natasza39
15.07.07, 22:21
Po raz kolejny ( w tamtym roku była podobna sytuacja) exia nie "wydała" dzieci
na wakacje, choć wszystko było uzgodnione, opłacone i zapiete na ostatni guzik.
W ostatniej chwili, bo młodzieź do ojca miała przyjechać jutro i jechać z nim
nad morze mamusia dzieci orzekła, że je nie puści, bo myślała, że ojciec je
zabierze na 10 dni a nie na 8.
Magiczna liczba 8 wynika z tego, że mój M pracuje i tylko na tyle dostał wolnego.
zresztą nigdy nie było mowy o tym ile to konkretnie ma być dni. Na początku
była mowa o tygodniu.
Może to sie wydać irracjonalne, ale dzieci się już nastawiły na te wakacje z
ojcem (szczególnie starsza), a matka w ostatniej chwili powiedziała, że doszła
do wniosku, że na 8 dni nie opłaca sie jechać nad morze.
Mój M jest po prostu załamany. Szkoda mi go, a równocześnie śmiać mi sie chce,
bo tak właśnie myślałam, że będzie.
No i komu ta durna baba zrobiła na złość?
Pewnie, ze M, ale dzieciom, a szczególnie starszej.
Kwatera opłacona, posiłki również, a teraz matka mówi, ze nie puści dzieci do
ojca i on ma im zapewnić wakacje na minimum 10 dni, bo ja osobiście 8 nie
zadowala.
Sama uparła się na lipiec, a M mówił, ze w lipcu nie dostanie tyle wolnego i
ze może je zabrac na dłuzej, ale w sierpniu. Nie odpowiadał jej sierpień, bo
ponoć miała jechac z nimi na wczasy w tym czasie.
No to w lipcu pozamieniał sie z dyzurami i wygospodarował te 8 dni, a tu kicha.
Mój młody byłby szczęsliwy jak mógłby pojechac nad morze na 8 dni.
znam zresztą kilkanaście dzieci, które szalałyby z tego powodu z radości a
matki dzieci nie miałyby nic naprzeciwko.
Widzicie w tym sens?