Dziekuję za przyjęcie do forum...

29.07.07, 10:40
... macochą nie jestem z racji płci, za to rozwiedzionym i owszem. Za pasem
nowe małżeństwo.

Po lekturze kilku wątków zastanawiam się skąd takie emocjonalne nazewnictwo
"eksiary, małże, NM"? Czy pejoratywne okreslenia innych wyrażają również zgodę
na szyderstwo wobec siebie samego? Może to zwykła nieumiejętnośc pogodzenia
się z rzeczywistością?

Pytam dlatego, że czuję, że forum zżerają emocje i walka.
    • m-jak-magi Re: Dziekuję za przyjęcie do forum... 29.07.07, 11:13
      a dlaczego zzerja ?? a od czego jes annimowe forum jak nie od eksponowania
      swoich emocji ??
      to chyba calkiem naturalne ze ludzi emocjonalnie podchodza do swoich problemow
      a forum pozwala dac wielu emocjom ujscie.
      • tricolour Emocje biorą się z życia... 29.07.07, 11:18
        ... i samo ich eksponowanie do niczego nie prowadzi. Co z tego, że nie radzimy
        sobie w życiu, a założymy forum do wyżywania się?

        Jak rzygamy na widok pasierba, to eksponowanie emocji na forum pomaga w relacji
        z dzieckiem?
        • pom Re: Emocje biorą się z życia... 29.07.07, 11:46
          Tricolour,
          nie każdy radzi sobie z emocjami. Czasem to etap przejściowy do poukładania
          sobie w środku wszystkiego. A to trwa. Forum ma czasem działanie terapeutyczne i
          takie zachowania nie są niczym dziwnym.
          To są trudne relacje, a bywają bardzo trudne. Bo żeby układ funkcjonował trzeba
          dobrej woli WSZYSTKICH DOROSŁYCH: rodziców i ich partnerów. Wystarczy zaburzyć
          jedno ogniwo i emocje na wątku gwarantowane.
          Mam to niezwyłe uważam, szczęście, gdzie wszyscy się znakomicie dogadali. Mama
          dzieci jest matką dobrą i rozumnym człowiekiem. Mój partner ma wyczucie
          proporcji starając zachować równowagę pomiędzy naszymi dwoma światami. Ja ze
          swej strony daje mu pełną swobodę do bycia ojcem nie moich dzieci a dzieci
          uznaję za normalnych członków jego rodziny, wobec których należy zachowywać się
          dobrze, choć bez zbędnych starań. Czasem są małe spięcia ale szybko wyjaśniane -
          praca, praca i jeszcze raz praca nad tym co jest.
          Ale takie osoby jak ja rzadko o czym mają pisać, bo o czym niby, jeśli nic się
          nie dzieje.smile
        • m-jak-magi Re: Emocje biorą się z życia... 29.07.07, 13:04
          a nie przyszlo ci do glowy ze niektorzy nie potrzebuja pomocy. traktuja forum
          jako sposob na anonimowe przelanie swoich frustracji, zlosci i zlych mysli.

          nie kazdej z macoch zalezy na poprawnych relacjach z pasierbami. jak sobie
          pozytasz niektore chca zrzucac z 10 pietra, rzucac o podloge itd. to oczywiscie
          przenosnia ( mam nadzieje ) ale dla wielu pasierb to szkodnik i szukaja na
          forum sposobow jak skutecznie wyeliminowac go ze swojego zycia.
    • mamba30 Re: Dziekuję za przyjęcie do forum... 29.07.07, 13:34
      Może poczytaj trochę więcej, niż kilka wątków, a dopiero potem się ustosunkuj
      do forum, forumek i panujących tu określeń i wmocji.....?
      • tricolour W pierwszych dwudziestu wątkach... 29.07.07, 13:40
        ... ciągle pojawia sie problem relacji z pasierbem. Prawie we wszystkich.
        • m-jak-magi Re: W pierwszych dwudziestu wątkach... 29.07.07, 13:42
          a problemow w relacji z kim spodziewales sie na forum macochy ??
        • mamba30 Re: W pierwszych dwudziestu wątkach... 29.07.07, 13:45
          Bo to jest jak sama nazwa wskazuje forum dla macoch, a skoro macocha, to i
          pasierby.
        • nsc23 Re: W pierwszych dwudziestu wątkach... 29.07.07, 13:46
          tricolour, a jakich watkow sie spodziewales?
          'Droga redakcjo, spoznia mi sie okres, czy jestem w ciazy? Pomoy!'?
          Wiekszosc macoch ma jakis problem w swoich relacjach z pasierbem, dzielimy sie
          tu doswiadczeniem, wymieniamy opinie. Pojawiaja sie okreslenia typu 'eksiara',
          ale nie sa one obrazliwe, po prostu pisanie 'matka dzieci mojego partnera'
          czy 'byla zona mojego obecnego meza' jest dosc dlugie i juz bym dawno
          zapomniala, o co mi chodzilo na poczatku zdania.
          • tricolour Czego się spodziewałem? 29.07.07, 13:55
            Spodziewałem się zgodnej opinii, że nie ma problemów relacji macocha-pasierb. Są
            za to problemy macoch w określeniu własnego miejsca w nowym związku.

            Bo tak myślę, że jest wystarczająco duzo czasu od poznania do zbudowania
            związku, by pogodzić się z myslą, że facet już kiedys rodzine miał i wynikają z
            tego okreslone konsekwencje. Między innymi wynikają obowiązki wobec dzieci.

            Facet zakładający nową rodzine nie oczekuje i nie wymaga przecież by jego
            kobieta była niepokalaną dziwicą i bierzą ją z jej historią - taka jaka jest.
            "Historią" faceta są jego dzieci, które powinny być tak kochane, jak te nowe,
            które pewnie planuje w nowej rodzinie. Poza tym kobieta powinna raczej zabiegac
            o poprawne stosunki ojca z dziećmi, bo na tej podstawie może wyobrażać sobie jak
            będą wyglądały relacje z tymi, która ona urodzi...
            • mamba30 Re: Czego się spodziewałem? 29.07.07, 14:04
              A więc obrońco uciśnionych smile oświecę Cię po krótce w kwestii swojego związku.
              Prawie 3 lata z M (mąż), pasierbica w chwili obecnej lat 8. Wspólnych dzieci
              brak i raczej nie będzie - nasza decyzja, ja mam też syna 13 letniego.

              Jak najbardziej w moim związku przejawiały sie problemy na linii macocha-
              pasierbica. Ponad 2 lata młoda przyjeżdżając do nas co weekend emanowała taką
              złością, nienawiścią i złośliwością, że i święty by nie wytrzymał. Mimo
              wszystko 2 lata dawałam radę. Nie kwestionuję jej istnienia, była jest i będzie
              w zyciu M, ale NIE JESTEM W STANIE ZAAPCEPTOWAĆ tego, w jaki sposób się
              zachowuje. I nie gadaj mi tu, że mam problem w określeniu miejsca w nowym
              związku. Jestem żoną, mieszkamy w MOIM mieszkaniu, pasierbica przyjeżdżając
              tutaj miała obowiązek zachowywać się POPRAWNIE. Ze skuteczną i konsekwentną
              pomocą swojej mamusi, dla nas exiary, z każdym razem dostarczała co raz to
              nowych rozrywek.

              Wybacz mój drogi, ale w takim układzie ja nie chcę funkcjonować, ani też
              zabbiegać o cokolwiek. Pilnuję, żeby alimenty na czas poszły do exiary, a
              reszta mnie już wali. Mam w nosie, czy M odwiedzi dziecko, czy cokolwiek innego
              z nią związanego. Nie utrudniam, ani się nie interesuję. Mam do tego pełne
              prawo. I jeżeli kiedykolwiek będę chciała wywalić z siebie emocje i nie będę
              miała ochoty tego zrobić przed M, czy przed kimkolwiek, to zapewniam Cię, że
              zrobię to na forum. Bez względu na to, co o tym sądzą inni.
            • nsc23 Re: Czego się spodziewałem? 29.07.07, 14:12
              "Spodziewałem się zgodnej opinii, że nie ma problemów relacji macocha-pasierb"
              Przykro mi, ale Cie mocno rozczaruje. Problemow jest mnostwo.
              "Bo tak myślę, że jest wystarczająco duzo czasu od poznania do zbudowania
              związku, by pogodzić się z myslą, że facet już kiedys rodzine miał i wynikają z
              tego okreslone konsekwencje. Między innymi wynikają obowiązki wobec dzieci."
              Tak, tylko widzisz, jezeli ktos sam rodziny nigdy nie mial, to moze i sobie
              myslec jego dzieci, jego problem, ja nie bede miala zadnych problemow z ich
              akceptacja', ale u progu zwiazku czasem ciezko przewidziec jakie czesci naszego
              wspolnego zycia beda przez pasierby determinowane i co to tak na prawde
              oznacza. Ja spodziewalam sie zupelnie czegos innego niz dostalam, ale nie
              narzekam.
              ""Historią" faceta są jego dzieci, które powinny być tak kochane, jak te nowe,
              które pewnie planuje w nowej rodzinie"
              Typowe podejscie faceta. Mam nadzieje, ze Twoja nowa partnerka je podziela, bo
              inaczej macie problem.
              "Poza tym kobieta powinna raczej zabiegac o poprawne stosunki ojca z dziećmi,
              bo na tej podstawie może wyobrażać sobie jak będą wyglądały relacje z tymi,
              która ona urodzi..."
              Jasne, najlepiej niech nowa zona lata i sie stara, zeby facet mial dobre
              stosunki ze swoimi dziecmi.
              Przykro mi, ale Twoje podejscie jest jak dla mnie kompletnie nierealne i
              idealistyczne i ciesze sie, ze moj facet akceptuje to, ze ja moge miec pewne
              problemy z radzeniem sobie z moimi uczuciami i nie zaklada z gory, ze wszystko
              bedzie super, tylko pomaga mi i mnie wspiera. Poza tym moja 'historia' nie
              kosztuje nas ilestam miesiecznie i nie przychodzi do nas co weekend.
            • m-jak-magi Re: Czego się spodziewałem? 29.07.07, 18:37
              tricolour - to jest forum ogolne i o zgodnej opinii mozna zapomniec. \sciera
              sie tutaj wiele postaw - czesto bardzo skrajnych. sa osoby macochy ktore
              dokladnie jak ty postrzegaja sprawy i jest rowniez duza grupa macoch o zgola
              odniennych stanowiskach. mysle ze jak dluzej tutaj pobedziesz to o wiele
              latwiej uda ci sie zrozumiec punkt widzenia roznych macoch. zrozumiec - nie
              oznacza zgodzic sie.
          • tricolour A co do określen typu "eksiara"... 29.07.07, 13:59
            ... to przypomina mi się Hrabal, którego jeden z bohaterów dzieli kobiety na
            "dupiary" lub "cycówy".

            Zawsze uważałem takie określenia za obraźliwe.
            • mamba30 Re: A co do określen typu "eksiara"... 29.07.07, 14:05
              To ja Ci powiem, że po tych wszystkich akcjach, których nam dostarczyła ex żona
              mojego męża, dostała ona ksywkę nie tylko exiara, ale i LARWA. Bo zasługuje na
              to, jest taka podłą, wredną larwą. Jakby była normalnie funkcjonującą
              jednostką, nazywałabym ją pewnie exia.
              • mamba30 I jeszcze coś.... 29.07.07, 14:08
                ja mam duzo dosadniejsze okreslenie swojej osoby u exiary - ta qrwa. Zeby było
                jasne - jak poznałam M, był po rozwodzie na życzenie larwy - znalazła młodszego
                kochanka.
        • natasza39 Nie bądź taki tri! 29.07.07, 14:31
          tricolour napisał:

          > ... ciągle pojawia sie problem relacji z pasierbem. Prawie we wszystkich.

          Nie bądź wybiórczy tri.
          Jeden jest o burdelu, a jeden o króliku.

          A co do określeń "exiara", to jest watek, w którym nazywamy się same "flamami".

          A zatem nie bądź wybiórczysmile
    • leeya Re: Dziekuję za przyjęcie do forum... 30.07.07, 11:08
      Juz od dawna chcialam popelnic wpis, wiec popelnie go tutajsmile

      Tricolour,
      Przede wszystkim gratuluje rychlego wstapienia na nowa droge zyciasmile

      No wlasnie: Nowa Droge Zyciasmile Stad chyba Twoje zastanawianie sie nad
      nazewnictwem, brakiem pogodzenia sie z rzeczywistoscia u forumek i innymi
      rzeczami. Mieszkajac na codzien z Narzeczona i jej Dzieckiem (lub nie?) miales
      czas zastanowic sie czy pasuje Ci taki uklad, czy jestes w stanie zaakceptowac,
      byc moze nawet polubic Dziecko Twojej Narzeczonej. A jezeli jeszcze Ojciec
      Dziecka nie robi zadnych problemow i nie zglasza sprzeciwow, to juz w ogole
      sielanka. Za to nie omina Cie inne problemysmile Takie jak okres dorastania, bunt
      przciwko Tobie "bo nie jestes moim Tata" itd, wiec nie ma co sie cieszyc i
      swiecic (nomen omen) krysztalowa postawa. Bo w takich warunkach na prawde mozna
      byc tym pozytywnym bohaterem i ze zdziwieniem patrzec na forum i dziwic sie:
      jak to ten swiat na psy schodzi.
      A to nieprawda. Swiat nie schodzi na psy, po prostu ludzie maja prawo do
      emocji, maja prawo krzyczec, plakac, zloscic sie, klac kiedy ktos im pluje w
      twarz i poniza ich. Chyba nie zaprzeczysz?smile
      Inna sprawa jest tez to, ze forum to wzbudza wiele kontrowersji i emocji od
      kiedy pamietam (a czytam je od 3 lat wlasciwie). Trolle to raczej czesty
      przypadek tutaj. Dlatego trzeba umiec oddzielic ziarno od plew. Czytac, ale
      rady stosowac wybiorczo. Podobnie jak z Trejsismile Bo nie ma uniwersalnej recepty
      na zycie. Dawno temu napisalam, ze chcialabym, zeby moje dziecko mialo macoche
      pokroju M-M-M. Bo to madra babeczka jest, ktora widziala rodzine rekonstruowana
      z pozycji pasierbicy i macochysmile I takich madrych babeczek tu jest wiecej. Na
      prawde! Ale ich wypowiedzi gina pod nawalem, wybaczcie, bzdurnych wynurzen
      niedojrzalych emocjonalnie maciwod. Bo wieksze emocje budza wpisy, z ktorymi
      absolutnie sie nie zgadzamy niz takie, ktore sa blizsze naszemu swiatopogladowi.

      Zle wiesz co? Ja Cie tam troche rozumiem Tricoloursmile Tez mam miodzio uklad,
      gdzie wszyscy wszystkich wspieraja, zeby zadne dziecko nie poczulo sie
      odrzucone, zapomniane czy mniej kochane. Ale wierz mi, pojawiaja sie zupelnie
      inne klopoty. Dlatego nie dziwie sie juz niczemu i nikomu. Sama mam czasem
      ochote poklac, porzucac miesem i pouzalac sie nad sobatongue_out
      Pozdrawiam,
      Leeya

      PS. Kuchnia, wpis popelnilam po to zeby sie zapytac:
      Widzial ktos Capcie ostatnio?? pisze do niej maile i pisze i pozostaja bez
      odpowiedzisad
      • natasza39 O Jezusie Brodaty, leeya! 30.07.07, 11:33
        Gdzie Ty byłaś jak Cię nie było?
        Miło Cię czytać znowusmile
        A Capa pisze czasem i tu i Nowej Rodzince II, ale ma dostęp do netu ograniczony
        z racji zamieszkiwania na jakimś odludziu.


        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
        głupcami.
        • leeya Re: O Jezusie Brodaty, leeya! 30.07.07, 11:44
          Tasza!! Slonkobig_grin
          Firstly: Gratulacje ogromnesmile Widzialam, ze sie "spapierkowalas" z M. big_grin
          Gratulacje dla Mlodego tyz big_grin Zdolniacha chlopak big_grin

          Jeszcze do wrzesnia jestem w rozkroku pomiedzy domem rodzicow a Gdanskiem,
          bardziej na mazurach niestety sad A tam slabo z netem sad Po kilku ostrych
          zakretach wychodze na prosta. Sorry, wychodzimysmile

          Jak bede miala ciut czasu skrobne priva

          Pozdrowionka,
          Leeya

          PS. Co to Nowa Rodzinka II? Jakies forum o ktorym nie wiem? tongue_out
          • natasza39 Re: O Jezusie Brodaty, leeya! 30.07.07, 12:28
            leeya napisała:

            > Tasza!! Slonkobig_grin
            > Firstly: Gratulacje ogromnesmile Widzialam, ze sie "spapierkowalas" z M. big_grin
            > Gratulacje dla Mlodego tyz big_grin Zdolniacha chlopak big_grin

            Dziękismile
            >

            > PS. Co to Nowa Rodzinka II? Jakies forum o ktorym nie wiem? tongue_out

            Ano nowe forum, tu masz link:

            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=47003

            ---------------------------------------------------------------------
            Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
            głupcami.
            • m-m-m Re: O Jezusie Brodaty, leeya! 30.07.07, 13:53
              No właśnie Leeya, ja tak od czasu do czasu myslę o Tobie jak tam Twoje zdrowie
              i w ogóle jak sobie radzisz smile)
      • tricolour Leeya, taki długi post na nic... 30.07.07, 16:42
        ... narzeczona nie ma dzieci.

        tongue_outPP
        • leeya Re: Leeya, taki długi post na nic... 31.07.07, 11:06
          tricolour napisał:

          > ... narzeczona nie ma dzieci.
          >
          > tongue_outPP

          No to nie rozumiem skad ten kaganek oswiatysad

          Czyli Twoja narzeczona jest/bedzie macocha, tak? A jezeli to ONA bedzie
          macocha, to dlaczego Ty tutaj piszesz a nie Ona? I skad wiesz, co Ona na prawde
          mysli o Twoich dzieciach (jezeli takowe posiadasz)? Na forum ostatnio udzielaja
          sie nicki, ktore twierdza, ze ich misie nic nie wiedza o ich (delikatnie
          mowiac) nieprzychylnym nastawieniu do dzieci misia. Co dowodzi, ze latwo mozna
          oklamac wlasnego misia w tak fundamentalnej sprawie.

          W kazdym razie powodzenia na Nowej Drodze Zycia.
          Pozdrawiam,
          Leeya
          • tricolour Co inni twierdzą i co inni ukrywają... 31.07.07, 11:22
            ... to mnie nie intersuje.

            Zainteresowało mnie wrogie nastawienie do dzieci exa, w sumie bez powodu. Bo z
            faktu, że ktoś zbił wazon wynika tylko tyle, że trzeba kupić nowy, a nie
            lamentowac publicznie.
            Kiedy czytam dylemat dorosłej i dojrzałej kobiety, że po własnych dzieciach
            zmywac naczynia może, a po "cudzych" nie może , to raczej widzę taką kobietę,
            jak przymierza się do życiowej roli praczki i pomywaczki niż do roli matki,
            opiekunki i WYCHOWAWCZYNI umiejącej zachęcić wszystkie dzieci do zmywania po sobie.

            A kiedy już dochodzi rzeczywiście do poważnych konfliktów z pasierbem, to
            zastanawia mnie gdzie podział sie ten rycerz-misio, co ma bronić swojej kobiety
            i nie pozwalać na eskalację głupiego pomysłu, że pasierb (więc dziecko) jest zły.
            • e_r_i_n Re: Co inni twierdzą i co inni ukrywają... 31.07.07, 11:27
              tricolour napisał:

              > WYCHOWAWCZYNI umiejącej zachęcić wszystkie dzieci do zmywania po sobie.

              Dlaczego wszystkie?
            • m-m-m Re: Co inni twierdzą i co inni ukrywają... 31.07.07, 11:29
              >>>>jak przymierza się do życiowej roli praczki i pomywaczki niż do roli matki,
              opiekunki i WYCHOWAWCZYNI umiejącej zachęcić wszystkie dzieci do zmywania po
              sobie


              A z jakiej racji ma nauczać zmywania wszystkie dzieci i z jakiej racji ma być
              bezpłatną wychowawczynią cudzych, które mają ojca i matkę?
              • tricolour Dlaczego? 31.07.07, 11:41
                Bo ucząc wszytskie dzieci znika opisywany problem, a nie ucząc - problem
                pozostaje. Jest zatem wybór i na coś trzeba się ZGODZIĆ. Jesli ktoś nie chce
                uczyć, to niech sie zgodzi na konlikty - taka jest konsekwencja.
                • e_r_i_n Re: Dlaczego? 31.07.07, 11:47
                  Alez skad - robiac cos wbrew swoim przekonaniom problem nadal zostaje, tylko na
                  zewnatrz moze tego nie widac. Rozwiazaniem problemu jest TYLKO I WYLACZNIE
                  egzekwowanie od ojca dziecka jego obowiazkow wobec tegoż.
                  • tricolour To wchodząc w związek z dzieciatym facetem... 31.07.07, 12:39
                    ... nie zdwałas sobie sprawy z możliwości konfliktu z dziećmi z poprzedniego
                    małżeństwa? Nie było czasu na rozmowy, na wypracowanie wspólnego stanowiska, na
                    przyjrzenie się i dzieciom, i ex, i facetowi jak się zachowują?

                    Dopiero teraz okazało sie jakie masz przekaniania?
                    • e_r_i_n Re: To wchodząc w związek z dzieciatym facetem... 31.07.07, 12:41
                      Ja nie mam problemów z dzieckiem mojego meza, bo on doskonale wie, ze jego
                      dziecko to jego obowiazek. I nie wyrecza sie mna.
                      • m-m-m Re: To wchodząc w związek z dzieciatym facetem... 31.07.07, 12:44
                        Mój też już bardzo dawno przyjął do wiedzy, ze syn to jego obowiązek.
                      • chalsia Re: To wchodząc w związek z dzieciatym facetem... 31.07.07, 12:45
                        e_r_i_n napisała:

                        > Ja nie mam problemów z dzieckiem mojego meza, bo on doskonale wie, ze jego
                        > dziecko to jego obowiazek. I nie wyrecza sie mna.

                        Erin, z całym szacunkiem, ale ROTFL do kwadratu.
                        Ten wątek jest poświęcony sytuacji, gdy macocha MA kontakt (i to raczej częsy i
                        dość regularny) z pasierbami. A o ile pamiętam przez ostatnie 3 lata (?) miałaś
                        okazję widzieć się z pasierbem może maks. 5 razy.
                        • e_r_i_n Re: To wchodząc w związek z dzieciatym facetem... 31.07.07, 12:48
                          Dziecko jako obowiazek to nie tylko kontakty, ale całokształt. I o
                          oczekiwaniach mojego meza wobec tego całoksztaltu pisze.
                • m-m-m Re: Dlaczego? 31.07.07, 11:50
                  Zaraz, zaraz ustalmy jedną rzecz: dziecko/ dzieci mają ojca i matkę i to oni
                  mają bowiązek uczyć ich m.in. zmywania.
                  To oni mają obowiązek egzekwować zmywanie naczyń od swoich dzieci, jeśli
                  przydzielili im takie obowiązki, a nie osoby postronne. Konflikty są wtedy
                  jeśli rodzic nie przyjmie do wiadmości, że jego dzieci to są JEGO dzieci, a nie
                  wspólne z nową partnerką. To rodzic ma narzucić swom dzieciom zmywanie i je
                  tego uczyć, a nie zwlać ten obowiązek wychowawczy na nowych partnerów.
                  Za wygaszanie konfliktów w rodzinie rekonstruwanej odpowiada rodzic, to on ma
                  sprawić by i wilk był syty i owca cała, anie zwlać odpowiedzialność za
                  konflikty na nowego partnera, bo ten nie chce wychowywać cudzych dzieci.
                  • mikawi Re: Dlaczego? 31.07.07, 12:00
                    dokładnie tak jak pisze mmm; jak poczytasz to forum dłużej tricolour
                    zrozumiesz, że problemy na linii pasierb-macocha, niechęć do pasierbów itp
                    wynikają często gęsto właśnie z takich jak Twoje oczekiwań facetów - że nowa
                    żona weźmie się radośnie za wychowywanie dziecka faceta. Przyjmij do
                    wiadomości, jesli chcesz budować udaną rekonstruowaną rodzinę, że to TY
                    ponosisz odpowiedzialnośc za wychowanie swojego dziecka, to są TWOJE obowiązki,
                    to TY powinieneś egzekwować obowiązki dziecka i to do CIEBIE należy zadbanie o
                    właściwe relacje. Nie ma lekko. To TY jesteś RODZICEM.
                  • tricolour Mylisz się... 31.07.07, 12:31
                    ... chocby z tego powodu, że Twoim domu, w którym mieszkasz z mężem i ojcem
                    jego dzieci, to Ty jesteś gospodarzem. Ojciec też.

                    Z faktu, że Ty jesteś gospodarzeem wyniakją Twoje porządki. Możesz oczywiście
                    zażądać, bo ojciec wychowywał swoje dzieci, a Tobie nic do tego, ale w takim
                    razie konflikt murowany - co zresztą widać po tym forum.

                    I jedyne, co chcę powiedzieć, to to, że podział na dzieci "nasze" oraz "jego z
                    poprzedniego małżeństwa" jest źródłem konfliktu. Nie dzieci, nie była zona, nie
                    obecny mąż z bagażem tylko PODZIAŁ.
                    • e_r_i_n Re: Mylisz się... 31.07.07, 12:39
                      tricolour napisał:

                      > Z faktu, że Ty jesteś gospodarzeem wyniakją Twoje porządki.

                      Oczywiscie. Ale ich egzekwowaniem zajmowac sie ma ojciec.

                      > Możesz oczywiście zażądać, bo ojciec wychowywał swoje dzieci, a Tobie nic do
                      > tego, ale w takim razie konflikt murowany - co zresztą widać po tym forum.

                      Mylisz skutek z przyczyną. Przyczyną są NIEWŁASCIWE OCZEKIWANIA, skutkiem bunt
                      macochy przeciw wciskaniu jej w role, ktorej grac nie chce. BTW pytales swojej
                      eks zony, czy chce ona, by Twoja nowa zona pełniła w zyciu Waszego dziecka taka
                      sama role, jak ona (czyli matka)?

                      > I jedyne, co chcę powiedzieć, to to, że podział na dzieci "nasze" oraz "jego
                      > z poprzedniego małżeństwa" jest źródłem konfliktu.

                      Nikt nie dzieli. Po prostu tak jest, ze sa dzieci moje, sasiadów, ciotki i
                      kolezanki. Nie 'wszystkie dzieci nasze sa'.
                      • tricolour I odpowiedź gotowa. 31.07.07, 12:43
                        Najzwyczajniej dzieci Twojego męża, a które nie Ty urodziłaś, nie są Twoimi
                        dziećmi.

                        Proszę nie żalic się na te dzieci, że traktują Was jak sprzątaczki, sąsiadki,
                        ciotki, skarbonki i inne służące. Pięknym za nadobne.
                        • e_r_i_n Re: I odpowiedź gotowa. 31.07.07, 12:46
                          tricolour napisał:

                          > Najzwyczajniej dzieci Twojego męża, a które nie Ty urodziłaś, nie są Twoimi
                          > dziećmi.

                          Oczywiscie, ze syn mojego meza nie jest moim dzieckiem. Jest dzieckiem mojego
                          meza i jego bylej zony i na szczescie wszyscy o tym dobrze wiedza smile.

                          > Proszę nie żalic się na te dzieci, że traktują Was jak sprzątaczki, sąsiadki,
                          > ciotki, skarbonki i inne służące. Pięknym za nadobne.

                          Sie nie zale. Na szczescie nie pozwoliłam i nie pozwolę na to. Mi wystarczy,
                          zeby syn mojego meza akceptował moje istnienie, tak jak ja akceptuje jego
                          istnienie. Ja od niego niczego nie chce, on ode mnie tez niczego nie powinien
                          oczekiwac (i pewnie nie oczekuje).

                          PS I znowu mylimy przyczyne ze skutkiem. Bez zmiany tego chyba nie ma sensu
                          dyskusja.
                        • m-m-m Re: I odpowiedź gotowa. 31.07.07, 12:46
                          Kogo traktuja to traktuja jak sprzataczki etc. Mój mąż nauczył syna, że mnie
                          się nalezy szacunek równy jemu jako ojcu co nie oznacza oich równych jego ojcu
                          obowiązków.
                          Oczywiście, że syn mojego męża to nie moje dziecko i nie widzę w tym żadnej
                          nowiny.
                    • m-m-m Re: Mylisz się... 31.07.07, 12:42
                      Gdybym się myliła to nie byłabym z powodzeniem całodobową macochą od 9 lat, a
                      całkiem nieźle pamietam czasy jak sama byłam pasierbica i z autopsji znam
                      uczucia jakimi darzyć może dziecko ludzi rozwiedzionych nowego partnera rodzica.
                      Oczywiscie, że w moim domu panują moje porządki ale ja je egzekwuję od mojego
                      męża, a on od syna. Gdybym to ja egzekwowała od jego syna moje porządki, to
                      dopiero byłby bal i konfliktów co niemiara. To oczywiste, że dziecko przyjmuje
                      polecenia rodzica jako jasne, natomiast te same z ust macochy/ojczyma budzą
                      opór i w najłagodniejszej formie oznaczają "nie jesteś moim tatusiem/mamusią".
                      Nikt nie chce użera się z cudzym dzieckiem zwoalniając z jego wychowania jego
                      rodzica.



                      >>>>>>> I jedyne, co chcę powiedzieć, to to, że podział na dzieci "nasze"
                      oraz "jego z
                      > poprzedniego małżeństwa" jest źródłem konfliktu. Nie dzieci, nie była zona,
                      nie
                      >
                      > obecny mąż z bagażem tylko PODZIAŁ.



                      Ja Cię uprzejmie przepraszam, ale ten podział jest naturalnym stanem rzeczy w
                      układzie z rozwodnikiem. Między bajki można wsadzić mrzonki o jednej wspólnej
                      wielkiej rodzinie.
            • mamaika Re: Co inni twierdzą i co inni ukrywają... 31.07.07, 12:08
              Tricolour rozumiem,że w Tobią tkwi olbrzymi potencjał pedagogiczny natomiast
              zupełnie nie rozumiem dlaczego zamiast skupić się na wychowywaniu własnego
              dziecka/dzieci tracisz czas na oświecanie nas .
              Na marginesie określenie typu rycerz-misio jest równie pogardliwe jak eksiara .
              Intryguje mnie też dlaczego jesteś zdania, że macocha powinna wychowywać dzieci
              partnera . Z reguły owe dzieci swoich rodziców mają więc czemu ma ich
              zastępować w tej roli ?
              • tricolour Widzę, że nie podoba sie moje zdanie... 31.07.07, 12:35
                ... no cóż gdybym przytakiwał i poklepywał, to pewnie byłbym owym bezwolnym
                misiem, który nawet nie potrafi zadbac o właściwe relacje w nowej rodzinie i
                spokojnie patrzy jak zona męczy się z pasierbami...
                • m-m-m Re: Widzę, że nie podoba sie moje zdanie... 31.07.07, 12:51
                  Twoje zdanie jest typowe dla większości facetów: zwalić na nową partnerkę
                  obowiązki wychowawcze, by samemu mieć ich mniej. Właściwe relacje w rodzinie
                  rekonstruowanej to takie, gdzie i wilk syty i owca cała, czyli to rodzic
                  dziecka w całej rociągłości odpowiada za wychowanie swojego potomka i jest
                  wdzięczny za jakąkolwiek pomoc w tej dziedzinie ze strony partnera. Partner NIC
                  nie musi względem dziecka drugiej strony. Tak jak NIC ne musi względem
                  teściowej.
                • dominika303 Re: Widzę, że nie podoba sie moje zdanie... 31.07.07, 12:53
                  Z taką postawą to dopiero narobisz problemów w nowej rodzinie big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                  Już to widze jak twoja nowa żona wychowuje twoje dzieci tongue_out
                  A co na to ex żona?? zgodzi się na to, czy moze nic nie wie o twoich planach?
                  A poza tym jesli dajesz macosze prawo wychowywania to nie tylko prawo nauki
                  zmywania talerzy po sobie ,ale tez i wymierzanie kar!!
                  Bo jelsi będziesz dawał prawo tylko do głaskania, a nie pozowlisz nowej żonie
                  na respektowanie jej praw jako członka nowej rodziny - to w najlepszym
                  przypadku czeka cię mega awantura w gorszym rozwód - własnei z powodu twojego
                  ślepego zapatrzenia w matkowanie macochy twoim dzieciom tongue_out
                • mamaika nie rozumiem 31.07.07, 13:09
                  Komu masz potakiwać i kogóz masz poklepywać . Cieszę się jeżeli potrafisz o te
                  realcje zadbać i życzę wszystkiego dobrego . Natomiast w dalszym ciągu nie
                  rozumiem dlaczego chcesz "wychowywać" i "oświecać" nas, przy czym głosząc
                  prawdy objawione nie opierasz się na konkretach . Wybacz ale bardziej przemawia
                  do mnie post pisany przez długoletnią macochę której się udało poukładać
                  zrekonstruowaną rodzinkę niż Twoje teoretyczne wywody .
                  I wiesz śmieszne jest dla mnie jak ktoś nie uznaje faktów pt. nie moje dziecko
                  nie jest moim dzieckiem , wyjąwszy fakt kiedy się owe dziecko adoptowało .
                  Przez sam fakt bycie z kimś kto dzieci posiada nie stajemy się jego rodzicem .
                  Byłam pasierbicą więc z punktu widzenia pasierbicy też mogę powiedzieć, że moja
                  macocha nie była moją mamą i sam pomysł pt. moja córuniu uznałabym za wysoce
                  niesmaczny .
            • mikawi Re: Co inni twierdzą i co inni ukrywają... 31.07.07, 13:19
              rozumiem, że akceptujesz całkowicie możliwość WYCHOWYWANIA twojego dziecka
              przez drugiego męża/partera twojej byłej żony, nawet jesli zasady przez niego
              stosowane będą odbiegać od Twoich?
              • tricolour To jest jasne jak słońce... 31.07.07, 18:26
                ... że się z tym zgadzam i akceptuję, Bo nie po to mam rozwód, by decydować o
                sprawach dziecka mieszkającego nie pod moim dachem, nawet jeśli jestem ojcem.

                Poza tym darzę ex zaufaniem w sprawach wychowania dziecka więc nie obawiam się,
                że weźmie sobie jakiegoś durnowatego gościa. A na koniec pytanie: w jaki sposób
                te zasady mają odbiegać od moich - ja uważam, że nalezy pracować na chleb, a on
                kradnie?
                • dominika303 Re: To jest jasne jak słońce... 31.07.07, 19:17
                  Oj......... nie życze ci źle, ale z takim podejściem to ty daleko nie
                  uciągniesz tego idealnego układu.
                  • tricolour Ponoć to tylko ja pouczam... 31.07.07, 19:37
                    ... i nawet wszystko wiem...

                    tongue_outP
                • marusia1 Re: To jest jasne jak słońce... 31.07.07, 21:25
                  Bo nie po to mam rozwód, by decydować o
                  > sprawach dziecka mieszkającego nie pod moim dachem, nawet jeśli jestem ojcem.

                  Oj, żeby exiara mojego M. tak uważała! Skończyłyby się nasze kłopoty! Żeby choć
                  nie robiła Dziecku wody z mózgu...
      • kicia031 Leeya 31.07.07, 11:56
        Hejka.
        Jak Kulcia?
    • nsc23 Re: Dziekuję za przyjęcie do forum... 31.07.07, 12:56
      Tricolour,
      Gratuluje pieknej wizji sielankowego zycia. Mam nadzieje, ze dokladnie
      przedyskutowales z narzeczona, jak widzisz jej role w tym wszystkim i ze masz
      100% pewnosci, ze sie na to zgadza. Jezeli tak, to masz kobiete-ewenement, bo
      jeszcze sie nie spotkalam w moim (co prawda krotkim acz burzliwym) zyciu z
      kobieta, ktora ochoczo rwalaby sie do wychowywania cudzych dzieci. I pitolenie,
      ze to sa jej dzieci mozesz sobie miedzy bajki wstawic, bo nie sa i nigdy nie
      beda, chyba, ze je adoptuje.
      Nie jestem zwolenniczka zwalania wszystkiego na instynkty, ale tu musze
      przyznac, ze jezeli jakiegos dziecka sie samemu nie urodzilo (ew. adoptowalo,
      bo to swiadoma decyzja i wybor) to nigdy sie nie bedzie mialo do niego tyle
      cierpliwosci i milosci co do cudzych dzieci chocby nie wiem jak sie faceta
      kochalo.
      Zycze Ci, zebys sie z narzeczona zgadzal w tym wszystkim, bo inaczej moze Cie
      spotkac przykra niespodzianka.
      • m-m-m Re: Dziekuję za przyjęcie do forum... 31.07.07, 12:58
        >>>>>>>>>>> jezeli jakiegos dziecka sie samemu nie urodzilo (ew. adoptowalo,
        bo to swiadoma decyzja i wybor) to nigdy sie nie bedzie mialo do niego tyle
        cierpliwosci i milosci co do cudzych dzieci chocby nie wiem jak sie faceta
        kochalo.



        Tak jest! Podpisuję się pod tym tekstem rękoma i nogami.
    • kicia031 Kolejny teoretyk nas poucza 31.07.07, 14:26
      hihihi
      • natasza39 Ale Ty tri jesteś absolutnie pewien, że 31.07.07, 14:41
        cocolona, to nie Twoja narzeczona? DDDDDDDDDDD

        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
        głupcami.
      • dominika303 Re: Kolejny teoretyk nas poucza 31.07.07, 15:02
        Kicia jak tak mozesz? hihihi
        przecież facet ma dobre chęci tyle , ze o swoich chęciach jeszcze chyba nie
        doinformował swoich żon, byłych i obcnych czy tam przyszłych hihihi

        Pożyjemy zobaczymy smile
        • jayin Re: Kolejny teoretyk nas poucza 31.07.07, 15:16
          takie życie.
          zawsze zaczyna się od ideałów i teorii.

          a kończy się na praktyce.

          ja osobiście gratuluję ideologii smile i trzymam kciuki, by się tak ułożyło w rodzinie, jak Tricolour sobie wymarzył. To przecież nic złego. Gdyby się udało tak jak każdy sobie wymarzył.

          Niestety, albo i stety - rzeczywistość przerasta nasze marzenia, plany, ideały, o założeniach i dobrych chęciach nie wspomnę.
          • kicia031 Re: Kolejny teoretyk nas poucza 31.07.07, 15:28
            Nie widze nic zlegomw zaczynaniu lod teorii, sama jestem znana teoretyczka.
            Dziwi mnie troche, ze ktos zaczyna kariere na forum od pouczania jego
            uczestniczek, ze wszystko robia zle - i teraz on nas wyprostuje.

            Nawiasem mowiac, zawsze twierdze, ze nie ma nic dziwnego w tym ze niektorzy
            ludzie sa rozwiedzeni wink)
            • jayin Re: Kolejny teoretyk nas poucza 31.07.07, 17:35
              oj, teoretyczką to ja też jestem smile...
      • tricolour Wcale nie taki teoretyk... 31.07.07, 17:02
        ...... no cóż... jeżli czujecie sie pouczane, to trudno. Macie własną wizję
        swoich relacji w rodzinie, to Wasza sprawa. Zabawne jest, że z tych wizji
        wychodzą konfilkty.

        Ja mam swoją wizję, swoje plany i osiągnięcia. Można to nazwać ideologią, można
        idealizmem, a można również konsekwencją - z tym, że te dwie pierwsze brzmią
        szyderczo, a ostatnia budzi zazdrość...
        • mamba30 Re: Wcale nie taki teoretyk... 31.07.07, 17:07
          Tak sobie czytam Waszą dyskusję - do moich postów się nie ustosunkowałeś - i
          zastanawiam sie, po co Ty właściwie tri wszedłeś na to forum? Macochą nie
          jesteś, problemów z pasierbami nie masz, wizja Twojego dalszego życia jest dla
          Ciebie jasna i klarowna. Tym bardziej nie rozumiem, co tu właściwie robisz....
        • nsc23 Re: Wcale nie taki teoretyk... 31.07.07, 17:08
          Tricolour,
          A jaka masz praktyke w macochowaniu? Bo to, ze masz dzieci i narzeczona, ktora
          nie jest ich matka, nie robi z Ciebie macochy. Nie oznacza rowniez, ze
          rozumiesz uczucia, jakie sie z macochowaniem wiaza. Wiec dla mnie pozostajesz
          teoretykiem. I moze u Was Twoje teorie dzialaja, super, ale nie wykladaj ich
          tutaj jako uniwersalnych recept na zycie, bo kazda z nas sobie wypracowala swoj
          system i swoja PRAKTYKE radzenia sobie z problemami, ktore uwaza dla siebie za
          stosowne. To Ty przyszedles na forum i zaczales nam wykladac teorie
          macochowania. Przykro mi, ale nawet najlepiej wylozona teoria psu na bude sie
          nadaje, jezeli nie da sie jej przelozyc na praktyke. A Twoje teorie pasuja do
          niewielkiego procentu zwiazkow.
        • kicia031 Re: Wcale nie taki teoretyk... 31.07.07, 17:31
          Jak poucza doswiadczenie na ogol mezczyzna ma niewielkie pojecie o tym, co jego
          partnerka czuje do jego dzieci. Sadze, ze ty od tej przecietnej nie odbiegasz
          ani troche, jesli juz to w kierunku negatywnym - realizujesz SWOJA wizje z
          zelazna konsekwencja - tylko ze w zwiazku tak sie niestety nie da, nawet jesli
          poczatkowo zastraszysz partnerke i nie smie ona wyrazac zdania odmiennego od
          twojego.

          Z perspektywy swoich 7 letnich doswiadczen jako macochy (doswiadzcen dodam
          generalnie przyjemnych) smiesza mnie wypowiedzi ludzi, ktorym sie wydaje, ze
          pozjadali wszystkie rozumy, podczas gdy caly czas sa w fazie miesiaca
          miodowego, kiedy to smieci zamiata sie pod dywan i cool dopoki ktos sie o to
          wybrzuszenie pod dywanem nie potknie.

          I troche kultury kochany, jak sie wchodzi do cudzego domu, to sie nie zaczyna
          dyskusji od krytykowania gospodarza.
        • jayin Re: Wcale nie taki teoretyk... 31.07.07, 17:42
          Tricolour,

          Każdy ma swoją wizję.
          My na pewno nie mamy Zbiorczej Wizji Wspólnej smile
          Każda z nas ma inną. Ty też masz swoją.

          I żadna z nich nie jest tak naprawdę jedyną słuszną, praworządną i prawidłową... Bo nie każdemu będzie pasować. Jak buty. Wiesz, na miarę - dla każdego coś innego.

          A wizje potrafią się nieźle weryfikować za pomocą codzienności.
          Zresztą - piszesz o narzeczonej i swojej wizji. Jesli narzeczona ma taką samą wizję jak ty, to pięknie. Będzie wam dobrze i niekonfliktowo.
          Myślę, że o tym, czyja wizja jest OK, a czyja wiedzie do konfliktów - to można powiedzieć dopiero po conajmniej paru latach jej praktykowania we własnym domu, lub obserwacji jak ktoś inny w swoim domu ją praktykuje.

          Bardzo bym chciała poczytać za jakiś czas jak wam idzie praktykowanie tego. Może po ślubie np. Tak z rok, dwa, trzy. Jak się wam do tego czasu uda wizję praktykować w takiej formie jakąś opisałeś, a w dodatku bez żadnych konfliktów - to będziemy wtedy wszystkie pewnie gratulować i wzdychać z realną zazdrością, że bez pracy i wysiłku macie oboje ułożone stosunki macochowo-pasierbowe. Naprawdę smile
        • marusia1 Re: Wcale nie taki teoretyk... 31.07.07, 21:40
          tricolour napisał:
          > Ja mam swoją wizję, swoje plany i osiągnięcia. Można to nazwać ideologią, można
          > idealizmem, a można również konsekwencją - z tym, że te dwie pierwsze brzmią
          > szyderczo, a ostatnia budzi zazdrość...

          Byłam idealistką na początku. Wydawało mi się, że ślub będzie "zaklepaniem"
          sielanki. Ja, mój M., nasz kochany synek i wielkie szczęście, miłość... Młody
          czekał na ślub, aby zacząć do mnie mówić "mamo". Bujałam w obłokach, a gdy
          znajomi mówili mi i o genach, zawistnej ex, itd. wierzyłam, że w moim przypadku
          będzie inaczej, bo przecież "synek" mnie kocha, jest mu z nami bardzo dobrze, a
          do swojej matki ma negatywny stosunek (który zresztą ja wciąż naprawiałam).
          Finał - po ślubie zmieniło się i to na gorsze. Usłyszałam: nie jesteś moją mamą.
          Pasierb wylał mi na głowę wiadro zimnej wody, a nawet i pomyj. Nie wiem czy
          świadomie, czy nieświadomie, ale została mi zadra w sercu. Nie otrzymałam
          "zwrotki", której się spodziewałam. Doszło do nieporozumień z moim M., bo
          usłyszałam, że się czepiam biednego dziecka. Dzieci potrafią być okrutne i ja
          tego doznałam za miłość, ciepło, dobroć... Ale jestem teraz konsekwentna -
          walczę o swoje i mam nadzieję, że mniej uczuciowa, wrażliwa i to dzięki forum.
          Idealne rodziny patchworkowe istnieją tylko na filmach amerykańskich. Ten model
          w realiach polskich nie sprawdza się i to głównie dzięki zawistnym exiarom (a
          może niedojrzałym macochom?)
        • tokanka Re: Wcale nie taki teoretyk... 01.08.07, 09:04
          Mam już na koncie dobrych kilka lat macochowania weekendowego. Na początku też
          miałam taką wizję jak Twoja. Rodzina, gdzie mam prawa i obowiązki matki
          dziecka. Na początku też nie rozmawiałam o moich wyobrażenia, bo dla mnie moja
          wizja była jedyną słuszna i naturalną. Na dodatek wcześniej nigdy nie miałam
          kontaków z żadną rodziną rekonstruowaną. Muszę Ci powiedzieć, że na szczęście
          dla mnie, mój wtedy jeszcze nie M, był znacznie mądrzejszy ode mnie i doskonale
          wiedział, że takie coś nie będzie funkcjonowało. On wiedział, że jego dziecko
          ma matkę i ojca i tylko rodzice mają obowiązki względem dziecka. Nigdy nie
          oczekiwał ode mnie zajmowania się jego dzieckiem a w przypadku wizyt angażował
          się znacznie badziej w domowe prace (które zwykle wykonywałam), aby mi nie
          dokładać zajęć. W przypadku wybryków dziecka, niewłaściwego zachowania reagował
          natychmiast. Robił to intuicyjnie i myślę, że właśnie dzięki temu nasza rodzina
          funkcjonuje całkiem dobrze.
          Jeśli Twoja przyszła małżonka zna Twoje oczekiwania i akceptuje je a
          jednocześnie jest świadoma z czym to się wiąże dla niej to pewnie wszsytko sie
          będzie układało po Twojej myśli czego Ci życzę.
        • m-m-m Re: Wcale nie taki teoretyk... 01.08.07, 09:40
          Ja wizji nie mam. Opieram się wyłącznie na własnej parktyce. Wizję podobną do
          Twojej miał mój mąż na początku naszego związku. Na szczęście szybciutko ją
          zweryfikował.
    • tricolour A to siedźcie sobie w kółku wzjamnej adoracji... 31.07.07, 18:20
      ... potępijąc inny głos niż Wasz własny. Co mnie w końcu obchodzi, że ktoś
      dostaje w dupę od gówniarza, z którym sobie nie radzi...

      A jak ktoś sobie radzi, to niech sobie radzi - też mnie to guzik obchodzi.
      • nsc23 Re: A to siedźcie sobie w kółku wzjamnej adoracji 31.07.07, 18:48
        Alez nikt nie potepia Twojego glosu, a jedynie sposob, w jaki go uzywasz. Nikt
        nie lubi byc pouczany przez obce osoby, ktore mysla, ze wiedza dokladnie, jak
        nasza sytuacja wygada. Po prostu nie przykladaj miarki swojego zwiazku i swoich
        wizji do nas i bedzie dobrze. Twoj punkt widzenia nie jest jedynym slusznym,
        ale nie jest tez nim moj i ja to w 100% akceptuje, ale nie mowie nikomu, ze
        jego punkt widzenia jest zly, tak samo jak nie mowie nowo poznanej osobie (a w
        zasadzie calemu stadu), ze wiem dokladnie, skad biora sie jej problemy i jezeli
        zacznie myslec tak jak ja, to one nagle znikna.
        Ot co.
      • leeya Re: A to siedźcie sobie w kółku wzjamnej adoracji 31.07.07, 23:05
        Ciezko powiedziec, ze naleze, jak to laskaw byles okreslic, do "kolka wzajemnej
        adoracji". Jakies 3 lata temu trafilam na to forum jako "double s", bo walnelam
        na lustrzanym forum pikna krytyke tego forum. Cos wlasnie w stylu tego, co
        teraz prezentujeszsmile I glowne zarzuty mialam do "folkloru" (BTW gdzie moj
        ulubiony kffiatekbig_grin) tego forum. Dokladnie tak jak i Ty teraz. Co prawda nie
        walnelam focha (w przeciwienstwie do Ciebie) i odkrylam tu, w tej jaskini jedz,
        kilka na prawde wartosciowych kobitek, z madrym podejsciem do macochowania i
        ogolnie do zycia. Nie zaluje.
        Teraz jestem juz "single s", bo samodzielna matka zostaje sie chyba na zawsze,
        jednak nie jestem juz samotna. Co wiecej zostalam tez macocha. Moje
        macochowanie ma wymiar super-komfortowy, bo i lubie pasierba, lubie jego mame,
        a ex mojego NM, a nawet lubie swojego exa. A i tak dostalam po nosie za zbytnie
        wczuwanie sie w rolesmile
        I wiesz co... Zmrozila mnie jedna Twoja wypowiedz:
        "... że się z tym zgadzam i akceptuję, Bo nie po to mam rozwód, by decydować o
        sprawach dziecka mieszkającego nie pod moim dachem, nawet jeśli jestem ojcem"
        Moj NM po przeczytaniu tego fragmentu stwierdzil, ze rozwiodl sie z zona, a nie
        z dzieckiem i jednak chce, czuje taka wewnetrzna potrzebe, a wrecz przymus, aby
        miec wplyw i decydowac o sprawach dziecka. SWOJEGO dziecka. Mimo, ze nie
        mieszka z nim pod jednym dachem, a jego exia ma nowego partnera. I dodal, ze
        hmmm... dziwny jestes.
        Pozdrawiam,
        Leeya
        • tricolour A może dziwny jest Twój mąż... 01.08.07, 09:01
          ... który chce decydować o sprawach SWOJEGO dziecka, a jakos tak zrobił, że
          razem z nim nie mieszka. To na czym polega jego ojcostwo?

          Pomaga dziecku w nauce na codzień (bo w nauce pomaga sie w zasadzie na codzień)?
          Omawiają sprawy rodzinne przy stole podczas wspólnych posiłków? I temu podobne
          zwyczajne rzeczy...
          • leeya Re: A może dziwny jest Twój mąż... 01.08.07, 10:12
            Jak nie kijem go to palka? smile

            Moj NIEmaz ma teraz (paradoksalnie) lepszy kontakt z wlasnym dzieckiem i w
            wiekszym zakresie uczestniczy w jego zyciu niz w czasie trwania malzenstwa z
            Mama Dziecka. I z ladnych kilka lat po rozwodzie. Ale to nie moja zasluga, o
            niesmile Zycie za nas czasem uklada rozne sprawy tak, jak bysmy sie tego nigdy nie
            spodziewalismile Moj NM byl marynarzem. Spedzal w domu malo czasu. Wtedy tez nie
            mogl uczestniczyc w normalnym zyciu swojej rodziny. I, jak pisalam juz to
            daaawno temu, to bylo przyczyna rozwodu z powodztwa jego Zony. Po wypadku na
            statku jego stan zdrowia nie pozwala mu juz plywac. Dlatego wlasnie teraz ma o
            wiele wiecej czasu dla syna.

            Czy w swietle tego co napisales:

            > To na czym polega jego ojcostwo?
            >
            > Pomaga dziecku w nauce na codzień (bo w nauce pomaga sie w zasadzie na
            codzień)
            > ?
            > Omawiają sprawy rodzinne przy stole podczas wspólnych posiłków? I temu podobne
            > zwyczajne rzeczy...

            Ojcowie-marynarze, Ojcowie-zolnierze na misjach i inni, ktorzy NIE MOGA zabrac
            ze soba rodziny, nie maja prawa glosu w sprawie wychowania wlasnego dziecka?
            Pozdrawiam,
            Leeya
            • tricolour Owszem mogą... 01.08.07, 12:16
              ... ale jest to głos rzadki, sporadyczny i przez to tracący na sile. Bo o czym
              może decydować facet, którego pół roku nie ma?
              Może decydować o szkole, ale też w ograniczonym zakresie, bo go nie ma w domu...
              • leeya Re: Owszem mogą... 01.08.07, 13:55
                tricolour napisał:

                > ... ale jest to głos rzadki, sporadyczny i przez to tracący na sile. Bo o czym
                > może decydować facet, którego pół roku nie ma?
                > Może decydować o szkole, ale też w ograniczonym zakresie, bo go nie ma w
                > domu..

                Wiec czymze rozni sie ojciec-marynarz od ojca-rozwiedzionego? Czemu ten
                pierwszy ma glos w sprawie wychowania dziecka, a ten drugi ma sie nie wtracac?
                Bo sie rozwiodl z matka? Bo matka znalazla nexta i teraz tenze next ma
                byc "tatusiem", tylko i wylacznie dlatego, ze mieszka z dzieckiem pod jednym
                dachem? I uczestniczy w zyciu codziennym dziecka?? Wlasnie tak odbieram Twoja
                logike. Tylko, ze od tego kroczek dalej jest juz stwierdzenia "exia ma nexta,
                ktory z moim dzieckiem zyje i mieszka pod jednym dachem, wiec niech on teraz
                bedzie "tatusiem" dla tego dziecka, ja sie wypisuje z ukladu"

                Taka jest wlasnie Twoja ideologia?
                A moze zle Cie odczytuje?

                Jak wyobrazasz sobie TERAZ (po rozwodzie z matka Twojego dziecka i przed slubem
                z niedzieciata Narzyczona) siebie jako ojca? Jak masz zamiar wywiazywac sie z
                obowiazku rodzicielskiego wobec swojego dziecka?
                Pozdrawiam,
                Leeya
                • dominika303 Re: Owszem mogą... 01.08.07, 15:18
                  No jak to jak ? big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                  jak typowy weekendowy tatuś + ubierze macochę w piórka i obowiązki
                  mamusine big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                  • e_r_i_n Re: Owszem mogą... 01.08.07, 15:24
                    dominika303 napisała:

                    > jak typowy weekendowy tatuś + ubierze macochę w piórka i obowiązki
                    > mamusine big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

                    W sumie pojawia sie sprzecznosc - skoro tata rozwiedziony ma prawie zerowy
                    wplyw na wychowanie dziecka, to jaki wplyw moze miec macocha? Jedyne, co moze
                    robic, to opiekowac sie dziecieciem, jesli tak ustala, ale nie wychowywac.
                    • dominika303 Re: Owszem mogą... 01.08.07, 15:34
                      no ale ma uczyć zarazem wszystkie dzieci zmywania po sobie !
                    • m-m-m Re: Owszem mogą... 01.08.07, 16:48
                      >>>>Jedyne, co moze
                      robic, to opiekowac sie dziecieciem, jesli tak ustala, ale nie wychowywac.



                      To i tak za dużo moim zdaniem. Moim zdaniem macocha nic nie musi względem
                      pasierba, a na pewno nie musi go ani wychowywać, ani opiekować się nim.
                      • e_r_i_n Re: Owszem mogą... 01.08.07, 17:08
                        m-m-m napisała:

                        > To i tak za dużo moim zdaniem. Moim zdaniem macocha nic nie musi względem
                        > pasierba, a na pewno nie musi go ani wychowywać, ani opiekować się nim.

                        Jak wynika z moich wpisow w tym watku tez tak uwazam - pisze tylko o wizji
                        swiata wg tricoloura.
                        • m-m-m Re: Owszem mogą... 01.08.07, 17:23
                          Etam, taką wizję jak ma tricolour szybciutko życie zweryfikuje, ale to już nie
                          mój problem na szczęście - mój mąż dawno temu zrozumiał, że to on ma obowiązki
                          względem swego syna, a nie ja i dzięki temu dawno już nie mamy problemów
                          rodziny rekonstruowanej pt. kto ma kogo i czego uczyć i w jakim zakresie.
                  • leeya Re: Owszem mogą... 01.08.07, 16:18
                    dominika303 napisała:

                    > No jak to jak ? big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                    > jak typowy weekendowy tatuś + ubierze macochę w piórka i obowiązki
                    > mamusine big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

                    Ja tez to tak zinterpretowalam. Coz, odzywa sie we mnie wredna exiara vel matka
                    wlascicielka. Odcielabym takiego "tatusia" od dziecka. Na wlasna prosbe wyzej
                    wymienionego z reszta. I potraktowalabym jak bankomat, a cobig_grin
                    Pozdrawiam,
                    Leeya
      • kicia031 Uprzejmie prosze moderatora... 01.08.07, 14:33
        ...o konsekwencje w usuwaniu postow. Ja sobie nie zycze zeby ktos okreslal moje
        dzieci lub moich pasierbow mianem gowniarzy.

        I uwazam, ze mam prawo pisac o tym, ze autor watku bluzga i jest agresywny:

        ... potępijąc inny głos niż Wasz własny. Co mnie w końcu obchodzi, że ktoś
        > dostaje w dupę od gówniarza, z którym sobie nie radzi...
        >
        > A jak ktoś sobie radzi, to niech sobie radzi - też mnie to guzik obchodzi.
        • tricolour Nie jesteś pępkiem świata... 01.08.07, 15:03
          ... i nie każdy ogólny post dotyczy Ciebie lub Twoich dzieci. Gdybym chciał cos
          napisać Ci wprost, to zrobiłbym to w takiej formie jak teraz - pisząc
          jednoznacznie do Ciebie.
        • jayin Re: Uprzejmie prosze moderatora... 01.08.07, 15:47
          Kiciu,

          Jesli coś personalnego chcesz usunąć (zgłosić do admina), bo wg ciebie powinno być usunięte, a nie zostało - to prosiłabym o szybkie info na @, bo bywa, że coś się przeoczy, albo nie zauważy, a i pocztę częściej się odbiera niż zagląda na forum (przynajmniej w moim wypadku).

          Tu jednak moja konsekwencja mi mówi, że post Tricolour`a nie był skierowany personalnie wobec kogokolwiek, tylko ogólnie. Tak samo jak my możemy pisać o exiarach, bachorach innych takich, on może pisac o gówniarzerii w róznym wykonaniu. O ile nie wytyka palcem i nie nazywa tak nikogo indywidualnie z nicka, imienia czy czego tam jeszcze.

          Może się mylę. Nie wykluczam. Więc jeśli jeszcze któreś forumki/forumowie?smile/ dojrzały w tym poście coś okrutnie nadającego się do wywalenia, to proszę o sygnał na @. Przy wielu głosach przeciw, Wybiórcza Administracja zawsze bierze pod uwagę możliwość swojej omylności...wink

          pozdr.

          J.
          • kicia031 Re: Uprzejmie prosze moderatora... 01.08.07, 15:54
            Ja sie ustosunkowalam negatywnie do bluzgania dupania i gowniarzami. I moj post
            zostal usuniety. W zwiazku z powyzszym uprzejmie prosze rowniez o usuniecie dup
            i gowniarzy.
            Tylko tyle.
    • lilith76 Re: Dziekuję za przyjęcie do forum... 01.08.07, 09:35
      tricolour, masz sielankową wizję związku i niech ci wyjdzie na zdrowie.
      Z własnego doświadczenia wiem, że taka wizja bujnie kwitnie, roi się w głowie mężczyzny dopóki... macocha nie ma swoich uwag wychowawczych co do pasierbów, kontaktów ojciec-dzieci (na plus). Oczywiście, niezgodnych z linią partyjną taty.
      Mój mężczyzna w jednym zdaniu, na jednym wydechu potrafił palnąć (na moją uwagę, że powinien więcej poświęcać czasu dzieciom nie komputerowi) - "to nie twoje dzieci, dlaczego TY ostatnio poświęcasz im tak mało uwagi". Męska logika potrafi być równie wzruszająca jak kobieca.
      Nie wiem, czy o uważał, że pokocham je jak swoje, ale wyobrażał sobie, że będę je wychowywać jak swoje, łącznie z karaniem, dawaniem klapsów. Spytałam się go, czy chciałby żeby tak samo poczynał sobie jakiś nowy partner jego byłej. Mina mu zrzedła.

      U nas jest na razie ok, bo dzieci to wczesnoszkolniaki, jeszcze biorą teskty dorosłych na poważnie, ja nie krytykuję ani ich, ani metod wychowawczych ich ojca przy nich, a ich ojciec staje za mną murem, gdy mam do nich jakąś prośbę lub "karę" za nie dostosowanie się do mojej prośby. Dodam, że moja prośba, to np. zjedzenie śniadania do końca, czy posprzątanie zabawek, co nie jest chyba ogromnym dręczeniem dziecka.
      I to powinno być ważne w waszym związku - abyście wobec dzieci byli zgodni, a dyskustowali, negocjowali gdy ich nie ma. Gdy dziecko wyczuje, że jest niezgodnosć, szybko zacznie kręcić korzyści dla siebie, rozgrywac jednego dorosłego przeciw drugiemu. Czyli jak w normalnej rodzinie.
Pełna wersja