coccolona
24.07.07, 10:28
Moj NM widuje dzieci ok 2 razy w miesiacu. Zyja z matka i jej nowym partnerem
daleko, daleko od nas

). Dzieciaki maja bardzo dobre uklady z nowym "tata".
Podobno to dobry czlowiek, niektore z Was powiedzialyby zapewne szlachetny

Ja tez jestem godna podziwu, skoro wzial po swoje skrzydla kobiete z dwojka
obcych sobie dzieci. Kobiete, ktora majac dwojke dzieci, nigdy nie pracowala i
nie pracuje, a ktora musi jakas czesc pieniedzy na dzieci rowniez lozyc. Tak
maja ustalone sadownie. Tzn moj NM lozy na ich utrzymanie, poza tym na rozne
ekstrasy typu zajecia poza szkolne itp placa po polowie z Ex. Pisze to by
pokazac, jaki to szlachetny jest nowy "tata", ze zdecydowal sie "zaopiekowac"
eksowa i jej dziecmi. Dzieci maja nowego, troskliwego "tate" (sam nie ma
dzieci, nie byl nigdy zonaty, rowniez z Ex mojego misia nie maja slubu).
Kiedy dzieciaki sa u nas, corka NM bardzo czesto zwraca sie do ojca imieniem
"nowego taty". Ot taki lapsus

. Moj NM spoglada zawsze na nia po takim
incydencie niemilym wzrokiem.
Czy sadzicie, ze fakt, iz dzieci sa daleko i widuja ojca tak rzadko, wplynie
na rozluznienie wiezi miedzy NM a jego dziecmi? Maja teraz nowego, hojnego tate