ilona1004
14.04.08, 01:30
Na początku chciałam się przywitać,czytam Was od dawna i ciąglę się
przy Was "uczę" mądrości jak powinno się żyć z facetem -z
przeszłością....
Przyznam że ze skutkami z tych nauk różnymi....
Zacznę tak- ja ok 30 -tki mój M 10 l. starszy z jednym dzieckiem 16 -
latkiem.
I dalek niewiem co?-powinnam po kolei ale to za dużo i zbyt
skomplikowane,-nie możemy jakoś się z tym wszystkim poukładać.
Z M żyjemy razem od kilku lat,mamy wspólne dziecko -4 latka,
Niewiem może ze mna jest coś nie tak jak być powinno ?czy inne
kobiety w takich związkach mają podobne odczucia?
Syn M jest w tzw.trudnym wieku,wiadomo co mamy,ale ma takie
usposobienie i charakterek(a może wychowanie?) że i bez dojrzewania
potrafi dać w kość.
Dziś np.był u nas dym ,z jakiego powodu? Postawiłam się i
powiedziałam że ja za służącą im nadrabiać nie zamierzam.
Był ładny ranek i postanowiłam że zaraz sie zbieramy i w domu
siedzieć nie będziemy tylko ruszamy w plener a na obiad pójdziemy do
rodziców(moich).A mój M na to za tel. i do syna -.....przyjdź
o ....x godz.na obiad.....!
No to ja na to -jak to? przecież się umawialiśmy przed chwilą że
wychodzimy ,jest piękny dzień i ja chę iść z dzieckiem na dłużej na
dwór(bo w tygodniu nie zawsze czas sie na to znajduje byśmy razem z
małą mogli pobyć) zamiast stać przy garach!!!
A On na to że zdążę zrobić obiad i się wybrać.
Niewiem ale poniosło mnie normalnie ,może nie mam racji ale uważam
że taki 16 latek jest w stanie przeżyć 1 dzień bez obiadu -na ciepło.
Postawiłam się że jak tak to ja też chętnie z małą -"pzryjdziemy do
stołu na gotowe" jak tata robi dziś obiad!bo ja nie zamierzam.
I wiecie co? zrobił ten obiad,fakt ,pokłóciliśmy się,potem nie
odezwał się ani słówkiem,ubrał ,jedzenia zapakował i pojechał
zawieźć synkowi ok godz.15 ,potem wpadł do domu o 21 godz! (od
południa) najadł się i poszedł sobie gdzieś spowrotem! A wszystko
bez słówka.
To z jego strony taka -kara-skoro ja taka jestem dla jego syna -to
On taki będzie dla mnie.
Dodam że młody ma pieniądze(co miesiąc wpłacane na konto prawie 1/3
poborów M) -oprócz alimentów i różnych kosztów-jak tel,internet
itd,itp.więc te pieniądze są takim -kieszonkowym dla niego.
Mieszka z matką i praktycznie mieszka z nimi jeszcze babka ,także
jeść myślę ma co,obiady ma również w szkole ,.Więc M nie kierował
się raczej tym że dziecko tam głodne.
To jest jedna tylko sytuacja- z dziś- a takich jest u nas wiele ,co
prowadzi niestety do mojej niechęci do syna M.
Jak widzę młodego to wiem że u nas zaraz będą jakieś problemy,a to
dlaczego my mamy nowy komp,a to nowe meble itd. Jest strasznie
wyrachowany i nie może przeżyć że jego tatuś wydaje pieniądze na coś
i na kogoś poza nim.
Njapierw próbowałam jakoś załagadzać,próbowałam się dogadać,znaleźć
wspólny język ,no chciałam żeby było -w miarę.
Potem dałam za wygraną i na nic nie reagowałam,nie pytałam o nic , w
nic nie ingerowałam,starałam się żyć -jakoś obok?
Ale dziś znów nie wytrzymałam ,prosiłam M żeby nie zmuszał mnie na
siłę do pokochania jego dziecka,jakoś tak powiedziałam -w złości.
Ja poprostu przez to wszystko coraz gorzej znosze wizyty młodego i
coraz gorzej na niego reaguję ,nawet nie umiem czasami ukryć złości.
Przeszkadza mi to bo źle jest tak żyć ale ja chyba zwyczajnie się
nienadaję do takiej roli?
A może jednak mam rację?-sama niewiem czy M ma prawo mnie zmuszać do
gotowania obiadków jego mastoletniemu synowi?
Trochę chaotyczny ten wątek -ale tak i w naszym zyciu jest
Sama niewiem co spodziewam się tu od Was w odpowiedzi zobaczyć ...?