wspólna kasa?

16.07.07, 12:31
Proszę Was o podzielenie się Waszym doświadczeniem życiowym smile i jakieś
sugestie jak najlepiej rozwiązać kwestię tzw. wspólnej kasy w związku z moim
niemężem.

Mój M przeprowadził się do mnie niedawno i teraz będziemy razem prowadzić dom
czyli zrzucać się na rachunki, zakupy itd.
Wiem ze to czasami bywa problemogenne w związkach i jak się dobrze ustali
warunki na początku do potem wszystko jest jasne i zdecydowane. A jak od
początku jest tak "tymczasowo" i nieokreślenie to często juz tak pozostaje.
A więc jak zaproponować zważywszy że on ma alimenty i dużo niższą pensję a ja
nie jestem specjalnie droboiazgowa w tej kwestii.
Zrzucamy sie po np. 300-400 pln do wspólnej kasy czy zakadamy jedno wspólne
konto czy dostępy do swoich kont czy tak na "mniej więcej" ???

    • marusia1 Re: wspólna kasa? 16.07.07, 12:41
      to czy ktoś jest mężem, czy nie - mężem nie ma znaczenia. Małżeństwo w
      dzisiejszych czasach nie gwarantuje stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Ja
      ze swoim M. mam wspólne konto (zlikwidowaliśmy jego, bo wkurzało mnie ciągłe
      przesyłanie, odsyłanie pieniędzy, prowadzimy wspólne gospodarstwo. Ale jest
      jedno ALE - pazerna ex. Mój M. płaci alimenty, które w zasadzie nie powinny mnie
      interesować, ale mamy wspólne gospodarstwo. Wyryły mi się jednak w pamięci słowa
      moich obecnych teściów - "dobrze, że nie przepisaliśmy domu dzieciom (ich syn, a
      mój M.+ex), bo byśmy teraz w komórce mieszkali". Mój M. może się na mnie
      obrażać, ale postawiłam warunek - składniki naszego wspólnego dorobku mają być
      wyłączone ze wspólnoty (na mnie). On zawsze po mnie dostanie, a ex łapy nie
      położy na moim. Od mojego jej wara!!! Po prostu wiem, że trzeba zadbać o swoje
      interesy na początku.
      • m-m-m Re: wspólna kasa? 16.07.07, 12:49
        >>>On zawsze po mnie dostanie, a ex łapy nie
        położy na moim. Od mojego jej wara!!!

        A po nim jego dzieci, czyli pośrednio i ex, jeśli tak sie zdarzy, że ex Was
        przeżyje, niestety.
        Ex i tak niczego po nim obecnie nie dziedziczy, po rozwodzie jest formalnie
        osobą obcą, łączą ich tylko dzieci i to one mogą "transferować" kasę do exowej
        • ataner30 Re: wspólna kasa? 16.07.07, 13:26
          bardzo mi sie to okreslenie "transferowac kase" podoba. Jakze ono jest prawdziwe
          ... smile Pozdrawiam.
    • m-m-m Re: wspólna kasa? 16.07.07, 12:46
      Pamietaj, że skoro z nim będziesz mieszkać pod jednym dachem i go zameldujesz,
      to dla sądu prowadzicie wspólne gospodarstwo, w związku z tym grozi Wam
      podwyżka alimentów jeśli exowa się uprze. Sąd weźmie wtedy Twoje zarobki pod
      uwagę.
      Między nami mówiąc: nie opłaca Ci się to. Albo on dokłada się równo (wątpię by
      Wam wystarczyła kwota 600-800 zł m-c na czynsz, gaz, elektryczność, środki
      czystości i jedzenie, którego facet zjada więcej niż Ty, na drobne acz
      konieczne domowe naprawy, chyba, ze on sprytny jak mój i wszystko sam w domu
      umie zrobić od naprawy kotaktu, po pralkę itd.).
    • ataner30 Re: wspólna kasa? 16.07.07, 13:41
      nigdy, ale to nigdy przenigdy nie dopusc w swoim do zwiazku do sytuacji w ktorej
      bedzie jasne ze to ty lepiej zarabiasz i tak naprawde wasz byt bedzie
      uzalezniony od tego czy bedziez miala prace czy nie. Jezeli od poczatku facet
      bedzie zyl w zwiazku w ktorym tak naprawde jego dochody nie swiadcza o poziomie
      zycia rodziny to dojdzie do takiej sytuacji w ktorej jedyne co go bedzie
      obchodzilo to to czy ma kase na alimenty, na podwyzszenie ktorych bedzie sie
      godzil bez wiekszych dyskuji, na jego dziecko (dzieci) kasa zawsze bedzie.
      Reszta bedzie liczyl ze zajmiesz sie ty. Bardzo wygodnie jest zyc obok kobiety
      ktora dobrze zarabia i dzieki ktorej mozna placic regularnie alimenty. Jest sie
      wtedy dobrym ojcem, dziecko to docenia, exowa nie robi pod gorke w kontaktach z
      dzieckiem. Tak mozna przezyc cale zycie. Problemy sie zaczna gdy ty bedziesz
      chciala miec dziecko, bo to ze on sie spelnia jako ojciec bez twojego udzialu
      (poza udzialem finansowym) przestanie ci wystarczac.
      Tak wiec od poczatku jasno i wyraznie niech bedzie powiedzialne, to WY OBOJE
      jestescie odpowiedzialni za utrzymanie waszego domu. Jezeli on mniej wnosi do
      wspolnej kasy bo ma alimenty do placenia to musi tak rozporzadzac swoimi
      finansami zeby zapewnic byt rowniez tobie i waszym przyszlym dzieciom.
      Nigdy nie zakladaj ze zawsze bedziesz miala dobrze paltna prace do ktorej
      wrocisz od razu po urodzeniu dziecka. Zycie z taka swiadomoscia jest straszne.

      Tak wiec rada na przyszlosc: badz drobiazgowa w kwestii wspolnej kasy. Nie mowie
      tu ze macie sie rozliczac z kazdej zlotowki, ale badz czujna i obserwuj czy
      czasami nie dochodzi do sytuacji w ktorej ty jako lepiej zarabiajaca i nie
      majaca alimentow do placenia nie stajesz jedyna odpowiedzialna osoba za finanse
      w twoim domu, a odpowiedzialnosc M. ogranicza sie jedynie do zapewnienia srodkow
      na alimenty.

      Konta wspolnego nie polecam - exowa wczesniej czy pozniej sie do twojej wysokiej
      pensji z tego konta dobierze.
    • nie-bo-nie Re: wspólna kasa? 16.07.07, 14:05
      Marusia: a co to znaczy że: "składniki naszego wspólnego dorobku mają być
      wyłączone ze wspólnoty (na mnie). On zawsze po mnie dostanie, a ex łapy nie
      położy na moim."

      Ataner: bardzo podoba mi się Twoja uwaga. Dużo w tym racji. Tylko ze póki co w
      naszym przypadku wygląda to tak, że M bardzo chętnie daje mi kasę na wszystko i
      wcale ale to wcale nie robi nigdy problemów ze niby nie ma itd. A wiem ze nie
      ma bo ma bo niska pensja + alimenty nie przysparzają gotówki tylko ją
      umniejszają. No więc jedzie na debetach, kredytach i sam je systematycznie
      spłaca. My raczej obydwoje jesteśmy z gatunku tych mało skoncentrowanych na
      pieniądzach...i jakoś nam się póki co powodzi. Masz rację, że w dużej mierze
      dzięki moim zarobkom. No ale pieniądze - rzecz nabyta i nie najwazniejsza.
      Niejmnie, chciałabym jakoś dobrze dla nas obojga zarządzic prowadzenie
      wspólnoty w tym zakresie, bo to też służy cementowaniu związku i ustalaniu
      reguł od początku...

      • joanna-walencja Re: wspólna kasa? 16.07.07, 15:56
        No więc jedzie na debetach, kredytach i sam je systematycznie
        > spłaca. My raczej obydwoje jesteśmy z gatunku tych mało skoncentrowanych na
        > pieniądzach

        Dla mnie "jechanie na debetach i kredytach" przez ojca rodziny jest nie do
        przyjecia, zwlaszcza w ukladzie, w ktorym obie strony, jak piszesz "sa malo
        skoncentrowane na pieniadzach" - przeczytaj sobie watek Reksi, moze to Ci cos
        uswiadomi. Nie zwiazalabym sie z facetem, ktory zarabia mniej ode mnie, za to
        ma wieksze zobowiazania - taki zwiazek to nie jest partnerstwo.
      • marusia1 Re: wspólna kasa? 16.07.07, 18:49
        "Intercyza jest niczym innym, jak umową małżeńską, podpisywaną u notariusza, w
        której dokonuje się wyboru rodzaju ustroju majątkowego. Ustala się, czy
        małżonkowie pragną całkowitej rozdzielności majątkowej, czy chcą jedynie
        ograniczyć wspólnotę. Warto wiedzieć, że nie wszystko można objąć wspólnotą
        małżeńską. Nie będą nią objęte m.in przedmioty otrzymane w spadku bądź poprzez
        darowiznę, nagrody za twórczość autorską, wszystkie rzeczy osobiste oraz to, co
        małżonkowie oddzielnie nabyli przed zawarciem małżeństwa. Podobnie rzecz się ma
        z długami zaciągniętymi przed ślubem, również obowiązek alimentacyjny będzie
        dotyczył tylko jednej osoby, nie będzie rozłożony na obydwojga małżonków."
        Więcej na ten temat także w portalu "Kobieta i Prawo"

        To tyle informacji z Internetu. Nie wiem jak to się ma do życia. :o) Wrzuć w
        google intercyzę i poczytaj. Znalazłam kiedyś, że ze wspólnoty można wyłączyć
        określone składniki majątku - nieruchomość, ruchomość. Mój M. był bardzo
        przeciwny intercyzie, ale powoli zrozumiał i sam chce uniknąć pazerności ex.

        Ale jak to napisała m-m-m: transfer środków poprzez dzieci jest nieunikniony.
        Pocieszam się, że dopóki my utrzymujemy w 100% ich wspólne drugie dziecko - ex
        nie wystąpi z roszczeniami na to, które jest u niej.

        Smutne, ale niestety pieniądze (a raczej nieporozumienia na ich tle) często
        zabijają miłość
      • ataner30 Re: wspólna kasa? 16.07.07, 19:42
        bardzo latwo jest jechac na debecie i kredytach gdy obok jest ktos kto poplaci
        rachunki. Chyba sie nie zrozumialysmy - mi nie chodzi o sytuacje w ktorej facet
        jest skapcem ale o sytuacje w ktorej ma lekki stosunek do pieniedzy wlasnie w
        zwiazku z tym ze kobieta dobrze zarabia. Przyjrzyj sie tym kredytom i debetom,
        czy aby napewno sa zaciagane na wasze wspolne potrzeby, moze powstaja dlatego
        ze nie stac go na alimenty? FAcet ktorego nie stac na placenie tak wysokich
        alimentow albo bedzie je staral sie obnizyc, albo poszuka dodatkowej pracy.
        FAcet ktory ma obok kogos kto poplaci rachunki i zapelni lodowke zrobi debet na
        koncie, zaplaci aliemnty i potem systematycznie ten debet splaci. Zapytaj go
        czy gdyby nie ty tez mialby debety, jakby zyl, gdzie mieszkal gdyby nie twoje
        mieszkanie. Czy alimenty bylyby na takim poziomie gdyby nie ty?

        To sa sprawy o ktorych trzeba rozmawiac juz na poczatku zwiazku. Pieniadze to
        nie wszystko w zyciu - zgadzam sie - ale ciezko jest zyc ze swiadomoscia ze
        utrzymuje sie nie swoje dziecko (a czesto bywa i tak ze matke tegoz
        dzieciecia). Jest to dla kobiety jedno z najbardziej upokarzajacych uczuc jakie
        moze byc - przynajmniej takie jest moje zdanie na ten temat (poparte
        doswiadczeniem wink

        Nie wiem ile masz lat ale wydaje mi sie ze jestes jeszcze dosc mloda. Pewnie
        rano do pracy wstajesz z przyjemnoscia. Pomysl sobie co bedzie za pare lat jak
        bedziesz miala male dziecko i bedziesz musiala je zostawic z opiekunka i sama
        biec do pracy. Wiem, wiem wiele kobiet tak robi i nie ma w tym nic nietypowego,
        ale te kobiety pracuja na swoja rodzine i na to zeby ich dzieciom zylo sie
        lepiej. My macochy czesto biegniemy do tej pracy dlatego ze ponosimy
        konsekwencje finansowej niefrasobliwosci naszych partnerow.

        Jezeli chcesz jeszcze jednej rady dotyczacej finansow w zwiazku z dzieciatym
        facetem to prosze: ZAWSZE domagaj sie informacji na temat wysokosci alimentow,
        jezeli M. po rozmowie z ex zdecyduje sie je podwyzszyc to zawsze powinnas byc
        strona w podjeciu tej decyzji. Nie bedzie w porzadku jezeli zrobi to
        samodzielnie, to samo dotyczy wiekszych wydatkow na dziecko. Nigdy nie daj
        sobie wmowic ze aliemnty i dodatkowe wydatki na jego dziecko to jego sprawa.
        Jest to WASZA sprawa.

        To tyle ode mnie - pozdrawiam.
    • natasza39 Re: wspólna kasa? 16.07.07, 19:44
      Jestem zdecydowana przeciwniczka wspólnej kasy, jako takiej w ogóle.
      To znaczy, ze na bieżące wydatki typu czynsz, opłaty i żarcie powinna być
      wspólna pula. I to wcale niekoniecznie fifty-fifty. Tutaj jedno, które ma np.
      mniej zobowiązań i wyższe dochody, może czasowo lub stale (jak mu oczywiście to
      nie przeszkadza) dokładać więcej. W końcu jak sie jest z kimś to po to żeby się
      nawzajem wspierać.
      To samo jakieś wspólne wyjazdy. jeśli jedno chce, ma jakąś extra gotówkę może
      całkowicie sfinansować taki wyjazd. Większe zakupy, np samochód itp uzgadnia się
      razem i razem się ustala kto i jak i na jakich zasadach z niego potem korzysta.
      Jednak wspólność kont?
      Jak dla mnie odpada.
      Na to nie zgodziłaby się nigdy. Ponadto nikt, nawet mój M nie dowie się nigdy
      ile ja zarabiam.
      No ale ja sie na własnych błędach tego nauczyłam po prostu.


    • cleopa Re: wspólna kasa? 16.07.07, 20:19
      Ja trzymam kase ,bo pieniadze mnie lubia ,ponadto umiem sie gospodarowac a mój
      Aniol to wyda to co ma ..dlatego postanowil mnie powierzyc forse smile)
Pełna wersja