Zle macoszki calodobowe :)

30.07.07, 09:33
Nie jest tajemnica, ze nie lubie pasierbow i ze ciezko mi jest, gdy musze sie
z nimi spotykac raz na jakis czas. Wiem, ze sa macochy calodobowe, ktore maja
bardzo zle stosunki z pasierbami, nie cierpia ich. Zastanawiam sie, jak owe
macochy radza sobie z ta sytuacja. To musi byc bardzo ciezkie zycie pod jednym
dachem z osoba, ktorej sie nie znosi. Szczerze mowiac trudno mi sobie cos
podobnego wyobrazic.
Jak radzicie sobie w takich sytuacjach macochy calodobowe? Co sprawia, ze nie
dostajecie swira?
Gdyby ktos chcial napisac, ze zznowu trolluje, to niech sobie odpusci.
Odpisywanie na posty nie jest obowiazkowe.
    • tricolour Nie, nie trollujesz... 30.07.07, 09:43
      ... ale stoisz okrakiem między miłością do misia, a nienawiścią do jego dzieci,
      co jest widokiem karkołomnym i stąd podejrzenia o niecne intencje.

      Zamiast się żalić spróbuj coś zmienić w swoim życiu i raczej pytaj i podglądaj
      macochy z dobrymi relacjami, jak to u nich jest i dlaczego. W przeciwnym razie
      może będziesz musiała szukac nowego misia - tym razem bez wad w postaci dzieci.
      • coccolona Re: Nie, nie trollujesz... 30.07.07, 09:53
        Gdyby wszystko bylo ladnie pieknie, gdybym byla zachwycona faktem istnienia
        pasierbow, to najprawdopodobniej nie byloby mnie na tym forum.

        To troche podobnie jak kochac meza a nie tolerowac tesciowej. Nikt nie dawalby
        rad w stylu "polub tesciowa, to matka Twojego meza, a przeciez jego kochasz"
        • tricolour Popadasz w skrajności... 30.07.07, 10:03
          ... bo nikt nie mówi, że ma byc pieknie i masz byc zachwycona - wystarczy
          asertywność. Przykład z teściową zupełnie nietrafiony, bo w stosunku do
          teściowej żadnych obowiązków sie nie ma, a do dzieci ma.
          • nsc23 Re: Popadasz w skrajności... 30.07.07, 10:10
            Tricolour, chcesz powiedziec, ze w razie czego pozwolisz mamie z glodu umrzec?
            Widzisz, zarowno moj tata jak i moj facet utrzymuja co najmniej czesciowo swoje
            matki. Ba, moj partner do tego placi za studia swojego brata i utrzymuje dwoch
            pozostalych braci (Czesciowo). I bardzo sie z tego ciesze, bo dla mnie rodzina
            tez jest wazna i najprawdopodobniej zrobilabym to samo. Moim zdaniem obowiazki
            wzgledem matki sie ma jak najbardziej i ni wyobrazam sobie, ze ja mojej mamie w
            przyszlosci powiem 'wiesz,potrzebujesz na lekarza? Ojej, przykro mi, ale ja nie
            mam wobec Ciebie obowiazkow'
            • m-m-m Re: Popadasz w skrajności... 30.07.07, 10:14
              Teściowa, a mama to wg. KRiO dwie różne osoby. Wobec matki ma się obowiązki
              choćby alimentacyjne jeśli jej na chleb nie starcza do końca życia. Wobec
              teściowej się nie ma, tak samo jak wobec pasierba. Matka to krewna w linii
              prostej, a teściowa i pasierb to powinowaci.
              • nsc23 Re: Popadasz w skrajności... 30.07.07, 10:25
                No dobrze, ale w moim rozumieniu wobec tesciowej mam dokladnie takie
                same 'obowiazki' jak wobec pasierbicy - pozwolic na utrzymanie przez mojego
                faceta i nie przeszkadzac w utrzymywaniu kontaktow. Czy sie z tesciowa lub
                pasierbami zaprzyjaznie, bede utrzymywac kontakt etc. to juz tylko moja dobra
                wola. Wiec dla mnie roznicy nie ma zadnej.
                • coccolona Re: Popadasz w skrajności... 30.07.07, 10:29
                  Ja zawsze podkreslam - fakt, ze obecnosc pasierbow w moim zyciu nie jest mi na
                  reke, nie oznacza, ze moj NM powinien zmienic do nich stosunek. Im lepszym jest
                  ojcem, tym lepiej. Nawet jezeli czasem pewne rzeczy wzbudzaja zazdrosc (ktora
                  jest normalnym ludzkim uczuciem), to wiem, ze to co NM robi dla dzieciakow jest
                  sluszne.
              • gosza26 Re: Popadasz w skrajności... 30.07.07, 16:12
                No ale jedno jest pewne w KRiO po rozwodzie, teściowa nadal jest teścową a nie eks teściową. I gdyby na swoje utrzymanie nie miała środków i wyczerpałaby wszytkie mozliowści(np. brak dzieci lub ich niezdolnośc do zarobkowania) to może przyjśc do zięcia lub synowej. Nie pamiętam tylko punktu w kodeksie
      • zonka77 a ja 30.07.07, 09:55
        O chęci zmiany w swoim życiu autorkę wątku nie podejrzewam, nawet jeśli to co
        pisze jest prawdą (bo ja jednak nie mogę pozbyc się wrażenia że to troll) to
        sądzę że ostatnie co by miała ochotę zrobic to popracowac nad swoim podejściem
        bo uważa je za słuszne.
        No przykro mi ale dla mnie to Magnolda II i tyle.

        ŚWIREK smile
        i203.photobucket.com/albums/aa97/aga_pac/Natalka_08.png
        • coccolona Re: a ja 30.07.07, 10:22
          Nie zmienisz podejscia do nikogo w kilka dni. Dla siebie chcialabym jedynie
          nabrac obojetnosi w stosunku do pasierbow. Totalne olewatorstwo. Nie stresowac
          sie, gdy obecnosc pasierbow ponownie pokrzyzuje mi cos w zyciu.
    • m-m-m Re: Zle macoszki calodobowe :) 30.07.07, 10:09
      Coccolona, a po co Ci ta informacja?
      Ty całodobowa nie jesteś.
      Nie zakładaj wątków typu "badanie rynku". Pisz o sobie i o konkretnych
      problemach.
      • coccolona Re: Zle macoszki calodobowe :) 30.07.07, 10:19
        A po co innym np informacje typu "ile macie lat a ile partner i eksia"
        Ciekawilo mnie po prostu, jak wyglada zycie takiej macochy na co dzien. Czy to
        ciagle napiecie, stres czy moze olewanie faktu, ze pasierb jest (czy to jest w
        ogole mozliwe?)

        Ale ok, jezeli watek jest niezgodny z regulaminem lub po prostu bulwersuje
        forumowiczow, to prosze go wykasowac.
        • delika1 Re: Zle macoszki calodobowe :) 30.07.07, 11:37
          nie uważam,że coccolona to troll, jej nienwiść i niechęć do dzieci misia jest
          autentyczna, zieje nią w każdym poście.Ten Misio pewnie nie jest świadom
          egoizmu swojej Pani, jej chorobliwej zazdrośći, i rywalizacji,..Pisałam już to
          kiedyś-faceci mogliby poczytać takie wątki, pewnie bardziej by się
          zastanawiali,i przemysleli w co sie pakują, wiążąc się z Nowiutkimi Obietnicami
          Wspaniałego Zycia..misiowi pewnie by kopara opadła, gdyby przeczytał jak
          traktowane są jego dzieci..
          • kasztanka5 Re: Zle macoszki calodobowe :) 30.07.07, 11:47
            misiowi pewnie by kopara opadła, gdyby przeczytał jak
            > traktowane są jego dzieci..

            No wiec wlasnie jakis "mis" przyjety do forum dal wyraz temu swojemu zdziwieniu
            na innym watku... sad(
            (bez urazy, to taka drobna uwaga)

            A w ogole to tak sobie pomyslalam, ze moze coccolonie chodzilo o "maCochizm"
            i "automaCochizm"? wink)
            Tylko nie wiem, ktory jest bardziej pozytywny i dla kogo, a ktory mniej. big_grin


        • m-m-m Re: Zle macoszki calodobowe :) 30.07.07, 11:41
          Ne da się w jednym poście opisać jak to jest być macochą całodobową. Ja jestem
          nią od 9 lat nie podejmuję się takiego streszczenia. Zresztą na tym forum jest
          cała fura moich postów, więc czytając je choćby we fragmentach, łatwo zobaczyć
          jaki ja mam pogląd na całodobowe macochowanie.
    • koka314 Pierwszeństwo więzi 30.07.07, 12:28
      Pisałam na forum dotychczas raz, choć czytam regularnie.

      Wiem, Coccolona, że życie z pasierbami nie jest łatwe. Wiem też, że wszyscy
      mądrzy ludzie, którzy się o tym wypowiadają mówią, że aby życie było
      harmonijne - trzeba uznawać pierwszeństwo więzi. Czy chcesz czy nie, czy
      polubisz czy nie - dzieci były prawdopodobnie przed Tobą w jego życiu. Znał je
      i znał będzie dłużej niż Ciebie. Bert Hellinger pisał o tym nieraz. Pisał o
      pojawieniu się nowego dziecka w takiej rodzinie, o kontaktach z dziećmi z
      poprzedniego związku. Mając nastawienie takie jakie masz - nigdy nie osiągniesz
      harmonii w SWOIM życiu i w WASZYM związku. Czy chcesz czy nie. Chcę napisać to
      co chcę napisać - ROZUMIEM TRUDNOŚCI W ZAAKCEPTOWANIU ISTNIENIA PASIERBÓW, ale
      wiem z własnego doświadczenia ŻE TYLKO ZAAKCEPTOWANIE SYTUACJI I SYMPATIA DO
      DZIECKA MOJEGO MĘŻA JEST W STANIE PRZYWRÓCIĆ SPOKÓJ W MOIM MAŁŻEŃSTWIE. Czy
      chcemy czy nie chcemy prawo natury jest takie właśnie - wcześniej ona była jego
      córką niż ja jego żoną. Akceptują Ją, kocham na swój sposób, nie narzucam się z
      prezentami, wspólnym czasem, wychowywaniem itp. - jestem zawsze skora do
      współpracy, witam ją przyjaźnie.
      Myślę także, że to kwestia poczucia własnej wartości. Nie czuję sie zagrożona w
      żaden sposób przez Jego córką. Ona to córka. Ja mam inną rolę. Czuję sie na
      tyle wartościowa i cenna w tym układzie, że wiem, że mam po prostu inną rolę.
      Nie zawsze było mi tak łatwo i oczywiście. Uznaję jednak, ze to co pisze między
      innymi Hellinger to naturalne prawo życia i walka z nim to stracona energia.
      Co ciekawe, kiedy wzięłam na siebie odpowiedzialność ZA SWOJE uczucia do córki
      MĘŻA, kiedy mój opór zaczął sie zamieniać w sympatię, akceptację i zrozumienie -
      zaczęłam odczuwać ogromną ulgę. Odzyskałam dużą część energii , którą trawiłam
      na próby wyrzucenia jej ze swojego umysłu a poniekąd życia. Na maskowanie
      niecheci i oporu. Dzisiaj czuję się spokojna, szczęśliwa, wiem że Ona mnie
      bardzo lubi. Mąż cieszy się, że się lubimy, spotykamy - ceni harmonię w NASZEJ
      RODZINIE. Bo ja za część swojej rodziny uważam JEGO dziecko. Nie mądrze sie,
      nie zawsze tak czułam. Wiem jednak, że warto podjąć ten wysiłek i pokonać swoje
      bariery i ograniczenia.
      Sama go sobie wybrałam. Nie musiałam za niego wychodzić. Chciałam. Powiedział
      mi na pierwszym spotkaniu, że ma córkę. Różne rzeczy mnie zaskoczyły -
      wyobrażałam je sobie zgoła inaczej. Ale to była moja decyzja i uważam, że
      dojrzałość wymaga odpowiedzialności za szanowanie wspomnianych praw natury.
      Ona była przede mną.
      • lilith76 Re: Pierwszeństwo więzi 30.07.07, 13:30
        Według Hellingera "prawo pierwszeństwa" - w kolejności przybycia do układu, nie wartościowania - ma także ex, pierwsza żona. Nawet gdyby była sucz pierwszego sortu i uprzykrzała życie na różne sposoby, to gdzieś ten skrawek miejsca dla siebie w układzie musi mieć. Podobno według Hellingera kiedy się zaakceptuje to, że była przedtem i odda jej za to szacunek, to ex zaczyna "pracować" na rzecz next w związku, nie przeciwko jej.
        I tu chodzi o rzeczy, które dzieją się wewnątrz naszej psychiki, myśli. Nie trzeba iść do ex i walić jej pokłonów na wycieraczce wink
        Ale Hellinger to metoda bardzo dyskusyjna i ja traktowałam to jako po prostu nową rzecz do poznania. Choć macosze ustawienie mocno przeżyłam emocjonalnie.
      • m-m-m Re: Pierwszeństwo więzi 30.07.07, 13:43
        Etam, pierwsza była pierwsza żona, a najpierwsza jego matka, a jeszcze bardziej
        pierwsza jego babka. Dla mnie to bez sensu. To, że mój mąż ma dziecko z
        poprzdniego związku, nie stawia mnie za tym dzieckiem, ale obok niego. Na
        równi. A była żona w ogóle w tym układzie nie istnieje, mój pasierb jest
        formalnie dorosły, choc to mó mąż był jego opiekunem, a nie matka. Ona nie
        istnieje i dla mnie nie ma ta osoba najmniejszego znaczenia, czy była pierwsza,
        druga, czy osiemnasta.
        • koka314 Re: Pierwszeństwo więzi 30.07.07, 14:33
          ja nie napisałam , że ona jako osoba ma dla mnie lub męża jakieś szczególne
          znaczenie. Napsiałam, ze ona była jego pierwszą - tylko tyle.
          Natomiast w czasie - napewno stoję za pierwszą żoną i dzieckiem i chociażby z
          tego punktu widzenia, zawsze będą jakąś częścią mojego życia. Czy pozytywną czy
          negatywną. Nie przeceniema jej udziału w swoim życiu ale jej nie wykluczam. Ona
          była, jest i będzie. Tym bardziej dziecko. I kiedyś to dziecko będzie
          wychodziło za mąż i jako JEJ rodzice wystąpią ONI. Z następnymi rodzinami ale
          ONI.I już.
          Ja jednak myślę, że to w dużej mierze kwestia poczucia własnej wartości.
          Kultury osobistej i rozsądku.
          • m-m-m Re: Pierwszeństwo więzi 30.07.07, 14:54
            W czasie jako pierwsi to był cały peleton przodków i nie uważam tychże przodków
            mojego M. za jakąkolwiek część mojego życia.
            • lilith76 Re: Pierwszeństwo więzi 30.07.07, 15:04
              m-m-m, na tym opiera się system rodzinny Hellingera - za toba stoi masa przodków, za twoim mężem stoi masa przodków. I cała ta masa wpływa jakoś. przodkowie męża to nie częśc życia żony, ale jako, że determinują jego zachowanie, wpływają na małżeństwo. Według tej teorii tajemnica rodzinna, wstydliwy sekret sprzed pokoleń potrafi wyjść na wierzch w problemach emocjonalnych któregoś z członka rodziny. Lub historie będą się powtarzać.
              Czasami to bardzo proste - jakaś cioteczna prababka zaszła w panieńską ciążę, spędzając płod umarła, w rodzinie nikt o tym nie mówił, bo straszny wstyd, ale każdej dziewczynie przekazywano, że ma się szanować i nie ufać mężczyznom. Jakaś prawnuczka reaguje na to zahamowaniami i blokadami w związku.
              • m-m-m Re: Pierwszeństwo więzi 30.07.07, 15:14
                NO, ok. smile
              • koka314 Re: Pierwszeństwo więzi 30.07.07, 17:33
                ok, ale eksia i dziecko żyją, mają sie dobrze i czy chcesz czy nie , w jakiś
                sposób 'są' w Twoim czy moim życiu.
                Wiem, że nie każda eksia daje ze sobą żyć, moja daje i uważam, że tym bardziej
                warto mieć , że użyję takiego wyrażenia 'oswojąną ją w srodku' niż marnować
                energię na udawanie, że jej nie ma na świecie a pasierb czy pasierbowie to
                dopust Boży. Nie musi tak być.
                Poza tym zadaj sobie proste pytanie: gdyby Twój Mąż miał ostatni kawałek
                chleba, który byłby niepodzielny i obie byście umierały - kto by go dostał ? Ty
                czy jego dziecko lub dzieci ? Ja wiem, że dziecko. To dość ostatecznie załatwia
                kwestię pierwszeństwa więzi. W moim odczuciu.
                I chciałabym, gdybyśmy byli po odwrotnych stronach, żeby mój Mąż też to
                rozumiał i dał mi takie przyzwolenie. Żebym nie musiała dokonywać takich
                wyborów i miała jego błogosławieństwo na taki właśnie.
                Nie zawsze tak czułam i myślałam. Niemniej uważam, że ludzie dorabiają się nie
                tylko domu czy samochodu, ale także porozumienia na najgłębszym poziomie. Że to
                nasz prawdziwy majątek, że on rozumie mnie a ja jego. Że rozumiem i błogosławię
                jego wybory i vice versa. I kiedy widzę, jak sie ma moje małżeństwo i moja
                powiększona rodzina dzisiaj - jeszcze raz podjęłabym walkę o więzi z moją
                pasierbicą.
Pełna wersja