Rozne sa macochy :)

26.07.07, 08:40
Zdazylam sie zorientowac, ze macocha to twor niejednolity.

Macochy dziela sie na takie, ktore
a)nienawidza pasierbow
b)nie lubia pasierbow
c)maja do nich stosunek obojetny
d)lubia umiarkowanie pasierbow
e)traktuja pasierbow na rowni z wlasnym dzieckiem, gdyz pasierb jest tak samo
dla nich wazny, jak wlasne dziecko

Na forum zaobserwowalam, ze do kategorii a) zaliczaja sie glownie macoszki,
ktore same po jakims czasie bycia macoszka urodzily dzieciatko.

Do kategorii a) tudziez b) zaliczaja sie macochy, ktore nie maja wlasnych dzieci.

Do kategorii c) i d) zaliczylabym macochy, ktore maja wspolne dziecko z ojcem
pasierbow. Niekiedy owe macochy sa bylymi pasierbicami.

Do kategorii e) wrzucilabym macoszki, ktore obarczyly nowego partnera
dzieckiem z poprzedniego zwiazku. Sa zarowno matkami, jak i macochami. Jakoze
ich partner tak samo musi zaakceptowac ich dziecko, tak i macoszki sa dla
pasierbow wyjatkowo dobre i glosza opinie, ze pasierb jest tak samo wazny.

Oczywicsie sama traktuje te klasyfikacje z przymrozeniem oka, ale przyznajcie,
ze cos w tym jest.
    • e_r_i_n Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 08:52
      coccolona napisała:

      > Na forum zaobserwowalam, ze do kategorii a) zaliczaja sie glownie macoszki,
      > ktore same po jakims czasie bycia macoszka urodzily dzieciatko.

      > Do kategorii c) i d) zaliczylabym macochy, ktore maja wspolne dziecko z ojcem
      > pasierbow. Niekiedy owe macochy sa bylymi pasierbicami.

      Widze tu pewną sprzeczność wink.
      • coccolona Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:17
        Czesc macoch z dzieciatkiem przynalezy tu a czesc tam. Jedna macocha majac
        wlasne dziecko bedzie traktowala je jako zagrozenie, inna natomiast moze wykazac
        nieco zrozumienia jako matka do nie swoich dzieci.
        • e_r_i_n Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:19
          Wniosek jest wiec jeden, dlatego moglas sie ograniczyc tylko do tematu -
          macochy, tak jak eksie, rowerzysci, lekarze, krawcowe itd sa rozne i
          jakiekolwiek ich 'systematyzowanie' jest... bez sensu?
          • coccolona Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:22
            Tak, ale chodzilo mi o zwrocenie uwagi na motywy tych roznic...
            • e_r_i_n Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:24
              Mysle, ze kazda osoba wie, jakie sa motywy jej uczuc i oswiecanie na forum jest
              zbedna.
              • nangaparbat3 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:26
                e_r_i_n napisała:

                > Mysle, ze kazda osoba wie, jakie sa motywy jej uczuc i oswiecanie na forum jest
                > zbedna.
                No co Ty.
                Ja, gdybym juz znała dobrze motywy wszystkich swoich uczuc, byłabym buddą. A nie
                jestem, oj nie.
                • e_r_i_n Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:28
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Ja, gdybym juz znała dobrze motywy wszystkich swoich uczuc, byłabym buddą.

                  Ale mowimy tutaj o uczuciach do pasierbow, nie wszystkich smile. A te zazwyczaj sa
                  przeanalizowane doglebnie, szczegolnie, jesli uczucia te sa negatywne.
                  • e_lizabeth Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:40
                    > Ale mowimy tutaj o uczuciach do pasierbow, nie wszystkich smile. A te zazwyczaj
                    sa
                    > przeanalizowane doglebnie, szczegolnie, jesli uczucia te sa negatywne.

                    ja analizuję i analizuje i nic, wciąż nie wiem dlaczego reaguję tak a nie
                    inaczej sad
                    • reksia Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:44
                      e_lizabeth napisała:

                      > > Ale mowimy tutaj o uczuciach do pasierbow, nie wszystkich smile. A te zazwyc
                      > zaj
                      > sa
                      > > przeanalizowane doglebnie, szczegolnie, jesli uczucia te sa negatywne.
                      >
                      > ja analizuję i analizuje i nic, wciąż nie wiem dlaczego reaguję tak a nie
                      > inaczej sad


                      hehehe a to juz przypadek kliniczny wink
        • coccolona Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:20
          tzn pasierba bedzie traktowala jako zagrozenie
    • reksia Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:16
      nie gniewaj sie coccolona , ale rozbaiwł mnie ten watek smile))) bo rozumiem ze
      jak juz sobie poukładasz szufladki to będziesz zyła długo i szczęśliwie smile)))))
      • coccolona Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:18
        Pisalam reksia, ze to z przymrozeniem oka, ale cos w tym jest smile
    • anna-z11 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:25
      Zgadzam się z Tobą. To jest trafna klasyfikacja.
    • reksia Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:35
      a swoją drogą to chyba nie jest dziwne, ze kobiety które mają własne dzieci,
      mają wieksze wyczucie w postepowaniu z dziećmi i potrafią nawiązac lepszy
      kontakt nawet z nastolatkami niz całkowicie młode mamy, które nie mają
      doświadzcenia w postepowaniu z dziecmi z co za tym idzie mogą:
      -nie posiadac odpowiedniej dozy cierpliwości,
      - nie posiadać doświadczenia w takich sprawach jak postepowac w chwilach gdy
      dziecko ma swoje "humorki" itd, itp

      Ponadto zdradze ci pewną tajemnicęwink inaczej nalezy postepować gdy zrzuci ze
      stołu talerz maluszek 3 letni, a inaczej 13 latek, bo też i zupełnie co innego
      taki gest w tym wypadku oznaczawink Na to jednak potrzeba doświadczenia, którego
      młoda zmęczona samą ciążą mama moze nie posiadać.

      Co wiecej młoda mama ma prawo do skupienia sie na swoim dziecku , na własnej
      ciąży i wcale nie musi dźwigać błędów wychowawczych, które zostały popełnione w
      poprzedniej rodzinie i często gęsto wcale nie musi się borykać(i ma pełne prawo
      do ochrony siebie samej i płodu) ze skutkami niedojrzałości emocjonalnej matki
      pasierbów


      Nie gwniewaj sie wiec ale te szufladki są banalne i smieszne to tak jakbyś
      poszufladkowała:
      Na świecie żyją:
      -biali
      -żółci
      -czarni
      -czerwoni

      No zyją smilei co z tego?

      Odkrywasz amerykę ?
      • e_lizabeth Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:42
        > a swoją drogą to chyba nie jest dziwne, ze kobiety które mają własne dzieci,
        > mają wieksze wyczucie w postepowaniu z dziećmi i potrafią nawiązac lepszy
        > kontakt nawet z nastolatkami niz całkowicie młode mamy, które nie mają
        > doświadzcenia w postepowaniu z dziecmi

        ja mam własne dziecko i wiążąc się z facetem z dzieckiem myślałam że będzie
        remis, ale nic z tego. W moim przypadku to się nie sprawdza. Znam młode
        dziewczyny, które maja świetne podejście do dzieci (nie mając swoich).
        • bez44 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:49
          Zgadzam się z Tobą - mam dokładnie to samo. Czytając forum, myśląc, doszłam do
          wniosku, że pewnych rzeczy nie jestem w stanie zmienić - mogę wychować swoje
          dziecko, ale męża już mi się nie uda (bo jestem traktowana jak powietrze przez
          pasierba, a mąz go broni przede mną). Doszłam do wniosku - nie mój pies, pchły
          nie moje - i wreszcie osiągnęłam jakąś równowagę.
          W związku z tym nie za bardzo mieszczę się w schemaciewink Chyba jak każda z
          nas smile
        • reksia Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:53
          e_lizabeth napisała:

          > > a swoją drogą to chyba nie jest dziwne, ze kobiety które mają własne dzie
          > ci,
          > > mają wieksze wyczucie w postepowaniu z dziećmi i potrafią nawiązac lepszy
          >
          > > kontakt nawet z nastolatkami niz całkowicie młode mamy, które nie mają
          > > doświadzcenia w postepowaniu z dziecmi
          >
          > ja mam własne dziecko i wiążąc się z facetem z dzieckiem myślałam że będzie
          > remis, ale nic z tego. W moim przypadku to się nie sprawdza. Znam młode
          > dziewczyny, które maja świetne podejście do dzieci (nie mając swoich).


          bo prócz doświadczenia w gre wchodzą jeszcze różne aspekty:
          -predyspozycje indywidualne jednostki,
          -partner i jego zachowanie,
          -zachowanie Exi,
          -charakter dziecka,
          -wyczucie nexi w stosunku do dzieci
          -sytuacje w których stawia nas zycie
          -przerózne warunki w których przychodzi ludziom żyć,
          -cechy charakteru samej Next np cierpliwość którą mozna posiadac albo i nie
          itd itp i tak mozna mnozyć

          świat jest troszkę bardziej skomplikowany niż szachownica, bo nie tylko czerń i
          biel, ale jest to plansza z tysiącem odcieni szarości, na dokładkę
          słyszysz "mat" źle sie z tym czujesz,bolejesz, a tu grać trzeba dalejwink
    • mamba30 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:47
      A gdzie szufladka dla mnie?? Mam swoje dziecko, nie mam dziecka z obecnym
      partnerem i nie lubię swojej pasierbicy.....
      No cocolona, dawaj i dla mnie jakąś klasyfikację!
      • bez44 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:50
        mamba30 napisała:

        > A gdzie szufladka dla mnie?? Mam swoje dziecko, nie mam dziecka z obecnym
        > partnerem i nie lubię swojej pasierbicy.....
        > No cocolona, dawaj i dla mnie jakąś klasyfikację!

        To prawie jesteśmy dwie - bo ja już przeszłam etap nielubienia; teraz jest
        obojętnośc.
        • mamba30 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:52
          bez44 napisała:

          > mamba30 napisała:
          >
          > > A gdzie szufladka dla mnie?? Mam swoje dziecko, nie mam dziecka z obecnym
          >
          > > partnerem i nie lubię swojej pasierbicy.....
          > > No cocolona, dawaj i dla mnie jakąś klasyfikację!
          >
          > To prawie jesteśmy dwie - bo ja już przeszłam etap nielubienia; teraz jest
          > obojętnośc.


          Hmmm.... u mnie to też już prawie obojętność, takie małe pogranicze smile
        • e_lizabeth Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 10:06

          > To prawie jesteśmy dwie - bo ja już przeszłam etap nielubienia; teraz jest
          > obojętnośc.

          Jezu, jak ja chciałabym osiągnąć stan obojetności....
          • mamba30 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 10:14
            Jestem macochą grubo ponad 2,5 roku. Na początku byłam zaciekawiona
            dziewczątkiem, jaka będzie i jak to bedzie. Otworzyłam sie maksymalnie,
            łudziłam sie (teraz juz wiem), że mała będzie miała u nas swój drugi dom. Przez
            2 lata starałam się żby było dobrze. Kolejne złosliwości ze strony pasierbicy
            chowałam głęboko do szufladki, jako niewygodne. Nie poddawałam się, ale
            dzieciak co raz bardziej się rozkręcał w złośliwościach. Zaczęłam jej nie
            trawić, miałam na nią alergię, jak tylko ją widziałam, ciśnienie mi dwukrotnie
            skakało. Dużo dało mi to forum, powoli dzieciak zaczyna mi wisieć kalafiorem.

            Nie interesuje mnie już, że jest za chlodno ubrana, bo exia nie pomyslała. Nie
            latam do apteki po syropki i witaminki. Nie interesuje mnie, że się nudzi. Ma
            ojca, ma matkę, a ja jestem sobie z boczku i mi z tym dobrze.

            Powoli Elizabeth, do pewnych spraw trzeba dojrzeć, bądź nabrać dystansu, jednym
            zajmuje to mniej czasu, innym więcej.
            • e_lizabeth Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 10:26
              Na początku byłam zaciekawiona
              > dziewczątkiem, jaka będzie i jak to bedzie. Otworzyłam sie maksymalnie,
              > łudziłam sie (teraz juz wiem), że mała będzie miała u nas swój drugi dom.
              Przez
              >
              > 2 lata starałam się żby było dobrze

              ja miałam podobnie. To ja myslałam o tym jakie atrakcje małej zapewnić jak do
              nas przyjdzie, żeby wziąć mydełko dla dzieci na wakacje bo mała ma alergię, a
              mamusia nie pomyślała i tatuś też nie, że jak idziemy na plac zabaw to lepsze
              spodenki na zjeżdżalni a nie sukienusia...
              Od roku mała do nas nie przychodzi, NM nalega żeby to sie zmieniło, ale ja nie
              wiem jak to zrobić żeby stać z boku? Daj Boże żebym szybciej do tego dojrzała.
              Czasami myślę że już nabrałam dystansu, ale wystarczy jakieś zdanie NM o jego
              córce a we mnie się już gotuje. Szlag by to...
              • mamba30 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 10:27
                ale z jakich konkretnie powodów? Tylko nie pisz, że z samego faktu jej
                istnienia.
                • e_lizabeth Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 10:53
                  > ale z jakich konkretnie powodów? Tylko nie pisz, że z samego faktu jej
                  > istnienia.

                  nie nie

                  sama nie wiem. Tak analizuję swoje życie z NM i myślę że oboje popełnilismy na
                  początku dużo błędów w tej kwestii. Ja chciałam być fajną nie-mamą, macoszką,
                  mała była naprawde fajna (a teraz się zmieniła, tylko prosze nie pisać że to
                  moja percepcja się zmieniła, bo nawet NM twierdzi że jest inna). NM jak to
                  wygodny facet zwalał na mnie gross obowiązków dotyczących małej, a ja sobie na
                  to pozwoliłam, do tego doszła eks z różnymi wyskokami typu że ja stanowię
                  zagrożenie dla małej i duzo by tu jeszcze pisać. Potem ja już miałam dość, ale
                  zamiast wyartykułować to jak człowiek rzuciłam emocjami, NM się zaperzał i
                  zamykał (no bo kto lubi jak sie go krytykuje?), ja się tylko nakręcałam, do
                  tego doszło nasze wspólne dziecko i te wszystkie instynkty macierzyńskie smile)
                  Ech, działo się, działo... Szkoda że nie czytałam tego forum wcześniej i nie
                  byłam mądrzejsza o doświadczenia innych.
                  • mamba30 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 11:08
                    Wiesz, że dużo od Ciebie teraz zalezy, od Twojego nastawienia?? Pytanie tylko,
                    czy chcesz zmienić coś w kierunku poprawienia relacji, czy zobojętnienia. Minął
                    rok, jak mała nie była u Was, to kawał czasu, ale z każdym m-cem ta przepaść
                    się będzie pogłębiała. Jeżeli jesteś w stanie jeszcze coś z siebie wykrzesać,
                    to spróbuj porozmawiać z M, ustalic pewne zasady postepowania i reagowania i
                    może weźcie młoda na jeden weekend do siebie na próbę? Zobaczysz, czy nowe
                    zasady będą respektowane przez chłopa. Niech sam przejmie obowiązki wobec
                    swojego dziecka. Ja osobiście nie widziałabym problemu w macierzyństwie jako
                    fakcie samym w sobie. Myslę, aczkolwiek oczywiście mogę się mylic, że jesteś po
                    prostu zazdrosna, zazdrosna o miłość M do innego dziecka. Ale wiesz, fakt, że
                    kocha swoja córke nie oznacza wcale faktu, że przez to kocha mniej Ciebie i
                    Wasze wspólne dziecko. Warto chyba popracować nad tym dla własnego zdrowia
                    psychicznego smile)

                    Jeżeli chcesz pójść w kierunku zobojętnienia, to MUSISZ zrozumieć i
                    zaakceptować fakt, że Twój M ma dziecko (Twoja pasierbicę) i już, nie zmienisz
                    tego. Musisz zaakceptować fakt, że to dziecko istnieje, że M płaci alimenty i
                    że się spotyka z córką. Nie chcesz zapraszać do domu, ok, Twoja wola. Niech się
                    z młodą spotyka w innych miejscach, a Ty w tym czasie zajmij się swoimi
                    sprawami. A jak mówi coś o córce, to go wysłuchaj, bez angazowania się.

                    Czasmi mamusie pieją nad swym dziecięciem o każdej porze, w towarzystwie
                    zarzucają opowieściami jaką kupkę zrobiło, ile razy dziennie itp. itd.
                    Słuchających też to męczy i mają dość, ale grzecznie potakują na ogół głowami i
                    się zachwycają kupką. A co sobie myślą, to już inna para kaloszy. Podejdź tak
                    samo do tego tematu smile
                    • e_lizabeth Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 14:45
                      Mamba, dzięki za wysłuchanie mnie smile. Naprawdę.

                      Cały czas myślę o tej sytuacji. Do rozmowy z NM zbieram się od jakiegos czasu.
                      Boję sie trochę próby brania małej na weekend, bo już takowe były, ale wtedy
                      też były między nami inne emocje. Naprawdę zależy mi na moim NM i staram się
                      jak mogę, chociaż już był moment, że myślałam rozumem a nie sercem (w tej
                      konkretnej sytuacji powinno się myśleć sercem).

                      a co do wysłuchiwania bez angażowania - to ja tak robie a NM ma pretensje że
                      się nie angazuje sad(. Chociaz, tak teraz sobie myślę pisząc, że może on czuje
                      przez skóre mój opór i to go irytuje?
                      • nsc23 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 17:10
                        e_lizabeth,
                        Nie chce sie z buta wtracac, ale cos Ci powiem. Przechodzilam niedawno podobny
                        etap do Ciebie. Nie radzilam sobie z tym wszystkim i nie umialam wszystkiego
                        poukladac. NM nie chcial sluchac, bo to taki typ, co o uczuciach mowic nie
                        chce/nie lubi. Ja jestem typem, co jak sie rozemocjonuje to zaczyna plakac i on
                        tego nie znosi, wiec kazda proba rozmowy, ze sobie nie radze, ze to, ze tamto,
                        konczyla sie tym, ze on wychodzil i sie zamykal w sobie, a we mnie nadal
                        bulgotalo. Niedawno zmusilam go do tego, zeby mnie wysluchal do samiutkiego
                        dna. Powiedzialam mu dokladnie wszystko, co czuje, lacznie z uczuciami, ktorych
                        sie czesciowo wstydze i wiem, ze sa irracjonalne. Jak chcial wyjsc zarzadzilam,
                        ze moze, owszem, ale do ogrodka na 10 min i ma wrocic, jak sie ogarne i bede
                        mogla dalej gadac. Takie rozbicie rozmowy na 'rundy', ale jednoczesnie
                        wysypanie wszystkiego do dna pomoglo nam jak nie wiem. On teraz lepiej mnie
                        rozumie, a ja nie mam w sobie emocji, ktore dusze i ktore wczesniej czy pozniej
                        wykipia.
                        • e_lizabeth Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 17:22
                          zbieram się do rozmowy, ja też jak złapia mnie emocje to może nie tyle że
                          płacze, ale strasznie głosno zaczynam gadać, gestykuluje, "wydziwiam" i w ogóle
                          i NM odbiera to jako atak. Ja mu tłumacze że to że uzyje troche ostrzejszych
                          słów nie znaczy że atakuje, ale staram się teraz w rozmowach trochę stonować,
                          no i tak stopniowo uczymy się rozmawiać. Najtrudniejsze z tego wszystkiego jest
                          to, że trzeba mówić tak, żeby ta druga strona nie odebrała tego własnie jako
                          ataku, tzn jak żle sie wyrażę i powiem coś w rodzaju "twoja córka" to on od
                          razu się zamyka i koniec dyskusji. tak więc ostatnio duzo o tym myślę, zbieram
                          argumenty, też zamierzam powiedziec co czuje, bo o to tak naprawde w tym chodzi.
                          • nsc23 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 17:30
                            e_lizabeth,
                            ze wzgledu na to, ze pracuje w laboratorium i mam caly czas cisze i spokoj,
                            duzo rzeczy 'miele' sobie w glowie. Duzo sobie ukladam, mysle, zastanawiam sie.
                            To tez pomaga. A na wyrazenie 'Twoja corka' moj tez dostaje wysypki, wiec
                            uzywam imienia i sie nie obraza.
                            Ja jak sie uniose, albo mowie o czyms, co jest dla mnie wazne/drazliwe to
                            krzycze, placze, potrafie go od siebie odsunac, wiec roznie bywa. I wtedy albo
                            ja albo on wyskakujemy na chwilke na zewnatrz, szklanka zimnej
                            wody/soku/herbata cokolwiek, skupiasz sie na tym, rozluzniasz i mozesz zaczynac
                            od nowa, ale juz spokojniej. Dzieki takim wlasnie rozmowom zaczynamy sie
                            docierac i pracujemy nad kompromisem, oboje juz wiemy, ze przed nami duzo pracy
                            i ustepstw, ale idzie ku lepszemu smile Mam nadzieje, ze Wam tez sie uda, bo
                            najtrudniejszy jest w sumie pierwszy krok, a potem samo pojdzie smile
                            • marusia1 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 18:12
                              A na wyrazenie 'Twoja corka' moj tez dostaje wysypki, wiec
                              uzywam imienia i sie nie obraza.

                              Zgadzam się z nsc23. Ja czasami chciałam w rozmowach podkreślić, że mój pasierb
                              nie jest NASZYM DZIECKIEM, tylko synem M. On się wkurzał, był urażony, odbierał
                              to tak, jakbym Mu wypominała, że to Jego, a nie nasze dziecko (czego oczywiście
                              się nie zmieni). Że go atakuję. Dopiero, po roku, gdy nastąpił kryzys (miałam
                              dość), a do tego doszło podejrzenie, że mam guza mózgu (stressss), udało nam się
                              porozmawiać ze sobą, bez emocji. I nie usłyszał już, że jetem przewrażliwiona,
                              że się czepiam. Przyznał mi w wielu sprawach rację i póki co korzystamy z
                              "miodowych wakacji", a po powrocie Młodego z wakacji zobaczymy co będzie (oby
                              nie wrócił wyprany od matki). Zrozumiałam, że nie zastąpię matki Młodemu i muszę
                              wyluzować.
                              • nsc23 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 18:19
                                Dokladnie tak moj obiera 'Twoja corka'. Bo on chce, zeby nie bylo
                                rozroznienia 'moje twoje nasze' i zeby wszystkie dzieci byly rowne. Do tego
                                momentu sie zgadzamy. Problem sie pojawia, jak przychodzi do ustalania, kto o
                                ta spojnosc bedzie dbal. Bo na pewno nie bedzie latwo, bo moje dzieci: a) beda
                                innego koloru, b) beda mowic po polsku (w Shona tez o ile sie W o to postara,
                                po angielsku tez, to oczywsite) c) beda z nami mieszkac. I ja nie bede
                                rozrozniac na 'moje twoje', ale ludzie w okol beda i, moim skromnym zdaniem, to
                                jest problem W, zeby ta rodzine scalac, bo on jest tym ogniwem, ktore nas
                                laczy. On uwaza, ze odpowiedzialnosc za spojnosc tej rodziny lezy po obu
                                stronach. Okazalo sie to dopiero niedawno, bo dla kazdego z nas jedna wersja
                                byla oczywista i tej drugiej nawet nie bralismy pod uwage, takze zaskoczylismy
                                siebie nawzajem rowno. Dlatego uwazam, ze mowienie sobie wszystkiego,
                                rozmawianie o uczuciach, emocjach i oczekiwaniach jest bardzo wazne (niezla bym
                                miala niespodzianke, jakby nam przyszlo do glowy o tym rozmawiac juz po
                                narodzinach wspolnego dziecka smile)
                                • natasza39 nsc23 26.07.07, 22:57
                                  Młoda jesteś, ale bardzo dojrzała.
                                  Czytając Twoje posty, dochodzę do wniosków, że niektórym dane jest bycie
                                  dojrzałym na progu życia, a niektórzy nigdy nie dorosnąsmile
                                  Kibicuję Ci, żeby Ci sie udało i plany się ziściły!
                                  • chalsia podzielam zdanie Nataszy (n/txt) 27.07.07, 00:40
                                    • nsc23 Re: podzielam zdanie Nataszy (n/txt) 27.07.07, 09:23
                                      Az sie zarumienilam smile
                                      Czasem takie zycie, ze czlowiek musi szybko dorosnac, bo wskoczyl w sytuacje ma
                                      glowke i nie wie co innego moze zrobic wink a poza tym mloda jestem, ale od 4 lat
                                      mieszkam daleko od rodzicow, a to jest niezla szkola zycia smile
                                • nangaparbat3 Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 10:27
                                  nsc23 napisała:

                                  moim skromnym zdaniem, to
                                  >
                                  > jest problem W, zeby ta rodzine scalac, bo on jest tym ogniwem, ktore nas
                                  > laczy. On uwaza, ze odpowiedzialnosc za spojnosc tej rodziny lezy po obu
                                  > stronach.

                                  To znaczy zupelnie nie rozumiem, jak by to miało w praktyce wygladać, jego
                                  wyłączna odpowiedzialnośc za spojność Waszej rodziny - dla mnie jego podejście,
                                  ze to Wasza wspólna sprawa, wydaje sie oczywiste.
                                  • nsc23 Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 10:33
                                    Prawda, za nasza rodzine odpowiadamy razem, ale jego corka, jak dla mnie, nie
                                    jest moja rodzina tylko jego. I to on ma dbac o to, zeby sie z naszymi
                                    wspolnymi dziecmi dobrze czula, to on ma zadbac o to, zeby chciala z nami
                                    mieszkac i to on ma zadbac o to, zeby nie bylo fochow. Moim zdaniem te trzy
                                    rzeczy wplywaja na spojnosc naszego patchworka. Oczywiscie, nie bede lazic i
                                    wszystkiego rozwalac, ale nie bede tez mlodej zmuszac do tego, zeby sie z nami
                                    dobrze czula. To on ma zadbac o to, zeby ona sie w tej rodzinie dobrze czula,ja
                                    moge jedynie nie utrudniac.
                                    Zreszta, na razie to teoria, zobaczymy jak bedzie w praktyce, za jakies 5 lat smile
                                    • nangaparbat3 Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 10:47
                                      nsc23 napisała:

                                      > Prawda, za nasza rodzine odpowiadamy razem, ale jego corka, jak dla mnie, nie
                                      > jest moja rodzina tylko jego. I to on ma dbac o to, zeby sie z naszymi
                                      > wspolnymi dziecmi dobrze czula, to on ma zadbac o to, zeby chciala z nami
                                      > mieszkac i to on ma zadbac o to, zeby nie bylo fochow. Moim zdaniem te trzy
                                      > rzeczy wplywaja na spojnosc naszego patchworka. Oczywiscie, nie bede lazic i
                                      > wszystkiego rozwalac, ale nie bede tez mlodej zmuszac do tego, zeby sie z nami
                                      > dobrze czula. To on ma zadbac o to, zeby ona sie w tej rodzinie dobrze czula,ja
                                      >
                                      > moge jedynie nie utrudniac.
                                      > Zreszta, na razie to teoria, zobaczymy jak bedzie w praktyce, za jakies 5 lat :
                                      > )
                                      Wiesz co, zatkało mnie.
                                      Rodzina jest struktura, całością, w ktorej wszystkie elementy zależą od siebie
                                      nawzajem. Sama to przerabiam ostatnio widząc, jak osłabienie jednego elementu
                                      wpływa na funkcjonowanie pozostałych.
                                      Gdybym chciała wyjść za mąż i usłyszała od ewentualnego kandytdata: twoja corka
                                      to dla mnie obca osoba, to ty masz byc odpowiedzialna za to, jak bedzie sie
                                      czula w naszej rodzinie - spakowalabym manatki i uciekła.
                                      • nsc23 Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 10:55
                                        Nie powiedzialam, ze jest dla mnie obca osoba. Ale nie ma co udawac, ze jest
                                        moja rodzina, bo nie jest.
                                        Jak mi W wyskoczyl z tekstem, ze mloda bedzie moja corka, to az sie cala
                                        zjezylam, wiec jak widac mamy tutaj skrajnie rozne poglady.
                                        Moim zdaniem, to wlasnie jego zadaniem jest lagodzic ewentualne konflikty
                                        miedzy naszymi dziecmi a mloda. Jego zadaniem jest tak zaplanowac dzien, zeby
                                        wszyscy byli zadowoleni.
                                        • nangaparbat3 Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 11:18
                                          nsc23 napisała:

                                          > Nie powiedzialam, ze jest dla mnie obca osoba. Ale nie ma co udawac, ze jest
                                          > moja rodzina, bo nie jest.
                                          > Jak mi W wyskoczyl z tekstem, ze mloda bedzie moja corka, to az sie cala
                                          > zjezylam, wiec jak widac mamy tutaj skrajnie rozne poglady.
                                          Słuchaj, zdecydowalaś sie zyć z osobą, która wyrosła w innej niz Ty kulturze.
                                          Nie znam sie na tej konkretnej, ale z tego co wiem, nasze pojmowanie rodziny jak
                                          mąż/zona/dzieci jest w świecie wciąż jeszcze wyjatkiem. Może byłoby dobrze,
                                          zebyscie pojechali razem do kraju Twego M. żebys zobaczyla, jak tam zyja ludzie,
                                          co tam znaczy słowo "rodzina", co tego wynika - i czy przypadkiem pod pewnymi
                                          wzgledami nie jest to lepsze, czy moze w takiej innej niz nasza rodzinie ludzie
                                          nie są szczęśliwsi? Nie wiem, czy tak by było, ale na pewno bylaby to wspaniala
                                          przygoda i z góry Ci zazdroszczę. ale moze juz odbyłas taką podroż i nie mam
                                          racji - tak tez moze być.

                                          > Moim zdaniem, to wlasnie jego zadaniem jest lagodzic ewentualne konflikty
                                          > miedzy naszymi dziecmi a mloda. Jego zadaniem jest tak zaplanowac dzien, zeby
                                          > wszyscy byli zadowoleni.
                                          To musi byc Wasze wspolne zadanie.
                                          Byłam kiedys na imprezie sylwestrowej w domu dwojga swietnych psychoterapeutów i
                                          jednocześnie naprawdę dobrego małzeństwa. Wchodzimy - a tam remiza wiejska -
                                          baloniki, serpentynki, jeden wielki kicz. Patrzylismy zdumieni, a któreś z nich
                                          wtedy powiedziało: pokłócilismy sie strasznie i bylo już tak, ze albo sie
                                          pozabijamy, albo zrobimy coś razem.
                                          Bo nic tak ludzi nie łączy, jak wspolne cele, jak robienie czegoś razem właśnie,
                                          jak wspieranie sie w ważnych dla każdego z nich sprawach. Chyba w ogóle po to
                                          ludzie łączą się w stałe związki. Przyznam sie, że dla mnie w jakiejkolwiek
                                          sprawie w małzeństwie taki scisły podział odpowiedzialnosci jest na głowie
                                          postawiony - oczywiscie, ja gotuję, ty zmywasz, ale jesli ja mam doła, ty
                                          gotujesz, jesli ty jestes zapracowany i przemeczony, ja zmywam.
                                          >>>Jego zadaniem jest tak zaplanowac dzien, zeby
                                          > wszyscy byli zadowoleni. \

                                          A to juz dla mnie kuriozum.
                                          Nie lepiej wspolnie zaplanować dzień? On ma tak zaplanować, żebyś Ty była
                                          zadowolona? Toz chłopina moze na glowie stawać i nie odgadnąć, co Cie zadowoli.

                                          Miedzy zyjacymi z soba ludźmi na pewno jest tak, ze im więcej wspolnych spraw,
                                          wspolnych decyzji, tym lepiej. Wy macie wielkie szanse, zeby sie udalo, skoro
                                          juz umiecie z soba szczerze rozmawiać, do końca.
                                          • dominika303 Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 11:35
                                            wcisnę się w was smile

                                            wydaje mi isę, ze nsc23 poprostu chce pewne sprawy dotyczące dziecka M
                                            pozostawić jemu i nie wiedzę tutaj niczego złego.

                                            Np:bo nie bardzo sobie wyobrażam, ze pasierbica bije nasze dzieci ja jej
                                            zwracam uwagę, a M mnie szkaluje, bo przeciez ona nie ma pełnej rodziny i
                                            trzeba jej na więcej pozwalać .
                                            Moze o oto chodzi - tak mniej więcej???
                                            I nie bardzo wyobrażam sobie że my mamy chłopców, a M córkę i to wszyscy zawsze
                                            sie pod nią podporządkowują i np zamiast pograć w piłke idą na koncert
                                            chopinowski , lub zakupy w butiku dla panienek etc.
                                            Moze dlatego nsc23 napisała, ze to głowa M aby zadowolić i chcących grać w
                                            piłkę i chcącą słuchac muzyki ??? wink
                                            • e_lizabeth Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 11:46
                                              zgadzam się z przedmówczynią, też mam takie wrażenie co do postów nsc23.
                                              Owszem, można robić coś wspólnie, tyle że inicjatywa powinna wyjść od ojca.

                                              My też robilismy różne rzeczy wspólnie, ale to ja musiałam o tym pomyśleć i
                                              zagonić towarzystwo, aż w końcu zaczęło mnie to męczyć.
                                            • nsc23 Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 11:51
                                              Nie wdajac sie w szczegoly, bo sa dla nas bolesne i osobiste - W nie ma prawa
                                              powrotu do swojego kraju, jest uchodzca politycznym. Zdaje sobie sprawe, ze u
                                              nich rodzina ma troche inne znaczenie, niz dla nas, w tym ile W ma kuzynow i
                                              kuzynek juz sie dawno pogubilam, mimo, ze krew ich nie laczy smile
                                              Nanga, na razie jestem na etapie, kiedy probuje sobie wszystko poukladac,
                                              przemyslec i wyobrazic. W bliskiej rodzinie mam jedno malzenstwo po rozwodzie i
                                              tam 'ojczym' (trudno powiedziec, ze ojczym, bo dziewczyna juz byla dosc
                                              dorosla, jak jej mama sie z facetem zeszla) mial ciagle konflikty z pasierbica.
                                              Nie lubili sie i tyle. A matka wcale nie pomagala w calej sytuacji, choc wydaje
                                              mi sie, ze powinna.
                                              Troche jest tak, jak mowi dominika, a troche tak, ze jeszce nie do konca wiem,
                                              o co mi chodzi. Tak jak powiedzialam tez wczesniej - nie mam na razie wlasnych
                                              dzieci, wiec nie mam zielonego pojecia jak to bedzie, gdybam sobie i troche
                                              bzdury gadam, co widze, jak czytam Twoje posty, bo rzeczywiscie, za rodzine
                                              odpowiedzialni bedziemy oboje. Chyba bardziej chodzi mi o to, ze spodziewam sie
                                              wsparcia ze strony W, tego, ze ze mna pogada i ewentualnie 'naprostuje' moje
                                              emocje, moje reakcje. Niekoniecznie musi bezposrednio dbac o harmonie, ale
                                              powinien mi pomoc radzic sobie z pewnymi uczuciami. Na razie jestesmy na etapie
                                              ciaglego poznawania siebie i uczenia sie swoich zachowan, wiec wiem, ze zanim
                                              dojdzie do dzieci to jeszcze kupa czasu (no i moje studia po drodze wypadaloby
                                              skonczyc). Moze za duzo od niego wymagam i moze jestem dla niego obciazeniem,
                                              ale jako osobe starsza (ode mnie, nie starsza w sensie dziadek wink) traktuje go
                                              jak przyjaciela, doradce i powierzyciela moich problemow, osobe, ktora o zyciu
                                              wie wiecej niz ja, wiec jest dla mnie duzym autorytetem. Na pewno jeszcze do
                                              wielu rzeczy nie dojrzalam, ale W jest ze mna i pomaga mi dojrzec do pewnych
                                              sytuacji i radzic sobie w trudnych momentach (i ja na swoj sposob jemu tez
                                              pomagam, a na pewno moze na mnie liczyc jak jest zle).
                                              Tak jak mowie, to sa wszystko na razie luzne przemyslenia, a nie moja wizja
                                              przyszlosci, ktorej za nic nie zmienie, wiec doceniam Twoje posty i na pewno
                                              wezme je pod uwage w dalszym mieleniu moich emocji i planow smile
                                              • nangaparbat3 nsc :) 27.07.07, 15:32
                                                Teraz ja się rumienię.
                                                Napisałam do Ciebie na pocztę.
                                                Pozdrawiam - n.
                              • e_lizabeth Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 08:54
                                > A na wyrazenie 'Twoja corka' moj tez dostaje wysypki, wiec
                                > uzywam imienia i sie nie obraza.


                                gwoli wyjaśnienia - ja też uzywam imienia, tak tylko w poście napisałam. Więc
                                tu chyba chodzi o coś jeszcze.
                                • dominika303 Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 09:33
                                  elizabet wink
                                  a może twój bez względu na forme jaką stosujesz asekuruje się?? Moze poprzednia
                                  partnerka go zraziła lub cos w tym stylu??

                                  Wiesz ja przez I rok wspólnego zycia tez miałam problem z komunikacją odnośnie
                                  dziecka NM . Wiecznie się o cos obruszał, a to że za twardo imię
                                  wypowiedziałam, a to że zrobiłam przy tym jakąś tam mine, a to że powiedziałam
                                  twoja córka itp. Aż któregos razu wziełam go w góry i tam na szczycie (mój
                                  nigdy nie był w górach zawsze mazury) wygarnełam co i jak. I nie zaczełam
                                  delikatnie tylko z grubej rury . Że już mnie mierzi udawanie że nie ma
                                  pasierbicy i mierzi mnie zmuszanie mnie do jej kochania/lubienia i innych uczuć
                                  i żeby się w końcu zastanowił, bo ja jej przeciez nawet nie widziałam a on ma
                                  wiecznie fochy .
                                  Pomogło.
                                  Po wstępnej obrazie przyznał mi rację , ale nadal próbował sciemiac w stylu ale
                                  to moje dziecko bla bla bla
                                  Ale ja przeciez nie negowałam , ze on ma dziecko tongue_out
                                  Tylko wkurzało mnie budowanie atmosfery jak przed godziną policyjną, bo on
                                  zaczynał opowieść o pasierbicy.
                                  I wtedy na tej górze dotarło do niego, ze ja nie pokocham jego dziecka, że
                                  zawsze będzie dla mnie kimś obcym i że mnie rozumie, ale że jest jednocześnie
                                  rozdarty , bo zawsze marzył o pełnej rodzinie, a nie posklejankach twoje
                                  dziecko moje i nasze dziecko i my i to jest nasza rodzina .
                                  Przez głupote mojego omal go w tyłek nie kopnełam, bo zachciało mu się mnie
                                  obarczac rozpadem jego małżenstwa tongue_out

                                  Moze u twojego problem tez leży gdzies obok ??
                                  • e_lizabeth Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 11:15
                                    Od początku naszego związku z NM mam wrażenie, że on ma gigantyczne poczucie
                                    winy, że zostawił dziecko. Rzeczywiście, poprzednia partnerka, jak twierdzi,
                                    rozczarowała go. Z drugiej strony on chciał bardzo mieć dziecko (jak mówi, to
                                    była wpadka, ale on się bardzo ucieszył, ale po dwóch latach okazało się że nie
                                    da rady). Dla mnie to jest trochę dziwne, bo w sumie wg stereotypu facet raczej
                                    znajdzie sobie kochankę, niż zostawi dziecko skoro je tak kocha. To on też
                                    złozył pozew (jezeli to ma jakiekolwiek znaczenie). Ja sie nie dopytuje o jego
                                    poprzedni związek, tyle wiem ile mi powiedział. Z powodu tego poczucia winy (wg
                                    mnie) ma różne zrywy dotyczące swojego dziecka. I też chciał na początku, żebym
                                    matkowała jego dziecku, nawet powiedział cos w rodzaju że szkoda że nie jestem
                                    jej matką.
                                    W sumie dziwne to trochę i trudne.
                                    W każdym razie, jak widzę z odpowiedzi, bez poważnej rozmowy się nie obejdzie.
                                    Bardzo mi pomagają Wasze posty, bo widzę że nie ja jedna i że jednak można się
                                    porozumieć w tej materii. Na szczęście mój NM sie stara (chociaż nie zawsze mu
                                    to wychodzi, he he) i widzę że mu zalezy na związku.
                                • m-m-m Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 09:41
                                  A ja bardzo często mówię, i czynię to od wielu lat "twój syn". Moim zdaniem
                                  mówienie po imieniu to tak jak nazywnie pasierba "dzieckiem M.", a nie właśnie
                                  pasierbem. Określenie "twoja córka", "pasierbica" nie mają na celu podzielenia
                                  ludzi w związku, tylko jest moim zdaniem zupełnie normalnym określeniem osób
                                  bliskich dla M, a jednak dalszych dla powinowatych tychże osób.
                                  Mój M. też kiedyś się na to obraził: wyjaśniłam mu jednak, że hipokryzją jest
                                  mówienie tylko po imieniu, gdy chce się zaakcentwać stosunki w rodzinie
                                  rekonstruowanej i udawnie, że jesteśmy rodziną biologiczną. Jest to też może
                                  mało przyjemna, ale jednak prawda, że to dziecko nie jest wspólne, ale tylko M.
                                  co nie wyklucza życzliwosci macochy, a nawet przyjemności przebywania w jego
                                  towarzystwie.
                                  • dominika303 Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 10:10
                                    MMM smile
                                    no dokładnie tak .
                                    tylko ze czasami jak u mnie NM chciał miec mnie jako matke pasierbicy i za
                                    chlerę nie chciał przyjąc do wiadomości , ze ona już matke ma. W sumie sam ją
                                    wybrał na matke swojego dziecka.A że im się zmieniło po kilku latach - to
                                    chciał abym z nim razem cierpiała - tego to już było za dużo.
                                    • marta_kasia Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 10:48
                                      A ja mam ulatwiona sytuacje. M ma corke, a ja z nim- dwoch synkow - wiec moge
                                      po prostu mowic: Dzwoniles do corki? I wszystko jasnesmile)))
                                      • mamba30 Re: Rozne sa macochy :) 27.07.07, 15:44
                                        u mnie na szczęście w ogóle takie określenia nie stanowią problemów. M zawsze
                                        mówi po imieniu o moim synu, pewnie ma na to wpływ to, ze mieszkamy razem, ja
                                        czasami mówię do M o synu np. "no zobacz, co to nasze dziecko zrobiło". O
                                        pasierbicy mówie albo po imieniu albo twoja córka, twoje dziecko. Nie stanowią
                                        takie określenia dla nas problemów, ba, ja w ogóle nie widzę problemu w
                                        słowach "twoja córka" i szczerze mówiąc dziwuję się, ze Wasi partnerzy jakoś
                                        źle to odbierają.

                                        Ale żeby równowaga została zachowana w przyrodzie, mam oczywiście inne
                                        problemy smile
      • reksia Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 09:55
        mamba30 napisała:

        > A gdzie szufladka dla mnie?? Mam swoje dziecko, nie mam dziecka z obecnym
        > partnerem i nie lubię swojej pasierbicy.....
        > No cocolona, dawaj i dla mnie jakąś klasyfikację!

        hehehesmile))))))))))))
      • coccolona Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 10:17
        No to powiedzmy, ze zalapujesz sie pod b lub c smile
        • coccolona Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 10:19
          To do mamby bylo
        • mamba30 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 10:19
          nie da rady, bo:
          a)mam diecko
          b) nie mam dziecka z misiem
          c) nigdy nie byłam pasierbicą.....
          • coccolona Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 10:29
            No to niech bedzie kategoria f dla kobiet z twoimi parametrami smile
    • lilith76 Re: Rozne sa macochy :) 26.07.07, 10:02
      Skoro ci taki podział ma pomóc uporać się z macochowaniem, to niech ci będzie.
      Choć widzę pewną szansę dla ciebie - jak powijesz dzieciątko możesz z kategorii b/ wpaść do kategorii c/ lub d/. Bo do a/ nie należysz jako bezdzietna ;D
      Rację pisze mangolda - daj ukochanemu dziecko sztuk jeden i dwa ;D

      Ja umykam się klasyfikacjom bo raczej wpisałabym się do d/, ale ja zawsze lubiłam dzieci i przebywanie z nimi, więc jestem w pewnym sensie "skrzywiona".
      Choć moje nastoletnie pomysły by urodzić jedno i adoptować ze troje dziś uważam za świetny dowcip. Losu... ;D
Inne wątki na temat:
Pełna wersja