bella1978
25.03.08, 18:00
Musze z siebie wyrzucic bo ostatnio wszystko mi leci z rak i przechodze przez
dola giganta z tego powodu... Mam prawie 30 lat, starszego meza ktory ma
trojke dzieci z poprzedniego malzenstwa. Dzieciaki odchowane bo maja 19, 16 -
chlopaki i 14 - dziewczyna, lat. A ja... nie mam wlasnych, od jakiegos czasu
juz obsesyjnie pragne dziecka, maz mowi ze tez, ale ciagle cos przekladamy.
Teraz rozchodzi sie o oszczednosci, maz nawet nie chce slyszec o dziecku
dopoki nie oszczedzimy - i to sporo. A idzie to jak po grudzie. Od jakiegos
czasu traktuje tez pasierby jak 'zlo konieczne'. Mieszkaja z matka, ale
swieta, ferie i miesiac wakacji spedzaja u nas. Kiedys chetnie razem
wychodzilismy do kina, na jakis obiad, mecze mlodego, ale od jakiegos czasu
cos we mnie 'wstapilo' i zupelnie przestalam odczuwac potrzebe udzielania sie.
Obecnie dwojka siedzi u nas przez tydzien a ja tylko kombinuje gdzie sie urwac
zeby tylko byc sama i nic z nimi nie musiec robic - wiem, brzmi idiotycznie.
Najlepiej zeby siedzialy na komputerze w drugim pokoju... Denerwuje mnie
zachlapana lazienka - o czekaniu przez ponad godzine az mloda sie
wyprysznicuje nie wspomne, ich ogladanie tv w naszej sypialni, to ze chca film
razem ogladac wieczorem, a ja mam tylko ochote wyciagnac sie przed tv po dniu
pracy, nawet ze kosz na smieci sie zapelnia przez kilka godzin. Czuje sie jak
ostatnia zolza i wredna, bo co dzieciaki winne ze mnie szlag trafia z powodu
takich glupot? Z jednej strony chce zeby maz siedzial z nimi albo gdzies je
zabral, koniec koncow, zadna frajda siedziec samemu w domu caly dzien, z
drugiej strony, chodze wkurzona i nie mam ochoty sie do nikogo odzywac, D sie
pyta juz czy jak wyjada to wroce do normalnosci? A ja az siebie nienawidze w
takim momencie, ale nie wychodzi. No kurde i juz. Moj ojciec wyszedl ponownie
za maz i nigdy nie nawiazalismy kontaktu z macocha. Potem oni sie zupelnie
odcieli, i to we mnie siedzi i sobie wyrzucam ze tak samo sie zachowuje ale
jak to zmienic?? Jest coraz gorzej. Nie wyobrazam sobie jednak nas jako jednej
'happy family' i zdaje sobie sprawe ze sie robi w moim zwiazku coraz
toksyczniej, coraz wiecej niewypowiedzianych zarzutow i niedomowien

. Kocham
bardzo meza i nie chce go stracic, ale czasem... Sama nie wiem.... On nie
bardzo rozumie czemu ja tak sie zachowuje, ja sama zupelnie przestalam siebie
rozumiec ostatnio, bo jest coraz gorzej. Jak to zmienic?? Czy powinnam isc
prosto do psychiatry? Bo nie moge sobie poradzic zupelnie

(