anastazjapotocka
25.07.07, 12:23
Z tego, co się zdążyłam "na gorąco" zorientować, jedną z Pań bardzo się na
naszym macoszym forum pospolituje za określenie narzeczonego eksi jej męża
słowem LOWELAS, tak więc chciałam zająć głos w kwestii formalnej.
LOWELAS to mężczyzna atrakcyjny dla kobiet, z łatwością je uwodzący,
niezdolny do trwałego uczucia monogamicznego. Przygody z kobietami stanowią
dla niego rozrywkę, a swoje partnerki na ogół traktuje przedmiotowo.
Słowo pochodzi od nazwiska Robert Lovelace, który był bohaterem powieści
Samuela Richardsona. To nazwisko można przetłumaczyć jako "sidła miłości" od
love-miłość i lace-sznury, sidła.
Tak więc Pani określiła partnera eksi swego męża z wyjątkową kurtuazją i
pewnie mocno na wyrost.
Co do mojego (piętnowanego przez niektóre uczestniczki forum)
określenia "pasierbiatki" - otóż kojarzy mi się ono z surykatkami (zwierzątka
skąd inąd śliczne i roztropne), bo do surykatki była podobna moja pasierbica
zanim utyła.
Przyzwyczajenie pozostało i nie widzę NIC uwłaczającego w
określeniu "pasierbiatka" - raczej jest pieszczotliwe i bardziej osobiste,
niż negatywne.
Wpis o młódkach i celulitisie - świetny, aczkolwiek związany z upływem czasu
oraz mało mający wspólnego z rzeczywistością.
Do forumowiczek mało mi życzliwych!
Nie mam na myśli siebie (z tym celulitisem i przez złośliwe osoby
przypisywaną mi strością), bo w Hiszpanii schudłam do rozmiaru 36 (niech ich
szlag z tą modą na bikini), zapuściłam włosy, które przefarbowałam na
waniliowy blond i wyglądam na 36 lat. Tak więc żadne ewentualne docinki pań
mnie nie lubiących, nie zrobią na mnie żadnego wrażenia.
Czego i Pani (nielubianej przez Chalsię) również życzę.
Na marginesie: Chalsia nie lubi także mnie. I co? I nic.
Mam się świetnie, a jej uczucia do mnie nie wpłynęły w najmniejszym stopniu
na moje poglądy.
Witam serdecznie WSZYSTKIE Panie.