punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

23.07.07, 19:50
Czytając inne posty doszłam do wniosku, że łatwo jest krytykować macochę za
to, że nie znosi pasierbów jeśli samemu jest się pasierbem, albo ma się dzieci
z innych związków. Mam 28 lat, mój mąż 42. Jego syn ma 12. Jesteśmy razem od 7
lat, to był mój pierwszy "poważny" związek. Pierwsze dziecko miałam z moim
mężem. Jestem po prostu zazdrosna o czas, który mąż musi poświęcić obcemu dla
mnie dziecku i oddawać obcym nasze pieniądze. Może gdybym sama była
pasierbicą, albo miała dziecko z kimś innym to byłabym tolerancyjna, ale nie
jestem w takiej sytuacji. To niesprawiedliwe mówić, że wiedziałam co biorę
więc powinnam sie z tym pogodzić. Niestety z wielu spraw nie zdajemy sobie
sprawę. Zanim pojawiło się dziecko żyliśmy na luzie. "Stać" mnie było na to,
aby zaopiekować się też pasierbem, miałam na to czas. Później zaczęły sie
obowiązki, zmęczenie i oczekiwałam od męża, aby poświęcał mi więcej czasu.
Kiedy jest weekend to zamiast spędzać go ze mną i naszym synkiem, spędzał go z
pasierbem. Miałam być szczęśliwa z tego powodu? Synek ma roczek, może to się u
mnie zmieni, ale na razie prawda jest taka, że nie znoszę pasierba. Myślę, że
potępienie takiego zachowania świadczy o braku empatii. Na szczęście są
osoby, które nie boją się pisać.
    • nangaparbat3 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 23.07.07, 20:07
      Moze fakt, ze maz nie spedza weekendów z Tobą, Waszym dzieckiem i Pasierbem,
      jest skutkiem tego, ze nie znoszisz jego syna, a nie przyczyną. Powaznie bym
      rozważyła taka mozliwość.
      Mojej empatii rzeczywiscie nie starcza, by pojac, jak dziecko kogos, kogo sie
      kocha, moze byc dla nas po prostu "obcym" dzieckiem.
      I co prawda nie mam pasierbów, ale moj były maz ma coreczkę, ktora szczerze
      lubie, mimo ze zabiera mojej własnej corce czas, uwage i pieniadze jej ojca.
      Czasem sie nia opiekuje, jak mnie Next poprosi, najczęsciej na zasadzie
      pogotowia ratunkowego, jak Ex i niania zawiodą.
      • coccolona Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 23.07.07, 20:16
        Wszystko ladnie pieknie Nangaparbat, to jestes Ty. Ale sa tez inne macochy, dla
        ktorych pasierb zawsze pozostanie kims obcym. Bo partner i jego dziecko to dwie
        rozne osoby. Ta druga nie jest przedluzeniem pierwszej. Moze po prostu to
        zaakceptuj, bo nikogo swoimi postami i tak nie przekonasz do zmiany stanowiska.
        Zaakceptuj po prostu fakt, ze sie roznimy.
        • nangaparbat3 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 23.07.07, 20:18
          akceptuje fakt, ze szczęśliwie sie roznimy.
          ale nie widze powodu, by nie wyrazic swojego zdania, podobnie jak Ty wyrazasz
          swoje - mam dużą potrzebe ekspresji.
          • coccolona Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 23.07.07, 20:30
            Ok, tylko gdy jakas macocha napisze, ze nie lubi swojego pasierba (a jezeli nie
            lubi, to nie bedzie pisala o nim w superlatywach), to jest od razu obrzucana
            blotem, podwazana jest jej inteligencja itd. Zauwaz, ze gdy ktos pisze w druga
            strone, tj cos pozytywnego, to ja nie pisze "jestes bee, bo lubisz pasierba,
            przeciez pasierbow nie powinno sie lubic".
            MOJ pasierb = MOJA opinia = MOJA sprawa smile
            • nangaparbat3 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 23.07.07, 20:34
              coccolona napisała:

              > Ok, tylko gdy jakas macocha napisze, ze nie lubi swojego pasierba (a jezeli nie
              > lubi, to nie bedzie pisala o nim w superlatywach), to jest od razu obrzucana
              > blotem, podwazana jest jej inteligencja itd. Zauwaz, ze gdy ktos pisze w druga
              > strone, tj cos pozytywnego, to ja nie pisze "jestes bee, bo lubisz pasierba,
              > przeciez pasierbow nie powinno sie lubic".
              > MOJ pasierb = MOJA opinia = MOJA sprawa smile

              dodałabym tylko: adekwatna do MOJEJempatii + MOJEJinteligencji
              • coccolona Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 23.07.07, 20:41
                To czy kogos lubimy czy nie nie ma NIC wspolnego z nasza inteligencja.

                Podobnie jest z empatia. Ty wiesz ile ja dzieciaczkow kocham, zwlaszcza takich
                biednych, porzuconych, sierotek. Tak mi ich zal, tak im wspolczuje. No i
                zwierzatka tez bardzo kocham. Jak ja je kocham. Ale nie kocham za to moich
                pasierbow.
                • natasza39 Oj nanga, nanga! 23.07.07, 20:57
                  coccolona napisała:
                  >Ty wiesz ile ja dzieciaczkow kocham, zwlaszcza takich
                  > biednych, porzuconych, sierotek. Tak mi ich zal, tak im wspolczuje. No i
                  > zwierzatka tez bardzo kocham. Jak ja je kocham

                  No i widzisz nanga?
                  Normalnie się czepiasz!
                  Przecież tą kobietę empatia wprost rozsadza: DDD
                  • nangaparbat3 Re: Oj nanga, nanga! 23.07.07, 22:41
                    natasza39 napisała:

                    > coccolona napisała:
                    > >Ty wiesz ile ja dzieciaczkow kocham, zwlaszcza takich
                    > > biednych, porzuconych, sierotek. Tak mi ich zal, tak im wspolczuje. No i
                    > > zwierzatka tez bardzo kocham. Jak ja je kocham
                    >
                    > No i widzisz nanga?
                    > Normalnie się czepiasz!
                    > Przecież tą kobietę empatia wprost rozsadza: DDD

                    Juz po prostu unosi sie w powietrzu. Gołębica.
          • marta_kasia Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 14:54
            nangaparbat3 napisała:

            > akceptuje fakt, ze szczęśliwie sie roznimy.
            > ale nie widze powodu, by nie wyrazic swojego zdania, podobnie jak Ty wyrazasz
            > swoje - mam dużą potrzebe ekspresji.

            A ja Ci zazdroszcze, Nangaparbat...
      • damiri Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 23.07.07, 21:32
        Mojej empatii rzeczywiscie nie starcza, by pojac, jak dziecko kogos, kogo sie
        > kocha, moze byc dla nas po prostu "obcym" dzieckiem.

        Jestem niedoswiadczona macocha, bo macochuje niespelna 8 tygodni ale wlasnie
        takie odczucia mam w stosunku do moich pasierbow. Sa dziecmi mojego M, ktorego
        kocham, sa sympatyczni i mili i wstepnie ich lubie ale nadal sa dla
        mnie "obcymi" dziecmi. Traktuje ich dokladnie tak samo, jak traktowalabym mile
        dzieci sasiadki. Nie odczuwam, aby przybyly im jakies specjalne atrybuty z
        tytulu samego faktu bycia dziecmi M.
    • coccolona Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 23.07.07, 20:11
      Miej w nosie krytyke. I pomysl tylko, ile jest macoch podobnych do nas, ktore
      nie wchodza na to forum lub po prostu sie nie wypowiadaja.

      Prawda jest taka, ze kazdy z nas kogos nie lubi. I nie istotne sa tu powody.
      Wystarczy zwykle widzimisie. Tak samo zawsze znajda sie osoby, ktore nie lubia
      nas. Tak juz jest ten swiat ulozony. I "cenne" porady niektorych osob pt
      "Postaraj sie polubic swojego pasierba" nie maja racji bytu.
    • joanna9969 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 23.07.07, 20:12
      Twoj pasierb sie na ten swiat sam nie prosil , zostal
      na ten swiat powolany rowniez przy udziale twojego misia .
      Alimenty czy uwaga ojca naleza mu sie jak psu micha.
      Pomysl twoje dziecko ma ojca na co dzien a tamten chlopiec
      tylko na jakies pare godzin wyrwanych tu i tam.

      >Myślę, że
      > potępienie takiego zachowania świadczy o braku empatii.
      A czy tu w ogole wiesz co to znaczy empatia ??!!
      Po z twoich postow wychodzi tylko jakis szalony egoizm
      i olbrzymia niedojrzalosc.


      • phidyle Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 23.07.07, 20:26
        Ja akurat bylam pasierbica i to trzykrotnie, gdyz pierwszy ojczym zmarl, drugi
        nie byl mezem mamy i po dwoch latach sie rozstali a trzeci jest aktualny do
        dzis. Tyle, ze ja szanowalam wszystkich partnerow mamy, choc nie wszystkich
        lubilam. Dla mnie dziecko mojego faceta nie ma z nim nic wspolnego, nawet nie
        przypomina go z wygladu, nie widze przyczyny bym miala je lubic, skoro nie jest
        ani mile ani grzeczne. Nie mam nic przeciwko pasierbowi jako takiemu, ale nie
        lubie byc traktowana niegrzecznie i nie lubie byc obrazana regularnie przez jego
        matke. Jasne, wolalabym, by pasierb nie istnial po prostu, niestety nie moge
        tego zmienic. Akceptuje zatem stoicko jego istnienie i zyje sobie nie szkodzac
        mu i majac wlasne zycie. Mam dziecko, chce miec drugie. Gdy pasierb przychodzi
        do nas staram sie go znosic, i ignoruje jego nieodpowiednie zachowania. Gdy sa
        jego urodziny kupuje mu prezent, gdy sa urodziny mojego dziecka, zapraszam go i
        ignoruje fakt, ze nie przyniosl prezentu, choc dostal na to pieniadze od ojca.
        Generalnie ciesze sie, gdy nie musze go ogladac i nie widze powodu, by to
        ukrywac.
        • natasza39 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 23.07.07, 21:06
          Ty phidyle czujesz niechęć do pasierba za to jaki jest, a nie za to że w ogóle jest.
          Przynajmniej tak wynika z Twojego postu.
          Nie można na siłę lubić kogoś kto jest uciązliwy.
          Ale uważać go za uciążliwego tylko dlatego, że jego istnienie koliduje z naszymi
          marzeniami o idealnym życiu, to chyba jednak dwie rożne sprawy i postawy.
          Ja nie przepadam za swoimi pasierbicami, szczególnie za młodszą za ich stosunek
          do ojca, czyli mojego M. Uważam, że często zachowują się w stosunku do niego podle.
          Nie kwestionuje jednak ich istnienia jako takiego w ogóle, uważam, że ich ojciec
          ma obowiazek na nie łozyć i nawet zachęcam go aby jak najwięcej przebywał z
          nimi, aby mogli odbudowywać więzi, które zburzyła ich matka.
    • marusia1 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 23.07.07, 23:09
      Kiedy byłam dziewczyną taty - miłość była obustronna. Zostałam macochą 24h i
      bywa różnie. Mimo wszystko kocham pasierba bardzo (choć podobno macocha nie ma
      do tego i innych rzeczy prawa). A jak jestem teraz odbierana przez pasierba nie
      wiem. W każdym bądź razie exiara, a Jego matka zburzyła wszystko i rozchwiała
      emocje Młodego, bo jak powiedziała: "ta pani cię na pewno nie kocha, bo cudzych
      dzieci nie można kochać." Nie wiem co jeszcze Mu matka nagadała, ale żalił się
      dziadkom, że my Go nie kochamy, że On nam przeszkadza. I jak przekonać Dziecko,
      że Je kochamy, że jest dla nas najważniejsze, kiedy "mamusia" Mu mówi...
      A Młody? Kilka dni przed końcem roku szkolnego pobił się z kolegą, który
      powiedział Mu, że ma 2 mamy i był zdziwiony jak można mieć dwie mamy. Młody
      odparł, że chociaż ma, ale padły różne epitety pod kątem mam (nie macochy smile )
      i doszło do rękoczynów. Jaki był powód walki dowiedziałam się nie od pasierba,
      ale w szkole, na "dywaniku". Dla pasierba jest to bardzo trudna sytuacja, nie
      chce o tym rozmawiać. Ma mnie na codzień i w szkole to ja jestem Jego mamą. Choć
      na pewno chciałby, aby było inaczej. Jak mówi: ja rozwodu nie brałem. Wywołało w
      nim agresję stwierdzenie kolegi, bo wieczorem jego matka powiedziała, że nie ma
      czasu w weekend, aby się z nim spotkać (widuje Go raz w miesiącu przez 2 godz.
      lub rzadziej).
      Nami, dorosłymi targają różne emocje, od tych pozytywnych do najbardziej
      negatywnych. A jak ma zrozumieć świat dorosłych Dziecko? Ono chce tylko czuć się
      kochanym i mieć poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji.
    • dyderko Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 08:45
      Anna, z Twoich wcześniejszych postów wynika że Twój mąż uważa że Twoim
      obowiązkiem jest zajmować się jego synem. Poza tym on rozgranicza
      zainteresowanie i czas tak że albo jest z Tobą czy Waszym dzieckiem albo jest z
      Twoim pasierbem. W tym właśnie widzę Twój problem, nie w istnieniu pasierba.
      Jeśliby Twój mąż spróbował pogodzić swoje zajmowanie się synem z kontaktem z
      Tobą i Waszym dzieckiem (nie zamykać się z synem w pokoju z komputerem tylko
      np. wspólny spacer z Waszym dzieckiem), jeśliby próbował wdrożyć swojego syna w
      życie Waszej rodziny (nic nie stoi na przeszkodzie by chłopiec w tym wieku
      pomagał w pracach domowych), to myślę że byłoby inaczej... Wybacz ale to Twój
      mąż nie umie się w tym wszystkim znaleźć, nie umie znaleźć równowagi między
      jednym a drugim swoim życiem. Pasierb jest więc dla Ciebie tematem zastępczym,
      bo problemy wynikają z postawy jego ojca. Oczywiście możesz dzieciaka nielubić,
      nienawidzić coraz bardziej ale co Ci to da? Nie lepiej spróbować dogadać się z
      mężem, zmienić to co Cię gryzie i przeszkadza? Nie sądzisz że dla wszystkich
      (dla Ciebie i Twojego dziecka także) da to większe korzyści w przyszłości?
      • m-m-m Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 09:32
        >>>>> Wybacz ale to Twój mąż nie umie się w tym wszystkim znaleźć, nie umie
        znaleźć równowagi między jednym a drugim swoim życiem. Pasierb jest więc dla
        Ciebie tematem zastępczym, bo problemy wynikają z postawy jego ojca.


        Jak najbardziej z tym się zgadzam: owszem zdarza sie, ze dziecko partnera bywa
        wyjątkowo antypatyczne, ale to sa wyjątki potwierzające regułę, że to jednak w
        całej rozciągłości za zachowanie dziecka odpowida jego ojciec i jego zachowanie
        i postępowanie wobec dziecka i nowej żony.
        • nangaparbat3 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 10:33
          m-m-m napisała:


          regułę, że to jednak w
          > całej rozciągłości za zachowanie dziecka odpowida jego ojciec i jego
          zachowanie i postępowanie wobec dziecka i nowej żony.
          No co Ty opowiadasz. To mi przypomina nauczyciela, ktory wzywa rodzicow do
          szkoly i zarzuca pretensjami, ze ich dziecko go nie szanuje. Niestety kazdy
          samodzielnie musi budowac swoj autorytet.
          Ale oczywiscie jakość relacji żona/maz ma wielki wplyw na relację zona/pasierb -
          TEŻ.
          • nsc23 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 10:39
            Nangaparbat, nie zgadzam sie z Toba do konca. Bo o ile kazdy musi swoj
            autorytet sam budowac, o tyle czesc dzieciakow wynosi z domu kompletny brak
            szacunku do innych. Przyklad - dziecko w szkole do ksiedza mowi: a tato mi
            powiedzial, ze ja mam pana nie szanowac, bo pan zarabia 1000zl a moj tata
            10.000.
            Przyklad drastyczny, ale czasem ojcowie swoim zachowaniem wysylaja rownie mocne
            sygnaly jak ojciec z przykladu swojemu synkowi.
          • m-m-m Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 10:44
            >>>Niestety kazdy
            > samodzielnie musi budowac swoj autorytet.


            W rodzinie rekonstruowanej bardzo ważna jest współpraca macochy z ojcem w
            kwestii postępowania względem pasierba. oni musza być monolitem. Nawet
            najszczersze chęci macochy nie pomogą jeśli ojciec nie będzie popierał działań
            macochy. W szkole jest tak samo: jeśli rodzic pluje na nauczyciela, to żeby ten
            nauczyciel na rzęsach stanął to autorytetu sobie ie wyrobi SAM.
    • zonka77 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 10:13
      JA nie jestem pasierbicą. Nie mam dziecka z poprzedniego związku. Mam za to
      dziecko z męzem. OD POCZĄTKU wiedziałam że jest jego córka. I od początku
      wiedziałam że będzie jej poświęcał czas i pieniądze bo to jest jego dziecko. Nie
      ma to nic wspólnego z miłością do mnie czy naszego dziecka - kocha nas i kocha
      swoją pierwszą córkę i KONIEC

      Owszem, obawiam sięże to sprawiedliwe mówic że widziałas co bierzesz.
      Rozumiem że może to trudne że potrzeba czasu ale takie są fakty.
      Może masz taki problem bo Twój mąż jakoś dzieli czas między was a syna?
      U nas po prostu jest wspólny czas, mąz nie ma dwóch światów - czas z dziecmi
      pędzamy razem i już. Oczywiście że czasem m robi coś tylko ze starszą córką i
      super!! Czasem spędza czas tylko ze mną, czasem tylko z naszą córką, czasem ja
      spędzamc zas z córką - jest równowaga!

      Potępiem nieznoszenie dziecka za to że jest. Jeśli Twój m organizuje czas tak że
      ty z tego powodu cierpisz to miej pretensje do męża a nie do jego dziecka!!

      Nie boję się pisac - po prostu nie potrafię nienawidziec córki m za to że
      istnieje. Szczerze napiszę: gdybym nie potrafiła siępogodzic że ona jest to bym
      nie była żoną mojego męża.

      Kurcze nie wiem już jak to tłumaczyc - może sobie wyobraź że to Twój ukochany
      syneczek jest w sytuacji pasierba i jakas inna kobieta go nienawidzi za to że
      jest. Naprawdę naprawdęuważasz że miałą by rację??

      Mam wrażenie że szukasz usprawiedliwienia, że chcesz żeby ktos ci mówił: tak,
      jestes ok, masz prawo nienawidziec tego dziecka.
      Ja Ci tak nie powiem. Mogę rozumiec że ktos nie chce robic koło cudzego dziecka,
      że mogą byc problemy z zachowaniem - ale nienawidziec bo jest?

      Sądzęże źle kierujesz swoje negatywne uczucia - bo moim zdaniem to Twój mąż nie
      potrafi tak zorganizowac czasu żeby nie krzywdzic nikogo a to się naprawdę DA.
      • delika1 powtórzę tu swój poprzedni wątek 24.07.07, 10:15
        takie i podobne wątki powinni przeczytać panowie, którzy ulegają wdziękom tych
        NOWYCH, młodziuteńkich,świeżuteńkich, beż śladu celulitu i bagażu trudów
        docierania się, wspólnego starzenia się..I myślą ,że złapali Pana Boga za nogi,
        że ta nowa młodziuteńka, świeżuteńka.. to Cudo sprawi,że życie nabierze blasku,
        że będzie cudownie, bez problemów. I pchają się w takie g..i dopiero po
        czasie , kiedy jest już za PÓŹNO, widzą,że nie jest taki pięknie, że partaczą
        życie i normalny rozwój swoim dzieciom.Bardzo, bardzo współczuję pasierbom
        (pasierbicom), niektórych pań, które tu pisują.I jestem zażenowana ich
        niedojrzałością i egoizmem.
        Poza tym, te młodziuteńkie, NOWIUTKIE też trafia szlag, kiedy muszą sie
        dzielić tatusiem i opiekunem z konkurencją, czyli pasierbem..WARTO PRZECZYTAĆ
        KILKA WĄTKÓW ZANIM PODEJMIE SIĘ DECYZJĘ-ZWIĄZEK Z KIMŚ KTO MA DZIECI Z
        POPRZEDNIEGO ZWIĄZKU.Dla wyjasnienia-nie zostawił mnie mąż, ja odeszłam, więc
        moja wypowiedź nie wynika z osobistych traum.
        Po prostu widzę po tych wątkach jak ludzie nie potrafią ZASTANOWIĆ SIĘ ZANIM
        PODEJMA ŻYCIOWĄ DECYZJĘ.
        • m-m-m Re: powtórzę tu swój poprzedni wątek 24.07.07, 10:33
          Ja tez powtórze mój poprzedni post, ale w skrócie: nikt kto jest bardziej
          doświadczony nie ma uprawnień do poniżania i wyśmiewania osób o zdecydowanie
          innym i mniejszym doświadczeniu życiowym. Po takim tekście ani Ania, autorka
          tego watku, aniżadna inna inna macocha nie zmieni swojego nastawienia, bo
          wytykanie błędów zaprzeczanie negatywnym emocjom nie jest pomocą w uzyskaniu
          równowagi.
          Dziwię się Zonce, osobie wrażliwej i mądrej, że nie widzi tak podstwowych
          różnic między sobą, a innymi mniej doświadczonymi, mniej obytymi w takiech
          układach, mniej rozumiejącymi "oczywistość" istnienia pasierbów.
        • mamaika Re: powtórzę tu swój poprzedni wątek 24.07.07, 11:51
          Delika jestem calodobówką byłam weekendówką i zwyczajnie i po ludzku nie
          jestem obecnie w stanie wykrzesać z siebie odrobiny sympatii do swoich
          pasierbic .I bliżej mi już 40 niż 30 aczkolwiek wiek z dojrzałością tak już
          zupełnie na marginesie nie ma nic wspolnego . Nie mam problemów z dzieleniem
          się tatusiem , wybacz ale wręcz śmieszne wydaje mi się nazywanie pasiebic
          konkurencją bo zawsze wydawało mi się że relacje między partnerami a relacje
          rodzic-dziecko to dwie różne bajki .
          I nie rozumiem skąd tyle jadu w tym co napisałaś
      • zonka77 przepraszam za błędy 24.07.07, 10:19
        za szybko pisałam !
    • e_lizabeth Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 10:33
      anna, sprawdz priva
      • delika1 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 10:52
        czytając to co pisze zonka, widze,że sa kobiety które podjęły swiadomą,
        dojrzałą decyzję, ZASTANOWIŁY SIE co bedzie za rok, za pięć lat.że jest facet
        ale i ex, i dziecko.I że BĘDĄ .I DZIECKO KOCHA SWOJEGO TATĘ, A TATA KOCHA
        DZIECKO.I ta milośc przenika do nowego domu ojca.I że nie powinno się jej
        tłamsić i niszczyć!!!!Niektóre kobiety piszące tu, moim zdaniem powinny związać
        się z kolesiem w podobnym wieku ,a nie z ojczulkiem z bagażem!sad
        • m-m-m Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 10:54
          Też podjęłam taka decyzję i dobrze, że Ty też byłaś taka mądra.
          Szanuj jednak brak doświadczenia u innych i pomóż, a nie pluj.
    • anna-z11 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 10:52
      Wiesz co delika 1 jesteś po prostu bezczelna.
      pewnie facet zostawił cie dla jakieś młódki i stąd te żale. Twoja niechęć do
      "młódek" niczym się nie różni od mojej niechęci do pasierba. każdy ma swój
      problem. Trzeba tylko kogoś zrozumieć. nie chcesz to nie czytaj tych postów.
      • m-m-m Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 10:56
        I w drugą stronę szacunek obowiązuje. Acz porównanie młódki z pasierbem jest co
        prawda kontrastowe, ale celne.
        Nie jestsmy tu po to by wykazywać swoją wyższość w rozumie i doświadczeniu i
        atakować innych.
        • coccolona Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 11:04
          Powiedz to niektorym moralistkom z tego forum M-M-M. Ja przynajmniej zdaje sobie
          sprawe z tego, ze nie jestem szlachetna. Natomiast osoby, ktorym wydaje sie, ze
          sa ode mnie wyzej moralnie, potrafia tylko mnie atakowac, kierujac personalne,
          obrazliwe uwagi w moja strone ( po tym jak to mi daly wyklad na temat
          szlachetnosci).
          • m-m-m Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 11:15
            Próbuję mówić, ale Coccolona na wszystkich wpływu nie mam, a i Ty sama czasem
            piszesz skrótowo co daje wrażenie złośliwości.
      • delika1 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 11:01
        no własnie pisałam, że moje wypowiedzi nie wynikaja z osobistych doświadczeń.
        Ja odeszłam od faceta, który stosował przemoc.I nikt mnie nie
        zostawił..Wypowiadam swoje zdanie po prostu.Pisuje tu, gdyż też jestem macochą.
        Przypomniało mi sie jak jedna pani byla zbulwersowana i potepiała swoja
        pasierbicę kilkunastoletnią za to że siada ojcu na kolanach i sie przytula!!A
        inna jest wściekła,że partner poświęca w co drugi weekend uwagę swojemu synowi,
        a powinien WYŁĄCZNIE ZAJMOWAĆ SIĘ swoją nową panią oraz nowym dzieckiem!To jest
        zenada po prostu!!Dziewczyny, popatrzcie obiektywnie!
        • m-m-m Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 11:13
          Może Ty akurat z tym się nie spotkałaś, ale bardzo często nastoletnia
          pasierbica chce pokazać, że jest ważniejsza od macochy dla ojca i faktycznie
          złośliwie siada ojcu na kolnach by zademonstrować swoją "wyższość" nad macochą.
          Jest to swoista rywaizacja z macochą o uczucia ojca. Oczywiście siadac może i
          bez tego powodu, ale cały kontekst sytuacji wskazuje na ile to potzreba
          bliskosci z ojcem, ana ile udowodnieniemacocsze, kto tu jest ważniejszy. Ja tam
          potępienia nie widzę, tylko jest to konkretny problem psychologiczny: np.
          dzieweczyna się nie pogodziła z rozwodem rodziców, dla mało doświadczonej
          macochy, która np. sama nigdy nie była dzieckiem ludzi rozwiedzionych i nie wie
          jak to jest i tego, że prawie każde dziecko rozwiedzionych rodziców chciałby
          miec tego rodzica tylko dla siebie.
          Ta, która jest wściekła, ze partner poświeca co drugi weekend synowi nie widzi
          z kolei, że tak naprawdę a za jej relacje z psierbem odpowiada postawa ojca, a
          nie sam pasierb.
          I te prste prawdy może są dla Ciebie, Delika oczywiste, ale nie dla tych macoch.
          Celem jest naświetlenie problemu, by postawa uegła zmianie a nie atakowanie
          samej postawy macochy.
          • delika1 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 11:19
            to pasierbicę mam "atakować"?smile.Która z nich jest DOROSŁA????dziecko mogę
            zrozumieć, ale Kobietę ok 30-tki..wybacz, nie bardzosad
            • m-m-m Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 11:27
              Nikogo masz nie atakować. 13-14 letnia panna dobrze wie co robi tak się
              zachowując i wie jaki jest tego cel. Jak ja miałam 13-14 lat mój ojczym doznał
              ode mnie wiele przykrości i doskonale wiedziałam czemu to robię: by się go
              pozbyć z NASZEGO (tj. mojego i mojej mamy) życia.
              13-14 letnia panna też już powinna umieć się zachować, bo to już nie
              przedszkolak, a jej zachowanie powinien skorygować ojciec.
              Macocha zaś po to jest na tym forum, by usłyszeć jakie może byc źródło problemu
              i oczywiście jakie może podjąć kroki. Tu nikt nie pochwala tego, ze macocha
              daje się wciągnąć w rywalizację nastolatce, ale też nie potępia, gdy ta pisząc
              tu tak naprawdę szuka porady.
              • e_lizabeth Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 11:40
                pisanie na tym forum to prawdziwe wyzwanie smile
                bo pisząc oczekuje sie konstruktywnych odpowiedzi, konstruktywnej krytyki.
                komentarze pełne jadu nic nie wnoszą czy dobre rady typu "widziały gały", na
                pewno nie pomagają piszącemu, a tylko świadczą o autorach, którzy muszą po
                prostu komuś przyłozyć, wyżyć się.
              • delika1 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 11:46
                w postach niektórych pań widać niechęć ,wstręt do eks, pasierbów, do całej
                przeszłości "misia", czy innego "niunia".To jest walka o WYŁĄCZNOŚĆ.Zazdrość i
                jad wobec "konkurencji".To nie jest prośba o poradę.Bo prośbą o poradę nie jest
                chyba pytanie czy nowy partner eks przyczyni się do rozluźnienia więzi między
                dziećmi a ich biologicznym ojcem.
                To niedojrzałA POSTAWA.To skutki nieprzemyslanych decyzji- i tych
                pań ,i "niunia", tudzież "misia".
                Jest mi bardzo szkoda tych pasierbówsad
                • m-m-m Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 11:54
                  >>>.Bo prośbą o poradę nie jest
                  >
                  > chyba pytanie czy nowy partner eks przyczyni się do rozluźnienia więzi między
                  > dziećmi a ich biologicznym ojcem.



                  To był luźny wątek, bez podtekstu.



                  >>> postach niektórych pań widać niechęć ,wstręt do eks, pasierbów, do całej
                  > przeszłości "misia", czy innego "niunia".To jest walka o WYŁĄCZNOŚĆ.Zazdrość
                  i
                  > jad wobec "konkurencji


                  Tak widać, ale są tego przyczyny, apoza tym na tym forum nie ukrywamy
                  negatywnych odczuć, boon sie dzieją. jesli zabronisz pisac komuś co czuje
                  naprawdę, to ni sprawisz tym, że ta osoba uczuć niechęci nie będzie miała.
                  Ważne jest by po pierwsze tym uczuciom nie zaprzeczać, i nie komentować ich
                  jako takch tylko zmierzać do wyjaśnienia problemu.
                  Delika, też mogę Twoja postawę określić jako niedojrzałą skoro nie dajesz innym
                  prawa do negatywnych odczuć i do nieprzemyślanych decyzji.
                  • delika1 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 12:18
                    nie oceniam siebie w swoich postach, nie piszę o swojej dojrzałości bądź jej
                    braku.Piszę o tym co czuję, jak widzę postawę niektórych macoch.Takie jest moje
                    zdanie i równiez mam prawo napisać jak je "widzę".Mam prawo nie zgadzać się i
                    wyrażac swoje krytyczne zdanie.Tak czuję.Kto wie, może to co piszę pozwoli
                    krytyczniej spojrzeć na siebie, swoje zachowanie? Może paradoksalnie trochę
                    pomogę? Może któraś z dziewczyn jeszcze raz zastanowi się zanim podejmie
                    życiową decyzję? może uniknie skrzywdzenia kogoś?
                    Każdy z nas (lub prawie każdywink) bywa czasem krytykowany, nie zawsze mamy
                    rację..można czasem wyciągnac wnioski.I tyle.Ja tez byłam czasem krytykowana na
                    forum za postawę wobec eks.I pomoglo.
                    • coccolona Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 12:22
                      delika1 napisała:
                      "Piszę o tym co czuję"

                      Swietnie, tu kazdy pisze o tym, co czuje
                    • dyderko Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 12:23
                      Ludzie, a czy nie można łagodniej? Czy taki duży wysiłek sprawiałoby nam
                      pisanie bez krzyku, ostrych słów i obrzucania inwektywami? Bo jest większa
                      szansa że się zrozumiemy jak ton i słowa nas nie będą razić.
                      • coccolona Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 12:26
                        Ale moze wlasnie chodzi o to, ze jak to bedzie lagodnie, to nie odzwierciedli
                        tego, co sie czuje. A najwazniejsze jest i tak to, ze nie sa to obrazliwe
                        komentarze w kierunku innych forumowiczek. Jezeli Cie tak to dotyka, to Ci
                        wspolczuje. Life is brutal. Jak Ty w ogole radzisz sobie w codziennym zyciu z
                        taka wrazliwoscia?
                        • dyderko Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 13:26
                          Tak, życie jest brutalne ale dlaczego sobie samemu je utrudniać? Mnie razi jak
                          się dzieci określa bachorami (swoją drogą „pasierbiątka” rażą mnie jeszcze
                          bardziej), partnera Exi „lovelasem”, tak samo jak pokrzykiwanie na Ciebie czy
                          Annę że jesteście niedojrzałymi egoistkami. Mam wrażenie że niektóre panie
                          przychodzą tutaj się wykrzyczeć albo przedstawić swoje stanowisko a nie znaleźć
                          lub dać pomoc albo radę. Nie wiem, może ja za dużo oczekuję od tego forum ale
                          dla mnie to miała być przystań gdzie będę mogła poopowiadać o swoich
                          problemach, gdzie będę mogła się wyżalić, gdzie ktoś będzie chciał mnie
                          zrozumieć. A co chwilę trafiam na wojny bo ktoś uważa swoje stanowisko za
                          jedyne słuszne i nawet nie spróbuje się postawić w sytuacji drugiej strony.
                          Albo też zniechęca mnie do czytania żółć, złość i niechęć lejąca się z
                          niektórych postów. A to czy coś jest powiedziane łagodnie czy z naciskiem to wg
                          mnie nie ma wpływu na sens przekazu. Bo jak tak to rację będą mieli np. ziomale
                          którym do zaznaczenia emocji kilka słów na „k” jest potrzebnych.
                          A w codziennym życiu po prostu unikam ludzi, których słownictwo nie pasuje do
                          mojej wrażliwości, tak jak unikam tych którzy stoją na stanowisku że ich
                          poglądy są jedyne i słuszne (jak podchodzę do polityki jak do matrixa to mi
                          prawie wychodzi ;D )
                    • m-m-m Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 12:42
                      ".Mam prawo nie zgadzać się i
                      wyrażac swoje krytyczne zdanie


                      Pic w tym, ze krytyka powinna być konstruktywna, a pisząc jesteś bezmyślna, bo
                      nie przenmyślałaś jakie będą Twoje relacje z dzieći M. za 5 lat jest atakiem i
                      nie daje możliwości zmiany postawy - powduje, ze osoba atakowana otrzymuje cios
                      i żadnych rozwiązań.
                      To tak samo jak z dziećmi: jak powiesz "jesteś zły" nie dajesz możliwosci
                      manewru i zmiany, jeśli powiesz" zachwujesz się źle" dajesz wyjście z sytuacji:
                      bo uczucia się dzieją i ich nie zmienisz, zmienić można tylko zachowanie i
                      ewentualnie swoje negatywne uczucia poprzez zmianę zachowania ewentualnie dojść
                      do punktu wyboru: na ile zalezy mi na tym facecie POMIMO jego przeszłości. Ale
                      to przychodzi późiej, w toku doświadczeń i rozmowy tu na forum.
                      • dominika303 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 13:02
                        oj chyba lekko się zapędziłyście w wieszaniu psów na macochach , tylko za to ,
                        ze nie przewidziały całej gamy róznorakich emocji związanych z posiadaniem
                        paiserbów .

                        Zastanawiam się, czy tak samo atakujecie exie, które biorąc rozwód z Misiem nie
                        przewidziały, ze ów Misio moze kiedyś zapragnąć mieć normalną rodzine u boku i
                        sobie takową stworzy???????

                        Bo tak samo widziały gały pasierbów, jak widziały gały możliwość kolejnych
                        dzieci u Misia tongue_out
                      • m-m-m Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 13:08
                        Dla szczegółu to nie ja napisałam tylko Delika:

                        "Mam prawo nie zgadzać się i
                        > wyrażac swoje krytyczne zdanie"


                        Ja odniosłam się do tego, że krytyka powinna coś wnosić, a nie być tylko
                        atakiem.

                  • marusia1 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 18:26
                    >> w postach niektórych pań widać niechęć ,wstręt do eks, pasierbów, do całej
                    > > przeszłości "misia", czy innego "niunia".To jest walka o WYŁĄCZNOŚĆ.Zazdrość
                    > i jad wobec "konkurencji
                    Może Delika nie doświadczyła zdrobnień, ciepła, czułości? Nie wydaje mi się,
                    żeby piszącymi tu kobietami kierowała zazdrość i jad wobec konkurencji. Nie
                    wszystkie z nich są młódkami,a przypuszczam, że większość z nich (i
                    mężczyzn)jest po przejściach. W nowych związkach starają się nie powielać
                    starych błędów, albo po prostu dostali to, czego każdy pragnie, miłości,
                    szacunku i bliskości drugiej osoby. Tylko czasami to za mało, żeby sprostać
                    problemom, które w między czasie wynikają z exami, dziećmi, teściowymi, itd., a
                    których się nie przewidziało, a wręcz uważało się, że "TO mnie na pewno nie
                    spotka, bo..."
                  • marusia1 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 24.07.07, 18:30
                    m-m-m napisała:

                    > >>>.Bo prośbą o poradę nie jest
                    > >
                    > > chyba pytanie czy nowy partner eks przyczyni się do rozluźnienia więzi
                    między dziećmi a ich biologicznym ojcem.
                    >
                    > To był luźny wątek, bez podtekstu.

                    A ja uważam, że jeśli "widzenia" odbywają się w domu exiary, a ona założy nową
                    rodzinę, to jej nowy mąż może nie mieć życzenia widywania w już swoim domu ex
                    męża i to może doprowadzić do utrudniania kontaktów, a w efekcie do rozluźnienia
                    więzi dziecka z biologicznym ojcem.
                    • chalsia Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 25.07.07, 00:41
                      > A ja uważam, że jeśli "widzenia" odbywają się w domu exiary, a ona założy nową
                      > rodzinę, to jej nowy mąż może nie mieć życzenia widywania w już swoim domu ex
                      > męża i to może doprowadzić do utrudniania kontaktów, a w efekcie do
                      rozluźnieni
                      > a
                      > więzi dziecka z biologicznym ojcem

                      przez tę pare lat czytałam całkiem sporo wypowiedzi ojczymów (i znam ze dwóch
                      osobiście) w kwestii wizyt ojców u dzieci mieszkających z matka i nexiem. I
                      nieodparte wrażenie moje jest takie, że dla ojczyma wizyta ojca u dziecka w
                      domu ojczyma i matki jest zdecydowanie miejszym/nie tak czesto spotykanym
                      problemem w porównaniu do problemu jaki dla nexi jest pasierb w jej i ojca
                      dziecka domu.
                      A przecież są to sytuacje NIEPORÓWNYWALNE !!! Bowiem równorzedną sytuacja
                      byłoby, gdyby eksia wizytowała dziecko w domu nexi i ojca.
                      • dominika303 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 25.07.07, 07:50
                        Chalsiu wink
                        ja mam zupełnie inne informacje od ojców widujących własne dziecko w domu exi i
                        nexa.
                        NM też zle znosił nowego mena exi, gdy ten siedział na NM fotelu , korzystał z
                        NM lodówki i tv , a nawet miał swój sprzet do golenia na wypieszczonej kiedyś
                        półce w łazience przez NM sad

                        Mój kuzyn po kilku takich spotkaniach, postawił swej exi warunek, ze widzenia a
                        i owszem, nawet jako pogotowie awaryjne i w środku nocy, ale poza domem exi, bo
                        widok następcy biegającego po jego dywanie był dla niego nie do zniesieniasad

                        W obu tych przypadkach chodziło tez o to, ze ci ojcowie byli z dziecmi
                        zamknięci w małym pokoju, a i tak co chwile "ojczym" wpadał na kontrole czy oby
                        przypadkiem ojciec własnego dziecka nie krzywdzi sad
                        • babe007 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 25.07.07, 10:41
                          Dominika, ale to nie jest odpowiedź ani na post chalsi ani na post, do którego
                          chalsia sie ustosunkowała. Tam padła sugestia, że odwiedziny w domu byłej żony
                          sa utrudnione, bo NOWY MĄŻ może sobie tego nie życzyć. To, że w facecie odzywa
                          się czasami syndrom psa ogrodnika i w związku z tym woli do mieszkania ex nie
                          przychodzić (żeby nie oglądać następcy na swoim byłym terenie)- to zupełnie
                          inna sprawa.
                          • dominika303 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 25.07.07, 10:54
                            babe wink
                            fakt, szybko pisałam i po wysłaniu nie sprawdziłam - zjadł mi się jeszcze jeden
                            akapit ;

                            Mianowicie obaj nowi panowie po ok 3 wizycie zaczeli swym paniom kołki na
                            głowie ciosać o exów na ich terenie .
                            Okazywali to różnie nawet dzwoniąc i twierdząc iż teraz to z nimi nalezy
                            uzgadniać wizyty u dzieci , bo to oni sa teraz facetami mieszkajacymi z tymi
                            dziećmi .

                            Exia NM nie mogąc znalezc wyjścia z sytuacji, bo ona pasierbicy NM nie da bo
                            jeszcze by ją porwał (sic) wraz ze swym mężem postanowili zakończyć więz miedzy
                            NM a córką.
                            Kuzyn do dzisiaj jak odbiera syna od exi to ma ciarki na plecach czy
                            przypadkiem tego dnia nie przyjdzie mu sie spotkac aby z nowym nabytkiem exi,
                            bo ojczym sobie pozwala oj pozwala wobec kuzyna sad


                          • coccolona Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 25.07.07, 12:27
                            babe007 napisała:
                            > odwiedziny w domu byłej żony sa utrudnione, bo NOWY MĄŻ może sobie tego nie życzyć

                            To naturalne. Ja tez bym exowej do mojego domu nie wpuszczala
                            • babe007 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 25.07.07, 12:42
                              Widzisz, a ja nie miałabym najmniejszych problemów, żeby nowa partnerka mojego
                              ex-męża weszła do mojego domu. W domu exa też bywam od wielkiego dzwonu (kiedy
                              to akurat u niego jedno z dzieci jest podczas swoich urodzin i akurat tam jest
                              kawa z tortem). Ale do tego trzeba chyba dorosnąć, no i mieć niezwichrowaną
                              samoocenę...
                              • coccolona Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 25.07.07, 12:45
                                To fajnie Babe, jestescie jedna wielka rodzina. Urocze to smile) Ja wpuszczam do
                                swojego domu tylko tych, ktorych mam ochote wpuscic. I to jest moja wolna wola
                                Reksiu, o ktorej brak mnie podejrzewalas smile)
                                • babe007 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 25.07.07, 12:53
                                  Nie jesteśmy jedną wielką rodziną. Jesteśmy cywilizowanymi ludźmi, którzy
                                  potrafia sie zachować, nawet w mniej komfortowych sytuacjach. Poprostu.
                              • dominika303 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 25.07.07, 15:02
                                babe007 napisała:

                                > Widzisz, a ja nie miałabym najmniejszych problemów, żeby nowa partnerka
                                mojego
                                > ex-męża weszła do mojego domu. W domu exa też bywam od wielkiego dzwonu
                                (kiedy
                                > to akurat u niego jedno z dzieci jest podczas swoich urodzin i akurat tam
                                jest
                                > kawa z tortem). Ale do tego trzeba chyba dorosnąć, no i mieć niezwichrowaną
                                > samoocenę...


                                Noo albo nie usłyszeć - co ta ku....wa robi w moim domu?, lub po co ten frajer
                                znowu przylazł? sad
                                • babe007 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 25.07.07, 15:08
                                  Fakt, żeby coś takiego mogło mieć miejsce obie strony muszą być na normalnym
                                  poziomie. Czyli zdanie o dojrzałości i samoocenie dotyczy wszystkich "aktorów"
                                  biorących udział w "przedstawieniu".
                                • marusia1 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 25.07.07, 16:47
                                  dominika303 napisała:

                                  > Noo albo nie usłyszeć - co ta ku....wa robi w moim domu?, lub po co ten
                                  frajer
                                  > znowu przylazł? sad

                                  Ex o mnie wyraża się nie inaczej jak k..., a delikatniej "ta pani", a o ojcu
                                  swoich dzieci sk...syn. Mnie to wisi, ale najgorsze jest to, że robi to przy
                                  dziecku. Jak ono ma mieć później niezwichrowaną psychikę?
                                  A ja juz teraz zastanawiam się, jak to będzie np. na ślubie pasierba (o ile
                                  wszyscy dożyjemy). Jak będziemy siedzieć przy wspólnym stole, w jakiej
                                  kolejności? Czas pokaże jak będą wyglądały układy, ale myślę, że dużym
                                  prawdopodobieństwem jest uniknięcie przez Młodego niwygodnej dla niego sytuacji
                                  i ślubowanie po cichu. :o)
                      • marusia1 Re: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 25.07.07, 13:04
                        > A przecież są to sytuacje NIEPORÓWNYWALNE !!! Bowiem równorzedną sytuacja
                        > byłoby, gdyby eksia wizytowała dziecko w domu nexi i ojca.

                        Tak się składa, że znikomy procent ojców wychowuje dzieci, a exie je tylko
                        wizytują. Wszystko zależy od osobowości ludzi, panujących stosunków. Wiem jedno
                        - ja nie wpuszczę exi do mojego domu (już dwa razy odbierała dziecko pod
                        klatką), bo sobie tego nie życzę, a przede wszystkim dbam o NASZE dobro i święty
                        spokój. Ona jest złą osobą. Na komunii własnego dziecka zrobiła zdjęcia stołu i
                        podczas sprawy opowiadała ile to ona pieniędzy wydała (pożyczonych od koleżanki
                        na gębę), żeby dziecku uroczystość wyprawić, bo mąż nie dał jej ani złotówki
                        (oczywiście ona miała kasę na swoim koncie, do którego mój M. nie miał dostępu,
                        a mój M. utrzymywał dom). Mój M. przedstawiał w sądzie umowę- zarejestrowaną w
                        US dotyczącą sprzedaży rzeczy podczas jeszcze małżeństwa. Ale ex powiedziała, że
                        o niczym nie wiedziała i sąd oczywiście uznał jej wersję o pożyczaniu kasy
                        nażycie od koleżanek, a nie dokumenty. Mój M. był oczywiście doopowaty i
                        odpuścił wszystko (zresztą stracił przez ex zdrowie) dla świętego spokoju.
                        Dlatego i z wielu innych powodów, wolałabym, żeby mój M. nie miał więcej
                        kontaktu z tą kobietą i żeby brał córkę (która została z ex) na weekend do domu,
                        a nie wizytował ją przez 2 godziny w zamkniętym pokoju, w domu, gdzie nawet z
                        "kibla" nie może skorzystać.
                        Mam za sobą ciężki rok "układania" pasierba, ale słuchając opowieści kolegów,
                        znając historię mojego M. i inne uważam, że jeśli ojciec walczy o dziecko, to
                        rzeczywiście chodzi mu o dobro dziecka i mówiąc brzydko kładzie laskę na
                        wszystko (i alimenty), a kobiety zbyt często wykorzystują dzieci do rozgrywek z
                        byłymi małżonkami.
                        Oczywiście każda sytuacja jest indywidualna.
Pełna wersja