Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi...

03.08.07, 09:04
Dziewczyny,
ja po prostu musze dac upust uczuciom.
Problem dotyczy mojego dotad ukochanego szwagra.

Opisze sytuacje. Moj maz oprocz normalnej pracy ma zespol (muzyczny), ktorego jest liderem, a w ktorego sklad wchodzi jego brat. Ten zespol to polowa jego zycia (druga jest rodzina). Dwa razy w tygodniu odbywaja sie proby, w swieta i urlop bywa ze dluzej, czesciej.

Przed rokiem, bylam wtedy w ciazy, zespol mojego meza dostal zaproszenie na bardzo prestizowy festiwal. Bardzo sie cieszylismy. Jako, ze festiwal byl open air, nie myslalam o problemach z zabraniem dziecka (moj syn ma 9 miesiecy i nie wykazuje oznak strachu przed obcymi albo jakos tak, poza tym zycie z dieckiem to nieustajacy problem smile).
Zaplanowane bylo tak: Na koncert jada wszyscy, z zonami i z dziecmi.
W miedzyczasie okazalo sie, ze kilka zon nie jedzie. Zostalam tylko ja. Mielismy watpliwosci, ale w koncu stwierdzilismy, okej, nie bedzie latwo, dzien codzienny tez nie jest, stawimy czolo przygodzie i pojedziemy.

Dwa dni przed koncertem zadzwonil do mnie moj szwagier. I powiedzial mi w te slowa: "Twoj maz MOWI, ze nie ma PROBLEMU z tym, zebys jechala z nami. Bardzo mi przykro, ze Ci to powiem, ale ja mam z tym problem. Jezeli pojedziesz, bedziemy musieli wziac drugi samochod i bede musial sam prowadzic (8 godzin) nie wyspie sie (koncert jest 17 godzin po ich przybyciu na miejsce), a jako, ze bedzie nagrywany film o nas, chcialbym... dobrze wygladac. Jest mi strasznie zle z tym, ze mam problem, gdzie inni nie maja problemu. Ale mam ten problem i prosze cie zebys mi pomogla.

Plakalam trzy dni bo szwagier byl naprawde ukochany. Zalowalam, ze nie da sie cofnac czasu. Czuje sie tak straszliwie obrazona (dzwoni do mnie jakis gosc i wyprasza mnie z imprezy, na ktora zaprosil mnie moj maz), ze nie wyobrazam sobie swiat, obiadow ze szwagrem i te de. MOim zdaniem on zniszczyl bez pomyslunku: moj stosunek do niego, rodzinne szczescie, moje poczucie wlasnej wartosci (czulam sie nagle jakbym sie narzucala im), i koncowo, zespol mojego meza.

Maz chcial rzucic wszystko, mowil "jak ja z nim porozmawiam przed koncertem to mozemy zapomniec o tym koncercie". Odwiodlam go od tego pomyslu, ale w glebi serca oczekuje, ze moj maz pokaze bratu gdzie jego miejsce. Panuje nade mna zadza zemsty. Nigdy wiecej nie pojde na zaden koncert meza.
A zemscic sie moge. Jest tak, ze nawet mam sie zajmowac dziecmi meza w czasie, kiedy zespol bedzie w studio a ex na wakacjach. I ja sie pytam: A jesli w tym czasie chcialabym dlubac w nosie, to kto mi powie, ze zespol jest wazniejszy od mojego dlubania? Czy ja nie mam prawa podlubac w spokoju? A jakbym chciala wyjechac na Kaukaz z niedzwiedziami tanczyc twista to kto mi powie, ze ma z tym problem???

Dziewczyny sorry ze was tym obciazam, ale jestem taka wsciekla. Moj PROBLEM polega na tym, ze cokolwiek zrobie(czy bede sabotowac rodzine czy zespol), zemszcze sie nie tylko na szwagrze, ale tez na mezu. A meza mam przedobrego.
    • e_r_i_n Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 09:13
      Męża masz po swojej stronie, wiec kompletnie nie rozumiem problemu.
    • jayin Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 09:22
      Lehija...
      Wyluzuj. I nie stresuj się szwagrem smile
      Znam wiele zespołów. Niektóre jeżdżą na koncerty samochodami nawet nie 8, a 14
      h. I jakoś nie wpływa to na ich kondycję na scenie smile Sama też czasem tak jeżdżę, więc wiem jak to wygląda z "tej drugiej strony"

      Szwagier przesadzałtongue_out Zapewniam cię. Jesli to był taki problem, że bedzie miał "nieświeży wygląd", to mógł tym swoim autem wyruszyć sobie ze 4 h wcześniej. I przed koncertem się odświeży, albo zdrzemnie. Wątpię, żeby od razu po podróży z auta wyskakiwał prosto na deski i występował.

      Jemu po prostu NIE CHCIAŁO się prowadzić. Nie wiem jak z kwestiami finansowymi (dwa auta to wiekszy wydatek dla zespolu, niz jedno) - ale jeśli nie w finansach problem, to myślę, że mogłaś spokojnie się uprzec z usmiechem i pojechac. Skoro chciałaś.

      Ewentualnie poproś go następnym razem, zeby sobie wziął PKP i kuszetkę..> Wtedy się wyśpi, a nawet będzie mogl na te parę godzin położyć sobie regenerującą maseczkę na twarz, żeby móc wyglądac jak młody ekhm.. bóg... smile

      Ja na twoim miejscu bym w żartach zbyła prośbę szwagra i jednak pojechała z mężem.

      A teraz po prostu się nie martw tym za mocno.
      Szwagra na jakiś czas do lodówki ("społecznej"smile, niech się oziębi uprzejmie, ale z dystansem... A na drugi raz pojedź.

      P.S.
      A tak BTW - jesli szwagier żonaty - to może chciał zabrać ze sobą jakąś... hmmm... koleżankę?tongue_out i nie chciał, zebyś widziała i naskarżyła żonie...smile Dlatego tak się uparł i cię "wykolegował" z wyjazdu?smile Trochę zartuję, oczywiście - ale to czasami... się zdarza zespołom w trasach. Straszni są ci faceci smile Straszni.

      pozdr.
      J.
    • jayin SABOTAŻ 03.08.07, 09:24
      nie sabotuj nikogo. w koncu chyba lubisz jak mąż gra. byłoby mu nijako, gdyby wlasna zona sabotowala jego zespol. po prostu straw to na zimno, a na drugi raz nie daj się szwagrowi tak "załatwić".
    • marusia1 Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 09:26
      Nie rozumiem dlaczego masz nie byc obecna na koncertach mężą, jeśli obydwoje
      tego chcecie i bierzesz na siebie niedogodności związane z dzieckiem? Jeśli
      szwagierek boi sie o swoją urodę, to niech sobie lifting zrobi przed...
      Może po prostu żona i dziecko nie pasują do grona piszczących panieniek (nie
      wiem jaki rodzaj muzyki gra zespół) przed sceną?
      Z odległości jaką podajesz, to musi być fajny wyjazd i ja bym nie odpuściła. No
      bo w imię czego?
      • jayin Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 09:30
        tak..wink teraz możesz złośliwie żartować ze szwagra.. na temat tych piszczących panienek...smile
    • kicia031 Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 09:38
      Ja bym doradzila szwgrowi, by swoje watpliwosci omowil z mezem i bym pojechala,
      chyba ze maz by mnie prosil o rezygnacje z wyjadu.
      A wobec szwagra na wieki zachowywala wylacznie lodowata poprawnosc.
    • chalsia Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 09:58
      jak tak trochę z dugiej strony - uwazam, ze godna docenienia jest asertywność
      szwargra i fakt, ż przyznał, ze jest z mu z tego powodu przykro, a także to, że
      nie nastawiał meżą "za kulisami"

      oczywiście, masz prawo się nie zgodzić na propozycję szwagra i jechać, tym
      bardziej, że naprawdę oboje tego z mężem chcecie.

      I na tym by ten temat zakończyła - bo robienie wielkiego aj-waj i halo i "jak
      on mógł" jest nie na miejscu - facet miał problem, zadał pytanie i dostał
      odpowiedź odmowną. Cała reszta o zemście, banicji dla szwagra z obiadów etc
      brzmią jak brednie nastolatki a nie dorosłej kobiety, o czym świadczy to że
      SZWAGIER JEDNYM pytaniem zdruzgotał poczucie własnej wartości.
      • m-m-m Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 10:10
        Popieram Chalsię, niczego złego w pytaniu szwagra nie było. W ogóle to
        oceniając problem z boku to jakbyś nie pojechała, to on być może byłby Ci
        wdzięczny i kiedyś jak jego poprosiłabyś o cokolwiek to on być może pomimo, że
        jemu mogłaby być Twoja prośba nie na rękę spełniłby ją.
      • lehija_1 Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 10:47
        Chalsia moj szwagier moze jest asertywny. W co nie wierze, bo sa dowody na to ze nie.
        Mowisz, ze mam problemy nastolatki, a ja tobie powiem, ze bylam w zyciu nastoltka. W zyciu ogolnie meczono mnie i bito. I ja ni
        gdy wiecej nie pozwole, zeby mnie ktos ponizal.
        • e_r_i_n Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 10:55
          O matko surprised.
          Ja rozumiem, gdyby Cie szwagier siła z samochodu wyrzucil. A on zadzwonil i
          przedstawil w kulturalny sposob swoje zdanie.
          • jayin Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 11:01
            kulturalny, niekulturalny - mogło się zrobić przykro.
            mi by było.
            przecież wiedział, że lehija chciałaby bardzo jechać i jej na tym zależy.
            chyba, że.. nie wiedział.

            ale te jego tlumaczenia, ze "źle bedzie wygladal i musi odpoczac w samochodzie..." - dajcie spokoj...wink
            • e_r_i_n Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 11:03
              Przykro to jedno, zrobienie z tego tragedii to co innego. No juz nie
              przesadzajmy. Rozumiem jeszcze, gdyby maz jej powiedzial, ze w sumie on tez jej
              nie chce na koncercie. A tak? Maz powinien pogadac ze szwagrem, ze decyzje na
              temat wyjazdu jego zony podejmuje on i jego zona, a Lehija powinna wyluzowac.
              • lehija_1 Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 12:21
                Przykro to jedno, ok. Gdybyb moj maz mnie poprosil, zebym nie jechala, byloby mi przykro. Ale z dobrymi argumentami pogodzilabym sie.
                Ale jestem OBRAZONA.
                Obrazona bo ktos sobie przyszedl i wmieszal sie w sprawy miedzy mna a mezem. Nie wiem chalsia np, czy ty bys chciala, niewazne w jakiej sytuacji, zeby cie brat meza ustawial.
                Moj szwagier zadzwonil do mie, przepraszal i tak dalej. Ale byc moze dla mnie problem jest glebszy, dlatego, ze zespol popieram nie tylko mysla, lecz tez czynem (co opisalam).
                i nigdy nie mialam PROBLEMU. Moze czas zaczac wink Kocham mojego meza, i uwazam, ze kiedy kochasz to bierzesz kogos np. z zespolem. PROBLEM mam taki, ze moze to sie wiesz nie oplaca. Bo ja sobie siedze, uwazam na nasze i obce dzieci, jestem dobra, w wielkanoc siedze sama i te de.A tu nagle sie okazuje, ze sie moze narzucam. Masakra.
                I tak, oczywiscie, jestem popsuta. Bo jestem ofiara przemocy. I w zwiazku z tym powinnam pojsc na terapie a nie wyobrazac sobie, ze moje problemy same sie rozwiaza. A moj szwagier, mimo ze wie o moich problemach z samoocena, jest usprawiedliwiony, bo w koncu to ja jetsem psycho- nie on.
                • m-m-m Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 12:36
                  Z tego tytułu, że miałaś złe doświadczenia ileś lat temu tak naprawdę nie
                  należy Ci się rzadna taryfa ulgowa, a Ty jej wymagasz od szwagra. Większość
                  ludzi ma takie lub inne problemy w dzieciństwie i w okresie nastoletnim. To nie
                  powód by jako dorosłych specjalnie ich traktować, bo mogą się obrazić. Czy to,
                  że on wie o Twojej przeszłości ma uważać i odnosić się do Ciebie jak do
                  przysłowiowego jajka w skorupce by się nie rozbiło?
                  Tu nikt nie pisze Ci o psychoterapii, aby Cię urazić (szwagier też pewnie nie
                  miał tego celu) tylko by wskazać Ci taką konieczność ze względu na Twoje
                  nieracjonalne oceny sytuacji życiowych.
                  On zwrócił się do Ciebie z prośbą, a nie Cię ustawiał.
                  A w ogóle to czy czas poświęcony przez Ciebie cudzym dzieciom to jest czas dla
                  dzieci szwagra, czy też dla dzieci męża z poprzedniego związku?
                  Jeśli to drugie to robisz to dla męża by ten mógł brać udział w zespole, a nie
                  dla szwagra.
            • chalsia Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 11:14
              widac, że Lehija ma problem w sobie z racji przeszłości, skoro sytuacje ze
              szwgrem określa jako poniżającą. Terapia w celu zbudowania poczucia własnej
              wartości by się przydała.
        • m-m-m Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 11:21
          W zyciu ogolnie meczono mnie i bito. I ja ni
          gdy wiecej nie pozwole, zeby mnie ktos ponizal.



          Ale Ty wyolbrzymiasz problem. Jakim poniżeniem jest prośba szwagra byś nie
          jechała? Popieram Chalsię, że psychoterapią jest Ci potrzebna, bo raczej nie
          umiesz realistycznie ocenić czyichś intencji. Jak ktoś Ci odmawia to od razu
          Cię poniża? A sam fakt mszczenia się jakby tą prośbą niewiadomo jaką krzywdę Ci
          zrobił: to jak szykowanie armaty na muchę.
    • reksia Re: Temat moze nie na nasze forum, ale smutno mi. 03.08.07, 10:59
      w sumie facet poprosił cię o przysługę...moze nie warto sie az tak zaperzać
      tylko poszukać innego rozwiązania

      nie mowie o dojechaniu na własną reke rowerem al moze kto inny ma samochód ,
      tez jedzie i mógłby Cie powieść;P
    • nangaparbat3 Mnie tez by było smutno 03.08.07, 16:22
      pewnie bym sie w pierwszej chwili popłakala, ze nie mogę jechać. Bo przystałabym
      na prosbę szwagra, wyrazona zresztą w bardzo przyzwoity sposób - nie mozna sie
      do niego przyczepić, naprawdę.
      W pierwszym odruchu pomyslałam to, co Yain - ze chłopak ma jakies plany,
      nazwijmy to dodatkowe. ale potem przyszlo mi do głowy co innego - że ten zespoł
      to ich pasja, ze wkładaja w to duzo wysiłku, ze podczas festiwalu chciałby
      skupic sie wyłacznie na zespole, wystepie, muzyce.
      Sama czasem wystepuję (w nieporównywalnie skromniejszych okolicznościach) i
      wiem, ze wiaże sie to ze stresem, polegajacym głownie na tym, ze wszystko, co
      dekoncentruje doprowadza dosłownie do szalu. a ja jestem kobietą, a nie facetem,
      co to - jak mawia moja przyjaciołka: jak chleb kroi, to nie mówi, a jak zaczyna
      mówic, to przestaje kroić.
      Twój maz jest liderem zespołu - na waznym wyjeździe ma sie skupic na zespole i
      wystepie. Jeśli z nimi pojedziesz - bedzie to niemożliwe, moze o to chodziło
      szwagrowi, a gadanie o wypoczynku było rzeczywiscie tylko sciemą? Po prostu
      wziął problem na siebie, chciał sprawę załatwic najdelikatniej, jak mozna.
      Oczywiscie to tylko moje fantazje, ale mogło tak byc.
      W kazdym razie obrażac sie nie ma o co. Chociaz może Ci byc przykro, to rozumiem
      - cieszyłaś sie na przyjemność i nagle moze Cie ona ominąć. ale to naprawdę nie
      owód, by czuc sie poniżoną. Jeśli tak sie czujesz, to bardzo źle, bardzo trudno
      musi Ci byc w ogole w zyciu. To co piszą dziewczyny o psychoterapii ma wielki
      sens, rozważ to spokojnie.
      I pomysl o jakimś wyjeździe tylko z mężem i dzieckiem - na tym festiwalu on i
      tak byłby cały czas w rozkroku i moglabys sie czuć pomijana i lekceważona.
      • lehija_1 Re: Mnie tez by było smutno 03.08.07, 19:21
        O i tu slow kilka.
        Ze moj maz na wyjazdach skupia sie nie na mnie ale na zespole, to jest jasna sprawa. Nie musi sie na mnie skupiac, bo ja jestem duza dziewczynka, niejeden w zyciu wystep przezylam, czy meza czy wlasny, niewazne.
        Byc moze szwagier ma plany, powiedzmy, dodatkowe - nie zdziwilabym sie.
        Ale uwazam nadal, ze dzwonienie do cudzej zony, zeby jej wspomniec, ze ma sie z nia problem to jest szczyt bezczelnosci. SZCZYT.
        Szwagier nie ma zbytnio pojecia o mojej przeszlosci. Tzn. na pewno wie, ze nie bylo dobrze, moze nawet calkiem gownianie. Ale ja na pewno nie oczekuje od nikogo taryfy ulgowej, bo bylam bita. Kiedy wam o tym opowiedzialam, chcialam, zebyscie mniej wiecej mialy pojecie o moim poczuciu wlasnej wartosci, ze a) jest dosc chybotliwe, b) cale zycie pracuje na odbudowanie go i to jest PROBLEM. Ze jako ofiara przemocy mam tendencje... no nie wiem, nie dac sie nikomu po prostu. Pisalam o mojej agresji, o tym co mam ochote zrobic... a nie o tym co ZROBIE.
        Natomiast na 100 procent szwagier wie, ze jestem strasznie wrazliwa. I wie, ze dla 4 godzin snu postawil na szali rodzinne szczescie i MOJE OSOBISTE szczescie. I jak widac, nie mial z tym problemu i to mnie najmocniej boli. Bo na ten koncert i tak bym nie pojechala - moje dziecko zaziebilo sie. Nie chodzi o to, ze mi przykro, bo nie moge jechac. Nie jestem rozkapryszona nastolatka. Wkurza mnie taki zarzut. Kto jak kto, ale ja jestem strasznie dorosla. Inaczej nie dalo rady w moim zyciu.
        • nangaparbat3 Re: Mnie tez by było smutno 03.08.07, 22:02
          Tak sobie myslalam o tym Waszym wyjeździe w drodze do domu i przyszlo mi do
          głowy, ze to nie jest dobry wyjazd dla niemowlecia. Duze skupisko ludzi, w tym
          pewnie wiekszość bardzo młodych - po prostu łatwo o infekcję. Ale mniejsza o to.
          Lehija, w żaden sposób nie chciałam Cie dotknać. Rozumiem, ze po złych
          doswiadczeniach jestes bardzo wrażliwa. Kazdy by byl.
          Ale swoja wrażliwość chcesz chronic przy pomocy agresji. Co z tego wyniknie? Na
          pewno nic dobrego, przede wszystkim dla Ciebie samej.
          Stanowczo przesadzasz z reakcją. Prośbe - bo była to PROSBA nie obcego
          człowieka, tylko szwagra, potraktowałas tak jakby było to wyproszenie Cie za
          drzwi podczas gdy inni sie bawią.
          Z tego co piszesz mozna wnosic, ze dla czlonków zespołu udział w festiwalu to
          cos wiecej niz dobra zabawa. Moze nie tyle wiecej, ile coś innego. Żona z
          niemowleciem - nie wiem, mnie by przeszkadzała. Nawet gdybym ich kochała
          najbardziej na swiecie.
          A tak nawiasem - czy wiesz dlaczego pozostałe zony zrezygnowały?
          • lehija_1 Re: Mnie tez by było smutno 04.08.07, 03:07
            Ty mnie nie dotknelas nangaparbat3.
            Juz mowilam, sprawa jest jasna, ze na pewno i tak bym nie pojechala (dziecko zaziebione). Nie uwazam, ze czlowiek musi schowac sie w domu, bo ma dzidzia. Z drugiej strony absolutnie nie naleze do kobiet, ktore swoje dzieci ciagaja wszedzie. I, jak mowilam, rozwazalismy za i przeciw. Uwazam, ze dziecko tez chce cos przezyc, co na pewno nie znaczy, ze poszlabym z niemowleciem np. na zamkniety koncert, gdzie wszyscy pala i tak dalej. Mowilam o festiwalu na dworze, przy dobrej pogodzie. Moje dziecko przedwczoraj rozchorowalo sie po raz pierwszy w zyciu, wiec pomyslu o infekcjach nie mialam.
            Na pewno moj szwagier nic sobie nie myslal, jak do mnie dzwonil. Bo jakby myslal, to by tego nie zrobil.
            Pozostale zony zrezygnowaly, bo im sie a) nie chcialo, b) druga jest rezyserem w miejscowym teatrze i miala przedstawienie wczoraj.
            I tak jest: nadal nie uwazam, ze kobieta ktora ma dziecko ma sie zamknac w domu i tam sobie siedziec. Nienawidze... i zaden czlonek (mojej) rodziny nigdy by sie nie odwazyl wtracac do mojego zycia.
            Gdyby ktos zadzwonil do mojego meza i wyprosil go z tego czy innego koncertu, na ktory ja go zaprosilam, zrobilabym chryje.
        • chalsia Re: Mnie tez by było smutno 03.08.07, 23:34
          Natomiast na 100 procent szwagier wie, ze jestem strasznie wrazliwa. I wie, ze
          > dla 4 godzin snu postawil na szali rodzinne szczescie i MOJE OSOBISTE
          szczescie
          > . I jak widac, nie mial z tym problemu i to mnie najmocniej boli.

          no sory batory, ale tylko osoby o dojrzałosci nastolatki uzależniają swoje
          szczęście od bycia / nie bycia na koncercie swojego idola.. I ja rozumiem, że
          dla nastolatki szlaban od rodziców na wyjście na disco czy koncert to JEST
          tragedia życiowa.
          Ale dla osoby, która mieni się dorosła i dojrzałą ?
          • lehija_1 Re: Mnie tez by było smutno 04.08.07, 02:38
            Ty tam, chalsia, czy jak cie zwal.
            Ty chyba nie grzeszysz rozumem co?
            Ja napisalam maila na forum, na ktorym jestem od dwoch lat, o tym, ze z tego czy tamtego powodu jest mi przykro. Pisalam nie o tym, ze moje osobiste szczescie uzalezniam od wyjazdu na jakis tam koncert (bo w koncu moj maz podtrzymywal zaproszenie i CHCIAL, zebym jechala). Pisalam o tym, ze moje osobiste szczescie uzalezniam od harmonii w rodzinie. Pisalam o tym, ze szwagier mnie urazil, bo tak bylo.

            I wiesz co? Jak najbardziej, moj maz jest moim idolem, tak ja ja jego. Bo ja naleze do tych dziwnych glupich i niedojrzalych kobiet, ktore kochaja swojego meza.
            • nsc23 Re: Mnie tez by było smutno 04.08.07, 11:41
              Ty tam lehija_1, czy jak Cie zwal.
              Ty chyba nie grzeszysz dobrym wychowaniem, co?
              • lehija_1 Re: Mnie tez by było smutno 04.08.07, 12:45
                Oj chyba nie grzesze, faktycznie. Sie chyba pochlastam. Zdziwilabym sie, gdybys znalazla jedna jedyna moja wypowiedz na forum, w ktorej bylam nieuprzejma.
                Ta cala Chalsia przeczytala jak chciala moja wypowiedz, zinterpretowala jak jej sie podobalo, po czym nazwala mnie glupia rozkapryszona nastolatka. Sorry batory czy gregory, ale nie dziw sie, ze sie obruszam.
                Napisalam na forum o moich uczuciach, pierwszy raz w zyciu w ogole odwazylam sie szczerze cos napisac. A ta taka tam Chalsia uznala, ze mnie z tego powodu musi potepic i dolowac. Myslalam, ze jestesmy sobie tu "macocha dla macochy" a nie "macocha przeciw macosze". Jesli sie wam troche wyplakalam to dlatego, ze zaufalam, ze forum to jest miejsce, gdzie sa przychylne czlowiekowi kobity.
                Uwazam, ze wyplakac sie na forum jest o wiele "dojrzalsze" niz latac z karabinem i strzelac do ludzi z frustracji. I dlatego to zrobilam, a nie dlatego, ze "robie z igly widly i tragedie z niczego".
                Gdyby nie to, ze jest tu pare naprawde fajnych babek, na pewno bym sie wypisala z tego interesu.
                • chalsia Re: Mnie tez by było smutno 04.08.07, 13:01
                  > Ta cala Chalsia przeczytala jak chciala moja wypowiedz, zinterpretowala jak
                  jej
                  > sie podobalo, po czym nazwala mnie glupia rozkapryszona nastolatka.

                  o interpretacji wypowiedzi pisemnej już w poprzednim poście pisałam.
                  co do reszty - Ty sama własnie tutaj robisz dokładnie to samo - dowolnie sobie
                  interpretujesz i wkładasz wlasne słowa - choć ja ich NIE NAPISALAM. I na
                  dodatek nie pisalam o TOBIE a o jednym, konkretnym TWOIM ZACHOWANIU. A to jest
                  zasadnicza różnica.
                  Cóź, dla mnie słowo nastolatka nie jest synonimem dla bycia głupią i
                  rozkapyszoną, jak widać - dla Ciebie tak - skoro TY tych słów użyłaś.
            • mrs_ka Re: Mnie tez by było smutno 04.08.07, 12:21
              Nie wiem, czy warto dopisywac się po wypowiedziach Chalsi i m_m_m, bo napisały
              chyba wszystko, w dodatku trzeźwo i rozsądnie.
              Myślę, że Twoja własna ocena sytuacji przeważa nad sugestiami innych osób.
              Jednym słowem: mocno się juz przywiązałaś do własnego oglądu i nie bardzo
              dopuszczasz do siebie myśl, że można tę sytuację odebrac inaczej.
              Uważam, że punktem wyjścia jest tu niestety Twoja niska samoocena i- jak
              napisała m_m_m- reakcje nieadekwatne do sytuacji.
              Abstrahując od tego, czy takie postawienie sprawy przez szwagra było
              nieprzyjemne, czy nie:
              1. Szwagier zwrócił się bezpośrednio do Ciebie, co ja osobiście bym doceniła.
              Moim zdaniem to nie stawianie sprawy jasno jest poniżające, a traktowanie żony
              brata jako paprotki, którą pomija się w dialogu. Szwagier Cię nie pominął.
              Jasno przedstawił swoje stanowisko. Najwyraźniej mial świadomość tego, że może
              Cię dotknąć (za co z góry przeprosił), ale jednoczesnie uznał, że jego racje
              również są warte przedstawienia i wzięcia pod uwagę.
              Sytuacja dokładnie taka, jak wiele sytuacji w życiu, kiedy nasz interes wchodzi
              w konflikt z cudzym. Można to uznać, można tego nie uznawać. Na pewno nie warto
              uzależniać od tego własnego samopoczucia.

              2. Wplątywanie w tę dyskusję pojęcia "szczęścia rodzinnego" jest dla mnie dość
              niezrozumiałe. Rozmowa jest jedynym narzędziem porozumienia. Narzędziem niestety
              niedoskonałym, czego sama doświadczyłaś. Mimo to lepszego narzędzia nie ma. Twój
              szwagier potraktował Cię jak równorzędnego partnera, nakreslił swoje stanowisko,
              ale nie powiedzial "masz nie jechać" czy "zerwę z tobą kontakt jeśli się nie
              posłuchasz". Jednym słowem nakreślil własną przestrzeń w tej rozmowie i
              jednoczesnie przyznał Ci prawo do wlasnej. Po prostu poinformował Cię, jak on to
              widzi. Co z tym zrobisz- Twoja sprawa.

              Uzależnianie od jednej (nota bene rzeczowej) rozmowy dalszych stosunków
              rodzinnych świadczy o tym, ze nie tyle nie Jesteś niedorosła (broń Boże nie
              insynuuję Ci tego), co raczej o tym, ze Twoja dojrzałość ma słabsze punkty. Na
              pewno jest tym punktem miejsce, w którym argumenty zaczynają dotyczyć Twojego
              zachowania czy czynów. Czyli własnie kwestia samooceny.
              Człowiek, który ma tę samoocenę na normalnym poziomie(= umożliwiającym mu takie
              funkcjonowanie wśród ludzi, które nie grozi co chwila postawieniem pod znakiem
              zapytania własnej wartości) umie odróżniać rozmowę o zachowaniu, czynie, decyzji
              od rozmowy na temat własnej osoby.
              Czyli jeśli mówię Ci: Twoja obecność sprawi mi problem, bo..- to mówię Ci
              jedynie tyle, że Twoja konkretna decyzja jest przeze mnie odbierana jako
              problematyczna dla mnie. Nie mówię Ci jednak przez to, że uważam Cię za mniej
              wazną, głupią, niefajną, niedojrzałą, whatever.
              Co więcej: mówię Ci "będę mieć z tym problem, chciałabym abyś wzięła to pod
              uwagę, ale sama zdecydujesz co zrobisz". Daję Ci więc "oddech". Taką wolną
              przestrzeń w decyzji. To jedna z podstaw wzajemnego szacunkuk, który- choć póki
              co tego nie dostrzegasz- szwagier Ci de facto okazał.

              Jesli mogę Ci coś radzić: przemyśl to sobie spokojnie, a w dogodnym momencie
              powiedz szwagrowi po prostu, że odebrałaś jego stanowisko jako przykre. Bo
              trudno jest Ci się zdystansować od takiego stawiania sprawy. Bo wiesz, ze
              odbierasz pewne rzeczy nadwrażliwie i choć nad tym pracujesz, to i tak Cię to
              dotknęło. I tak dalej.
              Myślę, że sytuacja się wyjaśni, ale postaraj się nie uprzedzac i nie najeżać.

              pozdrawiam

              a.
            • chalsia Re: Mnie tez by było smutno 04.08.07, 12:51
              Ty tam, lehija, czy jak cie zwał - to Twój nowy nick Lehijo ?

              Tobie się tylko Lehijo WYDAJE, że coś napisałaś. W rzeczywistości napisałaś coś
              zupełnie innego (a dokładnie napisałaś, o zalęzności Twojego szczęścia
              osobistego i rodzinnego od koncertu).
              ROzumiem, że dla nas to ma być taka powtórka z lekcji polskiego pt.: "co autor
              miał na myśli", a jak któraś nieprawidłowo zinterpretuje zamysł autora (czyli
              to co miał on W GŁOWIE gdy pisał), to go obsztorcujesz - jak mnie.
              hi hi, ino, że ja już dawno nie jestem w szkole, więc na szczęście, mogę się
              tylko z tego pośmiać - a zwłaszcza z tekstu, że jesli kobieta kocha męża to
              jest dziwna, głupia i niedojrzała.

              Choć, ja spojrzeć na to szezrzej, to rzeczywiście głupota ma sporo wspólnego z
              miłością - obie cechują się pewnego rodzaju ślepotą na fakty.
              • lehija_1 Re: Mnie tez by było smutno 04.08.07, 12:58
                Hej to ja, lehija, czy jak mnie tam zwal. Tak chalsiu to moj nowy nick. Wiesz ja w ogole chyba sie zabije, bo mnie nie lubisz.
                Prosze, jesli cos napisalam, czego nie napisalam - zacytuj mnie.
                Pisalam pod wplywem emocji, ale mimo to nie moge znalezc tego fragmentu, w ktorym tak strasznie przesadzilam, ze musialas sie do mnie niezyczliwie odezwac.
                Hej, oj, nie jestesmy w szkole, bogu dzieki. A w ogole bylas myszko? Bo ja bylam, ponad 20 lat i swoje wiem. No i zanim zinterpretuje czyjes wypowiedzi to je czytam.
                • chalsia Re: Mnie tez by było smutno 04.08.07, 13:11
                  dobra, napiszę inaczej bo do tej pory nie dotarło do Ciebie:
                  1. nie muszę pamiętać Twojej historii z dwóch lat Twojej obecności na forum, w
                  związku z czym odnoszę się do tego wątku a nie do całokształtu
                  2. jestes mi obojętna, w związku z czym nie ma mowy o nie lubieniu Cię
                  3. nie potępiam Twoich uczuć, rozumiem, że z racji przeszłości masz wątłe
                  poczucie własnej wartości i szczerze Ci tego współczuję, bo widzę o ile
                  trudniej jest taki ludziom w życiu
                  4. nie było i nie jest moim celem dołowanie Cię, a jedynie pokazanie Ci, że
                  Twoja perspektywa tego zdarzenia jest skrzywiona (z racji - patrz pkt 3),
                  zresztą nie jestem jedyną osobą w tym wątku, która ma taki punkt widzenia w tej
                  sprawie.
                  5. mam swój (raczej dość specyficzny) styl wypowiedzi
                  6. w szkole byłam, mam też dobrze wykształconą umiejętność czytania ze
                  zrozumieniem treści a nie tylko czytania
    • tricolour Szwagier zachował się wręcz wzorowo... 04.08.07, 13:39
      ... zadzwonił do Ciebie, przedstawił jasno sprawę, wytłumaczył swój punkt
      widzenia, przeprosił za kolizję z Twoim zaproszeniem i poprosił o wspólne
      rozwiązanie problemu.

      W zamian dostał: "Czuje sie tak straszliwie obrazona... ze nie wyobrazam sobie
      swiat, obiadow ze szwagrem i te de... " - reakcję nadmiarową, nierealistyczną i
      agresywną.
      • lehija_1 Re: Szwagier zachował się wręcz wzorowo... 04.08.07, 15:56
        Tricolour ty chyba jestes facetem?

        Tak, moj szwagier zachowal sie wzorowo dzwoniac do mnie i wypraszajac mnie z imprezy. Jest swietny gosc. Jak moj maz chcialby zadzwonic do jego zony i poprosic, zeby tam i tam nie jechala czy nie przychodzila, bo on sie musi wyspac, to bym go poparla, powiedziala: tak kochanie, masz do tego prawo, dzwon ustawiac szwagierke.

        Moja reakcja moze byla przesadzona, ale jak juz wspomnialam pisalam:
        na forum
        mowilam o tym, ze chce, zacytuje sama siebie "dac upust emocjom"
        napisalam nawet w pierwszym poscie cos w stylu "sorry dziewczyny, ze tutaj.... bla bla... ale nie wiem dokad z moim problemem"
        Co do Chalsi:
        Wiesz ja moze mam zaburzone poczucie wlasnej wartosci, ale to mi pozwala pracowac nad soba i sie sobie przygladac z bliska. Natomiast ty.... widzisz ja Ciebie nawet nie znam a juz Cie nie lubie. I wiesz zaloze sie ze swiat jest pelen ludzi, ktorzy nie lubia takich Chalsi (nie mam polskich znakow wiec nie wiem jak napisac liczbe mnoga.... zloz to na karb glupoty albo wyslij mnie do psychologa). Musi byc przykro byc Toba. Strasznie mi Ciebie zal.
        I wiesz niewazny jest tak naprawde omawiany przez nas problem. Tylko To Okropne Wstretne cos, co jest w Tobie, co powoduje, ze lubisz sobie zdolowac kogos od czasu do czasu. Jest taka ksiazka "Podli ludzie", ktora traktuje o takich jak Ty. O ludziach, ktorzy doluja innych, zeby poczuc sie lepiej.
        O jeszcze jedno, mialam problem pare dni ale ogolnie Chalsiu jest ze mna nienajgorzej. Jestem mloda, wyksztalcona i mam piekne zycie. No i nie jestem durna jak gowno, Bogu dzieki, bo jak wiadomo niektorym zdarza sie takie nieszczescie.
        • chalsia Re: Szwagier zachował się wręcz wzorowo... 04.08.07, 17:33
          > . Musi byc przykro byc Toba. Strasznie mi Ciebie zal.

          I vice versa, choć z innych powodów, niż te które wymieniłaś w stosunku do mnie.
          Oprócz ludzi, którzy nie lubią Chalsi (a są tacy na pewno, nie musisz się nawet
          zakładać) świat jest równiez pełen ludzi, którzy nie lubią brukselki, jeździć
          szybko samochodem, itp, itd. No i co z tego? Ano nic. Nie mam potrzeby bycia
          lubianą przez wszystkich.
          Są też tacy, którzy mnie lubią. Aaaaa, dodam, że należę akurat do tych osób,
          które zdecydowanie zyskują przy dłuższej i bliższej znajomości.
          Przypomniało mi się coś w temacie nieznania i nielbienia - dzieci często nie
          chcą spróbować nowej potrawy i mówią wtedy, że nie chcą bo nie lubię. No ale
          przecież nawet nie spróbowały.

          >Tylko To Okropne
          > Wstretne cos, co jest w Tobie, co powoduje, ze lubisz sobie zdolowac kogos od
          > czasu do czasu.

          Skoro przyznajesz, że mnie nie znasz, to na jakiej podstawie wysnuwasz tak
          daleko idące wnioski, że "lubię sobie zdołować kogoś od czasu do czasu"?

          To coś to może PMS ? Ogóleni rzecz biorąc ludzka rzecz, każdemu się przytrafia,
          bowiem nie ma ludzi idealnych.
          I nie muszę dołować innych by poczuć się lepiej, bowiem mam wysokie poczucie
          własnej wartości, więc nie muszę go niczym podbudowywać.
        • tricolour Owszem jestem facetem, ale to niczego nie zmienia. 04.08.07, 22:53
          ... bo podobne zdanie mają kobiety, co wyraźnie piszą.

          Przytoczyłas w miarę dokładnie, co powiedział szwagier, ale nie ma w tym ani
          słowa wyproszenia Ciebie z imprezy - sama sobie dorobiłas taki pomysł, bo
          przecież mogłas jechać we własnym zakresie. Szwagier nie chciał wypraszać Cię z
          imprezy - on jedynie nie chciał kierować autem, a to nie to samo.

          Chyba nie chcesz zauważyć, że Twoja obecnośc na tej imprezie związana była z
          faktem, że ktoś Cię ZAWIEZIE. Ludzie nie mają obowiązku robić Ci takiej
          przysługi swoim kosztem.
          • mamaadama4 Re: Owszem jestem facetem, ale to niczego nie zmi 04.08.07, 23:47
            Pogubiłam się trochę w tych postach, ale twoj mąż nie mógłby prowadzić tego
            drugiego samochodu,który musieliby zabrać gdybyś ty pojechała? Zespół ma chyba
            więcej niż dwie osoby? A ty nie masz prawa jazdy?
            • lehija_1 Re: Owszem jestem facetem, ale to niczego nie zmi 06.08.07, 09:18
              Dziewczyny i chlopaki,
              moj maz prowadzil nasz samochod, na zmiane ze szwagrem. Prawo jazdy mam, ale jeszcze niedlugo. Poza moim mezem szwagier nie chcial nikomu innemu dac prowadzic samochodu, bo jak twierdzil, pozostali nie jezdza mu dostatecznie dobrze (?!). Tylko ze ja po prostu wiem, ze pretekst szwagra byl smieszny. Smieszny i nieprawdziwy.
              Ale mniejsza o to. Minely dwa dni, moj maz przyznaje mi racje, szwagier mnie przeprosil, ja przeprosilam szwagra, okazalo sie ze chodzi o cos zupelnie innego, szwagrowi sie wali zycie i jest z tego powodu rozdrazniony. Troche jestesmy poobrazani, ale bedzie dobrze.
              Bardzo mi przykro ze tak sie nakrecilam. Chalsiu moze nie bylas dla mnie mila, ale to nie byl powod do stania sie nieuprzejma.
              • chalsia Re: Owszem jestem facetem, ale to niczego nie zmi 06.08.07, 13:29
                > Ale mniejsza o to. Minely dwa dni, moj maz przyznaje mi racje, szwagier mnie
                pr
                > zeprosil, ja przeprosilam szwagra, okazalo sie ze chodzi o cos zupelnie
                innego,
                > szwagrowi sie wali zycie i jest z tego powodu rozdrazniony. Troche jestesmy po
                > obrazani, ale bedzie dobrze.

                no i się cieszę, że się tak skończyło i że wszyscy postąpiliście
                odpowiedzialnie i dojrzale, że rozmawialiście o tym. Bez tej rozmowy tylko by
                narastała zapiekła uraza.
                Jednak taka uwaga - posądzałaś szwagra o egoizm itp, itd i miałas pretensje, że
                on nie bierze pod uwagę Twoich uczuć - a sama nie pomyślałaś, że coś u niego
                jest nie tak.

                > Bardzo mi przykro ze tak sie nakrecilam. Chalsiu moze nie bylas dla mnie
                mila,
                > ale to nie byl powod do stania sie nieuprzejma.

                Miło, że przepraszasz.
                Jest cool.
Pełna wersja