marusia1
05.11.07, 23:51
I zadzwoniłam do exiary.
Jak to mówią - nie chwal dnia przed zachodem słońca. Myślałam, że problemy z
Młodym mamy za sobą. Niestety. Jak pisałam, mamuśka stwierdziła, że nie będzie
swoich planów naginała do nas i że nie widzi takiej możliwości żeby mój M.
zobaczył się z córką, a przy okazji Młody z siostrą i oczywiście z "mamusią".
Efekt - Młody tydzień przed długim weekendem był agresywny, podminowany, co
wpłynęło na jego emocje i naukę. Wolne dni minęły nam u dziadków, jak się
okazało, pozornie spokojnie. Młody do końca czekał, aż "mamusia" wyrazi chęć
spotkania (nawet prezent dla niej miał). Po powrocie do domu nastąpiła
kulminacja agresji i wybuch. Oczywiście na nas, bo to nasza wina. Że
wyprowadza się do mamy (chciał nas tylko urazić, bo na pewno tego nie chce).
Poniosło mnie i zadzwoniłam do exiary i zapytałam czy może łaskawie teraz
znajdzie chwilkę dla syna. Młody rozłączył telefon, nie chciał rozmawiać z
matką. Po kilkukrotnych połączeniach wygarnęłam jej w końcu, żeby się
określiła i przypomniała sobie, że ma syna i to jest jeszcze dziecko. Zresztą,
nie pamiętam już... I nie mogę zrozumieć jak matka może nie chcieć spotkać się
z dzieckiem, uniemożliwiać rodzeństwu kontakt. A wszystko dlatego, by zrobić
na złość swojemu ex? A co z dziećmi?
Poniosło mnie i szlag mnie trafia, że baba głupia, że ja nie powstrzymałam
się, że Młody tak cierpi. Bo mimo wszystko, to jego matka jest.