monikaj1980
04.07.07, 20:24
Pisałam tu o przyznaniu opieki nad synem mojego faceta i o jego "herbatkach"u
sąsiadow.
chcę opowiedzieć wam pobieżnie historię mojego związku z facetem "po
przejsciach".Jest ode mnie starszy ja mam 28 on 39 lat,poznalismy sie 7 lat
temu,po pół roku zostaliśmy oficjalną parą,był wtedy oficjalnie zonaty lecz
nie ja byłam przyczyna zburzenia ich malzenstwa.Gdy go poznalam
mial "dziewczyne"z zona nie zyli od klku lat jak sie poznalismy i bylo to
oficjalne,wszyscy o tym wiedzieli ,rodzina rowniez.Więc co do tego mam czyst
sumienie,zyli razem dla syna ktory teraz ma 14 lat,wtedy mial 7 ,moj M bardzo
go kocha i mlody tez uznaje praktycznie tylko ojca ,mnie zaakceptowal bardzo
dobrze swoja przyrodnia siostre rowniez (malutka ma prawie 2 latka).
Sytuacja od poczatku nie byla rozowa ,wiadomo takie zwiazki nie sa łatwe i
piękne ,gdyby to przytrafilo mi sie teraz bylabym madrzejsza i pewnie juz bym
byla na tyle madra by sie w to nie pakowac ,jednak mialam 21 lat i
najzwyczajniej w swiecie zakochalam sie po uszy.
Wtedy myslalam ze przeciez ludzie zyja po rozwodach,maja drugie zony,mezow i
jest ok,u nas nie jest ok .
Niewiem co sie z nami porobilo,nie możemy wogole sie porozumiec,ciągłe
kłótnie,u siebie to juz chyba sama zdiagnozowalam jakąś niezłą depresje,mam
dośc wszystkiego.
Mam wrazenie że on mnie caly czas oklamuje(jak z ta herbata u sasiadki)mowi
mi ze ma swoje sprawy do ktorych mam sie nie wtrącać,na temat tamtej kobiety
mam zabronione nawet wspominanie o czym kolwiek.Ona dzwoni wiecznie czegos
potrzebuje on jej duzo pomaga (nie mam nic przeciwko ale nie bez mojej
wiedzy!)przede mną to ukrywa,mowi ze nie ma z nia zadnego kontaktu.A ja
poprostu nienawidze kłamstwa i boli mnie okropnie ze niedosc ze mne oklamuje
i nie mam do niego zaufania to na dodatek robi to w jej sprawie!
Czuję że przegralam swoje życie
tak bardzo zal mi corki ,kocham ja strasznie i chcialabym dac jej co
najlepsze,dac jej takie dziecinstwo jakie ja mialam,dobra matke,troskliwego
ojca,normalny dom.
Przy nim czuje ze to niemozliwe,jest egoistyczny,liczą się tylko jego decyzje
czuje jakbym byla w jego zyciu jakąś -dostawką_ ze on prtzezyl swoje piękne
lata a ja teraz przy nim tylko egzystuję

takie zycie z dnia na dzien
Kiedys czulam to ze mnie kocha ,ufalam mu i bylam szczesliwa
Teraz zaspokaja nasze potrzeby egzystencjonalne,mieszkanie,oplaty itp ale juz
nie jestem dla niego zadną partnerką tylko "elementem wyposazenia mieszkania"
.
Jak tylko moze wychodzi z domu (zawsze ma mnostwo spraw),gdy sie poklocimy
nie spi w domu(spi wtedy u znajomych lub w pracy) .Gdy ja kilka razy wyszlam
i wrozilam nad ranem bylo mu to obojetne,pewnie rownie dobrze moglabym nie
wrocic kilka dni gdyby nie musial zajmowac sie mala.
Prosilam go bysmy poszli do jakiegos specjalisty,bylismy nawet 2-krotnie
umowieni lecz zwsze wyjdzie tak ze nie idziemy.
Walczylam bardzo dlugo o nas ,okropnie duzo mnie to kosztowalo,z
radosnej ,milej dziewczyny zrobilam sie znerwicowana zterroryzow3ana baba.
Nic mnie nie cieszy,nie mam siły by zajmowac sie domem i corka ,nie wiem juz
jak mam z nim postepowac,nie chce ze mna rozmawiac,najczesciej gdy poruszam
te trudne tematy wychodzi z domu i wracadopiero jak przestaje mowic.
Prosilam go,szantazowalam,prosba,grozba...i nic .
Mowi zebym przestala wynajdowac problemy i zajela sie zyciem. Gdy go pytam o
nasze wspolne plany ,marzenia,kiedy uregulujemy nasze sprawy (czy wezmiemy
kiedys slub) on mi odpowiada ze jego plany to byc zdrowym i
pracowac......wiecej nie ma.....a jak ma to planuje rozne rzeczy sam a mnie
po fakcie dokonanym informuje lub dowiaduje sie od odob postronnych.
Tego wszystkiego nie da sie tak poprostu opisac a i tak p[owstal mi juz
elaborat ,mam nadzieje tylko ze nie zostane zaraz zrownana z ziemia(co sie tu
czest zdarza) piszac tu licze na to ze moze ktoras z kobiet miala jakas
podobna sytuacje?
Niewiem moze on nie potrafi sobie poradzic z tym wszystkim?