Historia moje przyjaciela.

02.02.08, 13:26
Chce Wam przedstawic po krotce historie mojego przyjaciela.
Chlopak ozenil sie z kobieta dwukrotnie zamezna, majaca kilkuletnia corke.
Zona jest kilka lat starsza od mojego przyjaciela. R zaakceptowal fakt
istnienia pasierbicy, na poczatku nawet ja lubil, ale dzieciar z czasem zaczal
sie zachowywac coraz gorzej. Nie sluchala, pyskowala, nawet do rodzicow R
odnosila sie bardzo niegrzecznie. Jako ze to nie ich wnuczka, patrzyli tylko
z politowaniem, nic nie mowiac, nie wtracajac sie w wychowanie tej dziewczyny
(obecnie 10 lat). Kilkanascie miesiecy temu na swiat przyszedl wspolny syn R i
jego zony. Stosunek R do pasierbicy z czasem bardzo sie pogorszyl. Czasem R
nie byl w stanie ukryc swej niecheci do dziewczyny nawet w obecnosci jej
matki. Wszystko oczywiscie z powodu zachowania dziewczyny. Obecnie stosunki R
z zona nie sa najlepsze. Najgorsze jest to, ze matka jakby w odwecie za
niechec R do jej corki odtraca ich wspolnego synka, prawie w ogole sie nim nie
zajmuje, jest oschla w stosunku do chlopczyka.
Przykro mi z powodu przyjaciela. Gdy mi o tym wszystkim opowiada, nie wiem, co
mu poradzic.
Dlatego chcialabym zapytac, co wy sadzicie o zachowaniu tej kobiety? Czy to
normalne, ze tak zachowuje sie w stosunku do synka? Boje sie, ze malzenstwo R
nie przetrwa tego. Radze mu, zeby staral sie nie okazywac niecheci do
pasierbicy, obojetnie co o niej mysli, ale jak dlugo mozna? Zona R jest
niemadra. Ma za soba 2 nieudane malzenstwa, sporo przeszla z poprzednimi
partnerami. Powinna sie cieszyc, dziekowac losowi, ze ktos ja zechcial po
takich jazdach, w dodatku z dzieckiem. Tymczasem jej zachowanie pozostawia
wiele do zyczenia.
Oczywiscie w takiej sytuacji staje po stronie przyjaciela. Ale moze ktos z Was
obiektywnie spojrzy na jego sytuacje. Co o tym wszystkim myslicie?
    • mangolda Re: Historia moje przyjaciela. 02.02.08, 13:38
      Trzeba pozbyć się dziewczyny, a przynajmniej umieścić w internacie.
      • geos Re: Historia moje przyjaciela. 02.02.08, 14:00
        bożesz co za idiotyczna rada
        Napiszę później bo dziś nie mam czasu.
        Ale rada mangoldy to dla mnie nie rada. Brak mi tu danych co mysli o tym zona,
        byc może faktycznie zbyt zapatrzona w córke. ale trudno patrzec na faceta jak na
        zbawcę bo sie biedak zdecydował na kobietę z dzieckiem. No nikt mu nie kazał
        sorry i nikt nie mówił, że bexdzie łatwo.
        Moim zdaniem psycholog sie przyda wszytskim!
    • braktalentu Re: Historia moje przyjaciela. 02.02.08, 14:11
      > R zaakceptowal fakt istnienia pasierbicy, na poczatku nawet ja
      lubil,

      A to się przebiegła gówniara maskowała! Na pewno ustaliła to
      wcześniej ze swoją matką (starszą i bardziej przebiegłą!)

      > ale dzieciar z czasem zaczal sie zachowywac coraz gorzej.

      i oczywiście nie ma to nic wspólnego ze zmianą, która zaszła w Jej
      życiu. To na pewno nie efekt pojawienia się w życiu matki (starszej
      od R!) nowej osoby, o którą dziecko mogłoby być po prostu zazdrosne.
      Nie można przecież wymagać od R! dojrzałości i wyrozumiałości dla 10
      latki. A już napewno nie działań mających na celu uzdrowienie
      sytuacji. On przecież jest młodszy od swojej żony, a tym samym mniej
      doświadczony. Wmanewrowała Go suka jedna!

      > Kilkanascie miesiecy temu na swiat przyszedl wspolny syn R i
      jego zony.

      Biedaczek. Jak do tego doszło? Przez pączkowanie? Chyba nie chesz
      powiedzieć, że świadomie uprawiał seks z tą starą, dzieciatą babą po
      przejściach? Upiła go! I podała pigułkę gwałtu w serniku (kupnym
      oczywiście, bo sama jest leniwą zdzirą).

      > Czasem R nie byl w stanie ukryc swej niecheci do dziewczyny nawet
      w obecnosci jej matki.

      No wiesz, tu nie mogę Mu współczuć. Jeżeli po pojawieniu się swojego
      biologicznego dziecka nie był w stanie ukryć niechęci do pasierbicy
      NAWET w obecności matki to trochę przesadził. Rozumiem dręczyć po
      kryjomu. Pinezka na krześle, "przypadkowy" brak talerza przy
      wspólnym stole, czy jadowite uwagi na osobności. Ale w obecności
      matki? Nie, no troszkę przesadził. Niegrzeczny chłopczyk.

      > Najgorsze jest to, ze matka jakby w odwecie za niechec R do jej
      corki odtraca ich wspolnego synka, prawie w ogole sie nim nie
      > zajmuje, jest oschla w stosunku do chlopczyka.

      Od początku wiedziałam, że to leniwa zdzira. Jej się po prostu nie
      chce tym chłopczykiem zajmować. Pewnie jeszcze wymaga, żeby R.
      pomagał w domu. Lepiej by córkę nauczyła wykonywania zadań domowych,
      a sama zajęła się dzieciątkiem, które potrzebuje matki. I pewnie
      jeszcze się zasłania "dobrem dziecka", że niby R. ma się domyśleć co
      Ona czuje kiedy R. pomiata Jej dzieciarem. Jakby matce zależało na
      dobru dziecka to pogoniłaby tą swoją przyszłą prostytutkę do roboty.
      Po co ma dwoje dzieci cieprpieć, jak może tylko jedno.

      > Zona R jest niemadra. Ma za soba 2 nieudane malzenstwa, sporo
      przeszla z poprzednimi partnerami. Powinna sie cieszyc, dziekowac
      losowi, ze ktos ja zechcial po takich jazdach, w dodatku z dzieckiem.

      Cocolona, bo Ty za dobre masz serduszko. Powiedzmy sobie prawdę w
      oczy. Ona jest po prostu głupia! Taka partia się starej babie
      trafiła, a Ona co? Zamiast wysłać córkę na koszt Jej biologicznego
      ojca do katolickiej szkoły z internatem i chołubić Misia - Łaskawcę,
      który nie pije nawet przy sobocie i nie bije nawet jak zasłuży, to
      śmie wymagać, żeby R. akceptował Jej bachora jak jakiegoś pieska z
      ulicy co najmniej. Oszustka i naciągaczka! Przed ślubem mówiła, że
      ma o połowę mniej lat, zawsze sadzała Go pod słońce, żeby się nie
      zorientował. A potem Go zywczajnie wrobiła w dziecko. A Twój
      przyjaciel, R., młodszy od Niej! zachował się jak bohater. Ożenił
      się i wszystko czego wymagał, to żeby była Mu wdzięczna za tę łaskę,
      okazaną starej, zmurszałej szmacie.

      Stój cocolona po stronie przyjaciela. Murem stój. Lepiej, żebyście
      się trzymali w kupie. Wtedy lepiej Was będzie widać i łatwiej ominąć
      z daleka.



      • geos Re: Historia moje przyjaciela. 02.02.08, 14:18
        No i w sumie dosadnie powiedziałas to co i mnie do głowy przyszło.
        Bo to ocena jednostronna biednego tatusia.
        trochę to zalatuje egoizmem
      • coccolona Re: Historia moje przyjaciela. 02.02.08, 14:36
        No comment
      • reksia Re: Historia moje przyjaciela. 02.02.08, 16:14
        Braktalentu - kofam Cię za powyższy tekst smile))
      • chalsia Re: Historia moje przyjaciela. 03.02.08, 00:24
        > Stój cocolona po stronie przyjaciela. Murem stój. Lepiej, żebyście
        > się trzymali w kupie. Wtedy lepiej Was będzie widać i łatwiej
        ominąć
        > z daleka.

        ROTFL.
        Braktalentu, jestes mi winna czyszczenie monitora. I to doookładne.
        • mrs_ka Re: Historia moje przyjaciela. 03.02.08, 23:20
          BrakTalentu- ja tam Cie od dawna kocham, a dziś się tylko upewniłam,
          że to uczucie przetrwa lata wink

          a.
      • magdmaz Re: Historia moje przyjaciela. 08.02.08, 13:50
        braktalentu - jestem Twoją fanką smilesmilesmile
    • coccolona Re: Historia moje przyjaciela. 02.02.08, 14:57
      Zeby nieco lepiej naswietlic sytuacje, napisze jeszcze pare zdan.
      R to mlody, niedoswiadczony zyciem chlopak. Zakochal sie jak na gowniarza
      przystoi bez pamieci. Byl wtedy studentem. Rodzice probowali wybic mu z glowy
      zwiazek z siedem lat starsza rozwodka z dzieckiem. Ale w koncu i oni to
      zaakceptowali. Gdy sie okazalo, ze R zostanie ojcem, postanowil ozenic sie z K.
      Po narodzinach synka zona R byla krotko na urlopie macierzynskim, po czym
      wrocila do pracy. Ma bardzo dobra, dobrze platna prace. R przerwal/zawiesil
      studia, zeby wychowywac synka. Od rano do wieczora praktycznie zajmuje sie
      malym. Zona R postanowila zrobic w miedzyczsie zalegla magisterke i po pracy
      czestp udawala sie do czytelni. Po powrocie do domu rowniez duzo czasu siedzi w
      notatkach. R nierzadko siedzi jeszcze po nocach przepisujac jej notaki na
      komputerze. Z jednej strony babka godna podziwu, pracuje, studiuje, nie dziwie
      sie, ze jest zmeczona, ale zeby nie miec w ogole potrzeby przebywania z synkiem?
      Jak R zwraca jej uwage, ze moglaby chociaz przez chwile pobawic sie malym, to
      mowi, ze jest zmeczona, tyle pracuje i studiuje jeszcze a on - R to jest jeden
      wielki nierob. Zona wypomina mu nie raz, ze musi wydawac pieniadze na niego
      (jako ze R nie pracuje nie zarabia tymczasowo). Kiedys powiedziala, ze wyrzuca
      pieniadze w bloto (cos tam ekstra zaplacila za R). Pewnego dnia kazala R wykapac
      malego mowiac przy tym, ze jest nieudacznik i tylko do mycia d... dziecku sie
      nadaje. R oczywisci poszukuje pracy, wysyla ciagle swoje CV, ale na razie nie
      udaje mu sie nic znalezc. Do tego pozostaje kwestia, z kim zostawic malego, gdy
      pojdzie do pracy. Proba umieszczenia synka w zlobku okazala sie fiaskiem. Nie
      bylo miejsc. Moze od wrzesnia. Gdy synek byl malutki, nie chcieli go oddawac
      innym na wychowanie, dlatego R zawiesil studia, zeby poswiecic sie malemu.
      Coraz czesciej R mysli o rozstaniu z K. Chcialby aby sad przyznal mu synka, ale
      raczej kiepskie sa na to szanse.
      A pasierbica R naprawde zrobila sie wyjatkowo podla. Matka czesto nie dawala
      sobie z nia rady. R czasami interweniowal i jakos udawalo sie ja postawic do
      pionu ale rosnie i swoj rozumek ma. Ostatnio jest z nia coraz gorzej. Nie mowiac
      o tym, ze straszny nieuk w szkole. Nie mozna jej do nauki zagonic. To
      zrozumiale, ze na takie zachowanie ma wplyw jej trudne dziecinstwo (brak ojca,
      ktory porzucil jej matke i ja, gdy byla malutka, K byla maltretowana przez
      bylego meza), ale w zwiazku z tym nalezy przymykac oko na okropne zachowanie
      dziecka??
      • braktalentu Re: Historia moje przyjaciela. 02.02.08, 15:42
        I jeszcze śmie się skarżyć, że pieniądze na Niego wykłada!!!
        Skandal! Gdyby się z Nią nie ożenił, to zostałaby sama jak palec, z
        tą swoją dobrze płatną pracą, studiami w toku i NIEŚLUBNYM dzieckiem
        (co za wstyd). Niewdzięczna łajdaczka!!!
        A On biedaczek tak się stara. Dupę dziecku NAWET myje. Studia
        zawiesił. A zdolny niesłychanie, skoro Go w wieku 15 lat na wydział
        przyjęli (zakochany jak na gówniarza przystało, to chyba 15-latek
        prawda?). No i najgorzej, że pracy znaleźć nie może. Tak, ciężko
        teraz o pracę. Prawie tak ciężko jak o opiekunkę do dziecka.
        No przesadziłam, o to drugie to naprawdę ciężko-smile.
        Niech się szybko rozwiedzie. Nie szkodzi, że nie zarabia. Pozwie
        żonę o alimenty na dziecko i na siebie. A potem ułozy sobie życie z
        jakąś miłą dziewczyną bez zobowiązań... o ile Go będą chciały z tym
        Jego dzieciarem.

        Cud jakiś. Synek jest, a ojciec bez jaj. Przyjaciel coccolony - tej
        co się Jej związek z dzieciatym facetem MATERIALNIE opłacił (post na
        NRII). W stasznej dupie finansowej musiała być. Ale jak Pan Bóg nie
        dał między uszami, to dał między... ups, miało być, że w worku
        osierdziowym dał... i poradziła sobie. Zuch dziewczyna!
        • braktalentu Re: Historia moje przyjaciela. 02.02.08, 17:24
          Przepraszam, tekst o opłacalności związku z Misiem zdarzył się na
          tym forum, w wątku "Pytanie do macoszek".
          • 13monique_n Brak talentu! 04.02.08, 10:03
            naprawdę jesteś boska! Mimo że w wyniku czytania Twojego
            pogłebionego studium zachowania "biednego misia-przyjaciela coco" o
            mało się nie udławiłam kanapką. Monitor sama sobie wyczyszczęe
            (chalsiu, Tobie też!) big_grinDD
            Boskie
        • m-jak-magi "Cud jakiś. Synek jest, a ojciec bez jaj" 04.02.08, 11:36
          braktalentu - boski tekst doprawdy bossssssski
        • aldonakatarzyna Re: Historia moje przyjaciela. 04.02.08, 21:59
          brawo, niezle sie ubawilam czytajac ten watek,
          mozna zlapac dystans, pozdrowienia
      • lilith76 Re: Historia moje przyjaciela. 02.02.08, 23:35
        coccolona, takie historie wydarzają się w tysiącach mutacji, ale w... wersji odwrotnej - facet pracuje, po pracy dorabia/dokształca jest zmęczony, nie ma siły na dom i dziecko, kobieta siedzi w domu, korzysta z jego pieniędzy, opiekuje się dzieckiem. Nie wybielam tej kobiety, ale pokazuję, że dopóki nie będą stali na równej partnerskiej płaszczyźnie, to soba która zarabia będzie dominować i stawiać warunki. Kolega musi znaleźć pracę, opiekę do dziecka, odciążyć żonę i wtedy może będzie szansa wyprostowania sytuacji. To samo powiedziałabym kobiecie zajmująej się domem, na utrzymaniu męża. Ja po prostu nie wierzę w ideał związku, gdy tylko jedno jest dystrybutorem dóbr, a drugie daje pracę na pierwszy zut oka niewymierną.
        Co do pasierbicy - małe rodzeństwo przyrodnie, matka zajęta pracą, ojczym zajęty własnym dzieckiem i domem, a ona dziczeje jak bezdomny kot.
    • weronka77 Historia idealna do... 03.02.08, 00:38
      Rozmów w Tokuwink))Typowa "wypucha", żeby móc poznać zdanie innych,
      sprowokować do dyskusji a potem zacytować "na żywo" lub przytoczyć w
      dokumentacji.
      • natasza39 Masz rację weronka! 04.02.08, 20:27
        Normalnie takie cipy jak opisany facet nie istnieją w realu.
        Ich byt, to wyłączny wirtual wirtualnej postaci jaka jest cocolona.

        Tym nie mniej "braktalentu" masz talent do zwięzłego wypunktowania tych
        wirtualnych bredni.
        Podobało mi sięsmile

        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
        głupcami.
        • weronka77 ;-))) 04.02.08, 23:17
          wiem,wiemwink Z autopsjiwink)))))))))))))))))Pamiętasz moje wątki i
          wpisy tutaj?wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja