kimbeli
14.09.07, 13:17
Kilka dni temu mój znajomy poprosił mnie o pomoc.
Miałam wystąpić w roli mediatora pomiędzy nim a jego dorosłą już
córką.
(uważana jesten chyba już za eksperta od trudnych spraw rodzinnych
Sprawa się ma tak: ojciec odszedł przed wilelu laty z domu. Dzieci
zostały z matką. Kobieta niechetnie, bo niechętnie, ale zgodziła się
na rozwód. Ojciec grzecznie płacil niezbyt wysokie jak na swoje
możliwości alimenty i raczej zajmował się swoją nową rodziną.
Deklarował gorąco ogromną miłość do córki z pierwszego związku, ale
raczej na deklaracjach sie kończyło.
Przynajmniej tak mi sprawę naświetlono, sama mam równiez podobne
odczucia z tych sporadycznych kontaktów z nimi.
Tzn. bylo raczej poprawnie, ale bez fajerwerków.
Po kilku latach okazało się, że ojciec ponownie zapałał miłościa
rodzicielską do swojej zawsze ukochanej latorośli. Powód nie znany.
Być moze - jak plotki donoszą - kolejne potomstwo nie spełnia jego
oczekiwań. Może harmonia rodzinna spadła. Może...
Nie mnie o tym sądzić. Nawet nie chce mi sie w to wnikać.
Problem w tym, że Młoda natychmiast po ustaniu obowiazku
alimentacyjnego zerwała wszelkie kontakty z ojcem. Odmawia
spotykania się z rodzeństwem. Macochę zawsze ledwie tolerowała.
Skontaktowałam się z dziewczyną, umówiłam na kawę, ot chociazby się
pożegnać przed wyjadem.
Spotkanie było bardzo miłe, ale w rzeczonej sprawie nic nie
osiagnęłam. Młoda ojca nie chce znać. A ja uwazam, że ma do tego
prawo. Co gorsza powiedziałam o tym znajomemu. I się zaczęłu...
Na właśnie, mam czy nie mam racji???