to ja jednak jestem dziwna...

11.07.07, 20:16
baaaaaaardzo dawno nic nie pisałam ale od paru dni zbierają mi się spore
przemyślenia i chyba muszę dać im ujście.
czytając forum zastanawiam się, czy nie jestem przypakiem mocno odosobnionym -
sama jestem pasierbicą, stosunki z macochą zawsze układały się bardzo
dobrze. A. jest mi osobą bardzo bliską, pomogła mi wielokrotnie w kłopotach
różnego rodzaju, to dzięki niej potrafiłam zrozumieć mojego tatę i jego
najdziwniejsze zachowania... Kocham Ją, inaczej niż Rodziców, nie umiem
nazwać tej miłości, ale nie są to puste słowa, zdaję sobie sprawę że jeśli
kiedyś będzie chora itp. mam w obec niej zobowiązania, przynajmniej z racji
tego, że jestem po moim tacie, najbliższą jej osobą, nie mówiąc o aspektach
moralnych.
Jak wypracowałyśmy ten układ - nie wiem, może podobieństwo charakterów,
zbieżność zainteresowań, nieduża (11 lat) różnica wieku nam pomogły? Mama
nigdy nie zabraniała mi lubić macochy, miała do niej stosunek obojętny,
chociaż cieszyła się, że ojciec się ustatkował i nie będę musiała poznawać
kolejnych pań.
W tej chwili jestem macochą całodobową trzech dziewczynek. Nie czuję się
wykorzystywana - obiady bierzemy ze świetlicy, bo nie ma czasu na gotowanie.
Ja sprzątam salon, kuchnię,łazienkę, nasze pokoje, a dziewczyny swoje. Ja
piorę, one prasują. Finansowo jest ok, mogłoby być więcej, ale tak plaujemy
wydatki, żeby nikt nie był pokrzywdzony. Dziewczyny są bardzo rozsądne, jak
mają głupie zachcianki, to daje radę im wytłumaczyć, że niestety ale akurat
na to kasy nie ma.
Jeśli chodzi o uczucia - nie mogę powiedzieć, że kocham dziewczyny, ale są
dla mnie bardzo ważne, nie pozwoiliłabym zrobić im krzywdy... Jasne, że gdyby
mój NM nie miał dzieci byłoby prościej, jasne, że byłoby prościej nawet,
gdyby dziewczyny były ze swoją matką... ale tak nie jest i trzeba było ten
fakt zaakceptować. Są trzy, więc problemów jest razy trzy i
to "najcudowniejsze" że przekrojowo z każdego etapu rozowju dziecka.
Najmłodsza ( 7 lat) idzie do pierwszej klasy, średnia (14lat) właśnie jest w
okresie buntu, była super uczennicą, teraz nie che być "kujonką" i
największym jej celem jest zdobycie chłopaka, najstarsza(17 lat) jest bardzo
zakochana i deabtujemy z nią na temat odpowiedzialności ( współżycie i
antykoncepcja).
Nie zawsze jest słodko ale nikt nie powiedział że będzie słodko...
Najważniejsze że mój NM jest bardzo mądrym człowiekiem i że się kochamy...
Nawet Exia dała spokój.
Po co to napisałam? Bo ostatnio mam wrażenie, że nie ma dobrych pasierbów i
dobrych macoch... może ldatego ,że częściej pisze się o tym, co złe niż o
tym, co dobre.
    • kicia031 Re: to ja jednak jestem dziwna... 11.07.07, 20:47
      Az przyjemnie sie takie rzeczy czyta... tez kiedys mi sie wydawalo, ze bedzie
      tak fajnie. Niestety, coraz bardziej mam poczucie, ze to, jak sie s;prawy uloza
      zalezy bardziej od postawy ojca niz od postawy macochy. I kiedy ojciec nie
      potrafi sia odnalez w tym ukladzie to najlepsze checi nie pomoga...
    • zonka77 Re: to ja jednak jestem dziwna... 11.07.07, 20:52
      Nie jest tak źle smile
      Myślę że po prostu tutaj piszą dziewczyny które mają problemy, często są na
      początku drogi i dopiero się wczuwają w sytuację smile

      Ja mimo że np z zazdrością o pasierbicę raczej problemów nie miałam to miałam
      inne i gdybym pisała tu z 5, 6 lat temu to pisałabym caaałkiem inaczej smile
      • zonka77 Re: to ja jednak jestem dziwna... 11.07.07, 20:58
        mnie też się czasem takie refleksje rodzą jak poczytam tu wątki ale zaraz potem
        myślę że raz: te sytuacje to właśnie bardzo często niestety wina panów a dwa to
        często początki "macochowania" a to nie jest łatwe i potrzeba nie raz czasu żeby
        się poukładało.

        Czasem też i dzieci, zwłaszcza te starsze bywają po prostu trudne i dokładając
        ich mamy nie zawsze dobrze nastawione (delikatnie mówiąc) bywają naprawdę
        cięzkie sytuacje
    • mamaika Re: to ja jednak jestem dziwna... 11.07.07, 21:07
      Gratuluję i zazdroszczę . Jako pasierbica tez miałam dobre stosunki z moją
      macochą , nie tak świetne jak Ty ale bardzo poprawne i normalne. Co do
      macochowania to mam serdecznie dość , starać się już absolutnie nie zamierzam
      więc należę do opcji macoch złych i wstrętnych ale tez pisze i bardzo rzadko smile
      Życzę Ci z całego serca żeby dalej się tak dobrze Wam wszystkim układało .
    • phidyle Re: to ja jednak jestem dziwna... 11.07.07, 22:22
      Bardzo szanuje a nawetw pewnien sposob kocham mojego aktualnego ojczyma, uwazam,
      ze jest wspanialym czlowiekiem, choc oczywiscie ma swoje wady. I on mnie bardzo
      lubi, przynajmniej tak sadze, czesto mi pomaga, zawozi gdzies samochodem, bo ja
      nie prowadze, a nawet kupuje ubranka mojej corce.Duzo zalezy od
      ojczxyma-macochy, ale jeszcze wiecej od pasierba. Ja zawsze staralam sie byc
      grzeczna dla narzeczonych mojej matki, nawet, gdy bylam nastolatka bo szanowalam
      jej wybory, choc nie zawsze sie z nimi zgadzalam. Nigdy zreszta nie osmielilabym
      sie na pewne zachowania, ktore dla mojego pasierba sa normalne. Nie obrazalam
      ojczyma i nie probowalam intrygowac.
      Niestety moj pasierb zachowuje sie zle i nieistotne sa moje wszelkie starania.
      Sam doprowadzil do sytuacji, kiedy jedyna moja troska bedzie nie dopuscic, by
      odziedziczyl po mnie choc jedno euro.
      • jayin Re: to ja jednak jestem dziwna... 12.07.07, 10:56
        A mi się czasem wydaje, że macocha ma najmniej "do powiedzenia" i zrobienia przy tym układzie "nowo-rodzinnym"... Najwięcej zależy chyba od tego jak ojciec dzieci to pouklada i jaki jest w związku i ojcowaniu. Dużo też zależy od tego jakie są dzieci - jako dzieci i jako pasierbowie. Nawet super dobre chęci macochy nie pomoga, jak ojciec-partner jest marny, albo dzieci z gory nastawione są (same w sobie, niekoniecznie przez kogossuspicious, żeby nie było) na "nie".

        Rola Exi i Nexi w tym wszystkim jest jakaś... drugorzędna.
        Ważna się robi nieco bardziej dopiero, gdy te pierwszorzędne role: Ojca i Dzieci - szwankują. Wtedy Ex albo Next może dołożyć od siebie sporo. Na plus. Albo na minus.
        • adwokatdiabla Re: to ja jednak jestem dziwna... 12.07.07, 21:45
          hm... w układzie moja macocha - ja, ojciec nie miał dużego wpływu na nasze
          relacje, ja spotykałam się bardziej z macochą niż z ojcem,z nią spędzałam czas,
          to ona w ewentualnych sporach mediowała pomiędzy mną a tatą, żeby było
          śmieszniej, również kiedy związałam się z moim M..
          a ja jako macocha? w tym układzie rzeczywiście widzę, że to ojciec dzieci ma
          największe zadanie, gdyby nie sposób w jaki od początku przedstwaił dzieciom
          moją pozycję w rodzinie mogłoby i na pewno byłoby inaczej. tylko wtakim razie
          jakim cudem ja i moja macocha jesteśmy tak blisko?
          • natasza39 Re: to ja jednak jestem dziwna... 12.07.07, 23:11
            adwokatdiabla napisała:
            >tylko wtakim razie jakim cudem ja i moja macocha jesteśmy tak blisko?

            Może właśnie dlatego, że Ty byłaś takim dzieckiem, z którym da się rozmawiać i
            budować, a nie nastawionym od samego początku na NIEsmile
            • weronka77 off topic;-)) 12.07.07, 23:20
              Nataszka nie mam maila od Ciebie;-(((((
        • dyderko Re: to ja jednak jestem dziwna... 13.07.07, 09:02
          Mój ojczym jest cudownym człowiekiem, którego ja pokochałam od pierwszego
          spotkania ale gdyby nie stanowczość mojej mamy, która od początku żądała
          szacunku i liczenia się z jego zdaniem nie wiem jak by było... Nie mógł mnie
          wychowywać (wszelkie uwagi przekazywał mamie, która była „od wychowywania”wink, bo
          na to ja się nie zgadzałam i wiem że gdyby próbowali to zmienić byłoby piekło.
          Tak więc uważam że potrzebna jest dobra wola dziecka, stanowczość rodzica i
          niewchodzenie na siłę w rolę rodzica przez jego partnera.
          Ja lubię dzieci mojego partnera bo są w porządku wobec mnie. Chętnie wspomagam
          go w kwestiach ich dotyczących (tak samo jak może na mnie liczyć jak ma jakieś
          problemy z mamą czy ojcem). Sama się w ich życie nie wtrącam ani nie wciskam.
          Jeśli kiedyś któreś przyjdzie do mnie w jakiejkolwiek sprawie pomogę lub
          poradzę jak każdemu człowiekowi. Ale gdyby na mój widok reagowały złością, były
          dla mnie niemiłe czy niegrzeczne, jeśliby za plecami ojca robiły mi jakieś
          psikusy po prostu trzymałabym się z dala i unikałabym jak każdego człowieka,
          którego towarzystwo mi nie odpowiada (tylko szefa muszę znosić, żadnego innego
          towarzystwa nie dam sobie narzucić).
          Natomiast myślę że rola Exi jest jednak ważna. To ona jest jednak zwykle z
          dzieckiem na co dzień. To ona może wzbudzić w dziecku poczucie winy że lubi
          Nexię (a nawet że kocha własnego ojca). Jeśli nie wykaże minimum dobrej woli to
          może dziecku tak w głowie namieszać, że przez lata się ono nie pozbiera.
    • lilith76 Re: to ja jednak jestem dziwna... 15.07.07, 23:38
      Jesteś najzupełniej normalna - nie przedkładasz swoich problemów z dzieciństwa, emocjonalnych na nietypowy układ rodzinny tongue_out
Pełna wersja