Prawda smutna :-( podpowiecie?

04.07.07, 20:24
Pisałam tu o przyznaniu opieki nad synem mojego faceta i o jego "herbatkach"u
sąsiadow.
chcę opowiedzieć wam pobieżnie historię mojego związku z facetem "po
przejsciach".Jest ode mnie starszy ja mam 28 on 39 lat,poznalismy sie 7 lat
temu,po pół roku zostaliśmy oficjalną parą,był wtedy oficjalnie zonaty lecz
nie ja byłam przyczyna zburzenia ich malzenstwa.Gdy go poznalam
mial "dziewczyne"z zona nie zyli od klku lat jak sie poznalismy i bylo to
oficjalne,wszyscy o tym wiedzieli ,rodzina rowniez.Więc co do tego mam czyst
sumienie,zyli razem dla syna ktory teraz ma 14 lat,wtedy mial 7 ,moj M bardzo
go kocha i mlody tez uznaje praktycznie tylko ojca ,mnie zaakceptowal bardzo
dobrze swoja przyrodnia siostre rowniez (malutka ma prawie 2 latka).
Sytuacja od poczatku nie byla rozowa ,wiadomo takie zwiazki nie sa łatwe i
piękne ,gdyby to przytrafilo mi sie teraz bylabym madrzejsza i pewnie juz bym
byla na tyle madra by sie w to nie pakowac ,jednak mialam 21 lat i
najzwyczajniej w swiecie zakochalam sie po uszy.
Wtedy myslalam ze przeciez ludzie zyja po rozwodach,maja drugie zony,mezow i
jest ok,u nas nie jest ok .
Niewiem co sie z nami porobilo,nie możemy wogole sie porozumiec,ciągłe
kłótnie,u siebie to juz chyba sama zdiagnozowalam jakąś niezłą depresje,mam
dośc wszystkiego.
Mam wrazenie że on mnie caly czas oklamuje(jak z ta herbata u sasiadki)mowi
mi ze ma swoje sprawy do ktorych mam sie nie wtrącać,na temat tamtej kobiety
mam zabronione nawet wspominanie o czym kolwiek.Ona dzwoni wiecznie czegos
potrzebuje on jej duzo pomaga (nie mam nic przeciwko ale nie bez mojej
wiedzy!)przede mną to ukrywa,mowi ze nie ma z nia zadnego kontaktu.A ja
poprostu nienawidze kłamstwa i boli mnie okropnie ze niedosc ze mne oklamuje
i nie mam do niego zaufania to na dodatek robi to w jej sprawie!
Czuję że przegralam swoje życie
tak bardzo zal mi corki ,kocham ja strasznie i chcialabym dac jej co
najlepsze,dac jej takie dziecinstwo jakie ja mialam,dobra matke,troskliwego
ojca,normalny dom.
Przy nim czuje ze to niemozliwe,jest egoistyczny,liczą się tylko jego decyzje
czuje jakbym byla w jego zyciu jakąś -dostawką_ ze on prtzezyl swoje piękne
lata a ja teraz przy nim tylko egzystuję sad takie zycie z dnia na dzien
Kiedys czulam to ze mnie kocha ,ufalam mu i bylam szczesliwa
Teraz zaspokaja nasze potrzeby egzystencjonalne,mieszkanie,oplaty itp ale juz
nie jestem dla niego zadną partnerką tylko "elementem wyposazenia mieszkania"
.
Jak tylko moze wychodzi z domu (zawsze ma mnostwo spraw),gdy sie poklocimy
nie spi w domu(spi wtedy u znajomych lub w pracy) .Gdy ja kilka razy wyszlam
i wrozilam nad ranem bylo mu to obojetne,pewnie rownie dobrze moglabym nie
wrocic kilka dni gdyby nie musial zajmowac sie mala.
Prosilam go bysmy poszli do jakiegos specjalisty,bylismy nawet 2-krotnie
umowieni lecz zwsze wyjdzie tak ze nie idziemy.
Walczylam bardzo dlugo o nas ,okropnie duzo mnie to kosztowalo,z
radosnej ,milej dziewczyny zrobilam sie znerwicowana zterroryzow3ana baba.
Nic mnie nie cieszy,nie mam siły by zajmowac sie domem i corka ,nie wiem juz
jak mam z nim postepowac,nie chce ze mna rozmawiac,najczesciej gdy poruszam
te trudne tematy wychodzi z domu i wracadopiero jak przestaje mowic.
Prosilam go,szantazowalam,prosba,grozba...i nic .
Mowi zebym przestala wynajdowac problemy i zajela sie zyciem. Gdy go pytam o
nasze wspolne plany ,marzenia,kiedy uregulujemy nasze sprawy (czy wezmiemy
kiedys slub) on mi odpowiada ze jego plany to byc zdrowym i
pracowac......wiecej nie ma.....a jak ma to planuje rozne rzeczy sam a mnie
po fakcie dokonanym informuje lub dowiaduje sie od odob postronnych.
Tego wszystkiego nie da sie tak poprostu opisac a i tak p[owstal mi juz
elaborat ,mam nadzieje tylko ze nie zostane zaraz zrownana z ziemia(co sie tu
czest zdarza) piszac tu licze na to ze moze ktoras z kobiet miala jakas
podobna sytuacje?
Niewiem moze on nie potrafi sobie poradzic z tym wszystkim?
    • barbara001 Re: Prawda smutna :-( podpowiecie? 04.07.07, 21:09
      Bardzo przykra sytuacja i szczerze współczuję. Jedynym wytłumaczeniem
      zachowania Twojego NM, dla mnie , jest jego egoizm, niedojrzałość, bezmyślność.
      Skoro razem nie możecie trafić do poradni spróbuj sama. Musisz przeanalizowac
      swój związek i sama zobaczyć na ile jeszcze stać Cię by w nim wytrwać. Może
      jest droga dotarcia do Twojego NM, nie wiem jaka, ale może podczas terapii
      odnajdziesz sposób by do niego trafić. Chociaz jesli on nie wykaże inicjatywy i
      pracy nad sobą, piszę z pozycji laika, ale marnie to widze. Nie ma co
      kolorowac. I nie ma powodów by równać Cię z ziemiąsmile Ale z tego co piszesz to
      starsz się tylko Ty, a Nm żyje sobie obok, i im mniej ma z Tobą doczynienia tym
      mu wygodniej. Skoro nie można postarć się we dwoje o Was, to chociaz Ty powalcz
      o siebie, dla siebie i Twojej córeczki.
      • nangaparbat3 Re: Prawda smutna :-( podpowiecie? 04.07.07, 21:29
        Takich historii jak Twoja jest mnóstwo, mnie sie zdaje ze wiekszość zwiazkow
        prędzej czy później wkracza w taki etap, róznia sie co najwyzej szczegoły. Jedni
        sobie radzą, wychodzą na prostą, inni sie rozstają, jeszcze inni tkwią w zimnym,
        pustym zwiazku do końca zycia.
        jedno jest pewne: cokolwiek się stanie, nie przegrałaś zycia. Masz wspaniałą
        coreczkę, więzi między Wami dwiema zaden facet nie zniszczy, w najgorszym razie
        mozesz sie z nim rozstać - a to nie jest wcale koniec swiata ani przegrane
        zycie. ale najpierw oczywiscie warto probować naprawic związek.
        Czy Ty pracujesz? Pamietam, ze kiedy moja corka dobiegała 2 lat, siedzenie na
        wychowawczym zaczęło przyprawiać mnie o szaleństwo, przy takim małym dziecku
        praca na pol etetu bylaby idealem - nawet gdybyś całą pensje miała oddać opiekunce.
        • khaldum Re: Prawda smutna :-( podpowiecie? 05.07.07, 10:45
          na pewno nie będę cię równać z ziemią
          jak pisały poprzedniczki czasem wpadamy w taką pętlę, że nie wiadomo co dalej ze
          sobą zrobić. Stagnacja i zero perspektyw.

          No cóż, odnoszę wrażenie, że Twój NM, jest niedojrzałym egoistą. To co napisała
          nangaparbat na temat pracy to święta prawda. Jeśli siedzisz w domu z dzieckiem
          świat zaczyna robić się płaski, spada samoocena i wszystko wydaje się do bani.
          Może rzeczywiście czas pomyśleć o wyrwaniu się z 4 ścian i zrobieniu czegoś dla
          siebie? Jeśli nie praca to może studia, kurs językowy coś co wyciągnie Cię z
          domu, oderwie od rutyny.

          Druga sprawa, to to, że masz córeczkę. To co mówił mi terapeuta kiedy waliło się
          moje małżeństwo, a ja dla dobra dziecka trwałam w nim - dziecko za 10 lat będzie
          miało koleżanki, i one będą od ciebie ważniejsze, a za 15 lat Ci powie, że
          sfiksowałaś bo ci się życie nie ułożyło. Straszne, okrótne, ale prawdziwe. Włącz
          sobie egoizm, pomyśl o sobie. Mój byly mąż postępował podobnie jak Twój NM. Po 5
          latach na sprawie rozwodowej okazało się, że te nocowanie w pracy ... no cóż ta
          praca miała na imię Kasia, bolało, ale co tam, było mineło. Facet nie był wart
          tego aby być moim partnerem.

          Nie jesteś w związku formalnym, możesz i na pewno gdybyś podjęła taką decyzję
          udało by Ci się ułożyć życie. Fantastycznych samodzielnych 30 z dziećmi jest
          sporo, i świat nie kończy się na ojcach naszych dzieci.
          Zrób sobie bilans zysków i strat. Świat nie kończy się na bycie i opłaconych
          rachunkach.

          Taka tabelka + i - może pomóc w spojrzeniu na związek. I do tego zrób sobie
          jeszcze swoją analizę SWOT.

          Widzisz?
          Dasz radę smile

          trzymaj się cieplutko


          PS. Mając 21 lat i podejmując decyzję miałaś w życiu inne priorytety. To nie
          było złe, to nie było głupie, po prostu byłaś inna. Czas kształtuje ludzi.
          • monikaj1980 dziękuję 05.07.07, 12:54
            za ciepłe słowa i poradę dziewczynom ktore mi odpisały ,lżej mi na duszy że
            wogole ktoś chce do mnie cos powiedziec o tym co mnie boli.On mnie tak zdołował
            że już nawet straciłam wiarę w to że warto rozmawiać z ludzmi.
            Wczoraj tez probowalam rozmawiac,w polowie mojego zdania poszedl sobie do
            lazienki wziac prysznic.....
            Nie mam juz ani sił ani zaparcia by biegac za nim i probowac dialogu,zreszta to
            nie ma sensu-on mowi ze wszystko robi świetnie i jest dla mnie bardzo dobry a
            ja wymyslam glupoty?
            Myslalam i o pracy i o jakims kursie-czymkolwiek ale ja rano nie mam sił wstac
            z łóżka,nie chce mi się NIC sad najchetnirj tylko bym spala a łzy poprostu
            same płyną po pliczkach ,teraz też ...
            Czuję że zabrnelam w taki zaułek z ktorego nie widze wyjscia a gdyby nawet
            jakies było nie mam sił by podjąc wysilek.On sprowadził mnie do tego że tylko
            wegetuję..
            Najbardziej dołujące jiest nie to że mamy taką sytuacje tylko to że on ma to
            gdzies.Mowi ze on zyje,pracuje,stara sie bysmy wszystko mieli i zapewnia mi
            dobre zycie a ja powinnam byc happy bo inni tego nie maja ?
            Moze ,napewno ma racje bo finanse sa wazne ale dzis mysle ze wolalabym
            wynajmowac stancje,smarowac chleb maslem,i miec 1 pare butow a u boku faceta
            ktory chce ze mna rozmawiac i wszystkim i o niczym a nie zyje swoim zyciem a ja
            obok niego-lokatorzy.
            Nie chcialabym tego przekreslic,zreszta wciąż go kocham i nienawidze -zarazem.
            Ciągle się łudzę ze cos sie wydarzy ,zmieni ale juz trace tą wiarę.
            Jestem w błędnym kole bo nie chce tak żyć a nie umiem tego zmienić,nie mogę nic
            zrobić.Nawet poszlam sobie z mala do mamy na 2 dni,ial to w du....nawet nie
            zadzwonil.Jak ja zadzwonilam to powiedzial zebym nie wydzwniala bo on za to
            placi.....
            Co mialam zrobic,wzielam małą i przyszlam z powrotem?
            Nie jestem calkowicie na jego utrzymaniu,mam wychowawczy jeszcze ,sczerze
            mowiac to nie oplaca mi sie teraz isc do pracy bo mala bylaby zdana na łaskę
            obcych ludzi a po przekalkulowaniu -ja pracowalabym za marne grosze.
            • nsc23 Re: dziękuję 05.07.07, 13:38
              Moniko,
              jestem w tym wieku, w ktorym Ty bylas, jak poznalas swojego faceta. Gdyby ktos
              mi teraz powiedzial, ze za pare lat moje zycie bedzie tak wygladac jak Twoje,
              to bym nie uwierzyla. Tego sie nie da przewidziec. Mozna probowac zapobiec, ale
              jak zapobiec czemus, czego czlowiek pod uwage nie bierze? Dobrze, ze widzisz,
              ze to jego wina, a nie Twoja.
              Moze sprobuj wyjechac na wakacje, na tydzien-dwa, odciac sie do tego
              wszystkiego.
              Wiesz, ja mialam w tym roku 4 tygodnie wolnego, miedzy sesja a praca i musze Ci
              powiedziec, ze do tego samego punku w te cztery tygodnie dazylismy. Oczywiscie
              nie na ta sama skale, bo i czas krotszy, ale odsuwalismy sie od siebie, nie
              mielismy o czym pogadac i jak on wracal z pracy, to byl zmeczony, a dla mnie
              dzien sie dopiero zaczynal, bo wreszcie mialam cos do roboty, kogos do
              pogadania. Bardzo trudno jest wtedy ulozyc dzien jakos tak, zeby wszyscy byli
              zadowoleni i ja juz na przyklad wiem, ze na zostawanie domu na dluzsza mete
              sie nie nadaje, bo sie psychicznie wykoncze.
              Zacznij od jakiegos wyjazdu (do rodzicow, znajomych, pensjonatu) na wakacje,
              jak wrocisz bedziesz miala nowa energie, a i Twoj facet moze zateskni.
              Na pewno warto rozmawiac, a jezeli Twoj facet sie tak zachowuje, ze wychodzi z
              pokoju, jak do niego mowisz, to mu powiedz, ze Cie to irytuje. On Ci wtedy
              pewnie powie, co jego irytuje i juz macie podstawy kompromisu - Ty pracujesz
              nad zmiana siebie, on siebie.
              Czytajac to forum zdaje sobie sprawe, ze moj swiatek jest jeszcze mocno
              idealny, moje porady nie zawsze adekwatne, ale chcialam Cie tylko troche
              podtrzymac na duchu. Aha i pamietaj - przeciwienstwem milosci nie jest
              nienawisc, jest nim obojetnosc smile
    • anirac Re: Prawda smutna :-( podpowiecie? 05.07.07, 13:02
      O w morde jeza! Przepraszam, ale tylko to przychodzi mi do glowy, zeby okreslic
      te sytuacje. Rozumiem co mozesz czuc. Te historie z wychodzeniem, nie wracaniem
      na noc, podejmowaniem wlasnych decyzji, pomaganie bylej, itd. O boze,
      przerabialam setki razy. Ale jednej rzeczy bylam pewna - ze nie oklamywal mnie.
      Jestesmy w tym samym wieku, ten moj ukochany, za ktorym bym w ogien skoczyla
      tez starszy - o troche wiecej lat niz Twoj. No i juz wiem - nie wiek czyni
      madrym. Wiek moze za to troche skomplikowac zycie. Masz jednak corke - a to
      uwazam za fantastyczna sprawe. Masz kogos, kto potrzebuje Cie jak nikt inny na
      swiecie, a ta swiadomosc - wierz mi - jest niekiedy czlowiekowi potrzebna do
      przetrzymania najtrudniejszym momentow. Podobnie jak dziewczyny - uwazam, ze
      powinnas zadbac o siebie. W sensie dbalosci o Twoje potrzeby. Kup sobie ekstra
      kiecke, wyjdz do kina, pojdz na piwo z kolezanka, znajdz sobie zajecie - praca
      lub hobby. Moze to trywialne rady, ale wlasnie najprostsze metody sa
      najskutecznijsze. I nie pros juz wiecej, nie szantazuj, po prostu odpusc. Niech
      on zobaczy co traci, niech on sie ocknie, niech on zacznie zabiegac. A jak tego
      nie zrobi - to znaczy, ze za kolejnym zakretem czeka na Ciebie inny rozdzial
      zycia, a ten zamknij bez zalu.
    • joanna9969 Re: Prawda smutna :-( podpowiecie? 05.07.07, 15:19
      Dziewczyno nie mozesz mowic ze w wieku 28 lat zmarnowalas zycie ,
      nie ty pierwsza i nie ostatnia spotkalas na swojej drodze
      nieodpowiedzialnego dupka ale to nie jest tragedia
      masz dziecko i to o siebie i o coreczke musisz dbac .
      Piszesz ze prace mialas marna to sprobuj to jakos zmienic
      jakies kursy , studia sytuacja z praca w Polsce naprawde sie poprawia
      zacznij od malych kroczkow nie rob planow zbyt nierealnych lub
      zbyt daleko w przyszlosc , zrob sobie plan na dzien , tydzien , miesiac
      i staraj sie go zrealizowac . Powodzenia !
      • sylwiazion Re: Prawda smutna :-( podpowiecie? 05.07.07, 15:42
        Nic nowego nie doradze ale uwazam jak dziewczyny. Musisz koniecznie cos zrobic
        ze soba bo tak zyc nie mozesz. Koniecznie pomysl o przyszlosci swojej córki i
        swojej. Z tym twoim facetem jak tak dalej pojdzie to nic dobrego nie zyskasz.
        Mozesz tylko stracic.
        Z tego co piszesz to chyba nie ma sensu dalej sie starac. Musisz odpuscic, dac
        czas sobie , jemu. Po co masz za nim chodzic jesli on nie chce???
        Po co to wszystko??
        Moze masz gdzie wyjechac na jakis czas??? Bez mowienia mu gdzie???
        Po takim wyjezdzie wiedzialabys czy teskni, czy kocha, czy Was potrzebuje.

        Przytulam mocno, przykro mi ze tak sie dzieje,nie powinna tak byc sad

        Sylwia
    • ewunia92 Re: Prawda smutna :-( podpowiecie? 05.07.07, 18:47
      Posłuchaj mlodych dziewczyn.Przez nie przemawia odwaga. Ja tez znam podobne zachowania, tylko moja sytuacja jest inna bo nie zaczyna się życia po raz trzeci w moim wieku i stanie zdrowia.Poza tym chyba nie mam aż tak trudnej sytuacji bo moj M ma okresy napadu miłości no i nie pozwala sobie na wychodzenie na noc, poza polowaniami smile
      Dziewczyno, życie przed Tobą! Uszy do góry, to że nic Ci się nie chce - to depresja wywołana sytuacją. A z depesją to jest tak, ze jak sama sobie nie pomożesz, to nikt ci nie pomoże, żadne leki. Musisz chcieć i zacząc działac. Nawet metodą małych kroków, konsekwentnie i do celu.
      Trzymaj sie i nie daj się!
      • monikaj1980 poradnia-byłam 05.07.07, 19:18
        jeszcze raz dziekuje wam wszystkim za pomoc,nawet nie wiecie jak duzo dla mnie
        zrobiłyscie pisząc po te kilka słów!!! Niewiem dlaczegp ale poczułam się nieco
        silniejsza,chyba odzyskałam część wiary w siebie? Widzę że jego robota była
        skuteczna i częściowo osiągnął cel aby mnie "uprzedmiotowić" ,miałam byc-
        głucha,ślepa i niema!
        Dziś byliśmy u psychoterapeuty w poradni małżeńskiej ,na szczescie trafiła się
        bardzo mądra kobieta która w mig doszła o co chodzi smileon poszedl bo był pewien
        ze jak zacznie mowic jaka to ze mnie okropna hetera to ona mu przyzna racje i
        bedzie mnie leczyc na "moją głupotę"na szczescie psycholog złapała o co chodzi
        i powtórzyła mu dokładnie to co mowicie wy i co mlion razy mowilam mu ja.
        Niewiem -co on na to -bo zaraz po wizycie się zmył i pojechał znowu remontować
        soje auto zapowiedział ze wroci późno.Jestem spokojniejsza choć wiem ze to
        szczyt gory lodowej.
        Zreszta on tego nie uslyszal po raz 1 powtarzały mu to juz rozne osoby i
        rodzina.
        skopiowałam rowniez wasze komentarze i dzis dam mu do poczytania,jesli to
        wszystko nie przyniesie zadnych zmian jestem gotowa zacząć myśleć o SOBIE i w
        końcu zapanować nad swoim życiem.
        Choć mam nadzieję i wierzę cały czas ze nie bede do tego zmuszona choc po
        dzisiejszym spotkaniu z ta pania psycholog widze ze szanse są znikome na
        ratowanie naszego związku.
        Ta kobieta powiedziała ze on nie rozliczył sie z przeszłością i byłą żoną i
        jest na każde zawołanie i jej i syna ktory wykorzystuje to że ojciec ma
        poczucie winy że rodzice się rozwodzą.
        Nie może byc dla mnie i naszej córki bo w swoim umyśle jest wciąż TAM !
        Wiem że to co nas czeka bedzie i dla mnie i mojej córki okropnym
        przeżyciem ,można sobie wyobrazić co bedzie sie działo w naszym domu bo on nie
        potrafi ze mną rozmawiać i nie chce.
        Nie potrafię wszystkiego nawet racjonalnie opisać ale właśnie taki zamęt mam i
        w życiu i w głowie.
        • nsc23 Re: poradnia-byłam 06.07.07, 01:06
          Moniko,
          To, ze Twoj facet uciekl 'naprawiac samochod' czy robic co innego wydaje mi sie
          dobrym znakiem. Poszedl robic to, co lubi, jednoczesnie gwarantujac sobie
          samotnosc na przemyslenia. Podlubie, powierci i w niego wsiaknie. Moze zacznie
          powoli zauwazac, ze pani psycholog moze miec racje.
          Z druwaniem komentarzy bym sie powstrzymala - nie wiem jak Twoj facet, ale moj
          by chyba mnie zabil, gdyby sie dowiedzial, ze opowiadam komus o naszych
          problemach i ze wole gadac z obcymi kobietami na forum niz z nim. Faceci chyba
          generalnie nie lubia 'wtracania' sie w ich zycie, nawet jezeli jest to na
          zyczenie.
          Mysle, ze idziesz w dobrym kierunku, kontynuujcie terapie, jezeli on odmowi
          wspolpracy i nie bedzie chcial sie pojawiac, to chodz sama, moze co jakis czas
          zmieknie i z Toba pojdzie, a to juz jest cos. PRzygotuj sie na to, ze skoro
          psycholog uwaza, ze on nie rozliczyl sie ze swoja przeszloscia, to moze
          ta 'przeszlosc' zaprosic do swojego gabinetu razem z Wami (to chyba zalezy od
          tego, jaki kierunek/szkole psychologiczna ta pani uprawia). Mozliwe jest to tym
          bardziej, ze zauwazyla, ze syn ojca wykorzystuje emocjonalnie.
          Tak czy siak, wedlug mnie idziecie w dobrym kierunku i trzymam za Ciebie
          kciuki smile
          • lilith76 Re: poradnia-byłam 06.07.07, 09:14
            Ja bym też nie dawała mu do czytania komentarzy, bo - może się wzburzyć, że omawiasz wasze życie publicznie, albo co gorsza uznać, że byłaś dotąd dobrze wytresowana, tylko te baby ci namieszały w głowie i zafiksuje się na tym jako przyczynie waszego kryzysu.
            Ale terapia to dobry krok smile
        • tarzynka Re: poradnia-byłam 07.07.07, 00:43
          jesli to
          > wszystko nie przyniesie zadnych zmian jestem gotowa zacząć myśleć o SOBIE i w
          > końcu zapanować nad swoim życiem.
          Moniko, nie czekaj, czy partner się zmieni, czy nie z zaczęciem myślenia o
          SOBIE. Wbrew pozorom może to pomóc Waszemu związkowi. A może stwierdzisz, że to
          nie to, nie ten facet. To porażka, ale nie tragedia na szczęście. Zajmij się też
          czymś dla SIEBIE, zrób sobie przyjemność. Choćby drobną, kąpiel z pianą?, coś co
          lubisz. Często tak jest, że jak żona zaczyna mieć coś swojego, to staje się
          bardziej atrakcyjna dla męża. A Wy już tak żyjecie jak stare małżeństwo. Jak nie
          potrafisz dla siebie, to zrób to na początku dla córeczki. Ktoś kiedyś
          powiedział, że tylko szczęśliwi ludzie mogą mieć szczęśliwe dzieci. Nie wiem,
          czy to prawda, ale na pewno łatwiej. No i pewnie byś chciała, żeby mała mogła
          Cię podziwiać, żeby sama panowała nad swoim życiem - łatwiej jej będzie, gdy
          będzie miała dobry wzorzec. Trzymam za Ciebie kciuki.
    • mik261 Re: Prawda smutna :-( podpowiecie? 06.07.07, 12:45
      Myślę, że twój partner pomimo wieku nie dojrzał do związku z kobietą. Masz
      córeczkę i to jest teraz najważniejsze. Musisz się zastanowić co będzie dla
      ciebie najlepsze, życie z partnerem i ciągłe kłótnie czy może spokojne życie
      bez niego. Dla dobra dziecka musisz być silna, nie pozwól sobą manipulować.
      Jesteś modą kobietą, całe życie przed tobą. Moim zdaniem powinnaś mu pokazać,
      że nie jest pępkiem świata i tak jak dziewczyny pisały musisz się zabezpieczyć
      na wypadek rozstania. Mam na myśli pracę, jakieś zainteresowania. Może facet
      się ocknie a jak nie to jego strata.
Pełna wersja