No to się M doczekał :(

03.12.07, 10:27
Witam Was, dawno nie pisałam, bo odkąd poszłam do normalnej pracy,
to czasu brak.

Bylismy z młodą na weekend u teściów, bo teściówka robiła imieniny.
Przez przypadek w niedziele młoda chlapneła, że "tata" jej
zreperował komputer od wirusów. Oczywiście ten tata to nowy mąż
exiary. Co sie okazało, kazali młodej mówić na niego tata a młoda
swoją droga tak chciała, bo na podwórku i w szkole przeciez nie
będzie mówic inaczej bo to głupio.

Mojemu M cholernie przykro, przeciez nie zaniedbywał jej. Regularnie
płacił i regularnie miał kontakt. Nie dość, że tamten pacan
rozpieprzył ich małżeństwo, zamieszkał w ich mieszkaniu umeblowanym
przez M, jeździ samochodem, który zostawił M, to jeszcze kuźwa i
córkę chce sobie przywłaszczyć.

Jaka jest młoda to pewnie niektóre z Was pamietają. Spodziewałam
się, że M dostanie kiedyś od córusi kopa, ale nie przypuszczałam, że
aż tak szybko. To że do mnie sie nadal nie odzywa i mnie nie
toleruje, to pies ją tracał. To że jest chamska i nie toleruje
rodziny M też pies ganiał. To że nie ma w ogóle koleżanek, bo jej
nie lubią, to tez nie mój problem. Ale naprawdę żal mi mojego
chłopa, bo dostał solidny cios.

A ja głupia kupiłam juz jej pod choinkę telefon komórkowy, żeby
mogła się kontaktować z tatą. Pytanie tylko kto tym tata jest. Gdy M
zadzwonił do Larwy (exia) z pretensją o to, to Larwa mu powiedziała,
że oni teraz tworzą szczęśliwą i pełną rodzinę, a on z buciorami im
włazi, bo zabrania mówić tato do obcego faceta.

Noż kurde, ręce mi normalnie opadły.
    • konstancja16 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 12:01
      ja bym nie przesadzala z ta terminologia. to naprawde nie
      najwazniejsze. jestem w stanie zrozumiec, ze mala (nie znam
      wszystkich Twoich watkow i nie wiem ile lata ma ta 'mala') chce
      mowic mama i tata o dwojgu doroslych, z ktorymi mieszka. bo inne
      dzieci, bo jak inaczej nazywac tego faceta, wujka nie-wujka, meza
      Mamy etc. trudniej mi zrozumiec Ex, a jeszcze bardziej jej meza.
      mnie strasznie wkurza jak ktos mnie traktuje jako 'mame' pasierba,
      ale takie sytuacje sa nieuniknione - idziemy gdzes we trojke, jak
      mala rodzinka, to wszyscy stereotypowo mysla: mama, tata, dziecko.
      nie bede przeciez kazdej pani w sklepie czy kasjerce w kinie
      tlumaczyc, ze nie jestem matka tylko macocha tego lobuziaka, do
      niczego im to niepotrzebne. ale maly wie swoje, ma swoja mame,
      swojego tate, swoja konstancje i swojego krzysia (narzeczonego
      mamy). wole tak, wszyscy tak wolimy.

      ale tak naprawde to tylko nazwy, sprawa umowna. duzo wazniejsze
      jest ciepelko rodzinne, w jednym i drugim domu, wzajemny szacunek i
      poczucie bezpieczenstwa. na pewno Twojego M. boli, ze jego corka
      nazywa obcego typa 'tata', ale nie mozna tez wprowadzac zamieszania
      typu: mama mowi jedno, a tata (Twoj M) drugie. znacznie bardziej
      niepokojace sa inne objawy, ktore opisalas i ktore wskazuja na to,
      ze mala jest niepogodzona z porypana sytuacja, buntuje sie i
      popisuje i wcale nie ma nic poukladanego na nowo. wiec moze sobie
      nazywac nowego meza swojej mamy i swietym ukochanym tatulkiem, ale
      to i tak niewiele zmienia jesli nie ma uporzadkowanych relacji w
      jednej i drugiej rodzinie.

      to smutne, ze dziecko rozwiedzonych rodzicow nie bedzie juz mialo
      mamy i taty 'jak Pan Bog przykazal'. ale zamiast szukac zastepczego
      taty lepiej chyba zeby juz mialo te dwie osobne rodziny, na tyle
      dobre na ile sie da. kurna chata, dlaczego ludzie to robia swoim
      dzieciom.... sad(
      • mamba30 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 12:27
        konstancja16 napisała:

        > ja bym nie przesadzala z ta terminologia. to naprawde nie
        > najwazniejsze. jestem w stanie zrozumiec, ze mala (nie znam
        > wszystkich Twoich watkow i nie wiem ile lata ma ta 'mala') chce
        > mowic mama i tata o dwojgu doroslych, z ktorymi mieszka. bo inne
        > dzieci, bo jak inaczej nazywac tego faceta, wujka nie-wujka, meza
        > Mamy etc.

        Sorki Konstancja, ale maytkę i ojca ma sie jednych. Ojciec młodej
        żyje i jest ojcem kontaktowym. To on a nie tamten facet odchował
        małą z najgorszego, wstawał w nocy do 3 roku zycia się kilkakrotnie
        budziła, zabawiał podczas jedzenia, bo była strasznym niejadkiem, po
        pracy zamiast odpocząć bawił się z nią, wychodził na plac zabaw i
        usypiał wieczorem. Tamten gość przyszedł do gotowego w peni
        umoszczonego gniazdka i sobie rości prawa do cudzego dziecka. Jeżeli
        Ty w tym nie widzisz problemu, to cóż, Twoje prawo. Mój M też
        mieszka z naszym synem i mają super kontakt, a nikomu do głowy by
        nie przyszło nazywanie, bądź wymaganie nazywania M tatą.



        trudniej mi zrozumiec Ex, a jeszcze bardziej jej meza.
        > mnie strasznie wkurza jak ktos mnie traktuje jako 'mame' pasierba,
        > ale takie sytuacje sa nieuniknione - idziemy gdzes we trojke, jak
        > mala rodzinka, to wszyscy stereotypowo mysla: mama, tata,
        dziecko.
        > nie bede przeciez kazdej pani w sklepie czy kasjerce w kinie
        > tlumaczyc, ze nie jestem matka tylko macocha tego lobuziaka, do
        > niczego im to niepotrzebne. ale maly wie swoje, ma swoja mame,
        > swojego tate, swoja konstancje i swojego krzysia (narzeczonego
        > mamy). wole tak, wszyscy tak wolimy.
        >
        > ale tak naprawde to tylko nazwy, sprawa umowna. duzo wazniejsze
        > jest ciepelko rodzinne, w jednym i drugim domu, wzajemny szacunek
        i
        > poczucie bezpieczenstwa. na pewno Twojego M. boli, ze jego corka
        > nazywa obcego typa 'tata', ale nie mozna tez wprowadzac
        zamieszania
        > typu: mama mowi jedno, a tata (Twoj M) drugie.

        Trudno żeby spokojnie się temu przyglądał. Zwłaszcza, że jak juz
        pisałam wywiązuję się na ile może i na ile Larwa pozwoli z obowiązku
        bycia ojcem.



        znacznie bardziej
        > niepokojace sa inne objawy, ktore opisalas i ktore wskazuja na to,
        > ze mala jest niepogodzona z porypana sytuacja, buntuje sie i
        > popisuje i wcale nie ma nic poukladanego na nowo. wiec moze sobie
        > nazywac nowego meza swojej mamy i swietym ukochanym tatulkiem, ale
        > to i tak niewiele zmienia jesli nie ma uporzadkowanych relacji w
        > jednej i drugiej rodzinie.
        >
        > to smutne, ze dziecko rozwiedzonych rodzicow nie bedzie juz mialo
        > mamy i taty 'jak Pan Bog przykazal'. ale zamiast szukac
        zastepczego
        > taty lepiej chyba zeby juz mialo te dwie osobne rodziny, na tyle
        > dobre na ile sie da. kurna chata, dlaczego ludzie to robia swoim
        > dzieciom.... sad(



        Mała kiedyś nie była z tym pogodzona, teraz już od dawna jest. To
        jest raczej kwestia jej charakteru. W wolnej chwili poszukaj sobie
        moich starszych wątków, może zrozumiesz jej zachowanie.
        • konstancja16 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 12:43
          jak najbardziej sie zgadzam, ze matke i ojca ma sie tylko jedno i ze
          ma prawo bolec. nie jest tak, ze nie widze problemu, widze i to
          duzy. natomiast uwazam, ze skoro juz mala zaczela tak mowic to
          trudno jej tego zabronic. jesli mama (ktora ma wiekszy wplyw na
          nia) ja do tego zacheca to usilowanie zabronienia jej tego byloby
          bez sensu. nawet nie widze mozliwosci tlumaczenia jej czegokolwiek i
          naklanianie jej do zrezygnowania z tego skoro od mamy bedzie miec
          indoktrynacje przeciwna. nie mozna do tego stopnia mieszac
          osmiolatce w glowie, zeby mama kazala jej jedno (badz zachecala) a
          tata zabranial tego samego (badz zniechecal)

          ciezka sytuacja, moim zdaniem jedyna rada to przeczekac i
          podtrzymywac kontakt mimo wszystko. chociaz boli. i chociaz glupie
          to jak nie wiem.
          • mamba30 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 12:50
            Ja sobie zdaję sprawę i mój M chyba też, że nawet jak jej zabroni
            tak mówić, to w domu i tak będzie robiła wg ich ustaleń. Nie wiem,
            co da przeczekanie, chyba niewiele. Za dobrze juz poznałam tego
            dzieciaka. U niej z wiekiem wzrasta wyrachowanie i niechęć do
            otoczenia, staje się co raz wiekszą egoistką. Już to kiedyś pisałam -
            dostała po choinke od M upragnionego chomika, po pół roku chciała
            psa. Matka jej powiedziała, że może, ale jak chomik zdechnie. Na co
            młoda so ojca, że ona by już chciała, żeby ten chomik zdechł.
            Przestała mu dawać jeść i pić. M to robił, jak był jeszcze
            wpuszczany do tamtego domu. Potem zrzuciła chomika w papierowej kuli
            z 4 piętra. Nie musze chyba pisać, że chomik już od dawna nie żyje.
            To dziecko wielokrotnie mnie przerażało swoim zachowaniem i
            postępowaniem. Z wiekiem zmienia się niestety na niekorzyść. Ja ze
            swojej strony nie mam już sił, aby wspierać M w walce o kontakty z
            nią. Zreszta juz niżej do Nsc napisałam, że młoda sie dystansuje juz
            nawet do ojca.
            • konstancja16 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 12:57
              o kurcze, tym chomikiem to mi dalas po glowie... lubie zwierzeta.
              kupili jej psa po tym????

              no i sorry, nie wierze, ze dziecko ma to 'w sobie', 'z natury'. A
              jesli ma to tym bardziej trzeba nad nim duzo wiecej pracowac. Uczyc
              troski, wspolczucia, opieki nad slabszymi stworzeniami.... Ktos to
              zaniedbal w tym przypadku... matka, ojciec, dziadkowie.... wszyscy.
              niedobre dziewuszysko. naprawde nie ma w niej nic dobrego,
              pozytywnego, co moznaby rozdmuchac? z tego co piszesz to potwor, az
              trudno uwierzyc zeby mala dziewczynka byla az tak zla. jej matka
              nie widzi problemu? czy nie umie reagowac?
              • mamba30 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 13:11
                Nie, na szczęście nie ma w chwili obecnej żadnego żywego stworzenia.
                Ostatnio znowu coś przebąkiwała o chomiku, ale M ma jej wytłumaczyć,
                że to nie jest dobry pomysł. Ona generalnie lubi zwierzeta, ale do
                zabawy, dopóki się jej nie znudzą. 3 tyg. temu myslała, że nikt nie
                widzi (niestety ja to zauważyłam) i perfidnie nadeptywała kotu na
                ogon, jak jadł.


                Ja tez w to generalnie nie wierzę, ale z opowieści M o jej okresie
                niemowlęcym i wieku przedszkolnym, zaczynam się zastanawiać, czy w
                tym akurat przypadku natura sobie nie zakpiła. Ona jak tylko się
                budziła ze snu, to momentalnie zaczynała się drzeć i giąć, budziła
                się z płaczem kilka razy w nocy do 3 roku zycia. Jak M wychodził z
                nią na plac zabaw i z daleka widziała jakieś dziecko huśtające się,
                to dostawała spazmów i się rzucała, bo to jej huśtawka. Ponoć
                wchodziła na zjeżdżalnię i nie dawała nikomu zjeżdżąć. M starał się
                to wyeliminować, ale chyba dał ciała.

                Ja ją i jej zachowanie znam od 3 lat i z przykrością muszę
                stwierdzić, że nie dopatrzyłam się ani jednej pozytywnej cechy. Do
                chwili obecnej powie do mnie cześć i pa na wyraźne polecenie taty.
                To samo się tyczy innych ludzi. Wielokrotnie patrząc mi się w oczy
                robiła zlosliwość za zlośliwością. Nie ma koleżanek, nie potrafi się
                dzielić. Jak jej coś tłumaczysz to słucha, kiwa głową i nic to nie
                daje, bo za chwile robi dokładnie to samo.

                Nie wiem, jak matka reaguje, bo jej nie znam, ani nie znam atmosfery
                tam panującej. Wiem natomiast jak reagował M, albo jak w ogóle nie
                reagowal. Niestety dał dupy, hodował u nas córkę zamiast ja
                wychowywać. Chciał jej wynagrodzić to, że ma go tylko w weekendy.
                Teraz sam widzi, ile złego tym zrobił, ale czasu się nie da cofnąć.
                Na matke nie mozna licczyć, bo niestety tylko robi małej z mózgu
                wodę. Jak próbowałam młodą nauczyć, że sie nie mówi co tylko
                słucham, to się poskarzyła matce, a ta zadzwoniła do M z awanturą,
                że ta "kur...a" nie będzie jej dziecka wychowywać. Długo by tu pisać
                o moim macochowaniu. Przełknełam wiele gorzkich pigułek, mimo tylu
                letnich starań. Teraz jedyne co czuję do tego dziecka to niechęć,
                zapracowała sobie na to w trójnasób.
                • joanna9969 Re: No to się M doczekał :( 05.12.07, 18:12
                  Ja uwazam ze nie ma dzieci z grutu zlych sa tylko dzieci zle wychowane
                  ale to juz nie jest ich wina.
                • reksia Re: No to się M doczekał :( 18.04.08, 11:59

                  mamba30 napisała:

                  >Chciał jej wynagrodzić to, że ma go tylko w weekendy.
                  > Teraz sam widzi, ile złego tym zrobił, ale czasu się nie da
                  >cofnąć.


                  ciekawe czemu mała mówi do obcego faceta "tato",hmmm... bardzo
                  ciekawe


                  mamba30 napisała:
                  >ale z opowieści M o jej okresie
                  > niemowlęcym i wieku przedszkolnym, zaczynam się zastanawiać, czy w
                  > tym akurat przypadku natura sobie nie zakpiła. Ona jak tylko się
                  > budziła ze snu, to momentalnie zaczynała się drzeć i giąć, budziła
                  > się z płaczem kilka razy w nocy do 3 roku zycia.

                  opiekuńczy ten tatuś jak nic smile))) opowiadać w ten sposób o własnym
                  dziecku smile))))) to musi świadczyć o wyjatkowo czułych emocjach w
                  stosunku do 3-letniego dziecka hahahahaha
    • m-m-m Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 12:07
      >>> to jeszcze kuźwa i
      córkę chce sobie przywłaszczyć.


      Ile ona ma lat? Jak ja "nabylam" ojczyma mialam 8 i nikt by mnie nie
      zmusił do mówienia mu "tato", a na podwórku czy w szkole wcale się
      nie kryłam z tym, kto jest moim faktycznym tatą. Nie wiem nale
      dziewczyna jest podatna na cudze sugestie, ale musi być jej to
      wygodne, by mowić o ojczymie "tato".
      Tu problem nie leży w nowym mężu matki tylko w luźnych kontaktach
      ojciec - córka. To co dla ojca oznacza stałe zainteresowanie z jego
      strony wcale przez córkę tak odbierane być nie musi.
      Telefonu jej nie dawaj.
      • mamba30 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 12:21
        Mała ma 8,5 roku. Zdaję sobie sprawę, że wystarczająco duzo aby nikt
        nie był w stanie wbrew jej woli zmusić ją do mówienia tato do obcego
        faceta. Powiedziałam to zresztą M, bo on początkowo tylko ich
        obarczał zaistniałą sytuacją. Chyba nie chciał dostrzec prawdy. Mała
        jest i zawsze była zmanipulowana przez matkę, a od ponad półtora
        roku tez i przez dziadków ze strony ex. Nie zmienia to postaci
        rzeczy, że musiała być w tym i jej wola, skoro jednak tatusiuje
        innemu.

        Kontakty są regularne teraz, po wielu awanturach. Ex traktowała ich
        córkę jako narzędzie zemsty, że M nie chciał do niej po rozwodzie
        wrócic. Że śmiał zamieszkać z inna babą (ze mną), a ona myslała, że
        sobie życia nie ułoży. Bywało i tak, że przez 3 tyg. pod rząd
        kłamała, żeby nie dać dziecka na weekend, taki typ. Teraz w śierpniu
        wyszła za mąż za tego pana, z którym zdradzała M i chce sprowadzić M
        do roli typowego bankomatu - alimenty i peniądze. Jego obecność w
        życiu młodej to wwalanie się z butami.

        Też się zastanawiam nad sensem dawania komórki. Larwa chciała ją
        dostać od M, żeby powiedzieć młodej, że to od Mikołaja. Tak robiła
        do tej pory, mimo że młoda w Mikołaja nie wierzy, ale to zawsze
        prezent "nie od taty".

        Myślałam, że z wiekiem ona się będzie zmieniała na lepsze, ale moje
        ostatnie dwa spotkania z nią temu przeczą. Nadal jest burkliwa i ma
        wszystkich w d...ie. Nie uznaję dzień dobry, dowidzenia, proszę,
        dziekuję i przepraszam. Nie uznaje nikogo poza samą sobą. Nie znam
        naprawdę drugiego takiego dziecka. M zaczął przeglądać na oczy, że
        jego księżniczka to nie księżniczka, tylko co mi z tego. 3 lata
        użerania się i nerwów, zagryzania zębów w imie dobra dziecka, a na
        koniec taka niespodzianka.
        • nsc23 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 12:29
          Mamba,
          przykro mi, ze tak sie stalo. Gdyby mloda nagle zaczela mowic do
          obcego faceta 'tato' to W by chyba serce peklo.
          Dziwie sie tylko temu facetowi, ze tak na to pozwala. Ja nigdy nie
          chcialam i nie chce, zeby mloda do mnie mowila mamo, ciociu, czy
          nazywala mnie jeszcze inaczej, jezeli nie jestem jej rodzina. Nie ma
          co udawac, ze jest sie rodzina (w sensie biologicznym) na
          zasadzie 'bo co ludzie powiedza'. Wydaje mi sie, ze nie zyjemy juz w
          czasach kiedy to byl szok i skandal, rodziny patchworkowe sa na
          porzadku dziennym, takze _moim zdaniem_ w tej sytuacji chodzi raczej
          wlasnie o udowodnienie jak im jest razem dobrze w trojke, jaka sa
          super rodzinka i ustawienie Twojego M w szeregu i pokazanie mu, ze
          juz go nie potrzebuja (no, oczywiscie poza tym comiesiecznym
          przelewem).
          A z ciekawostek - mi tez niektorzy ludzie przypisuja mala jako corke
          jak idziemy na spacer, mimo ze jej ojciec jest czarny, jej mama jest
          czarna, a ja jestem biala z prawie blond wlosami smile
          • mamba30 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 12:40
            I mnie jest przykro, bo mi szkoda eMa, widzę, że to bardzo przeżył.
            Jak wczoraj dzwonił do larwy, to głos mu draż, myslałam, że się
            rozklei. Tamten facet już rok temu powiedział do młodej, żeby mówiła
            na niego tata. M zareagował i zadzwonił do larwy, a tamta
            powiedziała, że to tylko żart. Jak widać żartem to nie bylo. Facet
            jest młodszy od exiary, jak się z nim puściła, to miał 22 lub 23
            lata. Ona kilka lat starsza. On ze wsi, z wielodzietnej rodziny,
            kierowca w jednostce wojskowej, mieszkający w tamtym czasie w jakimś
            hotelu wojskowym na kupie. M zostawił 100 m w pełni wyposazone
            mieszkanie, forda mondeo. Życ nie umierać, nagle facet mial to
            wszystko, do czego ludzie latami dochodzą, za to nie ma za grosz
            honoru i ambicji.

            Masz rację, od M się wymaga teraz tylko alimentów i prezentów. Za
            kilka lat młoda pewnie tylko dla kasy będzie się z nim spotykała, bo
            jest naprawde wyrachowaną istotą. Wielokrotnie odczułam to na
            własnej skórze. Mysle, że ta cała sytuacja otworzyła M oczy na to,
            jaka jest naprawdę jego córka, co nie zmienia postaci rzeczy, że
            jest mu nadal przykro. Rozmawialismy o tym wczoraj, myslę, że larwa
            chce całkowicie go odsunąć z jej zycia. Zastanawiam sie co lepsze,
            trwać w takich chorych układach i dostawać co i rusz kopa w dupę,
            czy lepiej się wycofac i sobie odpuścić. Młoda też z każdą wizytą
            jest co raz bardziej zdystansowana do ojca. Kiedys się wkurzałam, że
            nie ma przy niej chwili spokoju, bo tatusiuje ciągle i wymaga non
            stop uwagi ze strony M, a wczoraj nawet mu buzi nie dała na
            pożegnanie jak ja odprowadzał pod klatkę. Nie wiem, co radzić mojemu
            M.
    • mamba30 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 13:33
      Tak, masz racje Burza, M dał dupy. Hodował a nie wychowywał, żeby
      zadośćuczynić temu, że juz z młodą nie mieszka. Larwa jest
      wyrachowaną kobietą i młoda to przejmuje. Ja już dawno sobie
      odpuściłam jakiekolwiek próby "wychowywania" małej. M zaczął się
      starać, ale wszystko co mowi, tłumaczy przenika przez nią.

      Ja sobie też nie wyobrażam, żeby moje dziecko zachowywało się w taki
      sposób w stosunku do innych. W sobotę wieczorem do 60-paroletniej
      cioci M powiedziała a TY dlaczego jeszcze tu jesteś, przecież chyba
      nie będziesz nocowała, jedź do domu.... Do mnie kiedyś w moim domu
      powiedziała cicho bądź, jak wołalam M z pokoju. Nawet dowidzenia nie
      powiedziala, jak wyjeżdżaliśmy od teściów. Nie mogę się patrzec na
      to dziecko, mam alergię.

      Może wizyta u psychologa byłaby dobrym rozwiązaniem dla M, nie wiem
      tylko, czy skorzysta. Mężczyźni maja z tym chyba problemy niestety.

      A larwie to mam ochotę normalnie miske sklepać, za te jej słowa, że
      M się wpieprza z butami w ich zycie. Co za parszywe babsko, brrrr
    • madalenka25 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 15:04
      to ja z innej strony smile) ja do swojego Ojczyma mówiłam tato choc
      miałam kontakt z Ojcem i nikt mnie do tego nie zmuszał tylko było mi
      wygodniej i nikt sie nie dopytywał kto?co? i dlaczego? i mój Ojciec
      o tym wiedział a co myslała moja macocha to mnie guzik obchodzi bo
      kawał suki z niej było i dzis wiem że mąciła strasznie mojemu Ojcu w
      głowie - a w stosunku do mnie ciągle udawał taka milutką że jak
      wspomne to słabo mi się robi - ale to stare czasy smile

      Mamba może Młodej jest tak wygodniej - pomijając inne zachowania-
      czasem moja Córa w szkole nie tłumaczy "zawiłości" domowych i nie
      tłumaczy koleżankom że to nie jest jej ojciec bo jej tak wygodniej
      • luna67 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 18:49
        Madalenka25, bardzo przykro mi czytac twoja wypowiedz: "ze twoja macocha to:
        "kawał suki z niej było i dzis wiem że mąciła strasznie mojemu Ojcu w
        głowie"sad(( wlasnie tego sie zawsze obawialam od moich pasierbow. Mala te same
        slowa do naszych znajomych mowila...;-(((

        Nadskakliwalam pasierbom ponad 5 lat (ubieralam, karmilam, kupowalam, jezdzilam
        na urlop do cieplych krajow, itd.), ale i tak co bym nie zrobila bylo zawsze zle
        (wiem, ze to wina ich matki i ojca, ale...).

        Po przeszlo 5-ciu latach takiego niedoceniania, mialam dosyc..., rozstalam sie z
        ich ojcem....

        Mloda teraz dzwoni do mnie, przeprosila..., ja sie na nia nie gniewam, gdyz
        13-stoletnim dzieckiem nalezalo madrze pokierowac i pokazac co zle a co dobre, i
        tu zawinil moj byly M (nie mowiac juz o Exi).

        Bylam wlasnie wczoraj z mloda na kreglachsmile))... my dwie... (nie do pomyslénia
        wczesniej)smile bez taty i mamy (ale wiedzieli o tym)smile Bylo naprawde fajnie,
        zaprzyjasnilismy sie z fajna rodzinka z dwojgiem dzieci (dziewczynki w wieku
        mlodej) i umowilismy sie znowu za 2 tygodniesmile
        • madalenka25 Re: No to się M doczekał :( 04.12.07, 08:56
          Wyluzuj Luna - a Pani usłyszała ode mnie, co miała usłyszeć - taki
          typ ze mnie, że mówię zainteresowanemu a nie za jego plecami

          długa historia i dla mnie bardzo przykra bo w tym wszystkim
          najbardziej jest winny mój od trzech lat nieżyjący Ojciec bo jak
          większość facetów nie umiał albo nie chciał się jej przeciwstawić -
          potrafiła na alimentach napisać takie teksty, że nie chce ich nawet
          cytować, nie powiadomiła mnie o śmierci - Tata najpierw zaginął
          potem znaleziono go martwego - dowiedziałam się od obcych

          jako dziecko wyczuwałam staszny fałsz, ale byłam dzieckiem i
          wszystko brałam za dobra monetę, bo jestem tak wychowana - potem w
          pięknym stylu skłóciłam mnie z Tatą na parę dobrych lat, był
          prokurator, sąd - nie życzę żadnemu dziecku takiej "huśtawki" nawet,
          gdy jest dorosłesad

          A dziś strasznie się cieszę, że umiałam mu tę „słabość” wybaczyć i
          że zdążyliśmy przed jego śmiercią naprawić nasze stosunki, że poznał
          swoja wnuczkę, że był przez parę chwil w jej życiu – bardzo się to
          nie podobało jego żonie – bo wiesz może się o majątek upomnę sad
          • natasza39 Re: No to się M doczekał :( 04.12.07, 11:31

            Smutne, ale niestety tak już w życiu jest.
            Są ludzie i taborety. Na taboreta macochę trafiła madalenka.
            A Ty luna myslisz, ze inni sa tacy jak Ty.
            No niestety nie sa tacy....
            ---------------------------------------------------------------------
            Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
            głupcami.
    • nangaparbat3 Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 19:18
      Przypomniał mi sie moj siostrzeniec, ktory wlasnie w wieku 8-9 odezwal sie do
      mnie: posuń się, tu kupo śmieci, i w ogole wynos się z mojego domu.
      Teraz ma 13, jest ujmujaco delikatny, uprzejmy, uważny.
      To na temat naburmuszenia, nieuzywania "Dzień dobry" etc. i tym podobnych.
      Co do nazywania nexta exi (nota bene permanentne nazywanie jej "larwą" to też
      nie wersal) "tatą" to rozumiem, ze przykre, ale nie demonizowałabym, raczej
      starałabym się przekonać M, ze nie jest to aż tak ważne (bo i tak uważam).
      Natomiast WYRZUCENIE CHOMIKA PRZEZ OKNO
      • nangaparbat3 c.d. 03.12.07, 19:22
        WYRZUCENIE CHOMIKA PRZEZ OKNO bez bez watpienia wskazuje na konieczność
        zasięgniecia porady u psychologa, i to jak najpredzej.
      • 13monique_n Re: No to się M doczekał :( 27.12.07, 14:31
        Nango,
        a ja mogę powiedzieć jedno. Mój obecny Partner bardzo by cierpiał, gdyby jego
        dziewczynki powiedziały do nowego partnera ich mamy "tato", a on sam nie pozwoli
        właśnie z tego powodu nawet na taką próbę (gdyby zaistniała) moim dzieciom w
        stosunku do siebie.
        W dzisiejszych czasach posługiwanie się imionami przez dzieci jest do przyjęcia.
        I można budować więzi nie będąc związanymi więzami krwi. Co nie oznacza, że
        będziemy używać słów zarezerwowanych dla pewnych najbliższych osób.
        Jeśli ojciec jest ojcem kontaktowym (trudno, zrobił sporo błędów, ale wśród nich
        nie ma braku miłości do córki), to chce być jedynym tatą na świecie.
        • nangaparbat3 Re: No to się M doczekał :( 27.12.07, 17:44
          Wiesz, ja rozumiem, że on chce, ale nie zawsze wychodzi tak jak chcemy, a w tej
          sprawie nie da sie zrobic nic, ale to nic na siłę. a jak sie nie da zmienić
          rzeczywistości - w kazdym razie nie z dnia na dzień - trzeba ją znosić, czasem
          przeczekiwać (z dziećmi to często tak.)
          Ponieważ z innych faktow wynika (zwlaszcza chomik), ze dziecko jest zaburzone po
          prostu i przydałaby sie terapia, tym bardziej - nic na siłę.
          Natomiast ponieważ troszke znam Twego Partnera, moge sądzić, ze Jego corki
          zawsze bedą wiedziały, ze mają tego jednego jedynego tatę.
          Ale sama widzisz, ze to w najwiekszej mierze od Niego zalezy smile)
          • 13monique_n Re: No to się M doczekał :( 27.12.07, 23:45
            nangaparbat3 napisała:

            > Wiesz, ja rozumiem, że on chce, ale nie zawsze wychodzi tak jak >chcemy,
            Wiesz, ja wiem, że czasem wychodzi inaczej. często im bardziej chcemy, tym
            bardziej się napinamy i mniej wychodzi.

            > Ponieważ z innych faktow wynika (zwlaszcza chomik), ze dziecko jest >zaburzone po
            > prostu i przydałaby sie terapia,
            Tylko kto ma to zrobić? Jej tata, który błędnie pojmował miłośc do dziecka
            (hodowanie, a nie wychowywanie), ale bardzo mu zależy?

            > Natomiast ponieważ troszke znam Twego Partnera, moge sądzić, ze >Jego corki
            > zawsze bedą wiedziały, ze mają tego jednego jedynego tatę.
            No, zgoda. Wiem doskonale, że to ojciec i jego dbanie (zarówno w trakcie trwania
            małżeństwa z matką dzieci, jak i po jego zakończeniu) o relację z dzieckiem ma
            przemożny wpływ. Wiem na podstawie zachowania mojego Partnera. Wiem na podstawie
            zachowania mojego Ojca.
            Tylko tutaj Tata po prostu ucierpiał, moim zdaniem zbyt mocno. Bo mimo błędów,
            to jemu na jego córce wyraźnie zależy. MOże nie umiał jej mądrze kochać, ale jednak.
    • elakuz Re: No to się M doczekał :( 03.12.07, 19:48
      Czesto sie zastanawiam czytajac podobne posty, czemu rodzice robia
      to wlasnym dzieciom i co chca tym osiagnac. Nie wierze, ze w domu
      tego dziecka mowi sie dobrze o ojcu i zwraca uwage na jej
      zachowanie. Chyba jej mama nie zastanawia sie, ze za chwile moze tak
      samo zachowywac sie wobec niej, szczegolnie jak wejdzie w tzw.
      trudny wiek.
      Ja bym doradzala twojemu M cierpliwosc i mimo wszysto nie
      rezygnowanie ze spotkan. Jest mu przykro, ale to jeszcze dziecko,
      nie zdaje sobie sprawy. Moze powinien jej wyjasnic, jak jej slowa sa
      odbierane przez innych ludzi (w tym ojca, babcie, ciebie i
      kolezanki). Na twoim miejscu nie angazowalabym sie w "wychowanie"
      mlodej dla zdrowia psychicznego a prezent niech wybierze dla niej
      tata. Zycze powodzenia w nowej pracy, jestes zadowolona?
    • ataner30 Re: No to się M doczekał :( 05.12.07, 17:11
      a czy twoj M probowal z dzieckiem rozmawiac na ten temat? Ja mysle ze powinien
      jasno i wyraznie powiedziec ze jest mu przykro i mlodej jakos wytlumaczyc ze
      tylko on jest jej tata i nie powinna mowic tak do nikogo innego.

      Piszesz ze twoj maz zostawil exiarze urzadzone mieszkanie, samochod i nowy facet
      przyszedl na gotowe. No coz - twoj M. to taki troche frajer, podejrzewam ze
      robil to "dla dobra dziecka", ale na podzial majatku nigdy nie jest za pozno smile))
    • mamba30 Po pierwsze melduje, że żyję :) 16.04.08, 14:41
      Zapracowana na maxa, ale jeszcze dycham. Dzisiaj mam wolny dzien, bo
      mialam masę spraw w urzędach.

      Co do całego tematu to sprawa wyglada nastepująco na chwile obecną:

      M nadal utrzymuje kontakty z młodą, chociaż nie powiem, ja mam cały
      czas do niej żal o sytuację i moja niechęć się nie zmieniła. Ale to
      nie jest istotne, bo przecież to o eMa chodzi a nie o mnie smile
      Telefon młoda otrzymała jako prezent. M jej powiedział, że teraz
      może do niego dzwonić, kiedy bedzie miała ochotę. Nie wiem, czy
      dobrze zrobiłam, ale poradziłam M, żeby poczekał na ruch ze strony
      córki, żeby pokazała, że jednak mimo nazywania tatą ojczyma, zależy
      jej na własnym ojcu. minał Nowy Rok i cisza... 10 stycznia o
      godzinie 9.15 zadzwoniła do M mamusia z awanturą o alimenty.
      Przelewy robie ja i z początkiem roku iałam kilkudniowy wyjazd
      słuzbowy. Przelew na alimenty pusciłam 9 stycznia i bank nie
      zaksięgował z rana 10 tej wpłaty, tylko pewnie koło południa -
      mowiłam, M to tylko bankomat.

      Święta młoda spędziła z mama i ich nową rodziną, więc nie otrzymała
      prezentów od dziadków i siostry M. M po 5 tyg. ciszy od młodej nie
      wytrzymał i zadzwonił do ex, że chciałby sie spotkać z córką, zabrac
      ja do rodziny po prezenty. Może ja na to patrzę jakoś idiotycznie,
      ale nic na to nie poradzę... Po krótkim czasie młoda puściła M
      strzałke na kom. Tak jak sie wcześniej nie odzywała, tak na wieść o
      prezentach od razu, przynajmniej ja to tak odebrałam i inna
      późniejsza sprawa mnie w tym utwierdziła.

      M ja zabrał po prezenty i rozmawiał na temat braku kontaktu z jej
      strony. W koncu po to dostała telefon. Osobny rozdział, że telefon
      dostała z pakietem pieniężnym, ale mama zabrania jej z niego dzwonić
      do ojca, ma tylko puszczać strzałki. Tak jest do terj pory zresztą,
      dlatego M nie opłaca doładowań. Kolejny kontakt niestety młoda
      wykonała po kolejnych 3 tygodniach. Była wtedy u rodziny ojczyma i
      inni jej dokuczali. Niestety i tam już sie spaliła w kontaktach,
      cóż, nie dziwi mnie to...

      Tersaz młoda sie uaktywniła w puszczaniu strzałek, bo ma w maju
      Komunię. Nawet w ostatni weekend M ja zabrał do dziadfków, bo miała
      dla nich zaproszenie. Kolejna obłuda ze strony ex. Buntowała
      dzieciaka przeciwko tym ludziom, broniła kontaktyów, wyzywała i
      oczerniała do dziecka. Widze to tak, że tu vchodzi o prezenty, bo to
      są zamozni ludzie sad W tym przxypadku jakos ex sobie o nich
      przxypomniała i do koscioła zaprosiła.

      Nie muszę chyba dodawać, że ja zaproszona nie jestem. M dostał
      imienne zaproszenie tylko dla siebie. Nie zdziwiło mnie to co
      prawda, ale... No właśnie ale... No nie mogę sie wyzbyć niecheci do
      tego dzieciaka.

      Wygadałam sie, teraz możecie mi nawtykać. Dzisiaj miałam wolne od
      tyrki, więc biorę na klate smile
      • kasia_kasia13 Re: Po pierwsze melduje, że żyję :) 16.04.08, 15:57
        > Nie wiem, czy
        > dobrze zrobiłam, ale poradziłam M, żeby poczekał na ruch ze strony
        > córki, żeby pokazała, że jednak mimo nazywania tatą ojczyma, zależy
        > jej na własnym ojcu.

        Dal mnie tego tyou "gierki", unoszenie sie duma i niedzwonienie jako pierwszemu to nie jest dojrzale zachowanie na poziomie doroslowego faceta w stosunku do osmioletniej corki.

        > Nie muszę chyba dodawać, że ja zaproszona nie jestem. M dostał
        > imienne zaproszenie tylko dla siebie. Nie zdziwiło mnie to co
        > prawda, ale...

        Coz, chyba trudno, zeby mala zapraszala na komunie osobe jej tak niezyczliwa jak Ty.
        • kasia_kasia13 ps 16.04.08, 15:59
          To nie Mala jest koszmarna, to Twoj M. oraz Larwa sa rodzicami do doopy, trudno okreslic, ktore z nich bardziej.
        • mamba30 Re: Po pierwsze melduje, że żyję :) 16.04.08, 16:07
          To nie chodziło o gierki, chociaż mozna to z boku tak odebrać. Mała
          dostała narzędzie do bezpośredniej i nieograniczonej komunikacji z
          ojcem i wykorzystała tyo tak, jak uważała. Ta komunikacja wczesniej
          bardzo mocno kulała, bo odkąd wrocili do Polski rodzice ex, ona za
          wszelką cenę te kontakty utrudniała. Również nie jestem pewna, czy
          to był dobry pomysł, o czym zresztą napisałam. Mozna jednynie wysnuć
          wnioski, na ile dziecku naprawdę zależy na ojcu, na ile zbudowali
          poprawne więzi (tu rola nie tylko ojca, ale i matki - gdyby była w
          porządku, to nie działoby sie wiele rzeczy) bądź na ile ojciec
          świadomie lub nie dał doopy.

          Nie wiem Kasiu, na ile znasz historie mojego macochowania, więc się
          nie ustosunkuje do tej części wypowiedzi...
          • babe007 Re: Po pierwsze melduje, że żyję :) 16.04.08, 16:35
            Nie wielbę swojego ex, ale muszę przyznać, że to on dzwoni do dzieci
            (prawie codziennie)i jeszcze (na szczęście) nie wpadł na pomysł,
            żeby sprawdzać "jak bardzo dzieciom na nim zależy" przez
            zaprzestanie kontaktu. Nie wiem jak długo trwałoby w takiej sytuacji
            milczenie, bo dzieci zazwyczaj zajęte są swoimi sprawami i nie myślą
            o takich "bzdetach" jak dzwonienie do matki czy ojca. Nie mówiąc o
            tym, że próba tworzenia więzi poprzez rozmowy telefoniczne (zamiast
            bezpośrednich kontaktów) zazwyczaj spełza na niczym...

            I żeby było jasne, nie neguję, że Mała zapewne nie czuje potrzeby
            kontaktu z tatą (co jest przykre), ale uważam pomysł z czekaniem na
            JEJ telefon, za chybiony. No tak to już jest, że to rodzic,
            szczególnie ten "dochodzący" powinie dbać o nawiązanie (a później
            podtrzymanie) więzi, a nie dziecko. Odwróć całą tę sytuację i
            przyłóż do swojego syna (i jego ojca). Co widzisz?
            • mamba30 Re: Po pierwsze melduje, że żyję :) 23.04.08, 14:37
              babe007 napisała:
              > I żeby było jasne, nie neguję, że Mała zapewne nie czuje potrzeby
              > kontaktu z tatą (co jest przykre), ale uważam pomysł z czekaniem
              na
              > JEJ telefon, za chybiony. No tak to już jest, że to rodzic,
              > szczególnie ten "dochodzący" powinie dbać o nawiązanie (a później
              > podtrzymanie) więzi, a nie dziecko.

              Uważam, że M się starał o to i to bardzo. Nie jego raczej wina, że
              ex w tym temacie miała zgoła odmienne zdanie. Bywało tak, że i przez
              3 tyg. pod rząd kłamała, że gdzieś jadą, że są zajęci, żeby M sie z
              córką nie spotkał. Jak mielismy coś poplanowane, to na ostatnią
              chwilę trzeba było z tego rezygnować, bo ex zadzwoniła, że łaskawie
              M może wziąć córkę. Szlag mnie trafiał, bo to sie zdarzało
              nagminnie, a my siłą woli byliśmy uzależnieni od dobrej woli larwy.

              Tak, czekał na jakiś kontakt od c.órki, chciał się przekonać po tym,
              jak się okazało, że m.owi do tamtego tato, czy jej na nim jeszcze
              zależy.

              Odwróć całą tę sytuację i
              > przyłóż do swojego syna (i jego ojca). Co widzisz?


              Wolałabym nie przykładać, bo u mnie jest zgoła inna sytuacja. Odkąd
              założyłam tatuskowi sprawę o alimenty, to zaczął do syna wydzwaniać,
              jak na sraczkę. Dzwoni niemalże codziennie. Syn wyłącza dzwonek, nie
              odbiera telefonów, potrafi przez 2 dni nie ładować rozładowanej
              komórki, bo nie ma ochoty na tak częste telefony. Ex go potem
              opierdziela, dzieciak aż się boi odbierać tych telefonów. Ostatnio
              ex się na syna obraził i jak ten kilka razy do niego dzwonił po
              kilku dniowej przerwie, to rzucał mu w słuchawkę, że teraz ma go w
              nosie skoro nie odbierał i się rozłączał.
          • kasia_kasia13 Re: Po pierwsze melduje, że żyję :) 17.04.08, 12:53
            Mamba, to jest osmioletnie dziecko. Dziecko, ktore jest w tym wszystkim bardzo
            zagubione, pomiedzy robiaca jej duza krzywde matka, nieudolnym wychowawczo i w
            gruncie rzeczy malo dojrzalym ojcem i nieprzyjaznie nastawiona Toba. Tak to
            widze. Piszesz o niej nie tylko niechetnie, ale tez w taki sposb, jakbys uwazala
            ja za osobe dorosla, o uksztaltowanym (zlym) charakterze i oczekiwala od niej
            zachowan na poziomie osoby doroslej. Jednoczesnie Twoj M. w swoich zachowaniach
            sam sie zniza do poziomu piaskownicy. To on ma byc w tym wszystkim dorosly, nie
            "obrazac" sie na dziecko, nie narzekac, ze Mala jest zle wychowana tylko wziac
            za nia i za jej wychowanie odpowiedzialnosc, Tylko nie pisz, ze Larwa utrudnia,
            Mala telefon ma i zdaje sie ze to tatus ostanio nie zdzwonil.
            • marusia1 Re: Po pierwsze melduje, że żyję :) 18.04.08, 00:12
              kasia_kasia13 napisała:
              Tylko nie pisz, ze Larwa utrudnia,
              > Mala telefon ma i zdaje sie ze to tatus ostanio nie zdzwonil.

              Gdy nasz Młody był jeszcze u matki, zanim go wyrzuciła, dzwoniliśmy do niego
              prawie codziennie na stacjonarny. Oczywiście telefon był na nasłuchu, a później
              ex kazała Młodemu (miał wtedy 10 lat) wracać do domu z podwórka o godz. 21, co
              było oczywiście zbyt późną porą na telefony tatusia. W między czasie były smsy.
              Telefon Młody miał kontrolowany, więc go chował w dziwnych miejscach. Aż w końcu
              przestał odbierać od nas połączenia na komórkę. Ie mogłam tego zrozumieć. Mąż
              twierdził, że on po prostu boi się matki i nie chce jej pokazywać, że ma z nami
              kontakt. Teraz jest on nami. W zeszłe wakacje był u matki. Dzwonił do nas, gdy
              nie było jej w pobliżu. Kiedyś, gdy mój M. zadzwonił do niego, miał pretensję,
              że nie w porę, a następnym razem, gdy usłyszał głos matki (wróciła do domu) - po
              prostu rozłączył się bez słowa. Tak więc różnie to bywa. Często dziecko nie
              kontaktuje się z drugim rodzicem, bo ma poczucie winy wobec tego, z którym mieszka.
              A ex dzwoni teraz do niego, gdy my jesteśmy w pracy, by Młody zdał jej relację.
              My go uczymy, że takie kontakty są czymś naturalnym i nam nie przeszkadza, że
              dzwoni do matki, ani nie interesuje o czym z nią rozmawia. Oby nam tylko nie
              szkodziła, dlatego ma zakaz opowiadania o naszym życiu. Może matce gadać tylko o
              sobie, szkole, kolegach itp. Cenię sobie prywatność. Tym bardziej przed złą kobietą.
            • mamba30 Re: Po pierwsze melduje, że żyję :) 23.04.08, 14:45
              kasia_kasia13 napisała:

              > Mamba, to jest osmioletnie dziecko. Dziecko, ktore jest w tym
              wszystkim bardzo
              > zagubione, pomiedzy robiaca jej duza krzywde matka, nieudolnym
              wychowawczo i w
              > gruncie rzeczy malo dojrzalym ojcem i nieprzyjaznie nastawiona
              Toba. Tak to
              > widze.

              9 letnie dziecko i chyba dużo mniej zagubione, niz się może
              Wam/Tobie wydawać. Zgadzam się z Tobą, że ojciec jest nieudolny
              wychowawczo a ja nieprzychylnie nastawiona, ale ona sobie na to
              pracowała 3 lata. Może dla jednych to mało, ale dla mnie
              wystarczająco duzo, żeby zmienić nastawienie. Matka Teresą z Kalkuty
              nie jestem i moje nerwy i cierpliwość r.ownież mają swoje granice.

              Piszesz o niej nie tylko niechetnie, ale tez w taki sposb, jakbys
              uwazal
              > a
              > ja za osobe dorosla, o uksztaltowanym (zlym) charakterze i
              oczekiwala od niej
              > zachowan na poziomie osoby doroslej.

              Piszę w taki sposób, w jaki czuję. To dziecko ma zły charakter,
              zapewne w dużej mierze ukształtowany przez oboje rodziców. Tylko
              dlaczego to ma sie ciągle na mnie odbijać? Nie oczekuje od niej
              zachowań na poziomie dorosłej osoby. Wystarczy mi poprawne
              zachowanie, jak na dziecko przystało i adekwatne do wieku oraz
              podstawy szacunku do mnie i otoczenia. Chyba nie mam zbyt
              wygórowanych fantazji?

              Jednoczesnie Twoj M. w swoich zachowaniach
              > sam sie zniza do poziomu piaskownicy. To on ma byc w tym wszystkim
              dorosly, nie
              > "obrazac" sie na dziecko, nie narzekac, ze Mala jest zle wychowana
              tylko wziac
              > za nia i za jej wychowanie odpowiedzialnosc,


              To był mój pomysł i zapewniam Cię, że on się na dziecko nie obraził.
              Nigdy.
              Zgadzam się, że powinien wziąć się za jej wychowanie, ale czy to
              zrobi i w jaki sposób, to juz zależy od niego. Dobrze zresztą wie,
              jakie mam zdanie na temat jego tatusiowania i że nie jest ono
              pochlebne. Ostatnio dużo na ten temat rozmawialiśmy. Wiem, że sporo
              zrozumiał i mam nadzieję, że zacznie wprowadzać to w życie.

              Tylko nie pisz, ze Larwa utrudnia,
              > Mala telefon ma i zdaje sie ze to tatus ostanio nie zdzwonil.


              O, tu bym mogła cały elaborat napisać o larwie i jej utrudnianiach,
              ale kiedyż juz o tym pisałam.
        • cleopa Re: Po pierwsze melduje, że żyję :) 16.04.08, 17:09
          Kasiu kiss


          Mamba z jednej strony rozumiem że jest Ci cięzko wykrzesac uczucia
          dla dziecka Twojego faceta ale tym niemniej to tylko
          dziecko...Spójrz na młoda po prostu jak na małą dziewczynkę,ktora
          prawdopodobnie gubi sie w wszych przepychankach i wzajemnych
          nienawiściach i oskarżeniach...Wasze wymagania w stosunku do niej
          też są zbyt wygórowane to tatuś powinen w zaistniałej sytuacji
          rozbitej rodziny próbowac utrzymywac kontakty z córka i starac sie
          aby ona wiedziała że jest dla ojca ważna i jedyna....
    • kowalka33 Re: No to się M doczekał :( 18.04.08, 10:21
      Cóż Mambo grunt to mieć dobrego wroga-ośmioletnie dziecko świetnie sie do tego nadaje można walczyć z nim jak z równym, czy tobie nie wstyd dziewczyno tak pisac o dziecku , w zasadzie to kto tu jest agresywny kto obrzuca kogoś błotem , kto nazywa byłą zone larwa -wiesz co nie wierzę ci jestes podła i zazdrosna i dlatego pomyje na forum wyrzucasz , przyznaj sie wprost i koniecznie powiedz swojemu konkubentowi że nie trawisz dzieciaka -to jasna sprawa i czysta sytuacja a nie płaczesz ze m skrzywdzony bo tak naprawdę tu nie o krzywdy chodzi ale o twój problem -tak niektórzy mają z natury nie lubia obcych (a swoją drogą to dla ex jesteę suka czy może Qurwa co )
      • mamba30 Re: No to się M doczekał :( 23.04.08, 14:51
        kowalka33 napisała:

        > Cóż Mambo grunt to mieć dobrego wroga-ośmioletnie dziecko świetnie
        sie do tego
        > nadaje można walczyć z nim jak z równym, czy tobie nie wstyd

        Jest mi wstyd i to strasznie i to często za zachowanie sie młodej...



        dziewczyno tak pis
        > ac o dziecku , w zasadzie to kto tu jest agresywny kto obrzuca
        kogoś błotem , k
        > to nazywa byłą zone larwa -wiesz co nie wierzę ci jestes podła i
        zazdrosna i dl
        > atego pomyje na forum wyrzucasz ,

        No, jestem strasznie zazdrosna, napewno o dziecko, byłą zonę,
        alimenty, nexta, exa, nexię, o powietrze, które wdychają. Straszne
        babsko ze mnie. Wysmienicie mnie prześwietliłaś.


        przyznaj sie wprost i koniecznie powiedz swoj
        > emu konkubentowi że nie trawisz dzieciaka -to jasna sprawa i
        czysta sytuacja

        Mój MĄŻ doskonale wie, że nie lubie jego dziecka, więc trafiłaś jak
        kulą w płot, ale dalej, śmiało pisz, co jeszcze wiesz o mnie i moim
        życiu.



        a
        > nie płaczesz ze m skrzywdzony bo tak naprawdę tu nie o krzywdy
        chodzi ale o twó
        > j problem -tak niektórzy mają z natury nie lubia obcych

        He, he, normalnie mnie rozbawiłas moja droga, cvo raz lepiej Ci
        idzie wgłębianie sie w moja duszę.


        (a swoją drogą to dla e
        > x jesteę suka czy może Qurwa co )


        Bingo, co prawda o suce nic nie wiem, ale określanie mnie mianem
        qrwy było (zapewne nadal jest) na porządku dziennym.
    • reksia Re: No to się M doczekał :( 18.04.08, 10:33
      a ja myślę, że jak ktoś nie ma problemu, to sobie go sam potrafi
      stworzyćwink
      • mamba30 Re: No to się M doczekał :( 23.04.08, 14:52
        Na Twoje posty Reksiu nie chce mi sie odpisywać, bo bez urazy, ale
        nie jestem dzisiaj w nastroju do szczekania...
        • reksia Re: No to się M doczekał :( 23.04.08, 16:34
          mamba30 napisała:

          > Na Twoje posty Reksiu nie chce mi sie odpisywać, bo bez urazy, ale
          > nie jestem dzisiaj w nastroju do szczekania...

          to z tym szczekaniem to juz nudne wink ileż można ten sam dowcip
          powtarzać ?

          tak czy inaczej smile mam na szczęście prawo do innego zdania na
          temat smile
          • mamba30 Re: No to się M doczekał :( 23.04.08, 16:39
            reksia napisała:
            > tak czy inaczej smile mam na szczęście prawo do innego zdania na
            > temat smile


            Ależ miej to swoje prawo i to swoje zdanie, tylko przestań proszę
            szukać drugiego dna oraz dorabiać doopie uszu. Przynajmniej jeśli
            chodzi o moje życie.
    • reksia Re: No to się M doczekał :( 18.04.08, 11:39
      U mnie jest podobny przypadeksmile tylko, że u nas dla nikogo z
      dorosłych nie stanowi on problemusmile

      Mój syn opowiadając o ojczymie, swoim znajomym, zawsze mówi o
      Nim "mój tata” i M jest bardzo dumny z tego faktu.

      Ojciec dziecka, gdy zauważył takie właśnie zachowanie małego, zaczął
      się o
      kontakty z synem bardziej starać .
      Nikt jednak z dorosłych nie zrobił z tego problemusmile))))

      Wiadomo, że ojciec jest ojcem, ojczym -ojczymem, a dziecko w jakiś
      sposób musi funkcjonować i ułatwia sobie to, co ułatwić sobie w
      życiu może.
      Myślę, że dziecko ma prawo obrony własnej psychiki, tam gdzie tylko
      Jest to możliwe.

      Dziecko ma prawo do tego by nie tłumaczyć każdemu z kolegów
      Zawiłości rodzinnych.

      Wiadomo, że skoro mieszkamy razem z M i dziećmi od lat, to jesteśmy
      postrzegani, jako pełna rodzina. Taką też na codzień stanowimy.

      Dziecko ma prawo do ułatwiania sobie swojego życia.

      Cieszę się z faktu, że Ex w tak bardzo dojrzały sposób podszedł do
      decyzji synka.

      Chodź wcześniej też zdarzało mu sie tak patologiczne podejście,
      jakie
      Mambo opisujesz; PPP



    • reksia Re: No to się M doczekał :( 24.04.08, 09:02
      by oszczędzić innym czytania naszej (najprawodopodobnie dla innych
      nieprzyjemnej) wymiany zdań, zapraszam na privsmilejeśli wogóle jest
      jeszcze coś do powiedzenia w tym temacie
      • mamba30 Re: No to się M doczekał :( 24.04.08, 10:39
        Reksiu, wybacz, ale nie widzę powodów ani sensu, żeby cokolwiek
        dalej maglować na privie. Napisałaś to, co napisałaś, wg własnego
        postrzegania sprawy i IMO w ogóle nie obiektywnie, Twoje prawo. Mnie
        sie nie chce dyskutować i udowadniać Tobie, że jest inaczej. Ci,
        którzy mnie i mojego M lepiej znają, z pewnością szerzej rozpatrują
        ten temat, nie skupiając sie wyłącznie na tym, żeby za wszelka cenę
        pokazać mi, że jestem wredna zdzira a m.ój chłop to kawał mendy. Na
        ich opinii mi zależy, więc jak już to zostało przez Was napisane
        sprawa zamknięta.

        I żeby była jasność, ja do Ciebie osobiście nic nie mam, a wręcz
        przeciwnie, bardzo Ci współczuje układu, jakiego jesteś udziałem, bo
        sporo osób w Twoim otoczeniu postepuje nie fair. Ty nosisz swój
        krzyż, ja noszę swój. Ja nie neguje Twoich wypowiedzi zakładając z
        góry, że są kłamstwem, wiec proszę, postaraj się innych również
        mierzyć taką miarką. Pozdrawiam.
Pełna wersja