damiri
26.07.07, 04:20
Jako, ze z dnia na dzien zostalam pelnoetatowa machocha i trudno mi sie
odnalesc w tej sytuacji, mysle duzo nad moimi skomplikowanymi i nieraz
sprzecznymi uczuciami. I zastanawiam sie czy ja sie do tego naprawde nadaje.
W dodatku czuje sie troche glupio, bo jak chyba delika wielokrotnie duzymi
literami tu wykladala, powinnam byla sie zastanowic przed zwiazaniem sie z
dzieciatym facetem i powinnam byla nabyc pelna swiadomosc tego na co sie
decyduje zanim sie zdecydowalam. Ze tak robia dojrzale kobiety.
No i doszlam do wniosku, ze taka pelna swiadomosc jest w wielu przypadkach po
prostu niemozliwa do osiagniecia. Ja nie wskoczylam w ten zwiazek na oslep.
Zastanawialam sie jak to bedzie i czy sobie poradze. Rozmawialismy na ten
temat wiele z M. I co? Ano jest kompletnie inaczej niz to sobie wyobrazalam w
naszych dyskusjach. Przede wszystkim, nie bedac rodzicem, kompletnie umknelo
mojej uwadze to, ze M bedzie najpierw ojcem a dopiero potem moim mezem. Ze
taka bedzie kolejnosc jego funkcji i zobowiazan. W roznych scenariuszach,
ktore rozwazalam zawsz bylismy my i przy nas jego dzieci. Teraz widze, ze to
sa raczej oni i przy nich ja - mimo, ze M bardzo sie stara zebym tego tak nie
odbierala. Ale ja wiem, ze tam gdzie moje potrzeby sa w konflikcie z
potrzebami dzieci, priorytetem jest dobro dzieci a moje dopiero w drugiej
kolejnosci. I nie mam o to pretensji. Rozumiem ze taka jest funkcja rodzica.
Chodzi mi tylko o to, ze czasami pomimo najszczerszych checi nie da sie
przewidziec jak to naprawde bedzie. Wydawalo mi sie, ze dobrze przemyslalam
sprawe a tu bum! z powodu nie bycia matka umknal mi caly zasadniczy aspekt
sprawy. A pewnie byloby mi latwiej gdybym byla na to przygotowana.