Kochane Macochy i Inne Bywalczynie Forum

01.10.07, 22:48
spędziłam dzisiaj kilka godzin w poczekalni u onkologa (od razu mówię, że ze
mną wszystko OK). Siedziało tam kilka pań, w przedziale 30+ - 50+, większość
bierze chemię, dwie czekały na operację. Jedna, 24, ma czteroletnią córeczkę i
przerzuty do nerki.

Taki dzień ustawia sprawy na swoim miejscu, pokazuje, co ważne, a co tylko
wydaje się ważne.

Chciałam w związku z tym napisać kilka truizmów, które zazwyczaj gdzieś sie gubią:

że dopóki żyjemy, wszystko się jeszcze może zdarzyć

że życie po każdym z nas prędzej czy później zdrowo się przejedzie

że każdy zasługuje na współczucie, także ci, którzy skrzywdzili tych, którym
współczujemy

ktoś miał kiedyś taką sygnaturkę (cytuję z pamięci, na pewno przekręcam): Bądź
dobry, każdy, kogo spotykasz, prowadzi ciężki bój.

Umieszczę ten tekst na wszystkich forach, na jakich bywam - jeśli ktoś natknie
sie na niego więcej niż raz, przepraszam.

We Wrocławiu jest teraz cudowny bezwietrzny wieczór.
Życzę Wam dobrej nocy i wiele szczęścia w życiu
nanga


    • lisek78 Re: Kochane Macochy i Inne Bywalczynie Forum 01.10.07, 22:56
      No i tak powinien kończyć się każdy dzień.
      Dziękuję,nanga.
      • ajmj Re: Kochane Macochy i Inne Bywalczynie Forum 02.10.07, 07:55
        Kazdy dzień jest cudem i tylko szkoda, ze często o tym zapominamy
    • kicia031 Re: Kochane Macochy i Inne Bywalczynie Forum 02.10.07, 09:16
      Mamy tak wiele i tak malo potreafimy sie tym cieszyc, czy nawet
      tylko doceniac, ze jest dobrze.
      • barbara001 Re: Kochane Macochy i Inne Bywalczynie Forum 02.10.07, 09:55
        To prawda, doceniamy jak nam zaczyna brakować. Ostatnio często bywam
        w szpitalu onkologicznym, wychodząc z tamąd czuję się jak wybraniec,
        któremu szcześliwie nic nie dolega. Co roku 24 grudnia rano jeżdzę
        do jedngo ze szpitali dziecięcych i przebrana za Aniołka rozdaję z
        Mikołajem prezenty. W tym dniu w szpitalu zostają dzieci, które nie
        moga już wyjśc ze szpitala, dzieci, które nie maja rodziców lub
        takie, których rodziny są tak ubogie i nie stac ich na przyjazd do
        dziecka i potem powrót wiele km do domu pociągami czy autobusami. Od
        czasu kiedy tam jeżdzę moje świeta sa pełniejsze o wspomnienie
        uradowanych dzieciaków, których czasem w następnym roku już niestety
        nie ma.
    • ywwy Re: Kochane Macochy i Inne Bywalczynie Forum 02.10.07, 13:07
      dlaczego akurat musi być źle, żeby zacząć się cieszyć, z tego co się
      ma? dlaczego ktoś musi tragicznie umrzeć, żeby inny docenił to co ma?
      Przepraszam , ale nie potrafię pogodzić się z pewnymi rzeczami.
      A dzieci w szpitalu wieczorem w Wigilię pozostają same...
      • barbara001 Re: Kochane Macochy i Inne Bywalczynie Forum 02.10.07, 14:55
        Bo ludzie zazwyczaj pozwalaja żeby drobne problemy pałętały się w
        ich zyciu, dopiero jak przydarzy się cos złego okazuje się,ze tamto
        było tak naprawdę nie ważne, że istotne jest zdrowie i szczescie. A
        dzieci w szpitalu rzeczywiście potem zostają same, w towarzystwie
        pielęgniarek i innych wolontariuszy. Ale przynajmniej mają prezent
        od Mikołaja (bo od rodzin częśc z nich nie może się spodziewać).
        Milej jest sprawić komuś taką radość niż doprawiać barszcz i pakowac
        prezenty tylko dla swojej rodziny.
      • mamaadama4 Re: Kochane Macochy i Inne Bywalczynie Forum 02.10.07, 23:34
        Dzieci w Wigilię w szpitalu nie zostają same - są tam z nimi ich
        rodzice. Ale rzeczywiście sa to smutne Wigilie, szczególnie na
        onkologii czy hematologii gdzie tak trudno wykrzesać z siebie
        radość i nadzieję.
        Ja mimo wszystko zazdroszczę ludziom błogiego życia w
        nieświadomości - chciałabym mieć taki jeden tydzień z lekką amnezją.
      • nsc23 Re: Kochane Macochy i Inne Bywalczynie Forum 02.10.07, 23:48
        A ja sie nie moge pogodzic z tym, ze wlasnie w Wigilie czy inne
        swieto o tych ludziach pamietamy, a na co dzien nikt sie nie
        interesuje. Przepracowalam dwa razy pod rzad po dwa miesiace wakacji
        jako wolontariuszka na onkologii i hematologii dzieciecej (sama
        sobie zalatwilam, nie ma tam zadnej fundacji, a przynajmniej nie
        bylo jak ja tam bylam). Radosc rodzicow z tego, ze dziecko ma z kims
        z zewnatrz kontakt, ze oni moga odetchnac, przejsc sie chociaz na
        chwile jest bardzo cenna. A dzieci, jak to dzieci, sa wdzieczne za
        jakakolwiek odmiane w nudnym szpitalu. Byly to dla mnie bardzo
        trudne miesiace, ale pelne satysfakcji i poczucia przydatnosci do
        czegos smile
    • khaldum Re: Kochane Macochy i Inne Bywalczynie Forum 03.10.07, 08:18
      poradnia onkologiczna to miejsce które jestem zmuszona odwiedzać regularnie...
      niestety po 10 latach "ciszy" znowu te regularne wizyty stały się obowiązkowo
      częstsze... i najgorsza jest niepewność tego co się usłyszy...

      to co boli i przeraża to brak empatii ze strony pracujących tam osób, rozumiem
      rutynę, konieczność na znieczulenie się by nie oszaleć, ale tak naprawdę w
      chwilach niepewności można liczyć na wsparcie rodziny, bliskich i zupełnie
      obcych przypadkowo spotkanych tam osób... bo oni też żyją nadzieją choć pełni
      niepewności co przyniesie kolejny wynik badań...

      no więc żyjmy tak jakby jutra miało nie być...
    • m-m-m Re: Kochane Macochy i Inne Bywalczynie Forum 03.10.07, 10:05
      Jakiś psychiatra powiedział, że gdy komus odechciewa się żyć, to
      powinin na taki oddział onkologiczny pójść - tam zobaczy całe
      mnóstwo osób, ktore żyć bardzo chcą, ale nie będzie to im dane.
      • kasiaksena Re: Kochane Macochy i Inne Bywalczynie Forum 03.10.07, 12:14
        a ja właśnie jestem po przeżyciach operacyjnych mojej mamy, w lipcu
        wykryto u niej raka szyjki macicy, najpierw operacja potem
        przerzuty, następnie jakies krwiaki, znów operacja, infekcja dróg
        moczowych, koszmar, była nawet w lekkiej depresji, ale dzięki
        wsparciu mojemu i mojego brata (no i własnej woli i siły
        przetrwania) dziś jest już dobrze, ma naświetlania, też w instytucie
        onkologii i częściej się uśmiecha,
        pozdrawiam,k.
Pełna wersja