Czy dzieci mieszkaja z Wami ?

27.08.03, 13:02
Czesc !
Jak juz pisalam w poprzednich watkach.Dziecko mojego meza mieszka z
nami .Obecnie ma juz 10 lat .A poznalismy sie gdy mial 2,5.Czy sa tez mamy w
takiej sytuacji na tyým forum ?Pozdr. Ola
    • naturella Re: Czy dzieci mieszkaja z Wami ? 27.08.03, 15:35
      Ola, ja co prawda nie jestem w takiej sytuacji, ale mam pytanko do Ciebie - czy
      rzeczywiście można dziecko męża traktować tak samo jak swoje? Nie chodzi mi
      nawet o staranie się, żeby było sprawiedliwie, żeby mały nie odczuł, ale czy da
      się czuć w serduchu to samo w stosunku do obydwu chłopców? zawsze mnie to
      ciekawiło.
      • itsola Re: Czy dzieci mieszkaja z Wami ? 27.08.03, 21:47
        Czesc !
        To trudne pytanie ! Ale postaram sie odpowiedziec.Ten maluch przed laty zlamal
        moje serce bardziej niz jego tata ha,ha !Do czasu przyjscia na swiat Mario bylo
        to uczucie wieksze niz teraz .To prawda ,brzydka ale prawda.Na pewno nie bede
        go nigdy tak kochala jak mojego wlasnego syna -ale kocham go ,kocham go moze w
        inny sposob ale kocham. On zawsze bedzie moim synem "tym najstarszym" .Sa
        czasami niesnaski i nieporozumienia.Klocimy sie itp.ale mysle sobie,ze to chyba
        w kazdej rodzinie tak jest.Chociaz Dennis teraz wchodzi pomalu w wiek
        dojrzewania czego sie troche obawiam.Bo ten wlasnie okres jest trudny dla
        prawdziwych rodzicow a co dopiero dla nas.Pozyjemy -zobaczymy. Pa Ola
      • e.beata Re: Czy dzieci mieszkaja z Wami ? 04.09.03, 12:17
        Skoro można pokochać obce dziecko np. adoptowane to chyba tym bardziej dziecko
        człowieka którego same kochamy. To w końcu połowa jego genów smile.
        • stepmum Re: Czy dzieci mieszkaja z Wami ? 04.09.03, 14:07
          jest tylko ten maly problemik, jak dla mnie. Polowa genow jest innej kobiety...
        • ashan Re: Czy dzieci mieszkaja z Wami ? 04.09.03, 14:10
          e.beata napisała:

          > Skoro można pokochać obce dziecko np. adoptowane to chyba tym bardziej
          dziecko
          > człowieka którego same kochamy. To w końcu połowa jego genów smile.

          A tym bardziej teściową smile, przecież nie będziemy chyba zazdrosne o geny
          teścia big_grinDD
          pzdrw
          ashan
    • badia Re: Czy dzieci mieszkaja z Wami ? 04.09.03, 12:49
      Mogłabym pokochać dziecko małża, podobnie jak adoptowane. Uwielbiam dzieci. No
      i to miałoby połowę jego genów, nie miałoby choroby sierocej, mam nadziejęwink)),
      ani syndromu alkoholowego z życia płodowegowink)). Czysty zysk. Jest jednak jedno
      ale, nie mogłoby mieć matki, która ma zupełnie inną wizję życia niż nasza, inny
      stosunek do małża niz mój, inne zachowania, obyczaje. U nas byłoby tak jak u
      mamyadama - wszystko by mnie denerwowało, bo było by zupełnie inne w zachowaniu
      tego dziecka...
      Ja już nie pisze o tym, że tam, w domu naszej ex ponoć główną rozrywką jest
      oglądanie telewizji ale to, że np mój małż jest tam traktowany jak
      ostatnia "szmata". I tego bym nie zniosła.
      Więc albo tamta matka wychowuje po swojemu, a ja mam to w nosie i martwię się o
      wychowanie swoich dzieci.
      Albo ja staję się matką dla tamtego dziecka i wtedy mogę je pokochać, tak jak
      adoptowane, ale ja je wychowuję i ono po jakimś czasie staje się człowiekiem,
      który jest elementem "naszego świata", mniej czy bardziej zdolnym, ładniejszym
      lub brzydszym ale kochanym i naszym... Inaczej nie potrafię.

      I jeszce o artykułach: znam ludzi, którzy je piszą... Chciałabym porozmawiać z
      bohaterami osobiście. Wierzę nie pismakom - pisanie to ich zawód - ale tym,
      którzy staneli przed podobnymi problemami i udało im sie te problemy rozwiązać.
      nie znam żadnej, podkreślam żadnej osoby z "powiększonej" rodziny, która jest
      szcęśliwa, może jak poznam i wysłyucham, jak to możliwe, to zmienię zdanie...
    • johana2 Re: Czy dzieci mieszkaja z Wami ? 25.09.03, 13:02
      15 letni wówczas syn mojego męża mieszkał z nami, jak się pobraliśmy. Niestety
      trafiłam na trudny wiek mojego pasierba. Problem w tym że to on czuł się
      upoważniony do rządzenia w domu pozostałymi domownikami, a ze mne próbował
      robić kuchtę i sprzątaczkę. Leniwy do skraju mozliwości (jego ojciec jest
      zupełnie inny) ale to wychodzi brak matki, który wszyscy starali mu się
      wynagrodzić. Teraz po kilku latach usamodzielnił się:mieszka sam, zarabia na
      siebie a nawet chodzi wieczorowo do szkoły, której na złość nam nie chciał
      skończyć w terminie. I relacje między nami są coraz lepsze. Ale co przeżyłam
      wczesniej - mozna napisać książkę ku przestrodze...
Pełna wersja