Dodaj do ulubionych

Wręcz czuję jak mi się wypacza charakter...

02.04.08, 14:48
Na początku byłam pełna dobrych chęci i dobrej woli. Nie, nie będę
tu opisywać swojej martyrologii ale myślę że naprawdę miałam dużo
dobrej woli, a przede wszystkim starałam się zrozumieć... Chyba
głupia po prostu jestem.
Nie dużo czasu minęło od chwili podniesienia alimentów a tu w
skrzynce leży zawiadomienie o złożeniu nowej sprawy. Przy czym
wniosek o podniesienie alimentów to nic. Matka Polka złożyła
równocześnie wniosek do sądu by ten wystąpił do odpowiednich organów
o informację na temat posiadanych przeze mnie nieruchomości. „Z
przekazanych mi przez Pozwanego informacji wiem że Pani [...]
posiada dwie nieruchomości, więc standard życia ojca dzieci jest
wyższy tego w jakim żyją Powodowie”. Pomijam to że przekazywanie
informacji przez powoda polega na grzebaniu w ewidencjach do
których, jako urzędnik, ma dostęp. Pomijam to że w tym wypadku
prawie oficjalnie twierdzi że powinnam partycypować w kosztach
utrzymania ich dzieci. To że przy pomocy osób trzecich próbuje
zrobić ze mnie dodatkową uczestniczkę konfliktu po prostu mnie
rozwaliło.
NM się tak wściekł, że nie wytrzymał i zapytał dzieci czy coś o tym
wiedzą, usłyszał że ich matka mówiła że ja mogę zażądać czynszu od
mieszkańców mojego domu (mam, poza mieszkaniem, dom darowany przez
rodziców, oni w nim mieszkają). Mi opadły ręce, tego to ja już
niczym wyjaśnić nie potrafię, żadnym żalem, żadną zranioną dumą,
żadnymi pretensjami do losu że jemu się udało a jej nie...
Obserwuj wątek
    • 13monique_n Re: Wręcz czuję jak mi się wypacza charakter... 02.04.08, 15:00
      Dyderko, ręce mi opadły.
      Ja chyba Eksowi Twego posta zalinkuję, bo po przeczytaniu tego opisu
      to ja mam poczucie, że jako eksiara jestem wręcz bezbarwna i
      pozbawiona "rysu indywidualizmu". Zasadniczo Eks mnie interesuje
      jako ojciec dzieci, człowiek, z którym pewne kroki muszę uzgodnić. A
      jak żyje? niech żyje jak najlepiej, póki wywiązuje się ze swoich
      zobowiązań (nie tylko finansowych) wobec dzieci. Kiedy to
      zaniedbuje, piszę mu maila z pewnymi moimi uwagami i sugestiami.
      Jego Pani mnie nie interesuje, mimo że jako była niania naszych
      dzieci i nasza niegdysiejsza sąsiadka, jest mi wiecej niż znana.
      Podsumowując - po takim poście Bogu dziękuję za odzyskaną zdolność
      życia własnym życiem i cieszenia się tym, co jest w nim dobre.
      • dyderko Re: Wręcz czuję jak mi się wypacza charakter... 02.04.08, 15:13
        A ja wiesz... kontaktów z jego dziećmi nie mam, bo ona się nie
        zgadza (świąt wspólnie nie spędzają, na ślubie naszym dzieci nie
        będą). Jak kupię coś w prezencie i ona wyczuje „damską rękę” to robi
        szopki z paleniem lub „komisyjnym” wyrzucaniem do zsypu. Dzieciaki
        do dziadków przyjeżdżają ukrywając to przed matką (ojciec nie pyta
        jak to robią bo musiałby sankcjonować kłamstwo) bo tam bywam ja więc
        wszyscy wokół zapowietrzeni. Jak spotka kogoś ze wspólnych ich
        znajomych to zaczyna od pytania czy ten ktoś ma kontakty ze mną (i
        ewentualnie czy je zerwie). Ale zawartość mojego portfela to jest
        już cacy!
        Nie żeby brak kontaktu z dziećmi mnie bolał, nie moje więc nie czuję
        potrzeby do nich dążyć. Nie żeby manifestacje jakiekolwiek mnie
        uderzały, bo znam swoją wartość, a jak ona uważa że odbieranie
        czegoś dziecku zaowocuje jej na przyszłość to ja tych owoców jej nie
        zazdroszczę. Jak znajomi mnie nie cenią to ich sprawa, ja swoją
        wartość znam. Jak skubie swojego byłego męża i on na to pozwala to
        ich problem (on ma świadomość że osiągnęliśmy kres finansowy i
        choćby pożyczy ale dobrego adwokata będzie mieć). Ale jak
        wytłumaczyć to że na wysokość alimentów ma mieć wpływ mieszkanie
        kupione w 10 lat przed spotkaniem NM i dom który jest dorobkiem
        życia moich rodziców? Jak można na to wpaść?
        • dyderko Re: Wręcz czuję jak mi się wypacza charakter... 02.04.08, 15:16
          A tak przy okazji to właśnie niedawno dowiedziałam się że nosi
          specjalnie wydrukowane moje zdjęcia z Internetu (jakaś firmowa
          impreza została uwieczniona i zawieszona) i ludziom pokazuje. Sama o
          nich dowiedziałam się właśnie drogą od niej (wspólnych znajomych
          zaczepiła). Ja nawet nie wiem jak wygląda, bo po co mi to?!
          Czy można w tym kraju kogoś na siłę leczyć...?
          • 13monique_n Re: Wręcz czuję jak mi się wypacza charakter... 02.04.08, 15:50
            Słodki Jezu...
            No, prawie jak chyba już była żona jednego mojego miłego znajomego z
            Warszawy. Kiedy on się wyprowadził, to ona m.in. się truła (sic!!!)
            zażywając tabletki nasenne w tak wyliczonym momencie, żeby ją
            znalazła ich wówczas 13 letnia córka tuż po powrocie ze szkoły! (to
            nie jest mój facet, sytuację znam z kręgu znajomych, więc wersja
            jest obawiam się, prawdziwa).
            PS Musisz być niezła laska, skoro Eks nosi Twoją fotkę w portfelu wink
            PS2 Rzuć okiem na "Nowa rodzinka II" tak "neksia" się burzy (zresztą
            dla mnie dośc zrozumiale) na obecnośc zdjęć Eksi w domu big_grin

            PS3 - last but not least - dobry adwokat to jest najlepszy oręż w
            trudnych sprawach. Warto zapłacić.
            • dyderko Re: Wręcz czuję jak mi się wypacza charakter... 03.04.08, 13:10
              A ja mam koleżankę która potrafiła zrobić szlaban dziecku za
              spotkanie z ojcem w drodze ze szkoły do domu (nie spóźniła się do
              domu, ojciec tylko z nią szedł), że nie uzgodnione z nią (miała
              dziewczyna wtedy już 15 lat) i że córeczka ją rani swoim
              postępowaniem. Szczerze mówiąc to nie wiedziałam czy babę trzasnąć
              by komórki jej się ruszyły, czy unikać jak ognia jako ostatniej
              idiotki. A tu się okazało że nie taka ostatnia...
              A co do zdjęcia... to przerażające że jestem w jej typie! A jak
              gdzieś mnie zacznie podrywać ja się „załapię”...?
          • reksia Re: Wręcz czuję jak mi się wypacza charakter... 03.04.08, 11:04
            dyderko napisała:

            > A tak przy okazji to właśnie niedawno dowiedziałam się że nosi
            > specjalnie wydrukowane moje zdjęcia z Internetu (jakaś firmowa
            > impreza została uwieczniona i zawieszona) i ludziom pokazuje.

            Hehehe sytuacje to przeze mnie ulubione smileTrzymaj się ciepło i
            wyluzuj winkwiadomo nie od dziś, iż takie zachowanie żenującym jest,
            co najmniej smile sama się babka ośmiesza smile masz wolnebig_grin
      • msba Re: I niech to bedzie przestroga 02.04.08, 23:11
        "I niech ta historia bedzie przestroga dla wszystkich pan- amatorek
        zonatych panow."

        hehe, moralność pani Dulskiej?!

        "I tak mysle, ze o tym czy wam wyszlo bedziesz mogla mowic jak
        przezyjecie razem tyle czasu co twoj partner z Exia..."

        to chyba będzie znaczyło, że im nie wyszło..
      • elakuz Re: I niech to bedzie przestroga 03.04.08, 08:10
        moj nie byl zonaty a jestem z nim 3 razy dluzej niz eksia.
        Ale popieram Kicie, ze powinno sie poczekac z wchodzeniem w zwiazek
        do czasu formalnego rozwodu. Z watku nie wynika, aby dotyczylo to
        autorki postu, ale ja jestem nowa wiec pewnie malo wiem.
        Jestem wredna ale .....dziecku naleza sie alimenty i kazda pomoc,
        natomiast z pazernymi eks nalezy walczyc.
        • dyderko Re: I niech to bedzie przestroga 03.04.08, 13:27
          Elakuz, Kicia mnie zna i wie że najpierw się spotkaliśmy a potem oni
          się rozeszli. Nie będę Wam tłumaczyć z czego wnioskuję że w momencie
          kiedy się spotkaliśmy to małżeństwo było fasadą tylko. Choć
          przyznaję że z podziwu godną wytrwałością dbała o tę fasadowość
          przez całe pięć ostatnich lat ich małżeństwa.
          • elakuz Re: I niech to bedzie przestroga 03.04.08, 14:02
            Wiem cos na ten temat i wspolczucie ci, bo...sama mam podobnie.
            Nie pozostaje nam nic innego, jak trzymac sie z daleka od tych
            kobiet, co od ponad 6 lat czynie. Zal mi troche chlopa i czasem
            sie "nakrece" na forum ale coraz rzadziej na szczesciesmile
            Moim zdaniem te kobiety nie potrafia byc szczesliwe, zaczac z kims
            innym nowego zycia. One rano wstaja z lozka tylko po to, aby
            wymyslec, jak dokopac bylemu, jego obecnej, jego rodzicom
            i...wlasnemu dziecku. Oczywicie wszystko robia z milosci do tego
            dziecka. Najwazniejsze, ze wy sie dogadujecie, reszte da sie
            zalatwic.
            Ja np. po slubie zrobilam rozdzielnosc majatkowa, nie ma takiej
            potrzeby, bo moj M zarabia, placi alimenty i nie sadze, aby w jego
            zawodzie to sie zmienilo, ale dmucham na zimne, bo jego byla
            pracowac nie lubi a zyc z czegos trzeba, wiec zyje z alimentow
            dziecka.

            Pozdrawiam cie serdecznie
            • dyderko Re: I niech to bedzie przestroga 03.04.08, 14:46
              A ja mam wrażenie że u nas naciski się nasilają. Na dodatek
              przechodzą powoli z NM na mnie. Z trudem go powstrzymuję żeby nie
              narobił jakiś głupstw próbując mnie chronić. Nie wiem czy dobrze się
              domyślam ale chyba na to Ona liczy. Gorzej że jak pomyśli i zejdzie
              ze mnie a zajmie się jego matką to nie będę miała jak go powstrzymać.
              Na szczęście matka Pani Matka pracuje, poza tym dzieci przestają
              powoli być dziećmi, więc za chwilę to z nimi będziemy się dogadywać
              (choć sądząc po tym jaki ma na nie wpływ to może nie być tak różowo
              jak się NM zdaje). Mam tylko takie niepokojące przeświadczenie że, w
              przeciwieństwie do tego co mówi moja i jego matka, nasz ślub tego
              nie utnie, wręcz przeciwnie.
              • elakuz Re: I niech to bedzie przestroga 03.04.08, 16:33
                wasz slub tylko ja "rozsierdzi".
                Zycze wam jak najlepiej, moze kontakt z dziecmi bedzie dobry, sa
                starsze, moze mniej podatne na manipulacje, wiecej widza, rozumieja.
                Przy mlodszych dzieciach nie ma juz szans. Smutne to wszystko.
          • kicia031 Re: I niech to bedzie przestroga 03.04.08, 14:41
            Choć
            > przyznaję że z podziwu godną wytrwałością dbała o tę fasadowość
            > przez całe pięć ostatnich lat ich małżeństwa.

            A nie przyszlo ci do glowy, ze kochala meza - choc moze nie umiala
            tej milosci wyrazic, czy tez byc z nim, i ze dbanie o te fasadowosc
            moglo byc wyrazem uczuc? Wiesz, Exie tez maja uczucia.

            Furia, z jaka was przesladuje nasuwa mi mysl, ze jednak byla, i to
            mocno, zaangazowana uczuciowo. A faktem jest ze maz wyprowadzal sie
            pare razy, ale za nim ciebie nie spotkal, to zawsze wracal.

            Tak z ciekawosci - jak ty sie z tym czujesz? Bo moze ja jestem jakas
            pierdolnieta, ale nie moglabym spac po nocach...
            • mikawi Re: I niech to bedzie przestroga 03.04.08, 15:07
              Od razu zastrzegam, że nie znam dobrze historii związku dyderko i
              piszę na podstawie informacji z tego wątku. Kiciu - ja rozumiem, że
              furia, że chęć zemsty, itd. w sytuacji, gdy facet znajduje sobie
              pannę, zostawia z dnia na dzień szczęśliwą rodzinę i odchodzi w siną
              dal olewając zobowiązania. Ale nawet wtedy przychodzi czas, gdy
              trzeba się pogodzić z faktami, dać sobie spokój i skupić się na
              sobie i swoim życiu. Nie powiesz mi jednak, że to była szczęśliwa
              rodzina a żona niczego się nie spodziewała/nie przepuszczała/nie
              widziała, że związek się sypie - skoro KILKAKROTNIE mąż się
              wyprowadzał! A fakt, że mąż zawsze wracał o niczym nie świadczy,
              działo się źle od dawna i wtedy trzeba było coś robić - ratować albo
              dac sobie spokój. Mąż w końcu dał sobie spokój, być może
              rzeczywiście pomogło mu w podjęciu ostatecznej decyzji o rozstaniu
              spotkanie dyderko, ale śmieszne jest dla mnie twierdzenie o amatorce
              żonatych panów i robienie z eksi cierpiętnicy, która ma świetę prawo
              wyczyniać to, co wyczynia. To małżeństwo umarło już dawno. Kobieta
              ma problem, przyznaję, nie pogodziła się z porażką, dyszy
              pragnieniem zemsty - ale to nie jest powód by usprawiedliwiać takie
              zachowanie. Niech pomoże SOBIE, pójdzie na terapię, cokolwiek.
              Sądzisz że rozpad związku daje prawo do wiecznego szczucia eksa i
              jego nowej wybranki, do manipulowania dziećmi, odstawiania takich
              szopek, doprowadzania do sytuacji, że własne dzieci muszą kłamać????
              To nie jest normalne, to wymaga interwencji psychologicznej, może
              psychiatrycznej (farmakologia), bo kobieta niszczy siebie, niszczy
              dzieci. Są jakieś granice prawa do wyrażania bólu i cierpienia.
            • dyderko Re: I niech to bedzie przestroga 03.04.08, 15:12
              Kiciu, źle zrozumiałaś moje określenie „fasadowość”, w ich przypadku
              oznaczała „masz ze mną mieszkać bo inaczej nigdy dzieci nie
              zobaczysz”. Gdy wyprowadził się do samodzielnie wynajętego
              mieszkania, nie będąc z nikim związanym, to było tak samo. Ja mam
              wrażenie że gdybyśmy się spotkali wcześniej nic by z tego nie było,
              on pozwolił sobie na odmrożenie uczuć dopiero jak był pewien że
              zakazy matki nie odetną go od dzieci. Nie wiem czy to była z jej
              strony miłość ale wiem że nie chciałabym być w taki sposób kochana!
              I mimo że naprawdę kocham NM, to gdyby chciał odejść to nie
              szantażowałabym go, ani nie niszczyła mu życia, bo to nie ma nic
              wspólnego z miłością. Ja wiem że Exie mają uczucia ale gdy te Exie
              nie liczą się z uczuciami innych to, Twoim zdaniem, należy na nie
              chuchać i dmuchać by ich nie zranić też?
            • 13monique_n Re: I niech to bedzie przestroga 03.04.08, 15:42
              Kiciu, ja tez dorzucę moja historię. Eks miał romans, kajał się i
              wrócił, bo zdecydowaliśmy się na "drugą szansę". Jednakże "druga"
              szansa jest tylko jedna. Następna to już byłaby trzecia, czwarta i n-
              ta.
              I kiedy nadszedł kolejny kryzys (jak się okazało, przeplatany
              przygodami eksia z różnymi paniami- przy czym to on, a nie panie
              były zobowiązane do dochowania mi wierności, on się zobowiązał, mam
              na mysli), to jeszcze prawie rok trwało dogorywanie naszego związku.
              Jak się potem okazało, już w tamtym czasie Eks wdał się w romans z
              dziewczyną, która była nianią naszych dzieci. (ją zresztą też
              zdradzał w swoim najbardziej aktywnym okresie). Ostatecznie myśmy
              się rozstali, a on nawiązał z nią trwalszy kontakt. Teraz mieszkają
              razem. I wierz mi, że w głowie by mi nie postało, aby sie posuwac do
              działań opisywanych przez dyderko. czasem mnie trzęsła w cichości
              domu irytacja, że byłam aż taka głupia i naiwna, ale im dłużej żyłam
              sama, a potem wweszłam w szczęśliwy związek, tym dalsza jestem od
              wszelkich myśli na temat tej dziewczyny. Eksowi, owszem, czasem
              nieżyczliwie poburczę, kiedy nawala wobec dzieciaków. Ale to
              wszystko. I nie wydaje mi się, bym była jakims ewenementem.
              Zaś "moja" neksia - wzięła sobie faceta, którego znała, nie od
              najlepszej strony też. Czyli pozostaje miżyczyć, by nie poczuła na
              sobie jego charakteru.
              • kicia031 Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 10:32
                Monique, ja tez inaczej wyrazalam swoja traume zwiazana ze zdrada i
                rozwodem. Ale tez mialam luksusowa sytuacja, bo mój Ex potraktowal
                po świńsku nie tylko mnie, ale również kolejne kochanki, lacznie z
                ta, ktara zaszla z nim w ciaze. To mnie ostatecznie przekonalo, ze
                nic tam po mnie, paradoksalnie. Nie wiem, co by było, gdyby Ex
                porzucil mnie dla innej kobiety…
                Faktem jest, ze wiele lat minelo, zanim doszlam do siebie, i zanim
                bylam w stanie wejsc w nastepny związek.
                Pamiętasz mitologie grecka: furia wzgardzonej kobiety gorsza od
                piekielnej?
                • 13monique_n Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 12:30
                  kicia031 napisała:

                  > Pamiętasz mitologie grecka: furia wzgardzonej kobiety gorsza od
                  > piekielnej?
                  Kicia, i to może usprawiedliwić moje nieodpowiednie zachowanie wobec
                  tej kobiety? Rozumiesz, przy pierwszej zdradzie, kiedy tamta
                  dziewczyna do mnie zadzwoniła, to gdyby nie jej niemiłe
                  potraktowanie mnie, to ja bym na początek do niej słowem nie
                  pisnęła. A niezależnie od wszystkiego, to mój Eks okazał się typem
                  niezdolnym do uczuć wyższych - to moje przekonanie już po latach
                  wynikające z obserwowania jego traktowania kobiet.
                  Zresztą, nawet gdyby był aniołem ze skrzydłami, to nie dochował mi
                  wierności, którą mi on sam dobrowolnie przyrzekał. I to wszystko. I
                  ja naprawdę myślę, że facet to nie jest wazon, czy jakiś poreczny
                  drobiazg, który "wredna trzecia" może mi świsnąć z domu przechodząc
                  niedaleko. To on i tylko on odpowiada za swoje przerzeczenia.
                  Dla uczciwości dodam, nexia, zwana przeze mnie
                  pieszczotliwie "niunią" z całą pewnością przechodzi swoje u jego
                  boku, bo on ma trudny, bardzo trudny, apodyktyczno-despotyczny
                  charakter, którem ja stawiłam opór. I stąd Eksio mnie wymienił na
                  model "potulniejszy". Za co dzisiaj to jestem mu szczerze wdzięczna.
                • dyderko Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 13:26
                  Kiciu, nie zaplątałaś się przypadkiem? Bo nie uwierzę że jesteś po
                  stronie osoby która latami szantażowała swojego męża. Nie uwierzę że
                  uczucia osoby manipulującej innymi, w tym własnymi dziećmi, są dla
                  Ciebie ważniejsze od uczuć osób którymi manipulowała. Nie uwierzę że
                  według Ciebie facet powinien był przy niej trwać tylko dlatego że
                  ona go na swój sposób kocha. Noooo... chyba że uważasz że powinien
                  był odejść tylko dlatego że z nią mu źle i narazić się na walkę o
                  kontakty z dziećmi, tylko po to by spotkanej potem kobiety ktoś taki
                  jak Ty nie okazał wzgardy, bo podejrzewam że nie miałoby to wpływu
                  na stosunek jego Byłej do mnie (czy kogokolwiek innego).
                  • kicia031 Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 14:52
                    chyba że uważasz że powinien
                    > był odejść tylko dlatego że z nią mu źle i narazić się na walkę o
                    > kontakty z dziećmi,

                    Tak. Tak uwazam. Byloby to uczciwsze i wobec zony, i wobec dzieci,
                    ale co najwazniejsze - wobec samego siebie - no i wobec ciebie tez.

                    Wiesz, ja z mojej cynicznej perspektywy widze to tak: ty jestes na
                    etapie, ze wierzysz w misia i kazde jego slowo jak w biblie, a ataki
                    ze strony Exi jeszcze utwierdzaja cie w przekonaniu, ze misio mowi
                    prawde.

                    Sama przeszlam juz ten etap i dopiero po jakis 6 latach zwiazku
                    zaczelo do mnie docierac, ze punkt widzenia misia i fakty niestety
                    nie pokrywaja sie ze soba. I widzialam 500 razy na tym, i na innych
                    forach, jak ta stara prawda docierala do kolejnych kobiet. Z roznym
                    stopniem bolesnosc.

                    Zyjesz z mezczyna, ktory sobie te Exie wybral na zone, spolodzil z
                    nia dzieci, przezyl wiele lat i mimo kryzysow wielokrotnie do niej
                    wracal. Wyciagnij z tego wnioski i kieruj sie tym co widzisz -
                    faktami - a nie tym, co slyszysz - interpretacja faktow, jaka na tym
                    etapie jest bardzo wygodna.
                    • 13monique_n Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 15:16
                      kicia031 napisała:

                      > Tak. Tak uwazam. Byloby to uczciwsze i wobec zony, i wobec dzieci,
                      > ale co najwazniejsze - wobec samego siebie - no i wobec ciebie tez.
                      A ja Kiciu, mam inne zdanie. Bywają mężczyźni, którzy ze wzgledu na
                      kontakt z dziećmi zniosa wszystko.
                      I długo będą znosić. Mam nadzieję, że mój Eks w tej materii choć
                      trochę ma tego w sobie (co nie znaczy, że zamierzam mu zycie
                      utrudniac, a jedynie, że mu bedzie zależało no dobrych kontaktach z
                      dziećmi)
                      > Wiesz, ja z mojej cynicznej perspektywy widze to tak: ty jestes na
                      > etapie, ze wierzysz w misia i kazde jego slowo jak w biblie, a
                      >ataki ze strony Exi jeszcze utwierdzaja cie w przekonaniu, ze misio
                      >mowi prawde.
                      Nie znam dyderko. Ale znam kobiety chore z nienawiści do eksa. I
                      wierz mi, jako była żona, zdradzona na pewno raz, wiem, co znaczy
                      poczucie upokorzenia wynikające z tego, że facetowi nie
                      wystarczyłam. Wiem. Ale wtedy "wygrałam" walkę o mężczyznę, nie
                      nienawiścią do kogolwiek, ale hardym postawieniem sprawy "wybieraj.
                      Raz, a dobrze ze świadomością, że cokolwiek wybierzesz mogę Ci dać
                      na piśmie, że dziećmi przeciwko Tobie grać nie będę". Okazuje się,
                      że takie podejście u mnie to rzecz dziwna. I wcale wobec tego nie
                      dziwią mnie wszelkie kombinacje facetów, by sobie kontakty z dziećmi
                      zachować.

                      > Sama przeszlam juz ten etap i dopiero po jakis 6 latach zwiazku
                      > zaczelo do mnie docierac, ze punkt widzenia misia i fakty niestety
                      > nie pokrywaja sie ze soba.
                      Cóż, o swoim Eksie niegdy bym nie powiedziała per "misio". Ani o
                      partnerze. To może kwestia dobierania sobie mężczyzn.

                      > Zyjesz z mezczyna, ktory sobie te Exie wybral na zone, spolodzil z
                      > nia dzieci, przezyl wiele lat i mimo kryzysow wielokrotnie do niej
                      > wracal.
                      No, ja też sobie Eksa wybrałam na męża. Kochałam go. I z tego powodu
                      dłuuuuugo nie przyjmowałam do wiadomości, że chyba zaprzeczam faktom
                      i kontestuję rzeczywistość. Tak, popełniłam błąd wychodząc za tego
                      człowieka. To mój błąd.
                      Inne osoby, które się rozwiodły tez podobny błąd popełniły - nie
                      dostrzegły cech, albo predyzpozycji do cech i zachowań, które temu
                      związkowi tej dwójki ludzi nie pozwolą przetrwać. Myślenie
                      życzeniowe to stanowczo za mało.
                      Dlatego myślę, że "moja neksia" jest w lepszej sytuacji niż ja. Zna
                      mojego Eksa - a swojego partnera od strony, której istnienia ja nie
                      przyjmowałam do wiadomości. I to był mój problem, a nie jej.
                      Uważasz, wracając do dyderko, że noszej jej fotki przez Eksię jest -
                      ekhmmm zrozumiałe i wtłumaczalne?
                      Ja nie usprawiedliwię głupich zachowań kobiet kierując się tylko
                      solidarnością jajników. To dla mnie za mało.
                      • kicia031 Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 15:31
                        Monique, wprawdzie nie zgadzam sie z Pascalem, ze wszystko zrozumiec
                        to wszystko wybaczyc, ale sadze, ze zrozumienie wiele ulatwia -
                        nawet jesli nie usprawiedliwia.

                        To co ja chce powiedziec to tyle - dyderko nie wie, co sie dzialo w
                        zwiazku jej partnera i Exi - wie tyle, czego sie dowiedziala od
                        misia - a on widzi sprawy tak jak jemu wygodnie. Mnie by zachowanie
                        Exi dalo do myslenia - ze jednak nie wszystko bylo tak, jak misio to
                        przedstawia.

                        A co do wyboru partnera - to ja np widze, ze w wielu sprawach moj Ex
                        i moj aktualny sa do siebie podobni - na szczescie nie w sprawie
                        wiernosci, ale przeciez do tego zycie sie nie sprowadza. I to daje
                        mi do myslenia w kwestii moich uswiadomionych i nieuswiadomionych
                        oczekiwan i kryteriow wyboru.

                        Jak sie okazuje, ja tez jestem do Exi mojego chlopa podobna, tylko,
                        jak wspominalam wczesniej, nie mam odstajacych uszu wink)
                        • jayin Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 15:45
                          Kiciu,

                          Ale dlaczego dyderko ma spędzac czas na zastanawianiu się JAK BYŁO naprawdę w małżeństwie jej M i jego Ex?...smile Chyba ważniejsza jest teraźniejszość i to co się dzieje teraz. A dociekanie dlaczego jedne osoby zachowują sie tak, a inne nie - i szukanie mozolne podstaw ich zachowania w ich traumach i przeżyciach i doświadczeniach - to raczej sprawa dla psychologa takich osób, a nie dla partnerów rozwiedzionych małżonków.

                          Dyderko zna swoją (zaznaczam: SWOJĄ) sytuację najlepiej i odczuwa W TEJ chwili jakieś zachowania Ex na swojej skórze. I w sumie niewiele ma tu do rzeczy to, jakie było małżeństwo Ex i M, ani to kto bardziej ubarwia lub wybiela swoją wersję - tylko do rzeczy ma to, jak się M i Ex zachowują wobec Dyderko w TERAŹNIEJSZOŚCI. Bo to jest jej sprawa, kiedy Ex robi coś, co się odbija na Dyderko bezpośrednio i bezpośrednio.

                          Przeciwnie do małzeństwa jej M z Ex. Tamto to już ich sprawa. I nie ma co dywagować i wnikać jak było w cudzym małżeństwie. Lepiej zająć się swoim własnym i zadbać o swoje życie. I ograniczyć negatywny wpływ obcych osób na nie, jeśli taki się pojawił, jak u Dyderko - ze strony Ex.
                        • dyderko Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 15:53
                          Kiciu, ja nie jestem w stanie zrozumieć tej zajadłości, nie i już! I
                          to nie tylko dlatego ze wiem jak ich życie wyglądało i jestem
                          przekonana że i ona szczęśliwa nie była.
                          Błagam Cię, przestań obrażać mnie i mojego partnera tym „misiem”.
                          Wmawianie mi że jestem głupią gąską która wierzy niezachwianie w
                          prawdziwość słów ostatniego łajdaka nie jest żadną dyskusją.
                          A co do Exi i mnie, może jestem do niej podobna, nie wiem. Ale kilka
                          cech mam różnych - nie mszczę się (choć kilka osób mnie w życiu
                          zraniło, nie ścigałam nikogo nie oglądając się na nic), nie włączam
                          osób postronnych w swoje prywatne wojny (chyba że wyżalanie się na
                          forum tak sobie zinterpretujesz), nigdy, nigdy w życiu nie miałam
                          pretensji do nikogo kto ze mną nie chciał być. Może poza tym jestem
                          idealną kopią Ex NM ale jeśli moja osobowość go za chwilę ode mnie
                          odstręczy to uznam że dostałam ile mogłam i poszukam szczęście gdzie
                          indziej.
                          • kicia031 Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 16:29
                            Wmawianie mi że jestem głupią gąską która wierzy niezachwianie w
                            > prawdziwość słów ostatniego łajdaka nie jest żadną dyskusją.

                            Znasz takie powiedzenie, ze punkt widzenia zalezy od punktu
                            siedzenia? Nie wzielo sie znikad. Widzimy rzeczy tak jak nam
                            wygodnie, milo i przyjemnie. Taka juz ludzka natura. Twoj partner
                            nie jest wyjatkiem.
                            • dyderko Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 16:55
                              Ja Ci chciałam delikatnie dać do zrozumienia że co najmniej
                              niegrzeczna w stosunku do nas jesteś. A poza tym, piszę Ci któryś
                              chyba raz, że nie od niego mam informacje na temat ich związku.
                              Przykro mi że Twój ukochany naginał prawdę, mój tego nie robi z tej
                              prostej przyczyny że nie mówi o tym co było. To otoczenie jego,
                              dokładnie i ze szczegółami, mnie poinformowało jak oni to widzieli.
                              Wiem że nie byli w środku małżeństwa ale może odpuść sobie obrażanie
                              człowieka, którego nie znasz bo koniecznie chcesz mi udowodnić że
                              każdy facet to taki sam […] jak Twój Ex.
                        • 13monique_n Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 15:58
                          kicia031 napisała:

                          > Monique, wprawdzie nie zgadzam sie z Pascalem, ze wszystko
                          >zrozumiec to wszystko wybaczyc, ale sadze, ze zrozumienie wiele
                          >ulatwia - nawet jesli nie usprawiedliwia.
                          Świetnie. To może mi wytłumaczysz, czym kierują się kobiety, które
                          graja dziećmi, ewidentnie im szkodząc, po to, aby dopiec ich ojcu?
                          Czym>????????? Ja bym chciała to pojąć, bo mimo bycia kiedyś
                          zdradzoną zoną, nie umiem!
                          Pisałam wyżej o biecie, zonie mojego znajomego, który był odważny
                          (albo głupi?) i odszedł w pustkę, bo ich małżeństwo z wielu powodów
                          zdechło. Jego zdaniem. A jej - ona się truła!!! Tak, by ja dziecko
                          znalazło! To jest rodzicielskie? Humanitarne? matko jedyna.

                          > To co ja chce powiedziec to tyle - dyderko nie wie, co sie dzialo
                          >w zwiazku jej partnera i Exi
                          Nie wie. I nie musi. Jeśli wedle tego, co pisze, Eksia różne rzeczy
                          rozpowiada po małej mieścinie, to nawet dyderko palcem nie musi
                          ruszyć, by wiedzieć więcej niż by chciała.

                          >- wie tyle, czego sie dowiedziala od misia - a on widzi sprawy tak
                          >jak jemu wygodnie.
                          Każdy widzi sprawy, tak jak jemu wygodnie. Ja patrzę na moje byłe
                          małżeństwo z mojego (i tylko mojego) punktu widzenia.


                          >Mnie by zachowanie Exi dalo do myslenia - ze jednak nie wszystko
                          >bylo tak, jak misio to przedstawia.
                          Kiciu, daruj, ale używanie określenia "misio" jest jednak pełne
                          pogardy. Niewielu jest facetów, którzy aż tak źle sie zachowywalli,
                          by sobie na to okreslenie zapracować.

                          > A co do wyboru partnera - to ja np widze, ze w wielu sprawach moj
                          >Ex i moj aktualny sa do siebie podobni
                          Widzisz, a u mnie i ja się znacznie różnię od Eksi partnera i on się
                          różni od mojego Eksa. Co więcej, podobnie jest w przypadku Eksa -
                          moja następczyni to zupełnie inna osoba pod wzgledem wygladu i
                          charakteru niż ja.

                          >I to daje
                          > mi do myslenia w kwestii moich uswiadomionych i nieuswiadomionych
                          > oczekiwan i kryteriow wyboru.
                          No, mi też daje do myslenia. Źle wybrałam przed laty. Kogos innego
                          potrzebowałam niż wybrałam.
                    • msba Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 15:33
                      kicia, Ty mądra kobieta jesteś.

                      ale.. smile

                      >
                      > Sama przeszlam juz ten etap i dopiero po jakis 6 latach zwiazku
                      > zaczelo do mnie docierac, ze punkt widzenia misia i fakty niestety
                      > nie pokrywaja sie ze soba. I widzialam 500 razy na tym, i na
                      innych
                      > forach, jak ta stara prawda docierala do kolejnych kobiet. Z
                      roznym
                      > stopniem bolesnosc.

                      nie zawsze musi być tak jak u Ciebie.
                      nie oceniaj wszystkich jednakowo.
                      >
                      > Zyjesz z mezczyna, ktory sobie te Exie wybral na zone, spolodzil z
                      > nia dzieci, przezyl wiele lat i mimo kryzysow wielokrotnie do niej
                      > wracal.

                      może był z nią tak długo bo bał się samotności?jak wielu/wiele z
                      nas. może walczył tak długo jak potrafił? aż w końcu miarka się
                      przebrała,brakło mu sił i skończył walkę z wiatrakami. a że odszedł
                      do innej kobiety to jest sukin....m? eksi wolno było prawie
                      wszystko, jemu nie wolno było znaleźć szczęście i spokój?

                    • dyderko Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 15:36
                      Ok. Rozumiem Twoje poglądy, nie podzielam ich ale rozumiem. Tak samo
                      jak rozumiem mojego NM że nie chciał i nie mógł sobie tego zrobić by
                      miesiącami dzieciaków nie widywać.
                      Daruj sobie „misiowanie” bo to uwłacza mężczyźnie z którym jestem.
                      Nie jestem naiwną nastolatką i wiem że ma mnóstwo wad. Nawet wiem co
                      doprowadziło do rozpadu ich związku (patrząc tylko i wyłącznie na
                      jego charakter). Natomiast żyję w kręgu jego znajomych, jestem
                      blisko z jego rodziną i nie musiał mi nic na jej temat opowiadać
                      (gdyby choć słowem źle o swej byłej powiedział nie byłabym chyba z
                      nim), wystarczą mi pojedyncze wypowiedzi z ich strony.
                      Tak, żyję z mężczyzną który inną wybrał na żonę i nie mam do niego
                      ani żalu o to ani pretensji. Jestem świadoma jego przeszłości ale
                      też trochę przestraszona przyszłością bo usiłuje mieć na nią wpływ
                      ktoś kto nie powinien.
                      A co do faktów to jak niby inaczej mam zinterpretować fakt wniosku o
                      zaglądanie w mój majątek osobisty, który to widziałam? Jak mam
                      zinterpretować to że ktoś opowiada na prawo i lewo (w malutkiej
                      mieścinie to do mnie często dociera) historie ociekające zgrozą. Jak
                      mam zinterpretować to że kolejne święta dzieciaki nie mogły pojechać
                      pięć ulic dalej do jego rodziców na święta? Jak mam niby rozumieć
                      odkładanie słuchawki kiedy dzieci były w szpitalu a ojciec nie miał
                      z nimi żadnego kontaktu? Jakoś nie jestem w stanie uwierzyć że to on
                      jest podły i wredny a ten anioł nie kobieta jest przez niego
                      oczerniana...
                      • kicia031 Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 16:32
                        rozumiem mojego NM że nie chciał i nie mógł sobie tego zrobić by
                        > miesiącami dzieciaków nie widywać.

                        Wiesz co, moj chlop sobie sadownie wywalczyl widywanie dziecka kilka
                        razy w tygodniu, a punkt startowy to bylo poszukiwanie 2-latki przez
                        policje, bo Exia ja wywiozla na 2 koniec Polski.

                        Wiem, ze mozna i dlatego wybacz, ale uznam to co
                        najmniej za racjonalizacje, jesli nie wygodna wymowke.
                        • dyderko Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 16:48
                          Hmmm… uważasz że powinnam napiętnować go za to że tego i sobie i
                          dzieciakom oszczędził, czekając z ostatecznym odejsciem aż będą
                          prawie dorosłe? Jakoś nie umiem, naiwna gąska jednak jestem…

                          A teraz kochana, jak każesz, idę sobie posypać głowę popiołem i
                          odpokutować, i to że jak ostatnia zdzira uwiodłam żonatego faceta, i
                          to że on jest ostatnim sukinsynem który życie swojej byłej złamał.
                          • jayin Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 16:59
                            Dyderko,

                            Lepiej nie popiołem - bo Exia będzie się cieszyć, że osiwiałaś przez nią smile))

                            A tak poza tym, to chyba wiosny brak się daje we znaki...smile I ludzie nosa wolą nie wyściubiać poza swój ogródek, za to na odległość i ze swoich doświadczeń tylko wołają do sąsiadów, jaki ten kraj, panie, zdewastowany społecznie, bo wszyscy to szuje są i nie odstępstw ni ma...smile

                            (Kicia, serio - trochę pojechałaś tematycznie...smile nie wiem o co dokładnie ci nawet chodziło, tzn. w nawiązaniu do wątku Dyderko o ekscesach Exi w jej kierunku. a "misiowanie" - to chyba mnie by zirytowało nieco, gdybyś tak "misiowała" mojego M. Dyderko wybitnie cierpliwa jest, albo bardziej kulturalna niż ja..wink
                      • kasztanka5 Re: I niech to bedzie przestroga 05.04.08, 16:46
                        dyderko napisała:

                        > Tak, żyję z mężczyzną który inną wybrał na żonę i nie mam do niego
                        > ani żalu o to ani pretensji. Jestem świadoma jego przeszłości ale
                        > też trochę przestraszona przyszłością bo usiłuje mieć na nią wpływ
                        > ktoś kto nie powinien.

                        Widzisz dyderko, przeciez jej wlasnie o to chodzi. By dosiegnac
                        Ciebie i w jakis sposob wystraszyc i uprzykrzyc zycie.
                        Sposob wykonania nie jest wazny.
                        A swoja droga tez zaluje, ze nie mozna wysylac ludzi na przymusowe
                        leczenie.
            • braktalentu Re: I niech to bedzie przestroga 04.04.08, 07:35
              Tak z ciekawosci - jak ty sie z tym czujesz? Bo moze ja jestem jakas
              pierdolnieta, ale nie moglabym spac po nocach...

              Może?

              Chociaż ja raczej przypuszczam, że jeszcze nie wybaczyłaś swojemy
              byłemu mężowi, że Cię zdradzał i te nieprzerobione emocje tak Tobą
              targają. Nie zauważyłam z Twojej strony takiej niechęci podszytej
              agresją w stosunku do kobiet z tego forum, które zdradziły swoich
              mężów. Skupiasz się raczej na niewiernych mężach, a zwłaszcza ich
              kochankach, które jakby na to nie patrzeć nikomu wierności nie
              przyżekały.

              Oczywiście, że masz rację, bo zdrada to paskudna rzecz, tylko Ta
              zaciekłość i utwierdzanie się w swojej niechęci przypomina mi trochę
              Bet.
      • kicia031 Jeszcze o przestrogach 04.04.08, 16:37
        Prawda jest taka - ze wiazac sie z mezczyzna po przejsciach musimy
        liczyc sie z wieloma czynnikami, ktore nie wystepuja w przypadku
        mezczyzny bez przejsc.

        Ale te przejscia maja specjalny charakter, gdy wiazemy sie z
        mezczyna, ktory nie opuscil swego poprzedniego zwiazku. Moim
        zdaniem, swiadczy to zle o moralnosci i rozdsadku. Obu stron. Gdybym
        miala corke, to z cala moca odradzalabym jej wiklanie sie w taka
        sytuacje.
          • kicia031 Re: A mogę Cię o coś zapytać? 04.04.08, 19:38
            Niewiele jest rzeczy bardziej niszczacych dla poczucia wlasnej wartosci,
            kobiecosci, czy meskosci - jak zdrada. Moze tylko porzucenie dla kogos innego
            moze sie rownac w traumatycznosci.

            Oczywiscie najwieksza odpowiedzialnosc ponosi zdradzajacy, ale wspoluczesnik
            zdrady, porzucenia, przyklada tu reki do krzywdy innego czlowieka.

            Wkurza mnie, ze mozna kogos skrzywdzic, a potem jeszcze uzalac sie, jaka to
            ofiara jest podla. Moze warto w takiej sytuacji przyjac na klate konsekwencje
            swojego postepowania? Tylko tyle.
            • 13monique_n Re: A mogę Cię o coś zapytać? 04.04.08, 19:52
              kicia031 napisała:

              > Niewiele jest rzeczy bardziej niszczacych dla poczucia wlasnej >wartosci,
              kobiecosci, czy meskosci - jak zdrada.
              Wiesz, o tym nie musisz mnie przekonywać. Ja tego doświadczyłam. Ale nigdy nie
              posunęłam się do "jeżdżenia" po Eksie przy pomocy kontaktów z dziećmi i ich
              dostępności. Jego zdrada to jego problem, a moja rana.


              > Oczywiscie najwieksza odpowiedzialnosc ponosi zdradzajacy, ale >wspoluczesnik
              zdrady, porzucenia, przyklada tu reki do krzywdy >innego czlowieka.
              Kicia, Ty naprawdę myślisz, że w małżeństwie dzieje się fantastycznie PRZED
              zdradą? Zdrada to skutek, nie przyczyna. Poczytaj - artykuły fachowców i na
              przykład forum "rozwód.. i co dalej" (jest na gazecie).
              Przykro mówić, ale kobiety mają tendencje do odgrywania się na facetach przy
              pomocy dzieci za zdradę i porzucenie.
              A wybacz, nawet zdrada nie usprawiedliwia chęci puszczenia dyderko z torbami,
              ewentualnie zmuszenia jej do finansowania dzieciaków NM z Eksią. I to zdjęcie
              wportfelu (sic!). Sorry, ja jestem Eksią. I przy rozmowach o pieniądzach,
              alimentach to ja posługuję się jedynie zarobkami Eksa (tudzież zfodnie z
              orzecznictwem - możliwościami zarobków, jakie on ma). Wisi mi i powiewa stan
              majątkowy Neksi.

              > Wkurza mnie, ze mozna kogos skrzywdzic, a potem jeszcze uzalac sie, >jaka to
              ofiara jest podla.
              Ofiara??? No, jak kobieta wchodzi w rolę ofiary, to nic dziwnego. Pozostanie
              ofiarą do zasmarkanej śmierci. I WSZYSCY, oprócz niej samej będą winni jej
              zrzędzeniu, zgorzknieniu i zatruwaniu sobie i dzieciom, oraz Eksowi i Neksi
              życia. A jak dzieci spieprzą na drugi koniec Polski, to też będą winne "bo
              OFIARA się dla nich taaaaak poświęcała" (bidulka <sarkazm>wink

              >Moze warto w takiej sytuacji przyjac na klate konsekwencje swojego
              >postepowania? Tylko tyle.
              W postaci kary finansowej tj. łożenia na Eksię ????? W Arabii Saudyjskiej
              kamienują cudzołożników
            • natasza39 Re: A mogę Cię o coś zapytać? 08.04.08, 01:08
              kicia031 napisała:
              > Wkurza mnie, ze mozna kogos skrzywdzic, a potem jeszcze uzalac sie, jaka to
              > ofiara jest podla.

              A nie przyszło ci do głowy, że owa "ofiara", często wcale nie jest ofiarą?
              Często "zdrajca" zwiewa od "kata".
              A potem "kat" kreuje się tylko na "ofiarę".

              Patrzysz na każdą "zdradę" poprzez własne doświadczenia w tym temacie, a to duży
              błąd.
              A co do "czekania" na zakończenie związku...
              Są osobniki nie rozumiejące, że KONIEC związku to nie KONIEC.
              Muszą to mieć na papierze.
              Aby w Polsce papier z napisem "rozwód" dostać czeka się czasem parę lat.
              Rekord należy do pary ze śląska, która rozwodziła się lat 19 (facet dostał
              odszkodowanie za opieszałość sadu polskiego kiedy się do Strasburga odwołał).
              I co?
              Ten facet tez "zdradzał" zonę przez te 19 lat jak się z nią rozwodził?

              Nie wiem jak było w przypadku NM-a dyderko i przyznam się, że mnie to nie
              obchodzi, i ciebie kicia tez nie powinno.

              Zyciowe doświadczenie uczy mnie natomiast, że prawdziwe ofiary zdradzone i
              porzucone, którym autentyczne współczucie się należy, raczej nie skupiają się na
              tym żeby kochankom, konkubinom, nexiom czy jak je tam zwał do kieszeni pchać łapę.
              Uważasz, ze słusznie należy się jej płacony "podatek od użyczenia misia"?
              A jeśli tak to na ile wycenić należy owo "używanie"?

              Kiedyś się chwaliłaś, że za zdradę swojemu "misiowi" kazałaś zapłacić alimenty
              na siebie i płacił!
              Czy w owej "rozpaczy" i traumie po zdradzie posunęłabyś się dodatkowo do
              ściągania haraczu od kochanki?
              Czy po prostu "misio" płacił wystarczająco duży haracz i nie musiałaś się
              szlajać po sadach?
              A jakby "misio" był goły, a kochanka nadziana?
              Może tez jako ofiara zachowałabyś się tak samo jak dyderkowa exia?


              ---------------------------------------------------------------------
              Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
              głupcami.
              • kicia031 Re: A mogę Cię o coś zapytać? 08.04.08, 09:49
                Kiedyś się chwaliłaś, że za zdradę swojemu "misiowi" kazałaś
                zapłacić alimenty
                > na siebie i płacił!
                > Czy w owej "rozpaczy" i traumie po zdradzie posunęłabyś się
                dodatkowo do
                > ściągania haraczu od kochanki?
                > Czy po prostu "misio" płacił wystarczająco duży haracz i nie
                musiałaś się
                > szlajać po sadach?
                > A jakby "misio" był goły, a kochanka nadziana?
                > Może tez jako ofiara zachowałabyś się tak samo jak dyderkowa exia?

                Wybacz, ale alimenty na mnie zasadzil Exowi niezawisly sad nie za
                kare za zdrade, tylko dlatego, bo mi przyslugiwaly zgodnie z prawem.
                Na rozprawie alimentacyjnej nie bylo mowy o zdradzie, tylko o
                utrzymaniu zony i dziecka i zarobkach obojga rodzicow.

                Nie wiem, co by bylo, gdyby moj Ex odszedl do kochanki - trudno mi
                wyrokowac, jak bym sie zachowala. Przypominam ci, ze moj Ex porzucil
                najbardziej dlugoterminowa (bo bylo ich cale stado, tylko takich
                krotkodystansowych) kochanke, gdy sie dowiedzial, ze jest w ciazy i
                ze dla mnie to byl ostateczny argument, ze nie chce byc z tym
                facetem. Chyba jakos byloby mi to latwiej przelknac, gdyby
                przynajmniej wobec tej dziewczyny zachowal sie przyzwoicie.

                To tak tylko gwoli sprostowania faktow.
                • 13monique_n Re: A mogę Cię o coś zapytać? 08.04.08, 14:08
                  Kicia, no i cool. U Ciebie mniej więcej wiadomo, jak to się odbyło.
                  Ale już do dyderkowej sytuacji nie wróciłaś. Tudzież do tej części,
                  gdzie sponiewierana "ofiara" grzebie w kieszeni Neksi.
                  To mnie ciekawi, i jak już wspomniałam, nie "na sucho", bo byłam
                  zdradzaną żoną. I tak w sumie potraktowaną lepiej niż
                  dwie "długoterminowe kochanki. Jedna dostała takiego kopa w zęby od
                  Eksa, że długo płakała (szkoda, że mi wtedy do łba nie przyszło,
                  jaki bezwzgledny on był w tym swoim zachowaniu.)A druga została
                  wymieniona na "młodszy model", to już sie odbywało po naszym
                  rozstaniu. Tak, czy inaczej. Cokolwiek działo się w małżeństwie,
                  które się rozstawało, to nie dyderko jest winna jego rozpadu. Może
                  facet spotkawszy ją po prostu pojął, że to może być jego ostatnia
                  szansa na lepszy związek, normalny.
                  Nie uprawiajmy "solidarności jajników". Nikczemnośc i podlość trzeba
                  tępić. Bez ogladania się na płeć.
                  • kicia031 Re: A mogę Cię o coś zapytać? 08.04.08, 16:35
                    wszystko co chcialam powiedziec odnosnie sytuacji dyderko to to, ze
                    1. jesli pchamy sie w niewyrazne sytuacje, to prosimy sie o klopoty.
                    Wiec nie placzmy, ze je mamy.
                    2. jesli zadanie Exi sa nieuzasadnione prawnie, to sad je odrzuci i
                    tyle.
                    3. znamy punk widzenia dyderko na sytuacje - ale jest tez punkt
                    widzenia Exi, ktory ja moge zrozumiec - co nie znaczy, ze popieram.
                    mam nadzieje, ze juz nigdy los nie wystawi mnie na taka probe.

                    A co solidarnosci jajnikow i podlosci i nikczemnosci - czy ty tu nie
                    przesadzasz? W koncu dyderko, jak sadze, tez ma jajniki. Walka o
                    zapewnienie dzieciom wystarczajacych srodkow to nie nikczemnosc i
                    podlosc, a czytalam, ze byly plany, by prawnie zapewnic branie pod
                    uwage majatku Next przy naliczaniu alimentow - nie wiem, czym sie te
                    plany skonczyly, nie sledze sprawy, bo w sprawie swoich alimentow
                    dogaduje sie bez sadu od wielu lat. Nie jest to jednak pomysl ktory
                    wpadl do glowy tylko tej konkretnej Exi, jak widzisz.
                    • 13monique_n Re: A mogę Cię o coś zapytać? 09.04.08, 10:02
                      kicia031 napisała:

                      > A co solidarnosci jajnikow i podlosci i nikczemnosci - czy ty tu
                      >nie przesadzasz? W koncu dyderko, jak sadze, tez ma jajniki.
                      Ale moje poparcie dla jej stanowiska nie jest związane z płcią,
                      tylko z rozsądną argumentacją.

                      >Walka o zapewnienie dzieciom wystarczajacych srodkow to nie
                      >nikczemnosc i podlosc,
                      Wiesz, jesli starałabym sie zmusić obcych ludzi do łożenia na moje
                      dzieci (i nie byłyby to np stypendia fundowane, ale prawdziwy
                      przymus), to jest to nikczemne i podłe z mojej strony. To ja i ich
                      ojciec mamy PSI (!!!!!!) obowiązek zapewnić im środki do życia. Nikt
                      inny (gdybyśmy my nie mogli, to wtedy dziadkowie i rodzina), na
                      pewno nie Neksia.

                      >a czytalam, ze byly plany, by prawnie zapewnic branie pod
                      > uwage majatku Next przy naliczaniu alimentow - nie wiem, czym sie
                      >te plany skonczyly,
                      W najgorszym wypadku ustawa trafiłaby do Trybunału Konstytucyjnego.
                      Na szczęście projekt zdechł.
                      • kicia031 Re: A mogę Cię o coś zapytać? 09.04.08, 11:06
                        > W najgorszym wypadku ustawa trafiłaby do Trybunału
                        Konstytucyjnego.
                        > Na szczęście projekt zdechł.

                        No to loozik, dyderko moze spac spokojnie...

                        Choc moge sobie wyobrazic taka sytuacje, wcale nie niezwykla, w
                        koncy mMdonna ma dziecko ze swoim trenerem - pan sie rozwodzi,
                        wyhacza pania Kulczyk np - rzuca robote i ma zerowe dochody. I co
                        wtedy z alimentami?

                        Sprawa nie jest tak prosta, jakby sie wydawalo.
                        • 13monique_n Re: A mogę Cię o coś zapytać? 09.04.08, 11:13
                          Sprawa jest prosta - dziecko MA OJCA, a sąd orzeka wysokość
                          alimentów na podstawie możliwości zarobkowych danego rodzica (tak
                          tak, bez wzgledu na płeć płacącego alimenty). I potem, kiedy on
                          jednak uporczywie się miga, a ma rodziców i rodzeństwo, to po
                          niepowodzeniu w egzekucji z niego, przechodzi na jego rodzine
                          (pozywa się rodzinę). Wtedy pan zwykle od ręki się dyscyplinuje.
                          Raz jeszcze powtórzę, nawet, gdyby Eks związał się z Królową
                          angielską, to jego, a nie jej majątek podlega ocenie sądu.
                          • konstancja16 Re: A mogę Cię o coś zapytać? 09.04.08, 11:46
                            ja bardzo przepraszam, ale krolowa angielska jest wciaz zajeta.
                            wprawdzie malzonek niedomaga, ale wciaz sie trzyma

                            jak podaje wikipedia:
                            On 3 April 2008, Prince Philip was admitted to the King Edward VII's
                            Hospital in London for "assessment and treatment for a chest
                            infection". He was seen to walk into the hospital unaided, and was
                            reported to be sitting up in bed and attending to his usual papers
                            whilst in hospital. As of 6 April he has been released from hospital
                            and is recuperating at Windsor Castle.


                            nie mowiac juz o tym, ze jakby angielskiej krolowej przyszlo do
                            glowy poslubic jakiegos golodupca bez tytulu to by juz jej to
                            rodzinka z glowy wybila wink)

                            abstarhujac od braku podstaw prawnych do zagladania do kieszeni
                            macochy jest to dosc sliskie moralnie. dziecko ma od tego rodzicow
                            zeby na nie robili. oboje. ja bardzo chetnie wywalam nadwyzki kasy
                            na dzieci, ktore rodzicow nie maja. albo ktore z innych przyczyn
                            szczegolnej pomocy potrzebuja. natomiast moj uroczy pasierb ma
                            dwoje rodzicow, zdrowych, w sile wieku. niech sie wezma do roboty.
                            OBOJE. ja mu czasem jakis prezent sprawie (z czystej sympatii do
                            szczeniaka), ale utrzymaniem jego zajmuja sie rodzice.
                            • 13monique_n Konstancjo 09.04.08, 12:13
                              Królowa angielska to przykład najmajetniejszej kobiety na ziemi.
                              Napisałam z lekkim sarkazmem, bo jak szaleć, to szaleć i the sky is
                              the limit. Czemu nie żerowac na Neksi (......<-
                              • konstancja16 Re: Konstancjo 09.04.08, 12:23
                                > Gdyby Eks wybrał sobie taka Neksię, jak np. Ty (Konstancjo)....

                                hihi. dobre. nie znam goscia, ale z tego co o nim slyszalam to
                                chyba nie spodobalby mi sie. chocby uroda przycmiewal Toma
                                Cruise'a, Bradda Pitta i Georga Clooney'a do kupy.

                                chociaz - kto wie - tylko od Ciebie o nim slyszalam.... moze to w
                                rzeczywistosci wspanialy i szlachetny czlowiek, a to Ty jestes
                                niedobra kobieta??

                                wink))

                                PS. wyglupiam sie dzis na calego bo mam taki nastroj.
                                  • 13monique_n Re: acha, i bylabaym zapomniala 09.04.08, 14:58
                                    jasne, że ja jestem złą kobietą smile Dlatego on ode mnie uciekł smile)) A
                                    poza tym, towarzysko uroczy człowiek. Dusza towarzystwa i lew
                                    salonowy w jednym. Ja go, niestety, poznałam także od tych mniej
                                    wyjściowych stron, ale i tak kilka lat nie przyjmowałam ich do
                                    wiadomości smile.

                                    A poważniej - zapewne wyjątkowo niefortunnie dobraliśmy się
                                    charakterami, jak się okazało w praniu. I u nas "niezgodność
                                    charakterów" to faktyczna przyczyna rozwodu. smile
                        • dyderko Re: A mogę Cię o coś zapytać? 09.04.08, 12:39
                          O kurdesz Kicia, ależ Ty masz stosunek do innych... Już wiem,
                          wszyscy są podli i źli tylko skrzywdzone matki dobre i przez los
                          pokarane. A każda macocha zajmuje się głownie głodzeniem
                          pasierbiątek i jej największym marzeniem jest je wyprowadzić do lasu
                          i tam zostawić.
                          Miałam się nie odzywać bo sama kiedyś mi kiedyś pisałaś że jak kto
                          ma swoje podejście to nawet setka postów tego nie zmieni niezależnie
                          co się mu napisze ale Twoich insynuacji czytać nie mogę! Dla Twojej
                          wiadomości, NM nie rzucił roboty tylko pracuje tam gdzie pracował,
                          nawet dodatkową fuchę (niby awans) „załapał” dzięki czemu płaci
                          dzieciom ostatnio wyższe alimenty. Mój majątek jest moim od lat,
                          nabyłam własność mojego mieszkania zanim spotkałam NM, co Nexia może
                          sprawdzić w urzędzie w którym pracuje (jak i inne rzeczy sprawdzała
                          i tę wiedzę wykorzystywała). NIe będę pisała że mieszkają w
                          mieszkaniu którego razem się dorobili i on wyniósł z niego jedną
                          walizkę, bo zaraz przeczytam że nakłamał mi na ten temat jak na
                          każdy inny, bo Twojego przekonania że każdy facet okłamuje swoją
                          partnerkę nikt ani nic nie zmieni...
                          • kicia031 Re: A mogę Cię o coś zapytać? 09.04.08, 13:35
                            Już wiem,
                            > wszyscy są podli i źli tylko skrzywdzone matki dobre i przez los
                            > pokarane.

                            Och niemasz racji - ja mam mieszane uczucia na temat wrodzonego
                            dobra badz zla natury ludzkiej. 37 lat zycia przekonalo mnie, ze
                            ludzie widza rzeczywistosc tak jak im wygodnie. To fakt a nie ocena.

                            Twoich insynuacji czytać nie mogę! Dla Twojej
                            > wiadomości, NM nie rzucił roboty tylko pracuje tam gdzie pracował,

                            Ale gdzie ty widzisz insynuacje, ze twoj chlop rzucil prace? No
                            chyba ze ty jestes Pani Kulczykwink))

                            Wypowiadalam sie o hipotetycznehj sytuacji, zeby pokazac, ze sprawa
                            nie jest tak prosta jakby sie wydawalo.
                            • dyderko Re: A mogę Cię o coś zapytać? 09.04.08, 14:34
                              kicia031 napisała:
                              > 37 lat zycia przekonalo mnie, ze ludzie widza rzeczywistosc tak
                              jak im wygodnie. To fakt a nie ocena.

                              Ok. Czyli tak Tobie jest wygodnie widzieć przedstawiane informacje.
                              Szkoda mi Cię trochę...

                              > Ale gdzie ty widzisz insynuacje, ze twoj chlop rzucil prace? No
                              > chyba ze ty jestes Pani Kulczykwink))
                              > Wypowiadalam sie o hipotetycznehj sytuacji, zeby pokazac, ze
                              sprawa nie jest tak prosta jakby sie wydawalo.

                              W tym że myśl iż mogę spać spokojnie bo projekt utrzymywania dzieci
                              mojego NM z mojego majątku upadł, od razu nasuwa Ci wnioski że
                              wyobrażasz sobie jak podły ojciec wiąże się z Panią Kulczyk i idzie
                              na bezrobocie.

                              A co do hipotetycznych sytuacji to opisywanie świństw jakie można
                              dzieciom zrobić w reakcji na mój przykład jednostkowy odbieram jako
                              insynuacje co do mojej i mojego NM uczciwości. Tak samo jak
                              Twoje „misiowanie” nie było przejawem sympatii i życzliwości. I o
                              ile jestem w stanie zrozumieć niepochlebne oceny moralne (bo dla
                              kogoś tylko orzeczony rozwód jest końcem związku), to dawanie prawa
                              komuś do grzebania mi w kieszeni bo sama z siebie uważasz mnie za
                              nieuczciwą nie jest w porządku. To że kochasz dzieci tego nie
                              usprawiedliwia, a przechodzenie do porządku dziennego nad
                              możliwością krzywdzenia ich przez matkę (nawet jeśli uważasz ojca za
                              łajdaka) dziwną tą miłość maluje.
                              • kicia031 Re: A mogę Cię o coś zapytać? 09.04.08, 15:51
                                > Ok. Czyli tak Tobie jest wygodnie widzieć przedstawiane
                                informacje.
                                > Szkoda mi Cię trochę...

                                Tak, ja nie jestem wyjatkiem od tej reguly, i ty tez nie.

                                > W tym że myśl iż mogę spać spokojnie bo projekt utrzymywania
                                dzieci
                                > mojego NM z mojego majątku upadł, od razu nasuwa Ci wnioski że
                                > wyobrażasz sobie jak podły ojciec wiąże się z Panią Kulczyk i
                                idzie
                                > na bezrobocie.
                                >
                                > A co do hipotetycznych sytuacji to opisywanie świństw jakie można
                                > dzieciom zrobić w reakcji na mój przykład jednostkowy odbieram
                                jako
                                > insynuacje co do mojej i mojego NM uczciwości.

                                Nie ma nic nieuczciwego w zwiazaniu sie z pania Kulczyk np i
                                porzuceniu pracy za 3 tysi miesiecznie. Tylko tedy sad ustalajac
                                alimenty musi wziac pod uwage nie dochody pana tylko caloksztalt
                                jego sytuacji zyciowej. Przestan tak brac wszystko do siebie, moje
                                posty nie kreca sie wylacznie wokol ciebie, tylko problemu jako
                                poruszylas, czyli brania pod uwage majatku Next - jakiejkolwiek -
                                przy ustalaniu alimentow.

                                Uwazam, ze zle postapilas wiazac sie z mezczyzna, ktory nie zamknal
                                sprawy swojego rozstania z poprzednia partnerka. Dla kazdej pary to
                                zamkniecie nastepuje w innym momencie, ale trzeba sie co do tego
                                dogadac. Tutaj tego nie bylo, i ty sie o to nie zatroszczylas
                                rowniez - teraz ponosisz tego konsekwencje.

                                Nie kwestionuje twojej finasowej uczciwosci, wrecz przeciwnie, przed
                                chwila wyrazilam sie o niej z podziwem. Rozumiem, ze masz ciezko,
                                ale opanuj swoja manie przesladowcza.
                                • 13monique_n Re: A mogę Cię o coś zapytać? 09.04.08, 15:58
                                  Kiciu,
                                  na końcu (w tej chwili przynajmniej) wrzuciłam posta z linkiem do
                                  tego, co pisał jp66, teraz pod nickiem jp66-2 o swoich problemach z
                                  żoną.
                                  I jakkolwiek dyderko by nie zrobiła, to Eksi NIC (miałabym ochote
                                  literalnie napisać, co jej d otego) do tego, jaki majątek ma
                                  dyderko. Może tylko i włącznie mieć wymagania wobec ojca swoich
                                  dzieci. Potem leci jego rodzina zgodnie z KRiO. Koniec. Kropka.
                                  • kicia031 Monique 09.04.08, 16:14
                                    Ale czego to dowodzi?

                                    Wiesz, moj chlop tez musial walczyc o widzenia z dzieckiem, tez
                                    poszukiwal corki wywiezionej na 2 koniec Polski przez policje. Ja
                                    wiem, ze sa takie problemy, ale tez ty wiedz, ze sa dzieci, ktore
                                    nie chce sie wuidywac z ojcami, sama mialam taki problem w domu. I
                                    czesto nie dlatego, ze exia jest wredna. I to tez niczego nie
                                    dowodzi..
                                    • ataner30 Re: Monique 09.04.08, 16:45
                                      > Wiesz, moj chlop tez musial walczyc o widzenia z dzieckiem, tez
                                      > poszukiwal corki wywiezionej na 2 koniec Polski przez policje. Ja
                                      > wiem, ze sa takie problemy, ale tez ty wiedz, ze sa dzieci, ktore
                                      > nie chce sie wuidywac z ojcami, sama mialam taki problem w domu. I
                                      > czesto nie dlatego, ze exia jest wredna. I to tez niczego nie
                                      > dowodzi..

                                      ale jazda smile)))) Kicia sa jeszcze tysiace innych mozliwosci tylko jak sie one
                                      maja do sytuacji dyderko opisanej w tym watku?
                                      Mam propozycje: zaloz osobne forum dla zdradzonych bylych zon. I zabierz stad
                                      inne exiary ktore nie maja pojecia jak to jest byc macocha i idzcie sobie stad i
                                      dyskutujcie o urazonej ambicji, dumie, alimentach, byciu ofiara, zachwianym
                                      poczuciu wlasnej wartosci innych waznych aspektach dotyczacych bycia byla
                                      porzucona zona.
                                      A macochom dajcie podyskutowac o tym co je dotyczy i interesuje, bez zasmiecania
                                      naszych watkow.
                                      • kicia031 Ataner skarbie 09.04.08, 19:17
                                        Ja jestem macocha, i to najpewniej duzo dluzej, a na bank duzo intensywniej niz ty.

                                        Jak dla mnie, zasmiecaniem forum sa twoje uwagi na dowolny temat, ale musze je
                                        niestety znosic. jesli twoje cierpienia przekraczaja twoja wytrzymalosc - to mam
                                        pomysl - po prostu nie czytaj moich postow. dasz rade?
                                    • 13monique_n Re: Monique 10.04.08, 09:00
                                      kicia031 napisała:

                                      > Ale czego to dowodzi?
                                      W kilku znanych mi przypadkach dowodzi to tego, że matki grają
                                      dziećmi przeciwko ich ojcom. Utrudniaja spotkania, sączą jad.
                                      Niszczą. "Poświęcają się" w roli męczennic. Czego to dowodzi? Ich
                                      niedojrzałości! Braku odpowiedzialności i bycia wampirem
                                      emocjonalnym.

                                      > Wiesz, moj chlop tez musial walczyc o widzenia z dzieckiem, tez
                                      > poszukiwal corki wywiezionej na 2 koniec Polski przez policje. Ja
                                      > wiem, ze sa takie problemy, ale tez ty wiedz, ze sa dzieci, ktore
                                      > nie chce sie wuidywac z ojcami, sama mialam taki problem w domu. I
                                      > czesto nie dlatego, ze exia jest wredna. I to tez niczego nie
                                      > dowodzi..
                                      Wiem, że dzieci czasem nie chcą się widywać z ojcami. Jak ojciec
                                      olewa dzieciaki, obiecuje coś, nie dotrzymuje, przeinacza swoje
                                      słowa, bo "dziecko i tak nie zapamięta", czy jakis tego typu powód,
                                      że słowo dane małemu/młodemu człowiekowi nie obowiązuje. To jest
                                      zawsze związane z tym, że dzieci się kiedyś zawiodły na rodzicu, a
                                      rodzic nie widzi swojej części odpowiedzialności za ten fakt.
                                      Ja w ogóle twierdzę, że dorośli w relacjach z dziećmi bywają
                                      nadętymi arogantami i potem ci właśnie, tacy właśnie dorośli maja
                                      pretensje.
                                      • kicia031 Re: Monique 10.04.08, 09:31
                                        To jest
                                        > zawsze związane z tym, że dzieci się kiedyś zawiodły na rodzicu, a
                                        > rodzic nie widzi swojej części odpowiedzialności za ten fakt.


                                        Nie zawsze. Czasami po prostu rodzic nie zadbal w odpowiednim
                                        momencie o wytworzenie wiezi z dzieckiem. ja wiem, ze sa matki ktore
                                        utrudniaja kontakty, ale poniewaz ja sama przez lata spedzalalm
                                        prawie kazda sobote z bylym mezem, bo inaczej dziecko by sie z nim
                                        nie spotkalo, wiec dla mnie to czysta abstrakcja. Sorki, ale nie
                                        kumam tego.
                                        • 13monique_n Re: Monique 10.04.08, 10:02
                                          kicia031 napisała:

                                          > Nie zawsze. Czasami po prostu rodzic nie zadbal w odpowiednim
                                          > momencie o wytworzenie wiezi z dzieckiem.
                                          Święte słowa, Kiciu. Dochodzimy do meritum. Zresztą, znanego mi aż
                                          za dobrze z życia - bo mój Eks kilka miesięcy temu przez miesiąc ani
                                          razu nie zadzwonił, nie wysłał sms-a, nie odezwał sie ani na gg ani
                                          na skypie do dzieci. Dlaczego??? Otóż, chciał, cytuję "sprawdzić,
                                          czy on jest im potrzebny". Nie docierało do niego to, co ja
                                          wyjaśniałam, że to rodzic tworzy wieź, inicjuje i podtrzymuje
                                          kontakty. Nie dziecko. dziecko tego się uczy (albo nie, jak nie ma
                                          od kogo). Wysłałam mu potem różne artykuły. I dałam spokój. Fakt, że
                                          facet troche się uspokoił i wrócił do kontaktów z dziećmi. Ale są
                                          one takie sobie, nie częściej niż co 3 tygodnie. To jego wybór.

                                          >ja wiem, ze sa matki ktore
                                          > utrudniaja kontakty, ale poniewaz ja sama przez lata spedzalalm
                                          > prawie kazda sobote z bylym mezem, bo inaczej dziecko by sie z nim
                                          > nie spotkalo, wiec dla mnie to czysta abstrakcja. Sorki, ale nie
                                          > kumam tego.
                                          Ja tego też nie kumam. Tutaj się zgadzamy, jak widać.

                                          Ale nasza dyskusja dotyczyła tego, czy Eksia NM dyderko ma prawo
                                          grzebać w kieszeni samej dyderko. Oraz, jakiekolwiek były przyczyny
                                          rozpadu małżeństwa i udział dyderko w tym, czy ta Eksia ma prawo
                                          pogrywać dzieciakami, bo została zraniona.
                                          I tutaj róznimy sie w ocenie, mimo że obie byłyśmy zdradzonymi
                                          żonami. Czyli to nie jest przesłanka
                                          • kicia031 Re: Monique 10.04.08, 10:10
                                            Ale nasza dyskusja dotyczyła tego, czy Eksia NM dyderko ma prawo
                                            > grzebać w kieszeni samej dyderko.

                                            Wiesz co, ja nie przesadzam, czy ma prawo, ja tylko mowie, ze w
                                            takiej sytyuacji nalezalo sie i z taka reakcja liczyc. Jak wybiegasz
                                            na jezdnie bez rozgladania sie, to nie placz potem, ze przejechal
                                            cie samochod.

                                            czy ta Eksia ma prawo
                                            > pogrywać dzieciakami, bo została zraniona.

                                            i znowu - prawo a fakty. Co z tego ze uznamy, ze nie ma prawa, jesli
                                            ona i tak bedzie to robic?

                                            Dlatego warto postepowac przyzwoicie, bo wtedy rzadziej zdarzaja sie
                                            nam takie rzeczy.
                                            • 13monique_n Re: Monique 10.04.08, 13:53
                                              kicia031 napisała:

                                              > Wiesz co, ja nie przesadzam, czy ma prawo, ja tylko mowie, ze w
                                              > takiej sytyuacji nalezalo sie i z taka reakcja liczyc.
                                              Oooooo nie. Sorry, ale to zachowań tamtej Pani nie ekskulpuje w
                                              najmniejszym stopniu. Są one wrogie i źle świadczą o niej.
                                              Dużo by pisać o kryzysach małżeńskich, ich przyczynach i sposobach
                                              ich rozwiązywania. Dużo by pisać, czy i kiedy, w jakich warunkach
                                              dany mężczyzna i kobieta stwierdza, że juz siebie w tym związku nie
                                              widzi. I jakiekolwiek są przyczyny, to szczególnie, kiedy mamy do
                                              czynienia z sytuacją wielkrotnych rozstań, należy mniemać, że ktoś
                                              doszedł do ściany i spotkawszy kogoś na swej drodze, spotkał
                                              motywację i wiarę w to, że przed nim jednak jest jeszcze życie, a
                                              nie wegetacja. I zwyczajnie to, że fakty każą się liczyć z
                                              niedojrzałą reakcją małżonka, tej reakcji nie usprawiedliwia.
                                              Podobnie jak to, że fakty świadczą i zbyt dużej liczbie kierowców
                                              jeżdżacych po alkoholu nie oznacza, że ja te fakty mam akceptować.

                                              >Jak wybiegasz na jezdnie bez rozgladania sie, to nie placz potem,
                                              >ze przejechal cie samochod.
                                              A jak wchodzisz na zielonym świetle i wpadasz pod samochód, który
                                              wjeżdża na "ciemnym pomarańczowym"?? To co? co to zmienia.

                                              > i znowu - prawo a fakty. Co z tego ze uznamy, ze nie ma prawa,
                                              >jesli ona i tak bedzie to robic?
                                              A ona co? nie panuje nad sobą? To z tego, że jest niedorosła! I
                                              takich zachowań nie należy akceptować! Tak samo, jak jazdy po pijaku!


                                              > Dlatego warto postepowac przyzwoicie, bo wtedy rzadziej zdarzaja
                                              >sie nam takie rzeczy.
                                              Tak, warto jest być, zdrowym, bogatym, szczęśliwym i prawdomównym.
                                              >
                                              • chalsia Re: Monique 10.04.08, 17:19
                                                > > Wiesz co, ja nie przesadzam, czy ma prawo, ja tylko mowie, ze w
                                                > > takiej sytyuacji nalezalo sie i z taka reakcja liczyc.
                                                > Oooooo nie. Sorry, ale to zachowań tamtej Pani nie ekskulpuje w
                                                > najmniejszym stopniu. Są one wrogie i źle świadczą o niej.

                                                Monique, przeciez tu nikt nie usprawiedliwia - w znaczeniu odpuszcza i wybacza -
                                                takie zachowania tej pani. IMHO Kicia pisze, że można sie było spodziewać takich
                                                zachowań w danej sytuacji.
                                                I tyle.

                                                > A ona co? nie panuje nad sobą? To z tego, że jest niedorosła! I
                                                > takich zachowań nie należy akceptować! Tak samo, jak jazdy po pijaku!

                                                i nikt tu nie pisze o akceptacji w sensie pozytywnym. Ale fakty są jakie są i
                                                fakty zaakceptować trzeba. Możesz się do końca świata zżymać z powodu tego typu
                                                zachowań, ale trzeba miec świadomość, że często samemu nie ma się wpływu na ich
                                                występowanie. MOżna jedynie samemu działać wedle zasady "nie czyń drugiemu co
                                                tobie nie miłe".
                                        • dyderko Re: Monique 10.04.08, 12:30
                                          Kiciu, i Ty zarzucasz mojemu partnerowi to że bojąc się o tę właśnie
                                          delikatną wieź został z ich matką do momentu gdy nie mogła im
                                          zakazać spotkań?
                                          Nie masz wrażenia że kręcisz się w kółko? Z jednej strony on ma dbać
                                          o więź a z drugiej to z premedytacją pozwolić na długą walkę z matką
                                          dzieci o kontakty. Czyżby taki walczący ojciec nie tracił z dziećmi
                                          kontaktu? Myślisz że kobieta mówiąca oficjalnie że jak do niej nie
                                          wróci to dzieci nie zobaczy poświęcałaby się tak jak Ty?
                                          • kicia031 Re: Monique 10.04.08, 13:13
                                            > Nie masz wrażenia że kręcisz się w kółko? Z jednej strony on ma
                                            dbać
                                            > o więź a z drugiej to z premedytacją pozwolić na długą walkę z
                                            matką
                                            > dzieci o kontakty.

                                            Napisze ci o wlasnych doswiadczeniach z moim synem i corka mohjego
                                            chlopa - sa one o tyle porownywalne, ze nasze oba malzenstwa
                                            zakonczyly sie, gdy dzieci mialy po 2 lata. Tylko ze:

                                            1. Moj Ex przez te 2 lata poswiecil dziecku moze lacznie 24 godziny.
                                            Kiedy ze wzgledow zdrowotnych musialam wyjechac z maluchem na 2
                                            miesiace 70 km od domu, odwiedzil nas 1 raz i caly czas przesiedzial
                                            na lezaku czytajac ksiazke, co zreszta dokumentuja zdjecia.
                                            2. Moj chlop od urodzenia Malej dbal o nia, zmienial pieluchy,
                                            karmil (bo Exia nie karmila piersia), zabieral na spoacery.
                                            Oczywiscie, ma taka prace, ze czesto nie ma go w domu, ale kiedy
                                            byl, poswiecal dziecku mnostwo czasu.

                                            Efekty:
                                            1. Ex nie wiedzial, co dziecko jada I kiedy, jakie bierze leki, po
                                            prostu nie umial sie sam nim zajac, dla Babelka był obcym facetem,
                                            mimo ze przez 2 lata mieszkali w jednym domu. Nawet moja pomoc
                                            niewiele tu dala – spotkania wyglądały tak, ze ja się zajmowałam
                                            babelkiem a Ex przebywal w pobliżu z nieobecna mina.

                                            2. Mój chłop potrafil wszystko zrobić przy corce, ona znala go,
                                            ufala mu i chciala z nim przebywac. Wrogość matki, ktra nienawidzila
                                            i nienawidzi chłopa ja psa nieczego tu od 11 lat nie zmienila –
                                            dalej maja swietny kontakt.

                                            Wnioski wyciągnij sama.
                                            • dyderko Re: Monique 10.04.08, 13:55
                                              To cieszę się że Twojemu się tak udało. Jesteś w stanie mi
                                              zagwarantować że u mojego NM też by się tak skończyło? Bo ja jakoś
                                              nie dziwię się że miał wątpliwości i nie chciał z własnymi dziećmi
                                              eksperymentować... No ale jeśli tak, jak u Twojego męża, jest
                                              zawsze, to zrobił głupstwo, wielkie głupstwo.
                                                • dyderko Re: Monique 10.04.08, 14:43
                                                  Widzisz, problem polega na tym że, choćby przykład Reksi, mówi nam
                                                  że niekoniecznie...
                                                  Ale jak tak bardzo Ci zależy to nie ma sprawy. Mój NM jest co
                                                  najmniej niemądry, ja jestem co najmniej niemoralna a matka dzieci
                                                  mojego NM jest biedną kobietą pokrzywdzoną przez złego człowieka.
                                                  • 13monique_n Dyderko 10.04.08, 14:55
                                                    Odpuśc. Z żalem i niemal osobistym (ale głupie z mojej strony,
                                                    prawda?) zawodem stwierdzam, że Kicia w tym wypadku wie lepiej. Nie
                                                    tylko za siebie. Ale na podstawie własnego i swojego M. przykładu
                                                    stwierdza autorytarnie, bo tako rzecze. I już.
                                                    To, że inne kobiety postepują inaczej, to że faceci świadomi tego
                                                    posuwają się do róznych pomysłów, by nie wystawiać się na ryzyko,
                                                    to, że wreszcie w tym wszystkim trudno jest oceniać ludzi w
                                                    kategoriach imperatywów moralnych, bo nawet sam wielki Immanuel Kant
                                                    na tym poległ, to betka. Facet miał zdechnąć, a małżęństwo było
                                                    dobre, i ich wielokrotne rozstania o niczym nie świadczyły. Dopiero
                                                    TY (##@!@!@!@!@@!) zła kobieto, zabrałaś Pani Biednej nieszczęsnej
                                                    ofierze męża. <sarkazm do n-tej>.
                                                  • kicia031 Re: Dyderko 10.04.08, 15:01
                                                    Facet miał zdechnąć, a małżęństwo było
                                                    > dobre, i ich wielokrotne rozstania o niczym nie świadczyły.

                                                    Nie. Trzeba bylo zakonczyc jeden zwiazek i dopiero sie pakowac w
                                                    nastepny. Tylko tyle.
                                                  • jayin Re: Dyderko 10.04.08, 15:11
                                                    Kiciu - a zakończenie związku to kiedy to jest?

                                                    1. Ludzie mówią sobie, że to koniec.
                                                    2. Ludzie dostają do ręki papier z sądu z wydrukowanym orzeczeniem o rozwodzie.
                                                    3. Rzeczy osobiste każdego ze "związkowanych" znajdują się w innych mieszkaniach.

                                                    Odruchowo pewnie odpiszesz - że wtedy kiedy rozwód. Na papierze. Sądownie potwierdzony.
                                                    Ale co z tymi, którzy nie byli małżeństwem? Im wystarczy tylko wyartykułowanie słowa "to koniec"?
                                                    A co z tymi, którym małżeństwo jako związek LUDZKI się skończył dawno i nie raz to sobie mówili (albo jedno z nich mówiło), ale na rozwód z jakichś tam powodow czekają np. parę lat?
                                                  • kicia031 Re: Dyderko 10.04.08, 16:30
                                                    - a zakończenie związku to kiedy to jest?
                                                    >
                                                    > 1. Ludzie mówią sobie, że to koniec.
                                                    > 2. Ludzie dostają do ręki papier z sądu z wydrukowanym orzeczeniem
                                                    o rozwodzie.
                                                    > 3. Rzeczy osobiste każdego ze "związkowanych" znajdują się w
                                                    innych mieszkaniac
                                                    > h.
                                                    >

                                                    Hm - trudno powiedziec. Dla mnie i mojego Exa koniec byl, jak
                                                    zesmysmy to ustalilismy. Dla nas to bylo rownoczesne z wyprowadzka.

                                                    Ale opowiem ci cos - poznalam kiedys fajnego faceta. Twierdzil, ze
                                                    jest w trakcie rozwodu - ale przypadkiem okazalo sie, ze znam jego
                                                    zone (pobieznie) i ze ona uwaza, ze sa w czasowej separacji z powodu
                                                    kryzysu. Nie mieszkali razem.
                                                    Wiecej sie z nim nie spotkalam - minelo od tego czasu z 9 lat -
                                                    nadal sa malzenstwem, pokonali kryzys. Kto wie, co by sie stalo,
                                                    gdybym nie odpuscila? facet byl fajny, fajny, fajny, ta sytuacja
                                                    wywolala moj kolejny epizod depresji. Ale po prostu nie moglam tego
                                                    zrobic, no kurwa, nie moglam.
                                                  • jayin Re: Dyderko 10.04.08, 16:50
                                                    no, jeśli masz możliwość informacji z obu stron, choćby pobieznie - mozesz inaczej ocenić sytuację i decydować. jak jest rozbieżność wersji - rozwód/separacja kryzysowa - to nie ma co się faktycznie pchać w taki system, bo to patykiem na wodzie pisane.

                                                    ale jeśli się ma mniejsza ilosc informacji - to i decyzje na czyms innym bazują. czy się z gosciem wiązać, czy nie. wtedy raczej nie ma co gdybać: "A co jesli on sie nie rozwodzi...?". no, chyba, ze sie chce zrobic dochodzenie dla swietego wlasnego spokoju smile ale powiedzmy sobie szczerze - rzadko kiedy jest taka mozliwosc, bo troche tak dziwnie jest probowac usilnie nawiązac kontakt z ex partnerką, czy żoną, z ktora ponoc facet sie rozwiodl/rozwodzi - i wymagac od niej informacji o stanie faktycznym (z jej punktu widzenia). chociaz, co racja, W NIEKTORYCH przypadkach, oszczędziłoby niektorym kobietom pakowania sie w chore związki, albo "na trzecią" - wbrew zapewnieniom faceta.

                                                    rzecz w tym, ze nie majac info z kazdej linii frontu - przyjmuje sie za wersję obowiązującą tą, ktorą się posiada w bazie danych. i na jej podstawie się decyduje. ty decydowalas "na nie", bo mialas wątpliwosci. inne watpliwosci nie mają, i wchodzą w taki związek, bo wierzą facetowi (a ze w czesci przypadkow to błąd, to juz inna bajka - i okazuje sie z biegiem czasu tak czy siak...). no, ale bywają panowie, którzy w takich sprawach nie kłamią smile to też trzeba przyznać.

                                                    a pokonanie kryzysu - dzięki temu, że nie pojawił się ktoś trzeci - to dla mnie taka opcja "rozbity sklejony dzbanek". nie znalazł się kolekcjoner okruszków - to się posklejało. ale czy będzie takie mocne jak wcześniej? i czy wytrzyma kolejne uderzenie? wydaje mi się, że w duzej liczbie przypadków - kryzysy, szczegolnie te powtarzalne - w koncu i tak doprowadzą do rozpadu związku. niezaleznie czy beda te trzecie osoby, czy nie. czasami po prostu nie da rady zyc razem.
                                                  • nsc23 Re: Dyderko 10.04.08, 17:08
                                                    Nawet wydawaloby sie jasna sytuacja nic nie gwarantuje.
                                                    Moj W nigdy z eks formalnie zwiazany nie byl. Mieszkali ze soba pare
                                                    miesiecy, potem ona zaszla w ciaze,gdzies wyjechala, rostali sie w
                                                    miedzyczasie, potem zamieszkala z nim, on sie nimi opiekowal i je
                                                    utrzymywal jak mala byla bardzo mala, ale nie sypiali ze soba i nic
                                                    ich nie laczylo. Jak poznalam W mala miala troche ponad rok, nie
                                                    mieszkali ze soba juz jakis czas (ok. pol roku), wiadome bylo, ze
                                                    nic z tego nie bedzie.
                                                    I co? Nico. Eks nadal pala uczuciem do W (napisala mi, ze jako
                                                    ojciec jej dziecka zawsze bedzie mial specjalne miejsce w jej sercu
                                                    i zebym pamietala, ze to ona byla pierwsza uncertain).
                                                    Nie pchalam sie na trzecia, nie rozbijalam zwiazku, weszlam w
                                                    teoretycznie jasna sytuacje. I co z tego? Niektorzy nie odpuszczaja
                                                    i juz. Cos na zasadzie psa ogrodnika, bo eks i tak nie chcialaby byc
                                                    z W teraz, ale zycie mu skutecznie truje.
                                                  • dyderko Re: Dyderko 10.04.08, 15:10
                                                    Właśnie odpuściłam. Nie będę już z Kicią dyskutować, muszę się
                                                    przychylić do jej własnego poglądu, że dyskusja z niektórymi nie ma
                                                    sensu i już!
        • kasia_kasia13 Re: Jeszcze o przestrogach 04.04.08, 21:44
          >Ale te przejscia maja specjalny charakter, gdy wiazemy sie z
          > mezczyna, ktory nie opuscil swego poprzedniego zwiazku. Moim
          > zdaniem, swiadczy to zle o moralnosci i rozdsadku.

          Pomijajac sprawe morlanosci rozsadek nakazuje chwile poczekac, az sytuacja w tamtym zwiazku sie wyjasni. Mozna w ten sposob zaoszczedzic, przed wszystkim sobie, wielu niepotrzebnych problemow.
    • khaldum A jakie są na to podstawy prawne ? 03.04.08, 08:08
      j.w. tzn, czy są jakiekolwiek podstawy prawne, by oceniać stan majątkowy ex
      małżonka na podstawie stanu posiadania (dochodów, nieruchomości, oszczędności)
      konkubiny , lub konkubenta?

      Zdarzały się wyroki, w których dochody, stan majątkowy nowego partnera były
      brane pod uwagę?

      A jak ma się do tego prawo własności?

      To w przypadku konkubinatów.

      A co w sytuacji małżeństw posiadających rozdzielność majątkową wynikającą z
      intercyzy przedślubnej?

      pozdrawiam
    • reksia Re: Wręcz czuję jak mi się wypacza charakter... 03.04.08, 11:16
      To czego ona chce, a to na co zgodzi się sąd i o czym zadecyduje to
      dwie różne sprawy. Masz prawo wyrazić sprzeciw na ujawnianie jej
      stanu Twego posiadania.

      Idż do adwokata i dopytaj o szczegóły.Ja mam podobną sytuację.Exia
      znakomicie wiedząc, że M biedny jak mysz kościelna, bo pozostały im
      liczne długi do spłacenia z ich byłego małżeństwa.Komornika wysłała
      do mojego mieszkania.Rządała bym ja pomogła pokryć zaległości.ICH
      zaległości.

      Nie chce mi sie już nawet o tym mówić.

      Idź do dobrego adwokata.Porada prawna, to jakieś 50-100zł, spokój po
      zastosowaniu właściwego rozwiązania BEZCENNY!!!smile
        • ataner30 Re: Wręcz czuję jak mi się wypacza charakter... 03.04.08, 16:11
          > jak przypadkiem trafi na coś co mnie zaboli...

          hm... nie miej wtedy skropolow - wal w to co ja zaboli (kazdy ma takie cos).
          Inaczej nie da ci spokoju.
          To nie dokonca prawda ze nic ci zrobic nie moze, moze i to sporo, jezeli
          udowodni w sadzie ze razem mieszkacie, prowadzicie wspolne gospodarstwo to sad
          to wezmie pod uwage i podwyzszy alimenty. Ktos wyzej zadal pytanie jakie sa do
          tego podstawy prawne? Otoz nie ma. Sady rodzinne to panstwo w panstwie - prawo
          jest tworzone/interpretowane na biezaco/na rozne sposoby - tak przynajmniej
          wynika z moich obserwacji. Owszem mozna sie odwolac, apelowac, itd... tylko ze
          trwa to latami i kosztuje straszne pieniadze.
    • 13monique_n A tu na żywo fragment opisu przejść faceta 09.04.08, 15:54
      JP66-2 (kiedyś był pod nickiem jp66) przechodzi gehenne z byłą już
      szczęśliwie małżonką.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=78089473
      tu tylko próbka jej działań (zapewne skrzywdzonej ofiary tongue_outPP). Jak
      kogoś zainteresuje to po nicku wyszukiwarka pokaże wiecej wątków.
      Pozdrawiam
    • marusia1 Re: Wręcz czuję jak mi się wypacza charakter... 09.04.08, 18:21
      dyderko napisała:
      Pomijam to że przekazywanie
      > informacji przez powoda polega na grzebaniu w ewidencjach do
      > których, jako urzędnik, ma dostęp.

      Przecież to przestępstwo!!! Nie wolno wykorzystywać wiedzy zdobytej podczas
      wykonywania obowiązków (szczególnie urzędnika)do celów prywatnych.
      • konstancja16 Re: warto przeczytać 09.04.08, 22:35
        niezla jazda. jednakze sciaganie alimentow z wspolnosci majatkowej
        to zupelnie co innego niz zasadzanie alimentow z uwzglednieniem
        odrebnego majatku Next. a taka jest chyba sytuacja autorki tego
        watku, dyderko. M nie przepisal na nia wszystkiego po rozwodzie
        tylko miala swoje przed wplataniem sie w to wszystko. ale te
        samodzielne mamy z tego linku chyba niewiele kumaja z takich
        szczegolow i triumfuja ze mozna zadac kasy od Next, co jest lekka
        nadinterpretacja.

        niezaleznie, dobrze pomyslec o intercyzie, szczegolnie wiazac sie z
        leniwym alimenciarzem. chociaz to malo romantyczne.
        no i nas nie dotyczy, bo my wszystkie sie wiazemy z pracowitymi
        rycerzami smile
        • chalsia Re: warto przeczytać 09.04.08, 23:34
          > niezaleznie, dobrze pomyslec o intercyzie, szczegolnie wiazac sie z
          > leniwym alimenciarzem. chociaz to malo romantyczne.
          > no i nas nie dotyczy, bo my wszystkie sie wiazemy z pracowitymi
          > rycerzami smile

          w przypadku takim jak zlinkowany intercyza tez nie uchroni, bo cała kwestia
          dotyczyła tego, ze facet niby nie pracował oficjalnie, ale pomagał zonie w
          prowadzeniu interesu czyli wykonywał pracę, za ktorą normalnie otrzymywałby
          wynagrodzenie.
            • chalsia Re: warto przeczytać 10.04.08, 09:44
              > Ale tamten facet uchylał sie od placenia alimentów na swoje
              > dzieciaki...jak to sie ma to sytuacji opisanej w tym wątku??

              ma się do częsci dyskusji, ktora dotyczy sięgania do
              majątku/dochodów nexi - in general.
          • jayin Re: warto przeczytać 10.04.08, 14:32
            > w przypadku takim jak zlinkowany intercyza tez nie uchroni, bo cała kwestia dotyczyła tego, ze facet niby nie pracował oficjalnie, ale pomagał zonie w prowadzeniu interesu czyli wykonywał pracę, za ktorą normalnie otrzymywałby wynagrodzenie.

            Wydało mi się, że intercyza by chroniła ten przypadek z zalinkowanego wątku, gdyby zachowana została jedna rzecz: oficjalne powiadomienie osoby trzeciej, która może mieć/ma roszczenia alimentacyjne względem "pozwanego", o tym że ma on rozdzielność majątkową z żoną. Przy braku takiej informacji - tak doczytałam - sąd uznał to za "niepowiadomienie" exżony, co wg któregoś tam paragrafu prawnego "unieważnia" na tą sprawę rozdzielność małżonków (tak wywnioskowałam z pierwszych postówsmile.
            • nsc23 Re: warto przeczytać 10.04.08, 15:24
              Tez tak to zrozumialam, zastanawia mnie inna rzecz - jak nalezy ta
              osobe 'trzecia' poinformowac o intercyzie? Czy wystarczy jej
              powiedziec, ze sie cos takiego podpisuje/podpisalo (wlasnie, po
              fakcie tez sie liczy, czy trzeba uprzedzic?) czy to ma byc na
              pismie? No i poza eks, kto moze byc taka intercyza zainteresowany i
              nalezaloby go powiadomic?
              Wydaje mi sie, ze w razie poinformowania ustnie udowodnienie kiedy
              ktos zostal poinformowany i ze w ogole taki fakt mial miejsce moze
              byc bardzo trudne, z koleji pisac list do eks w sprawie
              intercyzy? ...
              • jayin OT/informowanie o intercyzie 10.04.08, 15:27
                chyba najlepiej napisać oficjalne pismu, jak do ZUSu smile
                poleconym wysłać, za potwierdzeniem odbioru... albo osobiście - i wtedy potwierdzenie na kopii pisma...

                a co jak exżona/exmąż nie będzie chciał dać takiego potwierdzenia?
                nawet jeśli wiadomość dostanie.
                ciekawe, czy są jakieś przepisy to regulujące.
                • jayin Re: OT/informowanie o intercyzie 10.04.08, 15:35
                  "Art. 47 §2 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego mówi również o tym, że umowne rozszerzenie, ograniczenie bądź wyłączenie wspólności jest skuteczne również wobec osób trzecich, pod warunkiem, że o nim wiedziały. Nie oznacza to konieczności informowania o intercyzie wszystkich krewnych, znajomych. W praktyce oznacza to jednak, że małżonkowie przed zawarciem umowy powinni uprzedzić danego kontrahenta o zawartej intercyzie (dotyczy to zwłaszcza umów o większej wartości, takich jak kredyt, pożyczka, zakup na większą kwotę itp.)."

                  "Zawarcie umowy majątkowej małżeńskiej, jeśli nie zostało w porę zakomunikowane wierzycielom, było i jest wobec nich bezskuteczne. Podział majątku wtedy, kiedy małżonkowie mają już kłopoty, na ogół nie ratuje dłużników. Komornik wkracza i do firmy, i do domu. Małżonkowie zaś narażają się na powództwo o uznanie czynności prawnej dokonanej z pokrzywdzeniem wierzycieli za bezskuteczną, czyli na skargę pauliańską - z powodu, że zawarli intercyzę"

                  "Odpowiedzialność solidarna małżonków oznacza, że ten, kto ma roszczenie, może domagać się zaspokojenia go zarówno od tego, kto czynności dokonał, jak i od obydwojga małżonków, czy nawet od tego, który stroną czynności nie był. W ten sposób na egzekucję narażone są wszystkie masy majątkowe małżonków: majątek wspólny (przy rozdzielności majątkowej nie ma go) i majątki osobiste. Odpowiedzialność ta trwa dopóty, dopóki wierzyciel nie uzyska całej należności. Nawet rozwód nie wyłącza odpowiedzialności solidarnej powstałej w czasie małżeństwa. Wówczas bowiem wierzyciel może dochodzić swej należności od każdego z byłych małżonków. I tylko z ważnych powodów sąd może, choć nie musi, na żądanie żony lub męża postanowić, że za zobowiązania zaciągnięte na potrzeby rodziny odpowiada tylko ten, kto je zaciągnął. Zdarza się tak, gdy jedno z małżonków wykazuje ponadprzeciętną lekkomyślność, co może stanowić zagrożenie dla interesów rodziny albo np. gdy małżonkowie od lat żyją osobno, nie usankcjonowawszy tego separacją ani rozwodem. Takie wyłączenie odpowiedzialności solidarnej jest jednak wobec osób trzecich, a więc i wobec wierzyciela, skuteczne jedynie wówczas, gdy było im wiadome. Udowodnić ten fakt musi małżonek, który chce się od odpowiedzialności solidarnej uwolnić. A w praktyce bywa to trudne. Poza tym zdarza się, że jeśli nawet wierzyciel wyłącznie z powodu własnego niedbalstwa nie dowiedział się o wyłączeniu solidarnej odpowiedzialność małżonków, to i tak sięga do majątku osobistego tego, kto zobowiązania nie zaciągnął."


                  A tu coś takiego:
                  "Nie wchodzi też w rachubę sięganie do majątku wspólnego, gdy wierzytelność powstała przed powstaniem wspólności albo dotyczy majątku osobistego któregoś z małżonków. Wierzyciel nie może zaspokoić się również z majątku wspólnego, jeśli zobowiązanie zostało zaciągnięte bez zgody współmałżonka, gdy wchodzi ono w czynności prawne, dla ważności których potrzebna jest zgodnie z k.r.o. zgoda męża lub żony. I to wyrażona we właściwej formie. Jeżeli zaś nie wynika to ani z dokumentu prywatnego, ani urzędowego, nawet gdy małżonek w rzeczywistości zaakceptował transakcję, zostają ograniczone możliwości dowodowe na etapie postępowania o nadanie klauzuli wykonalności przeciwko małżonkowi dłużnika."

                  - ciekawe czy można to interpretować tak, ze jeśli alimenty zostały zasądzone przed zawarciem małżeństwa z Next - to nie można ich płacić z majątku wspólnego, albo z jej - bo w końcu jest to "wierzytelność powstała przed powstaniem wspólności"?


                  a trochę więcej ogólnie o intercyzie:
                  www.infor.pl/biznes-finanse/aktualnosci/56298,Intercyza---umowa-miedzy-malzonkami.html
                  • nsc23 Re: OT/informowanie o intercyzie 10.04.08, 16:11
                    Dziekuje bardzo za wyczerpujace informacje smile
                    W sumie wychodzi na to, ze jak czlowiek cokolwiek robi z pieniedzmi,
                    to powinien na lewo i prawo o intercyzie trabic, tak na wszelki
                    wypadek, bo inaczej to mozna ja sobie wsadzic. Szkoda, bo jak ktos
                    ja podpisuje, to niekoniecznie chce, zeby wiedzieli o niej wszyscy uncertain
              • marusia1 Re: warto przeczytać 10.04.08, 22:51
                A ja nie rozumiem dlaczego miałabym informować exiarę o mojej sytuacji
                materialnej? W końcu ja jej do portfela nie zaglądam. I co mnie obchodzą jej
                dzieci, z którymi ja kontaktu nie mam?
        • kicia031 Re: warto przeczytać 10.04.08, 09:28
          niezaleznie, dobrze pomyslec o intercyzie, szczegolnie wiazac sie z
          > leniwym alimenciarzem. chociaz to malo romantyczne.
          > no i nas nie dotyczy, bo my wszystkie sie wiazemy z pracowitymi
          > rycerzami smile
          >
          No coz- ja pomyslalam - nie dlatego, ze chce wycyckac corke chlopa,
          tylko na wypadek, gdyby nam sie nie udalo - w koncu juz raz nam
          obojgu sie nie udalo...
          • reksia Re: warto przeczytać 10.04.08, 10:31
            ZWARIOWAŁAM!!!smile)))))))
            Czytam ten wątek i dostałam histerycznego ataku śmiechu, a to juz
            objaw wariacjiuncertain

            Moja Nexia siedzi od wielu lat na tyłku i nie pracujesmile)))))).Jej
            sprawa, nie ona ma obowiązek utrzymywać moje dzieci.

            Nie interesuje mnie jej stan poza faktem, że już na tą chwilę
            panicznie I HISTERYCZNIE rozśmiesza.
            Nie interesuje mnie śledzenie tego co ona posiada. Ojciec nie ma
            HONORU!!! by płacić rzetelne alimenty na dzieci - jego sprawa!


            Od 1999r oficjalnie nie pracuje mój Ex.
            Nexia nie pracuje od 7 lat, odkad siedzi z Exem.
            Exia mojego małżonka nie pracuje będzie już chyba z 14 lat.

            REALNIE!!!!z męża i tego co ja zarobię, pokrywane jest utrzymanie 4
            dzieci (2moich z poprzedniego związku i 2 męża z poprzedniego
            związku męż) i exi mojego mężą.

            CZYTAM TEN WĄTEK I MAM OCHOTĘ OBLAĆ SIĘ BENZYNĄ I PODPALIĆ!!!!! MOŻE
            WRESZCIE KTOŚ ZAUWAŻY ISTOTE PROBLEMU TAKICH KOBIET JAK JA !

            p.s.
            MAM TYLKO JEDNĄ WĄTPLIWOŚĆsmile
            ostatnio w mediach
            była mała wzmianka o człowieku który podpalił się w sądzie,

            sprawa WYCISZONA na MEDIALNEJ WOKANDZIE,
      • marusia1 Re: warto przeczytać 10.04.08, 22:48
        chalsia napisała:

        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=40447235&a=40447235&v=2&wv.x=0

        Bo to pewnie zła kobieta była! Najpierw kazała swojemu ex, a często jeszcze
        mężowi zapomnieć o dzieciach, traktowała go jako bankomat, dzieci były kartą
        przetargową, ograniczała "widzenia", a później się zdziwiła, gdy wszystko się
        exowi ułożyło i pogodził się z sytuacją i zaczął kombinować bronią się przed
        atakami exiary.
        • chalsia Re: warto przeczytać 10.04.08, 23:55
          > Bo to pewnie zła kobieta była! Najpierw kazała swojemu ex, a często jeszcze
          > mężowi zapomnieć o dzieciach, traktowała go jako bankomat, dzieci były kartą
          > przetargową, ograniczała "widzenia", a później się zdziwiła, gdy wszystko się
          > exowi ułożyło i pogodził się z sytuacją i zaczął kombinować bronią się przed
          > atakami exiary

          zanim ponownie walniesz bzdurę na czyjś temat, bądź łaskawa skorzystać z
          wyszukiwarki
    • elakuz Cos o postach Kici 10.04.08, 17:09
      zaden ze mnie psycholog ale po przeczytaniu tych i wczesniejszych
      wypowiedzi Kici nasuwa mi sie jedno. Kicia zostala bardzo zraniona
      przez swojego bylego meza i nadal nosi jakas zadre w sercu, ktora
      powoduje to, ze kazdego faceta, ktory "zostawil" zone i dziecko
      traktuje jak smiecia. Gloryfikuje przy tym byle zony tylko dlatego,
      ze sa byle i maja dzieci. Nikt i nic nie jest w stanie ja przekonac,
      ze ktos moze byc inny, ze moze byl powod, aby odejsc. Oczywiscie sa
      tez mezowie, ktory szukali wrazen w czasie malzenstwa dla samego
      szukania i Panie, ktore umialy pocieszyc "biednego faceta" ale to
      nie zmienia faktu, ze na kazda sprawe nalezy spojrzec ze strony
      zainteresowanych a nie swojej. Moze sa na tym forum posty Kici w
      ktorych kogos pochwalila, czy z kims sie zgodzila, ale ja nie mialam
      szczescia ich przeczytac. Z reguly kazdy wpis Macochy jest
      krytykowany, bo albo jest pazerna, albo nie rozumie biednych
      skrzywdzonych dzieci partnera albo prezentuje postawe roszczeniowa.
      Nalezy ja wiec sprowadzic na ziemie i przy okazji przypomniej KIM
      ONA JEST. Przepraszam, ze pisze tyle o Kici, sa tu pewnie tez inne
      Macochy, ktore maja podobne poglady, ale u Kici uderza mnie brak
      tolerancji czy checi wysluchania.
      Kiciu
      pamietam, ze kiedys po ostrej krytyce mojego partnera przyznalam, ze
      moj idealem nie jest i zapytalam cie, czy znasz idealnego faceta a
      ty napisalas, ze twoj byly taki jest.
      Idealem dla ciebie jest facet, ktory cie zdradzil i oszukiwal?
      Oj dostanie mi siewink)
      Zycze wam wszystkim wiecej tolerancji i checi pomocy na tym forum
      kobietom, ktore czasem moze i napisza cos niefortunnie, ale glownie
      chca, aby im doradzic a nie skopac na wstepie. Sa tu cudowne
      Macochy, ktorych posty czytam z duzym zainteresowaniem (Kicia moze
      ma to w nosie, ale tez do nich nalezy wink), poniewaz maja
      doswiadczenie i sa skarbem dla takich, jak ja.


      --"Miłość to triumf wyobraźni nad inteligencja"
      • kicia031 Re: Cos o postach Kici 10.04.08, 20:06
        kazdego faceta, ktory "zostawil" zone i dziecko
        > traktuje jak smiecia.

        Mylisz sie. czesto nawet doradzam takie rozwiazanie. natomiast mam zla opinie o
        ludziach plci obojga ktorzy zdradzaja swoich partnerow.

        Gloryfikuje przy tym byle zony tylko dlatego,
        > ze sa byle i maja dzieci.

        Nie gloryfikuje bylych zon, tylko je rozumiem, i jak pisalam, rozumienie nie
        oznacza usprawiedliwiania.

        Kiciu
        > pamietam, ze kiedys po ostrej krytyce mojego partnera przyznalam, ze
        > moj idealem nie jest i zapytalam cie, czy znasz idealnego faceta a
        > ty napisalas, ze twoj byly taki jest.

        Nie pamietam???? Mozesz zacytowac? Pisze serio - nie przypominam sobie - moze
        bylam ostro drinknieta???? Pamietam, ze pisalam nie raz, ze jest calkiem niezlym
        Exem - i ten poglad podtrzymuje. Oj, do idealow to mu daleko.

        Pazernosc i postawa roszczeniowa to nie moj slownik. A jesli chodzi o dzieci -
        to tak, jestem po ich stronie. Bo czasami nawet ich wlasni rodzice nie sa.
        • reksia Re: Cos o postach Kici 11.04.08, 09:27
          Nazwijmy rzecz po imieniu smile
          ZDRADA ZACZYNA SIĘ TAM GDZIE NIE MA JUŻ WIĘZI (między partnerami) I
          NIE MA JUŻ ZWIĄZKU smile

          a że niektórzy z partnerów nie chcą tego prostego faktu
          zauważyć smile... no cóż...najciężej się pożegnać z ciepłymi
          posadkami...a pogodzić sie z tym ...uuuuuu...dla niektórych to
          niewykonalne- BO TRZEBA BY CZASEM DOOOPKE DO ROBOTY RUSZYĆ;p ( i nie
          mówie tu tylko o pracy zawodowej)
          • reksia Re: Cos o postach Kici 11.04.08, 09:41
            reksia napisała:

            > Nazwijmy rzecz po imieniu smile
            > ZDRADA ZACZYNA SIĘ TAM GDZIE NIE MA JUŻ WIĘZI (między partnerami)
            I
            > NIE MA JUŻ ZWIĄZKU smile
            >
            > a że niektórzy z partnerów nie chcą tego prostego faktu
            > zauważyć smile... no cóż...najciężej się pożegnać z ciepłymi
            > posadkami...a pogodzić sie z tym ...uuuuuu...dla niektórych to
            > niewykonalne- BO TRZEBA BY CZASEM DOOOPKE DO ROBOTY RUSZYĆ;p ( i
            nie
            > mówie tu tylko o pracy zawodowej)


            Chociaz tak właśnie przemyślałam. Chyba zbyt ostro oceniam
            zdradzonych.

          • 13monique_n Re: Cos o postach Kici 11.04.08, 10:03
            reksia napisała:

            > Nazwijmy rzecz po imieniu smile
            > ZDRADA ZACZYNA SIĘ TAM GDZIE NIE MA JUŻ WIĘZI (między partnerami)
            >I NIE MA JUŻ ZWIĄZKU smile
            A wiesz, że nie do końca. Bo czasem zdrada zaczyna sie tam, gdzie
            jednemu z paartnerów trzeba wiecznie nowych podniet i wyrazów
            uwielbienia od świeżego "towaru". Taki sposób na budowanie i
            potwierdzanie poczucia własnej wartości mają. (no, mój eksio tak
            mniej więcej się ze zdrady pierwszej tłumaczył;-> )

            > a że niektórzy z partnerów nie chcą tego prostego faktu
            > zauważyć smile
            Wiesz, długo czasem sie taki fakt przyjmuje do wiadomości, ale warto
            stanąć na uszach, by w razie "powtórki z rozrywki" zmusić się do
            tego dla WŁASNEGO dobra.
            Polecam jako przestrogę film "Plac Zbawiciela" oraz książkę pisarza
            amerykańskiego (to facet, nie pamiętam nazwiska) "inna kobieta"

            • chalsia Re: Cos o postach Kici 11.04.08, 10:33
              > ZDRADA ZACZYNA SIĘ TAM GDZIE NIE MA JUŻ WIĘZI (między partnerami)
              > >I NIE MA JUŻ ZWIĄZKU smile

              bzdura. To znaczy - tak tez bywa. Ale bywa tez inaczej - np. to o czym napisała
              Monique. Gdyby było jak piszesz Reksiu, to by znaczyło, że ludzie nie mają prawa
              do popełniania błędów.
          • dyderko Re: Cos o postach Kici 11.04.08, 13:07
            A według mnie Reksiu, zdrada jest wtedy gdy jest więź ale ktoś się
            zagubi, albo potrzebuje dodatkowych podniet, albo jest po prostu
            głupcem. Według mnie gdy nie ma więzi nie ma zdrady, bo co niby się
            zdradza? Zdradzić można nie tylko fizycznie, można zdradzić i na
            inne sposoby – jak będę wydawać w ukryciu na zachcianki wspólne
            pieniądza gdy mamy wspólny budżet to jest to pewna forma zdrady ale
            jeśli każde z nas ma swój własny budżet to to co wydaję ze swoich to
            moja sprawa. Tak samo jest i z emocjami i z przeżyciami i z seksem
            też. Nawet mówienie źle o własnym partnerze (aktualnym czy byłym)
            jest zdradą?
        • elakuz Re: Cos o postach Kici 11.04.08, 15:43
          masz racje, nie napisalas, ze jest idealem, tylko na moje pytanie,
          czy znasz idealnego faceta odpowiedzialas, ze wiele dobrego mozesz
          powiedziec o swoim bylym.
          Bylo to na "nowej rodzince II" Nadinterpretowalam twoja odpowiedz
          za co przepraszam.
          Ja tez wiele dobrego teraz mowie o moim Eksie, ale to dlatego, ze ja
          po bolesnym rozstaniu dosyc szybko zamknelam ten rozdzial
          i "zapomnialam"
          Zaczelam na nowo bez ogladania sie wstecz i rozpamietywania
          straconych lat. Z drugiej strony ja mam taki charakter, ze szybko
          zapominam i staram sie cieszyc zyciem. Coz zimna ryba.
          Pozdrawiam cie i zycze milego weekendu z rodzinka.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka