Rozluznienie wiezi?

24.07.07, 10:28
Moj NM widuje dzieci ok 2 razy w miesiacu. Zyja z matka i jej nowym partnerem
daleko, daleko od nas smile). Dzieciaki maja bardzo dobre uklady z nowym "tata".
Podobno to dobry czlowiek, niektore z Was powiedzialyby zapewne szlachetny smile
Ja tez jestem godna podziwu, skoro wzial po swoje skrzydla kobiete z dwojka
obcych sobie dzieci. Kobiete, ktora majac dwojke dzieci, nigdy nie pracowala i
nie pracuje, a ktora musi jakas czesc pieniedzy na dzieci rowniez lozyc. Tak
maja ustalone sadownie. Tzn moj NM lozy na ich utrzymanie, poza tym na rozne
ekstrasy typu zajecia poza szkolne itp placa po polowie z Ex. Pisze to by
pokazac, jaki to szlachetny jest nowy "tata", ze zdecydowal sie "zaopiekowac"
eksowa i jej dziecmi. Dzieci maja nowego, troskliwego "tate" (sam nie ma
dzieci, nie byl nigdy zonaty, rowniez z Ex mojego misia nie maja slubu).

Kiedy dzieciaki sa u nas, corka NM bardzo czesto zwraca sie do ojca imieniem
"nowego taty". Ot taki lapsus smile. Moj NM spoglada zawsze na nia po takim
incydencie niemilym wzrokiem.
Czy sadzicie, ze fakt, iz dzieci sa daleko i widuja ojca tak rzadko, wplynie
na rozluznienie wiezi miedzy NM a jego dziecmi? Maja teraz nowego, hojnego tate smile
    • kasztanka5 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 10:33
      To zalezy coccolona co chcesz uslyszec. tongue_out

      A swoja droga, to fascynujace musi byc takie zycie pelne ukladania poboznych
      scenariuszy. smile)
    • mikawi Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 10:42
      > Czy sadzicie, ze fakt, iz dzieci sa daleko i widuja ojca tak rzadko, wplynie
      > na rozluznienie wiezi miedzy NM a jego dziecmi?

      pytasz o to z nadzieją czy obawą? wink
      A odpowiedź jest dość prosta - zależy od ojca, czy będzie tę więź podtrzymywał
      czy oleje. Z wypowiedzi macoch całodobowych wynika, że nawet spore
      zaangażowanie w zycie dziecka nie powoduje, że dziecko zaczyna mniej kochac
      matkę, bo ma troskliwą macochę, więc jak sądzę w sytuacji ojciec-ojczym jest
      podobnie, o ile oczywiście ojciec jest zaangażowany w życie dzieci i dba o tę
      więź.
      A to, że dziecko przez pomyłkę zwóci się imieniem ojczyma to raczej normalne -
      jak się przebywa z kimś na codzień, to raczej często zdarza się pomylić i nie
      widzę tu żadnego problemu, a "niemiły wzrok" ojca niczego dobrego nie wnosi, bo
      nasila konflikt lojalności i buduje obraz niechęci taty do ojczyma. Nie lepiej
      po prostu zignorować i nie zauważyć pomyłki?
      • coccolona Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 10:45
        mikawi napisała:
        > pytasz o to z nadzieją czy obawą? wink

        To nie ma akurat znaczenia smile Jestem ciekawa, co Wy na ten temat sadzicie.
        • mamba30 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 10:53
          sądzę, że musisz być bardzo:
          a) sfrustrowana
          b) znudzona
          c) niedojrzała emocjonalnie

          Właściwą odpowiedź sama sobie wybierz. A może wszystkie 3.....?
          • delika1 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 11:13
            zgadzam się.I szoda ,że wmieszanę są w to niewinne istoty
            • m-m-m Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 11:20
              To, że ktoś deklaruje niechęć do kogoś nie oznacza, że w realu mu to okazuje.
              • mamba30 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 11:25
                m-m-m napisała:

                > To, że ktoś deklaruje niechęć do kogoś nie oznacza, że w realu mu to okazuje.

                Zgodzę się z Tobą, bo dokładnie taka sytuacja jest u mnie. Nie lubie
                pasierbicy, ale jej tego nie okazuję. Jak jest u nas, to jest na takich samych
                prawach, jak mój syn. Nie dzielę dzieci na swoje i obce. Tyle tylko, że
                pasierbica na moja niechęć sobie ponad 2 lata pracowała i to bardzo
                intensywnie. Przez 2 lata mimo co raz to nowszych atrakcji, które mi serwowała,
                starałam się żeby sytuacja się polepszyła. Nie udało się, a właściwie dopiero
                teraz młoda zaczęła sie inaczej zacjowywać, lepiej.

                Ja nie czuję niechęci do pasierbicy za sam fakt istnienia, ale za konkretne
                zachowania. Chyba widzisz małą różnicę......? Ja jej nie muszę lubić, ale jest
                to córką M, który ją kocha. Tak samo mi n ie przeszkadzają pieniądze, które m-c
                w m-c płyna na konto exi.

                Jednocześnie nie wybialam żuczka, doskonale wie, że dał doopy, o czym zresztą
                sama mu wielokrotnie mówiłam.
                • m-m-m Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 11:31
                  >>Ja nie czuję niechęci do pasierbicy za sam fakt istnienia, ale za konkretne
                  zachowania


                  A ja uważam, że żadna macocha ne czuje niechęci z niczego do dzieci swojego M.
                  Zawsze czytam konkretne przykłady i są to zachowania dzeci i nieodpowiednia
                  postwa ojca wględem tych zachowań.

                  Poza tym czasem faktycznie tak jest, ze kogoś sie nie lub od samego poczatku:
                  spojrzysz na kogoś , nie ważne czy to pasierbica, czy sąsiadka i juz nie
                  czujesz do niej sympatii.
                  • coccolona Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 11:40
                    Jejku M-M-M, jaka Ty jestes madra kobieta. Ja nie lubie moich pasierbow za to,
                    ze nie bedac matka ze swiadomego wyboru, musze znosic czasem obecnosc hasajacych
                    dzieciarow, robic cos tam dla nich czy dostosowac sie, bo oni chca isc np do
                    kina na film dla dzieci. Czuje sie ograniczana przez cudze dzieci.
                    Wiem, ze niektore z Was pisza tu, "nic nie musisz robic dla nich". To, ze nie
                    musze, to wiem. Tylko, ze kocham mojego NM i po prostu glupio mi by bylo
                    powiedziec mu "mam w nosie Twoje dzieci, zajmuj sie nimi sam". Nie da sie tak do
                    konca ich olac. Nawet do tego kina ide, zeby NM nie zrobilo sie przykro, zeby
                    nie wiedzial, ze mam gdzies te dzieci, ze sie izoluje. Czasem znajde jakas
                    wymowke, ale nie moge zyc z NM nieustannie je olewajac.

                    A drugi kolejny problem, to fakt, ze to sa dzieci innej exiary. Po prostu. I nic
                    na to nie poradze. Rzucajcie sobie kamieniami.
                    • lilith76 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:12
                      > nie bedac matka ze swiadomego wyboru

                      coccolona, bez urazy, ale świadomie nie chcąc być matką (masz do tego pełne prawo) i wybierając faceta z dziećmi wykazałaś się jednak odrobiną bezmyślności.
                      Choć masz przynajmniej szansę, że ten facet nie będzie cię męczył o ciążę, bo jakieś dzieci już ma.
                    • m-m-m Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:27
                      No dobrze, ale niczego nie zmienisz: te dzieci są i będą, rzecz w tym, że Twój
                      M. nie wie zapewne co naprawdę myślisz o jego dzieciach. Może jednak mu
                      powiedz, że jego dzieci Cię męczą, rozumiesz jego potrzeby ojcowania, ale jeśi
                      to możlwe to jednak wolałabyś nie brać udzału we wszystkich eskapadach (typu
                      kino).
                      Na to metody nie ma: Twój M. pewnie ciężko zniesie Twoje słowa, ale lepsze to,
                      niż udawanie, że bardzo lubisz chodzić całą gromadą do kina. W pewnym momencie
                      taka postawa udawania wobec M. spowoduje wiele konfliktóww waszym związku, bo
                      jak długo to wytrzymasz. Jeśli nie uda Ci się wypracować czasu dla siebie, gdy
                      on spotyka się z dziećmi i nie uda Ci się przejść z niechęci do obojętności
                      wobec jego dzieci to długo w takim układzie nie wytrzymsz, asama chyba wiesz,
                      że alternatywa, ze tych dzieci wcale nie będzie nie istnieje.
                  • babe007 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 11:46
                    m-m-m napisała:

                    > A ja uważam, że żadna macocha ne czuje niechęci z niczego do dzieci swojego
                    M.

                    Hmmm, czyżbym była wyjątkiem (takim co to mają potwierdzac regułę ;-P). Moja
                    macocha czuła do mnie na tyle dużą niechęć, że robiła wszystko, żeby do minimum
                    ograniczyć mój kontakt z ojcem (widywał się ze mną - niezmiernie żadko z
                    resztą - tylko i wyłącznie w tajemnicy), zabroniła mu mówić KOMUKOLWIEK (z ich
                    wspólnymi dziećmi na czele) o moim istnieniu. A przecież nic złego jej nie
                    zrobiłam. Nie miałam nawet okazji jej poznać (ona też widziała mnie tylko na
                    zdjęciach - nigdy nie rozmawiałyśmy).
                    • m-m-m Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 11:59
                      A jakie było stanowisko Twojego ojca? Co on zrobił by wasze kontakty były
                      poprawne?
                      • babe007 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:21
                        m-m-m napisała:

                        > A jakie było stanowisko Twojego ojca? Co on zrobił by wasze kontakty były
                        > poprawne?


                        He, he, wiedziałam, że tak zareagujesz smile. Tak, mój ojciec dał d..., jest, był
                        i bedzie pierdołą i pantoflarzem (to, że dał d... w całej tej sytuacji
                        powiedziałam mu podczas "oczyszczającej" rozmowy już jako dorosła kobieta).
                        Jest winny, wysoki sądzie! Ale my tu piszemy o czymś innym. Stwierdziłas (tak
                        upraszczając), że jeżeli macocha czuje niechęć do pasierbów to jest jakiś tego
                        powód (czytaj - czymś sobie na to "zapracowały"). To ja się grzecznie pytam,
                        czym zapracowałam na niechęć swojej macochy poza faktem, że istnieję i
                        bezczelnie (swoim istnieniem) przypominam o fakcie, że mój ojciec "jak go
                        brała" nie był prawiczkiem ;-P?
                        • m-m-m Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:30
                          >>>Stwierdziłas (tak
                          > upraszczając), że jeżeli macocha czuje niechęć do pasierbów to jest jakiś
                          tego
                          > powód (czytaj - czymś sobie na to "zapracowały")


                          To "czytaj" jest Twoją nadinterpretacją, bo akurat u Ciebie powodem jest zła
                          postawa ojca i to on zapracowal na niechęć Twojejmacochy do Ciebie: nic z tym
                          nie zrobił.
                          • babe007 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 13:19
                            m-m-m napisała:

                            >> To "czytaj" jest Twoją nadinterpretacją,

                            Pozwolisz, że Cię zacytuję

                            "...A ja uważam, że żadna macocha ne czuje niechęci z niczego do dzieci swojego
                            M. Zawsze czytam konkretne przykłady i są to zachowania dzeci i nieodpowiednia
                            postwa ojca wględem tych zachowań..."

                            I teraz pozwolę sobie zapytac jakie MOJE zachowanie i nieodpowiednia postawa
                            ojca wobec tego zachowania stała się podstawą do niechęci macochy do mnie?



                            bo akurat u Ciebie powodem jest zła postawa ojca i to on zapracowal na niechęć
                            Twojejmacochy do Ciebie: nic z tym nie zrobił.


                            A tego nie rozumiem. Jak mój ojciec zapracował na niechęć macochy do mnie? Czy
                            przez to, że potulnie, z położonymi po sobie uszami dostosował sie do jej żądań
                            usunięcia mnie ze swojego życia? Jego winą (w stosunku do mnie - o czym mu
                            powiedziałam) był brak "tupniecia nogą" i powiedzenia, że ja również jestem
                            jego dzieckiem i nie "wytrze mnie gumką myszką". Nie zgodzę sie jednak z
                            sugestią, że w stosunku do dziecka (którym wtedy byłam)winy nie ponosi
                            ówczesna żona ojca. Byłaby OK, gdyby (tak jak robią niektóre macochy z tego
                            forum) nie zachęcała, ale i nie przeciwdziałała kontaktom mojego ojca ze mną.
                            Ponieważ czynnie działała w tym kierunku, żeby nasze kontakty ograniczyć (do
                            zera) - moim zdaniem - jest współwinną całej tej sytuacji.
                            • m-m-m Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 13:25
                              >>>> tego nie rozumiem. Jak mój ojciec zapracował na niechęć macochy do mnie?
                              Czy
                              > przez to, że potulnie, z położonymi po sobie uszami dostosował sie do jej
                              żądań
                              >
                              > usunięcia mnie ze swojego życia? Jego winą (w stosunku do mnie - o czym mu
                              > powiedziałam) był brak "tupniecia nogą" i powiedzenia, że ja również jestem
                              > jego dzieckiem i nie "wytrze mnie gumką myszką".



                              Tak, dokłądnie jego winę opisałaś.


                              >>>>Ponieważ czynnie działała w tym kierunku, żeby nasze kontakty ograniczyć
                              (do
                              > zera) - moim zdaniem - jest współwinną całej tej sytuacji.



                              Ale mniej winna niż Twój ojciec. Jej nie musiało zależeć na Twoim kontakcie z
                              ojcem, to jemu powinno zależeć.
                              Zapewne Twoja maocha byłaby na tym forum zachecana do neutralności, ale takiej
                              grupy wsparcia nie miała, wiec robiła to co robiła.
                              Ja nadal uważam, że to twój ojciec odpowiada w całej rozciągłości za brak
                              wszych kontaktó.
                              • babe007 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 14:05
                                m-m-m napisała:

                                > >>>> tego nie rozumiem. Jak mój ojciec zapracował na niechęć ma
                                > cochy do mnie?
                                > Czy
                                > > przez to, że potulnie, z położonymi po sobie uszami dostosował sie do jej
                                >
                                > żądań
                                > >
                                > > usunięcia mnie ze swojego życia? Jego winą (w stosunku do mnie - o czym m
                                > u
                                > > powiedziałam) był brak "tupniecia nogą" i powiedzenia, że ja również jest
                                > em
                                > > jego dzieckiem i nie "wytrze mnie gumką myszką".
                                >
                                >
                                >
                                > Tak, dokłądnie jego winę opisałaś.
                                >

                                Tyko, że nadal nie widzę innego powodu niechęci mocochy do mnie niż
                                irracjonalne "za to, ze istnieje". Bo przecież zachowanie mojego ojca nie było
                                powodem tej niechęci tylko jej wynikiem. Nie prawdaż?

                                • m-m-m Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 14:51
                                  Tyko, że nadal nie widzę innego powodu niechęci mocochy do mnie niż
                                  irracjonalne "za to, ze istnieje". Bo przecież zachowanie mojego ojca nie było
                                  powodem tej niechęci tylko jej wynikiem. Nie prawdaż


                                  Nie wiem jakie były rzeczywiste przyczyny niechęci macochy do Ciebie, Tobie
                                  akurat przekazano, że tylko dlatego, że byłaś, ale czy to prawda to nie wiem,
                                  może to postawa Twojej matki, może inne zupełnie nieznane powody.
                                  • babe007 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 14:58
                                    Ale, czy uważasz iż powód który ja podałam nie może byc prawdziwy (że poprostu
                                    nie zdarza się, że macocha pała niechęcią do dziecka swojego partnera/męża
                                    tylko za sam fakt jego (dziecka) istnienia)?
                            • dominika303 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 13:25
                              Babe smile
                              nie obraz się , ale przeciez nikt z nas z wami nie mieszkał i możemy jedynie
                              gdybyć co było takim a nie innym powodem takiego zachowania macochy .

                              Równie dobrze mogła to być zazdrość o wysokość alimentów, jak też niechęć do
                              upierdliwej exi i zarazem przelanie tych uczuć na ciebie, równie dobrze mogło
                              to być wynikiem ustaleń twojego ojca i macochy, np mógł jej obiecać, ze twoja
                              osoba nigdy nie wpłynie na ich życie itp ... powodów moze byc na prawde duzo.
                              I myslę, ze jedyna kompetentną osobą do udzielenia ci tych odpowiedzi będzie
                              ojciec i macochca i matka, my tutaj raczej możemy co najwyżej snuc mgliste
                              przypuszczenia sad
                              • babe007 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 13:50
                                Dominiko, pozwolę sobie odpowiedziec w punktach

                                dominika303 napisała:

                                > Babe smile
                                > nie obraz się , ale przeciez nikt z nas z wami nie mieszkał i możemy jedynie
                                > gdybyć co było takim a nie innym powodem takiego zachowania macochy .
                                >
                                > Równie dobrze mogła to być zazdrość o wysokość alimentów,

                                To było dawno temu (lata 70 i 80) ojciec mieszkał (i nadal mieszka) w USA a
                                alimenty wynosiły 50 USD miesięcznie. W czasach komunizmu to była bardzo
                                przyzwoita kwota (ale w POLSCE!). Przyznasz, że w czasach "nowożytnych" w USA
                                50 dolarów dla normalnie zarabiającego męzczyzny nigdy nie było kwotą, o której
                                ktos wogóle by dyskutował.


                                jak też niechęć do
                                > upierdliwej exi i zarazem przelanie tych uczuć na ciebie,

                                ze względu na odległość jak również na fakt, że moja mama miała swoje życie i
                                sprawy nie kontaktowała się z moim ojcem praktycznie nigdy. Trudno więc byłoby
                                nazwać ją upierdliwą ex

                                równie dobrze mogło
                                > to być wynikiem ustaleń twojego ojca i macochy, np mógł jej obiecać, ze twoja
                                > osoba nigdy nie wpłynie na ich życie itp ...

                                No cóż, ani ktoś kto takie obietnice składa, ani ktoś kto ich wymaga nie
                                wystawia sobie najlepszego świadectwa...

                                powodów moze byc na prawde duzo.
                                > I myslę, ze jedyna kompetentną osobą do udzielenia ci tych odpowiedzi będzie
                                > ojciec i macochca i matka, my tutaj raczej możemy co najwyżej snuc mgliste
                                > przypuszczenia sad

                                z ojcem rozmawiałam - bije się w piersi i przyznaje do swojej "dupowatości",
                                mojej mamy ta sprawa zupełnie nie dotyczy, a z macochą nie porozmawiam, bo juz
                                od jakiś 10 lat nie jest żoną mojego ojca i, jak się łatwo domyślić, nie mam z
                                nią żadnego kontaktu.
                                • dominika303 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 14:09
                                  Babe smile
                                  sama widzisz, ze nasze domysły nijak mają się do waszego ówszesnego życia sad

                                  I zastanowiło mnie tylko jedno, czy gdyby twój ojciec nadal był mężem owej
                                  macochy powiedziałby ci to, co teraz ci powiedział o tej dupowatości ?? -
                                  raczej smiem watpić sad

                                  Przykro mi.

                                  Ale nie mam dobrego zdania o panach , którzy wiecznie zaliczają rozwody sad
                                  Jeden jestem jeszcze w stanie zrozumieć- bo młodość bład itp
                                  Ale drugi po tylu latach ...........sad
                                  Stawia to niestety twojego ojca w jeszcze gorszym świetle sad

                                  Ulega on chwilom, nie bierze odpowiedzialności za swoje decyzje, a gdy jest żle
                                  to sie rozwodzi, unika kontaktów z własnym dzieckiem itd

                                  Przykro mi , naprawdę.

                    • marta_kasia Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 14:45
                      Jezeli nigdy nie roz,awialyscie, i na dodatek ona widziala Cie tylko na
                      zdjeciach, to skad wiesz, co do Ciebie czula?
                      Pytam z ciekawosci.
                      Corka mojego M nie chce sie mna i ze swoim przyrodnim rodzenstwem spotykac. Ja
                      to szanuje i sie nie narzucam.
                      • babe007 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 14:54
                        Wiesz, umiem wyciągać wnioski. Jeżeli ojciec widuje się ze mna pokryjomu (niby
                        jedzie odwiedzić swoja matkę w Szwecji, a dodatkowo w tym czasie organizowany
                        jest mój przyjazd (a ja "gumowe ucho" słyszę podczas rozmowy dorosłych, że ONA
                        nie może sie dowiedzić, że ja tam też byłam - podczas trwania tego małżeństwa
                        ojciec nigdy nie przyjechał odwiedzić mnie w Polsce), jeżeli (już jako dorosła
                        osoba) dowiaduję się, że moje przyrodnie rodzeństwo nie wie o moim istnieniu, a
                        mój ojciec ma zakaz mówienia komukolwiek (wśród znajomych i jej rodziny w USA)
                        o tym, że był już kiedyś żonaty i , o zgrozo (!), ma dziecko. To jak myślisz,
                        osoba, która się tak zachowuje robi to z sympatii, czy też nie?
                        • marta_kasia Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 15:06
                          Bardzo to dziwne.... jak to ojciec mial ZAKAZ mowienia o dziecku?
                          Wiesz, moze to ze strony macochy nie byla niechec. Moze ona po prostu nie
                          akceptowala swojej wlasnej sytuacji i starala sie ja ukryc przed swiatem
                          korzsytajac z odleglosci, jak dzielila Twojego ojca i jego przeszlosc, czyli w
                          jej rozumieniu - Ciebie. A w takim razie to po prostu niedojrzala i zaklamana
                          istota - nie masz wiec czego zalowac.
              • coccolona Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 11:26
                Dokladnie tak. Pasierby nie maja pojecia, co tak naprawde sobie mysle i nigdy
                pewnie sie nie dowiedza. Zachowuje sie normalnie wobec nich. Wiec nie widze tu
                powodu, dla ktorego mialy by te biedne istotki cierpiec.

                W zyciu tak juz jest, ze nie lubimy jakichs tam osob, ale zachowujemy sie wobec
                nich kulturalnie, robimy dobra mine do zlej gdy. Jedynie osoby szlachetne tak
                nie maja...
          • coccolona Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 11:14
            Jedno jest pewne, nie lubie moich pasierbow. Bardzo cenie natomiast mojego NM za
            to, ze jest kochajacym ojcem. To o nim tylko dobrze swiadczy. Ale ja nie musze z
            tego powodu kochac jego dzieci.

            Na poczatku rozmawialismy o rozpadzie ich jego malzenstwa, o tym, ze dzieciaki
            wyjechaly z matka do innego miasta, daleko. Powiedzial mi ze lzami w oczach, jak
            trudne jest dla niego to, ze inny mezczyzna bedzie wychowywal jego dzieci.
            Zrobilo mi sie go zal, choc z drugiej strony ciesze sie, ze nie musze sama
            czesto widywac jego dzieci. Nie lubie ich, ale nie chcialabym tez z drugiej
            strony, zeby spotkalo je cos zlego. Wtedy cierpialby rowniez moj misio a ja z
            jego powodu.
    • joanna-walencja Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 11:47
      bardziej niz troske o dobro dzieci wyczuwam w tym poscie zazdrosc, ze nowy M
      eksi jest dobrze sytuowany i zeby przypadkiem eksi nie bylo lepiej niz
      Coccolonie. troche to niesmaczne, zagladac innym do porfela... nic Ci od tego,
      Coccolono nie przybedzie. I nie rozumiem tego podkreslania braku slubu...
      Naprawde uwazasz, ze obraczka rozwiazuje wszystkie problemy i nierozerwalnie
      wiaze ze soba ludzi?
      • coccolona Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 11:55
        Nie, my tez nie mamy slubu.
        Nie jest to kwestia zazdrosci, nam sie swietnie powodzi. Jednak gdybym miala
        dzieci, to wstyd by mi bylo, zeby inny mezczyzna utrzymywal mnie i nieswoje
        dzieci. Poszlabym jak najszybciej do pracy. Poza tym skoro exowa oszczedza na
        telefonie, puszcza sygnaly do dzieci jak sa u nas, zeby one oddzwanialy z
        telefonu ojca, bo jest zamozny, to chyba jednak jej sie nie przelewa. Partner ex
        zreszta tez pusil kiedys sygnal.
        • joanna-walencja Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:05
          Jednak gdybym miala dzieci, to wstyd by mi bylo, zeby inny mezczyzna
          utrzymywal mnie i nieswoje dzieci. Poszlabym jak najszybciej do pracy.

          Nie wierze, najwieksza przyjemnoscia pozwolilabys sie utrzymywac.
          • coccolona Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:14
            Siebie sama moze i tak smile
            O ile exowa powiedzmy, ze zajmuje sie domem, to cos sie jej za to nalezy. Ale
            pozwalac mezczyznie lozyc na cudze dzieci? Nawet ja bym nie mogla smile
            Z reszta nigdy mnie to nie spotka, jestem tlumaczem jezykow obcych i swietnie mi
            sie powodzi. Nawet gdyby NM nie byl bogaty niczego by mi nie brakowalo.
    • lilith76 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:18
      Wszystko zależy od jakości kontaktów ojca z dziećmi - mogą być rzadkie, ale dobre.
      I zgadzam się z mikawi, ja też czytam wypowiedzi macoch całodobówek i widać tam, że matka może topić się w nałogach, widywać dziecko rzadko, olewać je, ale i tak jest ta kochana i ta jedyna. Ojca też można tak wywalić na cokół, bo w przeciwieństwie do ojczyma, nie wymaga, nie karze, nie pilnuje, tylko jest odświętny jak cyrk i zoo.

      > Kiedy dzieciaki sa u nas, corka NM bardzo czesto zwraca sie do ojca imieniem
      > "nowego taty".

      To zrobił Mały ostatnio - do mamy zwrocił się moim imieniem. Chyba zniosła to pogodnie.
      • babe007 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:29
        lilith76 napisała:

        > > Kiedy dzieciaki sa u nas, corka NM bardzo czesto zwraca sie do ojca imien
        > iem
        > > "nowego taty".
        >
        > To zrobił Mały ostatnio - do mamy zwrocił się moim imieniem. Chyba zniosła to
        p
        > ogodnie.

        Hłe, hłe, a moim dzieciom po weekendzie z ojcem zdarza się powiedzieć do
        mnie "tato" smile (albo - o zgrozo ;-D - "babciu"!)
        >
        • mamba30 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:33
          babe007 napisała:

          > Hłe, hłe, a moim dzieciom po weekendzie z ojcem zdarza się powiedzieć do
          > mnie "tato" smile (albo - o zgrozo ;-D - "babciu"!)
          > >

          To "babciu" to ja parokrotnie od syna usłyszałam, po pobycie u babci smile)
          • babe007 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 13:03
            Prwada, że "mrozi" smile)))?
            • mamba30 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 13:17
              niom, przypomniałam sobie, że też się zdarzyło, że tak na biegu chciał cos
              powiedzieć i tata do mnie powiedział, też po pobycie u ojca smile))))))))
              • joanna-walencja Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 13:24
                a ja kiedys napisalam czulego SMS zaczynajacego sie od "kochany zuczku" czy cos
                w tym rodzaju i przez pomylke wyslalam do kolezanki, z ktora akurat dopiero co
                sie poklocilam... strasznie byla zdziwiona, ze sie z nia tak czule godze smile
                • mamba30 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 13:26
                  he he he oplułam monitor smile))))
          • e_r_i_n Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 18:08
            mamba30 napisała:

            > To "babciu" to ja parokrotnie od syna usłyszałam, po pobycie u babci smile)

            Norma wink. Moje dziecko spedza teraz wakacje u babci, ja przyjechalam tydzien
            temu na dwa tygodnie urlopu. I jeszcze dzisiaj bylam 'babcią' wink. A moja mama -
            'mamą'.
        • coccolona Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:35
          Po czyms takim moj NM jest zawsze lekko skonsternowany. Chyba jednak caly czas
          go boli, ze inny mezczyzna wychowuje jego dzieci
          • m-m-m Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:47
            Na pewno jest mu przykro, no ale znowu: czuje się on jako ojciec z tym źle, ale
            nie powinen okazywać tego dzieciom. Trudno, może co najwyżej starać się
            pogłębić więź z dziećmi, a nie udawać, że problemu nie ma i że zawsze będzie
            miał dominującą pozycję wobec ojczyma, który jest z jego dziećmi na codzień.
            Bo jednak pozycja matki wobec maochy nawet całodobowej moim zdaniem z reguły
            nie jest tak łatwo zagrożona, jak to jest wypadku ojca.
      • m-m-m Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:32
        >>> Ojca też można tak wywalić na cokół, bo w przeciwieństwie do
        ojczyma, nie wymaga, nie karze, nie pilnuje, tylko jest odświętny jak cyrk i
        zoo.



        No, kapitalne: odświętny jak cyrk i zoo big_grinDDDDDD
        • dominika303 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:46
          Odpowiadając na pytanie ...
          więzi ulegnął rozluznieniu w momencie bardzo sporadycznych kontaktów, moga tez
          stracić na mocy przy wyjątkowej pracy exi.

          Każdy rodzic ciężko znosi taką sytuacje, ale kiedyś się z niej otrząsa i zyje
          dalej ......... sad
          Czy do końca zycia w sercu będzie nosił zadrę nie wiem .
          Ale początki sa bardzo nieciekawe sad

          Exia NM postawiła sobie za punkt honoru wywalić NM z życia pasierbicy .
          Ja z tego powodu włosów na głowie nie rwę - zwisa mi to tongue_out
          Jasne , ze na początku przejmowałam sie takim obrotem spraw, ale teraz mam to
          gdzieś .
          To nie moje dziecko i to nie mój problem.
          Oboje wyjatkowo niedojrzale podeszli do pasierbicy juz w samym pomencie jej
          poczecia - jako ratunek dla związku. Pożniej jako karta przetargowa w sadzie,
          teraz jako skrzywdzona sierotka w rodku potrzebująca wiecznie psychologa sad .

          Znudziło mi się rozwiązywanie cudzych problemów.
          Mimo moich uczuć do NM nie jestem w stanie zaangażowac się w walkę z exią o
          pasierbicę, bo .............. po prostu jej obecność nie jest mi niezbędna do
          życia.
          • m-m-m Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 12:50
            >>>Mimo moich uczuć do NM nie jestem w stanie zaangażowac się w walkę z exią o
            pasierbicę, bo .............. po prostu jej obecność nie jest mi niezbędna do
            życia.


            I słusznie. Ty możesz M. wspierać, ale nie oznacza to, że jego dziecko będzie
            dla Ciebie tak samo ważne jak dla niego i ztego tytułu ie musisz mieć wyrzutó
            sumienia. Jak on chce niech walczy sam.
            • dominika303 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 13:19
              MMM smile
              nie miałam , nie mam i nie zamierzam mieć z tego tytułu wyrzutów sumienia.
              Niestety lub stety bliższe memu sercu są me chrzesniaki niż pasierbica i nie
              mam zamiaru tego zmieniać.
              U mnie ona jest na takim samym miejscu jak jakas daleka ciotka NM , nawet nie
              obok jego rodziców czy dziadków , jest daleko daleko w tyle. Czyli jest bo jest.
              A jakby jej nie było to świat też by mi się nie zawalił.
              • m-m-m Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 13:28
                Na pewno by się swiat nie zawalił, ja Cię nie namawiam to posadzenia pasierbicy
                na równi z Twoimi innymi bliskimi, ja uważam, że poprawne kontakty z pasirbami
                to jest naprawdę bardzo dużo. Poprawne, a nie entuzjastyczne.
                • dominika303 Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 13:36
                  Masz rację smile
                  ale ja jestem już w takim miejscu gdzie najlepszym rozwiązaniem dla mnie jest
                  całkowity brak kontaktów.Mam w życiu wystarczająco dużo stresów i nie pragne
                  mieć ich wiecej.
                  Nie jestem niczyją dłużniczką aby się mną bawic w nieskończonosć. Próbowałam
                  kilka lat , bez efektu, więc nawet jeśli teraz exia przyczłapałabym na kolanach
                  to nie ma już szans na moje zaangażowanie w życie obcego dla mnie dziecka.

    • marta_kasia Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 15:13
      Jest tu taki swiezy watek: Punkt widzenia..... Mam wrazenie, ze on odpowiada na
      Twoje pytanie - zobacz, tam widac wyraznie, ze nawet wiez macocha - pasierb
      zalezy od czestosci kontaktow. Przy 24 h jest jakos lepiej - maja mozliwosc sie
      poznac, dotrzec. Rzadkie kontakty sa najwyzej poprawne.
      Sadze, ze w przypadku ojca bedzie tak samo.
      Ja osobiscie dbam o to, zeby moj M spotykal sie z corka czesto - widuja sie
      srednio 2 razy w tygodniu, a ona ma juz 19 lat. I ja pilnuje, zeby on nawet
      wtedy, kiedy jest strasznie zapracowany, nie zaniedbywal tych kontaktow. Nie
      twierdze, ze to latwe, ba - nawet czasem bardzo trudne. Corka M nie chce sie
      spotykac ze mna i swoim rodzenstwem, ma tez spore wymagania finansowe i rzuca
      uwagi typu: po co mi to rodzenstwo, skoro bede musiala sie z nimi dzielic
      spadkiem po ojcu. Ale mam nadzieje, ze kiedys moje dbanie o jej miejsce w zyciu
      ojca wyjdzie na zdrowie takze mnie (moj M moja postawe docenia).
    • mangolda Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 17:21
      Pasierby w końcu przestaną Was najeżdżać to tylko kwestia czasu.
      Najlepiej jakby je nowy tatuś przysposobił.
      Jak najszybciej daj dzieci swojemu M to i o pasierbach zapomni.
      • coccolona Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 17:27
        O, czesc Mangolda! Milo Cie poznac. Tyle o Tobie slyszalam. Podobno Ty to ja smile
    • m-jak-magi Re: Rozluznienie wiezi? 24.07.07, 18:17
      jestes godna podziwu ?? z jakiego powodu ??
Inne wątki na temat:
Pełna wersja