O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :)

26.07.07, 04:20
Jako, ze z dnia na dzien zostalam pelnoetatowa machocha i trudno mi sie
odnalesc w tej sytuacji, mysle duzo nad moimi skomplikowanymi i nieraz
sprzecznymi uczuciami. I zastanawiam sie czy ja sie do tego naprawde nadaje.
W dodatku czuje sie troche glupio, bo jak chyba delika wielokrotnie duzymi
literami tu wykladala, powinnam byla sie zastanowic przed zwiazaniem sie z
dzieciatym facetem i powinnam byla nabyc pelna swiadomosc tego na co sie
decyduje zanim sie zdecydowalam. Ze tak robia dojrzale kobiety.
No i doszlam do wniosku, ze taka pelna swiadomosc jest w wielu przypadkach po
prostu niemozliwa do osiagniecia. Ja nie wskoczylam w ten zwiazek na oslep.
Zastanawialam sie jak to bedzie i czy sobie poradze. Rozmawialismy na ten
temat wiele z M. I co? Ano jest kompletnie inaczej niz to sobie wyobrazalam w
naszych dyskusjach. Przede wszystkim, nie bedac rodzicem, kompletnie umknelo
mojej uwadze to, ze M bedzie najpierw ojcem a dopiero potem moim mezem. Ze
taka bedzie kolejnosc jego funkcji i zobowiazan. W roznych scenariuszach,
ktore rozwazalam zawsz bylismy my i przy nas jego dzieci. Teraz widze, ze to
sa raczej oni i przy nich ja - mimo, ze M bardzo sie stara zebym tego tak nie
odbierala. Ale ja wiem, ze tam gdzie moje potrzeby sa w konflikcie z
potrzebami dzieci, priorytetem jest dobro dzieci a moje dopiero w drugiej
kolejnosci. I nie mam o to pretensji. Rozumiem ze taka jest funkcja rodzica.
Chodzi mi tylko o to, ze czasami pomimo najszczerszych checi nie da sie
przewidziec jak to naprawde bedzie. Wydawalo mi sie, ze dobrze przemyslalam
sprawe a tu bum! z powodu nie bycia matka umknal mi caly zasadniczy aspekt
sprawy. A pewnie byloby mi latwiej gdybym byla na to przygotowana.
    • joanna9969 Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 05:40
      Ta sytuacja jest nowa dla was wszystkich .
      Nawet macocha weekendowym ciezka przestawic sie na calodobowke .
      Bo jest to zupelnie inna para butow.
      Na dzien dzisiejszy mloda u nas wystepuje na zasadzie goscia ,
      to znaczy ze nie jest wdrazana w zycie rodziny , ani
      nie przejawia do tego zadnych zapedow, a kazde jej przyjscie
      laczy sie z tym ze w koncu wyjdzie , mimo ze jej obecnosc mi specjalnie
      nie przeszkadza .
      Szczerze jednak macocha calodobowa z calego serca nie chcialabym zostac .
      jesli chodzi zas o stosunki rodzinne , to w normalnej sytuacji czlowiek nie jest
      ani najpierw rodzicem ani mezem czy zona , tylko pelni te funkcje rownoczesnie
      (podobnie jak wiele innych funkcji np bycia przyjacielem czy synem/corka) i
      potrafi pogodzic te funcje zyciowe bez krzywdzenia nikogo . Przeciez ty tez nie
      stalas sie nagle mniej czy wiecej dzieckiem swoich rodzicow tylko dla tego ze
      wyszlas za maz.Ty jako zona nadal jestes dla niego jedyna i najwazniejsza a
      dzieci to osobna sprawa , osobna plaszczyzna.
      Mam nadzieje ze wszystko sie wam jednak szczesliwie ulozy.
    • m-jak-magi Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 06:42
      rzeczywiscie trudna sytuacja. madrze powiedziala joanna ze nawet macochy
      przechodzace tzw weekendowy trening bardzo dlugo i nie bez problemow
      przyzwyczjaja sie do nowej calodobowej sytuacji.
      chcialam ci powiedziec ze nie powinnas oczekiwac od siebie zbyt duzo. daj sobie
      czas, tyle czasu ile potrzebujesz. staraj sie na poczatku stac z boku i
      obserwowac. to bedzie cie oczywiscie czynic ta osoba "dodatkowa" bo przy braku
      calkowitego zaangazowania w codzienne zycie bedzie jednak podzial oni i ty ale
      mysle ze taki dystans jest ci po prostu potrzebny.
      nie rezygnuj ze swojego dotychczasowego trybu zycia z dnia na dzien raczej
      powoli zmieniaj swoja rutyne.
      porozmawiaj z mezem i wspolnie ustalcie w jakie dziedziny wspolnego zycia
      bedziesz sie angazowac a w jakich poki co wolisz stac z boku badz w ogole nie
      chcesz miec w nich udzialu.
      pamietaj o jednym dopoki nie przysposobisz formalnie dzieci - nie masz wobec
      nich zadnych obowiazkow ponad te ktore sama zdcydujesz sie pelnic.
      sytuacja jest nowa i trudna dla wszytskich dlatego tylko czas i czeste rozmowy
      z twoim mezem o waszym zyciu i jego organizacji pozwola tobie i twojej
      rekonstruowanej rodzinie wejsc na dobre tory. mysle ze rowniez wymiana
      doswiadczen na forum z macochami calodobowymi pomoze ci troche.

      zycze wytrwalosci i pozdrawiam
    • m-m-m Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 07:53
      Oczywiście, ze wszystkiego przwidzieć się nie da. Ja od poczatku jestem macochą
      całodobową, weszłam w ten układ bez złudzeń pamiętając całkiem nieźle czasy
      kiedy to byłam całodobową pasierbicą. To bardzo mi pomogło w tym sensie, że od
      razu wiedziałam, że jako macocha nigdy matki mojemu pasierbowi nie zastąpię.
      Potem pewne rzczy wyszły w praniu, typu przyzwyczajenie M. i jego syna do
      kompleksowej obsługi jaką zapewniała im babcia, która w tym temacie była
      szantażystką emocjonalną vel męczennicą ku niesamowitej wygodzie obu panów.
      Nigdy nie wymagałam by pasierb traktował mnie jak matkę, uważam, że dałam mu
      dużo, ale zachwałam swoją autonmię jako jednak osoba z nim nie spokrewniona w
      ogóle no i wykonałam bardzo ważne zadanie: pogoniłam do jego wychowywania jego
      ojca i do niego wymagałam by panował nad zachowaniem swojego syna.
      U mnie nigdy nie było tak, ze M. był najpierw ojcem, a potem mężem. Był
      równolegle ojcem i mężem i musiał godzić moje dobro i dobro swojego syna,
      musiał iść na kompromis wobec obu stron, a nie wybierał tylko syna, albo tylko
      mnie.
      • lilith76 Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 09:52
        > U mnie nigdy nie było tak, ze M. był najpierw ojcem, a potem mężem. Był
        > równolegle ojcem i mężem i musiał godzić moje dobro i dobro swojego syna,

        Zgadzam się z m-m-m - kiedy kobieta rodzi dziecko nie robi gradacji dziecko/mąż, tylko równorzędnie kocha. Mężczyzna tak samo. Inaczej związek jest jak kulawy stół.
      • bez44 Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 09:56
        Podziwiam i "zazdroszczę". Każde moje zwrócenie uwagi pasierbowi, że coś robi
        nie tak (przy ojcu rzezc jasna) skutkowało tym, że słyszałam, że on nie jest
        samym złem Nie dochodzi do mojego M, że on po prostu źle robi. Odpuściłam -
        czytając forum doszłam do wniosku - wychowuj sam, skoro nie pozwalasz
        uczestniczyć i zawsze podważasz moje zdanie. Albo nie zabiera głosu, gdy
        powinien. Jestem zdrowsza psychicznie gdy się odsunęłam. NM myslał, że będzie
        cudowna nowa rodzina a ja będę matką dla jego syna. jeszcze do dzisiaj do niego
        nie dochodzi, że ja nie jestem i nie będę jego matką.
        • m-m-m Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 10:07
          Mój M. też myślał, że będę matką dla jego syna - jednak sam przekonał się, że
          to niemożliwe. Poza tym uważam, ze welu rezcy w ogóle nie udało by mi sie
          zrobić, gdybym jak Ty Bez, została macochą nastolatka. W tym wieku pasierb ma
          już tak zakorzenione stare nawyki (np. wygodnictwa, lenistwa itd.) że bez
          autentycznych i naprawdę konsekwentnych akcji wychowawczych ze strony rodzica
          jest to praktycznie nie do pokonania. W zasadzie na forum żadnej macosze nie
          udało się pokleić takiej rodziny, gdzie nagle zostawała ona macochą całodobową
          nastolatka.
          • bez44 Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 11:06
            Ja o tym wiem, ale mój NM nyslał, że ja go ślicznie ukształtuję na wzór i
            podobieństwo mojego syna - który autentycznie jest otwarty do ludzi,
            uśmiechnięty - cvzyli zupełne przeciwieństwo pasierba. Ostatnio powiedziałam,
            że dzieci nabierają nawyków do 7 roku życia a potem się je tylko koryguje to NM
            obraził się na mnie. Teraz za to słyszę: mój syn to, mój syn tamto . A niech
            tam. Chociaż kiedyś mu powiedziałam, że myślałam, że forma "MY" jest
            zarezerwowana dla nas jako małżonków, a nie dla ojca i syna - zaniemówił.
            • m-m-m Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 11:30
              Wiem Bez, że jesteś w trudnej psychologicznie sytacji i zupełnie nie umiem Ci
              poradzić, choć bardzo bym chciała sad
              • bez44 Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 11:50
                Dzięki smile Bardzo dużo dało mi czytanie Twoich postów i innych aktywnych smile
                uczestniczek forum. Zobaczyłam wtedy, że to nie ja jestem zła i niedobra, ale,
                że wymaga się ode mnie rzeczy niemożliwych. Powoli jest mi lepiej - powtarzam
                sobie czasami jak mantrę: nie mój pies - pchły nie moje. Pomaga.
                • m-m-m Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 12:31
                  No tak, to forum niejednemu panu nexi stanęłoby kością w gardle: bo tu panowie
                  ojcowie nie znajdą poparcia dla swoich wydumanych i nierealnych oczekiwań
                  względem kontaktów między ich dziećmi, a nowymi partnerkami.
    • anastazjapotocka Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 12:51
      Moje krótkie doświadczenie jako całodobówki skończyło się kompletnym fiaskiem z
      wielu powodów, z których najżniejszy był taki, że mój ówczesny mąż uważał, że
      powinnam być wzorową matką dla jego syna i mam obowiązek kochać chłopca
      miłością przeogromną, pełną poświęcenia i całkowitego oddania. Chłopak matkę
      miał, tylko mało zaangażowaną (z winy mojego męża zresztą, bo chodziło o
      alimenty na syna i na nią), a ja byłam za młoda, zbyt niezależna i zupełnie do
      takiej roli nie przygotowana. Dziecko, jako takie, nie budzi we mnie
      entuzjazmu, ale nie budzi także niechęci i agresji. Ale dziecko wrzeszczące,
      nieznośne, niedobre, aroganckie i głupie - już tak.
      A takim dzieckiem był pasierb.
      Nie mam zadatków na anioła, więc się szybko z układu wycofałam.
      Za pomocą rozwodu.

      W przypadku mojego Ukochanego Męża sytuacja była szczególna, bo spotkałam
      mężczyznę mojego życia, moją drugą połówkę i z miłości do niego byłam gotowa
      wiele znieść. Nie zanosiło się na jakiąś katastofę, bo od jego córki dzieliły
      nas granice i setki kilometrów.
      Później wszystko się zmieniło, zamieszkaliśmy w Polsce i nagle się okazało, że
      konfliktów nie da się uniknąć.
      Przy czym uczciwie przyznaję, że wszyskie scysje i przykrości wynikały z
      postępowania i zachowania się eksi, a nie z wrednego charakteru mojej
      pasierbiatki, bo pasierbiataka nie była wrednym dzieckiem. Była dzieckiem
      zmanipulowanym, odgrywającym rolę, którą jej nakazała durna mamusia i do dziś
      za to wszyscy płacimy. Właściwie, jedyną zaletą mojej kretyńskiej eksi było to,
      że nie umarła i nie zrobiła ze mnie całodobówki.

      Tak więc przyznaję Ci rację, że nie da się właściwie NICZEGO przewidzieć.
      W układzie mąż-pasierbiatka-ja, działałam na zasadzie prób i błędów, gdzie
      więcej pewnie było błędów...

      Moją szansą na udany związek była moja miłość do męża. Wiedziałam, że bez niego
      nie chcę i nie potafię żyć. Tak więc dla własnego dobra musiałam poszukać
      consensusu i wypracować sobie jakieś znośne rozwiązanie.
      Na szczęście jestem także największą miłością mojego męża, więc staraliśmy się
      oboje, choć eksia zrobiła WSZYSTKO, żeby zniszczyć nasz związek.
      I Ty także powinnaś się liczyć z tym, że Wasza eksia będzie miała dużo
      możliwości na tym polu.
      W miarę upływu lat, w miarę nieudanych prób ułożenia sobie życia, w miarę coraz
      to nowych rozczarowań i porażek, Twoja starzejąca się eksia może się zmienić w
      koszmarną, okropną babę, której jedynym celem będzie zniszczyć Twoje szczęście.
      Ta podstarzała, zgorzkniała kobieta posunie się do każdej metody: zamieszka w
      sądzie, co pół roku szarpiąc Was o coraz wyższe i coraz niej realne alimenty,
      co zmusi Twojego męża do podjęcia dodatkowych prac, które odbiorą mu czas
      przeznaczony dla Ciebie. Będzie wysyłać pisma do US, na Policję, do jego
      miejsca pracy: poczytaj sobie na forum "samodzielne" o kreatywności niektórych
      eksi. Będzie manipulować własnymi dziećmi ucząc je skrajnej arogancji w
      stosunku do Ciebie w nadziei, że zniechęcona usuniesz się z układu. Będzie
      polowała na Twojego męża, nawet goła będzie otwierać mu drzwi, kiedy przyjdzie
      po dzieci (były takie przypadki, znajdziesz je w archiwum).
      Właściwie, eksia posunie się do każdej podłości, obmowy i chamstwa w celu
      zniszczenia Twojego życia.
      I przed tym musisz się najbardziej bronić.
      I zachować nieustającą czujność.

      Dlatego, zamiast na wychowywaniu pasierbiatek, lepiej skupić się na stworzeniu
      ciepłych i trwałych więzów pomiędzy Tobą i mężem. Więzów tak silnych i
      serdecznych, aby przetrwały wszystkie złe chwile. Wszystkie podstępne i podłe
      knowania eksi. Pasierbiatki dorosną i pójdą własną drogą.
      Zostaniecie Wy. I o tą chwilę trzeba walczyć i zabiegać.
      O to, jak będziecie się razem starzeć.
      W miłości, szacunku i bliskości.

      A pasierbiatki i tak nie oddadzą Ci nawet okruchów zainwestowanej w nie miłości.
      Nie ma "zwrotki" jak powiedziała kiedyś celnie M-m-m.
      Kochać i być kochaną.
      Nie mam dla Ciebie innej rady.
      • nsc23 Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 17:22
        "nawet goła będzie otwierać mu drzwi, kiedy przyjdzie po dzieci"
        Nie wiem, czy ktoras jeszcze eks ma na tyle wyobrazni co matka dzieci W, ale
        jezeli nie, to gratuluje pamieci Anastazjo. I oszczedze innym poszukiwan w
        archiwum potwierdzajac, ze taka sytuacja miala miejsce. Dostarczylo mi to wiele
        rozrywki, a jedynym sposobem na walke z taka glupota jest ignorowanie, co W mi
        uswiadomil. Moja pierwsza reakcja byla wscieklosc i chec zadzwonienia do niej,
        zeby jej powiedziec co o tym mysle. Na szczescie W ma duzo cierpliwosci i
        madrosci zyciowej i eks szybko sie znudzila (albo przyszla zima i jej sie
        zaczelo robic zimno - kto ja tam wie wink)
      • mik261 anastazjapotocka 27.07.07, 12:37
        Święte słowa. Uważam, że sukces związku zależy od więzi jaka łączy mężczyzne i
        kobietę, jak się do siebie odnoszą i jak dbają o to co ich łączy. Mój własny
        przykład: Pokochaliśmy się od pierwszego spotkania, wiem że jestem jego miłością
        (choć teraz to większą miłością jest nasza córciasmile). Kiedy poznałam pasierbicę
        było ok, polubiła mnie i wzajemnie. Do czasu aż exia nie zaczęła jej buntować
        i córka męża robiła różne cyrki aby nas skłócić. Był cieżko, mój mąż nie
        potrafił zrobić przykrości córce, ja znosiłam różne niemiłe sytuacje, dusiłam w
        sobie złość. W kńcu powiedziałam dość, albo coś "zrobi" z córką albo ja
        rezygnuję. Mój mąż po przejżeniu córki, odkryciu jej zamiarów, fochów
        zrozumiał, że jak jej będzie ulegał to mnie straci. A że mnie kochał bardzo
        przestał jej ulegać. Skończyło sie wprawdzie tym, że mój mąż nie mógł się z
        córką skontaktować, ale mimo wszystko nie uległ jej. Mają kontakt ale jego
        córka do nas nie przychodzi. Wiem teraz, że mój mąż zrozumiał że małżeństwo
        nasze może być szczęśliwe, jeśli nikt nie będzie w nim mącił. Wiem także, że
        mój mąż zrozumiał winę córki bo w przeciwnym razie nie zgodził by się na taki
        układ. Mamy naszą wspólną córeczkę i wiem, że mąż rozumie że z uwagi na jej
        dobro ona tu nie będzie przychodzić. od kiedy nasza córcia się urodziła nawet
        nie pytał czy jego córka może ją zobaczyć, dla mnie wszystko jest jasne.Ona nie
        chce znać naszego dziecka a ja nie chcę z nią mieć nic do czynienia.
        Anastazjo zmierzam do tego, że jeśli mężczyzna na prawdę kocha kobietę nie
        pozwoli aby nie wiem jak kochane jego dziecko zburzyło jego szczęście z tą
        kobietą. Moim zdaniem prawdziwe jest twierdzenie, że pasierbica/pasierb nie
        odwzajemni uczucia.
        • chalsia Re: anastazjapotocka 27.07.07, 23:35
          > Anastazjo zmierzam do tego, że jeśli mężczyzna na prawdę kocha kobietę nie
          > pozwoli aby nie wiem jak kochane jego dziecko zburzyło jego szczęście z tą
          > kobietą.

          już dawno sformułowano takie powiedzenie "mężczyzna najbardziej kocha dziecko
          tej kobiety, którą aktualnie kocha"
    • coccolona Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 12:55
      A co z matka pasierbow damiri?
      • damiri Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 16:38
        matka pasierbow jest w Polsce.
    • ewunia92 Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 15:53
      Mogę tylko jeszcze opisać dalsze losy kontaktów z pasierbiatkami, ciągnąc wątek anastazjipotockiej smile Otóż w tym całym układzie przyjdzie moment gdy po burzliwym ślubie i weselu ( gdzie eksia będzie sie tulić w kosciele do naszego M, a my nie mamy prawa wstepu na tę uroczystość) przyjdą wnuki za ktorymi w sumie biedny, bo szarpany uczuciami M bedzie tęsknie spoglądał a eks i pasiebiatka ( nie jednak pasierbica) bedzie wykorzystywać każdą sytuację aby Cię obrzydzić M. No cóż mój po ciągłych idiotycznych, absurdalnych sytuacjach, nie ma mnie dosyć. A ja go czasem tez nie smileNiemniej wiem dobrze, ze bardzo chce mieć normalny kontakt z wnukiem, tu u nas w domu, ogrodzie, lesie itp. Nie, jednak gdybym mogła cofnąć czas, to wyrzuciłabym pasierbicę z domu, wtedy gdy to zrobiła najpierw jej matka. A nie poswięcała jej 11 miesięcy mojego życia. Efekt długoplanowy byłby ten sam. Dlatego ja osobiście radzę: nie angażowac się za bardzo w sprawy pasierbów. Trudno są, ale to nie nasz problem.Prałam, gotowałam dogadzałam, woziłam do szkoły, na angielski, na spotkania z koleżankami a teraz to bym chyba ..........nie nie wiem tak na prawdę jak bym zareagowała na ich widok po tym wszystkim.Uważam, ze albo w małżeństwie jest wszystko na tej samej płaszczyźnie, oboje walczymy o dobre relacje naszych dzieci z nami jako RODZINA albo jesli nasi M nie potrafia tego, to my trzymajmy sie z dala od ich spraw eks rodziny. Musza sobie radzić sami abyśmy my mogły spojrzeć w lustro i nie powiedzieć do siebie : po co ci to idiotko!Moze jestem zgorzkniała ale i na pewno doświadczona.
    • damiri Re: O tym jak nie przewidzialam przyszlosci :) 26.07.07, 16:37
      Dziekuje za wasze komentarze. To forum mi wiele pomoglo, bo zwrocilo moja uwage
      na rzeczy, ktorych sama moglam nie zauwazyc. I znowu zwrocilyscie moja uwage na
      pare waznych rzeczy.
      Fakt, ze czlowiek moze pelnic wiele funkcji na raz. Tzn. bycie ojcem nie
      wyklucza bycia mezem i to prawda. Byc moze ja jestem przewrazliwiona w tym
      momencie bo czuje sie "wyrwana z korzeniami" z mojego poprzedniego zycia.
      Gdybym pasierbow miala od poczatku np najpierw weekendowo byloby mi latwiej
      przestawic sie. Ale nasza sytuacja byla dosc dziwna, bo gdy sie poznalismy z M
      tu w Stanach jego dzieci byly w Polsce i ani one nie mogly tu przyleciec ani on
      tam przez prawie 4 lata. Wiec byly to dla mnie takie "teoretyczne" dzieci a ich
      istnienie nie bardzo realne. A potem wpadlam od razu w calodobowe macochowanie.
      Gdybym ich poznala wkrotce po poznaniu M byloby pewnie latwiej zobaczyc ich
      jako "calosc" a tak sila rzeczy przyzwyczailam sie do tego, ze mam M na
      wylacznosc.

      Nie jest latwo ale tez nie jest tak zle, bo pasierbowie raz ze duzi wiec nie ma
      tyle bezposredniej opieki nad nimi a dwa, ze sympatyczni i dobrze wychowani
      (chyle czola przed eksia, bo to glownie jej zasluga). Moj M tez sie stara ale
      widze, ze nie do konca rozumie dlaczego mi ciezko. Ostatnio dopiero dotarlo do
      niego, ze to tylko dla niego obecnosc chlopakow jest tak naturalna rzecza, ze
      jej nie zauwaza, a ja ciagle mam swiadomosc tego, ze nie jestesmy sami w domu.
      Musialam mu tez wytlumaczyc, ze dla na szego dobra musimy znalesc czas tylko
      dla siebie a nie zawsze wszyscy razem - bo wlasnie tego mi najbardziej brakuje.
      I jezeli nie wypracujemy tutaj jakiejs rownowagi to zle sie to odbije na moim
      stosunku do pasierbow. Wiec widze, ze musze jeszcze duzo rozmawiac z M na ten
      temat, bo on nie dostrzega wielu rzeczy, ktore dla mnie sa problemem, a ja nie
      dostrzegalam, ze on tego nie dostrzega (jakie to jasne, prawda? haha smile)

      Przewidzialam trafnie tylko jedno - to ze przeszkadza mi ich fizyczna obecnosc
      w moim domu na zasadzie, ze moj dom to moje terytorium. Ale to nie ma nic
      wspolnego z pasierbami, bo kazda osoba nie bedaca moja najblizsza rodzina by mi
      na dluzsza mete przeszkadala. Taka juz jestem terytorialna.
Pełna wersja