał na przeszłość i swoje fobie różne a każdą próbę powiedzenia mu co
          mi leży na wątrobie kwitował odejściem. Doszło do tego, że ja się autentycznie
          BAŁAM odezwać. Zaczynam myśleć, że gdyby mu naprawdę na mnie zależało to nigdy
          w życiu by się tak nie zachowywał jak czasem potrafił. Nie pozwoliłby sobie na
          to po prostu. I tęsknię za nim zajebiście ale co z tego, skoro facetowi na mnie
          nie zależy nawet w połowie tak jak mi na nim i a nuż mnie po prostu wcale nie
          kocha? No to niech idzie wolno, poświęci się Eksi, dzieciom, pracy, czemu tam
          chce, niech sobie będzie sam albo z inną dziewczyną (Bogowie, miejcie ją w swej
          opiece) i niech sobie będzie sam Panem i władcą na swoich własnych warunkach i
          cieszy się swoją wolnością i tym, że nikt nie będzie mu uskuteczniał nacisków
          związkowo-prokreacyjnych, tylko po wyjściu jednych dzieci będzie mógł zasiąść
          na kanapie, wcinać fistaszki popijając je piwem i mieć święty spokój. Do
          kolejnego telefonu Eks, bo chyba jeszcze do niego nie dotarło, że chociaż
          jednej laski się pozbył to to jest żadne rozwiązanie na jego różne problemy
          egzystencjalne i to co sobie w życiu uwił.
    • anastazjapotocka Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 10:31
      Nieodpowiedni mężczyzna w życiu kobiety to dramat, a często nawet - tragedia.
      Tak jest i w Twoim przypadku, niestety.
      Jestem kobietą bardzo łagodną i wyrozumiałą, a dla mężczyzn wręcz pobłażliwą
      (czasem na zasadzie: czego od nich wymagać? To TYLKO mężczyźni).
      Niestety, Twoje życie z tym panem jawi mi się jako pasmo nieustających
      nieporozumień i tragikomicznych pomyłek.
      Mężczyzna, który POZWALA Ciebie tak podle traktować, poniżać i odzierać ze
      zwykłej ludzkiej godności - nie zasługuje w ogóle na miano mężczyzny.

      Zawsze podkreślam, że można w związku na wiele się zgadzać: można sprzątać,
      prać, gotować, prasować, czyścić mu buty i polerować jego paznokietki. Można
      codziennie po nim sprzątać łazienkę i wycierać lustra. Można za niego płacić
      alimenty i udawać głuchą i ślepą na zaczepki pasierbiatek. Lista jest tak
      długa, że nie chce mi się jej dalej ciągnąć.

      Mężczyzna za wszystkie dobrodziejstwa i dożywotnią obsługę ma jeden tylko
      obowiązek: szanować KOBIETĘ dzięki której ma taką komfortową sytuację.
      Szanować - a więc samemu sobie wobec niej nie pozwalać na grubiaństwo i innym
      na to grubiaństwo nie pozwolić.
      Do grubiaństwa zaliczam także okłamywanie partnerki (na pieniądze, na stosunki
      z byłą żoną i swoimi dziećmi, na czas poświęcony innym itd).

      Tego w Twoim związku nie ma.
      Poddawana jesteś ustawicznej tresurze mającej na celu sprowadzenie Ciebie do
      parteru, do tego, abyś uwierzyła, że jesteś GORSZA.

      Żaden projekt i żadne pieniądze nie są tego warte.
      Ani wspólne meble i telewizor (to tylko bezużyteczne graty).
      Nie poradzisz sobie z projektem? To zostań fryzjerką, fizykiem jądrowym,
      sklepową. Ale stań się niezależna i układaj SWOJE życie tak jak lubisz.
      Nikt za Ciebie tego nie zrobi.
      Tracisz tylko niepotrzebnie czas.
      Kobieta to nie wino, które im starsze tym lepsze.
      Zmarnowanych lat już nigdy nie odzyskasz (może ich nawet już nie nadrobisz),
      tak jak nikt Ci nie wróci zmarnowanego życia.
    • anirac Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 11:29
      Macie rację – ta sytuacja była i jest chora, a ja zbyt długo na to pozwalałam.
      Dlaczego? Bo tak jak napisała mrs_ka – kochałam. Zabawne i bolesne w tym
      wszystkim jest dla mnie to, że przez całe swoje dorosłe życie starałam sie
      własnie być niezależna, nie pozwolić by inny facet niszczył mi życie. I co?
      Pstro. Uwierzyłam, że ktoś może być jednak wsparciem, że pomoże, że razem coś
      osiągniemy, a nie każde oddzielnie. Uwierzyłam i teraz liżę rany i przeklinam
      swoją głupotę. Wzięłam troche za dużo na siebie bo liczyłam, że razem nam się
      uda. Teraz zostałam sama i obawiam się, że nie dam rady, a to też miała być
      poniekąd realizacja moich marzeń.
      Anastazjo – nie chcę żeby ktoś za mnie układał mi życie, ale chciałam by
      wreszcie ktoś mi w nim pomógł. To źle? Jak widać – tak.
      Mieszkam w obcym mieście, nie mam tu nikogo bliskiego, moja firma dopiero się
      rozwija, we wszystkim zawsze było pod górkę. Nie chcę się żalić, po prostu
      liczyłam, że z właścicwym człowiekiem – a za takiego go uważałam, wszystko mi
      się uda. Teraz mam niezaczętą nawet budowę własnego lokum, brak pieniędzy i
      pojęcia o tym (bo zrobiliśmy podział obowiązków – ja zarabiam na budowę, on na
      życie i nadzoruje prace konstrukcyjne), natomiast mam zobowiązania i umowy, z
      których muszę się wywiązać i czuję się cholernie niepewnie. Oczekiwałam
      szacunku, zrozumienia, liczyłam na partnerstwo. A efekt moich oczekiwań jest w
      pierwszym poście.
      • ewunia92 Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 11:42
        ochłoniesz i znajdziesz wyjście z tej trudnej sytuacji. Ale tak jak radzą inne macochy, ja też radzę Ci stawiaj na siebie póki jesteś młoda i masz szansę usamodzielnić się. Tego głupka po prostu wykreśl na zawsze ze swojej głowy. Zamknij ten nieudany rozdział. Głowa do góry! Szkoda łez...
      • joanna-walencja Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 13:47
        anirac napisała: Teraz mam niezaczętą nawet budowę własnego lokum, brak
        pieniędzy i pojęcia o tym (bo zrobiliśmy podział obowiązków – ja zarabiam na
        budowę, on na życie i nadzoruje prace konstrukcyjne), natomiast mam obowiązania
        i umowy, z których muszę się wywiązać i czuję się cholernie niepewnie.
        Oczekiwałam szacunku, zrozumienia, liczyłam na partnerstwo. A efekt moich
        oczekiwań jest w pierwszym poście.

        to co napisalas, swiadczy o tym, ze nie zwiazalas sie z pierwszym lepszym
        dupkiem, bo nikt normalny nie buduje domu i nie zaciaga zadnych zobowiazan do
        spolki z dupkiem.

        poczekaj az troche ochlona emocje (przede wszystkim, niestety, Twoje). zrob
        spokojny bilans Waszego wspolnego zycia i wtedy dopiero zastanow sie co dalej.
        zauwazylam, ze wszystkie kolezanki z forum zgodnie pisza, ze dobrze zrobilas bo
        ten dupek na Ciebie nie zasluguje.

        ja ci napisze, ze nie nalezy tak waznych decyzji podejmowac pod wplywem emocji.

        Jeszcze jedno - moim zdaniem facet mial racje w sprawie tego telefonu - jezeli
        nie uzgodniliscie wczesniej, ze sobie nawzajem podejmujecie rozmowy
        telefoniczne, nie powinnas byla odbierac telefonu eksi - to bylo glupie,
        zreszta sama widzisz, do czego to doprowadzilo. Ja tez nie lubie, kiedy
        ktokolwiek dotyka mojego telefonu - nie dlatego, ze mam cos do ukrycia, a
        dlatego, ze cenie sobie prawo do prywatnosci. Eksia cie zbluzgala - to przykre,
        ale niestety narazilas sie na to przez swoja glupote czy ciekawosc. Czego w tej
        sytuacji oczekiwalas od M - ze zadzwoni do eksi i ja zwymysla za to, ze ona
        zwymyslala Ciebie? Ze Cie w jej imieniu przeprosi?
        • anirac Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 18:49
          Droga Joanno-Walencji, idąc Twoim tokiem rozumowania, jeśli kobieta wykryje
          zdradę swojego męża to jest sama sobie winna, bo mogła nie ruszać sprawy i na
          własne życzenia naraziła się na ból. Oczywiście, że to telefon prywatny i
          niegdy tego nie robiłam, ale też wielokrotnie prosiłam by albo uregulował te
          rozmowy (nie wiem czy Tobie byłoby miło jak Twój facet rozmawia z eksią każdego
          poranka, zanim często Tobie powie "dzień dobry" i wieczorem przy romantycznej
          kolacji są jeszcze ze 3 telefonym, w ciągu dnia też kilka), albo mówiłam, że
          jeśli ona nie potrafi ograniczyć tych tel. to ja zacznę je odbierać, wtedy to
          się skończy. Nie chciał się na zgodzić, mówiąc, że to wywoła wojnę i ma swoje
          sposoby by to załatwić. Więc załatwiał. Przez 2 lata. Bez rezultatu. Ja już
          wielokrotnie zostałam zwyzywana przez eksię, choćby dlatego, że zobaczyła mnie
          w samochodzie jak jechałam ulicą, to wystarczyło by zadzwonić do mnie i skląć
          od tak sobie - bo ona się zdenerwowała i ma prawo (jej słowa). A
          ta "prywatność" rozmów, jak to określiłaś godzi w naszą prywatność, nie jest
          tylko jego sprawą, bo dotyczy również mnie. I ciekawe jest to, że ona ma prawo
          rozkazywać mi co do tego telefonu P., a ja nie mam prawa go odebrać.
          Interesujący pogląd. Faktycznie - ja sie nie liczę.
      • chalsia Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 14:10
        > Mieszkam w obcym mieście, nie mam tu nikogo bliskiego, moja firma dopiero się
        > rozwija, we wszystkim zawsze było pod górkę. Nie chcę się żalić, po prostu
        > liczyłam, że z właścicwym człowiekiem – a za takiego go uważałam, wszystk
        > o mi
        > się uda.

        podstawowy błąd to wiązenie się z kimś ze ZŁYCH powodów, a myślenie, że coś się
        uda dopiero z właściwym człowiekiem u boku, to właśnie taki zły powód - bo
        chcesz kogoś obarczyć odpowiedzialnością za swoje szczęście i pomyślność.
        Jest takie powiedzenie - "chcesz na kogoś liczyć? Licz na siebie".
        • anirac Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 18:51
          To nie jest sprawa obarczania odpowiedzialnością. Po prostu gdybym była sama
          inaczej bym pokierowała swoim życiem. Wtedy decydując sie na życie z nim,
          postanowiłam robić coś co jest możliwe raczej we dwójkę, bo sama czasowo,
          finansowo i technicznie nie jestem w stanie.
    • marusia1 Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 12:05
      Ex mojego M. odkąd dowiedziała się, że dziewczyna taty jej syna nie jest
      wirtualna (wcześniej Młody wciąż opowiadał matce o nasto - 20- letnich
      dziewczynach, żeby ją wkurzyć) - zaczęła szaleć. A gdy się dowiedziała, że jej
      syn baaardzo lubi tę dziewczynę - zaczął sie koszmar: oczernianie, wyzwiska.
      Robiła wszystko, żeby rozwalić nasz związek. Przecież ona miała doprowdzić do
      ruiny swojego ex (udało jej się z majątkiem i ze zdrowiem), a tu nagle okazuje
      się, że pozbierał się psychicznie, ma się dobrze, a co więcej jest szczęśliwy. I
      jej własny syn czuje się dobrze w domu już macochy. Miałam wątpliwą przyjemność
      z ex mojego M. kilka dni temu (przyjechała po syna, żeby Go zabrać na wakacje).
      Nie przywitała się nawet, przed blokiem zrobiła dziką awanturę. Mnie kazała
      odejść, bo chciała porozmawiać ze swoim mężem (ciekawa jestem jak się czuł
      facet, który ją pzywiózł i stał obok). Sprostowałam - z byłym mężem. Na co ona
      zwróciła się do mojego M. "kochanie"... i że niby ja nie mam nic do powiedzenia
      w sprawie ich syna. Spokojnie jej powiedziałam, że dużo, bo jestem jego macochą
      i to ja go wychowuję i utrzymuję. Mąż oczywiście stanął w mojej obronie. Ja mam
      to szczęście, że mój M. nie może patrzeć na ex i ogranicza kontakty z nią do
      min. (sprawę komplikują dzieci), a także udało mi się wypracować, że alimenty i
      inne sprawy związane z córką, która została u ex - podejmujemy wspólnie. Jeśli
      Twój mężczyzna tak dobrze dogaduje się z ex, to niech do niej wróci. Później
      będzie jeszcze gorzej... Trzeba być małą egoistką i myśleć o swoim szczęściu. A
      exsie potrafią napsuć dużo krwi - jeśli nie bezpośrednio, to przez dzieci.
      Wydaje mi się, że dużo większą kulturę w kontaktach po rozwodach mają ex mężowie
      (o ile zerwali pępowinę z byłą).
      • m-m-m Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 14:13
        >>>jej własny syn czuje się dobrze w domu już macochy


        Marusiu, czy ten syn sam to powiedział jej prosto w oczy?
        Obawiam sie, ze to kolejna Twoja projekcja, że Ty uważasz, że on się czuje
        dobrze w domu macochy.
        • marusia1 Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 21:04
          Marusiu, czy ten syn sam to powiedział jej prosto w oczy?
          > Obawiam sie, ze to kolejna Twoja projekcja, że Ty uważasz, że on się czuje
          > dobrze w domu macochy.

          do m-m-m: atakujesz mnie i wiesz co mnie smieszy? Twój nick. Ja i mój M. to 2M,
          a Młody sam się nazwał 3-cim M i teraz, gdy np. wysyłam kartki świąteczne każe
          mi podpisywać je od 3M. Przed wyjazdem na wakacje zapytał dlaczego na drzwiach
          wejściowych nie mamy tabliczki 3M. XXX? Wyjaśniłam mu, że teraz nikt nie wiesza
          tabliczek z nazwiskami, ale teraz pomyslałam sobie, że może powinnam powiesić
          chociaż 3M? Na Twoje pytanie odpowiadam: teraz matka pyta Młodego, czy nie
          chciałby wrócić, przekupuje go prezentami, coca colą (wcześniej nie dostawał od
          niej niczego. Gdy kupowała słodycze - jadła je sama On nie miał prawa ich
          ruszać) - odpowiada jej, że nie. Ze chce mieszkać ze mną i z tatusiem. Ja też
          wielokrotnie pytałam, czy nie chciałby zmienić decyzji (w chwilach jego
          wybuchów agresji), bo może tęskni (na pewno tak!) za mamą, siostrą. ON
          argumentuje bycie z nami: lepszymi ocenami, pomocą przy lekcjach, kolegami...
          Ale jedno jest pewne - my GO traktujemy podmiotowo, jest dla nas najważniejszy.
          I wiesz co jest marzeniem Młodego? Żeby zamieszkała z nami jego młodsza
          siostra, która została u matki (nie jest to realne oczywiście).On nie chce
          powrotu do tego co było. Chce zapomnieć... A matkę coraz bardziej idealizuje.
          Może tak jest MU łatwiej?
          • m-m-m Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 27.06.07, 07:45
            atakujesz mnie i wiesz co mnie smieszy? Twój nick


            A mnie śmieszy Twój nick rodem z Janosika. To tak samo brzmi jak Czerowny
            Kapturek, albo sierotka Marysia.
            Ja Cię nie atakuję, tylko pokazuję Ci przyczyny Twojej frustracji na to, że
            Twój pasierb nie okazuje Ci przywiązania jak okazywałby własnej matce.


            A matkę coraz bardziej idealizuje.
            > Może tak jest MU łatwiej?


            To Ci napisałam w Twoim wątku, dlatego m.in. nigdy dla niego matka nie będziesz.
    • balladynka Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 13:34
      Dodam jeszcze, żebyś nie dała sobie wmówić, że to Twoja wina, bo widzę, że Twój
      M ma tendencję do obwiniania Cię za wszystko co się dzieje. Nie daj sobie kitu
      wcisnąć, że to "bo Ty prowokujesz takie sytuacje" albo że "twoje metody
      prowadzą do wojny a ja chcę być dla Eks miły bo jestem taki szlachetny" - mój M
      też mi rzucał takie teksty aż w końcu doprowadził do tego, że zaczęłam w to
      wierzyć i faktycznie się zastanawiać czy to może ze mną coś jest nie tak i ja
      zła kobieta jestem. Naszarpałam się 8 lat i cały czas nawet teraz zastanawiam
      się co jeszcze mogłam zrobić lepiej, więcej, inaczej, co mogłam odpuścić, z
      czego zrezygnować itd. A prawda jest taka, że gdyby nie jego nieudolność w
      postępowaniu z Tobą i Eks, w ogóle nie musielibyście na ten temat rozmawiać
      tylko byście się zajęli czym innym a takie teksty mają tylko na celu przykrycie
      jego nieodpępowienia, poczucia winy, strachu przed Eks i wmanipulowanie Ciebie
      w poczucie winy, że w Waszym związku nie jest fajnie, czyli tak jak jemu
      pasuje. Jak jesteś z Warszawy to zapraszam na winko. Jak chcesz możemy razem
      dokonać uroczystego spalenia zdjęć eMów. Mogę też już dziś zacząć przygotowywać
      lalki voodoosmile Zawsze co dwie porzucone to nie jedna.
      • anastazjapotocka Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 13:57
        To z tymi lalkami woodoo jest naprawdę fajne.
        Ale przebiła Cię, Balladynko - Joanna Walencja z emocjami i cierpliwością.
        Nawet ja (tak zakochana w moim mężu) bym tego nie wymyśliła. Wesoła z niej
        kobietka.
        To jej wyjaśnienie z odebraniam telefonu od eksi też jest fajne.
        Przypomina mi film, na którym facet po skatowaniu żony mówi do niej (kopiąc
        solidnie leżącą we krwi połowicę) ...widzisz, do czego mnie doprowadziłaś?"...
        • joanna-walencja Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 14:13
          wiem, ze sa takie pary, gdzie wszystko jest wspolne - wspolne konto, wspolny
          telefon, wspolna eksia, wspolne decyzcje co i jak mowic eksi. i jezeli oboje
          partnerzy sie na to zgadzaja, to fajnie. ale tu chyba tak nie bylo - i dlatego
          uwawazam, ze podejmowanie telefonu eksi bylo bledem, nie porownywalabym jednak
          tej sytuacji do skopania zony (i twierdzenia, ze to jej wina) tylko do
          wsadzania palcow do kontaktu.
          • anastazjapotocka Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 14:30
            Teoretycznie można przyjąć, że w jakimś sensie masz rację.
            Ja biorę pod uwagę, że eksia sklęła od najgorszych bidulkę - to raz.
            Tak. Facio POWINIEM BYŁ PRZEPROSIĆ za byłą żonę.
            Jakby pies sąsiadki podarł mi rajstopy łasząc się do mnie czule i gwałtownie -
            też bym oczekiwała, że mnie przeprosi (sąsiadka, a nie pies). Jakby ten sam
            pies mnie ugryzł - podałabym sąsiadkę do sądu (o ile nie załagodziłaby ona
            sytuacji pokrywając koszty leczenia i karmiąc mnie moimi ulubionymi
            czekoladkami, aby ukoić mój żal z powodu paskudej blizny).
            Dwa - facio, który obraża się i stosuje metodę kija i marchewki w związku - nie
            jest (według mnie) godny zaufania, bo jawi mi się jako treser (zamiast partnera
            i przyjaciela).
            Być może Joanno Walencjo mamy różną tolerancję na tresurę.
            I nie myśl, że jestem w stosuku do Ciebie złośliwa.
            Szanuję Twoje poglądy, ale mam inne.
            Cieplutko pozdrawiam.
            • joanna-walencja Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 14:56
              anastazjapotocka napisała: Tak. Facio POWINIEM BYŁ PRZEPROSIĆ za byłą żonę.

              A w czym tu wina facia? chyba tylko w tym, ze kilkanascie lat temu ozenil sie z
              niewlasciwa osoba?? Ale przeciez, gdyby czlowiek wiedzial, ze sie przewroci, to
              by usiadl. Poza tym facet naprawil swoj blad, bo sie rozwiodl.

              Jakby pies sąsiadki podarł mi rajstopy.. ja tez nie lubie swojej eksi, ale mimo
              wszystko porownanie jakiejkolwiek eksi do psa jest pewna przesada, nawet jezeli
              prawda jest stwierdzenie, ze niektore psy maja wiecej rozumu od niektorych
              eksi smile

              A co do tresury - wg. mnie to raczej zachowanie Anirac, ktora podpowiada
              swojemu facetowi jak czesto, o czym i jakim tonem ma rozmawiac z eksia,
              przypomina tresure.

              • anirac Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 19:01
                To marny ze mnie treser, skoro niczego nie osiągnęłam i dalej jestem wagonem na
                bocznicy. Godziłam się na upokorzenia chyba wystarczająco długo, nie życze Ci
                żebyś była w podobnej sytuacji. A swoją drogą to jednak eksia ma talent
                pedagogiczny - bo mnie wytresowała, że mam nie istnieć, a P. że ma zawsze byc
                na jej skinienie.
            • joanna-walencja Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 15:09
              anastazjapotocka napisała:
              Być może Joanno Walencjo mamy różną tolerancję na tresurę.

              jeszcze a propos tresury - zona naszego przyjaciela patrzy na mnie jak na
              ofiare losu i tresury M, bo codziennie gotuje obiady, jednoczesnie pracujac
              zawodowo. Ona sama ani nie pracuje, ani nie gotuje. rozne rzeczy rozni ludzie
              roznie oceniaja. ja lubie gotowac i traktuje to jako relaks i mila odmiane po
              pracy biurowej.

          • joanna9969 Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 27.06.07, 16:08
            Odbieranie telefonu od exsi moze nie bylo zbyt dobrym pomyslem.
            Ale normalny facet ktory podobno kocha i szanuje swoja partnerke
            powinien natychmiast zadzwonic przy niej do eksi i ustawic eksie
            przez telefon do pionu bo takich zachowan w stosunku do swojej kobiety
            sie nie toleruje i juz i to nie zalezy od okolicznosci.
            On z jakis powodow nie chce tego zrobic .
            Ja mam przeczucia ze moze on prowadzi jakas sobie gre jak to mowia
            po angielsku ze chce miec ciasteczko i tez je zjesc .
            Musi miec jakies powody zeby nie odpempowic sie od exsi
            bo gdyby jej powiedzial brutalnie w oczy (z wyjatkowo opornymi
            babami nie raz tak trzeba ) ze sa po rozwodzie i ze on z dzieckiem to i
            owszem ale z nia nie chce miec nic wspolnego to po
            ktoryms razie by to w koncu do baby dotarlo . A w ogole z tego co pamietam
            to dziecko to nastolatka z ktora on moze utrzymywac kontakty bezposrednio
            eliminujac w ogole mamusie. Ale to trzeba chciec zrobic.
      • anirac Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 26.06.07, 18:54
        Balladynko, kusząca propozycja smile Jestem jednak z Krakowa więc wspólne upicie
        się nie wchodzi w grę, ale straaasznie Ci dziękuję za wsparcie. Trzymam kciuki
        za nas obie, że poukładamy sobie życie pełne satysfakcji i szacunku.
        • delika1 Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 27.06.07, 10:07
          uważam,że Twój facet powinien w twojej obecnosci zadzwonić do eks i
          powiedzieć,że to Ty jesteś teraz jego partnerką, jego kobietą, i by eks
          zrozumiała,że kontakty skupiają się obecnie tylko i wyłącznie na ich wspólnym
          dziecku.I ,że nie ma prawa wydzwaniać do byłego, i wpieprzać się w wasze
          życie.Koniec.Powiedzieć JASNO, WYRAŹNIE, WPROST.I dobrze,że odebrałaś ten
          telefon.Bo ta eks czyha na wasze niepowodzenie bo emocjonalnie nie odeszła od
          twojego faceta.Powinna otrzymać JASNY KOMUNIKAT OD WAS(od niego), by się
          odczepiła.A inna sprawą jest błąd, który popełniamy, wiażąc sie z kimś, kogo
          nie jesteśmy do końca pewni, i zanim będziemy pewni, wikłamy się w zalezności-
          uzależnienia, typu wspólna firma , budowa itd..to błąd, ktory sama popelniam
          chyba..
    • dyderko Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 27.06.07, 10:37
      Anirac, trzeba przyznać że odporna dziewuszka jesteś... Mój luby związany jest
      nadmiernie (wg mnie) z matką, a mimo to jego telefoniczne rozmowy z nią nie
      przekraczają trzech dziennie (wliczając to rozmowy z pracy - no chyba że coś
      się z jej zdrowiem dzieje, bo mocno starsza pani jest, ale to jest zrozumiałe).
      Moja osoba jest w nich wymieniana (chwalona, hołubiona, wręcz wychwalana pod
      niebiosa). Nawet jak jeszcze nie akceptowała zmian w jego życiu i nie
      akceptowała mojego istnienia to w tych rozmowach byłam obecna (tak że miała
      świadomość że jestem, nie zniknę i musi to zaakceptować). Mimo roli jaką ona
      pełni w jego życiu (ich więź jest naprawdę bardzo wielka) potrafi powiedzieć
      jej „Mamo, dzwonię wcześniej bo my z Dyderkiem planujemy wspólny wieczór, tylko
      we dwoje”.
      Gdyby mój NM w trakcie naszych spotkań rozmawiał cały czas z kimś innym, co
      chwilę zajęty byłby życiem poza nami, to po rozpoczęciu przez niego następnej
      rozmowy wstałabym, ubrała się i wyszła (miałaśgdzie iść - jest w Krakowie sporo
      knajp, pewnie są i takie gdzie samotna dziewczyna nie razi, jest kilka muzeów,
      jest gdzie pospacerować, ja ostatecznie obejrzałabym dokładnie wszystkie półki
      w Tesco). Po powrocie na wszelkie pytania lub pretensje odpowiadałabym „Byłeś
      zajęty” albo „Myślałam że mam wolne”.
      Mojemu raz się zdarzyło, że zmienił nasze plany bez szczególnej przyczyny,
      tylko dlatego bo mamusia zadzwoniła i powiedziała że chciałaby by przyjechał.To
      była tylko chęć, nie było ważnego powodu do spotkania a ja miałam w stosunku do
      niego określone plany. Powiedziałam mu wtedy że jeśli życie swoje organizuje
      pod matkę to niech do niej wraca i z nią żyje. Oburzył się ale przemyślał i to
      był ostatni raz (minął rok, więc to chyba trwałe).

      A kwestii wyzywania Cię przez Ex i jego przyzwolenia na to, nie ma co poruszać.
      Nie jest to facet który Cię razie potrzeby obroni, pomoże, wesprze... niech
      spłynie z szambem.
      • joanna9969 Re: moja naiwność, a dla innych może przestroga 27.06.07, 16:15
        Jest jednak powazna roznica miedzy eksia i matka .
        Matka jest byla i bedzie w zyciu twojego M natomiast
        eksia w momecie podpisania rozwodu zostala z zycia 'wypisana'
        do M nie ma juz zadnych praw i tak powinna pozostac
Pełna wersja