gdzie spotykacie sie z pasierbami?

07.10.07, 11:10
Od niedawna moj NM zaczal przyprowadzac swoja mlodsza ratorosl (lat
3) do nas do domu. Jakos dziwnie sie z tym czuje - mam wrazenie,ze
mi roznosi dom winkA tak na serio, to mam takie dziwne uczucie, ktore
nawet nie specjalnie potrafie opisac... Chyba nie umiem sie
dostosowac do tej nowej sytuacji. Moze dlatego,ze my nie mamy
swojego dziecka... hmm.

Stad moje pytanie - dzie spotykacie sie ze swoimi pasierbami? Czy
Wasi M/NM przyprowadzaja je do domu i jak Wy sie w tym odnajdujecie?

Z gory dzieki za rady i opinie smile
    • coccolona Re: gdzie spotykacie sie z pasierbami? 07.10.07, 11:34
      Niestety dwojka pasierbow od czasu do czasu bywa u nas, czsem nocuja (1 w
      miesiacu srednio). Poniewaz ich nie lubie za ta, ze istnieja zaciskam zeby i
      wytrzymuje to jakos.
      Gdy moj partner spotyka sie z nimi poza domem, coraz czesciej nie towarzysze im,
      mowie ze mam okres albo migrene.
      Ostatnio bylismy w kinie - z tym, ze misio z pasierbami na jednym filmie a ja na
      innym, w innej sali. Powiedzialam, ze nie jestem przekonana do filmu, na ktory
      chcieli isc i ze wolalam isc na inny smile
      • tricolour "Nie lubię za to, że istnieją"... 07.10.07, 17:03
        ... w sumie niezłe. Niektórzy nie lubią Żydów, Murzynów, niektórzy leją żony po
        mordach...

        ... bo zupa była za słona. Taki sam gatunek powodów...
        • coccolona Re: "Nie lubię za to, że istnieją"... 08.10.07, 07:31
          Wlasciwie powinnam to troche uscislic. Nie lubie ich za to, ze istnieja w moim
          zyciu. Albo - Nie lubie ich za to, ze sa dziecmi mojego partnera smile
          • nsc23 Re: "Nie lubię za to, że istnieją"... 08.10.07, 09:05
            No rzeczywiscie, to zupelnie zmienia postac rzeczy. Bo one maja na
            to mniej wiecej taki sam wplyw, jak Murzyn na to, ze jest czarny (to
            tak kontynuujac analogie tri).
            • coccolona Re: "Nie lubię za to, że istnieją"... 08.10.07, 09:28
              A co wam do tego kogo ja lubie a kogo nie i z jakich powodow? Az tak was
              angazuje moja osoba? smile Zaczyna mi to imponowac wink
              • nsc23 Re: "Nie lubię za to, że istnieją"... 08.10.07, 09:34
                Absolutnie nie, mam wlasne o wiele bardziej pasjonujace zycie. Dziwi
                mnie tylko, ze ktos moze byc tak ograniczony, zeby nielubic innej
                osoby za samo istnienie. Dla mnie jest to anomalia przyrodnicza
                podobna do cielca z trzema glowami. Wspolczuje Ci bardzo, bo gdybys
                dojrzala i potrafila zobaczyc w swoich pasierbach cos wiecej niz
                produkt kopulacji Twojego faceta i eks to moze poznalabys
                wartosciowych ludzi/dzieciaki, a tak to sama sobie ta szanse
                odbierasz przekreslajac ich na starcie.
                • coccolona Re: "Nie lubię za to, że istnieją"... 08.10.07, 09:48
                  No coz, kazdy z nas jest wolny i moze lubic kogos lub nie wg wlasnego widzimisie.
                  • tricolour I każdy ma takie prawo, że może lubić lub nie... 08.10.07, 10:02
                    ... wg własnego widzimisię?

                    No to dajesz zgodę, by te znienawidzone pasierby nie lubiły także Ciebie za to,
                    że żyjesz i dawały temu publiczny wyraz: "Prędzej polubimy zwierzę na ulicy niż
                    kobietę, z którą żyje nasz ojciec".

                    No pięknie.
                    • chalsia Re: I każdy ma takie prawo, że może lubić lub nie 08.10.07, 10:21
                      myślę, że postawa "Prędzej polubimy zwierzę na ulicy niż kobietę, z
                      którą żyje nasz ojciec" w stosunku do Coccolony byłaby jak
                      najbardziej usprawiedliwiona.
                      • coccolona Re: I każdy ma takie prawo, że może lubić lub nie 08.10.07, 12:49
                        Alez mnie absolutnie nie obchodzi to, co mysla o mnie dzieci misia smile
                        • megaa Re: I każdy ma takie prawo, że może lubić lub nie 08.10.07, 13:15
                          a misio wie jaki masz stosunek do jego dzieci? hmm pewnie tak skoro
                          zwiazek powinien opierac sie na szczerosci smile napewno byl szczesliwy
                          kiedy dowiedzial sie ze najchetniej wywalilabys te wstretne pasierby
                          z domu (bodajze przez okno jezeli dobrze pamietam) za stluczenie
                          pieknego wazonu krysztalowego, a moze ma podobne metody
                          wychowawcze smile
    • nsc23 Re: gdzie spotykacie sie z pasierbami? 07.10.07, 13:26
      Mojego W corka sypia u niego zazwyczaj od poniedzialku do srody. Ja
      zazwyczaj spie wtedy u siebie, bo musze rano isc na zajecia, a od
      niego mam daleko. Jak mloda przychodzi na weekend, to zostaje z nimi.
      Czasem mnie irytuje, ze wszedzie sa zabawki, jedzenie i Bog wie co
      jeszcze, ale wtedy otwieram laptopa i sie odcinam od nich, a po
      mlodej sprzata zawsze W, wiec nie ma problemu wink
    • weronka77 Re: gdzie spotykacie sie z pasierbami? 07.10.07, 17:57
      z pasierbem chodzimy sobie na imprezy do klubów i pubówwink a
      pasierbica nigdzie sobie nie chodzimy na szczęściewink
    • luna67 Re: gdzie spotykacie sie z pasierbami? 07.10.07, 22:36
      Dzieci mojego M sa u nas co drugi weekend (od piatku do niedzieli).
      Jestem mila, nie wtracam sie w "bezstresowe" wychowanie pociech, po 5 latac
      przestalam gotowac i sprzatac po pasierbach (to dluga historia).
      W...wia mnie tylko zachowanie "dziadkow" (rodzice mojego M), ktorzy widza swoje
      wnuki raz na 3 miesiace gora 2 godzinki (bo wiecej nie da sie wytrzymac) i robia
      mi wyzuty (obcej w gruncie rzeczy osobie dla dzieci); dlaczego nie ide z nimi
      np. do luna parku, lub na jakas inna impreze. Odpowiedz; bo chce miec spokoj po
      2 dniach ciaglego krzyku, bieganiny z pietra na pietro, trzaskanie dzwiami,
      wyzwisk i krzykow, nie mowiac o zdemolowanym domu.

      Ale to nie wina dzieci, tylko pop..onych rodzicow.

      W sobote bylismy na zakupach, maly (9 lat) chcial jakas dosyc droga zabawke, moj
      M zaczol mu tlumaczyc, ze dostanie ja pod choinke, ale on chcial ja miec teraz,
      wiec polozyl sie na podlodze w sklepie i zaczol wierzgac i krzyczec (znalam to
      wczesniej z filmow).

      Wszyscy klienci nagle zwrocili wzrok w moja strone, (normalne, gdyz trzymal sie
      wczesniej mojego koszyka).

      Jak by bylo to moje dziecko, to bym cos zaradzila, ale umowilismy sie, ze nie
      bede sie wtracac w bezstresowe wychowanie jego dzieci, wiec odstawilam koszyk i
      poszlam na piechote do domu.

      Wraz z oddalajacym sie krzykiem pasierba, zaczelo we mnie odradzac sie "nowe
      zycie", docierajac do wyjscia bylam zauroczona piekna pogoda wiec poszlam na
      dluzszy spacer z synem i przyszla synowa (umawiajac sie z nimi przed sklepem
      przez komorke).

      Przyznam sie, ze wychodzac ze sklepu nie pomyslalam wczesniej, ze to ja mialam
      zaplacic (jak zwykle) za zakupy, gdyz moj M "zapomnial" wziasc kartysmile no coz,
      jak ktos nie ma w glowie, to musi miec w nogachsmile
    • z_lasu Re: gdzie spotykacie sie z pasierbami? 08.10.07, 10:20
      U nas w domu. Tylko i wyłącznie, bo nie bardzo jest inna możliwość.
      Tzn. musieliby się gdzieś tułać, a to raczej bez sensu. Pasierbów
      trzech: 5, 14 i 18 lat. Z M jesteśmy razem od 3,5 roku i od samego
      początku dzieci przyjeżdżają do nas. Prawie każdy weekend, święta,
      część wakacji. Właściwie powinnam nadmienić, że jest to mój dom, w
      którym przez wiele lat mieszkałam sama i bardzo sobie ceniłam mój
      spokój. I dlatego czasem czułam się przytłoczona ilością ludzi w
      domu. Ale nigdy nie przeszkadzało mi, że dzieci są dziećmi, czyli
      brudzą, hałasują, bałaganią itp. Inna rzecz, że to są chyba
      wyjątkowo spokojne dzieci i sceny, o jakich pisze Luna67, nigdy nie
      miały u nas miejsca. Natomiast szczególnie trudną sytuacją stały się
      dla mnie święta. Jedyna możliwość, żeby M mógł spędzić święta z
      dziećmi, to święta u nas - dla wszystkich. I tak, co pół roku robię
      imprezę na 12 osób, co mnie wcale nie cieszy, za to bardzo, bardzo
      męczy. I wtedy też przeszkadza mi w jakiś sposób obecność w domu
      dzieci, choć nie do końca potrafię to wytłumaczyć. Ale dwa razy do
      roku - można jakoś przeżyć.
    • lilith76 Re: gdzie spotykacie sie z pasierbami? 08.10.07, 12:19
      U nas w domu.
      Rozumiem cię smile
      Gdy dzieci zaczęły u nas bywać miały 4 i 6 lat były głośne, pełne energii, zakręcone i działały jak dobry środek antykoncepcyjny, ogłuszały. A i tak M sporo robił przy nich. Weekendy z nimi traktowałam jak normalny dzien pracy, a odpoczywałam w poniedziałek w biurze.
      Czas mija, trochę wyrosły - 9,5 i 7,5 lat - trochę się zmieniło: same już znajdują sobie rozrywkę, zaczynają woleć równieśników niż rodziców (mają w bloku koleżanki i kolegów), sprzątają po sobie. Jest spokojniej. Doszła orka z odrabianiem lekcji (jedno ma ADHD), ale jakoś to leci.
      Jeśli to jakieś pocieszenie smile
    • kicia031 Re: gdzie spotykacie sie z pasierbami? 11.10.07, 09:31
      Normalnie w domu.
      A jak inaczej?
      Pomijam juz to, ze Mala mieszka w innym miescie i przyjezdza zawsze
      na 2 dni co najmniej, wiec nocuje u nas, ale jak by mieszkala w
      Warszawie, to tez by przychodzila do ojca do domu, normalka.
Pełna wersja