Jak sobie radzić z agresją 4letniego pasierba?

20.01.08, 21:05
Dziewczyny jestem w 8 miesiącu ciąży. Właśnie przeprowadzamy się do
nowego mieszkania gdzie będziemy mieszkać razem z 4 letnim synkiem
mojego M. Ostatnio gdy mój M. okazał czułość rosnącemu brzuszkowi
młody po jakimś czasie rozpędził się i specjalnie walną mnie ze
złością w brzuch. Naszczęście siła 4 latka nie jest wielka a siła
uderzenia była skierowana raczej na mój biedny żołądek teraz
ściśnięty. Nakrzyczałam na Niego a ten schował się za ojca który też
wrzasnął. Zresztą to nie pierwszy taki przejaw niechęci i zazdrości
o ojca. Wczoraj jak głaskałam mojego M. po głowie Mlody podbiegł i
odtracił moją dłoń. Problem w tym że ja też okazuje Młodemu czułość
zainteresowanie przynajmniej staram się. Ale po wczorajszym mam go
dosyć (pewnie to hormony). Jak Wy sobie radzicie? Karać? Czekać na
reakcje M.? Ja sobie obiecałam że jak jeszcze raz pozwoli sobie na
agresje wobec mnie albo nie daj Boże dziecka zapowiem mu że będzie
kara którą od razu wyegzekwuje jeżeli ostrzeżenie nie pomoże. Co wy
na to?
    • nangaparbat3 Re: Jak sobie radzić z agresją 4letniego pasierba 20.01.08, 21:57
      Jesli moge cos radzic, to nie myśl o problemie z pasierbemn, tylko o zazdrości o
      młodsze rodzeństwo.
      O takie rzeczy najlepiej pytac na forum "wychowanie".
      Jedno pewne, ze krzykiem i karami tylko pogorszycie sytuacje.
      • chalsia Re: Jak sobie radzić z agresją 4letniego pasierba 21.01.08, 00:03
        dokładnie zgadzam sie z Nanagaparbat - nie o Ciebie tu chodzi a o
        zazdrośc o malucha, który zdetronizuje jedynaka. I to, że to pasierb
        jest, nie ma specjalnie dużego znaczenia.
        Pomyśl - dla tego dziecka - raptem 4-ro latka- dwie duże zmiany na
        raz zachodzą - wspólne z Tobą zamieszkanie oraz narodziny
        rodzeństwa. Nic dziwnego, że dziecko jest wytrącone z równowagi a to
        rodzi stres i frustrację - no a jak maluch ma to wyrazić? To są
        klasyczne zachowania - takie same jak powiedzenie komus kto robi
        maluchowi coś wbrew "nienawidzę Cię", albo "jesteś gupia parówa".
    • coccolona Re: Jak sobie radzić z agresją 4letniego pasierba 21.01.08, 08:46
      Gdyby mnie sie cos takiego przytrafilo (uderzenie przez pasierba w ciezarny
      brzuch), to gowniarz bylby u mnie juz do smierci spalony.
      • roksanaa22 ?????????????? 21.01.08, 09:37
        Rozwaliłaś mnie....
        To dziecko-ma 4 lata!!!

        Zrób jak coccolona mówi.Powiedz facetowi ,żeby wydziedziczył
        gówniarza!!!
        uncertain
        • coccolona Re: ?????????????? 21.01.08, 10:00
          > To dziecko-ma 4 lata!!!

          Nie interesuje mnie to w tym przypadku. Pasierb to pasierb smile
          • chalsia Re: ?????????????? 21.01.08, 10:33
            na szczęście Coccolona nie znosi dzieci i nie ma ich - i oby jak
            najdłuzej tak pozostało, bo szkoda czyjeklowiek dziecko narażac na
            kontakt z tak antypatyczną osobowością.
            • coccolona Re: ?????????????? 21.01.08, 12:57
              A dla ciebie dzien bez odpowiedzi na moj post, to dzien stracony.

              Grubo sie mylisz. Jak bede miala wlasne dziecko, to bedzie ono moja najwieksza
              miloscia. Ja tylko pasierbow nie lubie. Poza tym jestem mila i bardzo lubiana
              osoba smile I nikt nawet nie przypuszcza, ze tak nie znosze paierbow smile
              • kicia031 Re: ?????????????? 21.01.08, 13:15
                Poza tym jestem mila i bardzo lubiana
                > osoba smile I nikt nawet nie przypuszcza, ze tak nie znosze
                paierbow smile

                Watpie. Osoby falszywe, zaklamane i pelne nienawisci nie sa ogolnie
                ani szczegolnie lubiane.
                • nangaparbat3 Re: ?????????????? 21.01.08, 16:35
                  Ale przecież to jest postać literacka.
                  • vinga79 Re: ?????????????? 21.01.08, 22:22
                    Kochane! Czytam forum wychowanie, mam książkę Zawadzkiej. Mniej
                    wiecej wiem jak mam się zachowywać jeżeli chodzi o młodsze
                    rodzeństwo (kupno zabawki na wejście nowego członka rodziny,
                    angażowanie w przewijanie, karmienie itp, chwalenie starszaka,
                    podkreślanie przywilejów starszego brata i rozmowa) Ale co z agresją
                    wobec mnie? Jak tutaj sobie poradzić? Dzisiaj Młody mi wyszarpywał
                    poduszkę spod głowy bo stwierdził że ona jest dla NIEGO i JEGO
                    TATUSIA a nie dla mnie. Niby głupstwo ale to nie jest pierwszy
                    incydent.
                    • nangaparbat3 Re: ?????????????? 21.01.08, 22:50
                      Chyba przede wszystkim dobrze by było sobie uswiadomić, ze czteroletnie dziecko
                      nie jest dla Ciebie partnerem, tylko dzieckiem, potrzebujacy, Twojej uwagi,
                      zyczliwości, wyrozumiałości, opieki czy Twego poczucia humoru - to jest tylko i
                      aż małe dziecko.
                      Jeśli będziesz czuła do niego iechęć, to o kant d. mozesz rozbic najlepsze rady
                      wszystkich Zawadzkich tego swiata - nie zadzialają.
                      • coccolona Re: ?????????????? 22.01.08, 08:55
                        jest tylko dzieckiem, potrzebujacy, Twojej uwagi, opieki

                        Macocha nie jest o tego. O tego to dzieciak ma matke i ojca. A jezeli juz jakas
                        macocha bedzie na tyle wspanialomyslna, ze okaze ww cechy, to bedzie to jej
                        wolny wybor.
                        • nangaparbat3 Re: ?????????????? 22.01.08, 21:57
                          coccolona napisała:

                          > jest tylko dzieckiem, potrzebujacy, Twojej uwagi, opieki
                          >
                          > Macocha nie jest o tego. O tego to dzieciak ma matke i ojca. A jezeli juz jakas
                          > macocha bedzie na tyle wspanialomyslna, ze okaze ww cechy, to bedzie to jej
                          > wolny wybor.

                          Jeśli dziecko z nią mieszka na stałe, to juz nie.
                          A "wolny wybór" to ona miała, jak najbardziej - zanim sie wydala za jego ojca.
                          • coccolona Re: ?????????????? 23.01.08, 08:17
                            Ale na razie nie ma tu mowy o calodobowym macochowaniu. A jak przyjdzie co do
                            czego i bedzie miala zostac calodobowa, to caly czas ma wolny wybor i moze sie
                            spakowac i powiedziec bye bye.
                            Niestety, caly czas obstaje przy swoim smile To moj scenariusz. Wlasnych
                            dzieciaczkow nie chce jeszcze miec i koniecznosc uslugiwania obcym = pasierbom
                            bylaby dla mnie zbyt uwlaczajaca.
                            • babe007 Re: ?????????????? 23.01.08, 09:10
                              coccolona napisała:

                              koniecznosc uslugiwania obcym = pasierbom
                              > bylaby dla mnie zbyt uwlaczajaca.

                              Pomijając fakt, że słowo "usługiwanie" jest tu raczej nie na
                              miejscu, to zauważyłam, że są osoby dla których np. zrobienie komuś
                              herbaty jest czynnością uwłaczającą. Wbrew pozorom są to ludzie o
                              bardzo niskim poczuciu własnej wartości...
                              • 13monique_n Re: ?????????????? 23.01.08, 10:30
                                Babe007, czy Ty zawsze zdążysz mnie uprzedzić w wyrażeniu moich
                                poglądów?

                                Pozdr. smile
                              • jayin Re: ?????????????? 23.01.08, 18:56
                                to raczej nie kwestia poczucia własnej wartości, tylko kwestia sympatii i antypatii. nawet tych "wyimaginowanych", czy bezpodstawnych.

                                przychodzą/pomieszkują/mieszkają w domu naszym OSOBY.

                                są osoby, którym się herbatę robi z miłą chęcią.
                                sa osoby, którym herbatę robi się z niechęcią, ale "bo konwenanse wymagają tego ode mnie".
                                a są osoby, którym herbatę niech robi lepiej ktoś inny, bardziej zobligowany do pałania do nich sympatią, czy związany konwenansami, niż ja.

                                syn rodzicom.
                                ojciec dzieciom.
                                wnuk dziadkom.
                                mi przy okazji też może zrobić smile (z sympatiismile

                                (motyw "gospodyni domu rodzaju żeńskiego" raczej nie przemawia bynajmniej do mnie, jeśli chodzi o "usługiwanie" w moim domu. jesli mam chęci, jeśli kogoś lubię, jeśli czuję, że chociaż nie przepadam za bardzo za kimś, ale jestem w stanie wykazywać się gościnnością nie na siłę - to "usługuję", ale jeśli nie - to działa raczej schemat "czyj gość jest "bardziej czyjś", i ten usługuje wtedy, komu "bliżej" do gościa rodzinnie/znajomościowo.

                                uprzedzając co nieco - bezpodstawna niechęć do jakichś osób - zwłaszcza dzieci - pojawiająca się w okolicznościach sprzyjających (powiedzmy) - nie jest dobra. tak jak w tym wątku. ale o ile z niechęcią podstawną można skutecznie walczyć, bo wiadomo z czym się walczy i człowiek widzi, w czym problem, o tyle z niechęcią majacą jakieś powody "nie wiadomo skąd" albo "wiadomo, ale nie da się ich usunąć" - walczyć jest cieżko. a czasami niemożliwie. trzeba się postarać, ale nic na siłę. i na pewno nie wbrew sobie. nawet JEŚLI chodzi o czyjeś dzieci.
                                • babe007 Re: ?????????????? 23.01.08, 19:19
                                  jayin napisała:

                                  > to raczej nie kwestia poczucia własnej wartości, tylko kwestia
                                  sympatii i antyp
                                  > atii. nawet tych "wyimaginowanych", czy bezpodstawnych.
                                  >
                                  > przychodzą/pomieszkują/mieszkają w domu naszym OSOBY.
                                  >
                                  > są osoby, którym się herbatę robi z miłą chęcią.
                                  > sa osoby, którym herbatę robi się z niechęcią, ale "bo konwenanse
                                  wymagają tego
                                  > ode mnie".
                                  > a są osoby, którym herbatę niech robi lepiej ktoś inny, bardziej
                                  zobligowany do
                                  > pałania do nich sympatią, czy związany konwenansami, niż ja.
                                  >
                                  > syn rodzicom.
                                  > ojciec dzieciom.
                                  > wnuk dziadkom.
                                  > mi przy okazji też może zrobić smile (z sympatiismile
                                  >
                                  > (motyw "gospodyni domu rodzaju żeńskiego" raczej nie przemawia
                                  bynajmniej do mn
                                  > ie, jeśli chodzi o "usługiwanie" w moim domu. jesli mam chęci,
                                  jeśli kogoś lubi
                                  > ę, jeśli czuję, że chociaż nie przepadam za bardzo za kimś, ale
                                  jestem w stanie
                                  > wykazywać się gościnnością nie na siłę - to "usługuję", ale jeśli
                                  nie - to dzi
                                  > ała raczej schemat "czyj gość jest "bardziej czyjś", i ten
                                  usługuje wtedy, komu
                                  > "bliżej" do gościa rodzinnie/znajomościowo.


                                  Bardzo ciekawy "wykład" (bez sarkazm)u nt problemów i
                                  uczuć "okołoherbacianych" wink. Tylko, że ja tu raczej skupiłabym się
                                  na słówku "uwłacza". Można coś robic z przyjamnością, bez
                                  przyjemności, z obowiązku, albo wogóle nie robić. Ale jeżeli czujemy
                                  sie UPOKORZENI (no bo do tego sprowadza się to
                                  nieszczęsne "uwałacza")tym, że robimy komuś te przysłowiową herbatę
                                  (zakładając, że nie mamy do czynienia z jakąś psychiczną przemocą i
                                  manifestowaniem władzy w tak dziwaczny sposób wink ), to coś jest z
                                  nami nie tak. Abstrahując zupełnie od wątku i skupiając się (teraz w
                                  sposób dosłowny) na parzeniu herbaty. Zaglądam czasami na forum dla
                                  sekretarek\asystentek i dosyć często czytam jak te biedne dziewczyny
                                  czują się poniżane tym, że podadzą swojemu szefowi kawę (czy też
                                  omawianą namiętnie przez nas herbatę wink ). Jak się nawzajem
                                  nakrecają "a co, cham nie może sobie sam zrobić!" i.t.p. Moim
                                  zdaniem ktoś, kto dobrze zna swoją wartość, nie musi sobie jej
                                  bezprzerwy udowadniać. A od podania herbaty jeszcze nikomu korona z
                                  głowy nie spadła...
                                  Ale to tak off topic było...
                                  • coccolona Re: ?????????????? 26.01.08, 07:52
                                    A ty myslisz, ze gdy macocha zostaje calodobowka, to obcym dzieciakom tylko
                                    herbate musi zrobic?
                                    Ciekawe gdyby do ciebie przyszedl ktos bardzo nie lubiany, to czy tez z mila
                                    checia podalabys tej osobie kawe i ciasteczka.
                                • coccolona Re: ?????????????? 26.01.08, 08:05
                                  jayin napisała:
                                  - bezpodstawna niechęć do jakichś osób - zwłaszcza dzieci...

                                  Moim zdaniem nie mam czegos takiego, jak niechec "bezpodstawna". Jezeli jest
                                  niechec, to musi ona z czegos wynikac.
                                  Jezeli chodzi o pasierby to pierwsza podstawa do niecheci jest fakt, ze sa
                                  dziecmi ex zony partnera. Partner zawsze juz w jakis sposob bedzie z nia
                                  zwiazany, bedzie w kontakcie w kwestiach dzieci.

                                  Inna sprawa, co juz podkreslalam wiele razy, to wplyw obcych dzieciakow na moje
                                  zycie, gdzie sama jeszcze nie mam wlasnych dzieciaczkow dla wygody, bo nie chce,
                                  zeby nawet moje wlasne dzieciaczki na moje zycie wplywaly i w jakis sposob
                                  determinowaly to, co w danym momencie zrobie, co zjem, gdzie i na co pojde z
                                  misiem do kina i wiele innych takich spraw (np rozbicie pieknego wazonusmile. I
                                  mimo, ze dzieje sie to raz na miesiac (plus na dluzej w swieta i wakacje), to i
                                  tak mnie to wnerwia. A wnerwia mnie to tak bardzo, bo sa to dzieci ex zony
                                  misia. Gdyby to byly pierwsze lepsze obce dzieciaki z ulicy, to by mnie ich
                                  obecnosc tak bardzo nie irytowala, choc w jakims stopniu na pewno tez.

                                  To tyle gwoli wyjasnienia, ze niechce nie jest nigdy bezpodstawna, bo inaczej
                                  nie byloby niecheci.
                                  Nawet ogolna niechec do dzieci nie jest nigdy bezpodstawna - moze wkurzac to, ze
                                  sa glosne, biegaja, zawracaja glowe pierdami itd. Nigdy sam fakt ich istnienia.
                                  Mowie tu za siebie ale pewnie wiele osob by sie pod tym podpisalo.
                                  • jayin Re: ?????????????? 26.01.08, 17:37
                                    pisząc o "bezpodstawnej" chodziło mi o taką, któa dla danej osoby wynika "nie wiadomo skąd" i nie można samemu określić jej źródła, a przynajmniej nie od razu. wtedy niechęć istnieje, odruchowa nawet - ale nie wiadomo za bardzo skąd. i trzeba się poważnie zastanowić nad jej pochodzeniem. a czasami musi nam pomóc w tym ktoś trzeci. i nam to uzmysłowić. (i tu nie chodzi wyłącznie o pasierbów i pasierbicesmile tylko ogólnie o ludzi).
    • kicia031 Re: Jak sobie radzić z agresją 4letniego pasierba 21.01.08, 09:41
      Agresji trzeba jasno powiedziec nie. Uczucia malucha dosc latwo
      zrozumiec i trzeba mu dac poznac, ze te uczucia: zadrosc, lek,
      gniew - sa akceptowane. Pokazcie ze go rozumiecie. To nie uczucia sa
      zle.
      Ale wyrazanie ich poprzez agresje fizyczna wobec innych osob - nie
      ma prawa miec miejsca.
      • barbara001 Re: Jak sobie radzić z agresją 4letniego pasierba 21.01.08, 10:46
        Mnie też wydaje się, że to zwykła zazdrość o młodsze rodzeństwo. Zdarza się w
        najlepszej rodziniesmile Watek chyba bardziej pasuje do forum o wychowaniu. Sama
        wiele nie poradzę, ale widziałam już podszczypujących w stopy trzylatków swoje
        małe siostrzyczki itd, do momentu jak jakas ciocia nie powiedziała ze jak nie
        podoba ci sie siostrzyczka to ja ją zabiore, następny cios był skierowany w
        ciocię- mimo wszystko solidarność rodzenstwasmile
    • zielnaa Re: Jak sobie radzić z agresją 4letniego pasierba 23.01.08, 10:24
      gewura napisała:

      Karać? Czekać na
      > reakcje M.? Ja sobie obiecałam że jak jeszcze raz pozwoli sobie na
      > agresje wobec mnie albo nie daj Boże dziecka zapowiem mu że będzie
      > kara którą od razu wyegzekwuje jeżeli ostrzeżenie nie pomoże.

      gdy będziecie razem mieszkać prawdopodobnie zwiększy się czas, który
      spędzać będziesz z małym bez udziału jego ojca. W takich sytuacjach,
      jakie opisujesz, ew. w sytuacji agresji wobec młodszego rodzeństwa
      wyznaczenie przez Cibie kary może stać się nieuniknione. Dla
      prezdszkolaka kara nie powinna być oddalona w czasie, więc np.
      czekanie aż M. przyjdzie z pracy i ukarze, czy nawet tylko odbędzie
      rozmowę umoralniającą wink mija się z celem. Ważne jest przy tym
      całkowite współdziałanie z ojcem dziecka poprzez: ustalenie zakresu
      kar, sytuacji, w których będziesz reagować i oczywiście jasne
      postawienie sprawy przez Twojego M. jego synkowi.

      a.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja