lehija_1
03.08.07, 09:04
Dziewczyny,
ja po prostu musze dac upust uczuciom.
Problem dotyczy mojego dotad ukochanego szwagra.
Opisze sytuacje. Moj maz oprocz normalnej pracy ma zespol (muzyczny), ktorego jest liderem, a w ktorego sklad wchodzi jego brat. Ten zespol to polowa jego zycia (druga jest rodzina). Dwa razy w tygodniu odbywaja sie proby, w swieta i urlop bywa ze dluzej, czesciej.
Przed rokiem, bylam wtedy w ciazy, zespol mojego meza dostal zaproszenie na bardzo prestizowy festiwal. Bardzo sie cieszylismy. Jako, ze festiwal byl open air, nie myslalam o problemach z zabraniem dziecka (moj syn ma 9 miesiecy i nie wykazuje oznak strachu przed obcymi albo jakos tak, poza tym zycie z dieckiem to nieustajacy problem

).
Zaplanowane bylo tak: Na koncert jada wszyscy, z zonami i z dziecmi.
W miedzyczasie okazalo sie, ze kilka zon nie jedzie. Zostalam tylko ja. Mielismy watpliwosci, ale w koncu stwierdzilismy, okej, nie bedzie latwo, dzien codzienny tez nie jest, stawimy czolo przygodzie i pojedziemy.
Dwa dni przed koncertem zadzwonil do mnie moj szwagier. I powiedzial mi w te slowa: "Twoj maz MOWI, ze nie ma PROBLEMU z tym, zebys jechala z nami. Bardzo mi przykro, ze Ci to powiem, ale ja mam z tym problem. Jezeli pojedziesz, bedziemy musieli wziac drugi samochod i bede musial sam prowadzic (8 godzin) nie wyspie sie (koncert jest 17 godzin po ich przybyciu na miejsce), a jako, ze bedzie nagrywany film o nas, chcialbym... dobrze wygladac. Jest mi strasznie zle z tym, ze mam problem, gdzie inni nie maja problemu. Ale mam ten problem i prosze cie zebys mi pomogla.
Plakalam trzy dni bo szwagier byl naprawde ukochany. Zalowalam, ze nie da sie cofnac czasu. Czuje sie tak straszliwie obrazona (dzwoni do mnie jakis gosc i wyprasza mnie z imprezy, na ktora zaprosil mnie moj maz), ze nie wyobrazam sobie swiat, obiadow ze szwagrem i te de. MOim zdaniem on zniszczyl bez pomyslunku: moj stosunek do niego, rodzinne szczescie, moje poczucie wlasnej wartosci (czulam sie nagle jakbym sie narzucala im), i koncowo, zespol mojego meza.
Maz chcial rzucic wszystko, mowil "jak ja z nim porozmawiam przed koncertem to mozemy zapomniec o tym koncercie". Odwiodlam go od tego pomyslu, ale w glebi serca oczekuje, ze moj maz pokaze bratu gdzie jego miejsce. Panuje nade mna zadza zemsty. Nigdy wiecej nie pojde na zaden koncert meza.
A zemscic sie moge. Jest tak, ze nawet mam sie zajmowac dziecmi meza w czasie, kiedy zespol bedzie w studio a ex na wakacjach. I ja sie pytam: A jesli w tym czasie chcialabym dlubac w nosie, to kto mi powie, ze zespol jest wazniejszy od mojego dlubania? Czy ja nie mam prawa podlubac w spokoju? A jakbym chciala wyjechac na Kaukaz z niedzwiedziami tanczyc twista to kto mi powie, ze ma z tym problem???
Dziewczyny sorry ze was tym obciazam, ale jestem taka wsciekla. Moj PROBLEM polega na tym, ze cokolwiek zrobie(czy bede sabotowac rodzine czy zespol), zemszcze sie nie tylko na szwagrze, ale tez na mezu. A meza mam przedobrego.