Dodaj do ulubionych

ex domaga się poznania next - czy to normalne?

01.07.07, 10:22
Witam,

To mój pierwszy post, choć podczytuje Was już od dłuższego czasu.

Od 2 lat jestem macochą weekendową. Młody ma teraz 7 lat. Sytuacja jest o tyle
nietypowa, że Młody - uwaga! - nie jest synem M. Jednak M zna go od
niemowlęcia (gdy poznał eksię była samotną matką).
Od początku starał się być dla Młodego tatą (ojciec biologiczny w życiu
dziecka nie istnieje, podobno płaci alimenty). Po rozstaniu (3 lata temu) M
postanowił, że wciąż chce być tatą Młodego. Siłą rzeczy żadnych formalnych
praw ani obowiązków wobec Młodego mój M nie ma. Stara sie spotykać z Młodym
regularnie w weekend i czasem też w tygodniu. Różnie to się układało przez
ostatnie lata, eksia czasem robi problemy ze spotkaniami, czasem zarzuca M że
za mało się dzieckiem zajmuje, generalnie ciężko się z nią umawiać bo 10 razy
zmienia zdanie na temat terminów spotkań i do tego notorycznie się spóźnia.

Odkąd eksia dowiedziała się o moim istnieniu (wie prawie od początku), domaga
się spotkania ze mną. Twierdzi, że chce wiedzieć z kim przebywa jej dziecko.
Ja zdecydowanie odmawiam spotkania - nie mam ochoty z nią rozmawiać, nie
wyobrażam sobie takiego spotkania. Początkowo eksia nie pozwalała na nocowanie
Młodego u nas bez poznania mnie, gdzieś po roku jej przeszło. Obecnie chodzi o
wyjazd wakacyjny - twierdzi, że nie powoli M zabrać Młodego z nami na wakacje
dopóki mnie nie pozna.

M raczej akceptuje moją odmowę, choć od czasu do czasu pyta czy nie zmieniłam
zdania i czy nie mogłabym może spotkać się z eksią dla świętego spokoju.

Co o tym sądzicie? Jak to u Was jest? Macie jakikolwiek kontakt z eksiami?

Co do Młodego... Młody jest dzieckiem raczej zamkniętym w sobie. Nasze
kontakty są niby poprawne, jednak cały czas wyczuwam u niego dużą rezerwę i w
sumie nie wiem co on myśli i czuje... ale moje kontakty z Młodym to już
zupełnie osobny temat.
I jeszcze jedno - Młody jest uświadomiony, że M nie jest jego prawdziwym
ojcem. Jednak traktuje M jak tatę (m.in. mówi do niego "tato").

Pozdrawiam,
Ania

PS. Mamy z M półrocznego synka smile

Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 10:42
      No coż, jak chcę wyslać dziecko na kolonię czy obóz, to nie robie tego nie
      obejrzawszy opiekunow. Nie wiem, dlaczego sie dziwisz, ze ta pani chce wiedzieć,
      komu powierza synka. Bo skoro jedziecie razem, to powierza go Wam obojgu, jak by
      nie patrzeć.
      Mnie bardziej dziwi nacisk, jaki kladziesz na fakt, ze M nie jest biologicznym
      ojcem chłopca. Wyglada na to, ze jest dla niego bardziej ojcem niz niejeden
      biologiczny dla wlasnych dzieci, po prostu masz faceta z duzą ojcowską klasą, to
      chyba dobrze, prawda?
      • ania0001 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 11:06
        nangaparbat3 napisała:

        > No coż, jak chcę wyslać dziecko na kolonię czy obóz, to nie robie tego nie
        > obejrzawszy opiekunow. Nie wiem, dlaczego sie dziwisz, ze ta pani chce wiedzieć
        > ,
        > komu powierza synka. Bo skoro jedziecie razem, to powierza go Wam obojgu, jak b
        > y
        > nie patrzeć.

        Ja nie twierdzę, że jej całkiem nie rozumiem - mam jednak wewnętrzne opory przed
        takim spotkaniem. Może to dziwne, ale nie potrafię sobie takiego spotkania
        wyobrazić. "Dzień dobry, to ja, proszę mnie sobie obejrzeć, może ma pani jakieś
        pytania, czy teraz już możemy zabrać Młodego na wakacje?" Może jeszcze mam
        przygotować CV i referencje? Ja nie jestem kandydatką na opiekunkę, jestem żoną
        człowieka, którego ona akceptuje jako ojca dla swojego dziecka.

        Dlatego chciałabym wiedzieć jak to bywa u innych macoszek. Czy poznałyście
        eksię, jak do tego doszło i jak to wyglądało.

        > Mnie bardziej dziwi nacisk, jaki kladziesz na fakt, ze M nie jest biologicznym
        > ojcem chłopca. Wyglada na to, ze jest dla niego bardziej ojcem niz niejeden
        > biologiczny dla wlasnych dzieci, po prostu masz faceta z duzą ojcowską klasą, t
        > o
        > chyba dobrze, prawda?
        >

        Bardzo dobrze smile Jednak to że nie jest ojcem biologicznym nie jest całkiem bez
        znaczenia - wynika z tego między innymi to, że w kontaktach z Młodym jest zdany
        wyłącznie na widzimisię eksi.
        • nangaparbat3 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 11:21
          ania0001 napisała:

          Jednak to że nie jest ojcem biologicznym nie jest całkiem bez
          > znaczenia - wynika z tego między innymi to, że w kontaktach z Młodym jest
          zdany wyłącznie na widzimisię eksi.

          Jesli to Cie martwi, to tym bardziej byloby dobrze usmierzyc jej niepokoj i
          spotkać sie z nią. Wyjazd na wakacje to dobry pretekst - mozecie pogadac o
          Mlodym, na przyklad o ktorej chodzi spac czy co lubi na sniadanie - nwet jesli M
          wie wszystko i bedzie sie wszystkim zajmowal, to tematy bezpieczne i wygodne.
          Tak sobie myslę, ze Twoja stanowcza odmowa spotkania moze budzic jej niepokoj,
          poza tym moze sie obawiać, ze skoro M ma teraz biologicznego syna, jej dziecko
          zostanie w jakis sposob odrzucone. Moze wlasnie jej wahania i zmiany decyzji
          biora sie stad, ze boi sie, że syn bedzie cierpiał - skoro M nie ma zadnych
          formalnych zobowiazań i wszystko zalezy od decyzji i dobrej woli M, ta kobieta -
          w kazdym razie teoretycznie - ma się czego bać.
          Im wiecej o tym wszystkim myslę, tym bardziej zazdroszczę Ci tego faceta.
      • mrs_ka Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 11:08
        Zgadzam się z Nangą. Akurat dla problemu, który opisujesz nie ma większego
        znaczenia, kto jest biologicznym ojcem dziecka, skoro zastana sytuacja wygląda,
        jak wygląda i twój M. zarówno wszedł w rolę ojca, jak i jest nazywany "tatą".
        Myślę, że tego akurat nie ma co rozstrząsać.
        Natomiast co do dalszej częsci postu: chęc poznania Ciebie w tych
        okolicznościach wydaje mi sie absolutnie pozbawiona drugiego dna. Czy moglabyś
        jakoś uzasadnić swoje usztywnienie w tej materii? Przyznam się, ze jestem
        ciekawa z czego wynika Twoja odmowa?
        Jesli jakoś Ci to pomoże w zobaczeniu sytuacji okiem Eksi: u nas sytuacja była
        identyczna. Najpierw mój eks mąz poprosil o zaaranżowanie spotkania z Nextem, bo
        chciał się przekonać, kim jest człowiek będący opiekunem jego dziecka. Potem ja
        poprosiłam o zorganizowanie spotkania z Neksią, bo chcialam się dowiedzieć
        dokladnie tego samego.
        Spotkaliśmy się, uspokoiliśmy, życie trwa dalej.
        a.
        • mrs_ka Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 11:12
          aha, widze, że odpowiedzialaś już Nandzewink
          No więc w kwestiach technicznych, ktore Cię- jak widzę- niepokoją. Wyszło to
          bardzo naturalnie "cześć, jestem kasia, miło mi cię poznać". Potem rozmowa
          potoczyła się dalej i zapewniam Cię, że nigdy nie brak do niej tematów: w końcu
          ona jest mamą dziecka, które Ty znaszwink)) Zawsze można pogadac o problemach
          szkolnych, przedszkolnych czy o tym, jak pięknie jaś rysujewink
          Dla matki ważne jest tak naprawdę zobaczenie "macochy" i przekonanie się, że
          jest sympatyczna (na przykład) i nie zieje ogniem, nie posiada pejcza w tylnej
          kieszeni spodni, jak i nie zamyka pasierbów w klatcewink
          Oczywiście przerysowuję to mocno, ale chodzi mi o to, że część lęków jest
          zarówno u Eksi, jak i Neksi, całkowicie irracjonalna i dlatego właśnie w
          oswojeniu sytuacji pomaga kontakt osobisty.

          a.
        • ania0001 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 11:47
          mrs_ka napisała:

          > Zgadzam się z Nangą. Akurat dla problemu, który opisujesz nie ma większego
          > znaczenia, kto jest biologicznym ojcem dziecka, skoro zastana sytuacja wygląda,
          > jak wygląda i twój M. zarówno wszedł w rolę ojca, jak i jest nazywany "tatą".
          > Myślę, że tego akurat nie ma co rozstrząsać.

          Zgadzam się, że to bez znaczenia dla bieżącego problemu. Jednak ponieważ to mój
          pierwszy raz na forum chciałam przedstawić się opisując całokształt sytuacji smile

          > Natomiast co do dalszej częsci postu: chęc poznania Ciebie w tych
          > okolicznościach wydaje mi sie absolutnie pozbawiona drugiego dna. Czy moglabyś
          > jakoś uzasadnić swoje usztywnienie w tej materii? Przyznam się, ze jestem
          > ciekawa z czego wynika Twoja odmowa?

          Sama się nad tym zastanawiam. Po pierwsze obawiam się, że jedno spotkanie nie
          rozwiąże sprawy (bo jak można kogoś "poznać" w ciągu jednego spotkania?).
          Po drugie obawiam się, że takie spotkanie byłoby bardzo "sztuczne" - nie wiem
          czy potrafię być naturalnie sympatyczna dla kobiety, która regularnie funduje mi
          (a nawet bardziej mojemu M) różne dawki irytacji poprzez delikatnie mówiąc
          swobodne podejście do umówionych dni i godzin spotkań.

          Ogólnie mówiąc - nie mam ochoty na to spotkanie. A że wielokrotnie na tym forum
          czytałam tezę, że macocha nie obowiązków wobec pasierbów, bo ich wychowanie i
          "obsługa" to sprawa rodziców, to chciałabym wiedzieć jak potraktować tę sprawę.

          Czytam z uwagą wszystkie Wasze wypowiedzi.

    • m-jak-magi Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 11:21
      rozumiem i twoja postawe i postawe eksi. gdybym byla eksia pewnie bardzo
      zalezaloby mi na poznaniu kobiety z ktora moje dziecko spedza weekendy i
      wakacje. z prostego powodu aby upewnic sie ze osoba ta jest godna zaufania i ze
      jest pozytywnie nastawiona do mojego dziecka. oczywiscie na podstawie jednego
      spotkania daleko idacych wnioskow wysunac sie nie da ale mozna chociaz troche
      uspokoic sie.
      ja sama jako next stanelam przed wyborem spotkania z matka malej i odmowilam.
      spotkanie tej kobiety i rozmowa z nia bylaby dla mnie zbyt duzym dyskomfortem
      zwazywszy na wczesniejsze proby kontaktu z jej strony ( a raczej jakosc tych
      prob).
      rozumialam jej potrzeby jako matki dlatego tez przy kazdej wizycie malej
      staralam sie jej udownodnic swoje pozytywne nastawienie do dziecka. mala
      wracala do mamy z nowym kompletem ubranek, ladnie uczesana, w plecaku miala
      swoj ulubiony sok i swoje ukochane ksiazeczki. matka widziala ze mala waca
      zadbana i szczesliwa.
      co wiecej bylam pierwsza osoba ktora rozpoczela walke malej z sikaniem do
      pieluchy. zakupilam nakladke na deske z jej ulubiona postacia z kreskowek i
      cierpliwie uczylam siusiac.
      mysle ze te wszystkie gesty z mojej strony upewnily matke malej ze warto mi
      zaufac i sprzyjac wzajemnym kontaktom.
      musze przyznac ze mi zaimponowala bo wzniosla sie ponad niechec do mnie
      kierujac sie dobrem dziecka.

      uklad funkcjonuje do dzis - z mama malej nie mam zadnych kontatow natomiast z
      mala kontakty sa dalej bardzo dobre.
    • coccolona Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 11:51
      Ja tam Cie rozumiem. Tez nie zamierzam spotykac ani poznawac eks mojego faceta.
      Twoj M powinien uszanowac Twoje podejscie do tej sprawy. A takie gadanie, ze
      tamta babka chce znac osobe, ktorej powierzy dziecko jakos mnie nie przekonuje.

      Ona powierza dziecko swojego bylemu, pewnie ma do niego zaufanie, wiec w czym
      problem? Twoj M nie zostawilby dziecka z osoba, ktorej nie ufa, prawda?

      W sumie, to masz fajnie, ze Twoj Mnie jest biologicznym ojcem tamtego dziecka.
      Komfortowa sytuacja. Odpadaja np wszelkie zobowiazania finansowe Twojego M
      wzgledem tamtego dzieciaka i Twoje dziecko nie musi sie niczym dzielic z obcym
      dzieckiem.
      • nangaparbat3 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 12:00
        coccolona napisała:


        > W sumie, to masz fajnie, ze Twoj Mnie jest biologicznym ojcem tamtego dziecka.
        > Komfortowa sytuacja. Odpadaja np wszelkie zobowiazania finansowe Twojego M
        > wzgledem tamtego dzieciaka i Twoje dziecko nie musi sie niczym dzielic z obcym
        > dzieckiem.

        Nie mow hop zanim nie przeskoczysz, nie chwal dnia przed zachodem slońca.
      • jayin Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 16:21
        > Ona powierza dziecko swojego bylemu, pewnie ma do niego zaufanie, wiec w czym
        > problem? Twoj M nie zostawilby dziecka z osoba, ktorej nie ufa, prawda?

        Mam dokładnie takie samo zdanie na ten temat.

        Jeśli któraś ze stron nie przejawia ochoty na poznanie się wzajemne, to nie ma większego sensu robić tego na siłę, albo "dla świętego spokoju". I nie sądzę, żeby next (czy też ex, jeśli nie chce poznać "swojej" nexi) MUSIAŁA się tłumaczyć, dlaczego nie ma na to ochoty.

        Nie ma i tyle.
        Podstaw żadnych do KONIECZNOŚCI takiego zapoznania się z okazji wyjazdu ojca z dzieckiem I Z NEXT nie widzę.

        Dziecko jedzie z ojcem. Wystarczy.

        W końcu całej kadry opiekunów na koloniach, towarzystwa w jakim dziecko by tam spędzało 2 lub 3 tyg. też rodzice nie poznają osobiście. Bez przesady...


        A tak na marginesie, to więcej niż OK ten twój M jest.
        Że dziecko nie jego, ale czuje się w obowiązku ojcowskim, nawet po rozstaniu z żoną. Pozytywne, szczególnie, że macie własne dzieciątko smile Dla niego pewnie też będzie (jest) fajnym tatą.

        pozdr.

        J.
        • kati27 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 22:43
          Podpisuję sie obiema rękoma pod tym co piszesz - absolutnie nie musisz robić nic
          na siłę. Twój M. to złoty człowiek, który, według tego co piszesz nie jest
          zbytnio doceniany przez eks - jak można w takiej sytuacji robić łaskę dziecku
          żeby zobaczyło się ze swoim ojcem, nie ojcem. A to co przeczytałam w większości
          postów dotyczących Twojego zapytania trąci mi idealizmem, zbędnym jak dla mnie.
          Trzymaj się mocno i słuchaj przede wszystkim swojej intuicji. Powodzenia smile K.
          • mrs_ka Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 23:24
            Sądzę, Kati, że perspektywa Ci się radykalnie zmieni kiedy sama zostaniesz mamą.
            Zapewnienie dziecku bezpieczeństwa (oraz działania ku temu zmierzające) nie mają
            nic wspólnego z idealizmem, są czystą biologiąwink)) Warto ten biologiczny
            imperatyw brac pod uwagę; on bardzo często wyraża się w dzialaniach pozornie
            irracjonalnych. Chodzenie w tym przypadku na udry nie jest po prostu warte
            nerwów wszystkich zaangażowanych w to osób.
            Pozostaje też opcja M_jak_Magi, ale trzeba sie liczyć z faktem, że nie każda
            Eksia jest na tyle cierpliwa.

            a.
            • kati27 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 00:37
              Nie zgodzę się jednak z tym co mówisz - co ma piernik do wiatraka? Co ma eks do
              next? Pewnie ma dużo w kontekście, że z igły można zrobić widły i już. Cała
              reszta została już napisana w postach dziewczyn, które uważają, że autorka tego
              wątku nie musi i nie ma obowiązku "prezentować się eks".
              Nie wiem czy mąż Ani jest prawnym opiekunem tego dziecka - jeśli nie to w
              świetle prawa jest on również obcą osobą - może znaną ale nadal obcą. O co te
              problemy z niczego?? I kto wie co będzie dalej jeśli obie Panie się spotkają? I
              czy nie powinno się zakładać, że skoro główni bohaterze tej "afery" mają razem
              dziecko i są małżeństwem to znaczy, że nie są ludźmi z tzw. ulicy?
              • mrs_ka Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 00:59
                Który piernik do jakiego wiatraka? Kwestia Twojego potencjalnego rodzicielstwa
                do problemu tego wątku? Jesli o to Ci chodzi to ma się ściśle- dopóki nie
                doświadczysz na własnej skórze, czym jest lęk o własne dziecko nie wypowiadaj
                się, proszę, w sposób autorytarny na temat tego, co jest tu idealizmem, a co nie
                jest. Bo po prostu niewiele o tym jeszcze wiesz.
                I trudno Ci czynić z tej niewiedzy zarzut, ale doprawdy dziwnie się czuję, kiedy
                spod palców osoby, dla której rodzicielstwo jest póki co bajką z zielonego lasu,
                wychodzą jednoznacznie nacechowane oceny w rodzaju "robić z igły widly" czy
                "robić problemy z niczego".
                Przeczytaj może jeszcze raz swoje posty i pozwól, że odłożymy Twoje opinie póki
                co ad acta. A kiedy zostaniesz mamą pogadamy ponownie na temat robienia z igły
                wideł i gwarancji, jaką jest dla jakiejkolwiek matki niebycie "ludźmi z
                ulicy"(pomijając już nieostrość tego terminu). A cóż to za argument, na Boga?
                Przypomina mi on jako żywo argumentacyjną linię mojego eks męża, który z
                wyższością w głosie udowadnial mi, że skoro mieszkania na jego osiedlu kosztują
                pierdylion zł/m2 to nie mieszkają tam pedofile- wobec tego może puszczać
                pięcioletnie dziecko samopas i nie troszczyć się o to, w którym lokalu przebywa.

                a.
                • kati27 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 01:51
                  Nie miałam na myśli kwestii mego macierzyństwa tylko ogólną problematykę tego
                  wątku. Ale skoro tak mocno tę kwestię poruszasz to może trzeba dużymi literami
                  napisać do autorki postu i do osób uczestniczących w tym wątku że wypowiadać
                  mogą się jedynie matki, które poznały smak macierzyństwa od chwili poczęcia tego
                  dziecka po każdą sekundę jego życia.
                  Co do decyzji gdzie odkładać czyjeś opinie pozwól że zwrócę ci uwagę na dwie
                  rzeczy - pierwsza to taka, że powinnaś chyba wypowiadać się w liczbie
                  pojedynczej, druga natomiast tyczy się tego, że moja wypowiedź była skierowana
                  do autorki tego postu, która sama zdecyduje co zrobić z moimi radami.
                  Odnośnie wyższości i relacji z Twoim eks - może jego reakcja była obroną na
                  Twoją wyższość przebijającą z Twoich wypowiedzi.
                  Dzień dobry!  rzekł Tygrys.  Znalazłem kogoś zupełnie takiego samego jak ja. A
                  myślałem, że więcej takich nie ma.
                  • mrs_ka Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 02:57
                    > Nie miałam na myśli kwestii mego macierzyństwa tylko ogólną problematykę tego
                    > wątku. Ale skoro tak mocno tę kwestię poruszasz to może trzeba dużymi literami
                    > napisać do autorki postu i do osób uczestniczących w tym wątku że wypowiadać
                    > mogą się jedynie matki, które poznały smak macierzyństwa od chwili poczęcia teg
                    > o
                    > dziecka po każdą sekundę jego życia.

                    Przesadzasz. Nigdzie tak nie napisalam. Moja odpowiedź odnosiła się wyłącznie do
                    Twoich kategorycznych stwierdzen w rodzaju "podejscie idealistyczne, robić z
                    igły wigły, robić problem z niczego". Jeżeli głosisz ostro i autorytarnie
                    sformułowane opinie bądź przygotowana na okoliczność, iż Twój rozmówca zechce
                    Cię z tych słów rozliczyć.
                    Uzyłaś jednoznacznych sformułowań- odpisałam "pożyjemy zobaczymy" (nawiasem
                    mówiąc w tym kontekście liczba mnoga jest figurą retoryczną, a nie wypowiedzią w
                    imieniu ogółu; sądziłam, że to jasne).
                    Odnośnie mojego eks- przedmiotem tego wątku nie są dywagacje, co mój eks i ja
                    mieliśmy na myśli, acz doceniam zgrabnie ukrytą insynuację, iż moim problemem w
                    komunikacji z ludźmi jest odczuwana przeze mnie wyższość.
                    To miłe, że zdobyłaś się na próbę diagnozy moich relacji z ludźmi, choć zupełnie
                    się nie skarżę na ich jakość. Wręcz przeciwnie: do prawidłowej komunikacji
                    międzyludzkiej wystarczy mi zwykła rozmowa ( w tym z ojcem mojego syna). W
                    związku z tym nie muszę czytać cudzej korespondencji ani rozmów na GG.


                    a.
                    • kati27 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 12:40
                      Zasadą nr 1 jest skupiać się na problemie a nie na osobach. A tu wątek zaczyna
                      wchodzić w błędne zakole, nic konstruktywnego do rozwiązania problemu nie
                      wnosząc. Nie widzę nadal nic złego w tym, że Ania nie chce się spotkać ze swoją
                      eks tak jak nic złego nie widziałabym gdyby taką potrzebę miała. Niemniej jednak
                      pozwoliłam sobie odpowiedzieć na ten post, gdyż szukanie problemów na siłę w
                      byłych związkach przekłada się czasami na relacje z dziećmi. Nie raz nie dwa
                      widziałam i czytałam, jak fajny i częsty kontakt rodzica z dzieckiem jest
                      torpedowany przez dziwne problemy drugiego rodzica. Nie ma to jak uczucie
                      opadania szczęki do ziemi na informację od 6 latka wysyłanego wieczorami do
                      sklepu bądź zostawianego na noc samego w domu w kontekście tej samej matki nie
                      pozwalającej na kontakty ojca z dziećmi (przez kilka miesięcy) po wysłaniu przez
                      ojca 13-latki w niedzielny ranek do sklepu.

                      ps. Twoją złośliwość uważam za nie na miejscu ale cóż bywa nie wszyscy ze
                      wszystkimi nadają na tych samych falach i tyle, a jeśli Ty uważasz że moją
                      potrzebą jest czytanie cudzej korespondencji cóż ja mogę prócz pokornego
                      pochylenia głowy i słów skruchy?
            • jayin Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 06:23
              > Sądzę, Kati, że perspektywa Ci się radykalnie zmieni kiedy sama zostaniesz mamą

              mrs_ka, pewnie, że perspektywa się zmienia w zależnosci od tego, czy chodzi o twoje dziecko, czy o czyjeś. to nie ulega wątpliwości.

              ale np. ja nadal twierdzę, że kwestia poznania nexi przez ex dotyczy bardziej spokoju ducha exi w temacie bezpieczeństwa jej dziecka u ojca, a nie tego czy dziecko faktycznie jest tam bezpieczne czy nie.

              gdyby ex miała zapewniać bezpieczeństwo dziecka u ojca tak "realnie" i w 100%, to ex musiałaby skontrolować stan mieszkania exa, jakość sąsiadów, jakość placu zabaw tam gdzieś u ojca na podwórku.

              i nadal twierdzę, że nie trzeba do tego poznawania się nexit z exią. Dlaczego nie zostawić ojcu dbanie o tą kwestię, skoro dziecko przebywa u ojca w danym czasie? ze swojej strony zapewnić dziecku bezpieczeństwo na tyle na ile się może (uzgodnić to i owo z ojcem dziecka i upewnić się NA PODSTAWIE JEGO zachowania i zapewnień, czy dziecko będzie bezpieczne). No, chyba, że ktoś ma czas i chęć, żeby osobiście kontrolę bezpieczeństwa przeprowadzić, ignorując osobę ojca ("bo ja muszę sama sprawdzić, bo mu nie ufam, bo on nie zapewni..." itd.) - ale to już dla mnie jest przesada lekka. I nikt nie ma obowiązku podlegać takiej kontroli. Poza ojcem dziecka.

              ...A jeśli się ojcu dziecka nie ufa na tyle w kwestii bezpieczeństwa wspolnego dziecka, by zostawic mu tą kwestię do zapewnienia, to ja bym mocno protestowała jako matka wobec "dawania" mu dziecka w ogóle. A nie wobec tego, że nie znam nexi.
              • nangaparbat3 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 07:40
                >>>ja nadal twierdzę, że kwestia poznania nexi przez ex dotyczy bardziej spokoju
                ducha exi w temacie bezpieczeństwa jej
                dziecka u ojca, a nie tego czy dziecko faktycznie jest tam bezpieczne czy nie.
                Oczywiście, ze masz racje. Ale jesli ktoś prosi nas o coś, co moze zapewnic mu
                ten "spokoj ducha", zwłaszcza w spawie najwyzszej wagi, stanowcze i uporczywe
                odmawianie moze budzic uzasadniony niepokoj. Bo - przy załozeniu, ze autorka
                watku nie miala dotad przykrych zaszlosci z ex - albo ma zle zamiary, albo nie
                potrafi sie uporać z sytuacją, kiedy nie jest pierwszą zoną swego M, albo jest
                uparta na poziomie malego dziecka (nie bo nie). I wszystkie te opcje budziłyby
                we mnie - gdybym była matka mlodego - silny i juz calkiem uzasadniony niepokój.
              • mrs_ka Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 09:42
                Jayin, oczywiście, że masz wiele racji i tego nie neguję. Sama zresztą
                napisalam, że lwia część lęków jest zupełnie irracjonalna, a osoba je
                odczuwająca miałaby problem z odpowiedzią na pytanie "no dobra, załóżmy że
                poznasz tę neksię, okaże się że jest okropna no i co wtedy zrobisz?".
                Ja po prostu uważam, że z jednej strony sprawa jest tak naturalna (każda mama i
                każdy tata mają po prostu zwyczajne prawo wiedzieć, z kim przebywa ich dziecko),
                a z drugiej tak prosta (nie wymaga skomplikowanych rozwiazań, kosztownych
                terapii, prozaca itd) że wyłącznie od odrobiny dobrej woli i empatii obu osób
                zalezy tutaj coś, co dla jednej z tych osób jest naprawdę bardzo ważne.
                Nie mówię, że moją życiową misją jest poświęcanie się dla kogoś, ale jeśli
                niewielki gest z mojej strony może komuś wydatnie pomóc- to czemu nie?

                a.
      • mrs_ka Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 18:05
        "Ona powierza dziecko swojego bylemu, pewnie ma do niego zaufanie, wiec w czym
        problem? Twoj M nie zostawilby dziecka z osoba, ktorej nie ufa, prawda?"

        Nie widzę zupełnie korelacji. Aby sięgnąć po przykład drastyczny: żadna matka
        świadomie nie wiąże się z pedofilem, a jednak w przypadku pedofilii w gronie
        rodzinnym sprawcą najczęściej jest ojczym, a nie ojciec czy dziadek. W tym
        kontekście argument "przesadzasz, stary, chcąc poznać ojczyma swojego dziecka-
        masz chyba zaufanie do eks żony, nie?" brzmi jak kpina.
        Zaufanie do eks małżonka po prostu nie ma tu nic do rzeczy. Można komuś ufać, a
        jednocześnie czuć zupełnie zrozumiały lęk przed powierzeniem dziecka nieznajomej
        osobie, dla ktorej jedyną rekomendacją jest fakt tworzenia relacji z naszym eks
        mężem.
        Pomijam już fakt, że spora część eks żon własnie kompletnie nie ufa swoim
        eksmęzom, a mimo to oddaje im dzieci w myśl wyroku sądowego, bo nie ma innego
        wyjścia.
        Sądzę po prostu, że akurat argument bezpieczeństwa dziecka jest w tym kontekście
        argumentem niedyskutowalnym, a także argumentem, którego wagę i zasadność
        powinien ocenić tej rodzic, który dziecko wychowuje i z którym dziecko mieszka.
        I posiada on w związku z tym prawo do takiej prośby, nawiasem mówiąc prośby mało
        przesadnej czy tupeciarskiej, za to dość oczywistej.
        Moim zdaniem każda matka i każdy ojciec mają prawo poznać osobę, z którą ich
        dziecko będzie spędzać gros czasu. Tak zwyczajnie i tak po prostu, bez żadnego
        dorabiania dupie uszu, powoływania się na argumenty asertywności i niezależności.

        a.
        • chalsia Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 01.07.07, 22:38
          > Moim zdaniem każda matka i każdy ojciec mają prawo poznać osobę, z którą ich
          > dziecko będzie spędzać gros czasu. Tak zwyczajnie i tak po prostu, bez żadnego
          > dorabiania dupie uszu, powoływania się na argumenty asertywności i
          niezależnośc
          > i.

          absolutnie się z powyższym zgadzam, zwłaszcza gdy idzie o małe dziecko.
              • jayin Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 06:12
                masz rację, nangaparbat. jeśli mu zależy na nie przypieraniu jej do ściany.
                tak samo, nie wynika nic dobrego ze stawania osobiście pod tą ścianą i robienia czegoś, czego się od nas oczekuje, a przed czym sami mamy mniej lub bardziej zrozumiałe dla innych opory.

                kwestia poznania się next z ex jak dla mnie nie jest najwyższym priorytetem i koniecznością taką dla obu stron, bez wypełnienia której zawali się coś, albo stanie się coś złego. więc nie ma po co stawać albo stawiać kogoś pod ścianą - jeśli ex albo next nie ma ochoty, albo potrzeby poznawania "drugiej strony".
                • nangaparbat3 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 07:44
                  probowalam tlumaczyc wyzej, jak trudna jest sytuacja tej pani - jej syn jest
                  związany emocjonalnie z kimś, kto nie ma wobec niego zadnych formalnych
                  zobowiązań, a teraz ma jeszcze wlasnego rodzonego synka. Ona po prostu jest pod
                  sciana, to wynika z sytuacji. A podkreslanie wielokrotne przez autorke wątku, ze
                  dziecko nie jest dzieckiem biologicznym,tudziec niektore wyp[owiedzi
                  forumowiczek, mogą budzic niepokój.
                  Juz w tym wątku widać, ze slowo "idealizm" stalo sie obelgą, prawdopodobnie za
                  chwile obelgą stanie się "empatia".
                  • coccolona Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 08:24
                    Ale przeciez ex nie musi tego dzieciaka oddawac temu facetowi - nie ma nic
                    takiego na pismie, robi to, bo najwyrazniej tego chce, bo ma zaufanie do niego.
                    Jak jej sie cos nie podoba, to niech nie oddaje dzieciaka "przybranemu" ojcu,
                    albo niech "przybrany" ojciec widuje dziecko sam w domu matki.

                    A moze ona po prostu chce tak z ciekawosci poznac next? Moze chce zobaczyc jaka
                    jest, czy jest ladniejsza smile? Moze dziecko to tylko pretekst?
                    • mrs_ka Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 09:50
                      W gruncie rzeczy każde zachowanie, nawet to szlachetne, można zwulgaryzować
                      przez prosty zabieg trywializacji intencji autora: jeśli matka prosi o spotkanie
                      z Neksią, bo posiada okreslone lęki i obawy- na pewnie chodzi jej tylko o
                      poznanie Next i przekonanie się, czy jest ładniejsza.
                      Jesli pielęgniarki strajkują to dlatego, bo w dupach im się poprzewracało od
                      czekoladek i koniaków; człowiek doświadczający agorafobii po prostu nigdy nie
                      stanął twarzą w twarz ze swoją słabością i dlatego zachowuje się jak mięczak,
                      zaś żona wielokrotnie doznająca przemocy psychicznej "przesadza", bo ostatecznie
                      nie pije i nie bije.
                      Można zrobić naprawdę wiele, aby postarać się usztywnić swoje stanowisko,
                      pytanie tylko "po co?".
                      Odnoszę wrażenie, że -patrząc na historię forumowych małżeństw- najlepiej
                      sprawdza się opcja łączona "szacunek dla własnych granic, ale i empatia".
                      Po prostu ta empatia nie wydaje mi się być ani czymś na tyle strasznym, ani
                      destrukcyjnym, ani w jakikolwiek sposób zagrażającym, aby tak się bronić przed
                      zwyczajnym pójściem komuś na rękę w sprawie dla niego waznej.

                      a.
                    • natasza39 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 11:39
                      coccolona napisała:
                      > A moze ona po prostu chce tak z ciekawosci poznac next? Moze chce zobaczyc
                      jaka
                      > jest, czy jest ladniejsza smile? Moze dziecko to tylko pretekst?


                      A nie uważasz, że upór w tym, że next za diabła nie chce spotkać się z ex też
                      można tłumaczyć z kolei strachem przed konfrontacją z ewentualną urodą,
                      aparycją i inteligencją ex?
                      Tyle tylko, ze next nawet nie ma pretekstu, aby tak strasznie się zapierać tego
                      spotkania.
                      Swoją drogą, cóż szkodzi nexi spotkać się z exią, jeśli tylko ta jest na tyle
                      zrównowazona psychicznie, że nie wydrapie jej oczu podczas spotkania?
                      • braktalentu Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 12:43
                        Ja nie czuję się dobrze będąc ocenianą. I gówno mnie obchodzi, czy to świadczy
                        o moim niskim poczuciu własnej wartości, o traumatycznych przeżyciach z
                        poprzedniego wcielenia, czy o kompleksie na tle dużego palca u lewej nogi. Nie
                        czuję się dobrze i o ile nie jest to konieczne do takich konfrontacji się nie
                        garnę. Z mojego punktu widzenia niechęć Next do spotkania, na którym ewidentnie
                        ma zostać oceniona (bo od tej oceny zależy wyjazd) jest dla mnie absolutnie
                        jasna. Nie widzę powodu dla którego Next miała by tę niechęć w sobie
                        przełamywać. Równie dobrze empatią może wykazać się Exia. Exia, która pozwala
                        na przebywanie i nocowanie syna w domu Next i nie obawia się, że w tym czasie
                        dziecko będzie przez Next skrzywdzone. Nie rozumiem dlaczego to Next ma
                        uspokajać Exię i dać się oceniać, skoro nie czuje się z tym komfortowo. Może
                        jeszcze test wypełnić? Fakt bycia MATKĄ nie jest argumentem powalającym z nóg.
    • braktalentu Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 08:21
      Aniu, nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale gdybym miała wybór, też wolałabym
      nie poznawać swojej Exi wcale. A już szczególnie nie w takich okolicznościach.
      Być może jestem złą matką (choć najwyraźniej mojemu dziecku to służy-smile), ale
      gdyby moja mama, oznajmiła mi, że na wczasy z Małym zabierze się też Jej
      koleżanka, to nawet przez myśl by mi nie przyszło uzależniać tegoż wyjazdu od
      spotkania z koleżanką. Dziecko powierzam mojej Mamie, tak jak Exia powierza
      dziecko Jego Ojcu. Ani ja, ani Exia nie oddajemy dzieci pod opiekę osobom
      trzecim w myśl jakiegoś wyroku (gdyby Twój M. miał ustalone wakacje sądownie,
      to przecież nie musiałby brać pod uwagę życzeń Ex, tylko zabrał dziecko - czy
      się mylę?), nie ma więc mowy o przymusie zewnętrznym (nieodpowiedzialny ojciec,
      z przyznanymi sądownie widzeniami).
      W poprzednich wypowiedziać padło stwierdzenie, że Exia Cię pozna "i już". A co
      jeżeli pozna i oceni negatywnie? Jeżeli powie, że teraz kiedy Cię zobaczyła
      uważa, że masz za krótką grzywkę i nie puści dziecka z Jego Ojcem na wakacje?
      Irracjonalne? A czy nie jest irracjonalne uzależnianie wyjazdu od spotkania z
      osobą, u której w domu dziecko od dłuższego czasu nocuje po opieką własnego
      Ojca?
      Poddawanie się cudzej ocenie nie jest dla mnie sytuacją komfortową. Gdyby
      ktokolwiek uważał, że w trakcie takiego spotkania będzie w stanie określić czy
      jestem pedofilem, czy jestem odpowiedzialna, czy jestem cokolwiek, to
      pozostawiłabym Go z tym przekonaniem.
      Dla mnie wygląda to jak jakby Pani szukała pretekstu do spotkania i porównania
      się z Tobą, ale to już Jej problem.
    • dyderko Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 02.07.07, 11:19
      A ja bym nie szukała dziury w całym. Pewnych rzeczy w życiu można uniknąć,
      pewnych nie. Jeśli samo spotkanie nie jawi się Tobie jako przeżycie
      traumatyczne, a tylko sztuczne i niespecjalnie miłe to może jednak przemyśl to.
      Bo jednak wiążąc się z tym człowiekiem wchodzisz w układ który jest, a w tym
      układzie jest i to dziecko i jego matka. A sądząc z pytań zadawanych Ci przez
      partnera to rozwiązanie tej kwestii ułatwiłoby mu w jakiś sposób życie.
      No i ja też wolałabym wiedzieć cokolwiek o kobiecie z którą spędza czas moje
      dziecko, tak jak wolałabym wiedzieć jak najwięcej o koleżance czy koledze z
      którym się bawi na podwórku (nawet jak byłoby to dziecko bardzo dobrze znanej
      mi osoby to chciałabym je obejrzeć i osobiście poznać). Może popatrz na to jako
      matka, łatwiej Ci będzie zrozumieć.
    • anastazjapotocka Aniu, 04.07.07, 11:09
      Przemyślałam Twoją sytuację i przedyskutowałam ją także z moim mężem.
      Nie ukrywam, że zaciekawiła mnie jako zupełnie nietypowa.
      Bo co ja tu widzę?
      Rodzinę: żonę, męża i dzieciątko.

      I nagle do tej rodziny wtrąca się zupełnie OBCA kobieta z zupełnie OBCYM
      dzieckiem. Mogę zrozumieć pewien sentyment Twojego męża do OBCEGO dziecka -
      mężczyźni bywają sentymentalni.
      Mogę zrozumieć, że OD CZASU DO CZASU Twój mąż spotyka się z OBCYM dzieckiem.
      No cóż, Ty to akceptujesz - Twoja sprawa.
      Wszystko jest w porządku do momentu, kiedy kaprysy i sentymenty Twojego męża
      NIE SZKODZĄ Tobie i Waszemu dziecku.

      Według mnie sytuacja wymknęła się spod kontroli i - niestety jesteś sobie sama
      temu winna. Zawiniłaś brakiem stanowczości i zbędną uległością.
      "Daj palec, a odgryzą Ci całą dłoń", jak mówi stare przysłowie.
      To nie jest prawda.
      Odgyzą Ci rękę do samego obojczyka.
      I jeszcze poproszą o coś do popicia.

      Tamta kobieta wraz ze swoim dzieckiem należy już do PRZESZŁOŚCI.
      Nie ma żadnych praw. Żadnych.
      Jej pretensje, że Twój mąż mało angażuje się w wychowanie JEJ dziecka są z
      kosmosu i świadczą o jej bezczelności i zwykłej głupocie.
      Jej warunki, że ona musi Ciebie poznać (w jakim celu?) tę tezę potwierdzają.

      Wakacje z CUDZYM dzieckiem? A cóż to za pomysł?

      Powiem krótko: masz męża i dziecko.
      Twoim obowiązkiem jest dbać i chronić SWOJĄ rodzinę, do której NIE NALEŻY cudze
      dziecko i była żona.
      Twoim obowiązkiem jest strzec rodzinę przed wpływami i wtącaniem się do Was
      obcych, także po to, aby zapobiec przykrym sytuacjom w przyszłości.

      Skąd wiesz, że tamta kobieta nie pozna kogoś i "tata-nietata" zacznie jej
      przeszkadzać? Co do biologicznego ojca swojego dziecka nie miała żadnych
      skrupułów, choć płaci on alimenty. A chłopak na OBCEGO mężczyznę mówi Tato.
      Skąd wiesz, że tamta kobieta nagle nie zacznie mącić, bruździć (z doniesieniem
      na skłonności pedofilskie Twojego męża włącznie? Łatwo komuś złamać życie).


      Po co mącić Waszemu dziecku w głowie, że ma braciszka, skoro go nie ma?

      Na Twoim miejscu porozmawiałabym z mężem, że życzysz sobie ograniczenia jego
      kontaktów z dzieckiem tamtej kobiety oraz CAŁKOWITEGO wyeliminowania jej z
      Waszego życia. Sprawę postaw grzecznie, ale stanowczo.
      Powiedz, że nie ustąpisz.
      Jest Twoim mężem i ojcem Twojego dziecka, więc niech się wreszcie zacznie
      zachowywać jak mąż i ojciec.
      Zabroń mu mówienia o tej kobiecie w Twojej obecności. DLA ŚWIĘTEGO SPOKOJU.

      Guzik mnie to obchodzi, co tu powiedziano na temat uczuć Twojego męża do
      cudzego dziecka. Dla mnie to głupi i podejrzany sentyment.
      A gdyby tak Twój mąż sentymentalnie spotykał się z byłą szwagierką?
      Także byś mu na to pozwoliła?

      Im szybciej przeprowadzisz poważną rozmowę z mężem, tym lepiej dla całej Waszej
      rodziny, do której obcy nie powinni mieć wstępu.
      • lilith76 Re: Aniu, 04.07.07, 11:44
        anastazjo, zapewne ciężko ci zrozumieć, bo mało takich ludzi znasz, ale są jeszcze frajerzy żyjący według zasady "JESTEŚ JUŻ NA ZAWSZE ODPOWIEDZIALNY ZA TO CO CIĘ POKOCHAŁO".
        • joanna-walencja Re: Aniu, 04.07.07, 12:13
          A ja, po starannej lekturze postu Anastazji przyznaje jej pelna racje. Sytuacja
          opisana przez autorke watku jest rzeczywiscie dziwna i zagmatwana, ale biorac
          pod uwage to zdanie: "Siłą rzeczy żadnych formalnych praw ani obowiązków wobec
          Młodego mój M nie ma" Anastazja ma racje, ze rzeczony M powinien jednak dla
          dobra SWOJEJ rodziny nie przejmowac sie byla zona, jej humorami, kaprysami i
          jej dzieckiem. Ojciec to nie jest kolega z podworka czy pan ze sklepu z
          warzywami ani inny sympatyczny znajomy ktory wpada od czasu do czasu. Jezeli M
          rzeczywiscie chcial byc ojcem dla dziecka swojej bylej zony powinien byl dazyc
          do prawnego uregulowania tej sprawy kiedy byl czas po temu. W tej chwili smutny
          fakt jest taki, ze po rozstaniu z byla zona jest dla jej dziecka OBCA osoba.
          Moze w jego zyciu funkcjonowac nadal jako, bo ja wiem, wujek? ale nie jako
          OJCIEC, bo nim nie jest i nigdy nie byl. Nie ma zadnych praw do tego dziecka,
          nie ma tez zadnych obowiazkow. Odgrywanie jakiegos quasi tatusia w stosunku do
          obcego dziecka moze moim zdaniem przyniesc wiecej szkody niz korzysci. Zreszta
          pamietam kiedys czytalam na tym forum dyskusje o tym, czy utrzymywac kontakty z
          pasierbami po rozstaniu z ich ojcem. Chyba wiekszosc uznala, ze lepiej nie. A
          tu mamy do czynienia z dokladnie taka sama sytuacja.
          • jowita771 Re: Aniu, 05.07.07, 08:00
            M autorki wątku przywiązał się do tego obcego dziecka, kocha je jak własne, a
            nawet bardziej niż niektórzy kochają własne. dla niego to nie jest obce dzieko
            mimo braku więzów krwi. nie podpuszczajcie dziwczyny, żeby zaczęł się domagać
            odsunięcia tego dziecka, to nie w porządku.
            • m-m-m Re: Aniu, 05.07.07, 08:52
              Wszystko ok., tyle, ze odpowiedzialność za to dziecko nie spada wyłacznie na
              niby-tatusia, kiedy jest w towarzystwie tej rodziny. Dlaczego ten pan w imię
              swoich ideałów/przywiązania itp. nie bierze pod uwagę, że nie jest sam i zmusza
              w ten sposób bliskich do przyjęia jego optyki?
              • jowita771 Re: Aniu, 05.07.07, 16:24
                pani wiążąc się z tym panem chyba zdawała sobie sprawę z tej optyki. poza tym
                mam wrażenie, że autorce nie przeszkadza fakt, że nie jest to biologiczne
                dziecko partnera. wydaje mi się, że niepotrzebnie tak się na tym
                koncentrujecie, jak się Was autorka naczyta, to może się w niej zrodzić jakiś
                bunt, a po co? nie ma problemu, to będzie miała, bo myślę, że pan tak łatwo nie
                wyrzeknie się kontaktów z tym dzieckiem, które traktuje jak własne. autorka
                ponosi konsekwencje związku z dobrym człowiekiem.
                Aniu, tylko się nie skupiaj na tym, że dziecko nie jest biologicznym potomkiem
                Twojego męża, bo to nie ma tu znaczenia, on to dziecko kocha.
                a Tobie można tylko pogratulować, niewielu jest takich mężczyzn, jak Twój.
                • malgorzatka37 a ja podziwiam twojego męża 06.07.07, 12:03
                  Sama mam synka który prawie nie zna własnego ojca-piszę prawie bo te 4 wizyty u
                  niego w ciągu 8-letniego życia to tak jak NIC.Mój M. wychowuje mojego syna od
                  ponad roku. Mały bardzo się z nim zżył i również mówi do niego "tato". Gdybyśmy
                  z M. się rozstali to pewnie on olałby mojego synka. chociaż wiem że Mały bardzo
                  by to przeżył, bo z własnym biologicznym ojcem nie był zupełnie związany i w
                  ogóle nie mówił o nim "tato".Piszę "pewnie" bo mam świadomość że tak naprawdę
                  to nie jest jego biologiczny syn i nie miałby żadnego prawnego obowiązku się
                  nim zajmować i przejmować. Ale wiem ,że dziecko bardzo by cierpiało. Więc
                  naprawdę ja gratuluję ci takiego M., bo takie OKAZy rzadko się zdarzają.Co do
                  eksi, to właściwie co za problem spotkać się z nią na neutralnym gruncie. Niech
                  kobita spokojnie śpi, podczas gdy wy zabierzecie jej syna na wakacje. Ja też
                  bym tak postąpiłaże domagałbym się poznania neksi. Dla mnie to naturalne.
                  • coccolona Re: a ja podziwiam twojego męża 06.07.07, 12:42
                    To smutne malgorzatko co piszesz. Tez uwazam, ze kazde dziecko powinno miec
                    kochajaca matke i kochajacego ojca. Tego zycze wszystkim dzieciom. Ale polowanie
                    na OKAZY, ktore sie zatroszcza o cudze dziecko, jest nie fair. OKAZY ktore maja
                    wlasna rodzine, wlasne dzieci, i obowiazek poswiecania im swego czasu,
                    pieniedzy, okazywania im troski i milosci. Problem w tym, ze facet, o ktorym
                    mowa w tym watku ma WLASNE dziecko i zone. Gdyby byl wolny, to nie byloby
                    problemu...

                    Twoje dziecko ma zapewne wiele ciepla ze strony twojej rodziny, ma pewnie
                    dziadkow, wujkow, ciocie, ktorzy go kochaja.
                    • jowita771 Re: a ja podziwiam twojego męża 06.07.07, 12:50
                      coście się tak uczepiły tego, że facet nie jest biologicznym ojcem? autorka ma
                      problem z czym innym. autorka wiążąc się z tym mężczyzną wiedziała o jego
                      stosunku do tamtego dziecka, teraz byłoby nie w porządku zmieniać zasady i
                      wymagać, aby chłop o dziecku zapomniał.
                    • nangaparbat3 Re: a ja podziwiam twojego męża 06.07.07, 12:56
                      Rozmawiałam o tej historii z paroma meżczyznami. Wszyscy stwierdzili, ze
                      mieszkajac pod jednym dachem z malym dzieckiem przywiazaliby sie do niego i w
                      razie rozstania z matka dziecka za naturalne uwazaliby utrzymnanie z nim
                      kontaktu, tak jakby to byl o ich biologiczne dziecko.
                      W tym swiecie to Ty, coccolino, jesteś OKAZEM.
      • cleopa Re: Aniu, 04.07.07, 13:00
        A moze on poprostu kocha tego dzieciaka?? Nie jest oficjalnym tatą ale traktuje
        go jak syna a dziecko traktuje go jak tatę..Uważacie że wszystkie uczucia muszą
        byc potwierdzone przez papier i geny???
          • coccolona Re: Aniu, 04.07.07, 14:14
            lilith76 napisała:

            > Takie "cuda wianki" się w świecie anastazji i cocolino nie mieszczą uncertain

            Niech ten facet czuje do tego OBCEGO dzieciaka co tam chce, ale niech nie miesza
            w to zony, matki JEGO dziecka i niech nie stawia zony w trudnej sytuacji z
            powodu OBCEGO dziecka.
        • anastazjapotocka Re: Aniu, 04.07.07, 13:25
          Mnie nie interesuje, co facet czuje do cudzego dziecka.
          Mnie w ogóle nie interesuje cudze dziecko i jego matka.
          Jeśli facet tak kochał tamto dziecko i tak był pewien swoich uczuć, powinien
          był sytuację dziecka załatwić prawnie i wówczas nie byłoby dyskusji.

          Facet robi sobie zabawę z ŻONY I WŁASNEGO DZIECKA wciskając im jakiś chory,
          zbędny i niewygodny układ z obcą kobietą i jej dzieckiem.
          Syn tej kobiety ma szansę pokochać jeszcze wielu i do wielu mówić "tato".
          To sprawa sumienia RODZICÓW chłopaka.

          Ania ma męża i dziecko.
          Ten pan jest MĘŻEM I OJCEM i ma zakichany obowiązek zachowywać się jak mąż i
          ojciec. Nie wolno mu wprowadzać zamętu i niezdrowych układów w ZDROWĄ rodzinę.
          Jeśli on tego nie rozumie, to trzeba go uświadomić, przeprowadzając z nim
          dyscyplinującą rozmowę.
          I powinna to zrobić stanowczo ŻONA.
          Im prędzej, tym lepiej dla wszystkich.
          Nie wolno odkładać trudnych rozmów, bo to niczego nie załatwia, a jedynie
          rozzuchwala lekkomyślnych.
          Wystarczy tu przypomnieć smutny los Reksi, która nie zauważyła w porę
          śmiertelnego zagrożenia (bardzo Reksi współczuję, BARDZO) i powołać się na
          doskonałą, świetną postawę 26-letniej dziewczyny, która w trosce o własne
          dobrze pojęte interesy życiowe nie daje sobie wmówić, że jest materialistką.

          Jeśli kobieta sama nie zadba o swoje prawa i swoje dobro - nikt za nią tego nie
          zrobi. A wielu później powie: trzeba było się z tym i owym liczyć i o tym i
          owym pomyśleć.

          No to niech Ania pomyśli.
          O sobie i SWOIM dziecku.
          A pieniądze, które sentymentalny "nietatuś" planował wydać na wakacje
          dla "niesynka" niech zaiwestuje w żonę i kupi jej śliczny płaszcz na zimę.
          Żeby mu zdrowa była.
          • braktalentu Re: Aniu, 04.07.07, 19:24
            Z pewnym smutkiem i dla niektórych być może nie na temat pozwolę sobie opisać
            pokrótce historię mojej własnej zrekonstruowanej rodziny. Mój Tato nie ma
            żadnego, najmniejszego nawet kwitka na moją miłość i głęboki szacunek do Niego.
            Ja nie mam nawet ćwierć Jego genu, ale mam nadzieję, że przez wychowanie
            zaszczepił mi chociaż część swojej wrażliwości i dobroci. Wiem, WIEM, że gdyby
            rozstał się z Mamą, bez względu na to w jakiej formie i jak złe byłyby Ich
            późniejsze stosunki dla mnie nadal pozostałby Tatą. Bo to porządny i przyzwoity
            człowiek jest-smile.
            Mój biologiczny ojciec (nie tato) nie raczył wypełnić wobec mnie swoich
            obowiązków rodzicielskich. Widział mnie raz, jako niemowlę i więcej się nie
            spotkaliśmy. Przed moim pojawieniem się spędził za to 7 lat pod jednym dachem z
            moją starszą, przyrodnią siostrą. Po rozwodzie potraktował Ją (10 letnią
            dziewczynkę) jak niepotrzebny mebel. Odstawił. Odstawił 10 latkę, której wzorem
            i opiekunem był przez 7 lat. Nie był macochą weekendową, widująca pasierbicę
            raz na dwa tygodnie przez dwa dni. Dla mojej siostry był częścią codzienności,
            członkiem rodziny. Tym porzuceniem złamał Jej życie - i nie jest to przesada.

            Te z Was, które uważają, że mężczyzna poznający dziecko w wieku niemowlęcym i
            mieszkający z tym dzieckiem przez kilka lat, po rozwodzie nie ma wobec tego
            dziecka żadnych zobowiązań, bo brak na te zobowiązania papierka niech sobie
            wyobrażą minę własnego dziecka, postawionego w takiej sytuacji. Zapewniam, iż
            to, że maluch mówił Zdzisiek, a nie Tato w najmniejszym nawet stopniu nie
            wpłynie kojąco na ból Waszych dzieci. Chyba, że codziennie uprzedzacie swoje
            dzieciaczki, że Zdziś dziś jest, a jutro może Go nie być. Bo w gruncie rzeczy
            Zdziś to OBCY.
            • natasza39 I tak mnie jeszcze naszło , że 04.07.07, 21:20
              raczej te panie co dziś, w tym wątku, tak bardzo stawiały na biologie i geny a
              nie na emocje, podkreślając, że facet nie ma prawa "kosztem" własnej rodziny
              poświęcać czasu i pieniądzy dla "obcego plemnika", niech w przyszłości nie
              zabierają głosu w wątkach gdzie była samodzielna obarczona własnymi dziećmi, ma
              za złe swemu męzowi, ze ten spędza za duzo czasu ze swoimi dziećmi, kosztem
              "nowej" rodziny i wszystkie pieniadze na "stare" dzieci wydaje.
              Musza pamiętac teraz, że owe dzieci takiej macoszki to OBCE dzieci dla owego
              chłopa i ona dla nich nic nie musi, a nawet nie powinien, bo co niektóre uważaja
              to za głupotęsmile
      • m-m-m Re: Aniu, 04.07.07, 14:28
        >>>>>Guzik mnie to obchodzi, co tu powiedziano na temat uczuć Twojego męża do
        cudzego dziecka. Dla mnie to głupi i podejrzany sentyment.



        Całkowicie się z tym zgadzam.
        Dobrze, że ta była pani nie pracuje w domu dziecka, bo niesczęśnik nabyłby cały
        zestaw dzieci, które mówiłyby do niego "tatusiu", i co wtedy???
                • m-m-m Re: M-m-m 04.07.07, 16:53
                  Trudno.
                  Prawda nie zawsze jest jadalna.
                  Roszczenia byłej partnerki i zachowanie faceta, który od dawna ma swoją
                  rodzinę, by ten traktował jako oczywistość obecność cudzego dziecka w jego
                  tylko dlatego, że kiedyś tam był z jego matką są bez sensu.
                  • nangaparbat3 Re: M-m-m 04.07.07, 16:59
                    Przekonanie, ze osoba lekceważąca uczucia zwiazanego z nia dziecka, bedzie
                    szanować uczucia nasze i naszych wspolnych dzieci, jest absurdalne.
                    • m-m-m Re: M-m-m 04.07.07, 17:11
                      A dla mnie jest absurdalne, że można mieć jakiekolwiek roszczenia wobec byłego
                      partnera, który nie jest ojcem dziecka. W tej sytuacji była partnerka powinna
                      być mu wdzięczna, że się tego podjął, a nie stawiać dodatkowe żądania i uważać
                      ich wykonanieto za jego obowiązek.
                      Na miejscu autorki wątku porządnie bym potrząsnęła owym panem i przywróciła mu
                      prawidłowe proporcje, kto tu jest kim i dla kogo.
                      • nsc23 Re: M-m-m 04.07.07, 17:30
                        Rozszerzylabym Twoja wypowiedz o partnerow obecnych. Od nikogo nie mozna
                        wymagac, zeby traktowal cudze dzieci jak wlasne, nawet jezeli jest w zwiazku z
                        ktoryms rodzicow.
                        Za absurd uwazam sytuacje, w ktorej dopuszcza sie do tego, ze dziecko do obcego
                        faceta mowi 'tato'. Dzieciak ma 7 lat, to do osiemnastki bedzie mial ilu - 3, 4
                        ojcow? I ile razy w razie rozwodu/rozejscia bedzie cierpiec, bo 'tato'
                        odchodzi? To jakas paranoja i lekkomyslnosc podchodzaca pod sadyzm jak dla mnie.
                      • dominika303 Re: M-m-m 04.07.07, 17:33
                        no chyba sie zapędziłyście ...........

                        NM między mną, a exią z którą ma dziecko, miał jeszcze 3 partnerki, które to
                        mają dzieci ze swymi byłymi mężami !
                        Czy wg was NM powinien "uczuciowo i poczęści finansowo przysposobić" wszystkie
                        te dziatki?? a zamaist wydawac więcej pieniędzy na włsaną rodzona córkę
                        rozdawać tamtym dzieciom???

                        Czy w związku z tym że NM nie utrzymuje z dziecmi byłych partnerek żadnych
                        kontaków jest podłym człowiekiem ???

                        dla mnie NIE! wręcz przeciwnie jest to zachowanie dorosłego odpowiedzialnego
                        faceta, a nie jakiegoś lalusia, który dał sie urobic byłej panience, z która
                        już nawet od dawna nie tworzą żadnego związku.

                        Pozdrawiam
                        • m-m-m Re: M-m-m 04.07.07, 18:12
                          Toż ja cały czas piszę o tym, że sytuacja jest pogibana: była partnerka ma
                          roszczenia wobec faceta, który nie jest ojcem jej dziecka.
                          Oczywiście, że on, ani jego nowa rodzina NIC nie musi względem cudzego dziecka
                          i nie widzę problemu, by autorka wątku zażądała usunięcia z ich wspólnego życia
                          tegoż dziecka. Najlepiej opisała to Anastazja.
                          A jeśli już gościu się uparł, że koniecznie musi być tym "tatusiem" to bez
                          jakichkolwiek warunków ze strony matki tego dziecka.
                          • natasza39 Re: M-m-m 04.07.07, 18:38
                            m-m-m napisała:

                            > Toż ja cały czas piszę o tym, że sytuacja jest pogibana: była partnerka ma
                            > roszczenia wobec faceta, który nie jest ojcem jej dziecka.


                            Kluczowe zdanie w sumie do osobnego wątku.
                            Bo np. czy była partnerka, może mieć w ogóle jakiekolwiek roszczenia (pomińmy te
                            materialne, czyli alimenty, bo to oczywiste)do byłego partnera tylko dlatego, że
                            ten jest ojcem jej dziecka?

                            A co do tego wątku, to w zasadzie masz m-m-m rację.
                            Mamy tu bowiem przypadek dość beszczelnej, bądź nie bądź osobniczki, która nie
                            majac jakichkolwiek podstaw prawnych domaga się czegoś od byłego partnera w
                            sumie grając li tylko na uczuciach i partnera (bo ten lubi jej dziecko) i co
                            najbardziej ohydne uczuciami dziecka.
                            JEsli baba nie umiała zapewnić porządnego ojca własnemu dziecku, to powinna być
                            facetowi wdzięczna, ze on jako erzac tego ojca zachowuje sie przyzwoicie i o
                            młodego dba.
                            Takie "rzucanie dupą" przez babe w tym przypadku faktycznie może spowodowac to,
                            ze mały nie będzie się spotykał z niby-ojcem wogóle, bo albo podpuszczona w tym
                            watku next postawi sprawę na ostrzu noża, albo facet po prostu wymięknie i sam
                            zauwazy, że ex się chyba cos we łbie poprzewracało, bo nie dośc, ze robi cos ze
                            swojej woli, to jeszcze ta ma o to pretensje, ze zrobione to nie na jej modłę.

                            Ja w tym układzie popieprzonej exi, wkurzonej cała sytuacja nexi współczuje temu
                            facetowi i dziecku.
                            Facet ma klasę, to trzeba przyznać. Wziął kiedys odpowiedzialnośc za dziecko.
                            Emocjonalnie je ze soba zwiazał i nie chce porzucic jak zabawkę.
                            To tylko dziecko a zatem lgnie do spotkań, do wspólnych wakacji, etc itp.
                            To tak jak duzo normalnych ludzi obdarza przyjaxnia członków rodziny exa.
                            Tesciów, szwagrów itp. etc.
                            Przeciez po rozwodzie z ex, nie mozemy przestac ich lubic z dnia na dzień.
                            Tyle tylko, ze to dorosli ludzie i nie musza byc tak blisko jak dziecko.
                            Generalnie jednak, żadna normalna i szanująca się kobieta nie zabroniłaby
                            kontaktów towarzyskich z lubianym przez męża szwagrem, tylko dlatego, że ów
                            szwagier to członek rodziny ex.
                            Dlatego namawianie autorki watku żeby postawiła sprawe na ostrzu noża i
                            powiedział facetowi, ze on ma teraz swoje własne dziecko, może jej przynieśc
                            więcej strat, niż pozornych korzyści.
                            Owszem, może "zyskać" nie widując dziecka, nie biorac go na wakacje i
                            oszczędzając na nim kupić sobie ów polecany przez AP płaszcz.
                            Ja jednak obawiałabym sie stracić szacunek w oczach człowieka, który jest
                            szlachetny.Bo szlachetnośc tą udowodnił swoim stosunkiem do dziecka.
                            Należy pamiętać, że człowiek szlachetny brzydzi się małostkowości i
                            materializmu, a taka argumentacja przyświeca idei wyrugowania z zycia tego
                            faceta innego małego chłopca, którego kiedys pokochał, czy polubił. W kazdym
                            bądź razie, za którego czuje się odpowiedzialny.
                            • m-m-m Re: M-m-m 04.07.07, 18:51
                              >>>>Należy pamiętać, że człowiek szlachetny brzydzi się małostkowości i
                              materializmu, a taka argumentacja przyświeca idei wyrugowania z zycia tego
                              faceta innego małego chłopca, którego kiedys pokochał, czy polubił. W kazdym
                              bądź razie, za którego czuje się odpowiedzialny


                              Wszystko pięknie, Natasza. Póki co to ten pan niejako zmusza do szacunku swoją
                              żonę w imię swoich ideałów wobec cudzego dziecka.
                              Ja nie wiem, czy oczekiwanie, że żona i ich wspólne dziecko zaakceptują nie-
                              brata jak członka rodziny jest niemałostkowe. To naprawdę ogromne oczekiwanie i
                              to, że temu panu taka sytuacja wydaje się być szlachetna, nie oznacza to, że
                              dla jego najbliższych też taką będzie.
                              • m-m-m Re: M-m-m 04.07.07, 19:02
                                Poza tym podałaś przykład ze szwagrem po rozwodzie z jego siostrą.
                                Tak, może sie zdarzyć, że kontakty z rodziną byłej żony się utzrymuje, bo się
                                właśnie tego kogoś lubi. Tutaj sytacja jest trudniejsza: zabieranie cudzego
                                dziecka na wakacje to ogromna odpowiedzialność, zmuszanie rodziny do
                                zaakceptowania nie-brata i do ponoszenia tej odpowiedzialnści wspólnie.
                                I to jest odpowiedzialność karna, gdyby temu dziecku coś się stało.
                                Z jakiej racji żona ma ponosić aż takie koszty szlachetności swojego męża?
                                Bo nie łóźmy się: jak sie temu dzieciakowi coś stanie to i ona odpowiada za
                                niedopełnienie opieki. Za jakie grzechy ma ona brać sobie na głowę taki problem?
                                I co w sądzie potem powie, że była szlachetna i dlatego się zgodziła na
                                zabranie cudzego dziecka na wakacje?
                                • dominika303 Re: M-m-m 04.07.07, 19:26
                                  z całym szacunkiem, ale jak dla mnie to nie szlachetnosć , jedynie totalna
                                  głupota i narzucanie swoich chorych pomysłów na zycie zonie i własnemu dzieckutongue_out

                                  Ciekawi mnie bardzo co na to psychologia dziecięca ?

                                  Bo chyba dla tego chłopca sytuacja tez nie jest normalna, jezdzi z obcym panem -
                                  tatą na wakacje i jego córka i żoną !a własnego ojca nie zna, choć tamten ponoć
                                  płaci alimenty sad

                                  Układ porabany na maxa, dla kazdego i dla dorosłych i dla tych dzieci sad
                              • braktalentu Re: M-m-m 04.07.07, 19:44
                                Poznałam Pana. Pokochalismy się, pobraliśmy się i mamy dziecko. Pan ma psa.
                                Pies jak pies. Ale to nie jest Jego pies. To pies sąsiada. Mąż pomagał
                                sąsiadowi w trakcie przewlekłej choroby i wyprowadza psa przez 5 lat. Nie ma
                                żadnego papierka na bycie Jego oficjalnym wyprowadzaczem, ale kocha to psisko
                                jak własne. Karmi zwierzaczka nadal właściciel, który właśnie postanowił, że
                                chciałby się ze mną spotkać, bo nie wie, czy kocham zwierzęta. A ja nie ma na
                                to ochoty.
                                Pytanie:
                                To co, powinnam się spotkać?
                                Odpowiedź:
                                Mąż musi przestać wyprowadzać psa, bo nie ma takiego obowiązku. Wolny czas
                                niech wykorzysta na płatne nadgodziny i kupi Ci zimowy płaszcz. Zwłaszcza, że
                                przed ślubem ukrywał przed Tobą istnienie psiaka. A to, że przez 5 lat zdążył
                                się do niego przywiązać i pokochać miej w dupie. Jak przestanie kochać cudzego
                                psa, bardziej pokocha Ciebie i Twojego kota.

                                Coś nie na temat napisałam?

                            • cleopa Re: M-m-m 05.07.07, 08:23
                              Kluczowym problemem autorki tego wątku jest zawiść i zazdrość o przeszłe życie
                              swojego obecnego faceta. Żadne argumenty ,dziecko,przyzwoitośc i dobry
                              charakter partnera tego nie zmieni a ania może obudzic sie z reka w nocnku bo
                              facet przejrzy na oczy...Nie sadzę aby mogla cos wywalczyc na siłę a jezeli to
                              na jak dlugo i co z tego wyniknie...
                              • m-m-m Re: M-m-m 05.07.07, 08:57
                                Jaka zawiść i zazdrość?
                                Dziewczyna na wakacjach będzie obarczona odpowiedzialnością na równi z niby-
                                tatusiem za cudze dziecko i jeszcze do tego ma poddać się weryfikacji byłej
                                konkubiny swojego męża, czy aby na pewno zasługuje na taki rarytas jak
                                spędzanie czasu wolnego z cudzym dzieckiem.
                                Charakteru partnera nie zmieni , ale może wpłynąć na jego zachowanie i nie
                                koniecznie robi to na siłę.
                                A jak nie, to on może się obudzić z ręką w nocniku.
                                • cleopa Re: M-m-m 05.07.07, 09:27
                                  z tego co widac facet ma i serce,uczucia i nie bawi sie uczuciami dziecka ,nie
                                  traktuje dziecka jak zabawki..taki facet z palcem w d*** znajdzie kobiete ktora
                                  to doceni i ktorej nie przeszkadzają takie pierdoły jak dziecko (na ktore nie
                                  trzeba dodatkowo lozyć a ktore pragnie tylko milości i ktore owy facet kocha ).
                                  Nie bylo by klopotu i "problemu" gdyby ania fakt ten zaakceptowala i nie
                                  probowala ulożyc męzowi zycia..
                                  • m-m-m Re: M-m-m 05.07.07, 09:32
                                    taki facet z palcem w d*** znajdzie kobiete ktora
                                    to doceni i ktorej nie przeszkadzają takie pierdoły jak dziecko



                                    Tak, to zupełna pierdoła odpowiedzialność karna za cudze dziecko na wakacjach i
                                    poddawania się ocenie obcej baby, by ta wyraziła swoje zdanie.

                                    A z tym palec w ...bym polemizowala. Może taka jak jego była konkubina z
                                    dzieckiem to owszem chętnie go weźmie, bo nie ma to jak altruista wobe cudzych
                                    genów.
                                    • cleopa Re: M-m-m 05.07.07, 09:36
                                      m-m-m napisała:

                                      > taki facet z palcem w d*** znajdzie kobiete ktora
                                      > to doceni i ktorej nie przeszkadzają takie pierdoły jak dziecko
                                      >
                                      >
                                      >
                                      > Tak, to zupełna pierdoła odpowiedzialność karna za cudze dziecko na wakacjach
                                      i
                                      >
                                      > poddawania się ocenie obcej baby, by ta wyraziła swoje zdanie.
                                      >
                                      > A z tym palec w ...bym polemizowala. Może taka jak jego była konkubina z
                                      > dzieckiem to owszem chętnie go weźmie, bo nie ma to jak altruista wobe
                                      cudzych
                                      > genów.

                                      zastanawia mnie fakt skad w Tobie tyle niecheci do dziecka????Byli
                                      małżeństwem ,mlody pokochal faceta ,facet mlodego,chcą ta więż utrzymac..w czym
                                      problem??? w tym tylko ze matka chce poznac obecna zone ?? No i co,wielkie
                                      rzeczy..
        • dominika303 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 04.07.07, 18:26
          MMM, exia mojego też miała takie roszczenia do pana nr 3 po rozstaniu z nim
          (kolejny po NM) , facet kazał jej się w główke uderzyć i powiedział, ze on ma
          własne dzieci do kochania i zabierania na lody czy do kina, a córką exi niech
          się ojciec zajmie i exia tongue_out Exia była tym tak poruszona , ze do NM na skargę
          zadzwoniła . NM jej odparł, ze facet jest jak najbardziej normalny, a problem
          to ona ma z głową tongue_out Na jej pyskówke odparł czy chciałaby aby on zajmował się
          oprócz pasierbicy jeszcze dziećmi swych byłych kobiet ? exia odparła , ze
          nie! , ale nadal nie mogła sie pogodzić z tym że pan nr 3 po rozstaniu z nią
          zerwał wszelkie kontakty tez z jej córką tongue_out

          Czyli tutaj działa zasada :
          grab grabkami pod siebie tongue_out

          pozdrawiam
                • braktalentu Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 04.07.07, 20:02
                  Subtelna różnica polega na tym, że nie mówimy o dzieciach iluś tam kobiet w
                  życiu tego Pana, tylko o dziecku byłej żony, któremu Pan pozwolił zwracać się
                  do siebie TATO, z którym Pan spędził kilka lat życia pod jednym dachem, i
                  którego Matki nie traktował jak kochanki, znajomej czy kobiety (cokolwiek przez
                  to rozumiesz), bo się z Nią ożenił. Ten ostatni fakt, każe mi się domyślać, że
                  Pan miał zamiar spędzić z Panią i Jej dzieckiem resztę swoich dni. Niestety nie
                  udało się. Będąc Człowiekiem Przyzwoitym wywiązuje się ze swoich zobowiązań
                  moralnych wobec dziecka, które nie jest winne temu, że Panu z Mamusią nie
                  wyszło.
                  Dla mnie fakt emocjonalnego związania ze sobą cudzego biologicznie dziecka jest
                  bardziej zobowiązujący niż najbardziej urzędowy papier. Co innego przysposabiać
                  wszystkie dziatki napotkanych kobiet, a co innego wywiązywać się ze zobowiązań
                  podjętych wobec rodziny, którą emocjonalnie Pan i dziecko ze sobą tworzą (bo
                  Pani już nie).
                  • m-m-m Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 05.07.07, 07:22
                    Pic w tym, ze on się NIE ożenił z tą panią.



                    >>>>Dla mnie fakt emocjonalnego związania ze sobą cudzego biologicznie dziecka
                    jest
                    > > bardziej zobowiązujący niż najbardziej urzędowy papier


                    Pięknie, tylko dlaczego za tę jego pseudoprzywzwoitość ma odpowiadać też jego
                    rodzina??
            • nangaparbat3 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 04.07.07, 21:13
              m-m-m napisała:

              > Nie tu działa zasada, że to konkretne dziecko w oczach jego matki jest takie
              > ważne, że nie widzi ona, że tylko dla niej. Ludzie jednak rzadko są altruistami
              >
              > wobec cudzych genów.

              ale jak juz sie ktoś taki zdarzy, nalezy mu to wybic z glowy.
              Jakos tak się składa, ze znam osobiscie co najmniej kilkoro "altruistow wobec
              cudzych genów". To nie jest tak rzadkie, jak Tobie sie wydaje. Nawet zwierzeta
              potrafia wychowac mlode innego gatunku jak swoje własne. Twoja wizja swiata nie
              jest jedyna i obowiazujacą, ale na pewno jest wygodna dla tych, których dewizą
              jest "grabienie pod siebie".
              • m-m-m Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 05.07.07, 07:27
                Twoja wizja swiata ni
                > e
                > jest jedyna i obowiazujacą,



                Twoja na szczęśie też.
                Z jakiej paki zmuszasz innych do brania odpowiedzialności za cudze dziecko? Bo
                wyjazd z cudzym dzieckiem to odpowiedzialnośc wszystkich dorosłych w grupie
                (nie tylko niby-tatusia) i to odpowiedzialnośći karnej, gdyby temu dziecku coś
                sie stało?
    • m-jak-magi szukacie problemu gdzie go nie ma ... 04.07.07, 19:45
      autorka watku nie widzi problemu w obecnosci w zyciu jej meza a tym samym jej
      zyciu tego dziecka. sama okresla mianem macochy wiec porady jak to wyeliminowac
      dziecko z jej zycia to conajmnie naduzycie.
      problem jaki autorka podnosi to jedynie roszczenia ex wobec jej osoby.

      po co budzic demony i szukac dziury w calym??
      doprawdy uwierzcie nie zawsze i nie dla kazdego "OBCE" dziecko jest dopustem
      bozym.
      niektore z was potrafia pokochac zwierze i niemalze uczlowieczyc a nie potrafia
      uwierzyc ze mozna pokochac dziecko nawet jesli nie jest sie biologicznym.
      rodzicem.
      • anastazjapotocka Re: szukacie problemu gdzie go nie ma ... 04.07.07, 20:16
        Ktoś musi zacząć przypominać mężom i ojcom o ich obowiązkach wobec własnych żon
        i dzieci. Jeśli mężczyzna ma żonę i jest szczęśliwym ojcem synka, to niech się
        na tym skupi, a nie szuka dziwacznych rozwiązań typu "synek mojej byłej żony".
        Mógł się nie rozwodzić i nie zawracać głowy uczciwej, delikatnej i uczuciowej
        kobiecie. I mógł jej nie zapładniać.
        Facet jest niedojrzały i infantylny.
        Szuka kwadratowych jaj.
        Jego obowiązkiem jest cały swój czas i siły poświęcać własnej żonie i własnemu
        dziecku.
        Guzik prawda, że Ani dziwaczne kontakty jej męża z cudzym dzieckiem nie
        przeszakdzają. Nie na próżno tak dokładnie to opisała. Jest subtelna, więc jej
        przekaz jest dość pastelowy, ale jak dla mnie, to wołanie o pomoc i
        potwierdzenie własnych wątpliwości.

        Gdybyśmy były bardziej wsłuchane w niemą skargę, gdybyśmy potrafiły prawidłowo
        czytać między wierszami - być może Reksia nie miałaby dzisiaj tylu strasznych,
        okropnych problemów.
        To my nie reagowałyśmy, kiedy Reksia pisała o zbyt dużych alimentach i o tym,
        że już nie daje sobie rady. To na tym forum mądrze i emptycznie zagrzewano
        Reksię do dalszych poświęceń. Poświęceń dla CUDZYCH DZIECI.

        Myślicie, że Reksia czuje się dzisiaj dobrze, kiedy pomyśli, że jej własne
        dzieci nie miały nowych butów, bo dzieci jej męża takowych potrzebowały? Że
        Reksi jest miło, że jej dzieci jadły tanie parówki zamiast polędwicy, bo tamtym
        dzieciom trzeba było opłacić korepetycje? Dzieci Reksi wakacje spędzały wisząc
        na przydomowym trzepaku, bo tamte dzieci musiały wczasować się zagranicznie...
        Zapytajcie Reksi ile lat nosiła ten sam płaszcz, bo jej własne pieniądze szły
        na płaszcz dla leniwej eksi...

        My wszystkie jesteśmy winne, że żadna z nas nie zareagowała i nie trzepnęła
        Reksi w ucho na opamiętanie.

        Dałam sobie słowo, że już nigdy nie będę milczeć, bo mnie jakaś nawiedzona
        zakrzyczy. Niech krzyczy. Wali mnie to.

        Powtarzam: walczcie o swoje szczęście i chrońcie tylko i wyłącznie własne
        dzieci i własne rodziny. Nikt za was tego nie zrobi.
        Jesteście to winne WŁASNYM dzieciom i SOBIE.

        Przykład z psem śliczny. Lubię psy.
        Ale to PIES SĄSIADA i nic mi do niego.
        Jak sąsiad go porzuci - to wtedy się zastanowię.

        Moje uczucia nie mają żadnego znaczenia. Liczy się szczęście mojej rodziny.
        Mąż ma żonę kochać i szanować. I na nią wydawać pieniądze.
        Jak mu się coś pokiełbasiło - to należy go szybko przywołać do porządku.
        Byłą żonę pogonić.
        SKUTECZNIE.
        Z cudzym synkiem wystarczy raz na rok pójść do Zoo. Z żoną i własnym synkiem.
        Czy to tak trudno zrozumieć?
        • m-jak-magi Re: szukacie problemu gdzie go nie ma ... 04.07.07, 20:24
          jesli chodzi o reksie ktorej szczerze wspolczuje to wiekszosc z nas podnosila
          problem ze jej maz po prostu nie chce wiecej zarabiac bo wygodnie miec taka
          reksie ktora zarobi i utrzyma kosztem swoich dzieci.
          mam rowniez wrazenie ze czegokolwiek bysmy nie mowily to reksia sama musiala
          dojsc do tej jakze smutnej prawdy ze jej maz tak dluga bedzie ja na rekach
          nosil jak dlugo ona bedzie spelniac jego oczekiwania. w koncu noszenie na
          rekach to niezbyt wygorowana cena za pelny garnuszek dla siebie, swoich dzieci
          i o zgrozo eksi.

          byc moze jestem zbyt grubo ciosana bo nie dostrzegam drugiego dna w poscie ani.
          widze jedynie jeden problem na ktory staralam sie dac odpowiedz. autorka nie
          wspomina ze kontakty jej meza z dzieckiem odbywaja sie kosztem jej rodziny.
          sama w tych kontaktach uczestniczy akcetujac wiez jaka jej maz ma ze
          swoim "niesynem".

          dalej sadze ze forsowanie pogladow na sile i doszukiwanie sie problemu tam
          gdzie go nie jest naduzyciem.
        • braktalentu Re: szukacie problemu gdzie go nie ma ... 04.07.07, 20:49
          Kiedy jednej z macoszek zaczęło (wreszcie-smile przeszkadzać fatalne zachowanie
          pasierbów, Anastazja rozwijała przed nami wizję trucizny dosypywanej do zupy
          biednej macochy i Jej córki. Gdy jedna z Pań skarżyła się na fakt, że syn śpi
          na podłodze, a macocha z ojcem na tapczanie, Anastazja ze świętym oburzeniem
          opisywała te orgie seksualne. Teraz równie plastycznie przedstawia nam wołającą
          o pomoc Anię. Anastazja Anię zna lepiej niż my, bo czyta między wierszami.
          Czyta tam na przykład, że Ania jest uczciwą, delikatną i uczuciową kobietą, a
          Jej mąż niedojrzały i infantylny, bo taką kobietę zapłodnił. Ania jest tak
          subtelna, że nawet nie uczestniczyła w tym akcie.
          Walcz Anastazjo, walcz! Niech nie ugnie się Twoje lwie serce przed zastępami
          nawiedzonych. Walcz o SWOJE i nasze oczywiście przy okazji też, ale przede
          wszystkim o SWOJE. Nie o CUDZE dzieci, ale o WŁASNE - biologiczne znaczy się. A
          te inne dzieci?

          ... a to już mangoldzia Wam opowie co z nimi zrobić.




          • lilith76 Re: szukacie problemu gdzie go nie ma ... 04.07.07, 21:30
            ania napisała wyraźnie, że to jej M postanowił, że będzie ojcował tamtemu dziecku, nic nie zostało na nim wymuszone. Z tego co widzę, te kontakty jej nie przeszkadzają, irytuje tylko próba wejścia exi w ten układ.

            To wzruszające, że niektóre panie mają misję mówienia innym małżeństwom gdzie są ich prawdziwe problemy i jak mają żyć. Macie panie pełne szanse na zatrudnienie w naszym rządzie, bo posłanki LPR też mają swoje wizje życia małżeńskiego Polaków, łącznie z seksulanym. To pole jeszcze nie wykorzystane, ale to być może kwestia czasu.

            Niesmaczne, że w dyskusji porównuje się układ dziecko-rodzic do układu wychowanek domu dziecka-wychowawca, człowiek-pies. Malownicza analogia, ale tak dobijająca intelektualnie, że nawet sukces towarzyski w postaci plującej na monitor anastazji tego nie rewanżuje.


            Ja bym się na chwilę z ex spotkała, to nie boli. W życiu trzeba się spotykać z gorszymi osobami. Jeśli ania na prawdę nie ma ochoty, niech konsekwentnie się tego trzyma, tłumacząc to tym, że sama jest matką, więc potrafi podejść po ludzku do cudzego dziecka.
            Nie dziwiłabym się, gdyby ex już po cichu marzyła o kompletnym rozluźnieniu więzów z byłym mężem, szczególnie że nie ma argumentu pt kontakty z biologicznym ojcem. Za jakiś czas pojawi się nowy mężczyzna w jej życiu i chłopiec będzie miał mętlik.
            • m-m-m Re: szukacie problemu gdzie go nie ma ... 05.07.07, 07:40
              Niesmaczne, że w dyskusji porównuje się układ dziecko-rodzic do układu
              wychowanek domu dziecka-wychowawca, człowiek-pies.
              >>>>Malownicza analogia, ale tak dobijająca intelektualnie, że nawet sukces
              towarzyski w postaci plującej na monitor anastazji tego
              nie rewanżuje


              Gdzieś wyżej napisałam, że prawda często jest niejadalna, dlatego bywa
              niesmaczna. Prawda w oczy kole.
              Ja nie wiem, czy autorce wątku zależy na usunięciu z jej życia cudzego dzieka,
              bo to nawet nie pasierb, a jego matka to nawet nie była żona. Ja napisałam co o
              tym myślę: a w CAŁOKSZTAŁCIE myślę, że zarówno rosczenia byłej konkubiny jak i
              sam fakt zmuszania do szlachetności innych przez nie-tatusia jest dla mnie nie
              do przyjęcia.
              • lilith76 Re: szukacie problemu gdzie go nie ma ... 05.07.07, 09:11
                m-m-m co jak co, ale taka logiczna i racjonalna osoba jak ty powinna wiedzieć, że analogia nie jest logicznym argumentem w dyskusji (tak mnie przynajmniej uczono na zajęciach z logiki).
                Nie wiedziałam, że dla ciebie życie z M i jego synem, to jak życie z wychowawcą domu dziecka. Ja bym takich rodzicielskich strategii jednak nie promowała.
                • m-m-m Re: szukacie problemu gdzie go nie ma ... 05.07.07, 09:40
                  Różnica między moim pasierbem, a tym chłopcem jest znaczna: mój M. jest jego
                  ojcem, a nie niby-tatusiem. Nie jestem (może nie byłam, bo pasierb jest już
                  formalnie dorosły) obarczona taką samą odpowiedzialnością za pasierba jak jego
                  ojciec. Na wakacjach za niego odpowiadałby ojciec, bo ja nigdy nie pisałm się
                  na opiekę nad pasierbem pod jego nieobecność, po prostu nie zgadzałam się z nim
                  być sam na sam np. nad wodą właśnie by uniknąć wybryku pasierba i by nie
                  odpowiadać karnie.
                  A tutaj odpowiedzialnośc jest znaczna, bo dotyczy obcego dziecka.
            • m-jak-magi dominiko 04.07.07, 22:02
              nie sztuka przeczytac, sztuka zrozumiec. mam wrazenie ze ty ograniczylas sie
              tylko do tej 1szej czynnosci. zatem zanim powolasz sie na kolejny artykul z
              jakze wysokich lotow dodatku do gazety sugerowalabym abys pochylila sie nad tym
              i zanalizowala:
              - w artykule podkreslana jest rola ojca ( biologicznego ) z ktorym dziecko o
              jakim pisze ania kontaktu nie ma
              - niebiologiczny ojciec nie dubluje roli biologicznego a zastepuje ja.
              • dominika303 Re: dominiko 04.07.07, 22:09
                a dlaczego ojciec nie uczestniczy w życiu dziecka??
                a czy gdy znajdzie tatuś nr 3 to tatuś nr 2 nie zostanie odsunięty od dziecka
                jak ten biologiczny ???

                Wiesz ja pisze na podstawie tego co zaserwowała exia paiserbicy.
                Ona własnei tak postępowała, jak miała jakiegos faceta, to NM nie był
                dopuszczany do dziecka i ten nowy był tatusiem, jak konkubent znikał to NM
                wracał do łąsk. Od kiedy exia ma nowego męża (rok i kilka miesięcy)to znowu NM
                nie moze widywac córki, bo ona ma już nowego ojca. A co będzie gdy exia znowu
                się rozwiedzie (czego jej oczywiście nie życzę) ????

                Jesli była żona naszej autorki ma taki lekceważacy stosunek do mężczyzn i
                własnego dziecka, to do niczego dobrego to nie doprowadzi ...........


                Jak dla mnie , ten M powinien widywac się z tym chłopcem, ale może nie na
                zasadzie ulegania wszystkim zachciankom exi !
                Bo to nie jest droga do normalnosci dla nikogo.
                A im więcej myśle o tej sytuacji to wydaje mi się ona bardziej chorasad

                pozdrawiam
                • m-jak-magi Re: dominiko 04.07.07, 22:15
                  nie twierdze ze matka dziecka jest osoba poukladana i godna nasladowania.
                  zgadzam sie z toba ze juz na podstawie tego co pisze ania mozna wywnioskowac ze
                  jej w jej relacjach z mezczyznami jest jakis defekt. w koncu to juz 2-gi
                  zwiazek jaki sie rozpadl.
                  bazujac jednak na tym co pisze ania relacja jej meza z dzieckiem jest silna na
                  tyle zeby przetrwac pomimo iz zwiazek rozpadl sie ( co wiecej rozpadl sie kilka
                  lat temu ).
                  dla mnie zatem maz ani jest ojcem ( z wlasnego mianowania ) dla tego chlopca a
                  chlopiec ten jesli nie synem to osoba bardzo bliska i zapewnie kochana.
                  wypada zatem zyczyc aby ta realcja trwala bo najwyrazniej ani nie przeszkadza a
                  dla tego dziecka jest bardzo wazna.

                • dominika303 Re: dominiko 04.07.07, 22:15
                  i jeszcze jedno , nigdy nie dopuściłabym do sytuacji gdzie każdy mój nowy facet
                  jest ojcem dla mojego dziecka !

                  Ojciec jest tylko jeden, tak samo jak matka.

                  Ojczymów czy mococh można miec kilka, ale to dziecku nalezy wyjaśnić.

                  I to chyba jest najlepsze wyjście z sytuacji.Klarowność dla dziecka w jakim
                  świecie żyje. A nie wieczne zakłamanie. Tu jeden tatuś pąłci za twoje zeszyty,
                  a ty drgui tatuś zabiera cie do zoo, a w domu aktualnie mieszka jeszcze jeden
                  tatuś co pomaga odrabiac lekcje sad
                  • dominika303 Re: dominiko 04.07.07, 22:25
                    oki relacje między chłopcem a tym M niech pozostaną, ale chyba powinny ulec
                    zmianie, bo ten M ma tez inne dziecko, którym musi i powinien sie zająć.
                    A wymysły exi - zakrawają już chyba tylko o durnotę sad
                    Poza tym ów M nie powinien zmuszać swojej żony do jakichkolwiek niezręcznych
                    dla niej sytuacji.

                    Z jednej strony tego faceta jest dziecko, które żywi do niego jakies uczucia, z
                    drugiej strony ten facet założył własną rodzinę.

                    I myślę, ze gdyby nie zachcianki exi, to układ funkcjonowałby bez zarzutu
                    jeszcze wiele lat.

                    Natomiast narzucanie przez exię zachowań wobec swojego dziecka autorce wątku
                    uważam za poprostu manipulowanie byłym facetem po przez własne dziecko.

                    W życiu już nie raz słyszałam jak to pasierbica ponoć miała za NM płakac po
                    nocach, a 2 miesiace pożniej juz go ponoć nie chciała znać - to wszystko mówiła
                    matka córki!
                    Jaki miała w tym cel?
                    Manipulację byłym mężem!!
                    ( z rozpaczy za niedudanym związkiem, z samotności chwilowej, bo jemu się udało
                    a jej nie, bo.... można pisac w nieskończonosć)

                    I podejrzewam taką samą chwijność w decyzjach exi tego M .
                    Moge sie mylić - choć wątpię , naprawdę sad



                    • m-jak-magi Re: dominiko 04.07.07, 22:28
                      no i dotykasz prawdziwego problemu. nie jest nim relacja meza ani z dzieckiem
                      ale postawa roszczeniowa eksi i wplyw takowej na komfort zycia ani.
                      ja uwazam ze podstawowym prawem ani jest unikac niepozadanych kontaktow a
                      obowiazkem jej meza jest chronic ja przed nimi.
                      • dominika303 Re: dominiko 04.07.07, 22:46
                        tyle że znowu dochodzimy do tego że układ jest chory sad

                        bo facet w głebi ducha liczył, a moze i liczy, iż żona ulegnie exi fochomsad
                        exia nadal będzie manipulowac facetem , poprzez tiki matkowe np synio wieczorem
                        opowiedał jak było fajnie z toba na rybach.
                        Ale ja mam obawy czy posłać ci go na niedzielę, bo nie znam twojej żony, a mały
                        o niej jakos tak niewyraznie się wypowiadał? ..... itp

                        i kółeczko sie zamyka.

                        Trzeba położyć kres wyimaginowanym zachciankom exi i ty szybko!
                        Młody moze widywać się z M ale na warunkach wypracowanych wspólnie, a nie
                        wymuszonych emocjonalnie!

                        Pozdrawiam
        • jowita771 Re: szukacie problemu gdzie go nie ma ... 07.07.07, 11:11
          anastazjapotocka napisała:

          > Przykład z psem śliczny. Lubię psy.
          > Ale to PIES SĄSIADA i nic mi do niego.
          > Jak sąsiad go porzuci - to wtedy się zastanowię.

          ojciec tego dziecka je porzucił. Mąż Ani się zastanowił i jest ojcem dla tego
          dziecka. tak postanowił, takie jego prawo. Ty byś się zastanowiła nad
          przygarnięciem pieska i wniosek byłby Twoja sprawą, nic nikomu do tego. czemu
          ten pan nie ma prawa to własnego wyboru w sparawie dziecka?
          bo tak napisała baba z internetu, która na dodatek jest mocno zmyślona?

          > Z cudzym synkiem wystarczy raz na rok pójść do Zoo. Z żoną i własnym synkiem.
          > Czy to tak trudno zrozumieć?

          tobie wystarczy. mężowi Ani nie. tak trudno to zrozumieć?
    • coccolona Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 05.07.07, 08:36
      A moze Ania0001 napisalabys cos wiecej nt Twego stosunku do tego obcego
      dzieciaka. Piszesz:

      > Co do Młodego... Młody jest dzieckiem raczej zamkniętym w sobie. Nasze
      > kontakty są niby poprawne, jednak cały czas wyczuwam u niego dużą rezerwę i w
      > sumie nie wiem co on myśli i czuje... ale moje kontakty z Młodym to już
      > zupełnie osobny temat.

      Kontakty niby poprawne. Czy to znaczy, ze moze Ty wcale nie masz ochoty nie
      tylko spotykac sie z jego matka, ale moze sama nie masz ochoty na spotkania z
      tym dzieckiem? Co, uwazam, nie byloby wcale takie dziwne. Napisz szczerze, co
      myslisz nt tego obcego dziecka. Moze to rzuci nowe swiatlo na postawiony problem.
      • ania0001 Re: ex domaga się poznania next - czy to normalne 05.07.07, 09:15
        Bardzo dziękuję za dotychczasowe wypowiedzi, czytam uważnie (dałam też M do
        poczytania).

        Małe sprostowania: M i ex byli małżeństwem (skądś pojawiła się informacja, że
        nie byli). Nie znam przyczyn braku kontakty Młodego z biologicznym ojcem (tzn.
        znam jakąś wersję opowiedzianą mi przez M a jemu przez ex, ale nawet nie będę
        jej przytaczać bo dla bieżących problemów jest to całkiem bez znaczenia).

        O relacji ja-Młody spróbuję więcej napisać później, na razie krótki update na
        temat problemu wakacji.

        Otóż eksia już nie domaga się "widzenia" ze mną, zamiast tego nagle zaczęło jej
        bardzo zależeć na tym by Młody z nami pojechał. Wygląda na to, że znalazła sobie
        jakieś zajęcie na czas naszego planowanego wyjazdu i jest jej na rękę by dziecko
        wyjechało (to opinia M - zdarzało się w przeszłości).

        Okazało się jednak, że Młody nie chce z nami jechać. Naciskany w tej sprawie
        przez eksię i M powiedział, że on by bardzo chciał jechać, ale tylko z tatą.
        Eksia wytłumaczyła mu, że jest to niemożliwe, gdyż... nasze dziecko jest za małe
        i ja nie mogę zostać sama bo sobie nie poradzę (tłumaczenie idiotyczne moim
        zdaniem).

        Ostatecznie stanęło na tym, że Młody raczej zgodził się pojechać. Ale ja się
        zastanawiam, czemu ma służyć taki wyjazd, skoro Młody najwyraźniej wciąż ma
        problem z akceptacją nowej rodziny taty.

        Zastanowił mnie poruszony w wątku problem odpowiedzialności karnej za dziecko
        pozostające pod naszą opieką - ten aspekt sprawy zupełnie mi umknął. Czy
        sądzicie, że jeśli w końcu Młody z nami pojedzie, to M powinien dostać jakieś
        oświadczenie na piśmie od eksi, że wyraża zgodę na wyjazd? Czy to może mieć sens?