koooo
25.09.07, 13:35
Czytałam wcześniej wypowiedzi Forumowiczek, szukając sytuacji
podobnej do mojej. Chyba nie znalazłam. Czy jestem jedyna z takim,
dość dziwnym, problemem?
Mój N ma dorosłą, 23-letnią córkę. Młoda mieszka sama, studiuje i
trochę pracuje. Tatuś przesyła solidne pieniążki, pomaga jej w
pracach remontowych, zaprasza do nas, regularnie telefonuje.
Córcia ma przemożny wpływ na tatusia. Z jednej strony to dobrze, a z
drugiej – jakoś mi dziwnie, jak na to wszystko patrzę.
Kiedy Młoda opowiada o sobie, to do każdej omawianej swojej sprawy
dokłada wątek materialny, np.: "jem tylko spaghettti, bo wiadomo,
jakie jedzenie drogie", "mieszkam sobie tu a tu, ale opłaty są
przerażające", na komplement pod tytułem „masz piękną, nową
sukienkę” reaguje: „wydałam na nią ostatnie pieniądze”, na wieść o
naszym wyjeździe (we dwoje) na wakacje odpowiada „och, wy to macie
dobrze, nie stać mnie na taką wyprawę” itd.
Pokazuję jej nowe pantofle, które niedawno kupiłam, na co Młoda,
mrugając rzęsami i robiąc smutną minkę do tatusia, mówi, że też by
się jej bluzeczka przydała…
N się zawstydza, a potem, kiedy jesteśmy sami, żali się nad losem
Młodej, bo taka biedna, tak jej trudno, a może dołożymy jej do…
Próbowałam kiedyś rozsądnie mu wytłumaczyć, że Młoda dostaje kasę,
która wystarczy jej na życie, trzeba tylko rozsądnie gospodarować.
Mimo to nigdy nie odmówiłam dofinansowania, bo N mieszka ze mną i
moim dzieckiem, więc przecież wraz ze mną bierze udział w
utrzymywaniu mojego Młodego. Dlatego ja też nie mogę odmówić.
Chociaż i tak co miesiąc przesyłamy Młodej alimenty…
Jedank coś mi tu nie gra i te „sposoby” Młodej jakoś dziwnie mnie
złoszczą.
I druga sprawa.
Młoda kocha tatusia, siada mu na kolanach, obejmuje, gładzi po
główce. Całuje prosto w pyszczek. Mimo że wiem, że to córka N, dla
mnie jest dorosła kobietą i bardzo niekomfortowo się czuję, kiedy
siedzę obok i przyglądam się temu.
Młoda przyjeżdża do nas wydekoltowana do granic możliwości. Kręci
pupą przed tatusiem, mówiąc – zobacz, jak schudłam/utyłam
(niepotrzebne skreślić). A ja nie umiem jakoś do tego przywyknąć.
N nie przyjmuje żadnych uwag krytycznych pod adresem Młodej – ani
wypowiedzianych delikatnie, ani żartem.
Może jestem zazdrosna? A może naprawdę coś jest nie tak?
Czy któraś z Was miała do czynienia z podobnymi dylematami?