Skomplikowane troche - jestem zla macocha?

25.03.08, 18:00
Musze z siebie wyrzucic bo ostatnio wszystko mi leci z rak i przechodze przez
dola giganta z tego powodu... Mam prawie 30 lat, starszego meza ktory ma
trojke dzieci z poprzedniego malzenstwa. Dzieciaki odchowane bo maja 19, 16 -
chlopaki i 14 - dziewczyna, lat. A ja... nie mam wlasnych, od jakiegos czasu
juz obsesyjnie pragne dziecka, maz mowi ze tez, ale ciagle cos przekladamy.
Teraz rozchodzi sie o oszczednosci, maz nawet nie chce slyszec o dziecku
dopoki nie oszczedzimy - i to sporo. A idzie to jak po grudzie. Od jakiegos
czasu traktuje tez pasierby jak 'zlo konieczne'. Mieszkaja z matka, ale
swieta, ferie i miesiac wakacji spedzaja u nas. Kiedys chetnie razem
wychodzilismy do kina, na jakis obiad, mecze mlodego, ale od jakiegos czasu
cos we mnie 'wstapilo' i zupelnie przestalam odczuwac potrzebe udzielania sie.
Obecnie dwojka siedzi u nas przez tydzien a ja tylko kombinuje gdzie sie urwac
zeby tylko byc sama i nic z nimi nie musiec robic - wiem, brzmi idiotycznie.
Najlepiej zeby siedzialy na komputerze w drugim pokoju... Denerwuje mnie
zachlapana lazienka - o czekaniu przez ponad godzine az mloda sie
wyprysznicuje nie wspomne, ich ogladanie tv w naszej sypialni, to ze chca film
razem ogladac wieczorem, a ja mam tylko ochote wyciagnac sie przed tv po dniu
pracy, nawet ze kosz na smieci sie zapelnia przez kilka godzin. Czuje sie jak
ostatnia zolza i wredna, bo co dzieciaki winne ze mnie szlag trafia z powodu
takich glupot? Z jednej strony chce zeby maz siedzial z nimi albo gdzies je
zabral, koniec koncow, zadna frajda siedziec samemu w domu caly dzien, z
drugiej strony, chodze wkurzona i nie mam ochoty sie do nikogo odzywac, D sie
pyta juz czy jak wyjada to wroce do normalnosci? A ja az siebie nienawidze w
takim momencie, ale nie wychodzi. No kurde i juz. Moj ojciec wyszedl ponownie
za maz i nigdy nie nawiazalismy kontaktu z macocha. Potem oni sie zupelnie
odcieli, i to we mnie siedzi i sobie wyrzucam ze tak samo sie zachowuje ale
jak to zmienic?? Jest coraz gorzej. Nie wyobrazam sobie jednak nas jako jednej
'happy family' i zdaje sobie sprawe ze sie robi w moim zwiazku coraz
toksyczniej, coraz wiecej niewypowiedzianych zarzutow i niedomowien sad. Kocham
bardzo meza i nie chce go stracic, ale czasem... Sama nie wiem.... On nie
bardzo rozumie czemu ja tak sie zachowuje, ja sama zupelnie przestalam siebie
rozumiec ostatnio, bo jest coraz gorzej. Jak to zmienic?? Czy powinnam isc
prosto do psychiatry? Bo nie moge sobie poradzic zupelnie sad(
    • mrs_ka Re: Skomplikowane troche - jestem zla macocha? 25.03.08, 18:17
      mysle, że powinnas pogadac z męzem powaznie o dziecku i przedstawić
      mu wizję jego samego popychającego wózek parkową alejką razem z
      balkonikiem.
      Wiem, że byc może piszace tu macochy będą widzieć Wasz problem w
      poukładaniu relacji z pasierbami, dystansie, odcięciu się i innych
      bzdetach (przepraszam za słowo "bzdety"), ale jak na mój gust, to
      tutaj echem się odbija jednak pragnienie dziecka, a reszta jest już
      wynikową i powidokami problemu głównego.

      Masz niemal trzydziesci lat i czas Ci nie płynie do tyłu. A Twój mąż
      ma troje dzieci i nawet gdyby mu nie wyszła dalsza prokreacja to dla
      niego tragedii nie będzie. Dla Ciebie będzie.
      To wystarczy, aby pragnienie przemienić w obsesję, a nic tak dobrze
      nei robi obsesji, jak spychologia tematu stosowana przez partnera.
      I jeszcze jedna rzecz- nie celem postraszenia, a celem pokazania, że
      z pewnymi sprawami się nie igra: raz, że dziecko trzeba urodzić i
      wychować, a na to potrzeba czasu. To jednak jest mniej wazne, niz
      kwestia druga: wiek męzczyzny przekłada się na parametry nasienia.
      Nie zawsze, ale często.
      Więc mozna sobie spokojnie w młodości machnąć trójeczkę, a z
      czwartym mieć poważny problem, aby w ogóle doszło do ciąży.
      Punkt pierwszy i drugi dają zaś razem punkt trzeci: są rzeczy, które
      spokojnie mozna odkładać. Nawet mając sześćdziesiątkę na karku mozna
      iśc na uniwersytet trzeciego wieku i zostać filozofem. Lub spróbować
      szczęścia w Manili. Załozyć własną firmę. Napisać książkę.
      Dzieci się nie da odłożyć na później, bo to sprawa biologii, a nie
      chęci.
      Oszczędzając pieniądze i marzenia o dziecku pamiętaj, żeby nie
      wpuścić się w kanał, który nie tyle będzie polegać na późnej
      realizacji celu, co na niemożności jego zrealizowania, bo natura
      pokrzyżuje Wam plany.
      Moja rada? Walcz. I nie daj sobie wmówić, że są rzeczy wazniejsze
      jesli czujesz, ze nie ma takich rzeczy.
      a.
      • ywwy Re: Skomplikowane troche - jestem zla macocha? 25.03.08, 20:58
        Chyba niepotrzebnie siebie winisz, do złej macochy ci jeszcze
        daleko, stara wiedźma macochowa Ci to mówi wink
        Zastanawiam się, czy problem nie tkwi w twoim facecie - dlaczego
        każe ci czekać z Waszym Dzieckiem? Idąc dalej tym tropem to może
        również wymaga od ciebie ustępstw w kierunku pasierbów?
        Powinniście wypracować pewne reguły wspólnego pobytu dzieci np tv
        można wynieść z waszej sypialni, ustalić priorytety korzystania z
        łazienki itp.
        A dzidziuś nie powinien czekać - chodzi o twoje zdrowie smile

        • jayin Re: Skomplikowane troche - jestem zla macocha? 25.03.08, 21:04
          > Zastanawiam się, czy problem nie tkwi w twoim facecie - dlaczego
          > każe ci czekać z Waszym Dzieckiem?

          dokładnie.
          pomijając to, że z biegiem czasu nie młodniejesz i za chwilę jakąś moze być coraz trudniej o dziecko - to niech się tówj pan prosto z mosto zadeklaruje czy chce dziecko z tobą mieć, czy nie. a jeśli chce, ale nie teraz, bo trzeba "zaoszczędzić" - to się trzeba spytać "ile musimy mieć DOKŁADNIE na koncie, żeby mieć dziecko?"...smile niech określi granicę. dokładnie. czasową albo finansową. lepiej, żebyś wiedziała na czym stoisz w tym temacie. bo kwestia "musimy jeszcze pooszczędzać" to moze się przeciągnąć do późnej 40-tki...
          • konstancja16 Re: Skomplikowane troche - jestem zla macocha? 25.03.08, 23:40
            wyluzzzzuj troche. po pierwsze, pomysl o tym co juz napisaly
            dziewczyny, moze rzeczywiscie tak naprawde chodzi Ci o Wasze
            dziecko? poukladaj to sobie na spokojnie, pogadaj z facetem.

            ale niezaleznie od wszystkiego nie obwiniaj sie za niedobre emocje
            wobec dzieciakow. jak sie bedziesz zmuszac do przebywania i
            usmiechu podczas gdy w srodku Ci sie gotuje, to bedzie coraz
            gorzej. facetowi - wyjasnic, ze jestes wkurzona, poddenerwowana, ze
            potrzebujesz oddechu ucieczki. i ucieknij sobie, z kolezanka na
            rower, w gory, do lasu. po krotkiej przerwie moze nie zatesknisz za
            nimi, ale przynajmniej spokojniej do tego podejdziesz. nie wiem, to
            moja recepta, moze nie zawsze sie sprawdza, ale mnie osobiscie jest
            duzo jest latwiej jak odetchne i SAMA zdecyduje ze chce byc z
            chlopakami. natomiast jak sytuacja (uklad plus presja Ex) wtrybia
            mnie w kolejny rodzinny weekend to az cos mi sie gotuje.

            ja nie mam dzieci i nie musze sie nikim opiekowac. inna sprawa, ze
            sie glupio zakochalam w facecie w pakiecie. no to nie ze musze, ale
            probuje.... i wychodzi, ze nawet fajne to dziecko, da sie
            wytrzymac. ale czasem ma sie dosc i chyba kazdy ma do tego prawo.
            ja widze, ze sam ojciec ma czasem dosc swojego ukochanego synalka
            (nie mowiac juz o mamusi, dla ktorej weekend z dzieckiem jest
            poswieceniem na miare wszechczasow) to skad ja, obca baba (i wredna
            macocha na dodatek) mam sie cieszyc na jego czeste wizyty?

            nie dajmy sie zwariowac, jestesmy normalnymi macochami, troche
            egoistycznymi, troche broniacymi swojego terytorium, ale nie
            potworami spozywajacymi niewiniatka na sniadanie.


            acha, kasa sobie nie daj mydlic oczu, bo to problem zastepczy. czy
            NM przed kazdym dzieckiem zbieral pieniadze?
            • radzia74 Re: Skomplikowane troche - jestem zla macocha? 26.03.08, 08:53
              bella ja cie swietnie rozumiem.
              tez mam takie chwile "nienawisci" do pasierbicy
              sa momenty ze irytuje mnie strasznie, a to ze tylko siedzi i oglada
              tv i trzeba ja obslugiwac, a to ze nigdy nie spyta co pomoc.
              jak M. ja ma przywiezc to chodze wkurzona. potem mi jakos zlosc
              przechodzi, bo mimo wszystko szkoda mi tej dziewczynki (tutaj
              glebsza sprawa) i jakos potrafie zachowac pozory.
              nauczylam sie jej zwracac uwage, jak mi sie cos nie podoba. jak np.
              nabrudzi i nie sprzatnie po sobie. gonie ja.
              a co? to ze przyjechala do tatusia wcale nie oznacza ze ja bede
              kolo niej skakac i sprzatac po niej.

              a co do waszego wspolnego dziecka. moj M. mowi ze na dziecko nigdy
              nie ma odpowiedniej chwili. a to kredyt, a to to, a to tamto.
              gdybysmy mysleli w sposob, w jaki mysli twoj M. to pewnie nie
              byloby naszego malego szkraba.

              pozdrawiam i zycze duzoo cierpliwosci i jak najszybszego zaciazenia
        • geos Re: Skomplikowane troche - jestem zla macocha? 26.03.08, 12:31
          eeehh chyba nwet rodzone matki maja czasami chęć pozbyć sie gdzieś swoich
          ukochanych latorośli.
          ja w każdym bądź razie tez mam takie napady, że chętnie bym zamknęła dzieci w
          ich pokoju i nie oglądała przez trzy dni. Wkurzają mnie czasem wszystkim czym
          sie da. Wtedy ja sie zamykam w swoim "biurze" chociaz na godzinę dwie.
          Kiedyś tez mnie dręczyły wyrzuty sumienia, że jestem okropna - dziś też się
          zdarza ale.....daję sobie prawo do bycia wściakłą bo inaczej chyba bym
          znienawidziła to miejsce i ten dom a tak go lubie :o)
    • kicia031 Re: Skomplikowane troche - jestem zla macocha? 26.03.08, 09:40
      Masz pretensje do meza dotyczace odkladania planow prokreacyjnych i
      przenosisz swoja niechec na jego dzieci (bo on je ma, a ty nie masz,
      bo latwiej wkurzac sie na nie niz na niego).

      Radzilabym jasna i konkretna rozmowe z mezem: co z waszym wspolnym
      dzieckiem. jesli odpowiedzi beda wymijajace (czyli nieuczciwe,
      nazwijmy rzeczy po imieniu) albo uslyszysz konkretne NIE to czeka
      cie decyzja, co jest dla ciebie wazniejsze - ten facet czy
      macierzynstwo.
    • lilith76 Re: Skomplikowane troche - jestem zla macocha? 26.03.08, 14:43
      Zgadzam się z dziewcyznami, bo w lżejszej formie przechodziłam to, kiedy sama starałam się namówić M na dziecko.
      Frustracja z powodu braku wspólnego dziecka, odkładania planów na jutro (zawsze jutro będzie jutro, bo dziś jest dziś), zamienia się w niechęć do pasierbów. Bo ich przyjście na świat było zapewne lekkie i bezrefleksyjne, a twoje dziecko wymaga próśb, negocjacji i specjalnych warunków gospodarczych.
    • bella1978 A wiec nie jestem sama z takimi dylematami... 26.03.08, 17:29
      Kochane babeczki, dziekuje Wam za cieple slowa, i troche sie balam ze mi sie
      dostanie za niechec do pasierbow. Nie zawsze tak jest, i to sa ok dzieciaki,
      grzeczne, nierozwydrzone i z poczuciem humoru. Nie chce zeby sobie myslaly ze im
      sie macocha-zolza trafila, ale czasem, no coz, wiadomo jakie mysli sie paletaja
      po glowie. Wyglada ze dzisiaj bedzie powazna (i mam nadzieje na spokojnie)
      rozmowa z mezem, bede sie starac trzymac emocje na wodzy bo czasem tez nie
      panuje. I mam nadzieje ze do jakiegos kompromisu dojdziemy.
      Jest mi tez ciezko z powodu ze jestem na emigracji, i cala moja rodzina jest w
      Polsce, owszem widuje ich raz na jakis czas i rozmawiamy regularnie przez
      telefon, ale na dobra miare w Stanach mam tylko meza... I chcialabym zaczac
      zakladac rodzine, nawet nie mialam ochoty obchodzic swiat i nic nie robilam,
      snulam sie tylko z kata w kat, maz zabral pasierby na jakies pokazy a ja
      zostalam wkurzona w domu. Pewnie jakby dziecko bylo to bym kultywowala polskie
      zwyczaje, swiecenie koszyczka, kosciolek. Ale sama albo z mezem - ktory tego
      'cyrku' nie rozumie, to machnelam reka. Poza tym, wczoraj czytalam wypowiedzi z
      innych watkow, ktos sie wypowiedzial ze wspolne dziecko to jakby 'pomost'
      pomiedzy ja a pasierbami i ja tez tak to widze - jakas wspolna cecha laczaca...
      Uff znowu sie rozpisalam smile
      • helga1970 Re: A wiec nie jestem sama z takimi dylematami... 29.03.08, 09:54
        no co Ty smile
        ja rodzonej 12 latki mam dosc a do pasierbicy chyba mam wiekszy
        dystns przez co wiecej jej bylo wolno.
        chodzi o Wasze sprawy ktore jak zwykle odbijaja sie na rerlacjach z
        dziecmi, w tym partnera
        musicie pogadac, moze on nie chce miec juz dzieci?
    • twojafantazja Re: Skomplikowane troche - jestem zla macocha? 31.03.08, 12:33
      Ja mam odwrotny problem od Twojego-ja zdecydowanie dzieci nie chcę-mąż od czasu
      do czasu marudzi o dziecko ( z tym,że raz to są wnioski na tak np. bo dzieci są
      fajne,słodkie,odziedziczyły by fajne cechy,innym razem na nie:że nie jest już
      najmłodszy,dziecko mogłoby się urodzić chore itp.).
      Na razie jednak spokójsmile
    • bella1978 Najswiezsze wiadomosci... 31.03.08, 15:44
      Pasierby pojechaly w sobote, a my przeprowadzilismy powazna rozmowe w niedziele,
      oczywiescie mialo byc na spokojnie ale troche sie poplakalam (ugh...). Ale
      przynajmniej wyjasnilismy sobie troche rzeczy. Nawet mnie nie potepil za
      wylewanie frustracji na nim samym i jego dzieciakach 'przy okazji'. Powiedzial
      ze nigdy nie chcial zebym byla matka dla jego dzieci, bardziej starsza
      'siostra', i rozumie ze to ze sama pochodze z rozbitej rodziny troche mi
      komplikuje cale spojrzenie na cala sytuacje. Wkurzyl sie tez ze ciagle mu
      mowie ze dla mnie byloby to pierwsze dziecko i dlatego tak tego pragne, i ze
      niektore rzeczy dla niego tez beda sie wydawaly zupelnie nowe, bo bedzie je
      przezywal ze mna. Nie bedziemy tez tak surowo podchodzic do tego calego
      oszczedzania, jezeli drugie tyle bedzie co teraz juz mamy, mozemy sie starac -
      jesien?
      (Z tym oszczedzaniem - wiem, ze moze sie to wydac dziwne dla niektorych, ale
      mieszkamy za granica i po urodzeniu dziecka rezygnuje z pracy na okolo 2 lata,
      moja rodzina w Polsce a meza, daleko od nas). Niestety w USA gdzie mieszkam
      macierzynskiego dostaje sie tylko 6 tygodni - i jeszcze bezplatnego w mojej
      firmie, a takiego bejbika miesiecznego nigdy nie zostawilabym w zlobku...).
      Czyli wszystko sie uklada pomyslnie.... Zaanonsowal tez pasierbom ze beda mieli
      siostre czy brata za jakis czas, czyli wlasciwie... wszystko sie uklada smile)
      • 0_zosia1 Re: Najswiezsze wiadomosci... 31.03.08, 20:00
        Bella, cieszę się że porozmawialiście, i doszliście do ustaleń-
        rozumiem co czułaś, rozumiem te frustracje, przechodziłam przed
        chwilą to samo.. Trzymaj go za słowo, nie odpuszczaj!
      • 0_zosia1 Re: Najswiezsze wiadomosci... 01.04.08, 22:03
        Czy Szanowna Pani była dzisiaj na siłowni? smile
        pozdrawiam serdecznie
        Z
    • 0_zosia1 Re: Skomplikowane troche - jestem zla macocha? 31.03.08, 22:14

      Odpisałam Ci Bello na swoim wątku, ale podkreślę mój doping dla
      Ciebie, wklejam również i tu. smile
      Idę poruszać się jutro (wtorek) po pracy,jak wrócę to sprawdzę czy
      Ty już byłaś smile Naprawdę polecam: pierwsze pół godzinki na bieżni i
      żal do losu ci przechodzi, drugie pół na innych przyrządach i już
      masz lepsze samopoczucie bo robisz coś dla siebie (własnego zdrowia
      a w przyszłości wymarzonego dzieciaczka), potem chwilka na relaks i
      powrót do rzeczywistości z poczuciem dobrze spędzonego czasu.
      Powodzenia, do jutra smile
      • mamaadama4 Re: macochą się jest i tyle 01.04.08, 13:18
        Po wielu latach macochowania doszłam do wniosku, że nie ma w realu
        czegoś takiego jak zła czy dobra macochą. A wszelkie klasyfikacje na
        złą czy dobrą to subiektywne oceny otoczenia.
Pełna wersja