ywwy
28.09.07, 14:06
Usiłuję zrozumieć moją 18-sto letnią córkę męża, z którą od
dłuższego czasu mieszkam. Zaskoczyła mnie jej wypowiedź, która
akurat nie była skierowana bezpośrednio do mnie, ale przeze mnie
wyraźnie usłyszana.
Młoda żaliła się swojemu chłopakowi, że tak się stara, że jest dla
wszystkich miła, że robi wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę
Taty, ale Tata juz jest inny i nigdy nie będzie tak jak kiedyś.
Rzeczywiście, dziewczyna się jakby narzuca nam, często absorbuje
nas swoimi opowieściami, paplaniną- ale to jest normalne i ma swój
urok- jak to dziecko

Z tym byciem miłym to lekka przesada

Są sytuację, że młoda sobie papla w najlepsze z ojcem, a ja akurat
wracam z pracy, mamy pilne sprawy i wtedy jakby dziecko musi zejść
na plan II. Albo mam ochotę tylko sama pobyć z M , i dajemy córce
męża do zrozumieenia, że po 3 godz. wspólnie spędzonego czasu może
już trochę pobyć sama...
Do tej pory wydawało mi sie, że wszystko jest w normie. Może
powinnam zawsze schodzić na plan II, może pasierbica potrzebuje o
wiele bardziej ojca, niz mi się wydawało? Czy ona uważa mnie za
rywalkę?