adela38
09.02.08, 11:37
Przewijaja sie na forum watki o finansowaniu pasierbow przez macochy, o
dokledaniu sie do przysadzonych alimentow...
Ja od poczatku jak temat wyplynal powiedzialam zdecydowanie, ze mnie
absolutnie nie obchodza potrzeby ex i dla mnie moze ona rownie dobrze mieszkac
na smietniku, ja zas bede pilnowala by z moich finansoe w zaden sposob ona nie
byla finansowana. Co do corki to moj luby ma obowiazek o nia dbac i jej
pomagac.Ale on - nie ja.Nie wyobrazam sobie sytuacji bym ja miala placic
alimenty ex.
Inna sprawa jest fakt, ze sama chetnie kupuje drobne upominki dla mlodej, bo
jej ojciec nie zna sie za bardzo na potrzebach i gustach nastolatki.Ale robie
to z wlasnej nieprzymuszonej woli, bo mi to sprawia frajde.Mloda oczywiscie o
tym nie wie...
W naszym zwiazku ja jestem ta dobrze sytuowana,ale mam ten sam zawod co ex i
doskonale wiem, ze duzo zarabia bez dzielenia sie z urzedem podatkowym... Stad
tez moja "twarda" postawa...
Jakie jest wasze zdanie w temacie?