Czy jestem materialistką?

02.07.07, 11:05
Od dawna rozmawiamy z moim NM o naszej wspólnej przyszłości. Jednak jakby od
niedawna wszystkie te rozmowy nabierają realnego kształtu, ponieważ mój NM
chciałby, żebym z nim wkrótce zamieszkała. Z jednej strony bardzo mnie to
cieszy, bo bardzo chciałabym z nim być, ale z drugiej strony uważam, że za nim
wspólnie zamieszkamy należy ustalić pewne kwestie.

Moi rodzice od najmłodszych lat wpajali mi, że jeśli sama nie zadbam o swoje
sprawy, to nikt za mnie i dla mnie tego nie zrobi. Dlatego też jeszcze przed
zamieszkaniem z NM w jego domu chciałabym kupić mieszkanie. Plan jest prosty -
mieszkanie kupuję z pieniędzy, które do tej pory udało mi się zgromadzić +
pomoc rodziców + kredyt. Mieszkanie zamierzam wynająć i z tych pieniędzy
spłacać co miesiąc ratę kredytową, a to co zostanie odkładać na swoje własne
konto, jako takie zabezpieczenie dla mnie samej. To na wypadek, gdyby jednak
nam się nie udało... W przeciwnym razie mieszkanie będzie dla naszego
wspólnego z NM dziecka, które planujemy w przyszłości.
Poza tym moja pensja (a zarabiam trochę więcej od NM) zasilałaby normalnie w
całości tzw. budżet domowy.

I w związku z tym mój NM uważa, że... jestem materialistką.

Poza tym na pytanie czy w ogóle ma zamiar się kiedyś ze mną ożenić (oczywiście
jeśli między nami będzie wszystko w porządku) - czy w ogóle to przewiduje, że
ponownie się ożeni - nie odpowiedział.
W związku z tym tym bardziej wydaje mi się realizacja mojego planu. Bo niby
jak ma to wyglądać? Wiecznie na tzw. "kocią łapę"? Nie mam nic przeciwko takim
związkom, ale sama nie jestem na tyle nowoczesna i postępowa. Poza tym to w
żaden sposób nie zabezpiecza mnie na przyszłość. Niech tylko stanie się coś
NM... Całość dziedziczy po nim syn, a ja zostaję na lodzie... Bez domu, bez
pieniędzy (bo zainwestowane w dom), bez niczego.
Albo niech nam nie wyjdzie po iluś tam latach... Będę miała wrócić do
rodziców? Z niczym?

NM ma 12-letniego syna. Jak do tej pory niczego nie potrafi mu odmówić. NM
bardzo chciałby, żeby mały zamieszkał z nami. Nawet jest gotów zrezygnować
wtedy z alimentów od matki (choć ja uważam, że to zły pomysł, bo alimenty
zawsze można odkładać małemu na konto). Wtedy jakby nie było i ja ponosiłabym
w jakimś stopniu koszty utrzymania młodego. Co nie stanowi dla mnie jakiegoś
wielkiego problemu.

Czy to coś złego, że chcę się zabezpieczyć finansowo na przyszłość? Czy to
jest materializm czy dalekowzroczność?

    • m-m-m Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 11:27
      >>> w związku z tym mój NM uważa, że... jestem materialistką


      Z jego punktu widzenia tak, dlatego będzie ww. sposób dyskredytował Twoą chęć
      zabezpieczenia swoich spraw.
      Ja uważam, że każda kobieta, która decyduje się na związek z facetem dzieciatym
      powinna miec takie "tyły" zabezpieczone: czyli mieszkanie wyłącznie do swojej
      dyspozycji.
      twoje obawy to nie czarnowidztwo, ale realizm: faktem jest nigddy nie wiadomo
      co się może w związku wydarzyć.
      Pomysł by on zrezygnował z alimentów na młodego, jeśli weźmie go do siebie jest
      wygodny wyłącznie dla niego jako dla ojca, ale 12-letni chłopak w przededniu
      dojrzewania to nie jest łatwy układ dla macochy całodobowej.
      Będą takie momenty, że zwyczajnie nie będziesz chciała utrzymywać jego syna w
      zastępstwie jego matki: bo poczujesz, że ten chłopak jak matkę Cię nie
      traktuje. W ten sposób nabędziesz obowiązków matki, a nic w zamian jak od
      dziecka własnego nie otrzymasz.


      >>> Jak do tej pory niczego nie potrafi mu odmówić


      I uważasz, że jak młody będzie z Wami 24 h doba, to nagle tatuś gładko zmieni
      strategię wychowawczą?
      Zapewniam Cię, że nie, a Ty będziesz się użerała z nimi dwoma. I do tego
      utrzymywała jego dziecko.
    • braktalentu Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 11:34
      To nie materializm. To zdrowy rozsądek. Pieniądze, które odłożyłaś do tej pory,
      możesz ładować w dom NM, pod warunkiem, że wystąpisz w księdze wieczystej jako
      współwłaściciel tej nieruchomości. Jeżeli Twój NM nie pójdzie na takie
      rozwiązanie (które też nie jest dla Ciebie w 100% korzystne, bo dochodzą
      problemy związane z podziałem majątku "w razie czego") to pewnie dlatego, że
      jest... materialistą? Skoro z poważnymi deklaracjami i ślubem można poczekać,
      to i z ładowaniem pieniędzy we wspólny majątek można poczekać.
      Zastanawia mnie coś jeszcze i pozwolę sobie wetknąć nos w Twoje sprawy i
      zwrócić Ci na to uwagę. Facet bardzo chciałby, żeby syn zamieszkał z Wami. A
      dlaczego już teraz nie mieszka z Nim?
      - Czy dlatego, że NM dużo pracował i nie miał czasu dla chłopca? Czy w związku
      z tym rzuci pracę, albo wynajmie nianię? A może oczekuje, że to Ty będziesz
      wychowywała Jego syna?
      - Czy dlatego, że dziecko było bardziej związane emocjonalnie z matką i Jej
      przyznano opiekę? To co, w ciągu ostatnich lat jakoś bardziej się związał?
      - Czy dlatego, że chłopiec deklaruje, że woli mieszkać z Wami, a niedługo
      skończy 13 lat i Jego zdanie będzie brane pod uwagę? To może warto się
      zastanowić, z kim będzie chciał mieszkać, jak okaże się, że w Twoim domu
      obowiązują pewne zasady, a może zasad nie bedzie?
      Moja pasierbica, co wrzesień, przed wyjazdem do domu deklaruje chęć
      zamieszkania z nami. Też bym chciała z nami mieszkać-smile. Są wakacje, mniej
      obowiązków, atmosfera ogólnego rozluźnienia i leniuchowania... pewnie, że u nas
      jest lepiej niż u Mamy-smile.

      Czy te kwestie też poruszaliście?

      Jak bardzo realne jest zamieszkanie dziecka z Wami? Czy to oby nie takie
      gadanie mające na celu przedstawienie siebie w roli odpowiedzialnego i
      kochającego taty? Taki "brak realizmu" też o czymś świadczy.

      Hmmm, nie podejrzewałam się o takie czarnowidztwo-smile)) Z wiekiem nawet
      najfajniejsze i najbystrzejsze nowe żonki gorzknieją. Muszę nad sobą
      popracować, bo jeszcze mnie ktoś za Exię weźmie-smile))
      • m-m-m Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 11:38
        >>>>A może oczekuje, że to Ty będziesz
        > wychowywała Jego syna?



        Podejrzewam, że to niestety jest argumentem dla ojca.
      • mrs_ka Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 11:45
        Hm, nie sposób dopatrzeć się tutaj materializmu. Czytam post napisany jasno,
        rozsądnie i logicznie. Nie daj się więc wmanewrować w poczucie winy spowodowane
        faktem Twojego rzekomego materializmu.
        Ściśle rzecz biorąc robisz dokladnie to, czego wiele kobiet niestety nie robi i
        dlatego mają potem bezsenne noce, uczucie noża na gardle ("dokąd pójdę?") i
        frustracje związane z dzieleniem się majątkiem.
        Czego Ci absolutnie nie zyczę oczywiście, ale klarowność spraw finansowych jest
        akurat czynnikiem wpływającym na jakość związku dodatnio, a nie ujemnie.
        Nawiasem mówiąc z czasem Twój partner doceni tę klarowność, przynajmniej byłoby
        dziwne, gdyby nie docenił.
        Casusu z wyrzeczeniem sie alimentów, przyznam się- nie rozumiem, bo mam
        dokładnie takie samo stanowisko jak Ty.
        Z drugiej jednak strony jest tajemnicą poliszynela, że w sądach tego kraju matka
        jest rodzicem jakby "bardziej" w związku z czym ojcowie muszą używać rozmaitych
        argumentów, z finansowymi włącznie, aby dopiąć swego.

        a.
        • malgorzatka37 Re: Czy jestem materialistką? 03.07.07, 10:13
          alimenty są tzw prawem niezbywalnym i nie można się ich zrzec. Niezależnie od
          chęci czy niechęci twojego NM eksia będzie miała obowiązek łożenia na
          utrzymanie syna, jeśli z wami zamieszka.NM bedzie oczywiście mógł niezależnie
          od treści wyroku sądowego umówić się z eksią, tak prywatnie że "zwalnia " ją z
          tego obowiązku. Ale prawnie ten obowiązek do pewnego okresu życia dziecka
          będzie istniał.
          A tak poza tym, czarno to widzę. Facet chce cię wmanewrować w matkowanie i
          utrzymywanie swojego syna, nie za bardzo konsultując to z tobą. Według mnie
          powinnaś jasno i wyraźnie powiedzieć mu , jakie masz zapatrywania na tę
          kwestię.Chyba że finansowanie i wychowywanie obcego dziecka nie będzie stanowić
          dla ciebie problemu. Z tego co piszesz wynika jednak, ze problem stanowi, bo
          zastanawiasz się nad tym ,że tatus synkowi nic nie odmawia itd
      • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 11:45
        NM po rozwodzie wyprowadził się z mieszkania. Chwilowo mieszkał w wynajmowanym
        mieszkaniu, a potem zamieszkał ze swoją mamą i siostrą oraz jej dziećmi. W
        związku z czym nie miał warunków, żeby wziąć dziecko do siebie. Zwłaszcza, że
        mały miał wtedy ok. 6 lat. Jego mama i siostra mieszkają na wski, ok. 6 km za
        miastem (i tam teŻ NM wybudował dom).

        Młody na razie mówi, że chciałby mieszkać i trochę u mamy i trochę u taty np. 2
        tygodnie w miesiącu tu i 2 tyg. tu. I NM do tego się przychyla.

        Dlatego teraz tym bardZiej nie zrezygnuję ze swoich planów... Zwłaszcza, że
        nigdy nie ukrywała, że takie sprawy jak małżeństwo są dla mnie ważne. Owszem,
        mówiłam, że wcześniej chciałabym, żebyśmy ze sobą zamieszkali tak "na próbę",
        ale docelowo nie przewiduję życia na "kartę rowerową".
        • e_lizabeth Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:02
          w całości zgadzam się z przedmówczyniami. Ja bym jeszcze pomyślała o
          intercyzie. "W razie co" nie będziesz musiała oddawać swoich pieniędzy na jego
          dziecko, tym bardziej że masz już swoje i ono się liczy, bo tamto juz matke ma.
          • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:04
            Ale ja nie mam jeszcze dzieci. Dopiero z NM planujemy nasze wspólne...
            • e_lizabeth Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:11
              a sorki, zapędziłam się... ale mieć będziecie pewnie, więc kwestia się nie
              zmienia.
        • marta_kasia Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:09
          Moge Ci poradzic z wlasnego doswiadczenia: zabezpiecz sobie mieszkanie albo
          inaczej ulokuj majatek (kup dzialke, cokolwiek). Nie dlatego, ze nie dowierzasz
          NM. Ale jako jego nie-zona nie masz zadnych praw do JEGO majatku. A i pozniej,
          jako zona, skoro to jego majatek sprzed slubu, niekoniecznie musi sie z Toba
          nim dzielic - on lub jego dziecko. Niezaleznie od TWojego rzeczywistego wkladu
          we spolne dobro. I moze sie tak zdarzyc, ze rzeczywiscie zostaniesz bez
          niczego.....nawet nie z winy NM. Nie mozesz na przyklad wiedziec, jakie beda za
          kilka lat zadania jego syna. A uwierz mi, zadania doroslych dzieci potrafia byc
          wielkie.
          Poza tym, jesli planujecie wspolne dziecko, masz prawo chciec, zeby Twoj
          majatek, a zwlaszcza to, co dostaniesz od rodzicow, trafilo do Twojego dziecka.
    • dyderko Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:06
      Bardzo dobrze myślisz, bardzo dobrze. Ja bym jedynie nie wpadła na to by to co
      zostanie z wynajmu po zapłaceniu raty kredytu przekazywać na własne
      zabezpieczenie przyszłości (bo Twój partner mając mieszkanie ale mieszkając w
      nim, z Tobą, nie ma takich możliwości). Natomiast potrzebę zabezpieczenia
      swojej przyszłości pochwalam. Jeśli on uważa że zapewnienie sobie lokum jest
      materialistyczne to niech odsprzeda Ci połowę swojego mieszkania, żebyś się w
      wypadku złego losu lub nieporozumień nie bała że nie będziesz miała się gdzie
      podziać.
      A co do alimentów to to są pieniądze nie dla rodzica a dla dziecka, więc jeśli
      Twój partner zrezygnuje z nich biorąc pod swoją opiekę dziecko to ograniczy
      kwoty które będzie mógł na syna łożyć, a nie jest to w porządku w stosunku do
      dziecka. Kwestia tego że i na Ciebie spadnie ciężar finansowy utrzymania
      dziecka na które on alimentów dostawać nie będzie jest kwestią istotną i możesz
      teraz uważać że Tobie nie przeszkadza ale w życiu zdarza się różnie i może być
      niewesoło jak zaczną się jakieś kłopoty, może być trudno jak zdecydujecie się
      na dziecko (wątki Lilianki na Nowej Rrodzince są pouczające bardzo – jak się
      dzieli za krótką kołderkę ze jakieś żale się rodzą).
      Reasumując, musiałabym więcej wiedzieć by stwierdzić żeś wstrętna interesowna
      materialistka. Na razie wyglądasz mi na wyjątkowo rozsądną i patrzącą trzeźwo w
      przyszłość osobę.
      • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:16
        Poza tym wychodzę z założenia, że to co sobie odłożę - jeśli wspólnie dożyjemy
        razem starości - zawsze będzie można przeznaczyć ot choćby na wspólną "podróż
        życia"...

        Mówiać szrzecze, ani przez chwilę nie zamierzałam odpuścić tego pomysłu. Wolę
        być samotną materialistką, ew. mieszkającą z rodzicami, ale pewną swego dachu
        nad głową niż po każdej kłótni zastanawiać się co by było, gdyby wystawił mi
        walizki za drzwi.

        Nigdy nie zaglądałam mojemu NM do portfela. Wręcz przeciwnie. Myśląc o wspólnej
        przyszłości zastanawiałam się czy mnie będzie na to stać, bo nie chciałabym być
        na jego utrzymaniu.

        Wiem jedno - nie odpuszczę. Mam dopiero 26 lat, ale ciężko pracowałam i pracuję
        na każdą złotówkę. Wiele sobie odmawiam, żeby odkładać. Co prawda było/jest to
        możliwe także dzięki moim rodzicom, ale to inna kwestia.
        Na razie moimi finansami zarządza tato, ale tak już pewnie pozostanie (jego bank
        domowy daje 200% pewności smile).
    • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:21
      Aha i jeszcze jedno...
      Mój NM uważa, że skoro mam takie plany, to oznacza, że nie planuję z nim
      wspólnej przyszłości.

      To wymaga jednak rozmowy między nami, bo na razie tylko mu to zasygnalizowałam,
      że coś takie chcę zrobić.
      • dyderko Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:34
        blondgirl napisała:
        > Mój NM uważa, że skoro mam takie plany, to oznacza, że nie planuję z nim
        > wspólnej przyszłości.

        No to jak on uważa że podchodząc tak do sprawy dajesz dowód temu że nie
        planujesz z nim wspólnego życia to zapytaj go kiedy przepisze na Ciebie połowę
        swojego domu. Jego reakcja wiele ci powie o tym jak on na kwestie materialne
        się zapatruje.
        • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:40
          Do mnie taka argumentacja również nie trafia...

          Czy ten mężczyzna czy inny na pewno zrobiłabym tak samo.
          • dyderko Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 13:12
            Ależ mi nie chodziło o zmianę Twojego stanowiska a tym bardziej zmianę
            mężczyzny ale o unaocznienie Twojemu NM tego że pewne rzeczy nie mają nic
            wspólnego z chęcią bycia razem do końca życia.
      • kicia031 Re: Czy jestem materialistką? 09.07.07, 15:46
        Ale za to on odmawiajac ci deklaracji co do malzenstwa planuje z toba
        przyszlosc. Taaaaa...

        Powiem tak - na razie nic was nie laczy oprocz plomiennych uczuc, po ktorych
        moze zostac tylko popiol za pare lat czy nawet miesiecy. Dlatego nic Panu do
        tego, jak ty ulokujesz swoje zapracowane pieniadze. Mieszkajac z nim, powinnas
        sie dokladac do zycia, w proporcjach ktore sobie powinniscie wynegocjowac.
        pewnie 50%, bo mieszkasz u niego, ale on pewnie wiecej je wink). i tyle.
    • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:24
      Poza tym wydaje mi się, że najważniejszym plusem takiego rozwiązania jest to, że
      z jednej strony zabezpieczam siebie, ale jednocześnie nie powoduje to w żaden
      sposób uszczuplenia dochodów naszej rodziny.

      Sorry, że tak piszę chaotycznie, ale co raz przypominają mi się jakieś argumenty
      "ZA" (bo na razie "Przeciw" nie widzę). I tak piszę...
      • natasza39 Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:43
        blondgirl napisała:
        > Sorry, że tak piszę chaotycznie, ale co raz przypominają mi się jakieś
        argument
        > y
        > "ZA" (bo na razie "Przeciw" nie widzę). I tak piszę...


        No dobra!
        Nam przedstawiłaś bardzo rozsądnie argumenty "za" i my się z nimi zgadzamy.
        A jakich argumentó Twój NM używał?
        Moze przedstaw nam je to cos wymyslimy....
        Chyba jakos to argumentował, że uważa Cię za "materialistkę"?
        • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:51
          To była na razie taka wstępna rozmowa podczas jazdy samochodem:

          Argumenty NM:
          1) takie moje plany oznaczają, że nie zamierzam się z nim wiązać "na poważnie"
          (wbrew temu co mówię),
          2) związki, gdzie każdy ma coś swojego, to nie są prawdziwe związki, bo wtedy
          każde ciągnie w swoją stronę (ludzie są razem, ale jakby osobno),
          3) z takim podejściem jestem po prostu materialistką (?),
          4) równie dobrze możemy tylko składać się na życie np. po 500 zł, a dalej każde
          będzie sobie samemu rządzić (dla mnie b. wygodny układ, bo zarabiam więcej, ale
          do końca nie do zaakceptowania)
          5) lepiej byłoby to zainwestować w jakieś wspólne przedsięwzięcie (np. kupić
          ziemię i posadzić np. las, żeby móc brać dopłaty z UE).

          I to chyba wszystko...
          • m-m-m Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 13:10
            lepiej byłoby to zainwestować w jakieś wspólne przedsięwzięcie (np. kupić
            ziemię i posadzić np. las, żeby móc brać dopłaty z UE).



            Taaaak, a potem dzielić się w razie czego z jego synem tą ziemią.



            >>związki, gdzie każdy ma coś swojego, to nie są prawdziwe związki, bo wtedy
            > każde ciągnie w swoją stronę (ludzie są razem, ale jakby osobno),



            Twój M. zapomina, że ma przeszłość i syna z tej przeszłości. To rodzi bardzo
            konkretne problemy na przyszłość.
            Ciekawe, czy on byłby taki skłonny do tej wspólnoty, gdyby np. miał perspektywę
            na dzielenie się majątkiem z teściową.
          • natasza39 Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 13:11
            blondgirl napisała:

            > To była na razie taka wstępna rozmowa podczas jazdy samochodem:
            >
            > Argumenty NM:
            > 1) takie moje plany oznaczają, że nie zamierzam się z nim wiązać "na poważnie"
            > (wbrew temu co mówię),

            W takim razie jego decyzja o budowie domu świadczy o tym, że wogóle z nikim nie
            zamierza się wiązać poważnie, bo jakby brał wasz związek na poważnie, to
            zaczekałby z decyzją do ślubu i dopiero wtedy zaczał budowę.


            > 2) związki, gdzie każdy ma coś swojego, to nie są prawdziwe związki, bo wtedy
            > każde ciągnie w swoją stronę (ludzie są razem, ale jakby osobno),


            W dawnych czasach ludzie przeważnie łaczyli się w zwiazki, w które każdy wnosił
            coś swojego.
            Choćby nawet była to wienna pierzyna, czy dwa morgi pola w posagu.
            Bynajmniej te związki nietrwałymi nie były.
            Ponadto to dowód dalekowzroczności (szczególnie argument o tym, że w
            przyszłości będzie to zabezpieczenie wspólnego dziecka), a nie dowód na brak
            miłości.

            > 3) z takim podejściem jestem po prostu materialistką (?),

            No to jest raczej brak argumentów a nie argument.
            Na takie coś możesz najwyżej odpowiedzieć, że Ty tak nie uważasz i już.

            > 4) równie dobrze możemy tylko składać się na życie np. po 500 zł, a dalej
            każde będzie sobie samemu rządzić (dla mnie b. wygodny układ, bo zarabiam
            więcej, ale do końca nie do zaakceptowania)

            Co innego rządzenie sobie samemu jak się nie jest małżeństwem, a co innego
            plany ludzi w wolnym związku.
            Jak na razie to wy nie jesteście po ślubie, więc wspólne plany i kase to
            możecie mieć ewentualnie po.
            To wazny argument dla faceta, który niby chce zyć jak małżeństwo, a nie chce
            tego przypięczetowac.

            > 5) lepiej byłoby to zainwestować w jakieś wspólne przedsięwzięcie (np. kupić
            > ziemię i posadzić np. las, żeby móc brać dopłaty z UE).

            Niby jak?
            Na tym etapie związku to chyba jako spółka zo.o
            A po za tym zapytaj go czy w takim razie zainwestuje w tą ziemię tyle co Ty?
            Chociaz pomysł z ziemią bardzo mi się podoba.
            Ziemia o wiele szybciej będzie na wartości zyskiwać, niż mieszkania.
            Po za tym tez ją mozna w razie jakiejś burzy w życiu sprzedać i kupić
            mieszkanie. Z kupnem mieszkania, ani sprzedażą ziemi nie ma na razie problemu.

            > I to chyba wszystko...

            W sumie to się nie popisał.
            Nie może tak być w związku, że jedna osoba ma wszystko, a druga nic.
            To do niczego dobrego nie prowadzi.
            U mnie jest sytuacja odwrotna i przyznam Ci się, że to jako "posiadaczka" źle
            się z tym czuję.
            Nie chciałabym aby mój M nawet myślał kiedykolwiek, że może w razie czego
            wylądowac na bruku i sama go zachęcałam żeby miał tylko coś swojego.
            Ja tego Twojego NM, tak po ludzku nie rozumię po prostu.
            • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 13:18
              > W takim razie jego decyzja o budowie domu świadczy o tym, że wogóle z nikim nie
              >
              > zamierza się wiązać poważnie, bo jakby brał wasz związek na poważnie, to
              > zaczekałby z decyzją do ślubu i dopiero wtedy zaczał budowę.

              Dom w zasadzie jest gotowy do zamieszkania. Zostały tylko drobne prace
              wykończeniowe + umeblowanie. Budowę zaczął po rozwodzie. Kiedy się poznaliśmy
              była już w toku.

              Kupno ziemii i owszem, ale pod warunkiem, że:
              1) skoro ja wykładam np. 100% kapitału - właścicielem w papierach jestem tylko
              ja. Ewentualnie dochód z niej może zasilać wspólny budżet
              2) jeśli się składamy - w papierach ,musi być wskazane, kto i w jakim procencie
              za nią zapłacił.

              He, he tak sobie teraz siedzę i myślę, że mój NM sobie teraz myśli, że trzeba
              było mu się nie pchać w związek z dziewczyną wykształconą i niezależną... Jego
              dom, to dla mnie żaden "rarytas"...
              • ajmj Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 13:26
                Życie pokazuje, ze trzeba myslec TAKŻE o sobie i nie odpuszczaj - bo dobrze
                mysliszsmile
              • kasia_kasia13 Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 13:37
                blondgirl napisała:

                > > W takim razie jego decyzja o budowie domu świadczy o tym, że wogóle z nik
                > im nie
                > >
                > > zamierza się wiązać poważnie, bo jakby brał wasz związek na poważnie, to
                > > zaczekałby z decyzją do ślubu i dopiero wtedy zaczał budowę.
                >
                > Dom w zasadzie jest gotowy do zamieszkania. Zostały tylko drobne prace
                > wykończeniowe + umeblowanie. Budowę zaczął po rozwodzie. Kiedy się poznaliśmy
                > była już w toku.

                Bardzo to niematertialistyczne podejscie, wybudowac sobie chalupe miedzy
                rozwodem a kolejnym (o ile bedzie) slubem wink))) Ten pan ma glowe na karku,
                dobrze, ze Ty rowniez.
          • kasia_kasia13 Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 13:34
            blondgirl napisała:

            > To była na razie taka wstępna rozmowa podczas jazdy samochodem:
            >
            > Argumenty NM:
            > 1) takie moje plany oznaczają, że nie zamierzam się z nim wiązać "na poważnie"
            > (wbrew temu co mówię),

            A on sie zamierza wiazac na powaznie? Pisalas, ze na pytanie dotyczace slubu
            nie odpowiedzial.

            > 2) związki, gdzie każdy ma coś swojego, to nie są prawdziwe związki, bo wtedy
            > każde ciągnie w swoją stronę (ludzie są razem, ale jakby osobno),

            Fajnie, tylko u tego pana dziala to w jedna strone. Jego dom jest jego, Twoje
            dotychczasowe oszczednosci sa Wasze.

            > 3) z takim podejściem jestem po prostu materialistką (?),

            To jest wedlug niego jakis argument?

            > 4) równie dobrze możemy tylko składać się na życie np. po 500 zł, a dalej
            każde
            > będzie sobie samemu rządzić (dla mnie b. wygodny układ, bo zarabiam więcej,
            ale
            > do końca nie do zaakceptowania)

            Tak sie robi, jak sie zyje na kocia lape wink

            > 5) lepiej byłoby to zainwestować w jakieś wspólne przedsięwzięcie (np. kupić
            > ziemię i posadzić np. las, żeby móc brać dopłaty z UE).
            >
            > I to chyba wszystko...

            Coz, wspolna inwestycja zla nie jest. Tylko dlaczego tylko Ty masz ja
            finansowac?
    • natasza39 Powiedz mu, ze 02.07.07, 12:32
      nie jesteś materialistka, ale realistką.
      Popieram w całej rozciagłości Twój rozsądek w kwestiach finansowych.
      W zyciu bywa róznie i niestety lepiej jest miec w razie czego asa w rękawie.
      A jeśli chodzi o zabezpieczenie na wypadek złego, to nawet Arabowie kupuja
      swoim zonom złoto, nie posadzając je o chęc strojenia się.
      W razie czego takie kosztowności to zabezpieczenie materialne dla zony.
      Ty zamiast zlota inwestujesz w mieszkanie.
      To mieszkanie będzie "wniesione". tak jak jego dom.
      Niech Cię ustanowi współwłaścicielka swojego domu, to Ty wtedy go ustanowisz
      współwłaścicielem mieszkania.
      Wtedy to nie będzie można zadnego z Was posądzić o materializm.
    • lilith76 Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:56
      Zrobiłabym DOKŁADNIE tak jak ty.
      I to nie materializm, to zmysł obserwacji, kobieta z zabezpieczonymi tyłami jest równoprawnym partnerem do rozmów w związku.

      Być może twój mężczyzna ma inną wizję związku - zespolenie dusz, planów, majątków. Nie wiem jak można by mu argumentować, ale wiem, że niejedna zmiękła na hasła "jesteś materialistką", "ty tak na prawdę nie kochasz". Tłumacz może, że twój własny odrębny majątek, to plus dla niego, bo to oznacza, że jesteś z nim z miłości, dla WAS. Może łyknie.
      • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 12:59
        Być może twój mężczyzna ma inną wizję związku - zespolenie dusz, planów, majątk
        > ów.
        Dokładnie tak.

        Ale to + docelowo małżeństwo = warunki nie podlegające negocjacjom
        • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 13:08
          Być może twój mężczyzna ma inną wizję związku - zespolenie dusz, planów, majątk
          > ów.
          Dokładnie tak.

          No tak, ale z drugiej strony na pytanie czy w ogóle przewiduje ożenek ze mną
          sprawiał wrażenie jakby to pytanie było dla niego b. niewygodne.
          • m-m-m Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 13:12
            Bo on chce ożenek mieć na swoich warunkach. Nierealnych ze wzgledu na jego
            bagaż z przeszłości.
    • m-jak-magi Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 13:14
      moim zdaniem bardzo rozsadnie i racjonalne podejscie do zycia.
      poza tym ja akurat uwazam ze bycie materialista to nic nagannego smile
    • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 14:14
      Brr nawet przez moment nie pomyślałam, że pakować się w dziecko przed ślubem. I
      na samym początku naszego związku zakomunikowałam mu to.

      A propos wczoraj wieczorem wysłałam mu sms-a, że jeśli nie bierze pod uwagę
      ożenku ze mną, to lepiej, żebyśmy nie marnowali sobie nawzajem czasu. Ponieważ
      dla mnie jest to b. ważne. Jak na razie zero odpowiedzi. I dobrze... Bo to nie
      ja tracę. Już pisałam - ten jego dom, to dla mnie żaden "rarytas". Bo wiąże się
      z człowiekiem, a nie jego pieniędzmi czy tym co ma.
      • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 03.07.07, 08:17
        Oddzwonił... Wczoraj...

        Powiedział, że jednak nie wyklucza małżeństwa ze mną i nie jest to dla niego
        jakiś wielki problem. Zwłaszcza, że w tej kwestii też jest tradycjonalistą i
        chciałby...

        Może w końcu pewne rzeczy zaczynają do niego docierać? A może się przestraszył,
        bo wie, że potrafię być konsekwentna w tym co mówię? Mam nadzieję, że co do
        reszty także się przekona...
    • coccolona Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 14:33
      Kto jak kto, ale Twoj facet jak nikt inny, majac za soba taka przeszlosc (rozpad
      zwiazku), powinien Cie rozumiec.

      Jezeli ktos chce rozdzielnosci dobr, nie oznacza to, ze planuje rozpad zwiazku,
      tylko bierze taka mozliwosc pod uwage. Dopoki dwoje ludzi jest razem i sie
      kocha, to normalne, ze to co moje nalezy rowniez do ciebie. I to jest piekne,
      Ale gdy zwiazek sie konczy, to z jakiej racji jedna strona mialaby nadal zerowac
      na drugiej?

      Dlatego mysle, ze racja jest po Twojej stronie w tym wypadku.
    • kai_30 Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 15:12
      Popieram w pełni.

      Co do zarzucanego Ci materializmu - a Twój NM zamierza przepisać połowę domu na
      Ciebie, czy też nie? Jeśli nie, to kto tu jest materialistą?
    • pom Re: Czy jestem materialistką? 02.07.07, 23:23
      Jesteś bardzo rozsądną kobietą.
      Trzymaj się planu bez względu na fochy chłopa.

      Popieram Cię w całej rozciągłości. Gdyby wszystkie macochy były tak zapobiegliwe
      to byłoby pięknie.
    • nsc23 Re: Czy jestem materialistką? 03.07.07, 01:55
      Moim skromnym zdaniem intercyzy, rozdzielnosci majatkowe i wszelkie tego typu
      umowy spisuje sie nie na wypadek, gdybysmy mieli zyc dlugo i szczesliwie i
      razem za raczke odejsc w strone zachodzacego slonca, ale na wypadek, gdyby
      jednak nie wypalilo i sie nie udalo. Kto po jednym rozwodzie uwaza, ze tego
      typu rzeczy sa niepotrzebne i sa oznaka materializmu (w innej wersji braku
      zaufania) albo sie nie nauczyl na wlasnych bledach, albo zyje w innym swiecie.
      I o tyle, o ile ufam swojemu facetowi, uwazam, ze kobieta w dowolnej chwili
      powinna miec mozliwosc odejscia ze zwiazku bez koniecznosci zaciagania dlugow i
      plakania o pieniadze u rodzicow/fundacji charytatywnych etc. Dla wlasnej
      higieny i zdrowia psychicznego oraz dla poczucia, ze jest sie z kims z milosci
      wlasnie, a nie dlatego, ze inaczej sie umrze z glodu.
      Twoja postawa nie jest materialistyczna moim zdaniem wrecz przeciwnie -
      pokazujesz facetowi, ze w razie czego nie bedziesz go z pior skubac az sie
      wykrwawi, tylko masz 'plecy' finansowe i jestes w sytuacji, w ktorej nie musisz
      z nim byc, ale chcesz, bo go kochasz.
      • m-m-m Re: Czy jestem materialistką? 03.07.07, 08:42
        pokazujesz facetowi, ze w razie czego nie bedziesz go z pior skubac az sie
        wykrwawi, tylko masz 'plecy' finansowe i jestes w sytuacji, w ktorej nie musisz
        z nim byc, ale chcesz, bo go kochasz.


        No nie do końca. Można mieć swoje tyły zbezpieczone, ale do tych piór też się
        dobrać.
        To jest bardziej sprawa uzależnienia kobiety, kontroli nad nią. Jak ma coś
        swojego to nie jest zależna finansowo, a więc nie pójdzie na wszystkie
        ustępstwa i nie będzie trwała w związku, który jej nie odpowiada.
    • reksia Re: Czy jestem materialistką? 03.07.07, 06:14
      Wielkie uszanowanie dla Twoich rodziców za wszystko czego Cie nauczyli.Gdybym
      miała Twój rozum przed wejściem w moje związki oszczedziłabym sobie wielu
      rozczarowań , nie straciłabym tylu lat na życie w szklanym kloszu,a dzieciom
      własnym oszczędziłabym wielu upokorzeń.
      Masz racje chroniąc własną przyszłość, a jesli ktoś mówi że jesteś
      materialistką to niech w swym daleko posuniętym altruiźmie wykłada swoje własne
      pieniadze, a nie pieniądze zarobione przez Ciebie.
      Powodzenia i tak trzymaj.
    • magdalas Re: Czy jestem materialistką? 03.07.07, 15:21
      wydaje mi się że to raczej on jest materialistą, bo jakby nie był to by uznał że pieniądze twoje i twoich
      rodziców go nie interesują. Ostatecznie jak się w końcu z tobą ożeni to wszystko będzie jakby wspólne,
      to mieszkanie też.
    • ataner30 Re: Czy jestem materialistką? 04.07.07, 22:00
      Ja osobiscie uwazam ze w zwiazku dwojga ludzi nie ma miejsca na
      pieniadze "twoje, moje"
      - wspolne zycie powinno byc wspolne w kazdej jego dziedzinie.
      Jezeli twoj M. nie mialby dziecka to twoje zachowanie traktowalabym jako zla
      wrozbe dla zwiazku, no bo jaki jest sens rozpoczynac wspolne zycie jezeli
      ludzie juz na starcie sobie nie ufaja? Bo chec zabezpieczenia swojej
      przyszlosci
      w razie "gdybysmy sie rozstali" jest wlasnie dowodem braku zaufania.
      Moim zdaniem jezeli ludzie sie kochaja, ufaja sobie nie mysla na starcie o tym
      ze powinni sie
      zabezpieczyc w razie rozstania. To oczywiste ze rozstanie sie moze zdarzyc, ale
      przeciez jezeli sie z kims
      wiazemy to dlatego ze tej osobie ufamy i powinnismy miec pewnosc ze w razie
      rozstania
      ta osoba uczciwie sie z nami "rozliczy" w kwestii wspolnie zainwestowanych
      pieniedzy.
      Czy masz takie obawy ze jezeli bedziesz inwestowac w jego dom to w razie
      rozstania on ci tych pieniedzy
      nie odda? Uwazasz ze jest takim nieuczciwym czlowiekiem? To dlaczego chcesz z
      nim byc, rodzic mu dzieci?

      Troche mnie niepokoi rowniez stawianie sprawy tak jasno "albo slub albo
      rozstanie".
      Dlaczego tak bardzo zalezy cie na tym slubie?
      Czy sprawy finansowe maja tu jakies znaczenie ?
      Wydaje mi sie (sorry jesli sie myle) ze tak - i wedlug mnie to tez jest zla
      wrozba na przyszlosc.

      Jezeli chcesz sie zabezpieczyc przed ewentualna smiercia twojego partnera i tym
      ze kiedys ty zostalabys
      bez dachu nad glowa to jak najbardziej to rozumiem.
      Ja tez jestem zwiazana z mezczyzna ktory ma dziecko i tez zabezpieczylam sobie
      i naszyemu
      dziecku (ktore planujemy) dach nad glowa "w razie czego".

      Zatem podstawowe pytanie brzmi przed czym/kim chcesz sie zabezpieczyc. Jezeli
      przed tym
      ze jego dziecko w przyszlosci pozbawi cie dachu nad glowa to wedlug mnie jest
      to OK i twoj partner powinien to
      zrozumiec, problemem jest tu kwestia uzmyslowienia mu tego, potrzebna jest
      szczera rozmowa. Musisz mu to
      wszystko szczerze wyjasnic i nie licz na to ze od razu zalapie o co ci chodzi
      (wiem z doswiadczenia wink

      Jezeli chcesz sie zabezpieczyc przed tym ze twoj partner kiedys odjedzie
      i zabierze kase ktora zainwestowalas w jego dom to znaczy ze mu nie ufasz i byc
      moze on to czuje i dlatego
      jest mu ciezko. Poza tym ja bym sie wahala przed zwiazaniem sie z osoba dla
      ktorej papier z USC jest wazniejszy niz
      wspolne zycie (no bo ty tak sprawe stawiasz - albo slub albo adieu...).

      Mysle ze przed wami jeszcze wiele godzin rozmow na ten temat. Na razie
      zasygnalizowalas problem,
      M zareagowal emocjonalnie, mysle ze jeszcze nie raz sie o to poklocicie ale
      sproboj sobie przez jakis czas
      wyobrazic co czuje twoj partner. Ja szczerze mowiac bedac na jego miejscu
      mialabym obawy.
      • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 05.07.07, 07:43
        > Ja osobiscie uwazam ze w zwiazku dwojga ludzi nie ma miejsca na
        > pieniadze "twoje, moje"
        > - wspolne zycie powinno byc wspolne w kazdej jego dziedzinie.
        > Jezeli twoj M. nie mialby dziecka to twoje zachowanie traktowalabym jako zla
        > wrozbe dla zwiazku, no bo jaki jest sens rozpoczynac wspolne zycie jezeli
        > ludzie juz na starcie sobie nie ufaja? Bo chec zabezpieczenia swojej
        > przyszlosci
        > w razie "gdybysmy sie rozstali" jest wlasnie dowodem braku zaufania.
        > Moim zdaniem jezeli ludzie sie kochaja, ufaja sobie nie mysla na starcie o tym
        > ze powinni sie
        > zabezpieczyc w razie rozstania. To oczywiste ze rozstanie sie moze zdarzyc, ale
        >
        > przeciez jezeli sie z kims
        > wiazemy to dlatego ze tej osobie ufamy i powinnismy miec pewnosc ze w razie
        > rozstania
        > ta osoba uczciwie sie z nami "rozliczy" w kwestii wspolnie zainwestowanych
        > pieniedzy.
        Tylko, że jak pokazuje życie bardzo rzadko się to zdarza. Na ogół wtedy ludzie
        zaczynają się szarpać o przysłowiową łyżeczkę do herbaty.

        > Czy masz takie obawy ze jezeli bedziesz inwestowac w jego dom to w razie
        > rozstania on ci tych pieniedzy
        > nie odda? Uwazasz ze jest takim nieuczciwym czlowiekiem? To dlaczego chcesz z
        > nim byc, rodzic mu dzieci?
        Nie uważam, że jest nieuczciwy, ale nikt nie jest w stanie przewidzieć jak to
        będzie. Tylko po co się szarpać...

        > Troche mnie niepokoi rowniez stawianie sprawy tak jasno "albo slub albo
        > rozstanie".
        > Dlaczego tak bardzo zalezy cie na tym slubie?
        A dlaczego papier nie jest ważny? Nie każdy jest tak postępowy... Nie
        przeszkadza mi to, że ludzie żyją w wolnych związkach, bo to ich wybór. Jeśli im
        to odpowiada, to ja nie mam nic do tego. Ale tu chodzi o moje życie. Zostałam
        wychowana wg pewnych zasad, których staram się trzymać, a to jest jedna z nich.
        Poza tym ten papier daje też pewne bezpieczeństwo...
        Nie myśl, że jestem zwolenniczką małżeństwa z rozsądku czy dla kasy bą dź
        małżeństwa za wszelką cenę. Wyjdę za mąż, kiedy będę tego na 100% pewna, bo
        małżeństwo z kimkolwiek nie jest dla mnie jedyną alternatywą. Mam swoje życie,
        plany, ambicje, możliwości...
        Wiesz, zbyt dużo razy widziałam jak po tych wielkich miłościach pozostawały
        gruzy... I to najczęściej po wszystkim kobiety zostawały z niczym... Znam takie,
        które są ze swoimi "misiami", bo po prostu nie mają dokąd pójść... A ja tego
        chcę uniknąć.
        Nie jest też tak, że akurat do tego konkretnego mężczyzny podchodzę w ten
        sposób. Od zawsze wiedziałam, że jeśli będę planować z kimś przyszłość, to
        wcześniej muszę pomyśleć o sobie. Wykształcić się, znaleźć dobrą pracę itd.
        Wydaje mi się, że to nie brak zaufania tylko próba sensownego ułożenia pewnych
        spraw. Bo nie okłamujmy się, ale pieniądze są ważne. I jak na razie, to ja
        wchodząc w ten związek, więcej ryzykuję, nie tylko finansowo, bo pieniądze
        zawsze mozna "odrobić".
        • blondgirl Re: Czy jestem materialistką? 05.07.07, 09:52
          I tak w ogóle sobie myslę, że po 3 latach bycia ze sobą to raczej czas, żeby
          przynajmniej zacząć się zastanawiać nad legalizacją związku...
          • mangolda Re: Czy jestem materialistką? 05.07.07, 13:23
            Współczuje, że musisz zabiegać o ślub, dla kobiety to jedno z największych
            upokorzeń.
            • nangaparbat3 Mangoldziu 09.07.07, 19:12
              Jako Twoja wierna wielbicielka ciesze się, ze znowu moge Cie zobaczyc, jesli tak
              to mozna nazwać. A Twoja sygnaturka sprawila, ze czuje sie jak szczenię lezące w
              słońcu na grzbiecie i radosnie przebierajace w powietrzu łapkami.
              Jesteś wspaniała, inspirujaca i nie do podrobienia!
Pełna wersja