wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę

03.09.03, 14:05
Ja ex wam dziękuję...
Dzięki temu forum, dzięki wam wiele rzeczy do mnie przemówiły. Wiem, wbrew
temu co sobie do tej pory wyobrażałam, że:
1) ja i tylko ja jestem odpowiedzialna za moje dzieci
2) wystarczy, że mój ex powie "nie mam na alimenty" - i to też jest tylko
mój problem z czego wezmę
3) next będzie zawsze walczyć o swoje dzieci i ich wspólne - moje są na
ostatnim miejscu w finansach exa (w jego sercu? - już przestałam być
optymistką)
4) "nie jesteśmy małżeństwem, ale pozostaniemy zawsze rodzicami" - to
slogan, który nic nie znaczy, bo na czym ma polegać rodzicielstwo exa?
5) nigdy nie przypuszczałam, że założenie drabinki na schody (czyli mówimy o
pomocy dla matki z rocznym dzieckiem), wyjazd z chorym dzieckiem, naprawa
rowerka itd są aż tak negatywnie odbierane! "Mój - i wara ci od niego. To są
twoje dzieci i twój problem"...
Na prawdę dziękuję.
    • mikawi Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 14:34
      wybacz, ale cholera mnie bierze jak czytam takie bzdury będące ewidentną
      nadinterpretacją i wyrwaniem kilku informacji które ci "podpasowały" bez
      spojrzenia na całość kontekstu w ktorym jest coś pisane
      • limon_ka Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 14:39
        ale co jest nadinterpretacją?
        Może problem polega ta tym, że każda z nas odpisuje patrząc na swoją historię -
        moja jest taka
        • mikawi Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 14:42
          choćby kwestia rowerka - tak negatywnie przez ciebie odebrana, a calość
          wyglądała tak że eks dzwonila w I dzień swiąt do eksa będącego na drugim końcu
          Polski. Twoim zdaniem miał olać święta ze swoją żoną tylko jechac do eks i
          naprawiac rowerek? ta taka gardłowa sprawa
          i co, trochę inaczej wygląda calość, niż zdanie jaka to druga wredna że nie
          pozwala mężowi naprawić rowerka
          • mamaadama4 Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę -do mikawi 03.09.03, 14:48
            To jakaś paranoja. Dlaczego tutaj mamy się tłumaczyć komuś z własnych zachowań?
            Mikawi nie tłumacz się, bo to i tak nic nie da.
            "Choćby głową o mur tłuc....."
            danka
        • mamaadama4 Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 14:43
          Limonka nie szukaj tu recepty na swoja sytuację ani wytłumaczenia dlaczego u
          ciebie jest tak a nie inaczej. Może gdyby głos zabierali ojcowie dzieci, którzy
          rozeszli sie z pierwszą żoną i mają drugą. Ale takich tutaj nie ma. Więc to co
          piszesz to jest sam jad i złośliwość a nie tylko zwykła nadinterpretacja i
          uproszczenie. Daruj sobie.
          danka
          • mamaadama4 Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 14:46
            I jeszcze jedno - my nie jestesmy dla naszych ex - więc i dla ciebie żadną
            drugą stroną. Strony są dwie - była żona i były mąż. To o czym tu piszemy to
            problemy wynikające dla naszych rodzin z problemów jakie nasi mężowie mają ze
            swoimi ex. Jak juz wielokrotnie czytałam na innym forum - jesteśmy dla was
            nikim. I niech tak pozostanie. My nie mamy ze sobą nic wspólnego poza
            znajomościa tego samego faceta. Ale jeżeli jest z nami to z wami już nie.
            danka
          • limon_ka Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 14:55
            Jad i złośliwość? Raczej smutek. Mamoadama - czy ja ci coś zrobiłam? Po co
            taki impulsywny post.
            Co do rowerka - wszystkie stwierdziłyśmy że w wypadku mikawi to czysta
            złośliwość, ale później pojawiły się głosy całkowitej rozdzielności w takich
            sprawach - bo po to rozwód
            • mamaadama4 Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 14:59
              Jak sobie życzysz limonka.
              twój post na forum, gdzie właśnie "te drugie" mają swoje miejsce a ex i wszyscy
              inni sa goścmi - jest w swej treści nietaktowy i świadczy, jeżeli nie o braku
              kultury to na pewno o głębokiej frustracji. Nie do nas należy kierować takie
              manifesty, a - delikatnie mówiąc - zastosowane przez ciebie skróty myślowe i
              uproszczenia daja kłamliwy i zafałszowany obraz.
              danka
              • limon_ka do administora 03.09.03, 15:06
                Jeśli to możliwe - prosze o usunięcie tego postu - przepraszam, to miejsce dla
                drugich, a mój post został zinterpretowany jako pełen jadu, nienawiści - nie
                było to moim celem ani rozwścieczenie nikogo
                • mamaadama4 Re: do administora 03.09.03, 15:12
                  To w takim razie jaki przyświecał ci cel? Bo jakoś innego nie widzę. A zanim
                  usunę twój post to chciałabym to wiedzieć. Jeżeli wyłuszczysz mi to w sposób
                  jasny i klarowny to jestem w stanie uderzyć się w piersi.
                  danka
        • jayin Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 16:15
          no, może nie naditerpretacja.. tylko lekka demonizacja ...wink
          pisze się ciągle o prawach Pierwszych Żon, prawach Byłych Mężów - i ich
          obowiązkach. okej...
          ale na tym forum przede wszystkim chyba chodzi o coś innego - jak sama nazwa
          wskazuje. to chyba jasne, że przy całym szacunku, jeśli na to zasługują -
          Pierwsze Żony, Byli Mężowie - przy całym naszym zrozumieniu sytuacji, albo złym
          rozumieniu - bo też tak bywa, nie jesteśmy święte, jesteśmy ludźmi smile - to my
          zawsze i wszędzie będziemy "walczyć" i wysuwać doprzodu nasze prawa i
          oczekiwania - to chyba naturalne. możemy tolerować, lubić przeszłość Obecnych
          Mężów/Mężczyzn - ale Pierwsze Żony/Byłe Żony powinny najlepiej rozumieć to, że
          dla nas też NASZA rodzina jest najważniejsza i jako, że rodzina Męża naszą
          rodziną nie jest, tylko osobami znajomymi - lubianymi, kochanymi, obojętnymi
          nam, bądź znienawidzonymi smile - to tak jak Pierwsze Żony dbają o swoje
          interesy, dzieci i byt ogólny i wymagają od Byłych uczestniczenia w tym - to my
          wymagamy tego samego od nich, a być może nawet więcej - bo teraz de facto swoje
          życie spędzają z nami - ze wszystkimi swoimi nałogami, wadami - z własnego
          wyboru. nikt ich do tego nie zmuszał przecież.
          tak więc jeśli Byłe Żony są usprawiedliwione że walczą, czasem drapiąc i
          wypominając nam jakieś sprawy, bo IM i DZIECIOM się należy - to niech chociaż
          na zdrową logikę uznają, że my mamy prawo do tego samego.
          sęk w tym, żeby ułożyć wszystko tak - żeby było jak najmniej zgrzytów. i nie
          widzę sensu scysji, czy układania idealnych stosunków między Byłymi i Obecnymi -
          skoro jedynym "łącznikiem" między nami jest ten nasz Facet i
          jego "przychówek" - z nim musimy sobie, i Byłe i Obecne - układać sprawy.
          a sobie a muzom możemy ponarzekać na siebie nawzajem - ale to mało
          konstruktywne smile za to ile ulży, jak się coś napisze, wygada. a iczasemmożna
          zrozumieć parę rzeczy.
          i do tego przydają się dyskusje SENSOWNE Byłych z Obecnymi - nie żeby od razu
          te swoje prywatne "Byłe" i "Obecne" polubić, ale chociaż zrozumieć ich motywy
          postępowania. wtedy łatwiej nam będzie reagować i postępować w naszych
          rodzinach.
          ładna ideologia...smile
          ale może coś w tym jest.

          za bezcelowe uważam kłotnie i przenoszenie urazów z osób z naszego życia - na
          osoboy postronne - ktore tyle wspolnego z naszymi problemami mają, że też są z
          nazwy i faktu Byłe, albo Obecne. a to zauważam chwilami i tutaj i na
          Samodzielnych - odruchem Pawłowa chyba - jakktoś nie lubi "swojej" Obecnej- to
          wszystkie Drugie Żony (albo kolejnesmile - traktuje jako zło wcielone i przerzuca
          na nie winę tej "swojej". no, ale po co to...
          można opowiedzieć swoją historię, podyskutować, ale do dobrej dyskusji emocji
          za dużo się nie wpuszcza. bo się robi nieprzyjemnie.

          pozdrawiam serdecznie
          Nie Znająca "Swojej" Byłej Osobiście Na Razie Neutralna W Stosunkach
          Joanna
          wink
          • mikawi Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 16:48
            nic dodać, nic ująć smile
          • chalsia Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 22:20
            Chciałabym potrafić to ująć tak jak Ty. na 200 a nawet 300% się zgadzam.
            Pozdrawiam,
            Chalsia
    • mikawi Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 15:02
      żeby nie być gołosłowną co do zarzutu twojej nadinterpretacji:

      > 1) ja i tylko ja jestem odpowiedzialna za moje dzieci

      nikt tu nic takiego napisał, poza tym że naturalne jest że skoro matka sprawuje
      CODZIENNĄ opiekę nad dzieckiem, siłą rzeczy ma większą pieczę nad CODZIENNYMI
      sprawami dziecka

      > 2) wystarczy, że mój ex powie "nie mam na alimenty" - i to też jest tylko
      > mój problem z czego wezmę

      no to masz problem z czytaniem ze zrozumieniem, pisałam o swojej sytuacji, gdy
      kiedy eks wiecznei na coś brakowało mimo sporych alimentów, jej były mąż NIGDY
      nie odmówił finansowej pomocy, a gdy to on jej potrzebował w postaci czasowego
      zmniejszenia płaconej kwoty (A NIE ZAPRZESTANIA PŁACENIA zwróć uwagę)
      usłyszał "to nie mój problem". Więc nie wiem o czym piszesz kobieto, bo
      sytuacja byla dokładnie odwrotna.

      > 3) next będzie zawsze walczyć o swoje dzieci i ich wspólne - moje są na
      > ostatnim miejscu w finansach exa (w jego sercu? - już przestałam być
      > optymistką)

      to chyba normalne, że matka będzie dbała o swoje dzieci ale co do tego
      ostatniego miejsca w finansach to mam poważne zastrzeżenia, tak się bowiem
      często składa, że na alimenty być musi choćby spod ziemi (bo była grozi albo
      utrudnianiem kontaktów albo komornikiem) i to właśnie jest realizowane często
      KOSZTEM drugich dzieci (najwyżej dostaną bułkę z dżemem zamiast kiełbasą jak
      kasy nie starczy)

      > 4) "nie jesteśmy małżeństwem, ale pozostaniemy zawsze rodzicami" - to
      > slogan, który nic nie znaczy, bo na czym ma polegać rodzicielstwo exa?

      czy to będzie slogan zależy TEŻ od matki, która często wolałaby żeby rola ojca
      ograniczyła się TYLKO do płacenia

      > 5) nigdy nie przypuszczałam, że założenie drabinki na schody (czyli mówimy o
      > pomocy dla matki z rocznym dzieckiem), wyjazd z chorym dzieckiem, naprawa
      > rowerka itd są aż tak negatywnie odbierane! "Mój - i wara ci od niego. To są
      > twoje dzieci i twój problem"...

      o tym już napisałam

      podsumowując: twój post jest wyświechtanym, wyrwanym z kontekstu lecz wygodnym
      dla wielu "samodzielnych" komunałem pod tytułem "wszystkie drugie żony to
      wiedźmy"
    • ashan Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 15:14
      limon_ka napisała:

      > 1) ja i tylko ja jestem odpowiedzialna za moje dzieci

      A kto jeszcze poza Twoim eks? Twoja mama, była teściowa? Kto? Bo np. za mojego
      syna z poprzedniego związku: ja, mój eks (jak sobie przypomni) oraz mój mąż
      (BO WYCHOWUJE mojego syna), za nasze dziecko MY, za dziecko męża ON i JEGO
      EKS. Co nie znaczy, że ja się nim nie opiekuję (odpowiedzialnie jak
      najbardzie), jeżeli jest u nas w domu lub razem wyjeżdżamy. Tyle,że dla mnie
      odpowiedzialność to trochę "grubsza" sprawa, związana m.in. z wychowaniem. Czy
      chciałabyś, żeby "next", jak to nazwałaś, wychowywała Twoje dziecko?

      > 2) wystarczy, że mój ex powie "nie mam na alimenty" - i to też jest tylko
      > mój problem z czego wezmę

      Nikt tak nie twierdzi

      > 3) next będzie zawsze walczyć o swoje dzieci i ich wspólne - moje są na
      > ostatnim miejscu w finansach exa (w jego sercu? - już przestałam być
      > optymistką)

      To samo: kto tak powiedział? Dlaczego mają być ostatnie? Ale nie będą również
      nie wiadomo dlaczego wyróżniane.

      > 4) "nie jesteśmy małżeństwem, ale pozostaniemy zawsze rodzicami" - to
      > slogan, który nic nie znaczy, bo na czym ma polegać rodzicielstwo exa?

      biologicznie pozostaniecie na pewnowink Poczytaj sobie, jak wiele czasem mamy
      wkładają wysiłku, żeby zburzyć lub uniemożliwić nawiązanie więzi między
      dzieckiem a ojcem (chociaż oczywiście nie wszystkie).

      > 5) nigdy nie przypuszczałam, że założenie drabinki na schody (czyli mówimy o
      > pomocy dla matki z rocznym dzieckiem), wyjazd z chorym dzieckiem, naprawa
      > rowerka itd są aż tak negatywnie odbierane! "Mój - i wara ci od niego. To są
      > twoje dzieci i twój problem"...

      poczułam się wezwana do tablicy wink
      Jeżeli chalsia twierdzi, że czekała długo (o ile pamięć mnie nie myli to pięć
      tygodni), to wygląda na to, że:
      a/ albo nie była to tak pilna sprawa i wtedy powinna być zadowolona, że jest
      to już zrobione wink
      b/ albo jest to pilne (dla mnie byłoby) i sama się tym zajmuje
      Ale przyznaję, że się spieszyłam i na końcu zdania zabrakło smile (co było w
      planie)

      to samo z chorym dzieckiem:
      a/ albo jest tak chore, że nie ma co czekać, zajmuję się tym sama
      b/albo godzina w te czy w te nie ma znaczenia, tylko po co wtedy te histerie
      przez telefon
      Nota bene, jeżeli NASZE dziecko jest chore nie dzwonię do męża, że ma
      przyjechać z pracy i wszystkim się zająć. Jeżeli jest bardzo źle, to mogę się
      z nim umówić u lekarza/w szpitalu, bo wtedy dziecko szybciej otrzyma pomoc, a
      o to chodzi. Jeśli nie - tylko go o tym informuję.

      > Na prawdę dziękuję.

      Ależ proszę bardzo.
      Byłam samotną mamą z niestety niedojrzałym eks jako tatą. Rozumiem problemy
      jakie się z tym wiążą. Tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o totalnym
      niezrozumieniu tego, że eksiom nie należą się specjalne prawa z tytułu
      zajmowania się dzieckiem. Bo jak widać takie żądania się pojawiają. Podkreślam
      EKSIOM, bo dzieci są zazwyczaj jakoś w tle (bo rowerek dziecka, bo samochód
      wieziony do warsztatu i opłacenie naprawy to też dla dzieci, bo eks będzie tym
      samochodem dzieci woziła, bo wieszanie żyrandolu, przykręcanie listew i inne
      prace remontowe to też dla dzieci, bo one w tym domu mieszkają - przyładów
      można dać mnóstwo).

      Ech, ciekawa jestem jakie układy masz ze swoją następczynią? Chyba niezbyt
      dobre, skoro z naszego forum wybrałaś wyrwane z kontekstu zdania,
      potwierdzające Twoje poglądy. Może poczytaj jeszcze raz smile tylko bez złego
      nastawienia, możesz być bardzo MIŁO ROZCZAROWANA.
      pzdrw
      ashan
      • limon_ka Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 15:36
        ashan napisała:
        > > 1) ja i tylko ja jestem odpowiedzialna za moje dzieci
        ja - czyli sama, czyli bez pomocy ex bo on ma druga rodzinę - (mówię o MOJEJ
        sytuacji a nie mikawi czy mamaadama)- bo na tym polega SAMOTNE wychowywanie
        dzieci
        > > 2) wystarczy, że mój ex powie "nie mam na alimenty" - i to też jest tylko
        > > mój problem z czego wezmę
        No a mój tak powiedział - mikawi - mówiłam o SWOJEJ sytuacji - przez półroku
        nie dostanę ani złotówki na dwoje maluchów

        > > 3) next będzie zawsze walczyć o swoje dzieci i ich wspólne - moje są na
        > > ostatnim miejscu w finansach exa (w jego sercu? - już przestałam być
        > > optymistką)
        jak ex ma policzyć ile sie komu należy? Mój ma dwoje ze mnę i trzecie z next,
        która ma swoją dwójkę - od swoich poborów odjął koszty utrzymania swojej
        rodziny i nie starczyło dla moich - to tyle - też tylko moja historia

        > > 5) nigdy nie przypuszczałam, że założenie drabinki na schody (czyli mówimy
        > o
        > > pomocy dla matki z rocznym dzieckiem), wyjazd z chorym dzieckiem, naprawa
        > > rowerka itd są aż tak negatywnie odbierane! "Mój - i wara ci od niego. To
        > są twoje dzieci i twój problem"...
        >
        nie tak - to tylko mnie przekonało, że dobrze robię, że nie chcę pomocy w
        malowaniu, samochodzie, romontach i innych takich rzeczach - wbrew sugestiom
        mojej ex teściowej - jestem tylko zaskoczona że tak można to zinterpretować

        . Tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o totalnym
        > niezrozumieniu tego, że eksiom nie należą się specjalne prawa z tytułu
        > zajmowania się dzieckiem. Bo jak widać takie żądania się pojawiają.
        Podkreślam
        > EKSIOM, bo dzieci są zazwyczaj jakoś w tle (bo rowerek dziecka, bo samochód
        > wieziony do warsztatu i opłacenie naprawy to też dla dzieci, bo eks będzie
        tym
        > samochodem dzieci woziła, bo wieszanie żyrandolu, przykręcanie listew i inne
        > prace remontowe to też dla dzieci, bo one w tym domu mieszkają - przyładów
        > można dać mnóstwo).
        Nie chcę żadnych specjalnych praw - chcę alimentów i żeby moje dzieci jak
        najrzadziej płakały wieczorem za tatą.
        Wiemy tyle o sobie na ile nas życie doświadczy - dlatego najcenniejsze są
        wypowiedzi dla mnie kogoś kto widział i samotne rodzicielstwo i posiadanie exa
        obecnego
        > Ech, ciekawa jestem jakie układy masz ze swoją następczynią?
        zadnych - nie widziałyśmy się - ja nie dzwonię do ex - więc się nie słyszymy,
        nie pytam się dzieci jak było na weekendzie, więc nie mam żadnych punktów
        wspólnych
        • mikawi Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 15:54
          no to w końcu te punkty które tu wypisałas to wynik wniosków po przeczytaniu
          forum (jak to napisałas w pierwszym poście) czy tez wynik TWOJEJ sytuacji? Bo
          to znaaaaaczna różnica
        • stepmum Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 16:05
          > Nie chcę żadnych specjalnych praw - chcę alimentów ...

          A wiec sprawa tkwi w pieniazkach...

          To a propos twojej metody, czyli wyrywania zdan z kontekstu, tak zeby sluzyly
          i argumantowaly twoj cel. Tak kazdy potrafi...
        • ashan Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 16:06
          No to przyznaję - nic nie rozumiem.
          Zaatakowałaś nas (bo niestety tak to zostało odebrane, nie tylko przeze mnie),
          bo masz takiego a nie innego eks?
          Współczuję, naprawdę sad
          Ale mamaadama ma rację - stronami są były mąż, była żona. O motywacje swojego
          eks i jego żony pytaj jego samego. Sytuacja każdej z babek na tym forum jest
          inna. Staram się nie przenosić lęków, jakie budzą we mnie niektóre posty
          dotyczące byłych, na eks mojego ślubnego - chociaż nie zawsze mi się to udaje.
          Widzę jedno - to, ze ja staram się zachowywać przyzwoicie nie gwarantuje mi w
          tak skomplikowanych układach rodzinnych niczego. Po pierwszych trudnych
          miesiącach sytuacja w mojej nowej rodzinie unormowała się (na tyle na ile to
          możliwe). Ale nie mam złudzeń, że może być to tylko przerywnik. I mimo mojej
          dobrej woli i staraniom może się wszystko zmienić. Ale mam nadzieję, że nie
          będę szukała na forum samodzielnych winnych tego faktu.
          pzdrw ashan
        • joola_edziecko Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 17:18
          Limon_ka współczuję Ci bardzo. My możemy być w podobnej sytuacji. Tylko, że z
          drugiej strony. Chcemy płacić. Tak , jak napisała Mikawi, na alimenty
          pieniądze muszą się znaleźć. Niestety na "zaproponowane" przez ex alimenty nas
          nie stać. Po odliczeniu opłat, alimentów, kosztów utrzymania rocznego malucha
          zostajemy na minusie. Skąd mamy wziąć więcej?! Skoro dla nas (dla mnie i
          mojego partnera)kasy w budżecie już zabrakło. Tylko, że niektóre ex tego nie
          rozumieją. Każda z nas ma swoje problemy , swoją historię. A gdzie problemem
          jest kasa tam trudno o zgodę i porozumienie. Zawsze ktoś czuje się
          pokrzywdzony. Niestety....
      • chalsia Re: wreszcie mogę usłyszeć drugą stronę 03.09.03, 22:38
        ashan napisała:

        > poczułam się wezwana do tablicy wink
        > Jeżeli chalsia twierdzi, że czekała długo (o ile pamięć mnie nie myli to pięć
        > tygodni), to wygląda na to, że:
        > a/ albo nie była to tak pilna sprawa i wtedy powinna być zadowolona, że jest
        > to już zrobione wink
        > b/ albo jest to pilne (dla mnie byłoby) i sama się tym zajmuje
        > Ale przyznaję, że się spieszyłam i na końcu zdania zabrakło smile (co było w
        > planie)


        Tylko dla wyjaśnienia - najważniejsze barierki eks zalożył w odpowiednim
        czasie, ale 3 miesiące trwało zanim skończył z pozostałymi (mniej ważnymi w tym
        czasie) łącznie z poprawkami (bo było parę razy tak,że na szczycie schodów
        zostawałam z dzieckiem na jednej ręcę i barierką w drugiej). Nie każdy jest
        Adamem Słodowym. Dobrze, że eks to zrobił i (choć, jak napisałam, uważam to w
        jakimś stopniu za jego ojcowski obowiązek) jestem mu za to wdzięczna.
        Co do szuflad ze sztućcami - pewnie będę musiała w końcu (czyli bardzo prędko)
        sama.

        > to samo z chorym dzieckiem:
        > a/ albo jest tak chore, że nie ma co czekać, zajmuję się tym sama
        > b/albo godzina w te czy w te nie ma znaczenia, tylko po co wtedy te histerie
        > przez telefon
        > Nota bene, jeżeli NASZE dziecko jest chore nie dzwonię do męża, że ma
        > przyjechać z pracy i wszystkim się zająć. Jeżeli jest bardzo źle, to mogę się
        > z nim umówić u lekarza/w szpitalu, bo wtedy dziecko szybciej otrzyma pomoc, a
        > o to chodzi. Jeśli nie - tylko go o tym informuję.


        Co do chorego dziecka - jak pisałam, taką sytuację rozważam tylko gdybym miała
        zepsuty samochód (no bo tak to sama się i malego wszędzie wożę). Mieszkam po za
        miastem, eks w mieście. Przy nagle chorym dziecku przyjazd taxi z miasta zajął
        by dłużej niż eksa = szybciej dziecko było by w szpitalu. Sorry, ale nie
        ryzykowałabym pogotowia. I tak w poważnej sytuacji bym eksa powiadamiała i
        pewnie i tak byśmy się spotkali w szpitalu.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
Pełna wersja