jak to wygląda w praktyce?

23.07.07, 10:01
poradźcie i podzielcie sie swoimi doswiadczeniami i sposobami - otóż tyle sie
tu mówi, żeby nie obsługiwać pasierbów, że mają ojca i to niech on koło nich
skacze, ale jak to ma wyglądać praktycznie? No bo tak, załózmy że macie też
swoje dziecko z poprzedniego związku i wspólne. Jak robicie posiłki, to dla
pasierba/pasierbów już nie? Kwestia zmywania (nie ma zmywarki) - po sobie
zmyjecie talerze, ale po nich zostawiacie? Przy obiedzie, np, pytacie kto
chce dokładke ale tylko swoje dzieci? Jak częstujecie czymś, to zwracacie sie
tylko do swoich dzieci? Jak pranie - to bez ubrań pasierbów? jak to jest, jak
na to reagują wasi M, co to jest zyczliwa obojętność? Pytam powaznie, bo mój
NM powiedział mi że mam sie angazowac połowicznie.
    • reksia Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 11:09
      Ja powiem krótko-dzieci sa tylko dziećmi i karygodne jest moim zdaniem
      wciaganie (JAKIEKOLWIEK!!!) w konflikty świata dorosłych.

      Powiem jak to było u nas dopóki M nie stracił kontaktu z własnymi
      dziećmi.Ponieważ od czasu gdy M w zeszłym roku zwrócił sie do sądu o
      uregulowanie spraw z dziećmi (kontakty, alimenty) nie ma żadnego kontaktu z
      dziećmi co wiecej on sam po przejściach na rozprawach z tego co widzę wogóle
      zamknął sie i zrezygnował o zabieganie o te kontakty. Ciągnie te sprawy sądowe
      bo ciagnie ale jak widze już bez zbytniego angażowania się. W sumie wcale mu
      sie nie dziwię.Bo ileż można...?

      powiem więc jak to było u nas
      Posiłki robilismy wspólne i kto by ł akurat wolny angazował sie w przygotowanie
      posiłku.Np jedno starsze obierało ziemniaki a drugie szło np coś dokupić,
      maluchy np w tym czasie nakrywały do stołu.
      Zmywarki nie mamy i jest to zabieg celowy uważam bowiem ze każdy powinien umiec
      pozmywać po sobie i zbyt często widywałam "kalekie dzieci" wychowane
      na "zmywarkach" które w wieku dorosłym "zarastają"bo nie potrafią posprzatać po
      sobie czy wyprać skarpet.Miałam do czynienia z nastolatkiem w wieku lat 18
      który kiedy miał wyprać skarpety był bardzo zdziwiony , bo do tej pory robiła
      to mama i ON NIE WIEDZIAŁ JAK MA SIE ZA TO ZABRAć . Mój straszy pasierb też
      naczynia "pierwszy raz w życiu" jak sam stwierdził mył u mnie, a miał wówczas
      11 lat.

      Kazdy zmywa u nas po koleji i nie ma z tym najmniejszych problemów.
      dzieci jeśli chodzi o słodycze , desery, dokładki i inne rarytasy wszystkie
      dzieci dostają po równo i gdyby mi sie zdarzyło ze przykładowo miałabym
      ostatnie jabło, a dzieci jest czworo po prostu podzieliłabym je na 4 RÓWNE
      części.
      Pierze się wszystkie rzeczy razem.
      Jednak podobnie jak przy zmywaniu obowiązuje w domu kolejka w rozwieszaniu
      prania. Tylko ja nie rozwieszam prania z tego powodu, ze zawsze to ja segreguje
      i nastwiam pranie. Później po prostu mówię : ( przykładowo Jasiu czy Marysiu)
      rozwieś pranie. Jesli przykładowy Jas (bo dzieci mają oczywiście inne imionatongue_out)
      wiesza pranie, proszę Marysię o przemycie półek czy wykonanie innej potrzebnej
      czynności.Bo zdarzało się ze w ramach "napadów zazdrości" jedno miało pretensje
      ze musi cos robić podczas gdy grugie np siedzi i gra czy oglada TV. Doszłam do
      wniosku.Sprzeczacie sie wiec dosyć tego dobrego. Na dzień dzisiejszy na czas
      czynienia porzadków wyłanczam kompa i TV.Posprzatają , wykonają wszystkie
      obowiązki łącznie z umyciem zębów własnych wówczas mają mozliwość zatopienia
      sie w tych czynnościach które sami sobie wybiorą i lubią.

      Jesli nagle coś wyskoczyło gdzie potrzeba mi była pomoc tylko jednego dziecka,
      Strałam sie wyłowic takie, które widziałam że sie nudzi.Starałam (i staram się)
      zawsze je za tą dodatkową czynność nagrodzić chodzby zwykłym poświęceniem mu
      indywidualnie wiekszej ilości czasu.

      Na dzień dzisiejszy po ostatnim roku i tym co usłyszałam i widziałam, nie chce
      kompletnie mieć żadnego kontaktu z dziećmi M. Nie pozwolę nawet na ich wizyty w
      moim domu.

      Stwierdziłam "DOŚĆ!!!smile".

      • reksia Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 11:11
        sorry za błedy pisałam w pośpiechu:///
      • e_lizabeth Do Reksi 23.07.07, 12:12
        > Na dzień dzisiejszy po ostatnim roku i tym co usłyszałam i widziałam, nie
        chce
        > kompletnie mieć żadnego kontaktu z dziećmi M. Nie pozwolę nawet na ich wizyty
        w
        >
        > moim domu.
        >
        > Stwierdziłam "DOŚĆ!!!smile".



        Reksiu, a co na to Twój M?
        • reksia Re: Do Reksi 23.07.07, 13:18
          e_lizabeth napisała:
          > Reksiu, a co na to Twój M?

          Stwierdził że rozumie moje stanowisko.Widzę że go jednak boli moja
          decyzja.Zauwazyłam też że częściej "czepia się" mojego synka.Są to zwykłe uwagi
          typu "nie krzycz tak głośno", "czy trzeba tyle wody zużywać przy myciu rąk?"
          wypowiadane jednak często bardzo nieprzyjemnym tonem.

          Mam wrażenie, że jakoś dziwnie mój syn zaczał mu przeszkadzać.

          Stąd moja decyzja o separcji do czasu załatwienia przez M jego zaległych spraw -
          jesli ich nie załatwi będe sie starała o rozwód sad(to już moja wewnetrzna
          decyzja.

          ...i tak sobie teraz myślę ze w takich sprawach chyba nie ma połowicznych
          rozwiązań

          Chociaż mój M twierdzi że dzieci kiedyś sobie pójdą w świat i rzadko nawet będą
          myśleć o rodzicach, wiec ważna jast troska partnerów o ich związek.Ma też moim
          zdaniem częściową racje.

          M jest chyba ostatnio rozbity i ja też. Podejmujemy teraz bardzo trudne decyzje
          i potrzebujemy ciszy. Nie jestem w stanie Ci powiedzieć dokąd nas to wszystko
          zaprowadzi.

          Jestesmy "w trakcie" okreslania tego czego oczekujemy od siebie, od naszego
          wspólnego zycia.
          Czekamy tez na decyzję sądu w sprawie ustalenia kontaktów M z dziecmi.Wiele
          więc spraw i decyzji naszych i tych od których jestesmy zależni "wisi".
          • jowita771 Re: Do Reksi 23.07.07, 18:36
            reksia napisała:

            > Zauwazyłam też że częściej "czepia się" mojego synka.Są to zwykłe uwagi
            > typu "nie krzycz tak głośno", "czy trzeba tyle wody zużywać przy myciu rąk?"
            > wypowiadane jednak często bardzo nieprzyjemnym tonem.

            jeszcze jakby płacił za wodę, to byłoby to zrozumiałe. no chyba, że ekolog.

    • kicia031 Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 11:20
      Mysle, ze jak zwykle wiekszosc zalezy od ojca. Zwlaszcza jesli dzieci sa male.
      Strasze powinny miec takie same obowiazki jak dzieci "domowe" czyli nakrywanie
      do stolu, zmywanie, utrzymywanie swoich rzeczy w porzadku, udzial w sprzataniu
      proporcjonalny do wieku.
      Ojciec powinien robic 2 rzeczy: sam swiecic przykladem wykonujac obowiazki
      domowe (np w sobote obiad gotuje tata, a w niedziele mama), no i egzekwowac od
      dzieci wykonywanie zleconych obowiazkow.
      Jesli tyakiej wspolpracy ze strony ojca nie ma, to oczywiscie mozna stosowac
      roznego rodzaju terapie szokowe, typu: daje obiad tylko sobie i swoim dzieciom,
      ale nie wydaje mi sie, by to do czegokolwiek prowadzilo. Ja bym sie w takiej
      sytuacji chyba zwinela, bo prac domowych nie lubie i nie wyobrazam sobie
      robienia za gosposie.
      • mamaadama4 Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 11:32
        Jak byli mali to oczywiście pranie, mycie naczyń i sprzątanie robiłam ja. W
        miare jak dorastali zaczęli mieć swoje obowiązki. Przestałam prać jak
        najstarszy miał chyba 14 lat, młodszy od 13 roku zycia pierze sam. Wynoszeniem
        śmieci zajmuje się młodszy, naczynia do zmywarki w ciągu dnia wkładam ja,
        wieczorem chłopcy na zmianę. W swoich pokojach sprzatają sami od dawna, łącznie
        z myciem okien. Itd. Od kilku lat jedzą w tygodniu obiady poza domem ( z
        wyjątkiem weekendów) bo nie będę gotować pod ich dyktando (zbanktrutowałabym i
        miałam dośc wyrzucania jedzenia). Nie mamy zwyczaju wspólnych sniadń czy
        kolacji bo oni jedzą za późno - robią sobie sami.
        Nie przyszło to łatwo, rodziło się w bólach. Ale jakoś funkcjonuje, chociaż
        gdyby to były moje dzieci to nie raz byłby opieprz.
    • mamaika Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 11:32
      J a nie wiem skąd takie bzdety a ja podobno wredna macocha jestem i to w
      dodatku całodobówka . A jak wygląda...a to zależy smile.
    • natasza39 Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 11:43
      Najsprawiedliwiej byłoby policzyć udział genów tatusia w
      poszczególnych "bachorach" .
      I tak jak macocha nie ma jeszcze własnych "bachorów", a do domu przychodzą jego
      i exi "bachory", to niech "bachorom" tatuś gotuje, pierze, zmywa po nich, etc.
      JAk mają wspólnego "bachora" i jeszcze tatuś ma "byłego bachora", to rzecz
      jasna udział genów tatusia w pogłowiu "bachorów" jest aż 75%-owy. A zatem tatuś
      gotuje przez trzy dni, w czwarty dzień macocha, tatuś robi 3 prania, czwarte
      macocha itd, etc.
      Gorzej jak macocha ma byłego własnego "bachora" wtedy sprawa się komplikuje, bo
      jak jej osobistyczny "bachor" macochowy pomieszkuje na co dzień z macochą i jej
      chuopem, to wartałoby "odrobić" to co on, jako obcy dla "bachora" macochy
      zazwyczaj robi.
      A zatem jak pomiędzy wizytami byłęgo "bachora" ze związku z exią, ojczym-
      macoch przyrządził dwa posiłki i 3 prania, to żeby było sprawiedliwei trzeba
      dwa razy bez szemrania to żarcie "bachorowi" zrobić i wyprać.
      Tak więc jak widać najzdrowszy jest układ nieposiadania własnych "bachorów"
      wtedy najdokładniej się nic nie musi.
      Sprawa się komplikuje rónież, jak "bachor" tak nie do końca jest całkowicie
      chuopowy. Np. jak exia była z gatunku tych co do domu przyniosą a nie wyniosą.

      Wmawianie sobie i innym że się "musi" jest niewidzeniem problemu zasadniczego.
      Albowiem, jesli robi się to bo misio karze i jakby się nie zrobiło to ma się u
      misia przechlapane oznacza, że zgadzamy się na rządy misia, a zatem pretensje
      do lusterka.
      A jeśli się robi to, bo się przed misiem "gra" dobrą kobicinkę, to pretensje
      też do lusterka. Nikt nie karze grywać w kiepskich filmach. Po co w sobie dusić
      te mordercze i zwierzęce "instynkta"?


      A tak na poważnie, to w tych kwestiach, z każdym normalnych facetem idzie się
      dogadać i tyle.
      I nawet nie musi być "sprawiedliwie". Wystarczy, że nikt nie czuje się
      pokrzywdzony.
      • mamaika Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 11:48
        A mnie to ilośc trolli przeraża i te pytania czy dywagacje pseudonaukowe. I
        naprawdę podziwiam niektórych,że im się bawić chce w ten sposób
        • e_lizabeth Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 11:59
          a ja nie rozumiem Twojego oburzenia. Tyle sie tu czyta o nieusługiwaniu
          pasierbom i że to obowiazek taty, że chce wiedziec jak to wyglada w praktyce,
          szczególnie jak ma się swoje dzieci. No chyba że wychodzisz jak pasierbowie
          przychodza. Bo facet tez może powiedziec że nie usługuje twoim dzieciom, czyż
          nie?
          • mamaika Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 12:25
            Mnie raczej poraża pisanie głupot pt. dokładki czy jak kupię czekoladę to mam
            ją zjeść sama z moim dzieckiem przy pasierbach czy moze jednak poczęstować.
            A jak wyglada w praktyce to odpowiedziałam Ci znacznie wcześniej : u każdego
            inaczej
            Jako całodobówka to nie bardzo mam gdzie wychodzić, bo mieszkamy u mnie w
            mieszkaniu no i dziecko mamy wspólne . I wiesz zupełnie inaczej to wygląda a
            porownanie mam bycie macochą weekendową a całodobową .
            >Tyle sie tu czyta o nieusługiwaniu
            > pasierbom i że to obowiazek taty, że chce wiedziec jak to wyglada w praktyce

            Kochanie wystarczy poczytać forum a nade wszystko zależy to od osobistych i
            niepowtarzalnych relacji na linii macocha- partner- pasierbowie .
            • e_lizabeth Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 13:07
              > Mnie raczej poraża pisanie głupot pt. dokładki czy jak kupię czekoladę to mam
              > ją zjeść sama z moim dzieckiem przy pasierbach czy moze jednak poczęstować.

              a dlaczego? W koncu tyle sie tu pisze o nie dokladaniu do pasierbow, o tym że
              to obowiązek ojca. Czekoladka oczywiscie jest przykladem. W koncu dlaczego ktos
              ma nie dac wiecej swojemu dziecku, a dzielic sie z w wiekszości przypadkow z
              nielubianym pasierbem?
              • barbara001 Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 13:23
                e_lizabeth napisała:

                > > Mnie raczej poraża pisanie głupot pt. dokładki czy jak kupię czekoladę to
                > mam
                > > ją zjeść sama z moim dzieckiem przy pasierbach czy moze jednak poczęstowa
                > ć.
                >
                > a dlaczego? W koncu tyle sie tu pisze o nie dokladaniu do pasierbow, o tym że
                > to obowiązek ojca. Czekoladka oczywiscie jest przykladem. W koncu dlaczego
                ktos
                >
                > ma nie dac wiecej swojemu dziecku, a dzielic sie z w wiekszości przypadkow z
                > nielubianym pasierbem?

                Matka zawsze da więcej swojemu dziecku, zawsze i już. A sprawiedliwy podział
                między własnym dzieckiem i pasierbem abstrahując od tej nieszczesnej
                czekoladki, to wymiar klasy takiej macochy, a w zasadzie klasy człowieka. Bo
                kazda, nawet najbardziej przychylna macocha dobrze przypilnuje, żeby jej
                dziecku w podziale majatku czy jakości rowerka nie działa się krzywda. Ale
                koncentrować się na podziałach juz na płaszczyźnie obiadu czy deseru?
                • e_lizabeth barbara... 23.07.07, 13:27
                  ... to prowokacja była
                  • m-jak-magi Re: barbara... 23.07.07, 19:49
                    raczej zenada.
                    po prostu slow brak jak sie takie pierdy czyta.
          • barbara001 Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 12:40
            Przeciez to wszystko zalezy od tego jakie zasady wypracuje się w domu. Jeśli
            facet,M lub Nm jest przyzwyczajony do tego, że się wokól niego wszystko robi,
            to nawet nie zuważy, że wokół jego dzieci macocha ma mnóstwo pracy, często
            niewdzięcznej bo nikt nie lubi zasuwać kiedy inni siedzą. A dzieci, jak to
            dzieci, jak nie bedą wdrożone w system panujący w domu to same z siebie
            szkalnki do zlewu nie włożą. Wymiar tego "usługiwania" jest też inny kiedy
            pasierb jest mały lub bywa w domu ojca bardzo rzadko, a inny kiedy dziecko ma
            tam drugi dom lub jest starsze. Ja wogóle nie rozumiem tej dziwacznej dyskusji.
            Czy to znaczy, że podając mojemu M obiad po pracy a jego córka jest u nas, to
            ja meżowi obiad podaje a dziecku usługuję? To czy kiedy robię pranie i wrzucam
            rzeczy do pralki to sobie i M piorę a dziecku usługuję, nie, ja po prostu robię
            pranie. Tak jak z tym obiadem, ja po prostu robię obiad. Oczywiście, że
            upominam małą żeby odstawiała szklanę do zlewu czy pozbierała zabawki, bo sama
            raczej zapomina, ale to nie jest w kwestii walki o nieusługiwanie, tylko w
            kwestii porzadku w domu. Innych rzeczy wymagałam od pasierbicy kiedy była
            malutka, oooo, ale się wtedy nausługiwałam, nawet rajstopy jej wkładałam, ale
            nigdy nie było tak, że mój M nie mógł tego zrobić, ja po prostu mogłam to
            zrobić i nie był to dla mnie żaden problem. Albo jak miała goraczkę to ja
            siedziałam pół nocy przy łózku, bo M miał następnego dnia wazne spotkanie i
            musiał byc wypoczety, ale mnie wykorzystali, łobuzy. Tylko, że kiedy ja byłam w
            kiepskiej formie albo mi się nie chcialo to mój mąz i jego córka robili dla
            mnie obiadki i latali do sklepu po smakołyki i poprawiali podusie. A na co
            dzień to jedno gotuje, drugie obiera, trzecie nakrywa, zmywamy losowo, młoda
            wyciera. Jakie usługiwanie? Po prostu żyjemy normalnie i pomagamy sobie
            wzajemnie.
            • e_lizabeth Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 13:02
              ok, jak stosunki są normalne, to wiadomo że nie mówi się o usługiwaniu,
              obowiązki są podzielone i wszyscy są szczęśliwi. Mnie chodzi bardziej o
              sytuacje, kiedy są jakieś konflikty, o czym tu sie duzo czyta. A to że
              pasierbica wredna wylewa sok na dywan, a to pasierb grymaśny, itp itd. I to
              wówczas czyta sie komentarze w stylu "przestan usługiwać, to obowiazek
              tatusia".
              • mamaika Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 13:09
                A masz ? Bo dalej sensu nie widzę
                • e_lizabeth Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 13:22
                  widzisz, generalnie to mam - problem. Bo u mnie sytuacja jest taka, ze dziecko
                  NM do nas nie przychodzi, tzn NM spotyka się z nią beze mnie i naszego
                  wspolnego dziecka. Ale ta sytuacja zaczyna mu przeszkadzac i zaczął ostatnio
                  nalegac zeby mala do nas jednak przychodzila. Ja tego za bardzo nie widze, bo z
                  roznych powodow nie chcialabym spedzac z nia czas, argumenty ze moge sobie w
                  tym czasie kiedy ona jest u nas wyjsc sa slabe, bo juz to przerabialismy,
                  mieszkanie jest za male zeby spedzac czas obok siebie, wredna wbrew pozorom nie
                  jestem i wlasnie nie dac jej obiadu nie potarfilabym, ale z drugiej strony
                  czulabym sie wykorzystywana gdybym ten obiad robic musiala, NM ma lewe rece do
                  gotowania, wiem, jeszcze jest pizza, ale wlasnie jak to rozwiazac? wszyscy
                  mieliby jestc te pizze? a co jeslibym wolala zjesc kotleta zrobionego przeze
                  mnie? Obiad oczywiscie jest przykladowy, takich przyziemnych spraw jest wiele i
                  moze one wydaja sie przyziemne, ale zycie sklada sie z takich spraw i ja za
                  bardzo nie potrafie tego rozwiazac. I dlatego tez czytam to forum i zadaje
                  takie pytania, bo niestety nie stoje z boku i nie potrafie spojrzec na wszystko
                  bez emocji, a byc moze rozwiazanie jest proste, tylko mi te emocje na oczy
                  wylazly. A poniewaz u nas w rodzinie tak jakos te sprawy sie pogmatwaly, ze
                  troche w kolko sie krecimy i nic konstruktywnego wymyslec nie potarfimy.
                  • barbara001 Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 13:27
                    Nic nie rozumiem. A mogłabyś zrobić cztery kotlety? Trzeba tylko troche więcej
                    mięsa zmielić.
                    • e_lizabeth Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 13:37
                      > Nic nie rozumiem. A mogłabyś zrobić cztery kotlety? Trzeba tylko troche
                      więcej
                      > mięsa zmielić

                      na tym etapie stanu mojego ducha - nie. Bo mam tak strasznie negatywny stosunek
                      do tego dziecka, że nie byłabym w stanie. Wcale dumna z tego nie jestem, nie
                      mów mi że to tylko dziecko i to na dodatek mojego NM, bo on tez sobie troche
                      nagrabił swoim zachowaniem. I wiem że to niefajne, ale jak narazie nic z tym
                      zrobić nie potrafię. Ale pracuję. I prosze nie pisać komentarzy że beznadziejna
                      jestem. To już wiem.
                      • m-m-m Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 13:51
                        A kto Ci powiedział, że jesteś beznadziejna? Każdy człowiek chce być za swoją
                        pracę docenionym i to oczywiste, że za wykonanie jakiejkolwiek pracy wokół
                        dziecka M. oczekujesz np. dziekuję, czy pomocy w tej pracy. Podejrzewam, że M.
                        po prostu nie docenia Twojej pracy i Twojego wysiłku, dzieciak też nie
                        zachowuje się poprawnie, wiec jasne jest, że motywacja do zmielenia tego mięsa
                        o łyżkę więcej nie istnieje. Trudno wysłuchiwać, albo znosić czyjeś muchy w
                        nosie i jeszcze dla niego cokolwiek robić (choćby ten kotlet).
                        Najlepiej utrzymać zasadę akurat w Twoim wypadku jeśli ojciec jest
                        niereformowalny wychowawczo, że niestety, ale z dzieckiem ma spotykać się poza
                        domem. Albo zadba o Twój komfort psychiczny, albo niestety niech swoje
                        zobowiązania realizuje poza Tobą.
                        • e_lizabeth Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 14:23
                          nie czuję się w obecnej sytuacji komfortowo. Zawsze zastanawiam się co może
                          czuć ta druga strona i na miejscu mojego NM nie byłabym zadowolona.
                          Wielokrotnie rozmawialismy na ten temat, zmiana była może na dwa spotkania z
                          małą, a potem wszystko wracało do "normy". W końcu wybuchłam i po ostatnich
                          wspólnych wakacjach powiedziałam stop. Ale, jak mówie, ja widzę że mojemu NM
                          jest przykro i zastanawiam się co zrobić. Czeka nas rozmowa na ten temat, i
                          szukam argumentów oraz chcę się trochę rozładować poprzez pisanie tutaj. Może
                          też spojrzę na problem z boku. Nie wiem jak z nim rozmawiać żeby go nie urazić,
                          widze też że mu zalezy i że sie stara, ale boję się znowu zaryzykować zgadzając
                          się na wspólne weekendy.
                          • m-m-m Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 14:35
                            Tu nie da sie zjeść ciastka i mieć ciastko.
                            Twój M. musi zrozumieć, że Twoja cierpliwość wobec jego dziecka jest ogranczona
                            i jak mu to powiesz, to może będzie mu przykro, ale nie usłyszawszawszy tego od
                            Ciebie on nie będzie miał szansy naprawy.
              • barbara001 Re: Nawiązując do innych wątków na forum...... 23.07.07, 13:14
                W takich przypadkach to też nie jest problem w usługiwaniu tylko, moim zdaniem,
                w relacjach-macocha-ojciec-pasierb. I bardziej korzystne jest aby wspólnie z
                partnerem mieć wypracowany wspólny front działania i takiego domowo -życiowego
                i odnoszenia się do dziecka.
                Watek o grymaszeniu juz był. Dla mnie prostym wnioskiem z niego było to, że
                kuchnia musi być w pewnym stopniu dostosowana do gustów wszystkich jedzących,
                bo jesli moje dziecko nigdy w zyciu nie zjadłoby groszku, to ja tym groszkiem
                nie będę go katowac, tak samo pasierbicy, grymaszenie ponad miarę, to już
                przesada i wtedy i ojciec i macocha powinni wspólnie zastosowac jedną metodę,
                jaką to już ich domowa sprawa. Ale z założenia, nie ma co się nastawiać na
                walkę, bo to tylko kłopotów przysparza- z powodu kotletasmile
                A jak wredna psierbica wylewa sok na dywan, to ja myślę, że nie jest to
                grymaszenie tylko bardziej złożony problem, który sygnalizowany jest takim
                złośliwym zachowaniem. A ten z usługiwaniem i jedzeniem nie ma nic wspólnego.
        • nangaparbat3 że co? że kto? 23.07.07, 14:36
          mamaika napisała:

          > A mnie to ilośc trolli przeraża i te pytania czy dywagacje pseudonaukowe. I
          > naprawdę podziwiam niektórych,że im się bawić chce w ten sposób

          Że niby Natasza to troll?

          Cóż, każdy sądzi wg siebie.
          • natasza39 Re: że co? że kto? 23.07.07, 14:50
            nangaparbat3 napisała:

            > mamaika napisała:
            >
            > > A mnie to ilośc trolli przeraża i te pytania czy dywagacje pseudonaukowe.
            > I
            > > naprawdę podziwiam niektórych,że im się bawić chce w ten sposób
            >
            > Że niby Natasza to troll?


            Hehehe, dla mnie to tak absurdalne, że nawet nie zwróciłam uwagi, że to
            faktycznie do mniesmile
            • nangaparbat3 Re: że co? że kto? 23.07.07, 15:47
              to moze na takiej samej zasadzie, na jakiej ja uważam Mangoldzie za byt czysto
              wirtualny i stworzony ku uciesze ogołu
            • m-jak-magi Re: że co? że kto? 23.07.07, 19:51
              jestem pewna ze chodzi o autorke watku
          • mamaika Re: że co? że kto? 24.07.07, 07:58
            nie Natasza a autorka wątku , tekst i przesłanie postu było dla mnie oczywiste
            że nie wydawało mi się konieczne podkreślać kogo za takowego uważam
    • kasiaksena Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 14:43
      ja mam 11latka z poprzedniego związku a z aktualnym córkę, aktualny ma 3 synów,
      prawie dorosłych, u mnie nie ma problemu z dodatkowym talerzem zupy czy
      upraniem dodatkowych trzech par gaci, sprzątają po sobie też i to nawet czasem
      lepiej niż mój własny syn, nie jestem całodobówką, tylko cotygodniówką a nie
      raz i w tygodniu któryś przyjedzie na noc, nie wyobrażam sobie sytuacji kiedy
      musiałalbym oddzielać "moje dzieci" od "twoich" albo od "naszych", kiedy chcę
      to daje wszystkim a jak nie mam to żadne nie ma, ale to kwestia indywidualnej
      sytuacji, czy się toleruje pasierbów, jaki stosunek do całego zajścia ma
      aktualny i wogóle... pozdrawiam.
      • bei Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 15:22
        ..ale...ileż to pracy więcej wrzucić dwie koszulki do pralki (przecież tak jest
        oszczędniej), ugotować większy garnek zupy, czy pozwolić, by jedno nakrycie
        więcej znalazło się w zmywarce...no bez przesadysmile
        Przecież wspolnie dbać o wszystkei dzieci jest łatwiej, pochłania mniej czasu,
        przeciez to rodzina, a nie współlokatorzy...
    • e_r_i_n Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 15:29
      Widze, ze moja zyczliwa obojetnosc strasznie popularna sie robi wink.
      Niewiele mialam okazji do spedzania czasu z moim pasierbem, ale jak juz u nas
      goscil, to oczywiscie, ze gotujac obiad gotowalam dla wszystkich, wszystkim go
      podawalam, po wszystkich zmywalam itd. A ze zawsze w tych czynnosciach
      uczestniczy moj maz, nie czulam sie wykorzystywana i nie musialam wydzielac
      czesci z kazdego obowiazku dotyczacego pasierba. Chore by to bylo.
      Za to sprawy kapieli, zaganiania do lozka, planowania rozrywek (wylacznie dla
      pasierba) to juz bylo zadanie jego ojca.
      Dla mnie dzielenie jakichkolwiek obowiazkow z olowkiem i kartka w reku jest
      dziwne. W normalnym zwiazku to sie po prostu uklada i wypracowuje.
      A ta zyczliwa obojetnosc to IMO przede wszystkim w sferze emocjonalnej wystepuje
      - tzn. macocha powinna pamietac, ze ona moze, nie musi.
    • coccolona Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 15:47
      Ja nie mam jeszcze dzieci. Gdybym miala wlasne dzieci, to dostawalyby czekoladke
      i inne rarytasy po kryjomu smile))

      No dalej, krytykujcie hihihihihi smile))
      • kicia031 Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 16:21
        A ja swoim dzieciom nie daje takich "rarytasow" jak czekoladka, bo u mnie w
        rodzinie sie nie je junk food.
        Gdybym chciala byc zla macocha, to bym pasierbom nawtykala czekolady i zelkow.
        • coccolona Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 18:20
          Junk food od czasu do czasu na pewno nie zaszkodzi. Sama lubie czekolade i nie
          pozbawilabym jej wlasnych dzieci. Chyba, ze same by nie lubily. A wiesz, ze
          czekolada zawiera wiele cennych dla organizmu flawonoidow? smile No i poprawia
          nastroj, gdy pasierby Cie wnerwia smile
          • nangaparbat3 Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 19:20
            Ale czekolada na tym Twoim kryształowym stoliku... w upał...
    • morskie_oko Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 16:00
      Chyba trochę trywializujesz problem. Moim zdaniem problem z usługiwaniem
      dzieciom partnera czy męża wynika z nastawienia męża do tego, do traktowania
      partnerki w roli służącej, która ma obowiązki wobec dziecka, ale żadnych praw.
      Nigdy nie dzieliłam gotowanego obiadu na dwa garnki - to dla mnie i córki a to
      dla męża i jego syna. Tak samo jak mąż nie dzieli gwoździ przybitych w pokoju
      dzieci na szafki wieszane dla mojej małej i swojego syna. Funkcjonujemy jak
      rodzina, a to znaczy, że dzieci mają równe prawa ale i obowiązki. U nas
      konflikty zaczęły się rodzić, gdy mąż przestawał zauważać udział syna w
      obowiązkach domowych i to jest chyba podstawa problemu innych macoch. Wiesz,
      inaczej jest jak się ma wsparcie w codziennych pracach, czy to od dziecka, czy
      od męża, a inaczej jak masz tylko wymagania i oczekiwania co ma być na obiad i
      zero pomocy. I trudno się dziwić dziewczynom, że mają dość, jeśli facet zrzuca
      na nie swoje obowiązki a i dziecko czeka na podanie wszystkiego na złotej tacy.
      Ja nie uważam, że mój mąż ma gotować obiad dla swojego syna, ale też nie widzę
      powodu, żebyśmy nie mieli robić tego obiadu wspólnie z dziećmi, żeby młody nie
      włączał się w domowe czynności, tak samo jak włączana jest moja córka. I tej
      równowagi obowiązków i praw pilnuję, żeby dzieci wiedziały, że pracę i cudzą, i
      swoją, trzeba szanować.
      • phidyle Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 16:55
        U nas sytuacja jest specyficzna, bo pasierb nie ma zadnych obowiazkow. Ma 12 lat
        i nie ma zadnych, kompletnie zadnych obowiazkow. Wyglada to tak., ze je i
        zostawia talerz na stole, chce pic, to wola tate, bo ni ejest w stanie nalac
        sobie soku z lodowki, wklada ubrania, ktore tata mu przygotuje na lozku iutd.
        Jest to zalosne i dziwaczne, ale ja juz przestalam w ogole na to zwracac uwage,
        bo com mnie to w koncu obchodzi, ze pasierb wyrasta na kaleke- choc jest
        inteligentym chlopcem, tylko nie uzywa mozgu, gdyz rodzice skutecznie mu to
        uniemozliwili. Jest tak, ze jesli ja np powiem mlodemu, zeby odniosl po sobie
        szklanke do zlewu, on dzwoni do matki ze skarga, ze ja go drecze, ta dzwoni z
        awantura do NM i potem pasierb nie przychodzi do nas za kare przez np dwa
        miesiace (bo macocha go dreczy), z czego ja, rzecz jasna sie ciesze, ale juz nie
        NM. Po kilku takich akcjach olalam sprawe i ogladam z zinteresowaniem hodowle
        pasierba, zastanawiajac sie, czy w wieku 30 lat bedzie rowniez wolal mame chcac
        sobie zjesc kanapke. Tak wiec ja gotuje obiad dla wszystkich a NM zmywa naczynia
        i obsluguje syna. Jak to bedzie w przyszlosci, gdy nasze dziecko na pewno bedzie
        mialo swoje obowiazki typu mycie naczyn, a pasierb rzecz jasna nie, nie wiem,
        niech sie tatus przed corka z tego tlumaczy, mnie to nie obchodzi.
        • e_lizabeth Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 16:59
          chciałabym mieć Twoje nastawienie.
          A wychodzicie gdzieś razem?
        • nangaparbat3 Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 17:54
          ale przecież zamiast "odnieś po sobie" mozesz powiedzieć, "chodź, pomozesz mi
          posprzątać".
          "Odnies po sobie" zawiera w sobie co najmniej przygane i wykluczenie, choć wiem,
          ze jest nagminnie stosowanre przez dorosłych, zwłaszcza w stosunku do jak
          najbardziej wlasnych dzieci. "Chodź, pomozesz mi" - to zaproszenie do wspolnego
          dzialania - a nic tak ludzi nie łączy jak wspolna praca.
          • olvi Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 18:08
            > "Chodź, pomozesz mi" - to zaproszenie do wspolnego
            > dzialania - a nic tak ludzi nie łączy jak wspolna praca.

            Dokladnie. Dziala nawet, jesli syn M. musi oderwac sie od komputera i pomoc w
            czyms kompletnie nieatrakcyjnym. Dziala rowniez w przypadku 16-latka, nie tylko
            grzecznego dziecka.

            Ale taki model jak 12-letni pasierb Phidyle znam. Jest nim moj 30-letni kuzyn.
            Mieszka z zona w domu rodzicow i jesli chce herbaty, nadal wola 'mama'. Choc,
            oczywiscie, umie zrobic sam. Tylko ze jak robi sobie sam, to prawie nigdy nie
            zapyta, czy ktos jeszcze moze by sie napil.
            • nangaparbat3 Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 19:19
              Kuzynem to ja Cię przebiję, mój ma ze 40, mieszka z rodzicami, pełna obsługa.
              Ja go lubię, bo facet inteligentny i warto z nim pogadać, ale kiedy słysze głosy
              ubolewania, ze biedaczysko sam - chcialam powiedzieć, ze najgorszej wrogini nie
              życzę, i tu sie zawahałam, a co, świeta nie jestem.
              W kazdym razie faktem jest, ze on taki dzięki mamusi, bez cienia watpliwości.
              Same ich sobie takimi wychowujemy, sobie, a co gorsza innym kobietom.
              Ja mam parę takich obsesji - na przykład panie, które pakuja swoim mężom walizki
              - to swietny przyklad, zeby udowodnic, że ceną za bycie obsługiwanym jest
              wyrzeczenie sie przynajmniej cześci niezalezności.
              • olvi Re: jak to wygląda w praktyce? 24.07.07, 00:28
                No to podobnie jak u mnie, kuzyn tez inteligentny, pogadac z nim milo...

                Co do pakowania walizek - moj tesc - zloty czlowiek, w domu np. wszystko
                naprawi itp. - ale: jak tesciowa musiala isc do szpitala na tydzien, to miesiac
                przedtem panikowala, jak tesc przezyje. Co on zje, skoro jego kulinarne
                umiejetnosci ograniczaja sie do zrobienia herbaty i kawy. Prac zakazala, bo
                tesc nie umie pralki obsluzyc. Prasowac, jw. Bogu dzieki, tesciowa wyciagnela
                wlasciwe wnioski z zycia z tesciem i swoich dwoch synow wychowala na absolutnie
                samodzielnych mezczyzn. Zawsze mowie, ze za sam ten fakt nalezy jej sie jakies
                odznaczenie... i tylko czasem przerazenie mnie lekkie ogarnia, jak pomysle, ze
                MOZE sie zdarzyc, ze za kilkanascie lat to tesciowa odejdzie pierwsza. Nie
                wiem, jak tesc sobie poradzi.

                • nsc23 Re: jak to wygląda w praktyce? 24.07.07, 00:32
                  A u mnie w rodzinie jest odwrotnie. Wszyscy sie boja, co bedzie jak dziadek
                  odejdzie pierwszy...
    • olvi Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 18:01
      Mam dwóch pasierbów, 15 i 16 lat. Nigdy w życiu mi do głowy nie przyszło robić
      za ich zastępcza matkę - ale też do głowy mi nie przyszło mówić mężowi "to
      twoja sprawa".

      Gotowanie, pranie, prasowanie, sprzątanie - robię to ja, robi to mój mąż, robią
      to też chłopcy. Chłopcy czyszczą odkurzaczem dywan również w "mojej" sypialni,
      a ja gotuję i zmywam również po nich.

      Wychowuje ojciec. Ale chłopcy wiedzą, że jeśli po raz kolejny zostawią mi
      naczynia na środku pokoju zamiast je umyć albo walną mokre ręczniki
      gdziekolwiek - to jeśli ja im zwrócę uwagę, to moje słowo ma dokładnie takie
      samo znaczenie jak ich ojca. NIGDY nie zdarzyło im się nie posłuchać, a znam
      ich od siedmiu lat. Nie wtrącam się "na gorąco" do wychowywania, natomiast
      komentuję pewne sprawy w cztery oczy z mężem. A co on z tym zrobi, to jego
      sprawa. Nie narzekam.

      Nauka - jak wyżej. Ojca sprawa. No chyba, że akurat jest to matematyka lub
      pewne kwestie związane z informatyką (mój zawód), to wtedy czasem moja sprawa,
      zdarzyło się kilka razy. Ale zazwyczaj nie ma potrzeby.

      Rozrwyki planujemy razem albo osobno, różnie. Sama nie mam dzieci. I
      oczywiście, że czasem mam chłopców dość, marzy mi się więcej spokojnych
      weekendów z M, bez dzieci, zwłaszcza, że z uwagi na rodzaj pracy, w tygodniu
      często się nie widzimy. Marzą mi się wakacje tylko z M, ale niestety, nie da
      się - każdy z nas ma limitowany urlop. Więc ustaliło się, że letnie wakacje są
      z dziećmi, a długie weekendy + parę dni urlopu są nasze we dwoje.

      Nie ma między mną a pasierbami jakiejś wyjątkowej bliskości - ale jest
      obustronny szacunek i sympatia. Jak dla mnie, wystarczy. Jeśli kiedyś będzie
      więcej, super. Jak nie - nie ma sprawy.

      Tak czy inaczej - chociaż, przyznaję, wcale nie wiedziały gały co brały - tzn.
      WIDZIAŁY, ale nie ROZUMIAŁY - to jednak skoro powiedziałam A w wieku lat 22, to
      mówię B osiem lat później. Z przekonania, nie z przymusu.
      • phidyle Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 19:12
        Nm wcale nie probuje zachecic syna do jajkiejkolwiek pomocy, mysle, ze dzieje
        sie tak dlatego, ze wowczas mlody swierdzilby, ze u mamy jest lepiej, bo nic nie
        trezba robic, a u ojca musi odnosic szklanki do zlewu i robic inne rzeczy, wiec
        nie warto przychodzic. Ponadto, jak wspominalam, u nas caly czas jest grozba
        telefonu od eks z wyzwiskami, ze NM jest beznadziejnym ojcem, ze dreczy dziecko,
        ze dziecko nie ma miec zadnych obowiazkow, bo jedynym jego obowiazkiem jest
        nauka i inne tego typu. Moj facet niestety nie jest w stanie postawic sie eks,
        ja na pewno nie moge mu w tym pomoc. Mysle, ze postawa eks jest uwarunkowana
        tym, ze jedyna jej funkcja zyciowa jest wychowywanie dziecka. Nie ma ona pracy,
        z wlasnego wyboru, zyje z alimentow, nie ma przyjaciol, nie ma zycia prywatnego,
        jej egzystencja ma sens jedynie dopoki syn jest maly. Stad probuje ona za
        wszelka cene udowodnic, ze jest on malym dzieckiem, mimo, ze ma dwanascie lat, i
        ze trzeba za niego wszystko robic. Inaczej nie ma zadnego argumentu, zeby np nie
        szukac pracy. Powiem tylko, ze pasierb sypia z matka w jednym lozku, co ja
        uwazam za chore.
        Nie mam po prostu sily na rozmowy o tym z moim facetem, stwierdzilam, ze wszak
        to nie moj problem, fakt, musze tolerowac totalnego pasozyta w moim domu, i krew
        mnie zalewa, gdy widze jak NM skacze wokol duzego chlopaka i smaruje mu kanapke
        maslem, ale powtarzam sobie, ze to jest jego wybor.
        Wychodzimy razem czasem, np zjesc pizze i NM musi w pizzerii pociac chlopcu
        pizze na kawaleczki, bo on nie umie sam- (ma dlonie wieksze od moich). Ciazy mi
        fakt, ze prawdopodobnie bedziemy utrzymawac przez cale zycie pasierba. bo na
        pewno nie bedzie on w stanie szukac zadnej pracy ze stosunkiem, ze wszystko mu
        sie nalezy z adarmo, jak i jego matce, ktora nie ma dochodu.
    • joanna9969 Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 19:52
      Mojemu chlopu na szczescie nigdy nie wpadl do glowy
      pomysl ze to ja mam obslugiwac jego corke .
      Jak byla mala to on ja obslugiwal , karmil , kapal itd
      jak byla z nami .
      Teraz ona (13 lat) obsluguje sie sama
      a i tak uwaza ze u nas ma luzik bo u siebie praktycznie
      prowadzi sama dom (pierze ,sprzata, opiekuje sie bratem
      i tak dalej).
      Problem obiadow odpada bo widzimy ja raz na dwa tygodnie
      przez pare godzin i przewaznie idziemy do restauracji.

      • nsc23 Re: jak to wygląda w praktyce? 23.07.07, 23:49
        Moja pasierbica ma lat 2 i niecale pol. Jak uzna zabawe za skonczona wklada
        zabawki do pudla, zamyka pudlo i pcha cale to ustrojstwo do szafy (zazwyczaj
        niewiele, bo jednak uwazam, ze jak dla niej to to pudlo jest za ciezkie, wiec
        je chowam albo ja albo W). Jak zje cos i zostanie papierek/talerz to odnosi do
        kuchni i stawia na blacie/wrzuca do kubla (pod warunkiem, ze zadne z nas akurat
        nie gotuje). Poniewaz jest mloda to nie jada tego co my, wiec najpierw W gotuje
        obiad dla malej, potem albo W albo ja dla nas obojga. Zmieniam jej pieluchy,
        nie ma problemu.
        Aha, sprzatanie po sobie mala wyniosla z domu, bo mysmy jej tego nie
        uczyli, 'sama' sie nauczyla (podejrzewam, ze nauczyla ja tego mama albo
        opiekunka).
        • joanna9969 Re: jak to wygląda w praktyce? 24.07.07, 03:26
          jestem pod wrazeniem
          a mam swojego 22 miesieczniaka i siostrzenice
          troche ponad dwa wiec wiem co mowie ..
          zatrudnie ta opiekunke od zaraz !!
          • nsc23 Re: jak to wygląda w praktyce? 24.07.07, 08:37
            Hehe, ona chyba ma duze wziecie wink Ale mowiac szczerze, to az mnie rzuca, jak
            slysze, jak to dzieciom trzeba uslugiwac, bo jak widac (zasluga wprawdzie nie
            moja), jak sie chce to mozna dziecko nauczyc wszystkiego od samego poczatku.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja