monikaj1980
03.07.07, 13:56
Może ktoś ,jakiś facet na tym forum powie mi czy taka sytuacja jest w
porządku?Czy mam rację -czy jestem zaborczą heterą?
mianowicie:wczoraj wieczorem mój M pojechał do mechanika (podleczyć
auto),ciągle narzeka że ma mało czasu na takie "męskie sprawy" bo ja ciągle
organizuję czas tak żeby był ze mną i naszą córeczką(mała ma 1,5 roczku).
Kupił ostatnio auto które stoi u mechanika i on tam jeżdzi i je "naprwia".W
końcu wczoraj pojechał tam na dłużej,nie było go kilka godz.Nasza córka była
u mojej mamy.
ok.godz.22 zadzwoniłam do niego (bo zobaczylam auto na parkingu)wiec dzwonie
gdzie jest i zebysmy pojechali po małą bo jest późno a on na to żebym
pojechała sama bo on jest bardzo zajęty ,jak pytałam kilkakrotnie gdzie jest
to zmieniał temat i nie mogłam się dowiedzieć.W końcu zapytałam kategorycznie
gdzie jest i co to za ważna sprawa o 22 ze nie moze pojechac ze mną po małą?
Odpowiedział że jest u naszych wspolnych znajomych-sąsiadów w bloku obok
(pracują razem z tym sąsiadem) i że omawiają WAŻNE sprawy związane z pracą.
Ja na to że ok przyjdę tam i porozmawiam z żoną tego faceta aż oni skończą te
wazne sprawy.Niechętnie ale się zgodził (wiedział że i tak bym przyszła).
I wiecie co zastałam po przyjściu tam ?Otóż ten kolega spał w pokoju z 2 ich
dzieci a mój M siedział w kuchni z żoną tego faceta ,pili herbatkę a ona
zrobiła mu kanapki?!
Mój facet jest takim "łazikiem" wszędzie czuje sie jak w domu,nic go nie
krępuje i uważa że skoro kolega był zmęczony po pracy i polozyl sie to nic
sie nie stalo ze po 22 w nocy gdy pan domu i dzieci śpią - on posiedzi przy
herbatce z jego żoną.
Znali się kiedys w szkloe średniej ,potem ich drogi się rozeszly a teraz ok
pol roku okazalo sie ze jestesmy sasiadami i znow kontakty odzyly.
Ja z racji tego ze mam male dziecko nie odwiedzam ich za czesto,bylam kilka
razy,moj M za to jest tam prawie codziennie.
Nie robilabym z tego afery ale taka sytuacja z tego co ja wiem miala miejsce
juz kilka razy.Kiedys tez powiedzial ze idzie do tego kolegi a jak
zadzwonilam do niego(bo do mojego M nie moglam sie dodzwonic) to okazalo się
ze ten jest w pracy -no a moj facet w domu u niego!
Tłumaczy mi ze przeciez tam są dzieci(4 i 14 lat)i nawet gdyby mial niecne
zamiary to nie daloby rady.I ta kobieta jest mało atrakcyjna (to prawda).
Niby nic strasznego ale mi jakoś to mało się podoba!
Zresztą mowi ze nie chodzi do obcych tylko są naszymi "przyjaciółmi"i że tam
czuje sie swobodnie i nie ma w tym nic złego?
Sama niewiem co o tym myśleć,facet tej kobiety też nic nie mówi na to,bo ja
robiłam uwagi w formie żaru na temat tych odwiedzin.
Proszę podpowiedzcie co o tym myślicie?Tak postronnie jak to wygląda?