czy corka powinna byc na slubie?

18.01.08, 12:24
Kochane, ostatnio jakos mi sie dylematow nazbieralo... Exia z Mloda
wyjezzdaja juz prawie na pewno, NM nawet jakos sie z tym pogodzil.
Ale teraz nagle pojawilo sie inne pytnie, zreszta chyba kiedys juz
na forum obgadywane szeroko. Planujemy slub. Rozumiem, ze NM bardzo
chce zeby mala na nim byla, zeby wiedziala ze sie od niej nie
izolujemy i ze ma w nas jakas tez rodzine. Kiedys o tym
rozmawialismy i wyjasnilismy sobie (tzn ja wyjasnilam), ze ok, ale
to jest NASZ dzien a jego corki i to my we dwoje mamy byc
najwazniejsi. Tylko ze teraz sytuacja zmienila sie logistycznie. Bo
tak, trzeba pojechac na lotnisko, gdzie mala bedzie mieszkac (noc
poslubna w mieszkaniu z jego corka???), trzeba odwiezc, zajac sie
etc. Dodam ze nie ma zmotoryzowanych dziadków, a bylej tesciowej NM
raczej na wlasnym slubie nie chcialabym widziec...Nie chce prosic
moich rodzicow zeby zajeli sie mala, bo to chyba tez nie o to
chodzi. Wiec co, zaprosic na slub eksie??? Moze to wszystko
smiesznie brzmi, ale w praktyce niestety okazuje sie prawdziwym
problemem sad
    • lilith76 Re: czy corka powinna byc na slubie? 18.01.08, 13:04
      Przypomnij ile lat ma dziewczynka.
      Czy zostali jacyś znajomi z czasów związku z eks, członkowie rodziny M, z którymi też jesteście zaprzyjaźnieni, zaprosiliście ich na ślub i mogli by wam pomóc - np. odebrac dziecko z lotniska, zabrać na ślub, po ślubie odwieźć do dziadków (wesele nie jest chya aż tak konieczne) - w ramach prezentu ślubnego dla was (bo to jednak zabiera sporo czasu i zachodu).
      • mariadelmar Re: czy corka powinna byc na slubie? 18.01.08, 13:22
        11 lat, wiec gdyby byla na miejscu wszystko poszloby pewnie latwiej.
        Ja sie tylko boje sytuacji, ze glownym problemem na slubie stanie
        sie kwestia co z mala wlasnie. Slub bez wesela, tylko z kolacja dla
        najblizszych wiec nie bedzie za bardzo z kogo wybierac zeby sie
        zajeli dzieckiem. No i nastepnego dnia bedzie pewnie musiala wrocic,
        a ja sobie wymarzylam ze pojedziemy prosto z przyjecia na kilka dni
        w gory. I strasznie to wszystko jakos przykre bo przeciez wiem ze ma
        corke ale przez ty kilka dni ja chcialam byc najwazniejsza i nie
        musiec widziec mojego NM szmoczacego sie z odwozeniem, dowozeniem i
        sprawdzaniem co chwile czy aby z wszystko ok. Dobra mozna ja na noc
        zostawic u dziadkow, ale tzn., ze albo mala jest z nami caly czas
        albo rodzice NM urywaja sie z kolacji.
        Moze przesadzam ale powoli mi sie slubu odechciewa i najchetniej to
        bym chciala, zeby mloda stwierdzila ze nie przyjedzie...
    • chalsia Re: czy corka powinna byc na slubie? 18.01.08, 13:21
      > tak, trzeba pojechac na lotnisko, gdzie mala bedzie mieszkac (noc
      > poslubna w mieszkaniu z jego corka???)

      hmmmm, a to Wy tak na poważnie z tą nocą poślubną ?? smile)))). Po
      alkoholu?/ (chyba, że nie pijecie nic nigdy i wcale)
      Bo jeśli jednak jest to tylko określenie na pierwszą noc po zawarciu
      zwiazku małżeńskiego bez "czynnościowo-tradycyjnych" konotacji, to
      córka męża w mieszkaniu raczej zawadzać nie będzie smile
      • ywwy Re: czy corka powinna byc na slubie? 18.01.08, 14:09
        Pewnie, po co ma być obecna jakaś córka podczas tak ważnej dla was
        uroczystości ! A podczas nocy poślubnej może powstanie nowe życie...
        Tylko mi akurat bardzo szkoda twojej przyszłej pasierbicy, teraz
        zawadza ci na ślubie, potem ...
      • zonka77 Re: czy corka powinna byc na slubie? 18.01.08, 15:39
        no co ty chalsia dlaczego nie? Ja miałam noc poślubną z wszystkimi urokami, w
        hotelu - po weselu (wyszlismy około 24 - reszta bawiła się dalej)

        aha - alkohol piliśmy chociaż nie w duzych ilościach, co to za fun upić się na
        własnym weselu...

        Co do obecności młodej - u nas oczywiście była i odegrała ważną rolę, zajęli się
        nią rodzice męża (ślub i wesele mieliśmy w moim rodzinnym mieście więc młodą
        trzeba było przywieźć i odwieźć - to było dosyć naturalne bo to ich wnuczka i
        nie robili problemu z tego.
        Młoda na weselu była a ja miałam swoją noc poślubną i wyjazd prosto z hotelu w
        podróż poślubną smile

        Dla czego młodą nie mieliby się zająć rodzice Twojego przyszłego męża? Nie chcą?
        Wiesz, nie muszą być zmotoryzowani, zawsze można wynająć taksówkę...
    • ciemnanocka Re: czy corka powinna byc na slubie? 18.01.08, 15:47
      a ja Cie rozumiem. mialam podobne dylematy. poczytaj archiwum z poczatku 2006. i
      tez nie chcialam, by mala byla na slubie. a uwazam ze kontakty nadal mamy
      rewelacyjnesmile
      • zonka77 Re: czy corka powinna byc na slubie? 18.01.08, 17:06
        ale w końcu mała była na ślubie i było ok - prawda ? smile
        • adwokatdiabla Re: czy corka powinna byc na slubie? 18.01.08, 18:59
          my właśnie 2 tyg. temu braliśmy slub. Małe przyjęcie w pałacu nad
          jeziorem, z noclegiem. Dzieci były oczywiście, miały swój pokój,
          Najmłodsza podawała nam obrączki... I mimo, że bawiliśmy sie wszyscy
          razem, małż tańczył sporo z córkami, ja równiez w trakcie wygłupów
          itp, to czułam się tego dnia najwazniejszą księzniczką. I noc
          poślubna była, mimo sporej ilości mojego kochanego wina... Było
          pięknie i dziewczyny naprawdę dały mi odczuć, że to tylko Nasz Dzień.
          • macosik Re: czy corka powinna byc na slubie? 19.01.08, 14:20
            My braliśmy ślub w zeszłym roku. Dzieciaki mojego M były i na
            ślubie i na weselu ( jako jedyne ). Jednak nie wypadało nie
            zaprosić. Miały po 11 i 13 lat. Przyjechały z moim nażeczonym
            wynajętym samochodem do ślubu do mnie, a później ze swoją babcią,
            czyli mamą mojego M taksówką za nami do cerkwii. Na przyjęciu
            siedziały obok dziadków i brata mojego M. Pobawiły się trochę a
            później ok. 11 moja siostra odwiozła ich taxi do domu. Więc później
            mieliśmy czas tylko dla nas i dorosłych smile..
            • barbara001 Re: czy corka powinna byc na slubie? 19.01.08, 21:53
              Córka mojego M też była na naszym ślubie. Po ślubie była na rodzinnym obiedzie,
              bawiła się z dzieciakami z mojej rodziny choć większość widziała pierwszy raz na
              oczy. Tydzień później mieliśmy wesele w schronisku dla przyjaciół, i też z nami
              była. Fakt, zajęła sie nią ciocia trochę, ale w sumie te trzy dni wesela
              spędziliśmy w tak dużym gronie, że też głownie bawiła się z dzieciakami
              znajomych, i miło to wspomina. Wcale nie przeszkadzała, a M był
              usatysfakcjonowany, przykro by mu było gdyby jej nie było, mnie w sumie też.
              • geos Re: czy corka powinna byc na slubie? 21.01.08, 09:21
                U nas też dzieci były na ślubie, bo inaczej być nie mogło. Mieliśmy przejęcie
                dla najbliższej rodziny. Dzieciaki popadały około 11 w nocy i moi teściowie
                zabrali ich do siebie. na noc. Mimo, że w ogóle tego nie planowaliśmy. Tyle, że
                my musielismy zostać jeszcze trochę.
                I było fajnie.
                Mysle, że jak na spokojnie pomyślisz to da sie wszystko tak ułozyć, żeby wilk
                był syty i owca cała. Trzeba tylko spokoju i rozsądku. Dzieciak naprawdę nie
                będzie przeszkadzał.
    • kicia031 Re: czy corka powinna byc na slubie? 21.01.08, 09:43
      Tak.
      • mara68 Re: czy corka powinna byc na slubie? 23.01.08, 09:38
        Ja przerabiałam ten "problem" w zeszłym roku. Mała miała 8 lat.
        Nie miałam kłopotu z decyzją czy ma być na ślubie, czy nie. Wydawało
        mi się to oczywiste. Zwłaszcza że jej dziadkowie, ciocie bliższe i
        dalsze były, a jakby na to nie patrzeć Mała to najbliższa rodzina
        mojego męża. Spodziewałam się również tego że mój M. będzie musiał
        się nią zająć, a przynajmnie jej nie odtrącać. Było ok, Mała niosła
        obrączki, tańczyła z tatą i innymi gośćmi, a po 24 została
        odwieziona do swojej mamy.
    • coccolona Re: czy corka powinna byc na slubie? 24.01.08, 09:24
      Ja i moj partner nie zalegalizowalismy jeszcze zwiazku. Nie wiem nawet czy do
      tego dojdzie, czy mi az tak na tym zalezy. A jesli juz do tego dojdzie, to juz
      sie o to postaram, zeby pasierbow tego dnia nie bylo w promieniu 100 km. Im
      mniej poasierby sa obecne w zyciu macoszki, tym lepiej smile Na szczescie widuje je
      bardzo rzadko. Gdy przyjezdzaja do nas po ponad miesiacu niewidzenia sie, to do
      mojego misia zwracaja sie imieniem nowego tatusia. Jaka ja mam wtedy frajde,
      nawet sobie tego nie wyobrazasz smile I o to chodzi. Oby jak najmniej obecnosci
      pasierbow w naszym zyciu.
    • adela38 Re: czy corka powinna byc na slubie? 02.02.08, 09:21
      Wydaje mi sie, ze w twojej sytuacji powinnas przekonac swojego partnera, by
      jednak jego corka nie byla obecna...
      Owe logistyczne trudnosci sa jak najbardziej wazne, bo beda powodowac dodatkowy
      stres.Dziewczyna nie mieszka z wami, a ty nie masz z nia bardzo bliskiego
      kontaktu, a wrecz przeciwnie bedzie powodowac twoj dyskomfort psychiczny... wiec
      nie ma powodu by byla na slubie.
      Jesli twoj partner chce w ten sposob zagluszyc jakies wyrzuty sumienia, to
      wybral zly sposob.Jesli chce by wasza rodzna byla rodzina takze dla jego corki
      musi bardzo sie starac bys ty takze tego zechciala...
      Nie powinnas godzic sie na cos co ci nie odpowiada, bo akurat ten dzien bedziesz
      bardzo dlugo wspominac...
      Powinnas po prostu popracowac nad argumentami na swoja korzysc i naklonic do
      tego partnera... Bardzo dobrze by opieraly sie one o szeroko rozumiane dobro
      dziecka i ochrone dziecka przed stresem...
      Czyli nie mowisz, ze ty nie chcesz tylko, ze dla dziecka to byloby za bardzo
      stresujace i ze w calym tym kolowrocie latwo moze sie stac, ze corka badzie
      czula sie na uboczu i pominieta... a w chcwili nieuwagi jeszcze cos sie jej
      stanie, moze sie zgubic...itp. powiedz, ze ten dzien jest dla ciebie tak wazny,
      ze boisz sie ze nie sprostasz wszystkiemu bo bedziesz wciaz martwic sie co z
      dzieckiem...I ze dobre relacje z corka nie wypracowuje sie obecnoscia w sytuacji
      stresujacej, na slubie, tylko na spokojnie w codziennym zyciu...
      • coccolona Re: czy corka powinna byc na slubie? 02.02.08, 11:56
        Zgadzam sie z Adela. To ma byc Twoj dzien, jeden z najwazniejszych w Twoim
        zyciu. Niech Ci nikt go nie popsuje.
      • mrs_ka do adeli 04.02.08, 00:11
        W codziennym zyciu też kierujesz się zasadą pokrętności i hipokryzji
        w stosunkach z ludźmi czy tez może jednak zdarza Ci się być
        prostolinijną i uczciwą?
        Co za beznadziejna ekwilibrystyka quasi etyczna.

        Kazdy dzień swojego życia można uczynić takim, aby było co
        wspominac. I na odwrót. Bardzo łatwo coś spartolić, kiedy widnokrąg
        przesłania nam własna dupa i jej dobro.
        Ślub człowieka z przeszłością jest wydarzeniem symbolicznym zarówno
        dla niego, jak i dla jego rodziny. Jest to umowne rozpoczęcie nowego
        rozdziału w życiu i jednoczesnie deklaracja nie wprost, kogo
        chcielibyśmy prosić o towarzyszenie nam na tej drodze. Stąd częste
        zjawisko zapraszania na "drugie śluby" znajomych, których nie było
        na pierwszym ślubie, kiedy to liczyła się głównie rodzina włącznie z
        kuzynami siódmej wody po kisielu. A jak potem pokazalo zycie: było
        to funta kłaków niewarte, bo liczą się ci, którzy przy nas stoją, a
        nie ci, z którymi łączy nas jedynie pokrewieństwo i nic poza tym.

        Usunięcie z listy gości dzieci pana młodego czy panny młodej stanowi
        równie czytelną deklarację i nie ma to nic wspólnego z
        pseudointeligentnymi argumentami o "sytuacjach stresowych dla
        dziecka", co jest doprawdy łatwe do odczytania przez każdą średnio
        myslącą osobę. W tym dla reszty gości weselnych i samego pana
        młodego, o ile zdobędzie się na chłodną ocenę sytuacji.

        I na koniec: nieobecnośc na slubie ojca czy matki jest tez
        dyskomfortem dla dziecka, które w zyciu swojego rodzica istniało
        długo przed pojawieniem się nowego partnera.
        Takie logiczne, a tak trudne do zrozumienia.

        a.
        • adela38 Re: do adeli 04.02.08, 07:57
          W tym wypadku wybierasz ktory dyskomfort jest mniejszy czy wazniejszy... dziecko
          partnera jest nie tylko jego dzieckem ale i czescia jego poprzedniego zycia oraz
          zwiazkiem z ex.Ludzie sa rozni.Nie kazdy jest w stanie pokochac obce mu dziecko
          i nie mozna jego za to winic.Nie kazde dziecko jestesmy w stanie nawet
          polubic.Przyzwoitoscia jednak w sytuacji konkliktowej lub potencjalnie
          konfliktowej unikanie tego konfliktu. Sluby sa rozne... Nie zawsze zaprasza sie
          "cala wies".Uroczystosc ta nie musi symbolizowac nic wiecej niz co jest wazne
          dla obojga jej bohaterow.Jesli jedna ze stron ma obiekcje i jak zrozumialam
          calkiem uzasadnione, to ma prawo by jej wola byla wzieta pod uwage.A co jesli
          dziecko bedzie wbrew zyczeniu jednej strony i ta strona nie bedzie w stanie
          ukryc niecheci? Czy to bedzie fajne dla dziecka, czy jego ojca, czy samej panny
          mlodej?
          Dzieci maja to do siebie ze szybko dorastaja i odchodza na swoje.Mloda para ma
          chec towarzyszyc sobie do konca zycia, wiec w sprawie jej slubu jest bardzo
          wazne by obie strony mogly przezywac te wazna chwile bez dodatkowego stresu.
          Zycie bedzie tez po slubie. Wtedy "dochodzace" sporadycznie dziecko bedzie moglo
          spotykac sie z ojcem i bedzie mialo szanse na wiez z jego nowa rodzina.
          Co do dzieci... naiwny jest poglad, ze wszystkie dzieci nasze sa... Albo, ze
          dziecko to taka glina ktora sobie ulepisz (wychowasz) jak bedziesz chciala...
          Dziecko od malego jest malym czlowiekiem i niestety nosi w sobie zawsze polowki
          zwoich rodzicow. Im starsze tym bardziej widac jakim czlowiekiem owe dziecko
          jest. Jednych ludzi lubimy , innych mniej...W tym drugim przypadku czlowiek
          cywilizowany i odpowiedzialny bedzie sie staral ograniczyc swoje negatywne
          uczucia i jesli sa silne np unikac sytuacji mogacych je prowokowac. Jest to
          sluszne i korzystne dla obu stron.
          • chalsia Re: do adeli 04.02.08, 11:02
            > Dzieci maja to do siebie ze szybko dorastaja i odchodza na swoje.

            no jeszcze szybciej zmykaka z naszego pola widzenia obcy, co nie
            oznacza, ze z tego powodu mozemy walić pięściami na oślep w tłumie.
          • mrs_ka Re: do adeli 04.02.08, 17:11
            Głeboko wierzę, że cyfra przy Twoim nicku nie okresla Twojego wieku,
            bo cały wywód pasuje raczej do młodej i bezdzietnej kobiety, którą
            w istnieniu dzieci z poprzednich małżeństw uwiera głownie to, że
            posiadają genotyp pochodzacy w połowie od eksi. A to jest typowy
            argument mniej dojrzałych partnerek, które wciąż nie pozbyły się
            zludzen, że najlepszy towar to ten nieprzechodzony, zas w
            przechodzeniu swojego partnera upatrują wady, a nie wartości
            dodanych.
            Kompletnie nie wiem, skąd teksty o miłości do cudzych dzieci. Czy ja
            pisałam coś o miłości do pasierbów? Postulowałam "wychowywanie jak
            swoich własnych"? Szłam w banał "wszystkie dzieci nasze są'?
            Nie przypominam sobie.
            Wiele macoch i ojczymów nie kocha swoich pasierbów, co wcale nie
            przeszkadza ich rekonstruowanym rodzinom funkcjonować prawidłowo i
            zdrowo. Dojście do etapu sympatii i otwartości jest sukcesem,
            dlatego też warto w sobie to wypracowywac, ale dziś nie o tym, nie o
            tym.

            Wartościowanie dyskomfortów jest zagadnieniem w tym wypadku dość
            akademickim. Matki narzeczonego też nie trzeba lubić, a na slub na
            ogól się ją zaprasza, bo jest MATKĄ. Z dzieckiem działa to tak samo.
            W życiu większości doroslych ludzi przychodzi czas, kiedy orientują
            się, że współzycie w jakiejś grupie społecznej wymaga uznania takich
            pojęć kulturowych jak dobre wychowanie, zasada szacunku, takt i tak
            dalej.
            80letniej cioci nei robisz wykładu z antykoncepcji, a zaproszonemu
            księdzu nie opowiadasz o dobrodziejstwach wolnej miłości, choćbyś
            była orędowniczką Durexa i uprawiała promiskuityzm.
            Na tej samej zasadzie gościom przybywajacym na złote gody podaje się
            coś więcej niż paluszki, a ustalając listę gości weselnych bierze
            się pod uwagę rozmaite wzgledy, w tym relacje rodzinne partnera.
            Dlatego rozważanie, jaka pokrętna argumentacja byłaby
            najskuteczniejsza w kwestii wyeliminowania obecności pasierbów na
            slubie, sprawia wrażenie dość infantylnego. Nie mówiąc już o tym, że
            jest sufitowe.
            Nie zawsze się robi co się lubi; czasem sie coś robi, bo jest to
            właściwe w danej sytuacji. Tu jest właściwe dlatego, bo jest to
            córka/syn przyszłego małżonka.

            Co więcej: w obecnosci dziecka z pierwszego małzeństwa nie ma nic
            konfliktowego. To może nei być do końca komfortowe, zgoda. Tym
            niemniej drugi związek jako taki nie jest w pełni komfortowy, co
            chyba każda z nas potwierdzi.
            Te, które szukają pelnego komfortu powinny się zainteresować
            meżczyznami bez przychówku, a i tak kiedyś wreszcie poczują zyciowy
            dyskomfort, bo jest on wliczony w samo zycie i nie da się tego
            uniknąć.

            Mieszanie kwestii przysięgi z obecnością dziecka na slubie jest
            idiotyczne. Gdzie rzym, gdzie krym? Co ma z tym wspólnego dorastanie
            dzieci i wytrwanie w tej przysiędze u rodziców?
            Kiedy chłop Ci zechce kicnąć na boczek to- zapewniam- najmniejszy na
            to wpływ będzie mieć fakt, czy dziesięć lat wczesniej jego córka
            była gościem na slubie czy tez jej nie było. To samo odnosi się do
            drugiej strony.

            natomiast zgadzam się z ostatnimi zdaniami Twojego postu, tyle ze
            nie jestem pewna, czy podobnie definiujemy "sytuacje mogące
            prowokować negatywne uczucia do dzieci".
            Zdajesz sobei oczywiście sprawę, że pod tak niedookreślony slogan
            mozna podciągnąc wszystko, w tym kontakt z pasierbami raz w
            miesiącu, ba, konieczność przelewania im alimentów?
            Jesli jednak kogos stresuje pasierb per se i wszystko, co jest z nim
            związane, to może powinien się zastanowić, czy w ogole chce pić ten
            miód?

            a.


            • adela38 Re: do mrs-ka 04.02.08, 21:16
              Przykro, ze cie rozczaruje, ale cyfra przy moim nicku zdazyla sie juz nawet
              troszke zestarzec ;o)
              Mam duze doswiadczenie ww wymienionej materii, chocby przez to ze mam tez
              pasierba 30 letniego (z poprzedniego malzenstwa) i choc obecnie zyjemy w
              glebokiej przyjazni to kiedys roznie bywalo... Moj syn ma lat 16, a ja wlasnie
              straram sie o nastepne dziecko... I tez slub mamy na celowniku...
              Nie zauwazylam bym mieszala przysiege z obecnoscia dziecka, a jedynie
              przypomnialam, ze ludzie sie pobieraja by zyc ze soba mozliwie nawet do smierci,
              a dzieci przychodza i odchodza na swoje..Chodzi mi o to, ze to malzonek ma byc
              na pierwszym miejscu a nie dziecko.
              Tego zreszta uczy nawet kosciol katolicki.
              Uwazam, ze to naturalne, ze czasem kogos nielubimy. Tym kims zupelnie naturalnie
              moze byc pasierb.I w takiej sytuacji dobrze jest trzymac sie na dystans.Zyjac z
              facetem ktory ma gdzies tam dzieci mozemy zajac sie budowaniem wlasnego
              wspolnego zycia w ktorym te dzieci nie koniecznie musza byc najblizsza rodzina-
              moga pozostac dla nas dalsza rodzina naszego meza w tym samym szeregu,co ciotki,
              wujki czy tesciowie..
              Mozna utrzymywac z nimi poprawne kontakty, maz moze miec ich wiecej- to jego
              sprawa, my zas mozemy z czystym sumieniem dbac o wlasna rodzine.Takie
              rozwiazanie jest tez mozliwe.

              Moja odpowiedz byla wyrazeniem MOJEGO pogladu na sprawe.To ze nasze poglady sie
              roznia nie powinno byc powodem do osobistych wycieczek pod adresem rozmowcy...
              szczegolnie u osoby chcacej jak mniemam szczycic sie "dobrym wychowaniem".
              I jeszcze cos... Masz najwyrazniej bardzo waskie pojecie o stosunkach
              spolecznych. W roznych srodowiskach panuja zupelnie rozne kanony
              zachowania.Dobrze by ci zrobilo je poszerzyc, chocby podrozujac po swiecie i
              poznajac roznych ludzi....
              Nawet dzisiaj mialam okazje rozmawiac z moja 80-letnia pacjentka o
              antykoncepcji ( jej corki), o nowowybranej miss i o nietrzymaniu moczu i
              uzywaniu w zwiazku z tym pieluch...Dodam, ze nie jestem lekarzem z tych
              specjalnosci i byla to raczej przyjacielska pogawedka...
              To nie byla wycieczka pod twoim adresem, a jedynie zyczliwa uwaga

              • mrs_ka Re: do mrs-ka 05.02.08, 00:28
                Sugestie dotyczace rozeznania w stosunkach społecznych i specyfice
                środowisk, które kierujesz pod mój adres, sa wyjątkowo nietrafionewink
                Nalezy Ci to jednak wybaczyć, najwyraźniej minęłyśmy się
                na "Macochach", bo miałam półroczny urlop od Gazety (przy okazji
                witam wszystkich ponownie).
                Przechodzac jednak do ad remu:

                Konkluzja, że na forum dyskusyjnym spotykają się poglądy, a nie
                ludzie, jest dość oczywista. Podobnie jak ta, że kazdy ma prawo do
                własnej opinii. To jest niedyskutowalne.
                My jednak dyskutujemy o czymś innym: o tym, czy w zyciu rodziców
                jest miejsce dla ich dzieci; o tym, na ile zycie macochy/ojczyma
                warunkuje sytuacja ZASTANA; o tym, jak oceniane sa z boku rady
                pochwalające krętactwo i nieuczciwość względem partnera; wreszcie o
                tym, czym sa kulturowe normy dobrego wychowania i dlaczego na slub
                zaprasza się matke pana młodego, a do gości nie woła się w
                progu "zezuj obuw, a rychło".

                jestem jak najbardziej za tym, aby małżonek był na pierwszym
                miejscu. Tyle tylko, że dziecko małżonka nie jest rywalem w boju o
                pierwszą lokatę, a to się własnie przewija przez Twoje posty niczym
                leitmotiv i to nazywam infantylnym.
                Jesli już mówimy o pierwszych miejscach to kluczem do nich jest
                poczucie własnej wartosci, które- o ile nie jest zanizone- pozwala
                się wyzwolić z postrzegania siebie samej jako konkurentki dziecka. A
                to z kolei oszczędza potem wiele niepotrzebnych stresów i napięć,
                które biorą się nie z samej obecnosci pasierba, a z niepewności
                własnej pozycji w układzie. To jest jednak problem dwojga dorosłych
                ludzi z naciskiem na rodzica dziecka.

                Naukę Koscioła zostawmy. Na tym forum nie ma ona wiekszego znaczenia
                jako argument, bo rózne ludzie mają światopoglady i powoływanie się
                na jeden z nich ma sens wyłącznie wtedy, kiedy interlokutor podziela
                nasz światopogląd.

                Ponieważ zdązyłam przejrzeć kilka Twoich postów w podwieszonych
                wątkach, przeto już wiem, że masz syna z pierwszego małżenstwa,
                dzieciatego pasierba i lansujesz pogląd dystansu przestrzennego,
                jako alternatywy dla sytuacji stresujących.
                Wszystko to pieknie, ale nie kazdy odczuwa sytuację kontaktu z
                dzieckiem partnera, z dentystą czy z owczarkiem niemieckim jako
                stresującą, zatem nie kazdy ma potrzebę wdrażania w zycie wyższej
                kombinatoryki etycznej, której zadaniem jest usunąć pasierba z pola
                widzenia i jednocześnie przekonac Misia, że co złego to nie my.
                Niektórzy żyją prościej, serio.

                Co do mojego PRu to wyznam Ci szczerze, że mam to w dupie. Czy tez-
                jesli ma być bardziej wykwintnie- w anusie, zaś cudze poglądy na mój
                temat dozuję sobie per rectum. Dlatego nie ma dla mnie wiekszego
                znaczenia, czy odbierzesz mnie jako osobę dobrze wychowaną czy tez
                niewychowaną. Podjęłam dyskusje z Tobą, bo treść Twojej pierwszej
                wypowiedzi w tym wątku wydala mi się kuriozalna.
                Zwłaszcza, jesli piszesz o małżeństwie w perspektywie długofalowej,
                związku do końca zycia, gdzie dwoje ludzi ma być sobie najbliższymi
                i wzajemnie sobie ufać.
                Nie znalazłam tego w tym pierwszym poście.
                Znalazłam natomiast opis klasycznej gry kobiecej, która jest być
                może skuteczna, jednak wyklucza wzajemną szczerość i zaufanie. A to
                wszystko zostało potem opakowane w błyszczący papier komunałów o
                najwazniejszym dniu zycia, o sytuacjach stresujących i
                konfliktowych, jak i o trwałości węzła małżeńskiego.
                Jednym słowem wiele hałasu o nic.

                a.
                • adela38 Re: do mrs-ka 05.02.08, 06:59
                  > Co do mojego PRu to wyznam Ci szczerze, że mam to w dupie. Czy tez-
                  > jesli ma być bardziej wykwintnie- w anusie, zaś cudze poglądy na mój
                  > temat dozuję sobie per rectum. Dlatego nie ma dla mnie wiekszego
                  > znaczenia, czy odbierzesz mnie jako osobę dobrze wychowaną czy tez
                  > niewychowaną.

                  Przytoczona twoja wypowiedz mowi bardzo duzo o twojej kulturze i poziomie
                  argumentow... Moglas to sobie darowac, albo wyslac na priw, jesli juz musisz...
                  Nie sadze by bylo milo czytac tego typu posty innym uzytkownikom forum..


                  > My jednak dyskutujemy o czymś innym: o tym, czy w zyciu rodziców
                  > jest miejsce dla ich dzieci; o tym, na ile zycie macochy/ojczyma
                  > warunkuje sytuacja ZASTANA; o tym, jak oceniane sa z boku rady
                  > pochwalające krętactwo i nieuczciwość względem partnera;

                  Dyskusja nie byla w temacie, czy w zyciu rodzicow jest miejsce dla ich dzieci,
                  tylko jak praktycznie pogodzic rozne potrzeby i uczucia zarowno rodzica jak i
                  partnera- nie rodzica w konkretnej sytuacji slubu.W sytuacji drazliwej lepiej
                  jest przedstawic takie argumenty by przekonac do swojego pomyslu, ktore sa
                  racjonalne i latwiejsze do zaakceptowania przez strone przeciwna. To ze w tym
                  wypadku nie podaje sie jako argumentu niechec do pasierba nie jest kretactwem
                  ani nieuczciwoscia.Wrecz przeciwnie.Tego typu uczucie jest naturalne i powinno
                  sie nad nim panowac.Natomiast jesli by sie wprost mowilo o nim partnerowi to
                  mogloby prowadzic do niepotrzebnych konfliktow i cierpienia zupelnie w tym
                  przypadku niepotrzebnego.Bo dziecko to mieszka przeiez ze swoja matka, nie jest
                  obecne na codzien i mozna je spokojnie traktowac milo i uprzejmie.Tak jak
                  wszystkie inne dzieci np kuzynow, czy chociazby dzieci przyjaciol naszego dziecka.

                  >
                  > jestem jak najbardziej za tym, aby małżonek był na pierwszym
                  > miejscu. Tyle tylko, że dziecko małżonka nie jest rywalem w boju o
                  > pierwszą lokatę, a to się własnie przewija przez Twoje posty niczym
                  > leitmotiv i to nazywam infantylnym.

                  Wiesz z tym roznie bywa i nie jest to tyle efekt chorej i infaltylnej postawy
                  "macochy" co skutek konkretnej postawy rodzica dziecka, ktory daje odczuc
                  drugiej stronie, ze taka "konkurencja" ma miejsce.
                  Moje osobiste zdanie w tym temacie jest takie, ze uczucia milosci rodzicow
                  miedzy soba i uczucia milosci do dzieci leza zupelnie na innych poziomach i
                  nigdy nie powinny ze soba konkurowac.
                  Z szacunku do partnera powinnismy umiec te rzeczy oddzielac od siebie i np w
                  omawianym konkretnym przypadku zyczenie partnerki co do obecnosci dziecka na
                  slubie badz jej braku powinno byc negocjowane tak, by obie strony czuly pelny
                  komfort.Argumenty w dyskusji powinny byc rzeczowe, skuteczne i nie raniace
                  adwersarza.Naprawde nie ma w tym zadnego kretactwa ani nieuczciwosci.
                  • mrs_ka Re: do mrs-ka 05.02.08, 10:14
                    dziekuję Ci za informację zwrotną nt. recepcji mojej kultury
                    osobistej, ale ponieważ okresliłam się już publicznie, gdzie
                    przechowuję takie opinie, przeto spokojnie mogłaś dać odpocząć
                    palcom. Naturalnie ani to, ani też zyczliwe rady dot. poznawania
                    świata i jego obyczajów nie stanowią o wycieczkach osobistych.
                    Nic to, Baska, nic to.
                    Te zasady są wazne, których interpretacja jest nam na reke,
                    nieprawdaż.

                    temat dyskusji, który sama definiujesz, jest zbieżny z moim
                    podsumowaniem, ale jesli peryfraza ma Ci w czymś pomóc, to się
                    oczywiscie nei krępuj.
                    Teraz małe podsumowanie:
                    Twierdzisz, ze niechęć do pasierbów jest naturalna (jakieś badania
                    poza autopsją własnego przypadku?). Twierdzisz, ze dzień slubu jest
                    na tyle doniosły, że jego cel uświęca wiekszość środków.
                    Twierdzisz w koncu, iż same te środki są doskonale akceptowalne, bo
                    skoro do pasierbów czuje się niechęć (a jest to w Twoich ustach
                    aksjomat, wobec ktorego nawet nie zadajesz sobie trudu tłumaczenia
                    mimo moich dwukrotnych uwag na ten temat) to chwalebnie jest tę
                    niechęć ukrywać i forsować swoje stanowisko.
                    Czymże innym, jesli właśnei nie tym, jest następująca postawa:"W
                    sytuacji drazliwej lepiej
                    > jest przedstawic takie argumenty by przekonac do swojego pomyslu,
                    ktore sa
                    > racjonalne i latwiejsze do zaakceptowania przez strone przeciwna






                    • mrs_ka Re: do mrska 05.02.08, 10:24
                      przepraszam za dwa błędy: wysłałam za szybko i nie zmieniłam
                      peryfrazy na parafrazę, a jakoś automatycznie źle mi sie napisalo.

                      Kontynuujac ostatni akapit:

                      Droga Adelo, rzecz nie w tym, czy życzenie odsunięcia pasierbow
                      wyrazi się w formie takiej czy też śmakiej, rzecz w tym, że Ty w
                      ogóle sedna i istoty tej prosby nie analizujesz, bo wydaje Ci się aż
                      tak oczywista.
                      Tymczasem dla mnie wcale nei jest to oczywiste, jak nieoczywiste
                      jest założenie kwantyfikatora: każdy odczuwa do pasierbow niechęć,
                      przeto powinien się skupić na tym, aby swoją niechęć opakowac w
                      racjonalne pudełko.
                      Ja cały czas uparcie pytam "dlaczego?", Ty zaś instruujesz mnie "jak
                      to zrobić?". Tyle, że metody mnie nie interesują; interesuje mnie,
                      co stanowi o tym, że uważasz te metody za koniecznie i nie
                      dopuszczasz do siebie myśli, że a) mozna na to patrzeć inaczej b)
                      etykieta slubno weselna istnieje tak czy inaczej i Twoja propozycja
                      podeń nie podpada.

                      Zamiast odpowiedzi czytam po raz enty, że krętactwem nie jest
                      rzeczowe wyłożenie swoich argumentów, co dowodzi, że niestety
                      kompletnie się nie rozumiemy.
                      Krętactwo w moich oczach nie sprowadza się do semantyki i
                      stylistyki, a do samego założenia, że Twój obraz sytuacji jest
                      jedynym słusznym i właściwym, dlatego należy dołożyć wszelkich
                      staran, aby postawić na swoim i nie zranić przy tym partnera, dla
                      którego przecież chcemy lepiej niż on sam mógłby chcieć. Tyle tylko,
                      ze żuczek nawet o tym nie wie, ale po latach podziękuje, że nie miał
                      syna/córki na weselu.
                      Ciekawe, że on w dokładnie ten sam sposób może uzasadnić konieczność
                      obecności swojego dziecka, a jeszcze bardziej ciekawe, że od dwóch
                      dni własnie tego myku logicznego nie łapiesz.

                      a.
                      • m-jak-magi mrska welcome back :-) n/t 05.02.08, 10:43
                      • chalsia Re: do mrska 05.02.08, 23:54
                        Kochana Merska, nie wiem czy tak skomplikowany tekst będzie
                        wystarczająco zrozumiały smile
                  • chalsia Re: do mrs-ka 05.02.08, 23:56
                    > Z szacunku do partnera powinnismy umiec te rzeczy oddzielac od
                    siebie i np w
                    > omawianym konkretnym przypadku zyczenie partnerki co do obecnosci
                    dziecka na
                    > slubie badz jej braku powinno byc negocjowane tak, by obie strony
                    czuly pelny
                    > komfort.

                    No NIE DA SIĘ być i jednocześnie nie być na ślubie smile)) Więc nie ma
                    mowy aby obie strony w takiej sytuacji jednocześnie postawiły na
                    swoim.
            • kicia031 Re: do adeli 04.02.08, 23:22
              Merska w szczycie formy

              wink)
              • chalsia Re: do adeli 05.02.08, 23:50
                kicia031 napisała:

                > Merska w szczycie formy
                >
                > wink)

                to była dopiero rozgrzewka wink))))))))
                • braktalentu Re: do adeli 07.02.08, 09:09
                  Obawiam się, że masz rację-smile. Rozkręca się dopiero, a i tak za
                  chwilę, któraś z miłych Pań obrazi się, bo przecież nie ma na imię
                  Baśka-smile))))))))))

                  Merska, Merska, byłabyś doskonałym studium przypadku. Możnaby pracę
                  doktorską napisać "dlaczego ludzie uporczywie popełniają te same
                  błędy"-smile))))))))))))
          • braktalentu Re: do adeli 07.02.08, 08:37
            > Przyzwoitoscia jednak w sytuacji konkliktowej lub potencjalnie
            konfliktowej unikanie tego konfliktu.

            Gówno prawda!
    • lilith76 Re: czy corka powinna byc na slubie? 04.02.08, 09:45
      Może niech mariadelmar dokładnie sprecyzuje, czy tak na prawdę to dla niej problem psychologiczny (nie chce dziewczynki na ślubie i już), czy logistyczny (trudności z przenocowaniem, goszczeniem), bo na razie radzące odpowiadając załatwiają swoje własne problemy wink
      • kicia031 Re: czy corka powinna byc na slubie? 04.02.08, 11:52
        Jak jest wola, to i logistyke da sie zorganizowac.
      • mariadelmar Re: czy corka powinna byc na slubie? 04.02.08, 15:55
        Nie mialabym problemu z obecnoscia malej pod warunkiem ze nie zmieni
        nam (niechcaco ale obawiam sie ze nieuchronnie) tego dnia w bieganie
        z i na lotnisko, odwozenie, zawozenie i jeszcze wyrzuty sumienia ze
        sie nie zajmujemy dzieckiem jak trzeba.
        Nie rozmwialam jeszcze z NM ale myslalam zeby moze zamiast sciagania
        malej na slub jakis czas pozniej zaprosic ja do nas zabrac na
        uroczysty obiad no nie wiem kupic cos z tej okazji,wybrac wspolnie
        zdjecia do oprawienia etc.. zeby czula ze jest dla nas wazna. Bo
        naprawde mi sie wydaje ze bedzie sie lepiej bawic z nami przez caly
        weekend niz w zabieganiu przedslubnym podrzucana jednym czy innym
        znajomym. Co o tym myslicie???
        • mariadelmar Re: czy corka powinna byc na slubie? 04.02.08, 15:59
          i chcialam jeszcze raz podkreslic ze w "normalnych" warunkach gdyby
          mala byla na miejscu oczywiscie nie mielibysmy zadnych watpliwosci.
          Bylaby gosciem na slubie i juz i nie wyobrazam sobie inaczej chocby
          dlatego zeby nie robic przykrosci NM.
          Ale jej niestety nie ma i to komplikuje sprawe.
        • ataner30 Re: czy corka powinna byc na slubie? 04.02.08, 17:40
          mariadelmar napisała:

          > Nie mialabym problemu z obecnoscia malej pod warunkiem ze nie zmieni
          > nam (niechcaco ale obawiam sie ze nieuchronnie) tego dnia w bieganie
          > z i na lotnisko, odwozenie, zawozenie i jeszcze wyrzuty sumienia ze
          > sie nie zajmujemy dzieckiem jak trzeba.
          > Nie rozmwialam jeszcze z NM ale myslalam zeby moze zamiast sciagania
          > malej na slub jakis czas pozniej zaprosic ja do nas zabrac na
          > uroczysty obiad no nie wiem kupic cos z tej okazji,wybrac wspolnie
          > zdjecia do oprawienia etc.. zeby czula ze jest dla nas wazna. Bo
          > naprawde mi sie wydaje ze bedzie sie lepiej bawic z nami przez caly
          > weekend niz w zabieganiu przedslubnym podrzucana jednym czy innym
          > znajomym. Co o tym myslicie???

          wyglada wiec na to ze jest to problem czysto logistyczny. Ja uwazam ze ty masz
          racje i w tej sytuacji lepiej bedzie jak dziecka nie bedzie.
          Moze nie dokladnie przeczytalam caly watek ale wydaje mi sie ze zadna z was nie
          zwrocila uwagi na to ze dziecku moze byc po prostu przykro... ze tata bieze slub
          i ze obok taty nie stoi jego mama? Moim zdaniem dziecku bedzie przykro, a wy
          przechodzicie nad tym do porzadku dziennego.
          • mrs_ka Re: czy corka powinna byc na slubie? 04.02.08, 18:36
            'Moze nie dokladnie przeczytalam caly watek ale wydaje mi sie ze
            zadna z was nie zwrocila uwagi na to ze dziecku moze byc po prostu
            przykro... ze tata bieze slub
            i ze obok taty nie stoi jego mama? Moim zdaniem dziecku bedzie
            przykro, a wy
            przechodzicie nad tym do porzadku dziennego.'



            Dokładnie przeczytałaś wątek. Nikt nie zwrócił na to uwagi i IMHO
            słusznie. Tak samo drugiej zonie jest przykro, że kiedyś ta pierwsza
            stała obok jej męzczyzny przed ołtarzem/urzednikiem USC, spędziła z
            nim noc poslubną i miała swoje chwile szczęścia.
            Nie ma innego wyjścia niż przejść nad tym do porzadku dziennego.
            Dzieci rozwiedzionych rodziców również nie mają alternatywy.
            Przykre, ale prawdziwe.
            Lepiej pracować nad teraźniejszością robiac fundament pod dobrą
            przyszlośc, niż z uwagi na wątłą sajko pasierbów nie widywać się z
            nimi, nie zapraszać ich do siebie i nie robić im pizzy, bo na pewno
            skojarzy się z tą mamusiną i wywoła traumę.

            a.
    • luna67 Re: czy corka powinna byc na slubie? 06.02.08, 00:42
      mariadelmar, a zaplaccie jakiejs niance za dowoz, pilnowanie i nocowianie w
      hotlu jakiejs niance, i sprawa z glowysmile Niania zarobi forse, bedzie na weselu
      za darmosmile, pobawi sie napewno nie tylko z twoja pasierbicasmile
      A mala bedzie na slubie taty (nigdy nie bedzie wypominala), bedzie miala opieke,
      wy wasz dzien i wszyscy beda szczesliwismile))

      Kazdy z gosci kosztuje, a ze mala bedzie drozsza? no przeciez to cora twojego
      M.....nastepne lata tez bedzie na koszcie twojeg Msmile))))
      • luna67 Re: czy corka powinna byc na slubie? 06.02.08, 00:48
        Ach zapomnialam odpowiedziec na glowne pytanie: tak, powinna byc na slubie
        swojego taty. Jak wnuki kiedys dolacza do rodzinki, to chrzest tez nie obedzie
        sie bez dziadkasmile))))
    • msba Re: czy corka powinna byc na slubie? 06.02.08, 09:44
      córka powinna być, bo jest najbliższym członkiem rodziny.
      Ale dobrze wiem, że nie zawsze jest to możliwe, z różnych przyczyn.
      Nasz ślub był w Sylwestra, po samej ceremonii odbył się obiad w
      restauracji dla najbliższej rodziny, a wieczorem impreza dla
      znajomych i przyjaciół w zaprzyjaźnionej knajpce. Ponieważ w
      Sylwestra trudno znaleźć nianie, a rodzice też się gdzieś bawili -
      mieliśmy problem z zapewnieniem opieki dzieciakom po północy. A
      warunek, jaki postawiła nam ex to: dzieci mogą być na ślubie, jeśli
      odwieziemy je 01.01.2008 (wieczorem). i co?! Rozłożyliśmy bezradnie
      ręce i zacisnęliśmy zęby. I było nam przykro, ale pewnych rzeczy nie
      przeskoczymy..
      Ale żałuję, że dzieciaki nie były na naszym ślubie..Tydzień po
      uroczystości same zaproponowały "imprezę na cześć ślubu” smile zrobiły
      transparenty, kupiliśmy balony, serpentyny i piccolo i w czwórkę w
      domu świętowaliśmy jeszcze raz nasz ślub. fakt, że dzieci same
      zaproponowały taką sytuację, że wróciły do tematu oznacza, że
      zależało im by TAM BYĆ, z nami, z tatą.
      • yuka66 Re: czy corka powinna byc na slubie? 06.02.08, 13:04
        Niektore dzieci tego chca, niektore nie. My zaprosilismy dorosle juz
        wtedy dzieci mojego meza na nasz slub, ale zadne z nich nie przyszlo.
        • msba Re: czy corka powinna byc na slubie? 06.02.08, 20:05
          zakładam, że skoro mariadelmar poruszyła taki temat to mała chce
          przyjechać na ślub
Inne wątki na temat:
Pełna wersja