Prawa macochy ...?

26.10.07, 20:06
Witam wszystkie macochy. Jestem nowicjuszka na forum, niedawno
przypadkiem tu trafilam, z czego sie ciesze... Jestem macocha od
ponad 7 lat. Przez pierwsze lata bardzo aktywnie, od 2 lat
bezkontaktowo, bo ex ma taki kaprys. A tym kaprysem jest facet,
ktorego na sile chce zrobic tatusiem dla dzieci.Przedtem ex byla
samotna. Problemow jest teraz duzo, skupie sie na razie na jednym.
Moze cos poradzicie? Moj M pracuje teraz w UK. Od 2 lat ex
skutecznie utrudnia mu kontakty z dziecmi (11 i 15 lat), intryguje,
szuka pretekstow, awanturuje sie i wina obarcza M. "Ona chce, tylko
dzieci nie chca", "dla dobra dzieci" itp. Kazda propozycje spotkania
z dziecmi obwarowuje nierealnymi warunkami.Obecnie maz chce, by
dzieci przyjechaly ze mna do niego na swieta. Oczywiscie ex znow
postawila 1000 warunkow, m. inn.nakazuje M. przyjechac osobiscie po
dzieci (bo mi nie wyda), jak tez je odwiezc, co jest nierealne ze
wzgledu na koszty i jego prace. Awanturuje sie, ze ja nie mam praw
do WYKONYWANIA WLADZY rodzicielskiej.Zaznaczam, ze wczesniej te
dzieci jezdzily ze mna nie tylko w celu zawiezienia ich do ojca, ale
tez na rozne wycieczki. Nawet ojciec nie byl z nami i ex to nie
przeszkadzalo.Czy w tej sytuacji cos mozemy zrobic? Jak to wyglada
ze strony prawnej? Czy pełnomocnictwo od M ma w tej sprawie jakies
znaczenie?. Moj M. ma pelnie wladzy rodzicielskiej.
    • skarbeniek1 Re: Prawa macochy ...? 26.10.07, 21:39
      Wydaje mi się że od 13 roku życia dziecko może wyrażać swoją wolę, nawet przed
      Sądem. Więc jeżeli nie da sie inaczej to do adwokata i zakładać sprawę.
      • deni-p Re: Prawa macochy ...? 26.10.07, 22:12
        tak, moze, tyle ze teraz wola dzieci to wola mamusi. Nie mamy
        dostepu do dzieci. A sprawa w sadzie jest juz.
    • deni-p Re: Prawa macochy ...? 26.10.07, 22:21
      "a te mogą jeździć z kimkolwiek, moja 15-letnia córka leciała
      całkiem
      > sama. "

      wiem, ze moga, ale co zrobic, ja troskliwa mamusia dba o ich dobro i
      w niepewne rece (moje) dzieci nie da. To pretekst oczywiscie, bo
      podejrzewam, ze jak ojciec by sam przyjechal, znalazlaby znow jakis
      inny powod i jemu tez by nie dala.

      "Ja na jego miejscu rozmawiając z dziećmi przedstawiłabym sytuację.
      > Że bardzo bym chciała je widzieć, ale ..."

      W tym rzecz, ze dzieci przeszly przez 2 lata niewidzenia sie z
      ojcem "pranie mozgu" i sa zastraszone, nie wiemy nawet, czy bardziej
      nas sie boja, czy matki.Matka wywiozla je do USA (bez zgody M),
      teraz wrocila. Jak wspomnialam, nie mamy mozliwosci rozmowy z
      dziecmi.
    • chalsia Re: Prawa macochy ...? 27.10.07, 00:06
      > wzgledu na koszty i jego prace. Awanturuje sie, ze ja nie mam praw
      > do WYKONYWANIA WLADZY rodzicielskiej

      bo zgodnie z prawdą rzeczywiście nie masz.
      • deni-p Re: Prawa macochy ...? 27.10.07, 03:01
        chalsia napisała:


        > bo zgodnie z prawdą rzeczywiście nie masz.

        To wiem...smile Ale nie to mialam na mysli. Przewiezienie dzieci do
        ojca na jego prosbe i za jego zgoda nie jest przeciez wykonywaniem
        wladzy rodzicielskiej. Bo jesli tak mielibysmy do tego podchodzic,
        znaczyloby, ze nie moge nawet rozmawiac z dziecmi meza, bo ktos
        moglby mnie posadzic o nieprawne wykonywanie tej wladzy smile.
        Szukam odpowiedzi na pytanie, czy i w jaki sposob moge przewiezc
        dzieci bez zgody ich matki, skoro zgadza sie na to ojciec. On
        rowniez ma pelna wladze rodzicielska i jak mowi KRiO, w codziennych
        sprawach, jak i w wyjazdach nie majacych charakteru wyjazdu na
        stale, nie musi pytac o zgode matki. Pomijam juz fakt, ze matka
        wyjechala z dziecmi do USA na pobyt staly, nie pytajac o zgode
        mojego M.

        • ataner30 Re: Prawa macochy ...? 27.10.07, 11:28
          > nie pytajac o zgode mojego M.

          no i wlasnie wtedy daliscie d..y nieco. Trzeba bylo ja szukac przez interpol
          (czy jak tam sie ta instytucja nazywa) i sciagnac do Polski.
          A wy? Uszy po sobie i teraz macie zniwo, mamuska robi co chce koniecznie nie
          liczac sie ze zdaniem ojca, sprowadzajac go jak sie domyslam do roli platnika
          alimentow.

          Co mozecie zrobic? Szarpac sie dalej latami zdajac sobie sprawe ze skutek bedzie
          mizerny - w takiej sytuacji zawsze matka jest gora.
          Albo mozecie odpuscic, zyc swoim zyciem i cieszyc sie nim.
          Brutalne bo w takim rozwiazaniu niejako "olewacie" dzieci i przestajecie o nie
          walczyc. Ale zycie to nie tylko walka, macie tylko jedno zycie. Wiec albo walka
          z niepewnym skutkiem albo po prostu zycie. Acha jezeli odpuscicie to mozecie
          zyskac jedna rzecz (choc nie jest to pewne): moze sie tak zdarzyc matka odpusci
          nieco z saczeniem w dzieci jadu a wy nawiazecie z nimi kontakt jak juz beda
          dorosle i same beda o sobie stanowic. Byc moze wtedy uda wam sie przedslawic im
          sytuacje jaka byla i wytlumaczyc dlaczeg nie mialy kontaktu z ojcem.
          Jezeli bedziecie walczyc, to dzieci zostana przeez matke w ta walke wciagniete i
          tak ustawione ze z nienawisci do ojca juz nic ich nie wyleczy.
          • deni-p Re: Prawa macochy ...? 27.10.07, 15:58
            ataner30 napisała:

            > no i wlasnie wtedy daliscie d..y nieco. Trzeba bylo ja szukac
            przez interpol
            > (czy jak tam sie ta instytucja nazywa) i sciagnac do Polski.

            Nie dalismy dupy... Zlozylismy wniosek w Ministerstwie
            Sprawiedliwosci, była sprawa w sądzie w USA, mamuska rekami i nogami
            trzymala sie Stanow. Zanim sprawa sie skonczyla, raptem sama wrocila
            do Polski, cos musialo sie wydarzyc, moze nowy "tatus" przejrzal na
            oczy? Zalozylismy tez poltora roku temu sprawe o pozbawienie matki
            praw rodz. (nazbieralo sie paragrafow)... Zadna rozprawa jeszcze sie
            nie odbyla (nadrzednosc Konwencji Haskiej), teraz ruszy zapewne.
            Masz racje, ze to wieloletnia walka i szarpanina, tez mamy wahania,
            ciagnac - nie ciagnac... ale dzieci zal, sa juz mocno
            pokrzywione.Wracamy jednak wspomnieniami do czasu, gdy byly czesto z
            nami, starsza corka (15) byla bardziej przywiazana do ojca niz
            matki, teraz pyskuje pod dyktando mamy.Mielismy krotki kontakt po
            ich powrocie, widac po niej, ze cos jest nie tak, ze jest
            wystraszona. Musielismy wycofac sie, bo matka rozpetala awanture,nie
            bedziemy szarpac dzieci przeciez. Szukamy sposobu wplyniecia na
            matke (boi sie sadu), wszelkie ugodowe sposoby nie daly efektow,
            jest niereformowalna.

            > A wy? Uszy po sobie i teraz macie zniwo, mamuska robi co chce
            koniecznie nie
            > liczac sie ze zdaniem ojca, sprowadzajac go jak sie domyslam do
            roli platnika
            > alimentow.

            Tak, dokladnie. Robi, co chce, udaje, ze nie utrudnia kontaktów, ale
            zawsze 100 nierealnych warunkow "dla dobra dzieci"...
            Alimenty oczywiscie rznie... przed wyjazdem zlozyla wniosek do
            komornika o "zalegle" z 2 lat. Wytoczylismy pozew
            przeciwegzekucyjny...
        • skarbeniek1 Re: Prawa macochy ...? 27.10.07, 11:30
          To jakim cudem dzieci dostały wizę bez pisemnej zgody ojca??? Nie wspomne wogóle
          o paszporcie? bo jeżeli dostały paszport przez Sąd to musiała być sprawa i
          wezwania na nią?
          Coś mi się tu kupy nie trzymauncertain Jeżeli wiedzieliście ze matka wywozi dzieci za
          granicę to trzeba było zgłosic porwanie, a na pewno bezprawne wydanie paszportów.
          Jeżeli wytoczyliście jej sprawę- podejrzewam że o ustalenie widzeń lub
          wyegzekwowanie ich to nic nie stoi na przeszkodzie żeby dziecko( tu to starsze
          ma ukończone 13 lat) powołać jako świadka i będzie zeznawać w tej sprawie czy ma
          chęć wogóle spotykania sie z ojcem.
          • deni-p Re: Prawa macochy ...? 27.10.07, 16:14
            skarbeniek1 napisała:

            > To jakim cudem dzieci dostały wizę bez pisemnej zgody ojca??? Nie
            wspomne wogól
            > e
            > o paszporcie?

            Paszporty dzieci mialy juz wczesniej, zrobione przez ojca, bo
            jezdzily z nami na wakacje. Wize dostali bez problemu, mimo naszych
            listow do ambasady. Ich to nie obchodzi, odeslali nas do
            Ministerstwa. W miedzyczasie mamuska prysnela, wkrecajac dzieci w
            intryge.

            > Jeżeli wytoczyliście jej sprawę- podejrzewam że o ustalenie widzeń
            lub
            > wyegzekwowanie ich....

            Nie wytaczalismy sprawy o kontakty, M. ma nieograniczona wladze,
            wiec ustalenie kontaktow ograniczyloby mu mozliwosc kontaktow. A w
            sytuacji, gdy pracuje w UK (na razie) byloby to dodatkowym
            utrudnieniem.
            Czy dzieci maja chec na spotkanie sie z ojcem? Tego sie nie dowiemy,
            dopoki mama stoi obok. A ona skutecznie dba o to, by nie zostawic
            ich sam na sam z ojcem. One sie boja, to wiemy na pewno. Pytanie
            tylko, kogo bardziej, ojca czy matki?
            • e_r_i_n Re: Prawa macochy ...? 28.10.07, 09:49
              deni-p napisała:

              > Wize dostali bez problemu, mimo naszych listow do ambasady. Ich to
              > nie obchodzi, odeslali nas do Ministerstwa.

              Cos mi sie tu kupy nie trzyma. Jak moj tata załatwial mi wize, to
              musiał miec notarialne potwierdzona zgode mojej mamy na wyjazd (albo
              wspolnie z nia przyjechac do ambasady), mimo, iz byli malzenstwem.
              • deni-p Re: Prawa macochy ...? 28.10.07, 19:42
                e_r_i_n napisała:

                > Cos mi sie tu kupy nie trzyma. Jak moj tata załatwial mi wize, to
                > musiał miec notarialne potwierdzona zgode mojej mamy na wyjazd

                Trzyma sie kupy.... To sie zmienilo. Tez nie wiedzielismy o tym
                wczesniej.Cytuje:
                "W aktualnie obowiązujących przepisach nie istnieje wymóg zgody
                drugiego z rodziców, w postaci pisemnego, notarialnie
                uwierzytelnionego oświadczenia, na wyjazd dziecka z drugim z
                rodziców za granicę na okres powyżej 2 miesięcy (takie zezwolenie na
                wyjazd wymagane było przepisami rozporządzenia Ministrów spraw
                Wewnętrznych i Spraw Zagranicznych z dnia 22 maja 1967 r. w sprawie
                zasad i trybu postępowania oraz właściwości organów w sprawach
                paszportowych)."
        • chalsia Re: Prawa macochy ...? 28.10.07, 00:52
          > Szukam odpowiedzi na pytanie, czy i w jaki sposob moge przewiezc
          > dzieci bez zgody ich matki, skoro zgadza sie na to ojciec. On
          > rowniez ma pelna wladze rodzicielska i jak mowi KRiO, w
          codziennych
          > sprawach, jak i w wyjazdach nie majacych charakteru wyjazdu na
          > stale, nie musi pytac o zgode matki.

          no tu się mylicie.
          Zgodnie z krio jesli rodzice mają całkowicie odmienne
          zdanie/stanowisko to żadne z nich (nawet mając pełną władzę
          rodzicielską) nie może samodzielnie podjąć decyzji - wtedy
          instytucją do podjęcia decyzji jest sąd. Oni mają wspólnie władzę
          rodzicielską co oznacza, że mają WSPÓLNIE podejmowac decyzje, a nie
          jedno siak, a drugie owak.
          Wyjazd za granicę (nawet nie na stałe) NIE JEST decyzją w sprawach
          życia codziennego.
          • deni-p Re: Prawa macochy ...? 28.10.07, 19:36
            Masz oczywiscie racje, ze zaden z rodzicow nie moze podjac
            samodzielnie decyzji, ale dot. to spraw istotnych, czyli miejsca
            pobytu dziecka, wyboru szkoly, sposobu leczenia itp.. Wyjazd na
            wakacje czy swieta nie jest sprawa istotna. Ostatnio czytalam
            opinie prawna dot. tego typu wyjazdow, gdzie czarno na bialym stalo,
            iz rodzic nie potrzebuje zgody drugiego rodzica na tego typu wyjazd
            z dzieckiem. Trudno tez, zeby ojciec zwracal sie do sadu o
            rozstrzygniecie, czy dzieci moga wyjechac na swieta do niego, czy
            nie. Sad rozstrzyga tylko istotne sprawy, a nie tego typu. Ale nie w
            tym rzecz, nie chodzi o to, by wyszarpywac dzieci i wyjechac za
            oczami ich matki, a o to, jak wplynac na nia, jak uswiadomic, ze
            bezprawnie utrudnia kontakty dzieci z ojcem. Bo matka z kolei robi,
            co chce, podejmuje wszelkie ISTOTNE decyzje sama, nawet nie pytajac
            ani nie informujac ojca o tym. Tym byl wyjazd na stale do USA,
            zarwanie szkoly dzieciom, utrata przez nich poltora roku nauki (sa
            cofniete do nizszych klas), dwukrotna zmiana szkol itp. Do sadu M.
            juz sie zwrocil (o pozbawienie matki praw rodzicielskich), ale co z
            tego, skoro sprawy sie ciagna i nic na razie z tego nie wynika.
            • chalsia Re: Prawa macochy ...? 28.10.07, 21:50
              > wakacje czy swieta nie jest sprawa istotna. Ostatnio czytalam
              > opinie prawna dot. tego typu wyjazdow, gdzie czarno na bialym
              stalo,
              > iz rodzic nie potrzebuje zgody drugiego rodzica na tego typu
              wyjazd
              > z dzieckiem. Trudno tez, zeby ojciec zwracal sie do sadu o
              > rozstrzygniecie, czy dzieci moga wyjechac na swieta do niego, czy
              > nie. Sad rozstrzyga tylko istotne sprawy, a nie tego typu. Ale

              alez oczywiście, że sąd rozstrzyga takie sprawy - najprostszy
              przykład to sprawa o ustalenie kontaktów ojciec-dziecko.
              • deni-p Re: Prawa macochy ...? 28.10.07, 22:30
                chalsia napisała:
                > najprostszy
                > przykład to sprawa o ustalenie kontaktów ojciec-dziecko.

                Tak, najprostszy, ale na pewno nie najlepszy, bo wszystko
                komplikuje.
    • pt25 Re: Prawa macochy ...? 28.10.07, 19:07
      Tylko jedna uwaga - od zabraniania jest tu sad a nie ex... Jedyna
      droga do rozwiazania, to wniosek do sadu o utrudnianie kontaktow z
      dziecmi.
      • deni-p Re: Prawa macochy ...? 28.10.07, 21:30
        pt25 napisała:


        > droga do rozwiazania, to wniosek do sadu o utrudnianie kontaktow z
        > dziecmi.

        Tak, wiemy, ale jak wspomnialam wyzej, wystapienie do sadu o
        uregulowanie kontaktow jednoczesnie wiaze sie z ograniczeniem tych
        kontaktow, czego M. wolalby uniknac. Jak sie nie da inaczej, to w
        koncu trzeba bedzie to zrobic.
        • chalsia Re: Prawa macochy ...? 28.10.07, 21:54
          > Tak, wiemy, ale jak wspomnialam wyzej, wystapienie do sadu o
          > uregulowanie kontaktow jednoczesnie wiaze sie z ograniczeniem tych
          > kontaktow, czego M. wolalby uniknac.

          ale co mu po nieograniczonych kontakatach skoro są one jedynie
          teoretyczne ?
          • deni-p Re: Prawa macochy ...? 28.10.07, 22:41
            chalsia napisała:
            > ale co mu po nieograniczonych kontakatach skoro są one jedynie
            > teoretyczne ?

            Pare powodow sklada sie na to, by nie wystepowac o kontakty. Mamy
            nadzieje, ze ex zmieknie, bo zaczyna jej brakowac argumentow. Jak
            wspomnialam, boi sie sadu. POza tym, jesli M. wystapi o nie ,
            wiadomo, ze sad przydzieli mu np. 1 lub 2 weekendy i czesc wakacji.
            A wtedy exia bedzie sie tego mocno trzymac przez zlosliwosc.
            Dodatkowo bedzie wplywac na dzieci, ze " maja isc z ojcem, bo
            musza", bo ojciec znow ja poda do sadu. Dzieci beda to odbieraly jak
            kare.POza tym , jak wiesz , M. teraz jest w UK, wiec jesli nie zjawi
            sie w wyznaczonym dniu kontaktow, exia bedzie szalec, ze zaniedbuje
            razaco swoje obowiazki, a jak przyjedzie poza terminem wizyt, to po
            prostu mu nie wyda dzieci.Tak to by wygladalo w praktyce.
    • deni-p Re: Prawa macochy ...? 28.10.07, 21:25
      burza4 napisała:
      >Ty z pewnością nie powinnaś się w to
      > mieszać.

      Nie mieszam sie w to bezposrednio. Doradzam, pomagam, zalatwiam
      sprawy formalne.

      > bardzo cię przepraszam, ale ja tego nie kupuję. Jeśli dzieci
      miałyby
      > dobry kontakt z ojcem WCZEŚNIEJ, to żadne "prania mózgu" by tego
      > nie zmieniły.

      "nie kupuje" - to jakbys zarzucala mi, ze klamie. Napisalam tylko
      pare ogolnych zdan, trudno, by opowiadac caloksztalt sprawy i
      wieloletnie nasze doświadczenia.My tez tego nie rozumiemy do konca.
      M. jest zszokowany, ja jestem zszokowana, dziadkowie, rodzina i
      znajomi postawa corki M. Tez nam nie chce sie wierzyc,ze nastolatka,
      ktora nie byla juz malutka, gdy ciagle i wszedzie z nami bywala z
      wlasnej woli, raptem nie chce z nikim rozmawiac z otoczenia ojca,
      nie mowiac juz o samym ojcu. Wiem o tym, ze matka wbijala jej szpile
      od zawsze, najpierw zakazami, pozniej intrygami i nie dzialalo to na
      nia - i tak przybiegala ciagle do nas. Nawet po wyjezdzie M. do UK
      nadal przychodzila do mnie (czesto za oczami matki)- mieszkali obok.
      Bylam z nia zaprzyjazniona. Z synem (11) inna historia, ale tez
      mialam b.dobry kontakt.Z ex mielismy ukladne stosunki, aczkolwiek z
      jej strony udawane. M. i eks laczyly sprawy finansowe, M. sam
      splacal ich wspolne zadluzenia, wiec ex siedziala cicho. Zaczela
      szalec po poznaniu nowego faceta z USA i po wyjezdzie M. do UK.
      POszla na calosc i zaczela sie wojna. We wszystko wkrecala dzieci,
      byly jej jedyna bronia. Uciekajac do USA, naklonila corke do klamstw
      wobec ojca.To tak ogolnie...Dlugo by opowiadac.
      Rzecz w tym, ze my tak naprawde nie wiemy, co dzieci M. tak naprawde
      mysla i czuja.Korespondenja mailowa byla kontrolowana i sterowana
      (wszystko, co w Polsce bylo bee, rodzina, kolezanki, znajomi,
      szkola), telefonu do dzieci M. nie mial dlugi czas, dzieci nie
      dzwonily. Teraz ich niespodziewany powrot.Matka z dziecmi, bez
      faceta.Dowiedzielismy sie miesiac temu. M. przylecial, uprzedzil ex
      listem , ze przyjedzie do dzieci. I co? Dzieci wyszly przed klatke
      zaplakane, wystraszone, ex za nimi z krzykiem, zadajac "kontaktow".
      Zabrala dzieci i tyle, nie reagowala na dzwonki , straszyla policja,
      bo ja sie maltretuje. M. pojechal na policje (na drugi dzien, musial
      ochlonac), by ja przekonali i pouczyli. Przez kolejne 2 dni policja
      nie mogla zastac ich w domu. Szkola nie wchodzila w rachube, bo byl
      weekend. W poniedzialek sprawa w sadzie i M. musial leciec.
      M. napisal do ex , by przemyslala, co robi i zaproponowal wspomniany
      wyjazd dzieci na swieta do niego.W odpowiedzi znow "krzykowka", ze
      M. ja neka, ale ze dzieci sklonne sa pojechac, tylko M. ma sam po
      nie przyjechac i je odwiezc. Oczywiscie jest to jej wykret "pod
      sad", bo ona "daje kontakty". W koncu M. byl juz osobiscie po dzieci
      i tez nie puscila ich.
      Co do telefonow, to rzeczywiście ich nie posiadamy. Ex mieszka na
      wynajetym mieszkaniu, sama nie poda numeru, tak jak nie chciala
      podac z USA. Dzieci ponoc nie maja komorek (corka miala od ojca
      przed wyjazdem ). Ex kaze pisac listy polecone do dzieci, tylko i
      wylacznie. Zadnych znajomych ona nie ma, tym bardziej wspolnych z M.
      Na pewno byloby prosciej dostac sie do dzieci, gdyby M. byl na
      miejscu.Przeciez ja tego za niego nie moge zrobic. Zauwaz, ze one
      dopiero wrocily, nie mielismy za duzo mozliwosci.Tzn. M. nie
      mial smile. Ja osobiscie nie mieszam sie, przynajmniej nie
      bezposrednio, robie tyle, ile moge i musze, by pomoc M.
      A z tymi 200 zl za bilet to przesadzilas. Owszem, jak sie kupi 2 m-
      ce wczesniej i na 1 samolot. My dotychczas latamy z przesiadka w
      Londynie, bo M. jest w Irlandii Polnocnej.W listopadzie, na
      szczescie, daja nam juz bezposrednie loty.Poza tym, nie zapomnij, ze
      M. pracuje i nie ma tyle wolnego, by co chwile tu latac.
    • lilith76 Re: Prawa macochy ...? 29.10.07, 09:53
      Uważam, że dzieci powinny mieć regularny kontakt z ojcem, odwiedzać go, ale...
      Zastanowiłaś się, że biorąc je pod opiekę, o w czasie podróży odpowiadasz za nie, za ich bezpieczeństwo prawnie? Dzieci bywają różne. Wystarczy, że urwie się spod twoich skrzydeł na minutę i coś się stanie, a ty się nie wyplączesz z sądów i policji. Ja jestem fatalistką i zawsze widzę chmarę pedofili, wypadki drogowe, wpadki pod samochód i mnie z ciężarem winy za to co się stało.
      • deni-p Re: Prawa macochy ...? 31.10.07, 13:07
        lilith76 napisała:
        > Ja jestem fatalistką ....

        Ja nie jestem fatalistka smile Raczej pozytywnie patrze na wszystko.
        Uwazam, ze bardziej ryzykowalam, jak wozilam dzieci samochodem po
        Polsce i Europie.. A tutaj to tylko samolot, na lotnisku juz bedzie
        tata smile
    • swieta_1 Re: Prawa macochy ...? 29.10.07, 14:47
      bardzo cię przepraszam, ale ja tego nie kupuję. Jeśli dzieci miałyby
      dobry kontakt z ojcem WCZEŚNIEJ, to żadne "prania mózgu" by tego
      nie zmieniły
      Noi tu się Burza bardzo mylisz. Można zrobić "pranie mózgu". Nawet artykuły o tym piszą!
      • deni-p Re: Prawa macochy ...? 31.10.07, 14:20
        Pewnie, ze mozna. Tym bardziej, jak sie robi wczesniej podloze... Ja
        wlasnie to widze i obserwuje...
    • marusia1 Re: Prawa macochy ...? 29.10.07, 16:30
      > a w tej sytuacji dzieci muszą otrzymać klarowny komunikat co się
      > właściwie dzieje. Że zawsze mogą się z ojcem skontaktować tak i tak,
      > że zawsze są mile widziane, ale że ojciec odbija się od bariery pt.
      > matka. Niech same zdecydują co o tym myśleć.

      Z mojego doświadczenia, widzę, że coby się nie działo, to najważniejszą osobą
      dla dziecka jest matka, choćby najgorsza była.
      Wybieramy się na wolne dni do dziadków (po raz pierwszy od wakacji) i przy
      okazji mało być spotkanie mojego M. z córką, Młody miał się spotkać z siostrą i
      matką. Ex oczywiście wyjeżdża z domu (nigdy tego nie robi, chyba, że do faceta,
      którego poznała) i spotkania nie będzie. Młodemu nagadała głupot, naobiecywała
      kasę, prezentów (a jeszcze nie dostał zaległego). I oczywiście jest to nasza
      wina. Zaczął się stawiać, rzucił naukę (on nie musi się uczyć, bo o co) i
      generalnie to my jesteśmy źli. Nawet zaczął wywlekać sprawy rozwodowe rodziców,
      obarczać winą ojca. Zapomniał tylko że to matka wszystko rozwaliła. Ale to taki
      drobiazg.
      • deni-p Re: Prawa macochy ...? 31.10.07, 14:33
        marusia1 napisała:


        > Z mojego doświadczenia, widzę, że coby się nie działo, to
        najważniejszą osobą
        > dla dziecka jest matka, choćby najgorsza była.

        Tak, na pewno. W naszej sytuacji bylo tak, ze M. nigdy zlego slowa
        nie powiedzial do dzieci o matce. Ja, chociaz czasem mnie skrecalo,
        gdy mloda zalila sie na matke, tlumaczylam jej, ze mamusia ja kocha,
        ze zle zrozumiala , ze mamusia nie chciala nic zlego itp.
        A co mamusia robila w tym samym czasie? Wbijala szpile dzieciom,
        jaki to tatus zly, ze kazde nieszczescie to wina tatusia,
        krytykowala tate i wszelkie jego decyzje przy kazdej okazji przy
        dzieciach.
        No i takie wlasnie mamy efekty, ze mama jest czysta, a tata ten zly.
        Czy popelnilismy blad, nie mieszjac dzieci w nic i wyzlacajac
        mamusie? Bo juz zaczynam durniec...
        Skoro matka jest zawsze ta najwazniejsza, najmadrzejsza i
        najkochansza, to logiczne, ze co ona mowi dzieciom, to jest dla nich
        swiete.
        • marusia1 Re: Prawa macochy ...? 05.11.07, 00:27
          Dziecko o matce może mówić potworne rzeczy, ale nikt inny nie ma takiego prawa.
          Jeśli przytoczysz dziecku jego własne słowa - na pewno wyprze się ich.
    • deni-p Re: Prawa macochy ...? 31.10.07, 13:50
      burza4 napisała:

      > uproszczeniem jest stwierdzenie, że wszystko przez eksię.

      Staram sie byc obiektywna, niejednokrotnie probowalam ja zrozumiec,
      usprawiedliwic... Niestety, naprawde w tym wypadku ona jest winna
      sytuacji. To nie tylko moje zdanie. Ona jest chora z nienawisci i
      nie potrafi racjonalnie myslec.

      > Jeśliby wcześniej relacje były naprawdę dobre, mieszanie eksi nie
      > spowodowałoby tak dalece idących skutków.

      Byc moze M. popelnil pewne bledy, jak to facet, ale na pewno
      wyjatkowo kochal te dzieci i staral sie im wszystko dac, moze za
      duzo wlasnie.W kazdym badz razie nie zasluzyl sobie na takie
      potraktowanie. Ja mam troszke inne podejscie do wychowywania dzieci.
      Nie wiemy jednak, na ile sa te dalece idace skutki, dopiero
      probujemy rozgryzc problem. Ale wiem, ze mloda juz wczesniej,
      wkraczajac w okres dojrzewania, zaczela zmieniac sie negatywnie. Z
      energicznej, wesolej dziewczynki zrobila sie leniwa, niechetna,
      olewacka. Nawet jak byly dobre relacje, ciezko bylo zmusic ja do
      napisania jakiegos maila czy smsu. Odpychala od siebie wszelkie
      przejawy uczuc.W tym samym czasie matka ostro juz ja mieszala w
      sprawy doroslych.Mloda uzywala dokladnych tekstow matki, nawet nie
      rozumiejac, co mowi.

      > nawet 100 funtów za bilet nie powoduje finansowego krachu.
      > Praca pracą, ale na przedłużony weekend można się wyrwać, choćby
      > korzystając z angielskich "bank holiday". W ostateczności może
      > poświęcić część urlopu na przyjazd do Polski i dotarcie do dzieci,

      Tak, tak, to wszystko wiemy, ale na przyszlosc, teraz mowimy o
      chwili obecnej. Dopiero M. byl w domu, bedzie za miesiac, ale to
      dlugi miesiac... Urlop juz dawno za nami. Ze spotkaniem dzieci nie
      bedzie problemu, ustalilam juz szkoly. Nie w tym jednak tkwi
      problem. Raczej w tym klarownym komunikacie, ktory matka
      zinterpretuje im na swoj sposob.
    • skarbeniek1 Re: Prawa macochy ...? 31.10.07, 14:23
      jest jeszcze jedno wyjście, i zaczynam się podejrzewac że najlepiej by było
      trochę się odseparować od dzieci. Wiem wiem zaraz zacznie się krzyk że jak to że
      to ojciec itp, ale może lepiej zaczekać pare lat jak dzieci zaczna samodzielnie
      myśleć, odseparują się od matki, poprostu jak dorosną to może same będą szukały
      kontaktu z rodzicem. Narazie czeka ich okres dojrzewania a ciąganie się rodziców
      po sądach raczej im nie pomoże. Nic na siłę. Przemyślcie to, zróbcie rachunek
      zysków i strat. Moze lepiej przeczekać.
      • deni-p Re: Prawa macochy ...? 31.10.07, 21:17
        skarbeniek1 napisała:

        > jest jeszcze jedno wyjście, i zaczynam się podejrzewac że
        najlepiej by było
        > trochę się odseparować od dzieci.....
        > a ciąganie się rodziców po sądach raczej im nie pomoże.

        Trudno powiedziec, co lepsze i co dla kogo lepsze. Ciagle
        przechodzimy hustawke nerwow, raz chcemy spasowac, drugi raz nie. Bo
        obawiamy sie, ze dzieciom dzieje sie krzywda, potem juz za pozno
        bedzie na wychowanie i wyleczenie ze skrzywionej psychiki.Raz jest
        zal dzieci, drugi raz wkurzamy sie na nich. Bo naprawde trudno jest
        zrozumiec, skad tyle niewdziecznosci.
        • ataner30 Re: Prawa macochy ...? 05.11.07, 17:14
          ja uwazam ze ojciec chocby na glowie stanal nie ma na dziecko wplywu jezeli jest
          ono pod opieka matki, ktora saczy mu jad przez lata.
          Dziecko i tak bedzie urobione i tak. Mozecie liczyc jedynie na to ze kiedys samo
          przejrzy na wlasne oczy i wyciagnie wnioski - ale tu bym za bardzo sie nie
          nastawiala. Macie dwa wyjscia: spasowac i przezyc zycie w miare normalnie
          dochowac sie wspolnych dzieci i wychowac je na ludzi, dorobic sie czegos w zyciu
          i zapewnic sobie godziwa starosc lub .... walczyc latami w sadzie, wydawac kase
          i obudzic sie za pare lat z reka w nocniku, jako starzy, zmeczeni zyciem ludzie,
          bez oszczednosci (ktore pochlonely sady) z nedzna emerytura i dzecmi ktore
          urobione przez matke beda czekaly tylko na wasza smierc zeby przejac spadek.
    • deni-p Re: Prawa macochy ...? 31.10.07, 15:03
      burza4 napisała:
      > przy tym pod pojęciem "dobry kontakt" rozumiem coś głębszego, coś
      > więcej niż wspólne spędzanie czasu, zabawy itd. Jeśli ojciec jest
      > ojcem, a nie kumplem,

      Wiesz, Burza, tu chyba trafilas w dziesiatke. M. byl wiecej kumplem
      dla dzieci niz ojcem. Dbal o dzieci, zapewnial im wszystko, one
      musialy miec to co najnowsze, najlepsze, zabieral je wszedzie -
      basen, koncerty, plaza, jezioro, wycieczki. Ale..... za malo
      rozmawial, bo czesto mu na to zwracalam uwage - ze dzieci nie musza
      miec kazdej zabawki, kazdej najnowszej gry, ze im trzeba poswiecic
      wiecej czasu w rozmowie, w wychowywaniu. On z nimi plywal, gral w
      pilke, ogladal film, ale.... to za malo.


      > czy wyobrażasz sobie siebie w wieku 15 lat i sytuację, kiedy ktoś
      ci
      > mówi, że twój ojciec jest do bani, ten ojciec, którego kochasz i
      > którego miłość czujesz i zawsze byłaś tego pewna - i ty byś to
      > łyknęła?

      To akurat bym lyknela, bo z wlasnego doswiadczenia wiem, ze mozna w
      tym wieku odwrocic sie od ojca, ktorego sie kochalo naprawde.
      Bedac mala mialam swietny kontakt z ojcem, wszedzie i wszystko z
      nim - do czasu dojrzewania.Wowczas cos peklo. Ojciec zazdrosny i
      podejrzliwy, ja zbuntowana, bo wiem, czego chce i co robie. Nawet na
      mame krzyczalam, czemu sie nie rozwiedzie. Potem oczywiscie obojgu
      nam to minelo, ale dopiero, gdy bylam dorosla i ojciec przestal mi
      dyktowac... smile
    • marusia1 Re: Prawa macochy ...? 05.11.07, 00:35
      Mój Młody na pewno lepiej dogaduje się ze mną niż z własną matką, wie, że go
      kochamy, jest dla nas ważny - choć krzyczymy na niego, trzymamy w ryzach.
      Niedawno odgrażał się, że wróci do matki, ale tylko, aby nas zranić. Oczywiście
      nie chce z nią być, choć wierzy w to, że ona też go kocha i zawsze będzie za
      nią, zawsze znajdzie da niej usprawiedliwienie. Fakt, Młody dał nam popalić (już
      się uspokoił) ale gdy mieszkał z matką - dochodziło tam nawet do rękoczynów. I
      nie wiem kto na kim się wyżywał...
      Wróciliśmy od dziadków. Exiara oczywiście była wyjechana i nie mogła spotkać się
      z synem, a mojemu M. umożliwić spotkanie z córką. Chciała zrobić na złość
      mojemu M., ale oczywiście cierpi Młody. A mała powoli zapomina, kto jest jej
      tatą (pojawił się dochodzący wujek).
Pełna wersja