A ja na przekór ostatnim trendom...LUBIĘ PASIERBA!

27.07.07, 23:08
Ba! Nawet bardzo go lubię! I wierzcie lub nie, zdarza mi się za nim tęsknić
jak go nie widzimy np.2-3 tygodnie.
Chłopak / Dzieciak ma 14 lat, bystrzak i cwaniak ale na prawdę w porządku
mały gość. A wiecie dlaczego go lubię? Bo mnie lubi. A dlaczego mnie lubi? Bo
ja go bardzo lubię a jednocześnie nie dałam sobie wejść na głowę. Kiedy
poroniłam, pytał się ojca jak się czuję i na prawdę było mu przykro, że tak
się stało. Za kilka miesięcy będzie miał siostrę i cieszy się, bo wie, że nie
będzie zapomniany i nikt go nie odrąci. Kiedy pojawiłam się w życiu mojego
Małża, Młody od początku wiedział, bo mu daliśmy to odczuć, że tata nadal go
kocha, a nowa żona nie oznacza, że teraz mu go zabiorę. Paradoksalnie, od
kiedy jestem w jego życiu, spotykają się z ojcem częściej niż kiedykolwiek.
Co tydzień lub 2. Ma u nas swoją pościel, specjalnie kupioną, jakieś ciuchy,
w nowym mieszkaniu będzie miał swój pokój i jest szczęśliwy. Bo po raz
pierwszy, od kiedy jego rodzicie nie są razem ( 10 lat) wreszcie ma u
taty "coś swojego"....
Po prostu kojarzę mu się z pozytywną zmianą w jego kontaktach z tatą.
Starałam się bardzo, mimo, że sytuacja nie jest łatwa - kocham człowieka,
który ma już za sobą jeden ślub, 14-letnie dziecko, a sama jestem młodą, do
tej pory niezamężną i po raz pierwszy w ciąży kobietą i nigdy nie
spodziewałam się, że tak będzie wyglądało moje życie. Ale nie zamieniłabym go
na żadne inne.

Pasiern ( brrrr, nie lubię tego słowa...) nie polubi nas bezinteresownie,
musimy mu odowodnić, że jesteśmy jego sprzymierzeńcami i że GO LUBIMY!!!
I sorry, ale wydaje mi się, że często niechęć pasierbów do nas wynika z
jednej przyczyny - naszego nastawienia do nich. Dzieci to wyczuwają i nawet
jak będziemy stroić słodkie minki i grać, a tak na prawdę nie potrafimy
zaakceptować jego roli w życiu naszego Małza/Niemałza, to nie bierzmy się za
macochowanie na siłę.
    • tropicana Re: A ja na przekór ostatnim trendom...LUBIĘ PASI 28.07.07, 06:59
      To jestem już druga w tym klubie lubiących. Ale lubić/kochac "mojego", to żadna
      sztuka. On się po prostu urodził taki dobry i znam go niemal od wczesnego
      dzieciństwa.Jeśli w jego nieśmiałym uśmiechu odnajduję uśmiech jego matki, to
      też mi to nie przeszkadza.
    • mamba30 Re: A ja na przekór ostatnim trendom...LUBIĘ PASI 28.07.07, 07:26
      Droga Shimmio, bardzo mnie cieszy, że lubisz pasierba, że On Cię lubi, że macie
      poprawne stosunki w przeciwieństwie np. do mnie i do wielu innych macoch.
      Wybacz jednak, ale moja niechęć do pasierbicy nie wynika bynajmniej z ogólnie
      panującego trendu. Nie wiem w ogóle, skąd Ci przyszło do głowy takie
      określenie, bo IMHO jest irracjonalne.



      > Pasiern ( brrrr, nie lubię tego słowa...) nie polubi nas bezinteresownie,
      > musimy mu odowodnić, że jesteśmy jego sprzymierzeńcami i że GO LUBIMY!!!
      > I sorry, ale wydaje mi się, że często niechęć pasierbów do nas wynika z
      > jednej przyczyny - naszego nastawienia do nich. Dzieci to wyczuwają i nawet
      > jak będziemy stroić słodkie minki i grać, a tak na prawdę nie potrafimy
      > zaakceptować jego roli w życiu naszego Małza/Niemałza, to nie bierzmy się za
      > macochowanie na siłę.


      Widzisz, dla mnie wszelakie pozytywne uczucia powinny być przejawiane
      BEZINTERESOWNIE, a kwestia lubienia czy nielubienia dzieci z poprzednich
      związków często i gęsto nie wynika z chęci bądź niechęci macochy, z jej
      nastawienia złego tudzież dobrego, ale z WZAJEMNYCH relacji pomiędzy
      zainteresowanymi.

      I tak też, jeżeli dziecko jest miłe, sympatyczne, nie nadeptuje Ci na odcisk,
      nie przejawia złośliwości, jego tata potrafi wypośrodkować relacje i uczucia w
      nowej rodzinie, sytuacja jest idealna do stworzenia normalnie funkcjonującej
      rodziny rekonstruowanej. Mówimy oczywiście o macocham mających chęć żyć w
      zgodzie z otoczeniem, a nie o patologii - liczę, że tych drugich przypadków
      jest o wiele mniej. Jeżeli jest do tego jeszcze exia, która również akceptuje
      nową sytuację i nie przejawia zapędów destrukcyjnych, to tworzy nam się
      sielankowy obraz, w którym widzę np. siebie, jako wspaniałą macoszkę.

      Ale, ale.... życie nie zawsze piszę nam scenariusze przez nas wymarzone i tym
      też powoduje, że obraz idealnej rodziny, którego mamy projekcję jest nierealnym.

      Co z tego, że macocha ma dobre chęci, że stara się stworzyć dom i w nim miłą
      atmosferę, gdy pasierb nie jest w stanie zaakceptować nowego związku ojca, gdy
      niechęć do tego związku a zwłaszcza macochy jest notorycznie podsycana przez
      matkę, która nie pogodziła się z nową sytuacją. A gdy do tego dołożymy ojca,
      który nie zawsze potrafi się odnaleźć w również nowej dla siebie sytuacji, mamy
      klops i snucie Twoich ideałów to utopia.

      Zapewniam Cię, że w wielu przypadkach zaakceptowanie roli, jaką pełni pasierb w
      życiu ojca jest realne, co nie jest równoznaczne z zaakceptowaniem stosunku,
      jaki ma pasierb do macochy. Są dzieci tak zmanipulowane przez matki, że latami
      potrafią uprzykrzać swoim zachowaniem i postawą życie, nawet mimo
      najszczerszych chęci ze strony macochy.

      Ja sama byłam w powyższej sytuacji. Wg Twojej teorii powinnam odejść od M, bo
      macochowanie mi nie wyszło?

      Życzę Ci, żebyś nigdy nie musiała się przekonać na własnej skórze, jak to jest
      mieć tego trochę mniej miłego pasierba i trochę mniej wyrozumiałą exię.

      Nie generalizuj, proszę.
      • mamaika Re: A ja na przekór ostatnim trendom...LUBIĘ PASI 28.07.07, 12:06
        Mamba ślicznie i elegancko ujęte sedno sprawy`.
        A dla autorki postu uwaga tylko jedna może mało elegancka ale treściwa :
        fajnie,że chcesz co niektóre z nas oświecić , natomiast wsadzanie wszystkich do
        jakiegoś fora czy wymyślanie panującej tu rzekomo"mody" jest co najmniej
        idiotyczne. Większośc tych "nielubiących" cholernie mocno starała się i
        walczyła o zupełnie inne relacje z pasierbami, tak więc przybastuj z prawdami
        objawionymi.
    • marusia1 Re: A ja na przekór ostatnim trendom...LUBIĘ PASI 28.07.07, 12:34
      Zostałam wybrana przez jeszcze nie pasierba (a raczej zaakceptował on wybór
      taty). Spełniałam ich warunki. :o) Było wspaniale, dopóki Młody nie zaczął
      pokazywać jak bardzo jest za mną (a był bardziej niż za własną matką). Dostawał
      ode mnie to, czego nigdy nie zaznał od matki, a dziecko tego potrzebuje. Ex się
      dowiedziała, zauważyła, zazdrościła nam szczęścia, uczuć. I powoli zaczęła
      drążyć, kropla po kropli... Rozwaliła psychikę Młodego, zburzyła jego poczucie
      bezpieczeństwa, wiarę w miłość... Wmówiła mu, że nam przeszkadza, że tata go
      wziął żeby nie płacić na niego alimentów, itd. Ex jest jego matką, Młodemu
      zależy na jej miłości (każde dziecko chce mieć swoją matkę) i nie ważne są
      czasami fakty, nasze czyny, tylko to co mu "mamusia powiedziała". Będzie patrzył
      na białe, a "mamusia" mu powie, że to czarne, a on na pewno przyzna jej rację -
      wbrew logice. Mimo 12 lat, to jeszcze dziecko (duuuże). Pocieszam się, że kiedyś
      zrozumie.
      • dominika303 Re: A ja na przekór ostatnim trendom...LUBIĘ PASI 28.07.07, 13:10
        No cóz, gdbym trafiła na ten temat 4 lata temu też dołączyłabym sie do chórku -
        ja lubię, ba bardzo lubię pasierbicę, własnie jej coś nowego kupiłam i nie moge
        się doczekać aby ją w końcu poznać .................
        Ale mineło ponad 4 lata, ja nadal pasierbicy nie widziałam, exia w miedzyczasie
        postawiła na swoim i NM wywaliła z życia ich wspólnego dziecka.
        Nic innego mi nie pozostało jak pamietać co miesiąc , ze do 10 musza wyjść z
        naszego wspólnego konata alimenty .

        A mogło być tak fajnie , miło i sielankowo.

        Nie wyszło , mimo moich najszczerszych chcęci.

        Exia na początku wypytywała NM o mój stosunek do ich dziecka, gdy ten
        powiedział, ze wszystkie ubranka to mój wybór,że ineteresuję się nią, że chcę
        ją poznac, że mi się na zdjeciach podoba itp , to nagle okazało sie ze funduję
        młodej wiochę i jej nie lubię, wręcz nie cierpię, ze tylko stroję pokazówkę, że
        jak chcę się widywac z jakimś dzieckiem to powinnam sobie bachora zafundować. I
        powinnam zasuwac do lepiej płatnej roboty, bo exia chce większe alimenty .

        I tak oto, zafundowałam sobie i NM bachora i o niego będziemy dbać, a
        pasierbica ......... hmm cóż moze kiedys zrozumie, a moze nie, ale to juz nie
        mój problem.

        Natomiast uwazam wielce za niestosowne, pisanie o modzie na nielubienie
        pasierbów za to że są sad
        Ale ja chyba przewrażliwiona jestem .
        • m-jak-magi Re: A ja na przekór ostatnim trendom...LUBIĘ PASI 28.07.07, 14:53
          dominika303 - nie zebym ci kadzila ale ciaza chyba ci sluzy bo coraz fajniej mi
          sie ciebie czyta smile
          zreszta gratuluje przy tej okazji czeka cie cudowny czas. ja juz 5ty miesiac z
          moim brzdacem w domu ale ... wracam bo musze sie zajac swoja firma.
    • bubal1 Re: A ja na przekór ostatnim trendom...LUBIĘ PASI 28.07.07, 13:16
      Ja też lubię swoją pasierbicę. Ale nie mam złudzeń, że jest tak dlatego że jest
      ona bardzo fajnym dzieckiem (ma oczywiście swoje wady które widzę ale tak jak
      każdy)i eks też jest bardzo w porządku. Udało mi się - oby nie zapeszyć. I
      zawsze mówię swojemu NM że jedno co mu się w poprzednim małżeństwie udało to
      mądra żona. Nie nastawia źle dziecka, nie ma absurdalnych wymagań finansowych
      szanuję ją i mam wrażenie, że vice versa.
    • m-jak-magi Re: A ja na przekór ostatnim trendom...LUBIĘ PASI 28.07.07, 15:11
      nie sadze zeby byl trend tylko panie manifestujace swoja niechec duzo czesciej
      popelniaja watki na ten temat a poniewaz pojawilo sie troche aktywnych pisarsko
      trolli to z reguly wywiazuje sie na ten temat niemila dyskusja.
      ja bardzo lubie moja pasirebice i jest mi duzo blizsza od czasu kiedy pojawil
      sie na swiecie jej brat czyli moj synek.
      mysle jednak ze gdyby byla zbuntowana i nafaszerowna nienawiscia do wszytskiego
      co zwiazane ze mna nastolatka byloby mi czysto po ludzku trudno o przyjazne
      odruchy. mysle ze zastosowalabym zasade primum non nocere i wycofala sie z jej
      zycia calkowicie nie wplywajac absolutnie na ograniczenie kontaktow z jej ojcem.
      panie epatujace niechecia do pasierbow ida duzo dalej w swoich rzadaniach -
      przeszkadza im fakt ze ich partner poswieca czas wlasnemu dziecku - najchetniej
      zmiotlyby pasierbow z powierzchni ziemi. takiej postawy nigdy nie zrozumiem i
      nie zaakceptuje.
      • shimmia (..) 28.07.07, 18:11
        Uderz w stół ....
        nie atakowałam nikogo, daleka jestem od tego, bo sytuacja każdej z nas jest
        inna i nie mnie to analizować. Chciałam po prostu przełamać ostatnie "trendy" (
        nie rozumieć tego źle), tzn. pojawianie się głównie postów o "nielubieniu"
        pasierbów i pasierbic... Chciałam,żeby troche optymizmem powiało.
        Tyle.
        Nie czepiajcie się - ja się Was nie czepiam, nigdy nie skomentowałam żadnego z
        waszych postów negatywnie, bo wiem, że życie jest czasami ciężkie i różnie się
        układa...
        może coś ujęłam w ten sposób, że kogoś uraziłam. Jeśli tak - to przepraszam.
        Chciałam opisać swoją sytuację - może cukierkową, ale prawdziwą. Tak po prostu
        też bywa. I życzę, zeby każdej z nas się ułożyło.
        • nsc23 Re: (..) 28.07.07, 18:27
          Shimmia,
          Ja tez 'moja' mala lubie. Glownie dlatego, ze jest w swietnym wieku (troche
          ponad dwa lata) i co ja widze, to jest wieksza, madrzejsza i coraz bardziej
          usmiechnieta. Mama jej chyba nie nakreca, bo mala do mnie lgnie bardzo chetnie,
          nawet chetniej niz do taty, bo ja z nia biegam na czworaka, udaje lwy i
          jednoczesnie ucze ja mowic (mala jest dwujezyczna, wiec idzie jej roznie, w
          sumie uczymy sie od siebie nawzajem - ona ode mnie angielskiego, ja od niej
          Shona). Lubie ja na tyle, ze nie mam nic przeciwko temu, zeby spala w naszym
          lozku jak tu jest, nawet jak mnie w zeszla niedziele rano obudzila (gruby
          polazl robic dla nas sniadanko smile) to sie nie zdenerwowalam, chyba jest jedyna
          osoba, ktora moze mnie obudzic w weekend bez ryzykowania zycia. Zaczela sobie
          troche chlipac, ze nie ma mamusi i jej pokoju, to ja przytulilam i przestala
          (generalnie lepiej na nia dzialam niz jej wlasny ojciec). Taka mala pasierbica
          to normalnie skarb big_grin
          Czasem tylko nachodza mnie mysli, ze jak dorosnie, to moze juz nie bedzie tak
          rozowo, ale szybko przeganiam te mysli i ciesze sie tym, ze na razie jest jak
          jest, a co bedzie pozniej, to sie zobaczy smile
          • nsc23 Re: (..) 28.07.07, 18:29
            A tak w ogole, to przynajmniej mam na kogo przelac swoje instynkty
            macierzyskie, ktore mi nagle wylazly z jakiegos ciemnego kata i gruby tez na
            mnie tak nie naciska, zeby dziecko miec teraz, chociaz w przyszlosci
            przebakiwal cos, ze co najmniej 3, ale na razie mam czas na studiowanie wink
    • natasza39 Jesli chodzi o lubienie.... 29.07.07, 00:37
      To ani ja pasierbów lubić nie muszę, ani one mnie.
      Bo pasierb, czy macocha to tez człowiek i jednych lubimy, innych nie lubimy.
      Jako ludzi, za to jacy są i jakie maja charaktery.
      Macocha ma natomiast zasrany obowiązek akceptować niezaprzeczalny fakt istnienia
      pasierbów, a pasierby maja zasrany obowiązek zaakceptować wybór ich ojca.
      Ja ten problem ćwiczę na co dzień z perspektywy Waszych M-ów i NM-ów.
      Powtarzam synowi, że nie wymagam, aby mojego M lubił, ale ma go szanować i
      akceptować, bo to mój wybór i moje życie. Jeśli nie będzie szanował mojego życia
      i moich wyborów, ja nie będę szanowała jego.
      Oczywiście nie ma uniwersalnych sposobów i warunków, żeby to spełnić, bo
      przeważnie jest jeszcze exia, która od tych dzieci-pasierbów często, gęsto żąda
      aby okazywały niechęć i brak szacunku macosze i wręcz robiły jej na złość.
      W przypadku takich dzieci, to ja im nawet współczuję, bo sa między młotem i
      kowadłem.
      JAk takie dziecko ma okazywać szacunek czy sympatię komuś, kogo własna matka
      wyzywa w domu od najgorszych? To taki kryzys lojalności u dziecka jest po prostu.
      Myślę jednak, że systematyczna i konsekwentna postawa ojca w większości
      przypadków pozwoli na polepszenie stosunków.
Pełna wersja