mara68
15.11.07, 13:18
Trochę głupio mi się żalić po przeczytaniu postu np. Luny,
która naprawdę ma duuuuuuuży problem. Mój problem, jeśli porównywać
wydaje się tyci, ale jak wiadomo swój boli zazwyczaj
bardziej niż cudzy. Od wczoraj mam nastawienie na "nie"
głównie do związków z facetami dzieciatymi po przejściach,
a konkretnie do jednego który mym mężem jest (od kilku m-cy).
Może za dwa dni mi minie, ale narazie uwiera.Wczoraj miałam swój
wyjątkowy dzień (z serii imieniny, urodziny, nie
będę pisać dokładnie co, bo kto wie kto czytuje to forum).
I co wykonał mój NM. - postanowił że najcudowniejszym
sposobem na spędzenie tego dnia będzie spędzenie go
z jego dzieckiem we troje. Ja już pomijam fakt, że
nie był to standardowy dzień odwiedzin
Małej - tylko akurat NM. miał wolne więc ją zabrał.
Po pracy otwieram drzwi. Dostaję prezent, wręczany
sztywno przez mojego NM. i Małą w przerwie między ich zabawą.
Życzenia z serii dużo zdrowia, spełnienia marzeń itp.
Oznajmiają że mieli zrobić jeszcze coś do jeść, ale
(z przyczyn od nich niezależnych)
nie udało się i ...wracają do swojej zabawy.
Ponieważ mamy jeszcze bałagan poremontowy i dziecko
nie ma sie w co bawić u nas,
po pół godzinie zabierają się oboje do babci zostawiając mnie z
panami od mebli.
Nie muszę pisać, że łzy mi pchały się pod powieki od momentu
wejścia do domu, żeby wieczorem wylać się wartkim strumieniem.
I tak to moje oczekiwania (intymności, bliskości w tym dla mnie
wyjątkowym dniu)
okazały się zbyt wygórowane dla mojego NM. Wieczorem oczywiście
powiedziałam mu skąd ten potok łez i obrażona mina na co mój NM. co
zrobił -
obraził się i udał na inną kanapę... I co Wy na to wszystko, bo jak
zwykle się gubię, czy
ja za dużo wymagam, czy faceci nadają na całkiem innych falach
emocjonalnych...