Dzieci równe i równiejsze?..pytanie do ex.

09.08.07, 15:13
Witam
Śledzę te forum już od dłuższego czasu. Niekiedy wypowiadam się na
nim, czy zapytuję, jeśli sama nie potrafię rozwiązać jakiegoś
problemu z moimi pasierbami. Wiem, że dużo się mówi o właściwych
kontaktach z dziećmi i konieczności stworzenia im warunków by czuły
się dobrze. Staram się, choć nie zawsze mi wychodzi, a i przyznaję
się bez bicia, że przez spięcia i problemy z pasierbami w
przeszłości i czasem ich "trudny" stosunek do mnie ciężko mi ich
polubić tak naprawdę i staram się traktować ich z rezerwą. Choć
czasem nie wychodzi jak np. dobrze nam się ułoży weekend to nagle
mnie jakaś taka radość ogarnia i nadzieja na lepsze, aż do momentów
aż któreś swą wypowiedzią czy zachowaniem nie wróci mnie na ziemię.
Ostatnio na wycieczce wakacyjnej, podczas jazdy samochodem
uświadamialiśmy dzieci jak ważne jest by zapinały pasy, nie tylko
dla własnego bezpieczeństwa ale i tych osób co są z przodu, które
mogłyby siłą uderzenia zostać zabite pczas wypadku. Na to syn mego M
( 11 lat chłopak ) wypalił.- "eeee przecież to tylko K...( tzn.
ja )"..miło uncertain..No cóż i takie "miłe" rzeczy się zdarzają, ale byle
do przodu.smile
Ale teraz na temat, bo nie o tym chciałam pisać.
Mam pytanie, dodam, że czysto hipotetyczne.
Zastanawiam się jak to by było w przypadku dzieci z
kochanką/kochankiem?
Wiem, że gdy na świat przychodzą nowe dzieci w związku ( u nas tak
będzie ) należy dążyć do stworzenia dobrych kontaktów z dziećmi, bo
przecież to rodzina. Dużo o tym się naczytałam. Dodam, że będę się
starała też tak robić, ale nie za wszelką cenę.
Na forum piętnuje się natomiast kobiety, które nie chcą z jakiś
przyczyn tych więzi tworzyć ( głównie ex dość mocno negatywnie się
wyrażają ).
A więc hipotetycznie rzecz ujmując, Wasz małżonek ma kochankę, z
którą ma dziecko i co wtedy?
Czy również za wszelką cenę dążycie do podtrzymania więci "bo to
przecież rodzina dla Waszych dzieci"?
Zadaję to pytanie szczególnie kobietom, które dość ostro negują
zachowania macoszek nie chcących utrzymywać kontaktów z pasierbami.

    • kicia031 Re: Dzieci równe i równiejsze?..pytanie do ex. 09.08.07, 16:31
      Moj Ex ma dziecko z kochanka.
      I jednym z powodow, dla ktorych jest Ex (bo nie chcial nim byc) jest
      to, ze owa kochanke porzucil gdy tylko sie dowiedzial, ze jest w
      ciazy i z dzieckim nigdy nie utrzymywal kontaktow.
      Ten chlopiec jest bratem przyrodnim mojego syna. Nie jest niczemu
      winien. Bardzo mi przykro, ze chlopcy nigdy najprawdopodobniej nie
      beda mieli ze soba kontaktu, choc moj syn wie o istnieniu brata.

      Ale wiesz co, pytanie jakie zadalas wydaje mi sie zwyczajnie glupie.
      Nie da sie porownac sytuacji posiadania dziecka w zwiazku, ktory sie
      nastepnie zakonczyl, z posiadaniem dziecka z kochanka podczas
      trwania zwiazku. A jesli juz ktokolwiek mialby miec takie uczucia w
      sytuacji kolejnych zwiazkow, to raczej ewewntualnie Ex wobec next a
      nie odwrotnie.
      Mysle, ze zadanie takiego pytania bardzo duzo mowi o tobie. Podobnie
      jak przytoczona historia o zapinaniu pasow. Ale twoja psychoanaliza
      to nie moja sprawa.
      • jayin Re: Dzieci równe i równiejsze?..pytanie do ex. 09.08.07, 17:08
        Macosik,

        Pytanie pewnie i tak "przejdzie" na sąsiednie fora - więc chyba lepiej pytać samych "zainteresowanych", czyli Ex - np. na Samodzielnej Mamie. Będzie i więcej odpowiedzi i spójny wątek. Bo tak to te z nas, które są Ex i są na tym forum - odpowiedzą tutaj, a temat niemal na pewno pojawi się jako mirror na SM, albo NR - i tam będzie znacznie więcej odpowiedzi na twoje pytanie.
    • chalsia Re: Dzieci równe i równiejsze?..pytanie do ex. 09.08.07, 17:31
      pogrzeb w starszych wątkach na macochach. O ile mnie pamięć nie myli
      były dwie kobiety w takiej sytuacji - w małżeństwie z dziećmi i tu
      buch - przyrodnie rodzeństwo z kochanki.

      Mam tez znajomą, która będąc w ciąży i w związku z partnerem, ojcem
      dziecka, dowiedziała się, że partner ma kochankę, która również
      urodzi dziecko - tyle, że o kilka miesięcy wczesniej.
      Rozstali się (nie wiem,czy to ona mu powiedziała good bye czy to on
      ją zostawił). Ojciec odwiedza (co prawda dość sporadycznie) dziecko
      mojej znajomej i zawsze przyjeżdża z tym ciut starszym dzieckiem.
      Znajoma to akceptuje. Facet jej dziecka do siebie nie bierze, bo po
      rozstaniu równiez z kochanką mieszka kątem po ludziach.
      Z tego co kojarzę, bywały i takie sytuacje, gdy on brał starsze
      dziecko od eks-kochanki i z nim przyjeżdzał na weekend do mojej
      znajomej. Dla wyjaśnienia - moja znajoma rozstała się z nim
      definitywnie i pozwalając mu nocować u siebie z przyrodnim
      rodzeństwem swojego dziecka robi to dla:
      1. swojego dziecka
      2. tego drugiego dziecka
    • reksia Re: Dzieci równe i równiejsze?..pytanie do ex. 09.08.07, 19:13
      fantastyczne pytanie smile))))))))) i jak widać, kiedy zadane w druga
      stronę okazuje się, że NIECO kłopotliwe HEHEHEHE wink)))))))

      na tym forum wypowiada sie bardzo wiele Ex, więc jest to chyba
      pytanie również jak najbardziej właściwewink
      • joanna9969 Re: Dzieci równe i równiejsze?..pytanie do ex. 09.08.07, 19:30
        czyli jednak biologia i kazda kokoszka broni
        swojego stadka .
        • chalsia Re: Dzieci równe i równiejsze?..pytanie do ex. 09.08.07, 21:01
          to co napisałaś stoi w jawnej sprzeczności, do histori, którą
          opisałam.
          • joanna9969 Re: Dzieci równe i równiejsze?..pytanie do ex. 09.08.07, 22:19
            chelsiu kochana , wyjatki niestety potwierdzaja regule ,
            ja tez nie raz czytam jak to wsrod znanych i bogatych
            next i ex zostaja dobrymi znajomymi , spotykaja
            sie na kawce i pogaduchach a ich dzieci gdzies tam w tle
            wesolo baraszkuja sa takie przypadki ale chyba sama przyznasz
            ze to nie regula.
            • mrs_ka Re: Dzieci równe i równiejsze?..pytanie do ex. 09.08.07, 22:35
              Nie wiem, czy to reguła, czy nie, ale szczerze powiedziawszy w moim
              najbliższym otoczeniu rekonstruowane związki tez są dalekie od reguł
              lansowanych na Macochach i Samodzielnej.
              Czyli albo my jesteśmy nietypowi, albo jednak należałoby przyjąć, że
              na oba fora trafiają ludzie z problemami, co determinuje charakter
              tych for. W związku z tym co właściwie jest regułą? Co jest normą
              rekonstruowanej rodziny?
              Niezaleznie od odpowiedzi na powyższe pytania uważam, że komentarze
              w rodzaju "doskonałe pytanie" niczemu nie służą. Podobnie jak
              zakładanie tego typu wątków (wraz z dość jasną linią przewodnią).
              Jesli w ogóle jest jakiś sens istnienia for pomocowych typu Macochy
              czy Samodzielna, to jest nim- poza celem najwazniejszym: wsparciem)
              cel pokazywania ludziom, że można to układać dobrze, rozsądnie,
              mądrze i z sercem.
              Jednym słowem: warto tworzyć nowe reguły.

              a.
    • joanna9969 Re: Dzieci równe i równiejsze?..pytanie do ex. 09.08.07, 22:27
      a tak swoja droga to gdy dzieci sa male
      to my i mozemy probowac te wiez podtrzymywac a co oni zrobia z
      tym w doroslym zyciu to juz ich sprawa.
      Ja mam przyklad z wlasnego podworka .Moj wojek
      ma syna z pierwszego i corke z drugiego malzenstwa .
      Oboje juz dorosli ona ma 27 lat on chyba ponad 35 i moj kuzyn
      na przyklad nie toleruje zupelnie istnienia mojej kuzynki ,
      nie chce jej po prostu znac .
      Nie wiem czemu tak jest moj wojek co prawda mieszkal przez ponad 20 lat za
      granica ale z kuzynem utrzymuje i utrzymywal staly kontakt
      i on tez z ojcem jest Ok ale z siostra absolutnie nie.

    • nangaparbat3 ja jako eksiara 12.08.07, 19:23
      tez uważam, ze pytanie jest dobre, jak każde, które zmusza - mnie przynajmniej -
      do myslenia, wprowadza na szlaki jeszcze nie utarte.
      Jednak z pewnoscia nie jest to pytanie lustrzane wzgledem pytania o stosunek
      macochy do dzieci bylej zony - bo sytuacja zupełnie inna.

      Pare dni temu poznałam mloda kobietę, ktora opowiedziala mi swoja historie. Jej
      mama byla najlepsza przyjaciolką żony ojca. Kiedy zaszła w ciążę, ojciec miał
      juz dwoch synow.
      Jej mama nie usiłowała nawet rozbic tamtego małzeństwa - przyjaźń sie skończyła,
      ale nie na zawsze. Po latach mama i zona ojca znow sie przyjaźnią, malo tego,
      żona ojca ma świetny kontakt z jego pozamałzeńska córką, czuja się z soba bardzo
      zwiazane, doszukuja sie w sobie podobieństw. To więź silna i serdeczna.
      Ta nieslubna córka utrzymuje tez kontakty z dwoma braćmi - z młodszym czysto
      formalne, ze starszym - ciepło-kumplowskie.
      Druga historia:
      Moja znajoma jest córką profesora x i jego mlodej kochanki. Poniewaz matka była
      mloda i interesowała ja glównie kariera naukowa, dziecko wychowala zona
      profesora razem ze swymi córkami. Była dla dziewczynki prawdziwą matką - były z
      soba silnie zwiazane aż do śmierci starszej pani. Gorzej z siostrami przyrodnimi
      - te byly raczej zazdrosne.

      Jak widać, moze byc calkiem nieźle.
      • natasza39 życie pisze nieprawdopodobne scenariusze 12.08.07, 22:39
        Ja tez znam taką sytuację. Mój dobry kumpel ma dziecko z kochanką, które wraz ze
        swoja, chora na schizofrenie żoną wychowuje.
        Matka biologiczna ma odebrana czy ograniczone (dokładnie nie wiem) prawa
        rodzicielskie nad mała.
        Tak do końca kumpel nawet nie jest pewien, czy mała jest jego biologicznym
        dzieckiem, bo mamusia była "rozrywkową" kobietą.
        Cóż, zdarza się.... Typowe ogłupienie faceta zdawałoby się realnie stąpającego
        po ziemi panienka, która ma to "coś". To "coś" zresztą doprowadziło do śmierci
        męża owej pani, a aktualnie ma drugiego.
        ale do rzeczy... Nie znam osobiście żony kumpla, tylko z opowiadań. To typ
        artystki, a tacy jak wiadomo trochę przez Boga naznaczeni. Ona, osoba chora, ale
        jednak umiejąca znaleźć się w tej sytuacji. A może właśnie dlatego umiała to
        zaakceptować?
        Chyba pogodziła się z tym, że wychowuje na co dzień małą-owoc zdrady jej męża. I
        jak sam kumpel twierdzi jest dla niej lepsza matką niż była dla ich
        17-stoletniego teraz syna. A na pewno jest lepszą matka dla niej niż jej
        biologiczna.
        Może czasem, jak ma "złe dni" nie ugotuje jej obiadu, albo źle ubierze ja na
        spacer, nieadekwatnie do pogody, ale daje małej czułość i poczucie
        bezpieczeństwa, której biologiczna nigdy jej nie dawała.
        Została ta matką zastępczą z dnia na dzień, kiedy kochanka męża z dnia na dzień
        zostawiła dziecię wtedy półroczne kumplowi w wózku pod pracą.
        Powiedziałam kumplowi, że on nie ma zony tylko anioła.
        Nie znam innej kobiety, która umiała zaakceptować taka sytuacje i pogodzić sie z
        nią, przebaczyć.
        Przecież ona przewija, karmi, myje i przytula owoc zdrady własnego męża.


        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
        głupcami.
        • natasza39 Re: życie pisze nieprawdopodobne scenariusze 12.08.07, 22:59

          Zapomniałam dodać, ze ta choroba, na którą cierpi żona kumpla, to schizofrenia...
          ---------------------------------------------------------------------
          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
          głupcami.
          • nangaparbat3 Re: życie pisze nieprawdopodobne scenariusze 12.08.07, 23:05
            natasza39 napisała:

            >
            > Zapomniałam dodać, ze ta choroba, na którą cierpi żona kumpla, to schizofrenia
            ..
            Napisałaś. Myslisz, ze to ma zwiazek z jej postawą?
            ---------------------------------------------------------------------
            > Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
            > głupcami.
            • natasza39 Re: życie pisze nieprawdopodobne scenariusze 12.08.07, 23:54
              nangaparbat3 napisała:
              > > Zapomniałam dodać, ze ta choroba, na którą cierpi żona kumpla, to schizofrenia
              > ..
              > Napisałaś. Myslisz, ze to ma zwiazek z jej postawą?

              Myślę, że to dodatkowe utrudnienie tej sytuacji.
              Podczas ataku choroby, w przeszłości o mało nie zabiła rodzonego syna.
              Wydawało się jej, że jest diabłem. Znam ta opowieść nie tylko z ust kumpla.
              Teraz zajmuje się mała wzorowo.

              ---------------------------------------------------------------------
              Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
              głupcami.
        • nangaparbat3 Re: życie pisze nieprawdopodobne scenariusze 12.08.07, 23:03
          Moze to nie jest az takie rzadkie.
          U mnie w rodzinie, przed wojna jeszcze, była taka romantyczna historia - ona
          zaszła w ciażę, została porzucona, ozenil sie z nią - wiedząc, ze jest w ciazy z
          kim innym - na tamte czasy naprawdę nie byle kto, oficer, chyba juz wtedy
          podpulkownik. Bardzo kochał corkę, corka jego.
          A co do pielęgnowania owocu zdrady meża - wolalabym pielegnować owoc zdrady, niz
          zeby mąż ten owoc odwiedzal u jego mamusi.
          • natasza39 Re: życie pisze nieprawdopodobne scenariusze 12.08.07, 23:51
            nangaparbat3 napisała:


            > A co do pielęgnowania owocu zdrady meża - wolalabym pielegnować owoc zdrady, ni
            > z
            > zeby mąż ten owoc odwiedzal u jego mamusi.


            jeśli chodzi o ten konkretny, opisany przeze mnie przypadek, to dodam, że ów
            kumpel odwiedzał "mamusię" jak tylko ta gwizdnęła.
            Mówiłam, że jest opętany...

            ---------------------------------------------------------------------
            Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
            głupcami.
    • pucia14 Re: Dzieci równe i równiejsze?..pytanie do ex. 15.09.07, 07:31
      tak myślę ze chciałabym aby moje dzieci miały kontakt z dziećmi mojego byłego
      gdyby je miał. dlaczego? bo to ich rodzeństwo. po prostu.nie jesteśmy jedną
      wielką rodziną i nie można tak tego rozumowac, moje dzieci nie muszą kochać a
      nawet lubić kochanki męża ale z miłością do przyrodniego rodzeństwa jest już
      inaczej. niestety rzeczywistość jest szara- zazwyczaj stosunki z ową kochanką
      ciążą na stosunku do jej dzieci(dużo zależy od jej podejścia)
      innym problemem jest to dlaczego wszyscy uważają ze dzieci muszą się z tą
      kochabką koniecznie asymilować- ja mam wrażenie że to takie narzucanie im
      "przyjaciół"(nie mówię oczywiście o macoszkach całodobowych)one zazwyczaj chcą
      się spotykać z ojcem i przyjeżdzają do ojca nie do niej (argument że to z konta
      kochanki idą pieniadze na alimenty jakoś do mnie trafia- to jest problem układów
      z facetem
Pełna wersja