wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia?

26.02.08, 00:31
a w szczegolnosci poprawia czy pogarsza relacje z pasierbem?

podbijam temat, podobny do jednego z ostatnio poruszonych, ale z
malym odzewem. wrzucam zatem wyrazniejszy tytul liczac na wiecej
wypowiedzi. u nas jest tak, ze i chcialabym i boje sie. NM chce
miec dzieci, normalna rodzine, wychowywac potomstwo na 100% a nie
weekendowo tylko. wiec rozmawiamy o tym. a ja.... no, nie mam
wielkiego parcia na dziecko i nie mam pojecia o dzieciach tak
naprawde. ale tez ciekawa jestem jak to jest byc matka. wiek juz
bardzo zaawansowany, ostatni dzwonek jak mowia. osiagnelam sporo w
pracy, wyszalalam sie w dalekich podrozach. moglabym posiedziec
troche i zaangazowac sie w zycie rodzinne. chce miec dziecko
wlasciwie, tylko sie boje czy mi starczy cierpliwosci, czy bede
dobra matka...

syn NM z poprzedniego zwiazku jest u nas co weekend (od piatku do
niedzieli), wszystkie swieta, feria, dlugie weekendy i wakacje. za
duuuuzo go, jak dla mnie. normalne dziecko, czasem grzeczne, czasem
marudne. uparte jak osiolek. duzo energii, gada bez przerwy.
meczy mnie to i irytuje. staram sie, ale z utesknieniem czekam
jego powrotow do jego mamy.

opowiedzcie, jak to jest, jak przybywa wlasne dziecko. czy zyskuje
sie troche wieksza tolerancje na dzieci w ogole czy raczej
zaczynacie jak kwoki trzasc sie nad wlasnym i bardziej warczec na
cudze? spodziewam sie, ze kazdy (kazda) ma troche inaczej, ale
ciekawa jestem waszych doswiadczen.

z jednej strony boje sie swojego macierzynstwa.. z drugiej strony
tej wielkiej niewiadomej - jak mi sie moze zmienic stosunek do
Malego jak sie pojawi konkurencja. z trzeciej strony - nie chce
rezygnowac z doswiadczenia bycia matka.

dla wyjasnienia: ja nie 'warcze' doslownie na pasierba, staram sie
byc fajna, potrafie sie z nim wyglupiac, a nawet przytulic i nosa
wytrzec jak trzeba. ale nie jestem przyzwyczajona do dzieci. i nie
zachwycaja i nie rozczulaja mnie one. a czasem nawet irytuja...
ale mysle ze swoje dziecko to tez wielka radocha. pewnie
zaryzykuje, ale chce sie przygotowac do tego i przewidziec co sie
moze zdarzyc w moim srodku.
    • coccolona Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 26.02.08, 08:54
      > opowiedzcie, jak to jest, jak przybywa wlasne dziecko. czy zyskuje
      > sie troche wieksza tolerancje na dzieci w ogole czy raczej
      > zaczynacie jak kwoki trzasc sie nad wlasnym i bardziej warczec na
      > cudze?

      W moim przypadku bylaby to raczej jeszcze wieksza niechec do pasierbow. Czulabym
      sie zle, gdyby pasierby zblizaly sie do mojego malenstwa. Na tym forum bylo
      opisywanych raczej wiecej przypadkow, gdzie macocha zaczela czuc wieksza niechec
      do pasierba po urodzeniu wlasnego dziecka, anizeli wzrost sympatii do pasierba.
      Tak jest niestety w realnym zyciu, dotyczy to wiekszosci macoch. Bo w momencie,
      gdy na swiat przychodzi Twoje dziecko, uswiadamiasz sobie, ze chcesz dla niego
      wszystkiego, co najlepsze, z punktu widzenia duchowego, jak i materialnego.
      Jestes jak lwica, ktora instynktownie i krwiozerczo chroni swoje mlode. A tu
      zonk - musisz przeznaczac czesc budzetu, czesc swojego cennego czasu itd na
      cudze dziecko. To straszne!

      > syn NM z poprzedniego zwiazku jest u nas co weekend (od piatku do
      > niedzieli), wszystkie swieta, feria, dlugie weekendy i wakacje. za
      > duuuuzo go, jak dla mnie... z utesknieniem czekam
      > jego powrotow do jego mamy.

      To na poczatku tego zwiazku nie wiedzialas, w co sie pakujesz? Warto byc
      masochistka, w dodatku z powodu pasierba?

      > nie jestem przyzwyczajona do dzieci. i nie
      > zachwycaja i nie rozczulaja mnie one. a czasem nawet irytuja...
      > ale mysle ze swoje dziecko to tez wielka radocha. pewnie
      > zaryzykuje, ale chce sie przygotowac do tego i przewidziec co sie
      > moze zdarzyc w moim srodku.

      Ale nie porownuj nawet obcego dziecka do wlasnego!! Mnie tez bardzo irytuja obce
      dzieci, ale juz np. moj ukochany bratanek lobuz jest w tym momencie moim
      najwiekszym skarbem. Wlasnie dlatego, ze go kocham. A co dopiero gdybym miala
      wlasna malenka istotke.
      • bei Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 27.02.08, 19:27
        W mojej sytuacji nie traktuje pasierba jako dziecka "cudzego",
        obojętnie- który starszy brat "dokucza" najmłodszemu- moja
        interwencja jest jednakowa.
        Jednak jako mamie starszych dzieci łatwiej mi było do stanu rodziny
        i do serca dołozyc jeszcze jedno dziecko (niebiologicznesmile
        Dziecko wspolne jest w najlepszej sutuacji- nasyca się miłościa
        wszystkich ( u nas są duże odległości wiekowe, gdy rodził sie
        wspolny syn- jego bracia byli w wieku : 22, 15, 10 lat
        Niebiologiczny był oczywiście zazdrosny najbardziejsmile- ale szybko
        zauważył, ze on nic nie traci przy najmłodszym.
        Jest bardzo dumny ze swojego brata- poł roku temu zaczął uczyć go
        grac w szachysmile
    • 13monique_n Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 26.02.08, 09:04
      Konstancjo,
      wedle uzywanego tutaj czasem schematu (jak nie jesteś/nie masz....
      to się nie wypowiadaj ;-D) to pewnie nie powinnam nic mówić.
      Wydaje mi się jednak, że sprawiasz wrazenie osoby z odpowiednim
      dystansem do siebie i bardzo świadomej siebie - a to pomaga w wielu
      sprawach, takze w tym, by mieć wspólne dziecko i by ono ułatwiło, a
      nie utrudniło kontakty z synkiem NM.
      Jeśli nie popadniesz w pieluszkowe zapalenie mózgu (to się zdarza
      osobom, które generalnie "nie maja parcia na dziecko", jak to
      nazwałaś), to powinno się wszystko ułożyć. AAAA i poczucie humoru
      też się przydaje smile
    • kicia031 Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 26.02.08, 09:38
      Moim zdaniem ulatwia.
      Ale ja mam bzika na punkcie dzieci ogolnie.

      Co nie znaczy, ze czasami majac doczynienia z 2.5 latkiem w fazie
      buntu i nastolatkiem nie mam ochoty dac w dluga i wiecej nie
      wrocic wink)
      • 13monique_n Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 26.02.08, 10:01
        Tiaaaaaaaaa, ale te uczucia to ja żywię wobec jak najbardziej
        własnego potomstwa. Mmmmmmm, rozmarzyłam się (a dzieci ogólnie
        kocham i raczej uważam za mądre i inspirujace osoby) big_grin
    • mariadelmar Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 26.02.08, 11:14
      Boże, mam nadzieje ze ulatwia. Ze zrozumiem uczucia NM do mlodej i
      przekonam sie ze nasze dziecko tez bedzie kochal (tak twierdzi NM).
      Ale obawiam sie ze mloda zostanie na zawsze najukochanszym dzieckiem
      i takiej bezwarunkowej milosci, czasami moze nawet skrajnej bo
      dodatkowo podszytej wyrzutami sumienia i zdwojonym poczuciem
      obowiazku nasze maluchy nie doswiadcza.
      Pocieszam sie ze mloda ma juz prawie 11 lat i niedluga wyjezdza za
      granice. Nie chodzi o to ze mam nadzieje ze NM o niej zapomni i sie
      przestana widywac, ale mysle ze nieuchronnie odlegosc i jej
      wchodzenie w coraz bardziej dorosle zycie sprawi ze beda lepsze
      okolicznosci do cieszenia sie niemowlakiem. A zegar biologiczny juz
      na serio daje o sobie u mnie znac wiec decyzji zbyt dlugo odkladac
      nie mozemy sad
    • m-jak-magi Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 26.02.08, 12:02
      moge napisac jak bylo u mnie.
      moja pasierbice poznalam jak byla malutkim dzieckiem (niespelna 2
      lata) wiec duzo latwiej bylo mi zbudowac dobra relacje z mala.
      dodatkowo mala nie byla nigdy faszerowana nienawiscia do mnie przez
      swoja matke.
      pierwsze 3 lata naszej "znajomosci" opiekowalam sie mala podczas
      wszytskich weekendow, czasami zostawala u nas dluzej.
      nie moge powiedziec, ze traktowalam ja jak swoje wlasne dziecko, bo
      bylam w owym czasie bezdzietna i uczucia matczyne byly dla mnie
      abstrakcja. byla mi jednak bardzo bliska, na tyle bliska ze
      tesknilam za nia jak wyjezdzala. czasami myslalam ze gdyby zostala z
      nami to moglabym ja pokochac jak wlasne dziecko.
      w tej chwili mala ma lat 7. od ponad 2 lat odwiedza nas raz w roku
      przez 3 miesiace wakacji.
      od roku jestem matka i mala miala juz okazje poznac swojego brata a
      ja moglam zobaczyc jak zmienil sie moj stosunek do niej.
      zmienil sie bo mala juz nie jest taka mala smile jest duza, rezolutna
      dziewczynka. troche zaniedbana emocjonalnie ale dobra i ciepla.
      od poczatku staralam sie podkreslac, ze jest siostra mojego syna i
      ze jest bardzo wazna w naszej rodzine.
      staralam sie bardzo zeby nie odczuwala zazdrosci, zeby nie czula sie
      odsunieta na boczny tor.
      nie zawsze sie to udawalo bo 4 - 6 miesieczne dziecko ma swoje prawa
      i zycie chcac nie chcac kreci sie wokol jego zegara biologicznego,
      co 6cio latce trudno bylo zrozumiec i zaakceptowac.
      czasami zdarzalo mi sie warknac na mala czy wyslac do 2giego pokoju
      ale mysle sobie ze pewnie tak samo warczalabym na swoje starsze
      dziecko.
      jedno sie zmienilo napewno - kocham tylko i wylacznie moje dziecko,
      uczucie jakim darze pasierbice nie jest i jak sie okazuje nigdy nie
      bylo i nie moglo byc miloscia. to masa sympatii, przywiazania troski
      o nia ale nie milosc.
      jak bedzie za kilka lat ?? moje dziecko bedzie jeszcze malym
      szkrabem a mala pewnie wejdzie w wiek zbuntowanej nastolatki. jak
      wtedy beda sie ukladac nasze relacje nie wiem, mam nadzieje ze
      dobrze.

      najwazniejsze dla mnie jest aby dzieci nawiazaly silna wiez
      siostrzano-braterska. dla mojego syna bedzie to jedyne rodzenstwo
      poniewaz ja wiecej dzieci miec nie bede. zdjecie malej stoi w pokoju
      mojego syna i czesto mowie mu: zobacz to jest twoja starsza siostra
      ktora niedlugo nas odwiedzi.
      kwestie zabezpieczenia finansowego i ewentualnych roszczen zostaly
      bardzo szybko rozwiazane i ustalone.
      nie mamy z m wspolnoty majatkowej. caly moj majatek przechodzi na
      mojego syna.
      majatek m jest spraweidliwie dzielony na pol i w rownej czesci
      przypadnie jego 2ce dzieci.

      oczywiscie w chwili obecnej o sprawiedliwosci finansowej mowy nie ma
      bo na nasze dziecko wydawane sa kwoty astronomiczne natomiast mala
      otrzymuje co miesiac jedynie alimenty ( jak na warunki amrykanskie
      wydaja sie skromne ale tak sad w stanach zasadzil ). mysle jednak ze
      nadrobimy roznice podczas wakacji smile
    • twojafantazja Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 27.02.08, 12:51
      Nie mam doświadczeń.Ale obydwie pasierbice,jak się dowiedziały,że nie chcę mieć
      dzieci to ponoć bardzo się ucieszyłysmile
      • bei Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 27.02.08, 19:06
        "za dużo go jak dla mnie"- ta wypowiedź skłania mnie do tego bym
        zapytała:
        "czy jesteś świadoma ze może sie stac i tak ze dziecko moze
        zamieszkać z Wami na stałe?"
        Przecież róznie może sie zdarzyć.....
        • konstancja16 Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 27.02.08, 19:36
          jasne, ze mam swiadomosc ze moze z nami zamieszkac. rozmawialismy o
          tym, to wcale nie jest taka abstrakcja w naszym konkretnym
          przypadku. z jednej strony kiedys myslalam, ze moze to byc nawet
          lepsze niz inwazje weekendowo-swiateczne, bo..... wieksza
          stabilizacja ukladu dla wszystkich. z drugiej strony boje sie
          cholernie, bez dwoch zdan.

          NM doskonale wie ze sie boje. ale postawil sprawe jasno, ze w
          kazdym przypadku bedzie do tego dazyl, zeby Maly zamieszkal z nami,
          bo uwaza ze to byloby najlepsze rozwiazanie dla niego (dla nich).
          no to ja przyjelam do wiadomosci (najgorsze, ze obiektywnie to musze
          sie z nim zgodzic). i jeszcze bardziej sie boje wink

          w razie czego bedziemy probowac. ja tez, z calych sil, bo mi
          zalezy. ale czy dam rade to na 100% nie jestem pewna. daleka
          jestem od hura optymizmu, ale nie jestesmy juz dzieciakami,
          rozmawiamy o wspolnym zyciu na powaznie. a to moze oznaczac opieke
          nad dzieckiem albo organizowanie opieki nad naszymi rodzicami.
          wspolnymi silami chyba, bo na tym polega zwiazek,nie?
          • konstancja16 dodam jeszcze, 27.02.08, 20:34
            bo tak mi do glowy przyszlo miedzy piatym a szostym kilometrem
            wieczornej przebiezki, ze gdybysmy juz mieli miec Malego na stanie
            na dobre, to chyba bym sie nie wahala co do wlasnego. skoro i tak
            mialabym miec dzieciniec na glowie to.... to nie ma co walczyc z
            przeznaczeniem, niech i moja zmora sie w tym hoduje. pare latek
            wycietych z zyciorysu i .... albo sobie w leb strzelic albo polubic
            dzieci. przestawic tryb z niezaleznego na rodzinny i sprobowac
            odkryc nowe powolanie... nowy sport ekstremalny w miejsce stu
            piecdziesieciu dotychczasowych zajec.
            • m-jak-magi konstancja 27.02.08, 20:54
              nie licz na to ze polubisz dzieci jesli urodzisz swoje.
              ja dzieci nie lubie - wyjatkiem jest moja pasierbica.
              swoje dziecko kocham nad zycie ale kazda normalna kobieta tak
              wlasnie swoje dziecko kocha.
              inne dzieci mnie draznia, irytuja. nie okazuje im tego ale co sobie
              mysle to moje smile
          • 13monique_n Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 28.02.08, 09:37
            konstancja16 napisała:

            > w razie czego bedziemy probowac. ja tez, z calych sil, bo mi
            > zalezy. ale czy dam rade to na 100% nie jestem pewna. daleka
            > jestem od hura optymizmu, ale nie jestesmy juz dzieciakami,
            > rozmawiamy o wspolnym zyciu na powaznie. a to moze oznaczac
            >opieke nad dzieckiem albo organizowanie opieki nad naszymi
            >rodzicami.
            > wspolnymi silami chyba, bo na tym polega zwiazek,nie?
            wiesz, Konstancjo, zaimponowałaś mi tymi słowami, tak określającymi
            związek.
            Podzielam Twoje przekonanie o tym, czym jest związek. Wie, co znaczy
            się obawiać róznych jego aspektów. Choć mój strach wynika zapewne z
            czegoś innego niż Twój. U mnie dodatkowo są własne dzieci z
            małżeństwa na stanie, spore już i odchowane. Partner ma córeczki
            młodsze. A jeszcze powoli nam chodzi po głowie własne, wspólne...
            Oooo, różnimy się tylko nasileniem uczuć macierzyńskich - ja mam
            je "przerośnięte" nieco wink. Co nie zmienia faktu, że dzieci mnie
            potrafią wkurzyć, a własne tak samo jak obce. Bo mnie wkurzaja pewne
            zachowania, a nie mały czlowiek jako taki smile

            PS Tak w ogole, to dzięki wielkie za Twoje wypowiedzi w tym wątku big_grin
            • konstancja16 Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 28.02.08, 09:58
              13monique_n napisała:
              >> zaimponowałaś mi tymi słowami, tak określającymi związek.

              hm, na poziomie mysli i slow to ja mam wszystko niezle poukladane.
              madrosc, dojrzala refleksja, spokoj, rozmowa, i wzajemny szacunek.
              niestety, jak sie wplacza w to rozne codzienne emocje, zlosc,
              zmeczenie... do tego NM zapomni zrobic zakupy, a jego dziecko
              marudzi bez powodu to....

              ... to czesto bywa tak, ze ta cala super poukladana madrosc zyciowa
              idzie sie pasc, a konstancja zachowuje sie jak obrazona
              siedemnastoletnia krolewna. i tej glupiej krolewny w sobie sie
              boje.
              • mariadelmar Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 28.02.08, 10:20
                Konstancjo, przepraszam za zapytam wprost, ale coraz bardziej mam
                wrazenie ze nasza sytuacja podobna jakos, nie jestes zazdrosna? Po
                prostu, po ludzku zazdrosna? Bo ja dlugo nie chcialam sie przed soba
                przyznac (a co dopiero przed NM!!!) ale w koncu musze. Jak
                zobaczylam tapete w komputerze NM z wielkim zdjeciem mlodej to nagle
                zrobilo mi sie dziko przykro. Wiem szczegół, głupstwo, ale troche
                jednak symboliczne nie?. Poza tym zazdrosc o mnie sama potrafie
                kontrolowac, ale w sytuacji kiedy bedzie chodzilo o moje dziecko to
                nie gwarantuje czy nie obudzi się we mnie kwoka i tygrysica w
                jendym. Tego sie boje, Ty nie???
                • 13monique_n Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 28.02.08, 10:26
                  Ja tapetę w kompie dzielę z jego córeczkami (na zmianę ;-D) i z
                  górami - taki Watzmann, czy matternhorn są nie do pobicia big_grinDDD Więc
                  musiałabym mieć dużo zazdrości na stanie smile
                • elf28 Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 28.02.08, 10:28
                  Ja myślę, że w moim przypadku syndrom tygrysicy po urodzeniu własnego dziecka jeszcze bardziej się wzmocni. Można to oczywiście tłumaczyć na wiele sposobów, wg mnie natomiast, to po prostu matka natura.
                • konstancja16 do mariadelmar 28.02.08, 17:30
                  tez zauwazylam w innym watku, ze chyba mamy dosc podobna
                  sytuacje... co do zazdrosci... musialam sie chwile zastanowic, ale
                  chyba nie czuje zazdrosci o Malego.
                  moj NM sie dosc dojrzale zachowuje i znajduje miejsce dla nas
                  obojga. w koncu dziecko kocha sie chyba inaczej niz partnera, to
                  zupelnie inny poziom relacji. i ja nie odczuwam, zeby Maly stanowil
                  dla mnie jakas konkurencje.

                  zdjecia Malego tez mnie nie ruszaja - uwazam, ze wychodzi lepiej ode
                  mnie wink
                  nawet moja Mama sie bardziej zachwyca zdjeciami dzieciaka niz moimi
                  wlasnymi! ale nie mam o to do niej pretensji, nie przepadam za
                  swoimi zdjeciami

                  na poczatku znajomosci NM mial zdjecie Malego w telefonie, ale potem
                  zmienil telefon i nie wiem co teraz ma. w komputerze ma jakis lesny
                  pejzaz. w portfelu ma kilka zdjec Malego i jedno moje. w domu
                  stoja dwa zdjecia calej naszej trojki z koniem. a ja w swoim
                  komputerze domowym mam psa, a w pracy..... a w pracy mam obydwu
                  chlopakow na tapecie - lubie na nich popatrzec, bo fajnie razem
                  wygladaja. oni chyba nawet nie wiedza ze mam ich w pracy. ja ich w
                  sumie lubie obu, tylko Malego wolalabym rzadziej widywac w
                  naturze....

                  wiec u mnie nie ma zazdrosci, tylko lekka irytacja i zal do swiata z
                  powodu utraty niezaleznosci. wszystkie plany weekendowe i wyjazdowe
                  sa teraz zalezne od logistyki z Malym. prawie wszystkie wycieczki i
                  wyjazdy z dzieckiem, ktore - no niestety, zmienia rytm TOTALNIE.
                  poranne pobudki, placz i spiew w domu, dlugie posilki, niekiedy
                  ubarwione scenami 'ja nie chce'. nie zachwyca mnie to, ale nie ma
                  to nic wspolnego z zazdroscia. wkurzam sie, ze bo radocha z dziecka
                  to jednak chyba wylaczny przywilej rodzicow, a na macoche spadaja
                  obowiazki tylko. no i jest to cos, co nas dzieli z NM: on ma
                  uczucia jakies rodzicielskie, a ja ich nie mam.

                  • chalsia Re: do mariadelmar 28.02.08, 23:00
                    > wiec u mnie nie ma zazdrosci, tylko lekka irytacja i zal do swiata
                    z
                    > powodu utraty niezaleznosci. wszystkie plany weekendowe i
                    wyjazdowe
                    > sa teraz zalezne od logistyki z Malym. prawie wszystkie wycieczki
                    i
                    > wyjazdy z dzieckiem, ktore - no niestety, zmienia rytm TOTALNIE.
                    > poranne pobudki, placz i spiew w domu, dlugie posilki, niekiedy
                    > ubarwione scenami 'ja nie chce'. nie zachwyca mnie to, ale nie ma
                    > to nic wspolnego z zazdroscia. wkurzam sie, ze bo radocha z
                    dziecka
                    > to jednak chyba wylaczny przywilej rodzicow, a na macoche spadaja
                    > obowiazki tylko. no i jest to cos, co nas dzieli z NM: on ma
                    > uczucia jakies rodzicielskie, a ja ich nie mam.

                    no słuchaj to masz już świetne przygotowanie do zostania matką smile)
                    jak będziesz miala własne na stanie 24 godz na dobę to dopiero
                    zobaczysz jak wugląda matczyna niezależność smile))
                    • 13monique_n Re: do mariadelmar 29.02.08, 10:06
                      chalsia napisała:
                      > jak będziesz miala własne na stanie 24 godz na dobę to dopiero
                      > zobaczysz jak wugląda matczyna niezależność smile))
                      "matczyna niezależność" - hahaha! To sprzeczność na długi okres.

                      A potem już nigdy nie jest tak samo smile)))
                      • nini6 Re: do mariadelmar 03.03.08, 08:25
                        > "matczyna niezależność" - hahaha! To sprzeczność na długi okres.
                        Nieprawda. jesteś kobieta wolną, nawet będąc matką. Możesz zdecydować, czy w
                        wolnej chwili zrobisz siusiu, czy umyjesz zęby! (zapozyczone z czyjejś sygnaturki)
                        • 13monique_n Re: do mariadelmar 03.03.08, 09:07
                          nini6 napisała:

                          > > "matczyna niezależność" - hahaha! To sprzeczność na długi okres.
                          > Nieprawda. jesteś kobieta wolną, nawet będąc matką. Możesz
                          >zdecydować, czy w wolnej chwili zrobisz siusiu, czy umyjesz zęby!
                          >cryingzapozyczone z czyjejś sygnaturki)
                          Nooooooooooooooo! A z czasem to moge pójść do toalety bez asysty! I
                          nawet w rękach potrzymam dla rozrywki zakupy, a nie nosidełka! big_grinDDD
                          O Boże, dziękuję Ci, że moje dzieci już są za duże! smile

              • 13monique_n Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 28.02.08, 10:31
                konstancja16 napisała:

                > 13monique_n napisała:
                > >> zaimponowałaś mi tymi słowami, tak określającymi związek.
                >
                > hm, na poziomie mysli i slow to ja mam wszystko niezle
                >poukladane.
                > madrosc, dojrzala refleksja, spokoj, rozmowa, i wzajemny
                >szacunek.
                > niestety, jak sie wplacza w to rozne codzienne emocje, zlosc,
                > zmeczenie...
                (...)
                > ... to czesto bywa tak, ze ta cala super poukladana madrosc
                zyciowa
                > idzie sie pasc, a konstancja zachowuje sie jak obrazona
                > siedemnastoletnia krolewna. i tej glupiej krolewny w sobie sie
                > boje.
                Mam wrażenie, że jesteś jednak na dobrej drodze. Świadomość, że coś
                mnie wścieka, że się o cos obrażam i przez pewien czas nie ma do
                mnie dostępu żadna logika, ani mądrość życiowa jednak mi pomaga. Bo
                ja jednak dam radę wydusić "daj mi, plis, chwilę, żebym ochłonęła.
                Jestem wściekła i rozdrażniona". Zresztą przyznaję, że facet wyczuwa
                po mistrzowsku te stany u mnie.
                A to, że mądrość idzie się paść, kiedy graja emocje jest wyrazem
                człowieczeństwa. Po prostu. Nikt nie jest "nadludziem" choćby nie
                wiem, jak udawał, że jest inaczej.
    • alka23 Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 28.02.08, 13:43
      Ja mam wspólne dziecko i pasierbicę. Różnica wieku między nimi to 10 lat.
      Nie zauważyłam jakichś innych odczuć względem starszego dziecka.

      Natomiast co mi się w główce zrobiło, to to, że praktycznie każde dziecko
      porównuje z moim, po to tylko, żeby utwierdzić się w przekonaniu że moja Zosia
      jest NAJ. Mam nadzieję, że otoczenie tego nie wyczuwa wink) Porównuje również obie
      nasze córki, pamiętam nawet taką sytuację, jak poszliśmy do znajomych i będąc w
      innym pomieszczeniu owa znajoma myśląc, że mojego męża nie ma obok walnęła coś
      takiego: "Ale ta Twoja Zosia jest o wiele ładniejsza od tej starszej.." he he smile
      mąż nie słyszał, na całe szczęście smile No i tak przy okazji - znajoma się nie
      myliła smile))
      • konstancja16 Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 28.02.08, 17:36
        moja Zosia NAJ... smile

        no tak. Twoja wypowiedz uswiadomila mi cos czego sie podswiadomie
        obawiam. ze moje dziecko bedzie GORSZE. bo ja bym stara matka
        byla, nie ma sie co czarowac. a musze obiektywnie przyznac, ze Maly
        NM i jego Ex jest fajny. tak jak nie lubie dzieci i meczy mnie jego
        obecnosc to musze przyznac, ze jest niebrzydki, cholernie bystry,
        uparty, przylepny, uroczy. i nie jest rozwydrzony, umie i lubi sie
        dzielic z innymi. jest po prostu fajnym malym czlowieczkiem. a jak
        moje bedzie brzydsze, chorowite, glupsze albo zlosliwe to co ja
        zrobie?????
        • m-jak-magi Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 28.02.08, 21:27
          moja pasierbica jest nieprzecietnej urody dzieckiem. jest zdolna,
          dowcipna i naparwde nie znam osoby ktora pozostalaby obojetna na
          urode tej malej.
          ja jestem stara matka bo urodzilam w wieku 35 lat.
          i co ??

          i moje dziecko jest najpiekniejsze na swiecie, najmadrzejsze
          najfajniesze - mala jest zaraz za nim.

          twoje dziecko nigdy nie bedzie gorsze.
        • chalsia Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 28.02.08, 23:02
          > uparty, przylepny, uroczy. i nie jest rozwydrzony, umie i lubi sie
          > dzielic z innymi. jest po prostu fajnym malym czlowieczkiem. a jak
          > moje bedzie brzydsze, chorowite, glupsze albo zlosliwe to co ja
          > zrobie?????

          ło jezu ONO NA PEWNO będzie INNE. Ale inne nie znaczy gorsze.
          Nie to ładne co ładne, ale co się komu podoba.
          Złośliwość nie jest przyrodzona cechą a wuksztalconym zachowaniem.
          Może nie będzie tak bystre ale za to bardziej kreatywne?
          A że chorowite? Mnóstwo takich dzieci jest.
    • braktalentu Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 28.02.08, 18:27
      Mnie ułatwiło. Wreszcie pojęłam o co temu mojemu mężowi chodzi. Bo
      oczywiście pasierbica mądra, ładna i w porządku, ale żeby z taką
      emfazą? I z chwilą gdy usłyszałam "macie państwo syna" oświeciło
      mnie-smile. I odkryłam dlaczego On nie widzi problemu w zmianie planów
      w ostatniej chwili, bo przyjeżdzą Młoda, w rezygnacji z dodatkowych
      6 kilometrów, bo Młoda nie da rady przejść i zamanie menu wytwornej
      kolacji na ulubionego kurczaka Młodej.
      Nie znoszę dzieci. Nadal, nie znoszę dzieci. Ale moja pasierbica i
      mój syn to nie dzieci. To MOJA pasierbica i MÓJ syn-smile. I
      porównujemy ich bez przerwy. Bo Młoda była słodka i spokojna, a Mały
      to huligan i rozrabiaka. Bo Młoda chorowała na to, a Mały na tamto.
      Bo Młoda w Jego wieku już mówiła pełnymi zdaniami, a On ciągle w
      języku nam obcym. Sądzę, że następne też będziemy do Nich porównywać-
      smile
      Z tego co piszesz wnioskuję, że w głowie masz dobrze poukładane, to
      i macica Ci się na rozum nie rzuci. Pewnie, że z dziećmi nie jest
      różowo, ale różowy to kolor mdły i w złym guście-smile.
    • ywwy Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 29.02.08, 08:45
      W moim wypadku - ułatwiasmile
      nie wyobrażam sobie dalszego pomieszkiwania z pasierbicą tylko dla
      idei, taki wspólny bobas jest jakby pomostem między nami, obie go
      kochamy, cieszymy się z jego sukcesów. I młoda staje sie mi o wiele
      blizsza kiedy z duma opowiada o malutkiej siostrzyczce, wiem, ze
      dobro małej leży pasierbicy na sercu. Ojciec też wykazuje troskę i o
      starsze swoje córki z pierwszego małż. i o tę naszą wspólną
      kruszynkę. Właśnie wiele problemów dzieki temu się rozwiązało smile
      Ale jeśli Ty sama nie czujesz jeszcze powołania do bycia matką, nie
      zaglądasz innym do wózków wink nie zwracasz uwagi na kobiety w ciąży
      to poczekaj...przyjdzie i czas na Ciebie .
      • chalsia Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 29.02.08, 12:24
        > zaglądasz innym do wózków wink nie zwracasz uwagi na kobiety w ciąży
        > to poczekaj...przyjdzie i czas na Ciebie .

        wcale niekoniecznie. Jest wiele kobiet, którym niechęć do
        dzieci/brak zainteresowania zawartością wózków itp nie ulega zmianie.
    • mariadelmar Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 29.02.08, 10:47
      oj glupio mi sie zrobilo...bo mam wrazenie ze wylazi ze mnie
      malostkowosc na calego. Zazdroszcze Konstancjo twojego spojrzenia na
      sytuacje. Postaram sie podobnie. Ja mam 34 lata wiec zegar tez mnie
      zaczyna zagluszac i trzeba bedzie podjac jakas decyzje. Róznica
      wieku bylaby u mniej najmniej 12 lat, a to mam nadzieje utrudni
      troche porownania...wink bo tez sie cholernie boje na zapas. Pewnie
      ogolnie byloby mi latwiej gdybym miala wiecej kontaktu z mala, ale
      na razie mieszkam za granica i kontakty sa sporadyczne (choć mile).
      A na wspolne wakacje na razie sie nie zdobylam. Do tego choć to
      zabrzmi bardzo egoistycznie ciesze sie ze wyjezdza z mama i ze z NM
      bedziemy miec wiecej czasu dla siebie, zwlaszcza jak wroce i
      zaczniemy myslec o rodzinie. Ale i tak bede miala jakis zal do losu
      ze zebral nam wspolne przezywanie radosci pierwszego dziecka i tego
      po raz pierwszy powiedzianego "bede ojcem" (znowu malostkowosc???)
      • chalsia Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 29.02.08, 12:27
        > zaczniemy myslec o rodzinie. Ale i tak bede miala jakis zal do
        losu
        > ze zebral nam wspolne przezywanie radosci pierwszego dziecka i
        tego
        > po raz pierwszy powiedzianego "bede ojcem" (znowu malostkowosc???)


        nie wiem jak to nazwać, ale to równie idiotyczne jak żałować, że się
        nie jest księżniczką wyratowaną przez jakiegoś królewicza na rumaku.
        Mnie się to kojarzy z wiekeim nastoletnim i książka "godzina pąsowej
        róży".
        • konstancja16 Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 29.02.08, 12:54
          przy omawianiu dosc delikatnych spraw komentarz ze czyjes odczucie,
          nawet irracjonalne, jest 'idiotyczne' jest troche nie na miejscu.
          ale moze osoby ktore rypia w oczy 'glupia jak but jestes' tez sa
          potrzebne na tym forum wink

          mariadelmar, ja tez tak mam, ze czuje lekki zal do losu, ze to co
          dla mnie bedzie nowoscia i kosmosem (czyli ewentualne nasze dziecko)
          dla mojego NM juz nie bedzie 'tym pierwszym razem'. w tym sensie
          mam poczucie, ze bede miec swoja mala samotnosc. nie jest to jakies
          dramatyczne i nie demonizuje tego, ale taka mysl pojawia i nie jest
          ona (w moim przekonaniu) idiotyczna. trzeba tylko miec zaufanie do
          NM, ze bedzie wyrozumialy i delikatny. i nie bedzie patrzyl z
          politowaniem jak bedziemy niezrecznie zmieniac pierwszego pampersa
          albo niezdarnie usilowac trafic lycha w dziob. bo on juz to
          przechodzil i dla niego to nic takiego.

          szkoda mi, ze nie bedziemy 'odkrywac' roznych rzeczy razem. ale
          staram sie myslec pozytywnie, ze chlop sie bardziej przyda, bo juz
          umie to wszystko. wiec mozna mu bedzie spokojnie zostawiac ten
          kosmos na glowie i uciec sobie na troche bez strachu, ze sie
          malolatowi krzywda dzieje. pomysl, jakie to praktyczne! smile

          • mariadelmar Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 29.02.08, 13:08
            dzieki! to wlasnie mialam na mysli tylko ty ladniej napisales. Tez
            nie demonizuje choc czasem przykro i mam nadzieje ze NM nie beda się
            zbyt czesto wyrywac komentarze typu "a jak ex byla w ciazy z mloda
            to tez lubila ogórki z dzemem", albo "a jak sie urodzila mloda to
            kupilismy jej slicznego zoltego misia" etc... A na pocieszenie mówie
            sobie ze dzieciak bedzie zawsze pierwszym wnukiem moich rodziców. I
            dla nich tak jak dla mnie bedzie to prawdziwy kosmos smile))
            • mamaadama4 Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 29.02.08, 16:09
              Ja też tak czasami mamsmile)
              A chalsia to jest dobra kobieta i nawet nas lubi tylko cały czas
              pamięta, że mamy miotły pochowane w piwnicy i czasami lubimy naszym
              pasierbom w ramach wyładowywania własnych frustracji oddzielać mak
              od popiołu albo klęczeć na grochusmile)))
              • konstancja16 Matki-Macochy i te Prawdziwe Zle Macochy... ;-) 29.02.08, 16:34
                no, ja wlasnie podejrzewam ze kicia, reksia i chalsia to sa bardziej
                Matki niz Macochy.
                bez wnikania na sile w ich sytuacje rodzinna, bo moze i Macochami
                tez sa, ale z serca to chyba bardziej Matkami.

                tez cenny punkt widzenia przedstawiaja, ja uwaznie czytam wszystkie
                wypowiedzi, nawet te co mi sie nie bardzo podobaja. ale mam
                wrazenie macocha bezdzietna to troche inny gatunek niz macocha,
                ktora najpierw byla Matka. inna optyka rodzinna, inny kat
                patrzenia.

                jak myslicie?

                mniej sie wydaje, ze Macochy-Matki sa generalnie bardziej rodzinne i
                mniej egoistycznie nastawione. ale z drugiej strony sa malo
                wyrozumiale wobec Prawdziwych Macoch, tych co jeszcze w zyciu
                dziecka z bliska nie widzialy i boja sie go dotykac. troche inaczej
                jest przyjac do domu drugie albo trzecie dziecko a inaczej wpuscic
                pierwsze i jako pierwsze to 'obce', od grochu i maku. ja wiem
                (teoretycznie) ze wszystkie dzieci sa nasze, ale jak sie w zyciu nie
                zblizalam do dzieci to skad mam wiedziec z czym to sie
                je????
                • mariadelmar Re: Matki-Macochy i te Prawdziwe Zle Macochy... ; 29.02.08, 17:05
                  ja sie Konstancjo znowu z Tobą zgadzam smileBo choć nie bylam w tej
                  drugiej sytuacji czyli Matki Macochy, to też mi się wydaje ze
                  nieuchronnie pewne problemy odpadają a juz na pewno nie ma smutków
                  zwiazanych z "westchnieniami pensjonarki". I na pewno latwiej byc
                  wyrozumialym dla NM i jego dzieci bo ten NM jest przeciez w tej
                  samej sytuacji etc etc...
                  choć pewnie dochodzi jedna kwestia u nas nieistniejaca - no bo co
                  robić jak się dzieciaki miedzy sobą nie znosza i sa zazdrosne??
                  A ja sie wlasnie dowiedzialam ze ex za maz wychodzi...zdazyla przede
                  mna... z inna sprawa tez zreszta - ma juz ponad rocznego dzidziusia
                • 13monique_n Re: Matki-Macochy i te Prawdziwe Zle Macochy... ; 02.03.08, 21:17
                  Wiesz, masz rację. Inaczej się patrzy na inne dzieci, kiedy ma się własne. Nawet
                  przy mniej rozwiniętym instynkcie macierzyńskim.

                  Przyznam się, że mało wyrozumiała to ja jestem wobec wszystkich kobiet, które,
                  jak to któraś z Was trafnie określiła (Ty, albo mrs_ka), za wadę fundsamentalną
                  uważają posiadanie przez partnera dzieci z poprzedniego związku. I sam fakt
                  istnienia poprzedniego związku. Warczę wtedy i rzucam "słowami" na taki brak
                  dojrzałości. Ale cichutko to robię, po mojej stronie monitora.

                  smile
      • lilith76 Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 29.02.08, 16:15
        Ale i tak bede miala jakis zal do losu
        > ze zebral nam wspolne przezywanie radosci pierwszego dziecka i tego
        > po raz pierwszy powiedzianego "bede ojcem"

        Internet jest pełen kobiet/dziewcząt, których partnerzy na pierwszą ciążę zareagowali bez radosnego bicia serca i dzwonów w tle, a wręcz przeciwnie. Mimo wielkiej miłości, bliskości i ćwierkania słowików. Ty masz pewność, że nie wręczy ci gotówki na aborcję lub nie zniknie w odmętach Irlandii. Chyba wink
        Nie ma pensjonarskich wzruszeń, ale nie ma też okrutnych niespodzianek od losu.
        Jeszcze jeden plus, przynajmniej mój taki ma - wie jak: przewinąć, wykąpać, nakarmić, uspać i nie dostaje histerii przy zwykłej gorączce/kolce bo wie już jak zająć się chorym/cierpiącym maluchem. Nianię dla dziecka wybierzesz z doświadczeniem, czemu nie tatę ;D
        • elf28 Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 29.02.08, 21:59
          Lilith, Ty zawsze potrafisz tak dobrze ująć sedno sprawy smile

          Dzisiaj też tak myślę, pewnie dlatego, że jesteśmy z M jakoś już tam osadzeni w rzeczywistości. Ale na początku było inaczej. Bałam się, że będzie wiedział więcej niż ja, i że to mnie będzie jakoś krępować. Myślałam też o tym, że dla niego to będzie trzecie dziecko a dla mnie pierwsze, więc nie będzie się tak cieszył jak ja. A dzisiaj myślę, że będzie dla mnie dużym wsparciem, bo już przez to wszystko przechodził.
    • malwina331 Re: wspolne dziecko-ulatwia czy utrudnia? 25.04.08, 11:57
      Kostancjo, troszkę odkopuję ten wątek ale dopiero się dorwałam. Masz
      dużo racji w tym co piszesz o matkach i macochach. Na pewno gdybym
      nie miała swojego syna - inaczej podchodziłabym do pasierba. I
      pewnie dużo trudniej byłoby mi zaakceptować jego zachowania. A
      ponieważ mam swojego smerfa, jakoś takk czuję się zobowiązana do
      wzajemności - jeśli chcę by mój M. akceptował mojego małego który
      bynajmniej aniołkiem nie jest, muszę akceptować pasierba. Z czasem
      pasierb zaczyna mi być bliski też emocjonalnie, zaczynam go
      rozumieć, wchodzić w jego świat. Ale na początku ... Tak,
      zdecydowanie nie będąc matką miałabym pod górę mocno.
      A czy wspólne dziecko ułatwia czy utrudnia? Trzecie dziecko utrudnia
      na pewno, logistycznie, operacyjnie, czasowo strasznie. A
      emocjonalnie? Chyba daje taka świadomość że jesteście już na zawsze
      związani. Cokolwiek się nie stanie - będziecie mieć coś wspólnego. I
      warunkuje to mnóstwo decyzji, planów.
      Ja jestem na etapie kiedy stwierdzam ze posiadanie małego dziecka to
      pieruńskie wyzwanie. Gdyby nie było małej - chłopcy sa na tyle duzi
      że moglibyśmy podróżować po europie, nie trzeba byłoby zmieniać
      samochodu, mieszkanie nie byłoby za małe... I mam świadomość tej
      straty, rezygnacji z tego. Ale z drugiej strony Mała jest moim
      życiem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja