Witam poświątecznie,niestety na smutno...

27.03.08, 21:28
Muszę się komuś wygadać, sorry, może jak trochę ochłonę to stać mnie
będzie na dystans.. teraz czuję tylko żal, smutek, niesprawiedliwość
dziejową i figę z makiem...
Otóż mój M "oświecił" mnie poświątecznie: nie stać nas na na wspólne
dziecko, przynajmniej nie w ciągu najbliższych 5 lat! dla ścisłości:
ja mam 35, więc już teraz jest "trochę" póżno, a za 5 to będzie, ech,
No, a nie stać nas bo on podjął decyzję że chce walczyć o regularne
i długie widzenie ze swoją młodą. Ex (nie była żoną), nie zgadza się
absolutnie, of course, więc będzie walka sądowa o umożliwienie
odbywania ustalonych kontaktów. Bo mimo że M płaci (dużo powyżej
średniej )regularnie, sponsoruje każde extrasy etc, to ex nie
zezwala na kontakty, urządza dzikie awantury z wyzwiskami i trzaska
mu drzwiami. Jedynie może sobie na młodą popatrzeć przez płot w
przedszkolu.., Więc M ogłosił "mobilizację" do walki, zapowiedział
że jak będzie młoda u nas bywać to i tak będę miała dużo roboty więc
mój instynkt będzie zaspokojony... ręce mi opadły.. I dowiedziałam
się też że on swoich alimentów na młodą nie zmniejszy, a nasze
wspólne dziecko musiałoby się zadowolić ok 1/8 kwoty, bo więcej nie
ma. Jeśli się dostosuję do jego planów, i nie będę upierała przy
dziecku (ponoć powinnam być zadowolona z dochodzącego i odchowanego
dziecka haha), to pewnie będę tego żałować.. Z drugiej strony ja
pracuję i nieżle zarabiam a sponsoruję nasze wspólne życie, bo M
oddaje prawie całe swoje przychody na młodą, Trafia mnie jak słyszę
że to ja mam obowiązek pracować, pomagać, opierać, i rozumieć
wszystkich dokoła, a niby dlaczego? no, wygadałam się..
    • jayin Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 27.03.08, 21:36
      > Otóż mój M "oświecił" mnie poświątecznie: nie stać nas na na wspólne dziecko

      jeśli nieźle zarabiasz - to raczej to jego nie stać na dziecko.
      ciebie stać.

      równie dobrze możesz powiedzieć, że tyle ile on przeznacza ze swoich pieniędzy na swoją córkę, ty przeznaczysz na swoją (wasze dziecko). a na wspólne życie zarabiacie RAZEM.
      bo jak to tak...smile na razie to wygląda na to, że on utrzymuje córkę, a ty utrzymujesz siebie i jego. czyli pośrednio sponsorujesz jego instynkt ojcowski. wobec jego córki.

      myślę, że możesz spokojnie z tego sponsoringu zrezygnować.
      a jak się pan obruszy - to zadaj sobie pytanie - czy jest z tobą DLA CIEBIE, czy DLA PIENIĘDZY (...żeby mógł spokojnie swoje lokować w utrzymaniu swojej córki). skoro już go w większości utrzymujesz ze TWOICH pieniędzt, to czemu się ma wtrącać do kwestii finansowania kolejnego dziecka z TWOICH pieniędzy.

      a teraz trochę mniej "humorystycznie" i mniej złośliwie..wink:
      chyba będziesz musiała sobie odpowiedzieć na dwa pytania.

      Dlaczego tak naprawdę twój M z tobą jest? Z miłości, czy wygody?
      Czy facet (jakikolwiek) jest ważniejszy od twojej potrzeby bycia matką?
      • konstancja16 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 27.03.08, 22:06
        pytanie zasadnicze ktore nalezy zadac facetowi po przejsciach i z
        przychowkiem:
        'facet, szukasz kobiety ktora bedziesz kochal, uwielbial,
        rozpieszczal, szanowal, partnerki, przyjaciolki czy..... nowej
        mamusi dla swojego dziecka z poprzedniego zwiazku ktore do spolki z
        jego matka skrzywdziles?'


        nic nie wiem o pragnieniu bycia matka, ale wydaje mi sie ze Twoj
        aktualny traktuje Cie instrumentalnie. chyba oboje powinniscie
        zastanowic sie co Was trzyma przy sobie, czy sie kochacie i czy
        jestescie szczesliwi. bo milosc kosztem poswiecen JEDNEJ strony to
        nie zawsze rozkwita w ten piekny kwiatek....

        co do tego 'cieszenia sie z odchowanego dziecka' to tez to raz
        uslyszalam.... omowilismy to od razu i chyba NM nie ma juz takich
        zludzen. rodzice maja obowiazki wobec dziecka i radosc z niego.
        opiekunowie (macochy, ojczymowie itede) tylko obowiazki. radosci
        zero, albo .... no, w zaleznosci od sytuacji czasem odrobine. nie
        na tyle zeby sie 'cieszyc' z ukladu... akceptacja tego nie
        oznacza 'cieszenia sie' i podporzadkowywania sie wszystkiemu. to
        Twoje zycie.
        • elakuz Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 08:00
          konstancja16 napisała:

          > pytanie zasadnicze ktore nalezy zadac facetowi po przejsciach i z
          > przychowkiem:
          > 'facet, szukasz kobiety ktora bedziesz kochal, uwielbial,
          > rozpieszczal, szanowal, partnerki, przyjaciolki czy..... nowej
          > mamusi dla swojego dziecka z poprzedniego zwiazku ktore do spolki
          z jego matka skrzywdziles?'

          Dlaczego miala skrzywdzic? moze jestem przewrazliwiona na tym
          punkcie, ale czesto slyszalam, ze gdybym nie ja to moj maz bylby z
          matka swojego dziecka (zaczelismy byc ze soba 2 lata po ich
          rozstaniu, wiec zawsze sie zastanawiam, czemu jest taka obiegowa
          opinia, ze neks odbiera ojca dzieciom. Moze czasem tak jest ale
          facet to nie parasol i nie mozna go zabrac z przedpokoju podczas
          wizyty u kolezanki.
          Chyba, ze bedziemy kierowac sie opinia, ze facet rozwija sie do 5
          lat a potem tylko rosnie. Znam takich ale znaczna wiekszosc jest
          bardziej rozwinieta.
          • konstancja16 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 10:21
            elakuz, moze sie zle wyrazilam, ale mialam na mysli, ze to facet i
            Ex skrzywdzili dziecko. rozwalajac mu rodzine, rozstajac sie. to
            takie przerysowane oczywiscie, ale chcialam w ten sposob
            zaprotestowac przeciwko przerzucaniu odpowiedzialnosci i nadmiernych
            obowiazkow na Next.

            bo to rozwiedzeni rodzice maja sie gimnastykowac i naginac sytuacje
            do potrzeb dziecka. Next ma nie przeszkadzac. ale nie skladac
            swego zycia na oltarz dawnej rodziny w imie unikania konfliktow.
            wiec chyba w gruncie rzeczy sie zgadzamy wink)
            • elakuz Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 15:04
              pewnie, ze sie zgadzamy.
              Mam podobne poglady na sprawe macochowania do twoich i czesto
              moglabym sie podpisac pod twoimi postamiwink
          • dyderko Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 10:28
            Elakuz, nie wiem czy Konstancji o to chodziło ale ja na to patrzę w
            ten sposób: dwoje ludzi powołało na świat dziecko, któremu nie
            zdołali zapewnić spokojnego i bezpiecznego domu, więc go
            skrzywdzili. Na tej zasadzie właśnie mój NM skrzywdził swoje dzieci,
            bo nie powinien był ich spłodzić z tą kobieta i to że ja się
            pojawiłam gdy formalnie byli małżeństwem, a nawet mieszkali razem
            nie zmiania faktu ze moja osoba z tym skrzywdzeniem dla mnie nie ma
            nic wspólnego (akurat w tym wypadku to dzieci na ich rozejściu
            sie,mimo wszystko, wiele zyskały).
            • elakuz Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 15:02
              pewnie, ze krzywdza ale krzywdza tez pojsciem do lozka z kims, kogo
              nie kochaja a nawet nie znaja, bez zabezpieczenia (moj Madrala) a
              potem jest niewinna istota, ktora potrzebuje obojga rodzicow.
              Ja jestem zwolenniczka teorii, ze lepiej rozstac sie, jezeli nie ma
              miedzy rodzicami milosci niz tkwic w zlym wiazku dla dobra dziecka.
              Zazdroszcze tu na forum niektorym macoszkom tego, ze maja "normalna"
              eks i moga gogadac sie z nia. Co prawda chyba Kicia kiedys napisala,
              ze kazdy ma taka eks na jaka zasluzyl ale......ja chyba nie jestem
              az tak zlawink))
              • kicia031 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 15:08
                Co prawda chyba Kicia kiedys napisala,
                > ze kazdy ma taka eks na jaka zasluzyl ale......ja chyba nie jestem
                > az tak zlawink))

                No coz, mialam na mysli facetow - to oni sobie wybrali takie panie i
                tak sobie z nimi ulozyli relacje.

                Nam pozostaje tylko sie zastanawiac, po co sobie wybralysmy takich
                panow wink)
                • elakuz Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 15:22
                  jak napisala Konstancja "inny mnie nie chcial" wink)
                  A powazniej to po 6.5 roku wspolnego zycia ( od prawie 3 miesiecy
                  formalnie) nie moge narzekac na mojego. Chociaz moze psycholog
                  dopatrzylby sie czegos, bo bardzo balam sie, ze po slubie sie zmieni
                  na gorsze, zreszta dalej sie bojewink
                  To pewnie nieudane malzenstwo ma na to wplyw
                  Zycze wam milego weekendu, pogoda coraz ladniejsza, czas na rower.
    • marusia1 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 27.03.08, 22:14
      Witaj!
      Zgadzam się z dziewczynami. Nic dodać, nic ująć. Z tego jak opisałaś swoją
      sytuację wynika, że Ciebie stać na DZIECKO. Pozostaje pytanie: czy facet, w
      którym ulokowałaś uczucia jest odpowiednim kandydatem na JEGO ojca?
    • adela38 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 27.03.08, 23:06
      Strasznie sie wkopalas...Szczerze wspolczuje...Nie rozumiem jak twoj facet ma
      czelnosc fundowac tobie dziecko jego i jego bylej jako zastepstwo twojego
      wlasnego. I jak doszlo do sytuacji,ze ty sponsorujesz jego i ewentualnie
      pasierbice...Jak mu tak na niej zalezy to moze powinien wrocic do jej matki? Bo
      na tobie to jemu wcale nie zalezy... Jemu jest z toba wygodnie, ale ty tracisz
      czas i finanse na pasozyta...
      Czy ty kochasz naprawde jego czy tylko wyobrazenie o nim?
      • konstancja16 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 27.03.08, 23:47
        > jak mloda bedzie u was bywac to TY bedziez miala kupe roboty????

        nie, przeczytaj raz jeszcze swoj post. jesli Twoj M szukal kogos do
        roboty to... dopowiedz sobie reszte. pewnie bylas bardzo
        rozgoryczona i troche przejaskrawilas jak to pisalas, bo to nie moze
        byc prawda.

        btw, 35 to najpiekniejszy wiek dla kobiety smile))
    • ciemnanocka Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 06:45
      kurcze Zosia, jakbym siebie slyszala kiedys!!!
      napisze moze potem bo czasu teraz z lekka brak, ale jayin jak zawsze prawi madrze
    • elakuz Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 07:52
      powiem tak, ja bym zwiewala od takiego faceta gdzie pieprz rosnie.

      Zaczne od jego checi walki o dziecko, jak ma ochote dowiedziec sie z
      czym to sie je, ile trwa i ile kosztuje to moj maz pewnie chetnie go
      oswieci. Wygrac raczej sie nie da, jezeli matka dziecka uprze sie,
      ze dziecko nie bedzie mialo z ojcem kontaktu to zadne sady,
      kuratorzy, osrodki RODK nie pomoga. Zaplaci kare i robi to samo a
      dziecku tak wypierze mozg, ze nie macie szans. Taka jest moja opinia
      poparta prawie roczna walka mojego meza.

      Teraz o tobie, jezeli chcesz miec dziecko to nie czekaj.
      Tylko, czy twoj maz nadaje sie na ojca to juz inna sprawa.
      Zastanawiam sie tez do czego jestes potrzebna swojemu facetowi,
      sprzataczke mozna wynajac, kochanke tez.
      Napisze banal, ale dzielenie z kim zycia to liczenie sie z jego
      potrzebami a on o twoich zapomnial.
      Jestem gadula w zwiazku i kazdy problem lubie przegadac, dlatego
      uwazam, ze zawsze trzeba mowic partnerowi, co nam sie nie podoba, co
      nas boli, co chcemy zmienic. Mysle, ze to recepta za zwiazek pod
      warunkiem, ze dziala w obie strony, wiec pogadajcie szczerze, nawet
      jezeli skonczy sie to trzasnieciem drzwiami i placzem.

      Zycze ci powodzenia, pozdrawiam
    • ywwy Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 08:30
      mnie intryguje, czemu eksia nie zgadza się na widzenie z dzieckiem?
      Nie podoba mi się postawa twojego faceta to chyba jakiś egoista
      jest...
    • magdmaz Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 08:34
      A nie odpowiedziałaś mu od razu: "Puknij ty się, facet, w czółko?".
      A może przestań go po prostu utrzymywać? Drastycznie i definitywnie? I zacznij
      oszczędzać sobie na własne dziecko?
      • nini6 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 09:18
        Ja zacytuję ci słowa pewnej madrej forumki z "macoch". Zapisałam je sobie i
        często do nich wracałam rozmawiając z moim M o naszym wspólnym dziecku
        "Nawet największa miłość nie wybaczy poświęcenia marzeń o macierzyństwie. Wiem,
        że prędzej czy później bym go
        znienawidziła i straciła szacunek do samej siebie za głupotę bezdenną"

        Pytanie tylko - jak już dziewczyny napisały - czy to aby właściwy ojciec dla
        Twojego dziecka.
        • lilith76 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 09:36
          > "Nawet największa miłość nie wybaczy poświęcenia marzeń o macierzyństwie. Wiem,
          > że prędzej czy później bym go
          > znienawidziła i straciła szacunek do samej siebie za głupotę bezdenną"

          To byłam chyba ja.
          Ze swojej strony nie wiem co ci radzić, bo byłam w sytuacji i podobnej, i niepodobnej - mój uważał, że się jako ojciec zrealizował i po cholerę mu kolejne. Ja w końcu postawiłam sprawę na ostrzu noża, wyciągnęłam walizkę - Niemąż woli pakiet "ja+wspólne dziecko", niż "życie beze mnie". Nie zachwycający kompromis, ale życie nie bywa serialem.
          W ciążę zaszłam, straciłam i dopiero po poronieniu coś się zmieniło - powiedział, że mnie bardzo kocha i zaraz będziemy mieli kolejne dziecko. Potem posypały nam się plany mieszkaniowe i o ile kiedyś mówił, że absolutnie w tym mieszkanku nie ma miejsca dla nowego dziecka, tak teraz mówi o konieczności remontu i dopasowania pokoju dziecięcego do obecności kolejnego członka rodziny. Nie wiem jak będzie dalej, może mu przejdzie.
          • nini6 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 10:08
            No pewnie, że to byłaś Ty smile)
            Zastanawiałm się, czy Cię nie zranię cytując te Twoje słowa po tym jak
            poroniłaś, dlatego nie podałam autora. Co oczywiście było głupie smile
            Cieszę się, że u Ciebie OK smile
          • chalsia Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 11:20
            > dobnej - mój uważał, że się jako ojciec zrealizował i po cholerę mu kolejne. Ja
            > w końcu postawiłam sprawę na ostrzu noża, wyciągnęłam walizkę - Niemąż woli pa
            > kiet "ja+wspólne dziecko", niż "życie beze mnie". Nie zachwycający kompromis, a
            > le życie nie bywa serialem.

            przeżyłam dokładnie to samo tylko z drugiej strony - wolałam pakiet "on+wspólne
            dziecko" niż "życie bez niego".

            Z perspektywy czasu - był to zły kompromis.

            Lepiej byśmy obydwoje na tym wyszli, gdyby każde pozostało przy swoim zdaniu,
            mimo iż skończyłoby sie to rozstaniem (nawet jesli nie natychmiastowym).
    • 13monique_n Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 10:02
      Zosiu, ja nic nowego niż dziewczyny powyżej nie napiszę. Bardzo
      ważne pytania wynikają z Twego postu:
      1. Dlaczego ze soba jesteście? Jakie są Twoje powody, a jakie męża?
      2. Czy taka wizja związku - zaspokajanie jego potrzeb i instynktów,
      a lekceważenie Twoich, Ci odpowiada?
      Jezuuuu, tak naprawdę ręce opadają. relacja w związku MUSI być
      dwukierunkowa, inaczej wszystko się sypie w piz...u.
      • konstancja16 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 10:23
        a ja jeszcze sprobuje cos pozytywnego dodac. na obrone zwiazku i
        M.

        moze on to walnal tak glupio bo byl poirytowany, zmeczony kolejna
        (nieudana) proba spotkania sie z dzieckiem? wyobrazam sobie ze dla
        rodzica ktoremu zalezy na kontaktach niemoznosc zobaczenia dzieciaka
        w swieta to potezny policzek. to oczywiscie NIE USPRAWIEDLIWIA
        niczego, ale moze pozwala troche zrozumiec faceta. zakladajac, ze
        walnal glupio i bezmyslnie tylko.

        moze w nieodpowiednim momencie zaczelas rozmowe o dziecku, kiedy
        jemu sie chcialo wyc z bolu, zlosci i niemocy? policz do dziesieciu
        i porozmawiajcie o tym na spokojnie, kiedy on bedzie w stanie skupic
        sie na Waszym zwiazku, a nie tylko myslec o swoim dziecku, a Ty
        bedziesz juz poukladana, konkretna, zdolna wyartykulowac to co wazne
        i bronic swoich racji. a nie uderzac w placz. wszystko zalezy od
        tego czy to byl jednorazowy glupi wybuch z jego strony czy trwale i
        konsekwentnie olewa Twoje potrzeby. trzymaj sie!
        • marusia1 Konstancjo 28.03.08, 10:48
          może się okazać, że nigdy nie ma właściwego momentu na rozmowę o dziecku. Na
          początku mojego związku mój M. wypalił mi, że on nie zamierza mieć dzieci, bo
          już ma i wie co to znaczy (ciągła walka z ex o kontakty z dziećmi). Ja
          odpowiedziałam mu, że kiedyś zachce i żeby się nie okazało, że nie będzie mógł
          mieć więcej dzieci. Co miesiąc dostawałam kota, gdy okazało się, że nie jestem w
          ciąży. Były awantury, bo byłam nieznośna. Do tego dochodziły problemy z
          pasierbem. No i okazało się, że mój M. musi się wyciszyć, itp itd. Teraz jemu
          zaczęło zależeć i widzę jak zazdrości znajomym, u których pojawiają się maluchy.
          Ja uspokoiłam się trochę i żyję nadzieją, że dołączę do macoszek, które zostają
          mamusiami. Ale wiem, że mój M.jest tym właściwym facetem i na pewno będzie
          (jest) wspaniałym ojcem.
      • mara68 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 10:43
        Ręce opadają... Walcz o swoje prawo do szczęścia. I na pocieszenie:
        u nas tez tak było na początku, że po co ślub, nowe dziecko to będą
        tylko obowiązki i kłopoty, a córka NM była na 1 miejscu. Ale ja
        sukcesywnie "tupałam nóżką", z pewnymi oporami i myślami że zołzą
        jestem, ale się opłacało. Przypominałam tez NM, że jego córka ma już
        rodziców i że to nie to samo dla mnie co własne (nasze dziecko).
        Teraz jesteśmy partnerami, wszystko uzgadniamy i każda osoba w
        naszym trójkącie i jej potrzeby są brane pod uwagę.
        Doszło do tego, że mój NM urządza pokoik dla dziecka w naszym nowym
        mieszkaniu i tłumaczy swojej córce że to będzie ich wspólny pokój
        jej i naszego (potencjalnego, bo w ciąży nie jestem) dziecka. Warto
        zaryzykować, chociaż czasami było ostro i miałam wszystkiego dość i
        nie rezygnuj ze swoich marzeń.
    • kicia031 bardzo wywazone wypowiedzi... 28.03.08, 10:43
      ja sie odetne od glownego trendu i powiem ktotko:

      Panu - kopa.
      Dziekuje za uwage.
      • mikawi Re: bardzo wywazone wypowiedzi... 28.03.08, 13:00
        podpiszę się pod kicią

        Jeśli facet TAK przedstawił swoje podejście do Waszego związku to
        dziewczyno nie miej ZŁUDZEŃ - traktuje cię tak instrumentalnie i
        przedmiotowo, że aż boli to czytać. Fakty są takie: masz 35 lat i tu
        nie ma czasu na odkładanie decyzji o dziecku, więc jeśli facet chce
        mieć dziecko, to tu nie ma czego odkładać. Tyle, że może nie chce, a
        tobie mydli oczy "ważnymi" powodami, dla których trzeba tę decyzję
        odłożyć o 5 lat (??? - skąd taki okres, tyle lat bedzie oszczedzal
        na dziecko, czy po prostu liczy ze po 40. już nie będziesz mogla
        tego dziecka mieć?)
        Fakt 2 - facetowi jest wygodnie i tyle, on ma gdzieś twoje potrzeby.
        Teraz służysz mu (sorry za okreslenie ale taka jest prawda) jako
        sponsor jego zycia, by on mógł przepieprzać swoje dochody na córkę.
        Ok, niech płaci tych alimentów ile chce, ale niech najpierw opłaci
        SWOJE utrzymanie.
        Fakt 3 - za chwilę twoim zadaniem będzie służyć jego córce, jak już
        się zacznie pojawiać w Waszym domu. Czyli robić za darmową opiekunkę
        i wysłuchiwać pretensji tatusia, że nie dość mocno kochasz
        pasierbicę.
        Reasumując: jak długo chcesz robić za podnóżek gościa, który ma cię
        w dupie?
        • aniak37 Re: bardzo wywazone wypowiedzi... 28.03.08, 15:00
          Współczuję bardzo, ja bym sobie wzięła do serca wypowiedzi niektórych dziewczyn,
          nie będę nic dodawać ,powiem ci tylko że u mnie jest na odwrót, mąż bardzo chce
          dzieci i może ich zrobić ile się da, jeżeli mu się pozwoli na tosmile) Nie myśli za
          bardzo o ich utrzymaniu. My mamy już dwie córki i on ma jeszcze jednąsmile
          • yuka66 Re: bardzo wywazone wypowiedzi... 28.03.08, 15:14
            Dziewczyno, co Ty jeszcze robisz z tym facetem? Nawet jesli
            przekonasz go do dziecka, to czy on z taka postawa nadaje sie on na
            ojca.
        • mrs_ka Re: bardzo wywazone wypowiedzi... 28.03.08, 15:26
          To ja się podpiszę pod Kicią i pod Mikawi.
          Jako wredna eksiara poczułam, ze klapki mi jednakowoż spadają z nóg
          po lekturze postu Zosi. Zwłaszcza, ze to drugi wątek na podobny
          temat w ostatnich dniach.
          W drugim wątku pan odkłada mysl o dziecku, bo najpierw musi
          oszczędzić. A ma już trójkę dzieci.
          Nasuwa się myśl- bynajmniej nie eksiarska, a raczej ogólnoludzka-
          czy to nie na te dzieci oszczędza, aby biedaczynkom nic nie
          uszczknąć po narodzinach czwartego. A ty macocho haruj i zarzynaj
          się na swoje własne marzenia, które musisz jeszcze podzielić na
          połowę i oddać ją z usmiechem na ustach cudzej progeniturze, bo
          kolejność w szeregu oznacza, ze jesteś na szarym końcu.
          No ja bardzo przepraszam, ale chyba żaden normalny człowiek nie
          zdzierży podobnych toków rozumowania.

          Tu zaś sytuacja jest jeszcze bardziej kuriozalna: nie będziesz miec
          swojego dzidzusia, ale mam super deal- pokochaj mojego dzidziusia!
          No patrzcie panstwo, cóż za genialna wymiana!
          Też sprzedałabym kopa w dupę.
          Tatusiowi bardzo się chwali zaangazowanie i walecznośc o dziecko,
          ale płaci za nie również życiem Zosi, a to już wcale niepięknie.
          Lilith miała 100% racji: żadna miłośc do mężczyzny nie wybaczy
          przymusu (owijanego w różnokolorowe papierki w zalezności od
          sytuacji) wyrzeczenia się macierzyństwa.
          Im szybciej sie to zrozumie tym lepiej, bo biologia nie zawsze jest
          łaskawa.

          a.
          • balladynka Re: bardzo wywazone wypowiedzi... 28.03.08, 16:02
            > Tu zaś sytuacja jest jeszcze bardziej kuriozalna: nie będziesz
            miec
            > swojego dzidzusia, ale mam super deal- pokochaj mojego dzidziusia!
            > No patrzcie panstwo, cóż za genialna wymiana!

            Prawda? Też mi się podoba. Może nie do końca dobry przykład ale
            powiedz swojemu, że może w takim razie koniec z bzykankiem, weźmiesz
            sobie kochanka, twój facet będzie sobie mógł popatrzeć żeby mu tak
            kompletnie przykro nie było, niektórym to nawet w zupełności
            wystarcza i zaspokaja naturalne potrzeby, w końcu on ci taki sam
            tombak proponuje, on przecież i tak będzie miał pełne ręce roboty z
            praniem prześcieradeł i słaniem łóżka podczas wizyt kochanka, a
            kochanek taki dochodzący i odchowany to przecież rewelacja sama, i
            mecz razem obejrzą, i piwka się napiją, i w kapsle pograją ale z
            kolei nie będzie na tyle absorbujący, żeby mu gotować czy skarpetki
            prać bo pójdzie sobie natenczas do domu.
            Kretyn.
            Współczuję Ci bardzo bo miałam podobnie.
            Nie rezygnuj z macierzyństwa, ja nie zamierzam.
            • chalsia Re: bardzo wywazone wypowiedzi... 28.03.08, 16:40
              > Prawda? Też mi się podoba. Może nie do końca dobry przykład ale
              > powiedz swojemu, że może w takim razie koniec z bzykankiem, weźmiesz
              > sobie kochanka, twój facet będzie sobie mógł popatrzeć żeby mu tak
              > kompletnie przykro nie było, niektórym to nawet w zupełności
              > wystarcza i zaspokaja naturalne potrzeby, w końcu on ci taki sam
              > tombak proponuje, on przecież i tak będzie miał pełne ręce roboty z
              > praniem prześcieradeł i słaniem łóżka podczas wizyt kochanka, a
              > kochanek taki dochodzący i odchowany to przecież rewelacja sama, i
              > mecz razem obejrzą, i piwka się napiją, i w kapsle pograją ale z
              > kolei nie będzie na tyle absorbujący, żeby mu gotować czy skarpetki
              > prać bo pójdzie sobie natenczas do domu.

              ROTFL oraz bardzo słusznie.
              Ewentualnie można złagodzić do wersji pt "nie chcesz dzieci = zero seksu, no bo
              po co, a poza tym to najpewniejszy sposób by tych dzieci nie było"
            • elf28 Re: bardzo wywazone wypowiedzi... 28.03.08, 21:04
              Balladynko, uwielbiam Twoje poczucie humoru! W samo sedno!
            • 13monique_n Re: bardzo wywazone wypowiedzi... 29.03.08, 10:25
              dołaczę do chóru wypowiedzi wielbiących Twoje poczucie humoru, balladynko smile.
              Też jestem zdania, że nic tak dobrze nie obrazuje sytuacji, jak jej celne
              sparafrazowanie, tak, by ktoś pojął istotę własnej propozycji/wypowiedzi big_grin
        • zonka77 się podpisuję :) 29.03.08, 11:03
          pod kicią i mikawi. Tylko upewniłabym się że to nie nerwy i że na spokojnie
          naprawdę i niezmiennie tak myśli i jeśli tak - to naprawdę kopnęłabym w 4 litery
          takiego pana.
          Jesteś wykorzystywana i jeszcze szanowny pan uważa że powinnaś się poświęcić dla
          jego spraw. No proszę Cię - chyba to widzisz??
    • kasia_kasia13 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 16:09
      Kopnij Ty go w d..e.
      • konstancja16 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 16:31
        woda na mlyn, a autorka postu sie nie odzywa.

        a Wy, dziewczyny, to ostre jestescie jak brzytwy. idiota, kretyn,
        kopa w dupe. sluchajcie, ta dziewczyna pisze o swoim MEZU. nie o
        chlopaku, narzeczonym, kochanku tylko o MEZU. stosunkowo niedawno
        poslubionym jak zgaduje z jej innego (powitalnego) postu. moze ja
        jakas dziwna jestem, ale wydaje mi sie ze jak ktos sie z kims hajta
        (a przyczyna nie jest wpadka) to raczej duuuzo go z ta druga osoba
        laczy. a nawet byc moze te osobe kocha. i takiego zwiazku nie
        konczy sie 'kopem w dupe' po jednej klotni, chocby i dotyczyla ona
        sprawa jak najbardziej zasadniczych. najpierw sie probuje dojsc do
        porozumienia.

        byc moze o tych sprawach trzeba bylo porozmawiac przed
        wypowiedzeniem sakramentalnego 'tak'. nie wiemy czy panstwo
        rozmawiali i co ustalili. tutaj dziewczyna w chaotycznym, pelnym
        emocji poscie wywalila co ja boli. to daleko od pogladu na
        caloksztalt zwiazku i diagnozy co zgrzyta.

        moze i macie racje, ale powiem szczerze ze jakby mi ktos na
        podstawie mojego jednego, w nerwach pisanego i rozzalonego postu
        napisal, ze moj facet jest kretynem to.... najdelikatniej mowiac
        przykro by mi bylo.


        PS. podobne mialam wrazenia przy wczorajszych komentarzach nt
        glodowych alimentow. babka zapytala o te szwedzka zapomoge i
        posypaly sie komentarze, ze jej facet niskie alimenty placi, sknera
        jedna. nie wiadomo ile gosc ma lat, jaki zawod, czy jest zdrowy czy
        chory, nie wiadomo czy ma inne dzieci, nie wiadomo jak sie
        podzielili majatkiem po rozwodzie, jaka jest aktualna sytuacja
        obojga rodzicow. w ogole nic nie wiadomo o calej sytuacji, a od
        razu oceny przezynajace do kosci. twarde prawa forumowe...
        • chalsia Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 16:46
          > PS. podobne mialam wrazenia przy wczorajszych komentarzach nt
          > glodowych alimentow. babka zapytala o te szwedzka zapomoge i
          > posypaly sie komentarze, ze jej facet niskie alimenty placi, sknera
          > jedna. nie wiadomo ile gosc ma lat, jaki zawod, czy jest zdrowy czy
          > chory, nie wiadomo czy ma inne dzieci, nie wiadomo jak sie
          > podzielili majatkiem po rozwodzie, jaka jest aktualna sytuacja
          > obojga rodzicow. w ogole nic nie wiadomo o calej sytuacji, a od
          > razu oceny przezynajace do kosci. twarde prawa forumowe...

          mylisz się Konstancjo. To nie twarde prawa forumowe, tylko kilka lat czytania
          watków na macochach i umiejętność czytania między wierszami jak to mówią. W
          tamtym wątku zostało wyjasnione SKĄD takie komentarze- ze sposobu w jaki nexia
          opisała sytuację.

          > a Wy, dziewczyny, to ostre jestescie jak brzytwy. idiota, kretyn,
          > kopa w dupe. sluchajcie, ta dziewczyna pisze o swoim MEZU. nie o
          > chlopaku, narzeczonym, kochanku tylko o MEZU. stosunkowo niedawno
          > poslubionym

          a co to za róznica czy on poślubiony czy nie z punktu widzenia ewentualnego kopa
          w dupę? żadna przecież. No, jedna - że formalnie rozstać się to trzeba rozwód
          wziąć. Ale mentalnie czy jakkolwiek inaczej - wsio rawno.
        • 13monique_n Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 29.03.08, 10:35
          Konstancjo, wszelkie - mniej i bardziej wyważone wypowiedzi na temat tego faceta
          wskazują na jeden wniosek - świeżo, czy "nieżwieżo" poślubiony, nie wykazał się
          w tym wypadku zbytnią empatią, miłością do swojej "świeżo" poślubionej żony. I
          to, że myśmy to chórem nazwały to zapewne jest dla niej przykre, ale może być
          także potwierdzeniem "jeszcze nie zwariowałam, mam rację, że mi się to nie
          podoba". Mówię tak z perspektywy kobiety, której miłość na długo odebrała może
          nie wzrok, ale zdolność prawdiłowego oceniania działań, które miłością nie były.
          A ja, jak typowa ofiara przemocowca (psychicznego) miałam na to miliony
          usprawiedliwień.
          Nie wiem, co czuje Zosia w tej chwili. Mało napisała. Ale dla mnie
          wystarczająco, abym zrozumiała, że ona pragnie bardzo tego dziecka. I akurat
          tego jej "świeżo" poślubiony małżonek odmawia. I skoro ona jest tym zaskoczona,
          to znaczy, że pan przed ślubem mówił inaczej. A teraz jest już "po ślubie"... i
          ożesz, trudno mi uciec od myśli, że pan może być z gatunku facetów "przed ślubem
          noszenie na rękach, po ślubie robienie podnóżka".
          Przepraszam, że akurat w tym tak mocno odbija się moje złe doświadczenie z
          Eksem, ale jeśli ta dziewczyna to czyta, jeśli coś świata jej w głowie, to niech
          sama wyciąga wnioski i decyduje. Bo to jej życie, a w wieku 35 lat za wiele tego
          czasu w zapasie nie ma.
    • reksia Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 28.03.08, 17:45
      Ja bym panu podziękowała. Ja rozumiem że chce walczyć o dziecko i
      chwali mu się to. Powinien jednak też, moim skromnym zdaniem,
      walczyć o obecny związek. Jego w tym głowa, jak pogodzić jedno z
      drugim.
    • 0_zosia1 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 29.03.08, 15:25
      Dziewczyny- bardzo wam dziękuję, aż się popłakałam czytając wasze
      wypowiedzi. Nie mogłam wcześniej się odezwać, więc przeczytałam
      wszystko dopiero teraz. Otóż ochłonęłam, przeprowadziłam z M poważną
      rozmowę, bez płaczu itd. Wywaliłam mu co mnie boli i co chcę -
      (kurczę jakbyście były tam ze mną!!)- czyli że mam prawo pragnąć
      dziecka (przed ślubem owszem rozmawialiśmy i chiceliśmy oboje),
      powiedziałam na spokojnie że jego ostatnie wywody potraktowałam jako
      reakcję na stres, wściekłość na ex, żal etc, aczkolwiek totalnie
      mnie to zabolało . Przemyślał, przeprosił, zaczął normalnie gadać.
      Co do sytuacji materialnej, faktycznie mnie stać na dziecko, jego na
      drugie niekoniecznie i właśnie to jak przyznał bardzo go boli. Tuż
      po ślubie skomplikowała mu sie sytuacja w firmie, dlatego tak
      drastycznie spadły mu dochodu, teraz kombinuje ale nie pokazywał mi
      jak bardzo to przeżywa. Teraz on wywalił że czuje że mnie zawiódł,
      bo przed ślubem nie obawiał się dodatkowych kosztów a teraz owszem
      tak i nasze wspólne dziecko zobaczył w pierwszej kolejności jako
      koszt a nie pragnienie. chciałby mu też zapewnić dobrą sytuację
      finansową ale nie odbierać nic pierworodnej. Stanęło na tym, że
      zaczniemy starania na przełomie roku, i ja w żadnym wypadku służącą
      ani niańką dla pasierbicy nie będę. choć M chciałby abym ją
      pokochała- chyba faceci widzą to inaczej. no cóż, kocham go, chcę z
      nim być, staram się zrozumieć. Dziewczyny, wypowiedziałyście głośno
      to o co ja boję się walczyć, zawsze miałam takie problemy, zawsze
      ustępowałam dla świętego spokoju.. (wychowałam się w delikatnie
      mówiąc toksycznej rodzince, gdzie niewiele miałam do gadania i
      jeszcze mniej do chcenia). Jak czytam Wasze wypowiedzi w innych
      wątkach jest mi raźniej, zyskuję siłę do walki o swoje prawa. Macie
      rację, że trzeba o nich głośno mówić- nikt sam raczej się nie
      domysli. Dziękuję za wsparcie to dla mnie bardzo ważne.
      • mikawi Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 29.03.08, 15:58
        Zosiu, cieszę się, że udało Ci się konstruktywnie porozmawiać z
        mężem i trzymam kciuki, aby na przełomie roku te starania za długo
        nie trwały smile Odniosę się jeszcze tylko do relacji macochowych -
        poczytaj sobie proszę to forum, a zobaczysz, że warto wyrobić w
        sobie umiejętność mówienia NIE w sprawach macochowych. Wiele macoch
        zaczyna z morzem dobrej woli i chęcią starania się za dwoje (męża i
        siebie). To cenne, ale czasem bardzo szybko spala. I jak czytam to
        forum od lat, tak niezmiennie widzę, że droga do szczęsliwej macochy
        i poprawnych relacji rodzinnych, to jednak niezbyt duże angażowanie
        się w sprawy dziecka męza. Od tego jest mąż, to na nim mają sie
        skupić obowiązki związane z jego dzieckiem, choć wielu panów życzy
        sobie bardzo przerzucić te obowiązki na partnerkę. Piszę Ci to, bo
        mimo, że teraz ustaliliście tę kwestię w rozmowie, to w praktyce, w
        zyciu potem różnie bywa i facet może próbować metodą małych kroczków
        ugrać więcej, niż Ty byś chciała. Zwłaszcza, że jak piszesz, masz
        skłonności do ustępowania dla świętego spokoju. Warto nauczyć się
        asertywności w tym temacie, dla własnego zdrowia psychicznego, a
        uwierz - wszystkim to wyjdzie na dobre. Oczywiście nie mam na myśli
        skrajności typu "nie chcę pasierbicy w moim domu" ale to jak sądzę
        Ci nie grozi smile Ważne, byś od początku jasno ustaliła z mężem
        granice własnego zaangażowania, by nie były one zbyt dalekie i byś
        konsekwentnie pilnowała ich nieprzekraczania. Potem mniej
        rozczarowań i frustracji.
        • 0_zosia1 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 29.03.08, 16:14
          mądre słowa mikawi. Czytam, bo szukam sposobu jak dbać o swoje
          zdrowie psychiczne, pozostając jednocześnie partnerką dzielącą
          wszystkie sprawy z M. Chyba wszystko wyjdzie w praktyce, a to forum
          jest świetnym "poglądowym kursem aserywności macochowej" oczywiście
          w pozytywnym znaczeniu. Pozdr.
      • marusia1 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 29.03.08, 17:15
        Mam nadzieję, że ustalenia będą konstruktywne. Życzę powodzenia! :o)
        • mikawi Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 29.03.08, 17:35
          marusia1 napisała:
          > Mam nadzieję, że ustalenia będą konstruktywne.

          to dodam jeszcze - "i wiążące", i że mąż, jak przyjdzie co do czego,
          nie wymyśli odłożenia decyzji o dziecku o kolejny rok, bo jednak
          finanse nadal nie są na oczekiwanym poziomie, albo walka o kontakty
          z córką zbyt absorbująca. Przepraszam Zosiu, że tak sceptycznie
          piszę, ale upewnij się, czy mąż tak samo jak Ty podchodzi do tych
          ustaleń i nie są to tylko słowa bez pokrycia.
          • 0_zosia1 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 29.03.08, 17:52
            Zgodziłam się na ten koniec roku, i nie zamierzam odpuszczać. Będę o
            tym mówić, nie codziennie, ale wystarczająco często, aby mu to wbić
            do głowy na stałe. a jak najdzie mnie chwila zwątpienia, to
            przywrócicie mnie do pionu. Bardzo mocno "przemówiło" do mnie
            zdanie "Nawet największa miłość nie wybaczy poświęcenia marzeń o
            macierzyństwie. Wiem,że prędzej czy później bym go znienawidziła i
            straciła szacunek do samej siebie za głupotę bezdenną". Nie poddam
            się już.
            • nini6 Re: Witam poświątecznie,niestety na smutno... 29.03.08, 21:58
              To słowa lilith smile
              Mnie też otworzyły oczy.
          • kicia031 Otoz to - monitoruj postep... 31.03.08, 09:57
            Dopilnuj, zeby ci maz nie zmienil zdania.
            • 0_zosia1 Re: Otoz to - monitoruj postep... 31.03.08, 19:47
              Oj będę, bedę monitorować smile Na razie jest ok, Zaczęłam chodzić na
              siłownię- mężowi oznajmiłam, że muszę teraz bardziej o siebie dbaćsmile
              Pochwalił, powiedział że za kilka miesięcy będę miała super
              kondycję a kondycja i zdrowie to będzie nam bardzo potrzebne jak
              będziemy w ciąży! dziewczyny, jak ja się cieszę że pamięta o naszych
              ustaleniach! jestem spokojniejsza.
              • bella1978 Re: Otoz to - monitoruj postep... 31.03.08, 21:43
                Rowniez sie ciesze, ze u Was sie wszystko uspokoilo i ustaliliscie kompromis w
                czyms, czego tak bardzo pragniesz. Trzymam kciuki i zobaczysz, czas zleci nie
                wiadomo kiedy.
                PS> A ja tez sie zbieram i zbieram na silownie - dla kondycji i lepszego
                samopoczucia smile, moze sie powinnismy razem dopingowac? (bo mi ciagle 'schodzi')....
                • 0_zosia1 Re: Otoz to - monitoruj postep... 31.03.08, 22:08
                  Idę poruszać się jutro (wtorek) po pracy,jak wrócę to sprawdzę czy
                  Ty już byłaś smile Naprawdę polecam: pierwsze pół godzinki na bieżni i
                  żal do losu ci przechodzi, drugie pół na innych przyrządach i już
                  masz lepsze samopoczucie bo robisz coś dla siebie (własnego zdrowia
                  a w przyszłości wymarzonego dzieciaczka), potem chwilka na relaks i
                  powrót do rzeczywistości z poczuciem dobrze spędzonego czasu.
                  Powodzenia, do jutra smile
                  • bella1978 Re: Otoz to - monitoruj postep... 31.03.08, 22:19
                    No to do jutra smile. Wycisniecie z siebie siodmych potow jest wspaniale na
                    zwalczanie stresow rowniez... To ja biore portki i adidasy ze soba do pracy jak tak.
    • kopina77 Re: Mamuśka 01.04.08, 09:32
      Droga Zosiu.Zawsze uważałam,że mężczyźni to egoiści(wychowanie,
      akceptacja społeczna),ale nie sądziłam ,że aż tak.
      Jestem macochą osieroconych dzieci (dwójka) i własnego z ich
      tatusiem. Zakochałam się w nim na zabój, ale gdybym się
      dowiedziała,że nie planuje kolejnego dziecka to bym panu
      podziękowała.Mimo,że dwa lata mieszkaliśmy przed ślubem razem i
      przywiązałam się to jego dzieci...
      Zosieńko mam 31 lat i 5 miesięczne dziecko i uczucie do niego to nie
      to samo co uczucia do dzieci męża.Mimo, że synek męża mówi do mnie
      mamo.Możesz więc wytłumaczyć mężowi,że Twój instynkt macierzyński
      nigdy nie będzie zaspokojony jeżeli nie urodzisz własnego
      maleństwa.Poza tym mniemam że nie masz problemów zdrowotnych więc
      tym bardziej możesz starać się o własne geny(hi,hi)
      A tak poważnie to za Twoj małżonek to DUPEK(mimo,że go bardzo
      kochasz( pomimo wszystko) i to rozumiem), który Cię oszukał.Nie wiem
      czy macie ślub kościelny, ale jeżeli tak to można go unieważnić
      (małżeństwo jest skierowane na prokreacje).
      A o dystansie to nie mowy, bo wali Ci się cały świat na głowę i
      wspólczuję, bo cokolwiek postanowisz będziesz tak naprawdę
      nieszczęśliwa(bez męża albo bez dziecka)
      pozdrawiam
      • promyk.pl Re: Mamuśka 01.04.08, 15:18
        Witajcie!Jestem nowa na forum, pisze, bo nie mogę czytac, jak inne"macoszki"
        sugerują, że mąż to dupek, uniważnij małżenstwo itp itd.jak bierzemy faceta za
        męża to raczej go kochamy, nikt nie jest idealny, a przykre jest czytanie o
        najbliższej osobie, że jest dupkiem. Kazda kobieta ma prawo do potomstwa, ale
        nie oczekuj, droga Zosiu, że faceta będzie klaskał uszami, natychmiast się
        zgodzi itp. Oni nie maja hormonów, nie mają instynktu, inaczej podchodzą do
        rodzicielstwa. A zwłaszcza facet, który walczy o prawa do swojego dziecka. Może
        zwyczajnie się boi, może ma ideały i chce zapewnić coś więcej dziecku. Nie
        oszukujmy się, faceci to głównie praktyczni materialiści wygodni :. Myślę, że
        nie nalezy się zrażac i załamywać, jak mąż nie chce więcej dzieci. Może pomyśl,
        jak skutecznie go uwieśćsmilePozdrawiam i życze powodzonka
        • kopina77 Re: Mamuśka 01.04.08, 16:03
          Czegoś nie rozumiem...O jakich ideałach myślisz i o jakim
          zapewnieniu bytu dziecku.
          Po pierwsze to dziecko ma matkę która też powinna zapewniać dziecku
          byt.
          Po drugie jeżeli mężczyzna zachowuje się jak pasożyt i oczekuje od
          swojej żony wyrozumiałości,bo on jest ojcem. Niestety tylko ojcem(bo
          o roli męża chyba zapomniał) Jeżeli tak to po co zawracał głowę
          innej kobiecie.Jako kawaler mógł sobie walczyć o swoją dziecko i
          utrzymywać je oddając nawet całą wypłatę, a sam żywić się
          przysłowiową bułką z dżemem.Ale Pan X chce zjeść ciastko i patrzeć
          na ciastko...
          Teraz zakłada nową rodzinę i czy mu się to podoba czy nie powinien
          na pierwszym miejscu o niej myśleć, nie zapominając oczywiście o
          swoim dziecku, które nim będzie zawsze.Nawet jeżeli wywalczy(a życzę
          mu tego z całego serca) większe prawa do dziecka to i tak zostanie
          tatusiem na dochodne.Więzi z dzieckiem nie nawiązuje się przez
          wspólne...raz w tygodniu.(I niech mnie teraz zlinczują wszyscy
          rodzice na dochodne)
          Jestem katoliczką i nie traktuje małżeństwa jak zabawy.Jest to dla
          mnie bardzo poważna sprawa.Na dobre i na złe do końca życia.Tylko
          czegoś tu nie rozumiem.Mężczyzna karze kobiecie zrezygnować z siebie
          z własnym pragnień i jeszcze oczekuje że będzie ona skakała z
          radości,że może spędzić resztę życia z Panem Egoistą.
          Jak nie dupek, to kretyn, idiota,ślepiec(że ma tak cudowną żonę i
          tego nie widzi).Epitetów można mnożyć,ale nie oto tu chodzi.Tylko
          jak czytam o takich facetach to mam ochotę zostać feministką...
          • 0_zosia1 Re: Mamuśka 01.04.08, 21:59
            Przed ślubem rozmawialiśmy o wspólnym dziecku, chcieliśmy je mieć.
            Po ślubie (kościelny), i zmianie sytuacji materialnej w swojej
            firmie, M powiedział, że powinniśmy odłożyć plany dziecka, bo nie
            może mu zapewnić finansowania jak swojemu pierwszemu dziecku. A w
            czasie oczekiwań (pięcioletnich najlepiej) mogę cieszyć się "gotowym
            odchowanym" i dochodzącym. Po ochłonięciu i póżniejszej rozmowie,
            rozumiem go jako odpowiedzialnego faceta, ale wymagam aby on
            zrozumiał mnie. Będziemy próbować na przełomie roku. I będę tego
            pilnować. Nie poddam się.
            • kopina77 Re: Mamuśka 02.04.08, 10:21
              I tak trzymać...Życzę Ci cieplutkiego berbecia w bliskiej
              przyszłości...i radości z poznawania dziecka męża.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja