anna-z11
23.07.07, 19:50
Czytając inne posty doszłam do wniosku, że łatwo jest krytykować macochę za
to, że nie znosi pasierbów jeśli samemu jest się pasierbem, albo ma się dzieci
z innych związków. Mam 28 lat, mój mąż 42. Jego syn ma 12. Jesteśmy razem od 7
lat, to był mój pierwszy "poważny" związek. Pierwsze dziecko miałam z moim
mężem. Jestem po prostu zazdrosna o czas, który mąż musi poświęcić obcemu dla
mnie dziecku i oddawać obcym nasze pieniądze. Może gdybym sama była
pasierbicą, albo miała dziecko z kimś innym to byłabym tolerancyjna, ale nie
jestem w takiej sytuacji. To niesprawiedliwe mówić, że wiedziałam co biorę
więc powinnam sie z tym pogodzić. Niestety z wielu spraw nie zdajemy sobie
sprawę. Zanim pojawiło się dziecko żyliśmy na luzie. "Stać" mnie było na to,
aby zaopiekować się też pasierbem, miałam na to czas. Później zaczęły sie
obowiązki, zmęczenie i oczekiwałam od męża, aby poświęcał mi więcej czasu.
Kiedy jest weekend to zamiast spędzać go ze mną i naszym synkiem, spędzał go z
pasierbem. Miałam być szczęśliwa z tego powodu? Synek ma roczek, może to się u
mnie zmieni, ale na razie prawda jest taka, że nie znoszę pasierba. Myślę, że
potępienie takiego zachowania świadczy o braku empatii. Na szczęście są
osoby, które nie boją się pisać.