Jestem zła macocha

14.04.08, 01:30
Na początku chciałam się przywitać,czytam Was od dawna i ciąglę się
przy Was "uczę" mądrości jak powinno się żyć z facetem -z
przeszłością....
Przyznam że ze skutkami z tych nauk różnymi....
Zacznę tak- ja ok 30 -tki mój M 10 l. starszy z jednym dzieckiem 16 -
latkiem.
I dalek niewiem co?-powinnam po kolei ale to za dużo i zbyt
skomplikowane,-nie możemy jakoś się z tym wszystkim poukładać.
Z M żyjemy razem od kilku lat,mamy wspólne dziecko -4 latka,
Niewiem może ze mna jest coś nie tak jak być powinno ?czy inne
kobiety w takich związkach mają podobne odczucia?
Syn M jest w tzw.trudnym wieku,wiadomo co mamy,ale ma takie
usposobienie i charakterek(a może wychowanie?) że i bez dojrzewania
potrafi dać w kość.
Dziś np.był u nas dym ,z jakiego powodu? Postawiłam się i
powiedziałam że ja za służącą im nadrabiać nie zamierzam.
Był ładny ranek i postanowiłam że zaraz sie zbieramy i w domu
siedzieć nie będziemy tylko ruszamy w plener a na obiad pójdziemy do
rodziców(moich).A mój M na to za tel. i do syna -.....przyjdź
o ....x godz.na obiad.....!
No to ja na to -jak to? przecież się umawialiśmy przed chwilą że
wychodzimy ,jest piękny dzień i ja chę iść z dzieckiem na dłużej na
dwór(bo w tygodniu nie zawsze czas sie na to znajduje byśmy razem z
małą mogli pobyć) zamiast stać przy garach!!!
A On na to że zdążę zrobić obiad i się wybrać.
Niewiem ale poniosło mnie normalnie ,może nie mam racji ale uważam
że taki 16 latek jest w stanie przeżyć 1 dzień bez obiadu -na ciepło.
Postawiłam się że jak tak to ja też chętnie z małą -"pzryjdziemy do
stołu na gotowe" jak tata robi dziś obiad!bo ja nie zamierzam.
I wiecie co? zrobił ten obiad,fakt ,pokłóciliśmy się,potem nie
odezwał się ani słówkiem,ubrał ,jedzenia zapakował i pojechał
zawieźć synkowi ok godz.15 ,potem wpadł do domu o 21 godz! (od
południa) najadł się i poszedł sobie gdzieś spowrotem! A wszystko
bez słówka.
To z jego strony taka -kara-skoro ja taka jestem dla jego syna -to
On taki będzie dla mnie.
Dodam że młody ma pieniądze(co miesiąc wpłacane na konto prawie 1/3
poborów M) -oprócz alimentów i różnych kosztów-jak tel,internet
itd,itp.więc te pieniądze są takim -kieszonkowym dla niego.
Mieszka z matką i praktycznie mieszka z nimi jeszcze babka ,także
jeść myślę ma co,obiady ma również w szkole ,.Więc M nie kierował
się raczej tym że dziecko tam głodne.
To jest jedna tylko sytuacja- z dziś- a takich jest u nas wiele ,co
prowadzi niestety do mojej niechęci do syna M.
Jak widzę młodego to wiem że u nas zaraz będą jakieś problemy,a to
dlaczego my mamy nowy komp,a to nowe meble itd. Jest strasznie
wyrachowany i nie może przeżyć że jego tatuś wydaje pieniądze na coś
i na kogoś poza nim.
Njapierw próbowałam jakoś załagadzać,próbowałam się dogadać,znaleźć
wspólny język ,no chciałam żeby było -w miarę.
Potem dałam za wygraną i na nic nie reagowałam,nie pytałam o nic , w
nic nie ingerowałam,starałam się żyć -jakoś obok?
Ale dziś znów nie wytrzymałam ,prosiłam M żeby nie zmuszał mnie na
siłę do pokochania jego dziecka,jakoś tak powiedziałam -w złości.
Ja poprostu przez to wszystko coraz gorzej znosze wizyty młodego i
coraz gorzej na niego reaguję ,nawet nie umiem czasami ukryć złości.
Przeszkadza mi to bo źle jest tak żyć ale ja chyba zwyczajnie się
nienadaję do takiej roli?
A może jednak mam rację?-sama niewiem czy M ma prawo mnie zmuszać do
gotowania obiadków jego mastoletniemu synowi?
Trochę chaotyczny ten wątek -ale tak i w naszym zyciu jestsad
Sama niewiem co spodziewam się tu od Was w odpowiedzi zobaczyć ...?
    • nsc23 Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 02:09
      Chyba zrobilabym tak samo - albo nawet bez slowa poszlabym z mala na
      spacer i przyszla kolo 15-16 (czy na ktora sie tam na obiad
      umowiliscie), zdziwiona, ze jeszcze nie gotowe.
      Kurcze, ja tam dla malej moge duzo zrobic, ale wszystko musi byc z
      gory ustalone (nie tygodnie wczesniej, ale chociaz jeden lub dwa
      dni, zaleznie czy chodzi o calodzienny wyjazd za miasto czy o to,
      kto gotuje). I o ile gdybym wiedziala, ze mam cos ugotowac to spoko,
      nie ma problemu, ale takie przekreslanie naszych wspolnych planow to
      juz jest dla mnie no-go i niezmiennie wyprowadza mnie z rownowagi -
      w zwiazku z czym zawsze trzymam sie oryginalnego planu i mam gdzies
      zamiany, ktore by W sobie wymyslil. Na szczescie z wzajemnoscia.
      • adela38 Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 07:02
        Wiesz... problem jest w tym, ze twoj maz najwyrazniej uwaza, ze nie lubisz jego
        pierwszego syna i chce mu to wynagrodzic...
        Lepiej jak w ogole nie bedziesz go (mlodego) krytykowala ani wspominala
        negatywnie.Skup sie na waszej rodzinie, a jego traktuj jak goscia... uprzejmie.
        To powinno oczyscic troche atmosfere.
        W podanej tutaj sytuacji tak naprawde niepotrzebnie on zostal wcianiety w
        konflikt.Trzeba bylo zwyczajnie powiedziec mezowi, ze ... nie dasz rady robic
        obiadu, bo czujesz sie bardzo zmeczona i chcialabys "naladowac akumulatory.." A
        obiad mogl on zrobic, czy ewentualnie syn mogl pojsc razem z wami do twoich
        rodzicow...Albo maz mogl ugotowac, albo mozna bylo cos kupic na wynos...
        Zamiast mowic, ze nie masz ochoty mow, ze nie dasz rady...Co innego jest miec
        pretensje do zony o lenistwo i brak checi, a czym innym gonienie umeczonej
        kobiety do ciezkiej pracy- gotowania, gdy ona nie da rady...
        Warto porozmawiac z mezem, o niecheci do pasierba i postawic sprawe w ten
        sposob, ze ty nic nie masz przeciwko jego synowi, i ze jest ci przykro jesli to
        tak wyglada, ale zwyczajnie masz slabe nerwy i denerwujesz sie glupstwami, a
        potem przez to on i jego syn cierpia niepotrzebnie...Popros by jesli moze staral
        sie byc wyrozumialy i ewentualnie nie draznil niepotrzebnie, bo ty nie chcesz
        sie denerwowac ani sprawiac nikomu przykrosci, ale jako kobieta masz czasem
        zawirowania hormonalne i zwyczajnie trudniej ci sie opanowac...On zas jako madry
        i silny mezczyzna umie lepiej panowac nad emocjami...
        Teraz juz "po" masz okazje by go przeprosic, wytlumaczyc co wyzej i.. pochwalic,
        ze zrobil ten obiad...
        Warto ukrywac niechec do pasierba i z nia walczyc, bo taki konflikt zwyczajnie
        sie nie oplaca. Pasierb wyczuwa niechec i odplaca tym samym ...i to sie samo
        nakreca.Tutaj na szczescie jest on juz na progu doroslosci, wiec z czasem mozesz
        pokusic sie o zaznajomienie sie z nim jak z "czlowiekiem" i moze nawet na
        zaprzyjaznienie sie...
        Takie cos byloby optymalnym rozwiazaniem...
        • nsc23 Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 08:37
          O rany. Adelo, ale w sytuacji opisanej powyzej Ilona porobila pewne
          plany (za przyzwoleniem i aprobata malzonka jak zrozumialam), ktore
          ow malzonek 5 minut pozniej z wlasnej inicjatywy i wlasnego pomyslu
          zmienil. A Ty jej radzisz, zeby ona przeprosila, ze jako ta biedna
          niewiasta nie wyrobila z gotowaniem dla nich dwoch? Bo
          miala 'zawirowania hormonalne'? Nie no, takim postepowaniem to sie
          nigdzie nie dojdzie. Facetowi trzeba prosto z mostu powiedziec, ze
          plany byly takie a takie, Ilona miala ochote na spacer i lezenie
          kolami do gory, a nie stanie w kuchni. Jezeli maz Ilony ma ochote na
          cieply obiadek, to kuchnia jest tam i zapraszamy do garow.
          Chyba nigdy nie uda mi sie zrozumiec kobiety, ktora tlumaczac sie
          hormonami mowi mezowi jaka jest biedna niewiastka i on jest taki
          madry i silny i na pewno da sobie rade. Chyba by mi taki tekst przez
          gardlo nie przeszedl, a nie jestem wojujaca feministka.
          • chalsia Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 13:10
            Nsc,
            Adela należy do klasycznych manipulantek i tyle. Po za tym, tak jak i autorka
            wątku, błędnie diagnozuje przyczynę sytuacji.
            Autorka winić powinna nie pasierba a swojego męża. I do niego mieć pretensje, a
            nie do chłopaka.
            • nsc23 Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 13:13
              Szczerze mowiac tez nie rozumiem, czemu tytul watku brzmi 'jestem
              zla macocha' a nie 'moj maz mnie olal'. Moze jest wiecej historyjek,
              ktore swiadczylyby o 'zlosci' Ilony, ale ta opisana tu, to swiadczy
              raczej o niedogadaniu sie z mezem (albo raczej o kompletnym braku
              szacunku meza do Adeli).
              A na hormony i wapory to cyrulika trzeba, co by pijawki przystawil i
              na pewno przejda wink
    • kicia031 Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 09:42
      masz problem nie z pasierbem, tylko z mezem - przyzwyczailas chlopa
      do tego, ze go obslugujesz, to teraz zbierasz za to. A ze dziecko
      wychowane w postawie materialistyczno - zadaniowej to czyja
      przepraszam wina?

      Nie ma co przenosic agresji na chlopaka, tylko trzeba poukladac w
      glowie malzonkowi.
    • kopina77 Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 11:05
      Witam serdecznie.
      Poruszasz kilka wątków, ale myślę że zbyt dużo było w Tobie złych
      emocji i w końcu musiały one wypłynąć na zewnątrz.
      Po pierwsze z tego co w tym krótkim opisie wyczytałam nie jesteś złą
      macochą ale ciepłym, wrażliwym człowiekiem, który chce wszystko w
      swoim życiu i męża poukładać.
      Dziwi mnie że Twój mąż oczekuje od Ciebie miłości do jego syna.Od
      trzech lat wychowuje dzieci mojego męża.Jestem za nie
      odpowiedzialna, nie pozwoliłabym im zrobić krzywdy, ale czy je
      kocham????W pewien sposób tak ale ta miłóśc jest zupełnie inna niż
      miłość rodzica do własnego dziecka i ty o tym dobrze też wiesz, bo
      masz córeczkę...Dla Twojego męża syn jest czymś naturalnym jak
      przedłużenie ręki, chce z nim spędzać czas, chce żeby był
      szczęśliwy, traktuje go jak dziecko, nieszczęśliwe po rozwodzie
      rodziców i dlatego go cały czas chroni i chyba trochę zapomina,że
      chłopak ma 16 lat i nie jest już malutkim dzieckiem i pępkiem
      wszechświata.
      Zabrakło mi w Twoim opisie ukazania relacji mąż wasza córka,( bo
      chyba to wasze wspólne dziecko).Mąż sobie poszedł i też zostawił nie
      tylko ciebie ale i małą, która już zupełnie nic z tego nie
      rozumie....

      • ilona1004 Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 13:21
        Dziękuję dziewczyny za odp. Właśnie jak różne są wasze zdania tak i
        ja się motam z jednego w drugie.Raz chcę przeprosić (nawet jak nie
        zawiniłam) za chwilę myślę-niby za co? To On niech się stuknie?
        Właśnie chodzi w dużej mierze o fakt że M chce wynadgradzać
        synowi ,rozwód itd.
        Faktem jest również to że ja zwyczajnie źle znoszę obecność
        młodego,dużo racji ma Adela38 w tym co napisała,nasze -
        niedogadywanie się prowadzi do mojej niechęci do jego syna,i jest w
        miarę gdy to kamufluję .Lecz gdy ja nic ni mówię -oni pozwalają
        sobie na coraz śmielsze rzeczy ,które mi się nie podobają,wtedy nie
        ma wyjścia i musze "się postawić" no i jestem zła macocha..
        Najlepiej by było gdybym pozwalała na wszystko czego oni obydwa
        sobie zyczą.
        O co mi chodzi?- był czas gdy młody przychodził do nas często ,kilka
        razy w ciągu dnia(mieszka blisko),mamy małe mieszkanko a on zaczął
        przyprowadzać po kilku kolegów.
        Jednego razu zabrałam się do robienia kurczaka
        faszerowanego,wiadomo -drylowanie,przygotowanie wszystkiego ,przy
        małym dziecku ,musiałam się troche uwijać.A wtedy w odwiedziny
        przyszedł syn z 3 kolegami (po 16,17 lat) .-Tatko zadowolony że syn
        przyszedł zaprosił towarzystwo do mnie do kuchni by ich
        ugościć,herbatka,cieple gofry -im zaserwował ,podczas gdy ja
        zgarniałam moje produkty na kawałek wolnego blatu i kroka zrobic nie
        mogłam z 5 faceta na 5 mkw.?
        Może jakaś wyjątkowo wredna jestem ale wkurzyłam się poraz
        kolejny,był wieczór,mój kurczak napoczęty,dziecko zaraz trzeba
        nakarmic ,wykąpać a ja nie mogę dokończyć tego co zaczęłam bo oni
        akurat mieli ochotę przyjść i posiedzieć .?
        Przeczekałam i po wyjściu towarzystwa powiedziałam tatusiowi że nie
        życzę sobie w moim domu odwiedzin towarzyskich ,czyli jego
        syn+koledzy.Jak chce przyjść ,niech przyjdzie sam ,mamy 39 m
        mieszkanie i ja nie zamierazm przyjmować takich tabunów na
        niespodziewane herbatki i gofry.Ponadto potem zmywanie i sprzątanie
        po nich należy do mnie...
        Jaki był efekt?
        M stwierdził że jestem wyjątkowo wredna i nie pozwalam jego synowi
        do nas przychodzić,?
        Sama już niewiem?Ja lubię spokój ,mój dom to mój azyl,przeszkadza mi
        to,że w każdej chwili może przyjść każdy i robić co chce-bo dom ojca
        to również dom syna?
        Ok ,zgadzam się z tym że ma prawo przychodzic i czuć się swobodnie
        ale w takim razie ja w swoim domu nie mogę czuć się swobodnie?
        • nsc23 Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 13:26
          "ja nie zamierazm przyjmować takich tabunów na
          niespodziewane herbatki i gofry.Ponadto potem zmywanie i sprzątanie
          po nich należy do mnie..."

          3 osoby to jeszcze nie tabun. Ale niezaleznie od tego chyba nikt Cie
          nie zmusil do pozmywania naczyn? Mozna bylo zostawic w zlewie i
          poczekac, az Twoj M je pozmywa.
          • ilona1004 nsc 14.04.08, 13:30
            nie dovczekałabym się,jak chę mieć czystą szklanke to muszę ją sama
            zmyć,gdyby czekała na zmycie przez M toby do zlewu przyrosła.
            Już kiedyś ten sposób praktykowałam-nie zmywałam ,po kolejnym dymie -
            i o n też nie .Trafiła mi się wizyta szefa-niezapowiedziana - to
            wiecie co musiałam zeobić? Wszystko -tygodniowe ze zlewu -w
            pośpiechu schować do szafek!
            Nie mam wyścia ,jak nie chcę żeby mi sie muchy zalęgły ,musze sama
            posprzątać.
            • nsc23 Re: nsc 14.04.08, 13:32
              No dobrze, ale czemu winisz o to pasierba? Ja bym z takim mezem
              dlugo nie wytrzymala, bo moim zdaniem przejawia on kompletny brak
              szacunku dla Ciebie.
              • 13monique_n Re: nsc 14.04.08, 13:34
                nsc23 napisała:

                > No dobrze, ale czemu winisz o to pasierba? Ja bym z takim mezem
                > dlugo nie wytrzymala, bo moim zdaniem przejawia on kompletny brak
                > szacunku dla Ciebie.
                Masz tutaj całkowitą rację. Mąż jest ekhmmm, trudny raczej.
            • kicia031 Re: nsc 14.04.08, 14:30
              Już kiedyś ten sposób praktykowałam-nie zmywałam ,po kolejnym dymie -
              > i o n też nie .Trafiła mi się wizyta szefa-niezapowiedziana - to
              > wiecie co musiałam zeobić? Wszystko -tygodniowe ze zlewu -w
              > pośpiechu schować do szafek!

              Nie pozmywalabym nawet gdyby do domu wkroczyla krolowa angielska. No
              ale ja suka jestem.

              Nie mam wyścia ,jak nie chcę żeby mi sie muchy zalęgły ,musze sama
              > posprzątać.

              I tym sposobem pan nie musi nic, a ty musisz wszystko. Polecam zakup
              talerzykow jednorazowych dla ciebie i corki, jak pan nie bedzie mial
              na czym zjesc, to otrzezwieje.
              • ilona1004 kicia 14.04.08, 14:39
                dzięki!!! smile
                że też nie wpadłam na to ,to jest dopiero myśl smile
                zaraz sie ubieram po nowy zakup do gospodarstwa domowego!
                aż mi się nastrój poprawiłsmile

                a wiecie że mój Pan wczoraj wpadł ok 21 nażarł się (jasne paluszkiem
                po sobie nie tknął) i jak poszedł spowrotem tak wrócił dziś o 7
                rano!!! oczywiście to ma być kara dla mnie za złe traktowanie jego
                pierworodnego.....
                nie odezwałam się słowem ,on też nie.
                powiedziałam tylko 1 zdanie - że do domu wszedł przez przypadek bo
                położyłam się o 5 rano a on przyszedł o 7 i taka półprzytomna -
                zaspana mu otworzyłam .
                Gdybym jarzyła co robię to bym go nie wpuściła - i tak zrobię gdy
                sytuacja się powtórzy ( robi tak często po kłótniach)
                • nsc23 Re: kicia 14.04.08, 14:50
                  Nie jestem ekspertem, doswiadczenia w malzenstwie tez nie mam, ale
                  odnosze wrazenie, ze Twoje podejscie do pasierba to najmniejszy
                  problem, jaki macie w tym malzenstwie.
                  Mysl, ze musze leciec po jednorazowe talerzyki zeby nauczyc swojego
                  faceta zmywania nie poprawilaby mi dnia i nie napawala by mnie takim
                  optymizmem...
                • chalsia Re: kicia 14.04.08, 14:52
                  > Gdybym jarzyła co robię to bym go nie wpuściła - i tak zrobię gdy
                  > sytuacja się powtórzy ( robi tak często po kłótniach)

                  no cóż, bez terapii małżeńskiej nie wróżę niestety Waszemu związkowi dobrze.
                  • kicia031 chalsia 14.04.08, 14:58
                    > no cóż, bez terapii małżeńskiej nie wróżę niestety Waszemu
                    związkowi dobrze.


                    Z moich doswiadczen wynika, ze skutecznosc terapii jest zerowa.
                    Jedyne co pomaga to kroki nastepujace
                    1. pogodzenie sie z tym, ze zwiazek moze sie rozpasc i podjecie
                    stosownych psychicznych i organizacyjnych przygotowan.
                    2. jasne postawienie granic co jest do- a co niedopuszczalne w
                    zwiazku.

                    Albo facet nie akceptuje granic i sie zwija, albo sie mobilizuje do
                    dzialania. Bo wbrew pozorom, w wiekszosci faceci lubia, gdy sie im
                    stawia jasne granice.
                    • 13monique_n Re: chalsia 14.04.08, 15:09
                      www.ptt-terapia.pl/przeglad/02/Popkiewicz-Ciesielska.pdf
                      Nie wiem, czy terapia pomoże. Ja bym spróbowała, gdyby mi zależało
                      na małżeństwie i byłoby co ratować. Eks nie chciał. Jesteśmy eks.
                      Ale dobrze, to w Twoim małżeństwie nie jest. Etap takiego olewania
                      partnera to myśmy mieli na finiszu związku, miesiąc przed moja
                      wyprowadzką.
                    • chalsia Re: chalsia 14.04.08, 16:06
                      > Z moich doswiadczen wynika, ze skutecznosc terapii jest zerowa.
                      > Jedyne co pomaga to kroki nastepujace

                      o ile pamiętam, to są to Twoje jednostkowe doświadczenia.
                      Z opracowań dotyczących terapii (źródła niestety nie podam, bo nie pamiętam, ale
                      można sobie w necie poszukać) wynika, że gdzieś tak około co najmniej 30%
                      przynosi skutek pozytywny w postaci naprawy związku.
                      Podobny procent przynosi inny skutek - też pozytywny - ale nie dla związku -
                      pomaga dojść do ładu z samym sobą, własnymi priorytetami, co umożliwia rozstanie
                      w stanie ładu emocjonalnego.
                      • kicia031 Re: chalsia 14.04.08, 16:11
                        Z moich doswiadczen wynika, ze skutecznosc terapii jest zerowa.
                        > > Jedyne co pomaga to kroki nastepujace
                        >
                        > o ile pamiętam, to są to Twoje jednostkowe doświadczenia.

                        No wlasnie tak napisalam wink)

                        A powaznie - mam kilkoro znajomych, ktorzy uczeszczali na terapie
                        rodzinna i indywidualna, mam tez ze studiow mnostwo znajomych wsrod
                        psychologow z wyksztalcenia, ktorzy tez maja niskie mniemanie o
                        skutecznosci terapii najrozniejszych. Co dodane do moich
                        jednostkowych doswiadczen - do terapii podchodzilam juz kilka razy w
                        zyciu kaze mi sadzic, ze to nie dla mnie.

                        Oczywiscie to raczej opinia niz stwierdzony fakt, zbyt mala ilosc
                        przypadkow, bym mogla przeprowadzic wnioskowanie przez indukcje.
                        • ilona1004 Re: chalsia 14.04.08, 16:30
                          moje kochane ,byłam i sama i we dwoje- u 2 czy nawet 3 różnych.
                          Co nam to dało?
                          M stwierdził że one są same chore i łatwo im doradzac i
                          się "mądrzyć" gdy same nie są w takiej sytuacji ,jemu nie potrzebni
                          zadni terapeuci bo o n sam wie co w życiu najlepsze i jak powinien
                          postępować.
                          A dla mnie? No cóż ,szczerze mówiąc to jak chodziłam na te spotkania
                          to byłam w stanie -delikatnie mowiąc-nieciekawym i to się pogłębiało
                          za każdą wiytą.
                          Najpierw jedna a potem druga z terapeutek nie wnosiły nic
                          pozytywnego w moje życie,po wyjściu od nich czułam się jak dętka z
                          której zeszło powietrze...niewiem do czego to porównać?
                          Nie znalazłam tam żadnej pomocy,porady jak nam pomóc,jak ratować
                          związek jak dojść do porozumienia?
                          Po kilku wizytach przygotowywały mnie jak mam sobie poradzić by żyć
                          sama.....
                          Ale ja nie poszłam tam by mi mówiły jak żyć samej ,bo to akurat
                          wiem ,tylko ja tego nie chciałam i nadal nie chcę.
                          Szukałam ratunku dla związku ,nie dla siebie.
                          Podczas moich wizyt tam byłam bliska odejścia,był nawet moment że
                          zabrałam małą i poszłam do mamy .
                          Ochłonęłam ,wyluzowałam,on trochę też i przestałam się wszystkim tak
                          strasznie przejmować i było o wiele lepiej.
                          Chyba już w życiu nie pójdę do żadnego specjalisty w tej dziedzinie.
                          Takie były moje odczucia i doświadczenia w tej dziedzinie...
                          • 13monique_n Ilona 15.04.08, 09:02
                            Strasznie mnie martwią Twoje posty. Nie gniewaj się, ale coraz
                            jaśniej widać, że Twój mąż to średnio się spisuje jako parner, z
                            którym RAZEM SIĘ żyje. On się na Ciebie obraża (sic!!!) i wychodzi z
                            domu na całą noc?
                            Panie psycholog są głupie i co one tam wiedzą??? Za to z Twoich
                            opowieści o tym, co on mówi, wynika, że to on wie WSZYSTKO i to w
                            dodatku lepiej!
                            Wizyty u psychologa Ciebie dołowały, bo przygotowywały do pozostania
                            samej - hmmmmm, jakoś mam takie okropne uczucie deja vu, kiedy Cie
                            słucham. Ty jesteś SAMA w związku. Pomoc i porada tak naprawdę
                            prowadzą do poznania tego, czego naprawdę chcę od życia, jakie mam
                            możliwości. I nauczenie się wykorzystywania swjego potencjału. To
                            trudny, długi i bolesny proces. Ale wart przejścia, moim zdaniem.
                            Oj, dziewczyno...
                            • kicia031 Re: Ilona 15.04.08, 12:23
                              Ja tez bardzo ci wspolczuje.

                              Z moich przykrych zyciowych doswiadczen: niestety, jest jakis powod,
                              dla ktorego facet jest rozwiedziony. Czesto wynika to z faktu, ze
                              nie da sie z nim wytrzymac na codzien. Czesto te cechy sa ujawniane
                              gdy mezczyzna poczuje sie w zwiazku pewnie - no slub, czy dziecko.
                              My przezylismy wielki krzysys, i obopolne rozczarowanie zwiazkiem,
                              bo moj chlop, choc deklarowal inaczej, spodziewal sie tez czegos
                              innego ode mnie.
                              Ja bylam pewna jednego - jesli mam wybor miedzy byciem podnozkiem i
                              sluzaca, a rozstaniem, to wybieram rozstanie. Ta gotowosc, by
                              zakonczyc niesatysfakcjonujacy zwiazek, okazala sie bardzo korzystna
                              dla nas obojga, ja pozbylam sie poczucia osaczenia, a chlop zaczal
                              cenic to, co ma.
                              Ale kurde, naprostowanie zwiazku to ciezka orka i czesto sie
                              zastanawiam, czy warto. Ty tez sie zastanow wink)
                              • 13monique_n Kicia O/T 15.04.08, 12:41
                                W innym wątku kompletnie się nie rozumiałyśmy i bardzo byłam z tego
                                powodu zawiedziona. Bo pod tym Twoim postem podpiszę sie wszystkimi
                                kończynami. I pewnie większość kobiet "po przejściach", które mocno
                                przemyślały temat związku, przyczyn rozpadu, i swojego dojrzewania
                                do niełatwej decyzji. Dzięki za ładne ujęcie tematu. Po prostu.
                                • kicia031 Monique 15.04.08, 12:49
                                  Nie musimy sie we wszystkim zgadzac. Nie ma w tym nic zlego, ze mamy
                                  inne podejscie do pewnych spraw. czasami po prostu trzeba podpisac
                                  protokol rozbieznosci i isc dalej.

                                  wink))
                                  • 13monique_n Re: Monique 15.04.08, 13:00
                                    ja wiem, że nie musimy się we wszystkim zgadzać. Zwykle
                                    przechodziłam do porzadku dziennego nad różnicami. Akurat ta jedna
                                    róznica mnie uwierała bardzo, bo zwyczajnie - no, przepraszam teraz
                                    bardzo big_grin - psuło mi Twój wizerunek netowy. No wink
                • kicia031 Re: kicia 14.04.08, 14:58
                  Nie zapomnij dobrze schowac, zeby ci nie zuzyl wink)
                • marusia1 Re: kicia 14.04.08, 17:47
                  ilona1004 napisała:
                  a wiecie że mój Pan wczoraj wpadł ok 21 nażarł się (jasne paluszkiem
                  > po sobie nie tknął) i jak poszedł spowrotem tak wrócił dziś o 7
                  > rano!!! oczywiście to ma być kara dla mnie za złe traktowanie jego
                  > pierworodnego.....
                  Zastanawiające jest, gdzie spędził tę noc? I chybnie było to zbyt dobre miejsce,
                  jeśli musiał przyjść wcześniej do domu, żeby się nażreć?
              • chalsia Re: nsc 14.04.08, 14:50
                > Nie mam wyścia ,jak nie chcę żeby mi sie muchy zalęgły ,musze sama
                > > posprzątać.

                no niestety ja popełniałam kiedyś ten sam błąd.
            • marusia1 Re: nsc 14.04.08, 17:41
              ilona1004 napisała:
              Nie mam wyścia ,jak nie chcę żeby mi sie muchy zalęgły ,musze sama
              > posprzątać.
              O nie! Ja się zbuntowałam po kolejnej awanturze. A że i i mój M. wściekł się
              okrutnie,gdy on od rana krzątał się, a Młody (12 lat) leżał w łóżku i czekał na
              śniadanie - zarządziłam grafik. Podzieliłam obowiązki między naszą trójkę,
              rozpisałam (przy udziale wszystkich) i grafik wisi na lodówce. Teraz wszyscy
              wiedzą co do nich należy. Na początku Młody nie był zainteresowany, to po prostu
              nie dostał obiadu. Cóż, za duży jest, żeby leżał sobie na kanapie przed TV i
              czekał, aż się go obsłuży, bo jest biednym, pokrzywdzonym przez los dzieckiem.
              Już dawno wybiłam mu z głowy, że nie jest ani niemowlakiem, ani pępkiem świata.
              • konstancja16 panowie do garow. mozna im najwyzej pomoc czasem 14.04.08, 18:32
                chyba niewiele daje jednorazowa klotnia i obraza, logiczniejsze
                wydaje sie utrzymywanie STALEGO podzialu obowiazkow. a szczegolnie
                uczestnictwo panow w roznych pracach, wspolodpowiedzialnosci za
                dom. baba w domu nie jest od uslugiwania, to jej trzeba uslugiwac i
                obiad zrobic czy herbatke podac jak zmeczona.

                czasem bywa trudniej jak dzieciak (nastolatek) ma dwa domy i np. w
                domu mamusia mu wszystko pod nos podsuwa a u taty trzeba po sobie
                odniesc talerz. u mojej kuzynki tak bylo, syn jej meza chleba nie
                umial sobie ukroic bo zawsze mama mu kanapki robila. i na poczatku
                bylo zdziwienie i obraza, a potem odkrycie, ze on tez potrafi i ze
                to frajda nawet cos samemu zrobic. jak dzieciak bywa w miare
                regularnie to chyba szybko zajarzy jakie sa reguly w tym drugim
                domu. ale, szczegolnie w wypadku nastoletnich mlodziencow, musi byc
                tez przyklad tatusia. bo jak tatus nie wchodzi do kuchni i nie wie
                jak sie zmywarke uruchamia to chyba nastolatek od razu podlapie, ze
                to 'babskie' zajecie i wielki obciach dla niego zeby cos zrobic.

                natomiast (taka mam nadzieje) widzac od malego, ze w kuchni zasuwa
                cala rodzina i nie jest to jakas katorga tylko praca tworcza
                dzieciak powinien przyjac nawyk, ze robimy wszyscy (albo na zmiane),
                sprzatamy wszyscy (albo na zmiane) i nie ma uprzywilejowanych
                ksiazat, ktore nie wiedza gdzie stoja talerze. jak nie wiedza to
                niech poszukaja. ja w kazdym razie z przyjemnoscia patrze jak
                chlopcy buszuja po kuchni, a Maly widzi swojego tate podspiewujacego
                przy garach i ma na razie wizje gotowania jako swietnej zabawy w
                ktorej chce uczestniczyc. a nie jakiejs brudnej roboty dla
                najgorszego czlonka rodziny....
                • konstancja16 wspolne gotowanie, sprzatanie, cokolwiek 14.04.08, 18:47
                  dorzuce tu jeszcze (co mamy dosc szczegolowo obgadane z NM, nie wiem
                  naprawde skad on ma tak porzadnie poukladane w glowie na ten temat)
                  ze dla dzieciaka WSPOLNE dzialanie w jakimkolwiek celu to wielka
                  frajda, zabawa i nauka. wspolne przygotowywanie posilkow, a nawet
                  sprzatanie czy dlubanie w doniczkach to taki czas zeby tez pogadac,
                  powyglupiac sie no i generalnie wspolpracowac we wspolnym celu.
                  takie mam wrazenie, ze w wielu rodzinach ten czas RAZEM troche
                  zanika. a co za tym idzie zanika komunikacja i poczucie malej
                  wspolnoty.

                  wiec ja oczywiscie uwielbiam te szalone weekendy kiedy gory, rower,
                  jeziora i wszystko od piatku wieczor do poniedzialku rano na
                  wysokich obrotach. ale widze ze od czasu do czasu taki spokojny, a
                  nawet nudny wg moich kryteriow weekend (tzn domowy), tez moze byc
                  fajny. niekoniecznie trzeba sie upieprzyc po pachy. po dzieciaku
                  widze, ze poza tym ze musi sie wyszalec i wybiegac to takie wspolne
                  zadanie jest dla niego i fajne i dobre. wiadomo, trzeba troche
                  cierpliwosci i pare potluczonych talerzy zainwestowac ale warto.

                  to tak na marginesie troche i moze niezupelnie na temat, bo moje
                  obserwacje dotycza malolata, a nie nastolatka
                  • kicia031 Re: wspolne gotowanie, sprzatanie, cokolwiek 14.04.08, 21:57
                    W ogole wspolne robienie rzeczy bardzo ludzi integruje - obserwuje moich
                    rodzicow, ktorzy odkad siegam pamiecia robili rzeczy razem: razem gotowali
                    obiady, przyrzadzali smniadania i kolacje, szyli, remontowali mieszkanie, ba,
                    ojciec nakladal matce farbe na wlosy, chyba zreszta dalej to robi.

                    Z jednej strony awanturowali sie czesto, bo moja matka to choleryk - wlasciwie
                    to ona sie awanturowala, ale z 2 strony, porownuja z malzenstwami wokol mnie, to
                    chyba sa calkiem niezlym i to juz od 40 lat...
          • 13monique_n NSC 14.04.08, 13:32
            smile Jako matka 15-latka mogę stwierdzić autorytarnie on lus 3 kolegów
            to jest TABUN big_grinDDDDD Duzi są wink, a ja raczej mała.
            • nsc23 Re: NSC 14.04.08, 13:35
              No moze - ale to chyba kwestia wieku i charakteru - mi by
              taki 'tabun' nie przeszkadzal, to moj W by raczej oponowal smile
              • 13monique_n Re: NSC 14.04.08, 13:38
                czekaj, mi by nie przeszkadzał, gdyby byli w innym pomieszczeniu.
                Ale jak jestem w kuchni, cos robię dla rodziny (u mnie to syn jest
                najbardziej "żerny"), to jego 3 kolesi na 5 m kw obrazowo opisanych
                przez założycielke wątku pojawiło mi się jako koszmar big_grin Kocham
                syna, lubię jego kumpli, ale w takim stężeniu na m kw, kiedy ja mam
                robotę? ojjjjjjjjjjjjjj wink
                • nsc23 Re: NSC 14.04.08, 13:39
                  No tak, mnie w kuchni rzadko kiedy mozna spotkac, moze w tym tkwi
                  roznica tongue_out
                • ilona1004 Re: NSC 14.04.08, 13:40
                  nawet nie jestem pewna czy tam jest te 5 mkw?smile
        • 13monique_n Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 13:30
          Wiesz, myslę, że potrzebujecie spokojnej rozmowy. Przy takich
          utrudnieniach lokalowych to faktycznie 5 facetów na 5 metrach
          kwadratowych może być nieco "wpieprzające" (no, nazwę to tak, jak
          bym ja nazwała, gdyby mój własny osobisty syn machnął taki numer -
          on ma teraz 15 lat, więc już czuję Twój ból).
          Warto jest porozmawiać z mężem, że nie chodzi o to, czy Ty młodego
          lubisz, czy nie, ale takie zachowanie (męża, nie młodego!) to raczej
          utrudnia, jeśli nie uniemożliwia Ci polubienie chłopaka.
          Spróbuj mu możliwie spokojnie wyjaśnić, w czym Ty widzisz trudność.
          Z Twoich opisów wynika, że mąż ma bardzo silny charakter i że być
          może z tego powodu Ty milczałaś, kiedy Tobie było mniej komfortowo.
          Zatem, nie daj się mu ani przestraszyć, ani sprowokować do awantury -
          podkreśł, że rozmowa, wyjaśnienie oraz wspólne ustalenia tego, co
          można zrobić służyć będzie wszystkim, także wzajemnym relacjom Twoim
          i Mlodego.
        • kicia031 Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 14:34
          O co mi chodzi?- był czas gdy młody przychodził do nas często ,kilka
          > razy w ciągu dnia(mieszka blisko),mamy małe mieszkanko a on zaczął
          > przyprowadzać po kilku kolegów.
          > Jednego razu zabrałam się do robienia kurczaka
          > faszerowanego,wiadomo -drylowanie,przygotowanie wszystkiego ,przy
          > małym dziecku ,musiałam się troche uwijać.A wtedy w odwiedziny
          > przyszedł syn z 3 kolegami (po 16,17 lat) .-Tatko zadowolony że
          syn
          > przyszedł zaprosił towarzystwo do mnie do kuchni by ich
          > ugościć,herbatka,cieple gofry -im zaserwował ,podczas gdy ja
          > zgarniałam moje produkty na kawałek wolnego blatu i kroka zrobic
          nie
          > mogłam z 5 faceta na 5 mkw.?
          > Może jakaś wyjątkowo wredna jestem ale wkurzyłam się poraz
          > kolejny,był wieczór,mój kurczak napoczęty,dziecko zaraz trzeba
          > nakarmic ,wykąpać a ja nie mogę dokończyć tego co zaczęłam bo oni
          > akurat mieli ochotę przyjść i posiedzieć .?
          > Przeczekałam i po wyjściu towarzystwa powiedziałam tatusiowi że
          nie
          > życzę sobie w moim domu odwiedzin towarzyskich ,czyli jego
          > syn+koledzy.Jak chce przyjść ,niech przyjdzie sam ,mamy 39 m
          > mieszkanie i ja nie zamierazm przyjmować takich tabunów na
          > niespodziewane herbatki i gofry.Ponadto potem zmywanie i
          sprzątanie
          > po nich należy do mnie...
          > Jaki był efekt?

          Moj 15-latek zawsze uzgadnia ze mna zaproszenie kolegow. Nie ma mowy
          o wloczeniu sie po calym domu - syn przyjmuje kolegow w swoim
          pokoju, a jak zapraszam ich na posilek, to syn uczestniczy w jego
          przygotowaniu a potem zmywa.

          Pytanie "mamo, moge zaprosic kolegow" jest na ogol pro-forma, bo
          zawsze siezgadzam, no chyba ze okolicznosci zewnetrzne
          uniemozliwiaja. Wtedy daje alternatywny termin. Tym niemniej to
          pytanie pro forma musi byc zadane.
      • geos Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 13:28
        NIe jesteś złą macochą. NIe da się dzieci męża pokochać tak jak swoich, nie da
        sie. I czasem słyszę pełne oburzenia głosy że jak ja tak mogę mówić, że to nie
        moje dzieci.
        mogę bo to mi ułatwia codzienność. Kiedy dopuściłam do siebie ta myśl, że tak
        jest i nie muszę czuć wielkiej miłości jest mi łatwiej. Przestałam mieć wyrzuty
        sumienia że za mało mam do nich uczuć. Bo nie mam za mało i ty nie masz za mało,
        mamy tyle ile trzeba i ile mogę dać.
        Złoszczę się tak jak i każda matka by się złościła. Bo to codzienność. Wychowuje
        razem z ich ojcem bo on sie na to zgodził i chciał.
        I jakoś sobie nie wyobrażam takich sytuacji, że najpierw cos ustalamy wspólnie a
        potem zmiana planów dla dziecka bo... bo jest ppkrzywdzony przez los?
        Myślę, że masz do przegadania z mężem nie jedną godzinę. I wyjaśnienia o co chodzi.
        Masz prawo czuć sie skrępowana rożnymi pytaniami co ile kosztowało itd.
        Mnie też drażnią takie pytania ile co kosztowało, bo to głupie i nie o to tutaj
        chodzi.
        Mąż zresztą uważa, że dzieci nie musza mieć wszystkiego co najdroższe bo nie
        będe sie umieli cieszyć prostymi rzeczami.
        I jak chce miec gości na obiad to sie przykłada do jego zrobienia :o)
    • vanillafields Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 16:42
      Nie jestes zla macocha, wyglada ze wszyscy od Ciebie oczekuja strasznie duzo, a
      Ty sie zaczynasz dusic. Zrobiliscie wspolnie plany na mile spedzenie dnia i
      nagle ni z tego ni z owego zmiana planow w ostatniej chwili i masz zostac w domu
      i obiad robic. Rzeczywiscie nic by sie nie stalo jakby mlody dostal kebaba czy
      hamburgera gdzies po drodze, to jest tez Twoj weekend- czas na relaks i
      odpoczynek, spedzenie czasu z coreczka, nie na bieganie za potrzebami innych,
      jeszcze jak zupelnie nie czulas ochoty na to. Rozumiem doskonale, nie wiem
      jednak czemu Twoj maz oczekuje od Ciebie rzucenia wszystkiego i skakania wokol
      jego syna. Zreszta 16-stolatek moze sobie sam kanapki zrobic,, bez przesady...
      Oprocz tego mieliscie rodzinnie spedzic czas, a gdzie w tym czas ojca spedzony z
      corka? Czy tylko synowi sie nalezy? Chyba bez powaznej rozmowy sie nie obejdzie...
      • adela38 Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 20:12
        Ja jeszcze sie wtrace...Nazwano mnie tu manipulantka... To nie tak.My kobiety
        jestesmy slabsze fizycznie i bardziej uczuciowe.To nic zlego- to fakt.Nie ma
        potrzeby udowadniania w swoim domu, ze wszystko same potrafimy.Efektem takiego
        udowadniania jest, ze facet czuje sie mniej facetem i mniej sie stara, a do tego
        uwaza, ze wszystko jest w porzadku bo tak dobrze dajemy sobie rade...Wiele lat
        zastanawialam sie jak to jest, ze w sasiednim domu sasiadka zasuwa rano i
        odgarnia snieg...U nas robi to facet za co jest chwalony, ze jest prawdziwym
        mezczyzna i ze jest bardzo kochany...To samo jest z myciem okien, odkurzaniem
        odkurzaczem (mnie od odkurzacza boli glowa),prasowaniem koszul...I facet nie ma
        o to pretensji tylko czuje sie kims waznym, silnym i docenianym.Kazdy facet chce
        byc podziwianym.Ja jako kobieta jestem silna, ale nie wstydze sie przyznac do
        swoich slabosci.To nie jest manipulowanie.
        Po prostu zamiast sie klocic kto cos zrobi poprosic o pomoc, "bo sama jestem
        bardzo zmeczona", a po otrzymaniu tejze pomocy okazac wdziecznosc i
        podziw...Efekt- jest zrobione co trzeba, a facet jest zadowolony z siebie... a
        jego zadowolenie jak bumerang wraca i procentuje dla nas i rodziny...
        • vanillafields Re: Jestem zła macocha 14.04.08, 20:49
          Zgadzam sie ze nie ma co wyreczac facetow w pracach porzadkowych. Owszem, u mnie
          jest tak ze ja glownie odkladam wszystko na miejsce 'bo mnie razi' i odkurzam,
          ale moj facet nie ma oporow wrzucic prania sam z siebie, wanne wyszoruje, nawet
          chetnie cos ugotuje. Trzeba sie dzielic obowiazkami po partnersku - ale wlasnie
          najlepiej zamiast sie czepiac - powiedziec 'jestem zmeczona, jak mi pomozesz to
          szybciej sie np. posprzata i wiecej czasu na przyjemnosci'. Nigdy nie podobal mi
          sie obrazek zarywajacej sie kobiety, i odpoczywajacego 'po ciezkim dniu pracy'
          mezczyzny...
        • nsc23 Re: Jestem zła macocha 15.04.08, 00:06
          Tylko, ze nie o to w tej wypowiedzi chodzilo.
          Jezeli facet zmienia kompletnie plany i uwaza, ze ja sie do niego
          dostosuje, to jest swinia. I ja mu nie bede wymyslac wymowek, ze
          jestem zmeczona, mam zachwiania hormonow czy Bog wie co jeszcze. Bo
          nastepnym razem zrobi tak samo liczac na to, ze tej burzy hormonow
          nie bedzie. Jezeli facet mi sprowadza dziecko na obiad (albo
          kogokolwiek innego, naprawde nie ma to znaczenia) bez zapowiedzi i
          wbrew wczesniejszym planom, to niech swiadomie ponosi tego
          konsekwencje - niech sam ugotuje, pozmywa i posprzata. Nie dlatego,
          ze ja mam hormony, wapory czy inna wedrujaca macice, tylko dlatego,
          ze najzwyczajniej w swiecie mialam inny plan na dany dzien i dla
          jego widzimisie nie bede go zmieniac.
          Troche mi sie to skojarzylo z odwiecznym 'bolem glowy' u kobiet -
          zamiast jasno powiedziec 'nie mam ochoty dzis na seks' kobiety sie
          zaslaniaja bolami glowy - i potem sie konczy nieporozumieniami,
          frustracja i konfliktem.
          A takie gadanie facetowi jaki to on meski i madry, bo tak slicznie
          posprzatal czy odgarnal snieg sprzed domu byloby upokorzeniem i dla
          mnie i dla niego. No nie przejdzie mi przez gardlo i juz.
          • chalsia Re: Jestem zła macocha 15.04.08, 00:36
            > Tylko, ze nie o to w tej wypowiedzi chodzilo.

            No właśnie. Dzięki za wytłumaczenie.

            > A takie gadanie facetowi jaki to on meski i madry, bo tak slicznie
            > posprzatal czy odgarnal snieg sprzed domu byloby upokorzeniem i dla
            > mnie i dla niego. No nie przejdzie mi przez gardlo i juz.

            Dokładnie. Za to z przyjemnością mogę za tego typu działania podziękować.
            • nsc23 Re: Jestem zła macocha 15.04.08, 01:41
              Ja tam wole sama sprzatac i snieg odgarniac, a on niech gotuje.
              Wychodzi na to, ze to ja jestem meska i silna, a W miewa burze
              hormonow i wtedy nastepuje swieto i ja gotuje tongue_out
              --
              Glupia sygnaturka...
              • adela38 Re: Jestem zła macocha 15.04.08, 07:41
                No tak... ja zwyczajnie lubie gotowac.Ale tez nie zawsze.To o czym napisalam
                jest zwyczajnie skuteczne.I nie jest wcale trudne.Zachecam by sprobowac...
                Chwalenie, podziw w oczach kochanej kobiety daje facetowi poczucie spelnienia i
                szczescia.Motywuje go do wiekszego wysilku i redukuje jego poziom
                stresu.Sprawia, ze jest zdrowszy.Dla kobiety tak naprawde to nic nie kosztuje.To
                kwestia nastawienia.
                Co do odgarniania sniegu... fajnie to zrobic czasem... ale jak trzeba codzien
                rano przed pojsciem do pracy... to juz nie tak fajne...
                Poza tym ten sam facet inaczej podchodzi do kobiety, ktora uwaza za delikana
                dame, a inaczej do"silnej" zosi-samosi...I nie wynika to z jego zlej woli...On
                po prostu dziala racjonalnie...
                • cleopa Re: Jestem zła macocha 15.04.08, 07:59
                  Ja tam nie mam zamiaru chwalic za pooc w domu ma mi pomagac i juz
                  >łaski nie robi.Zreszta ja mam szczęscie bo moj uwielbia sprzątac i
                  prasowac -odpręża sie wtedy ...wiec sie nie wymadrzam smile

                  Mnie zastanawia jeden fakt. Gdzie Twoj mąż nocował ??? Dlaczego
                  pozwalasz na wyjscie z domu na cała noc???!! Gdyby moj tak zrobil
                  mialby jazdę na tysiac fajerek!! Zreszta moj nie mial by odwago
                  tego zrobic !! Mam wrażenie ze on Ci wchodzi na glowe a Ty jestes z
                  tych bardziej cichych..i mam wrazenie ze facet twoj kiedyś tam
                  zostanie zonowu sam..
                • nsc23 Re: Jestem zła macocha 15.04.08, 10:03
                  A Ciebie Twoj facet chwali za pranie, prasowanie i gotowanie? Ja
                  moge podziekowac, ale nie widze powodu, dla ktorego mam mojemu W
                  mowic, ze jest meski, madry i silny po wykonaniu jego obowiazkow
                  domowych. Nie musze sie uciekac do sztuczek 'hormony mi strzelily,
                  prosze kochanie, posprzataj talerzyk po sobie'.

                  Co do podejscia mezczyzn do kobiet - coz, wole byc traktowana jak
                  niezalezna kobieta,ktora sobie w zyciu swietnie radzi z mezczyzna
                  czy bez, dlatego moze wybierac z kim chce byc, a nie jest zmuszona
                  polegac na ciaglej obecnosci meskiego i silnego misia zeby przezyc.
                  Dlatego wybieram Zosie-samosie i jakos do tej pory mojego zycia
                  nigdy nie musialam nikomu wmawiac, ze jest meski, zeby mi zarowke
                  wymienil.

                  Dla mnie takie mowienie do misia pachnie niewiemktorym wiekiem, w
                  ktorym wszystkie kobiety jak jeden maz mdlaly na sam dzwiek
                  slowa 'krew' tudziez innych okropnosci, a mezczyzni sluzyli do
                  cucenia i podziwiania, bo kobieta to byl bezwolny organizm, ktory
                  bez faceta tudziez sluzacej nie mial szans na przezycie.
                • chalsia Re: Jestem zła macocha 15.04.08, 10:21
                  > Chwalenie, podziw w oczach kochanej kobiety daje facetowi poczucie spelnienia i
                  > szczescia.Motywuje go do wiekszego wysilku i redukuje jego poziom
                  > stresu.Sprawia, ze jest zdrowszy.

                  Tak jest, wiem to.

                  >Dla kobiety tak naprawde to nic nie kosztuje.T
                  > o
                  > kwestia nastawienia.

                  a to juz niekoniecznie. Ja po prostu nie podziwiam działań na poziomie
                  standardowym. Wyrzucenie śmieci czy zmycie talerzy to zwykła domowa sprawa i
                  już. Za to podziwiać nie będę. Ale jak facet odsnieży z samego rana przy okazji
                  z tego śniegu robiąc bałwana i zamek, albo jak poda śniadanie do łóżka z
                  kwiatkiem w zębach - to będę podziwiać jak cholera - bo to ponadstandardowe jest.
                  • cleopa Re: Jestem zła macocha 15.04.08, 13:16
                    jeszcze jedno mi sie nasunelo...
                    to ze facet sie obraza i nie nocuje to juz przegiecie...ale..jak
                    np robilas w kuchni kurczaka,przyszedl mlody z kolegami a twoj mąż
                    musial z nimi wlazic do tej kuchni i Ci przeszkadzac??? przeciez to
                    najzwyklej glupie..widzial ze pracujesz nad kurczakiem to po ch**8
                    sie tam pchal z cała watachą?? A Ty zamiast odrazu kazac im sie
                    rozgościc w pokoju uciekasz do kacika zeby panom nie
                    przeszkadzac...Cos mi sie wy=daje ze ciagle stoisz w tym kaciku
                    ktory wyznaczyl Ci mąż..a on najzwyklej Cie nie szanuje ..
                    I wcale nie musisz kochac jego dziecka ..to mit..wystarczy ze
                    tolerujesz ,jesteś mila i goscinna smile to juz i tak wiele ..
                    • ilona1004 Re: Jestem zła macocha 15.04.08, 13:52
                      Dzięki dziewczyny smile wiele mądrych słów ....a mi chce się
                      beczeć ,już się chyba zapętliłam ?
                      Na noc wiem gdzie był,polazł do moich znajomych (też rodzina
                      rekonstruowana) żeby tam się na mnie wyżalić i poskarżyć.
                      Siedział im na głowie do rana.....
                      Dziś była koleżanka i mówiła .
                      Jeśli mowa znów o tym kurczaku....no właśnie ja nie miałam odwagi
                      pognać ich z kuchni.Bo zaraz byłoby to odebrane jako moje
                      najeżdżanie na jego syna.
                      Sama niewiem jak już mam postępować.
                      Wczoraj znów była kłótnia.
                      Teraz kłócimy się już o wszystko.Minn.był poruszany temat dziecka.ja
                      chcę mieć jeszcze jedno ,by moja córka kiedyś tam w życiu sama nie
                      była.A on na to że o dziecku pomyślimy jak jego syn się
                      usamodzielni,bo teraz on musi się jemu poświęcić.....
                      No i jak ja mam życzliwie podejść do pasierba?
                      ....to taki przykład....
                      Dodam że M ma 40-tkę a jego syn usamodzielni sie za ile? za 10 lat-
                      może? więc M ma zamiar zostać ojcem ponownie po 50-tce?
                      A tam .....
                      • 13monique_n Re: Jestem zła macocha 15.04.08, 14:00
                        Ilona, stop, stop. To nie ten chłopak stanowi problem. To mąż.
                        Przykro mi bardzo, ale gdyby nie to, że eks i ja mamy 2 dzieci, to
                        normalnie bym przypuszczała, że Ty jesteś z moim eksem wink
                        Nie rycz, dziewczyno. Skup się na tym, żeby sie jakoś uspokoić. Nie
                        wiem, co Ci radzić, oprócz powtórzenia, że warto by było jednak
                        jakąś fajną, mądrą terapeutkę znaleźć. Może rzuć okiem na stronę
                        www.charaktery.eu - tam jest sporo mądrych sugestii. Nóż widelec,
                        któraś Ci pomoże. Jeśli nie chcesz psychologa...
                        • konstancja16 Re: Jestem zła macocha 15.04.08, 17:05
                          raaany, co za czasy, ze do wszystkiego potrzebujemy specjalisty....
                          psychologa, stylisty, dekoratora wnetrz, adwokata, doradcy
                          finansowego, ksiegowego, pani do sprzatania, ogrodnika i psiego
                          fryzjera. ja ogolnie jestem przeciwna, bo uwazam, ze lepszy
                          prawdziwy przyjaciel niz psycholog. ale jestem w stanie przyznac,
                          ze w pewnych przypadkach psycholog moze byc rozwiazaniem
                          (szczegolnie jesli chodzi o dziecko albo mediacje rodzinna)

                          natomiast, jesli chodzi o jedna, zdrowo myslaca osobe to pierwszym
                          krokiem powinna byc (moim zdaniem) refleksja wlasna.

                          - czy jestem szczesliwa albo przynajmniej dosc zadowolona z zycia
                          - co mi sie podoba w moim zwiazku
                          - co mi sie nie podoba
                          - co mnie wq.... denerwuje nie do wytrzymania
                          - za czym tesknie, czego mi brak
                          - czy to kiedykolwiek mialam z tym facetem (radoche, poczucie
                          bezpieczenstwa, szczescie, w zaleznosci od tego co dla nas
                          najwazniejsze) czy zawsze bylo w sferze marzen

                          odpowiedziec sobie szczerze na rozne pytania i sprobowac popatrzec z
                          boku jakby to bylo zycie kolezanki. czy lepiej trwac czy
                          przeprowadzic zyciowa rewolucje. moze rewolucja nie musi oznaczac
                          rozstania, moze sie jeszcze da cos z tym zrobic? w kazdym razie jak
                          czlowiek obiektywnie, z dystansu popatrzy na swoje zycie to nie
                          powinien sie godzic na bylejakosc. przeciez zycie moze byc
                          zajebiscie fajne, to dlaczego godzic sie na takie srednie. albo nie
                          daj boze kiepskie. gdzies sa w nas te male dziewczynki, ktore
                          marzyly na kwiecistej lace o ksieciu z bajki, cichym spokojnym domu
                          nad brzegiem wody i usmiechu na twarzach dzieci. no, ja nie
                          twierdze ze swiat jest pelen ksiazat na bialych koniach w zasiegu
                          naszej reki, ale to zeby sie razem z kims czesto smiac i przytulac,
                          i zeby sie lubic, szanowac, pomagac nawzajem itede to chyba nie jest
                          takie niemozliwe? czy ja jakas glupia i naiwna gaska jestem?

                          w kazdym razie przez szacunek do tej malej dziewczynki, ktora
                          chciala miec szczesliwe i wesole zycie nie chcialabym sie godzic na
                          bylejakosc. ani w pracy ani w rodzinie. jestem jak najdalej od
                          tego zeby radzic komukolwiek odejscie od partnera, szczegolnie kiedy
                          jest dziecko. ale mnie samej dwa lata samotnosci dobrze zrobily.
                          teraz bede walczyc o aktualny zwiazek, ale nie za wszelka cene.
                          dokad bedzie w nim szczescie i radosc, to mimo klopotow, wahan i
                          zlosci bede sie starac. ale jakbym miala byc smutna, zgnebiona i
                          niezadowolona z zycia permanentnie.... uuuuch, mam nadzieje nigdy do
                          tego nie dopuscic. glupia i naiwna jestem? moze, ale mysle ze
                          jednym ze sposobow jest szybkie komunikowanie swoich potrzeb i
                          emocji. nawet zlosci. nie trzeba od razu krzyczec, ale partner
                          powinien wiedziec na biezaco czego nie lubimy co nas rani co nam
                          przeszkadza. i szanowac to, a nie robic na zlosc. nie nalezy przy
                          tym przesadzac i robic afery z 15 minutowego spoznienia. ale
                          odkladanie rozmow o glupstwach chyba nie jest dobre, bo to sie potem
                          kumuluje, a trudno wyjasniac, ze dzisiaj jestem w zlym humorze bo w
                          lutym wprowadziles ten tabun chlopakow jak ja robilam kurczaka.
                          Ilona, czemu nie powiedzialas od razu, tylko zacisnelas zeby?
                          przeciez nie wszystko musi byc od razu atakiem, pretensja. moze to
                          byc komunikat: wolalabym zebyscie zostali w pokoju, bo tu mam kurze
                          flaki rozgrzebane. za godzine bedziecie miec wolna kuchnie. i
                          tyle. pod warunkiem, ze partner umie sluchac, a nie zawsze stawia
                          na swoim.

                          ufff. rozpedzilam sie i chyba zaplatalam troche. ale wydawalo mi
                          sie przez chwile, ze juz prawie wiem gdzie jest recepta na szczescie
                          i nagle sie zorientowalam, ze ten nieszczesny ksiaze to nie zawsze
                          sie chce dostosowac do przepisu i wtedy to juz nie wiem co. nie
                          mowiac juz o tym, ze na poczatku jak jest Wielka Milosc Nieskonczona
                          to wszystko inaczej wyglada.... wink)
                          • konstancja16 przepraszam za rozwleklosc 15.04.08, 17:10
                            sama nie wiem dlaczego mi te posty takie tasiemcowe wychodza....
                            przeciez to sie nie da czytac ;-((

                            w skrocie to chcialam powiedziec, ze czlowiek (a nawet kobieta)
                            powinien miec fajne zycie, wesole i szczesliwe. i do tego ma prawo
                            dazyc, moze niekoniecznie po trupach, ale konsekwentnie i
                            uporczywie.
                            • ilona1004 Re: przepraszam za rozwleklosc 15.04.08, 17:44
                              Konstancjo dało się przeczytaćsmile nawet zrozumiałam(mam nadzieję) co
                              chciałas przekazać ,.I masz rację ,dlatego że tak marzymy o takich
                              księciach i cichym ,spokojnym domku no i że będziemy te
                              jedyne,najważniejsze na świecie,najbardziej ukochane,adorowane itd
                              itp. -to gdy potem przychodzą "trudne pasierby",niezdecydowany,upary
                              chłop,(który nas nie rozumie) ,wydatki (twoje-moje) i cały ten
                              inwentarz to nie każda potrafi się w tym odnaleźć.-a przynajmniej mi
                              ciężko.
                              Ogólnie -na codzień idzie z nim wytrzymać,czasem bywa miłysmile ale
                              nie możemy dojść do porozumienia właśnie z jego synem.Konkretnie o
                              jego syna.
                              Doszło do tego że ja nie wierzę jak ktoś mówi że dobrze mu się żyje
                              w takim układzie,macocha,ojczym ,pasierby.
                              Ja to widze jako.......pasmo nieszczęść.
                              Z początku było różnie-ale teraz to ja już go poprostu nie lubię i
                              źle znoszę ,z czym się ukrywałam ale jak zaczął przychodzić
                              codziennie (lub kilka razy dziennie) to ja tak źle reagowałam że już
                              później nie dało sie ukrywać.
                              M to zauważył i domyślał się o co chodzi ,były sprzeczki o to-o
                              tamto a tak naprawdę w podtekście był on.
                              Nie przyznawałam się ale wczoraj mu w końcu powiedziałam że jak dla
                              mnie to za dużo mi jego syna ......źle mi z tym ogólnie ale ja
                              naprawdę nie potrafię przejść nad tym do codzienności.
                              Przeszkadza mi jego zachowanie,jest ordynarnyny,wchodząc nawet sie
                              ze mną nie przywita ani nie żegna....
                              Jak mamy coś nowego w mieszkaniu to gdy wchodzi młody M odrazu go
                              uprzedza-to i to-kupiła XXXX czyli ja.!
                              Dla mnie o czym to świadczy? że on -kontroluje nasze wydatki(syn)
                              żeby ojciec zadużo kasy na nas nie wydał.
                              Sama niewiem naprawdę jak ja w tym wszystkim powinnam się
                              odnaleźć,jak zachować ,na co reagować,czy na wszystko czy
                              absol;utnie olać i nie mówić nic?
                              • konstancja16 Re: przepraszam za rozwleklosc 15.04.08, 18:20
                                ja widze tylko dwa rozsadne uklady macochowe:

                                - albo jestem macocha bezkontaktowa i wtedy moze byc mi obojetne
                                jaki jest pasierb i jak sie zachowuje (chociaz gdyby moj NM nie
                                umial opanowac swojego rozwydrzonego potomka to daloby mi to
                                spooooro do myslenia)
                                - albo jestem macocha kontaktowa i wtedy mam prawo twardo wymagac
                                takiego zachowania jakie uznaje za wlasciwe i jakiego wymagam od
                                swoich dzieci (if any). i facet wspiera mnie i tlumaczy swojemu
                                skarbkowi, ze w naszym domu obowiazuja reguly ustanawiane przez tate
                                i jego partnerke.

                                mysle ze drugi uklad jest trudniejszy, ale w dluzszej perspektywie
                                zdrowszy. z logiczna konsekwencja ze pasierb staje sie pelnoprawnym
                                czlonkiem nowej rodziny czy nam sie to podoba czy nie. byc macocha
                                kontaktowa i nie zwracac uwagi na zle zachowania gowniarza to prosta
                                droga do paranoi. dziecku sasiadow nie pozwolilabym na ekscesy w
                                moim domu. tylko tu jest glownie rola dla ojca: wbic do glowy
                                potomkowi, ze macocha jest autorytetem na rowni z nim, a nie kims
                                kogo mozna olewac.

                                nie wiem ile Mlody mial lat jak sie zwiazalas z jego ojcem, jesli
                                byl juz duzy to oczywiscie jest trudniej. ale rodzice chyba go
                                wychowywali jakos? czy tylko hodowali? ja rozumiem, ze dzieci
                                rozwiedzionych rodzicow moga byc trudne, ale to nie usprawiedliwa
                                niekulturalnych zachowan. jak to mozliwe ze Twoj maz wyhodowal
                                niegrzeczne stworzenie? olal swoj udzial w wychowaniu w pewnym
                                momencie? czy uwaza, ze syn jest super fajny a Ty sie tylko czepiasz
                                bo go nie lubisz? a moze on nie jest obiektywnie az taki zly tylko
                                juz alergicznie na niego reagujesz z jakiegos powodu?
                                • ilona1004 Re: przepraszam za rozwleklosc 15.04.08, 18:32
                                  Ja na początku miałam z młodym dobry kontakt ale gdy on zaczął się
                                  stawiać (niewiem ,dojrzewanie?) ja miałam inne spojrzenie na metody
                                  wychowawcze niż mój M.Ja jestem z tych"wymagających" ,moje 4 letnie
                                  dziecko mówi,dziękuję,przepraszam ,dzień dobry itp.
                                  Ja jej tego nie uczyłam na siłę,ona to przyjęła jako naturalne bo
                                  tak jest wychowywana.
                                  Podczas gdy M za kolejne awantury syna ,głaskał go i dokładał kaski
                                  (bo jest pokrzywdzony) ,gdy młody nie zdał tato kupił mu skuter!!!!!
                                  No mi to się w głowie nie mieści,???Bo syn nie zdał nie dlatego że
                                  szkołę olał tylko dlatego że jest biedny i pokrzywdzony.Szkoda mówić.
                                  Jak ja się wtrąciłam że M postępuje absurdalnie i robi dzieciakowi
                                  krzywdę tym tylko,usłyszałam że ja tak mówię bo mi szkoda tych
                                  pieniędzy wydanych na ten nieszczęsny skuter.....
                                  • 13monique_n Re: przepraszam za rozwleklosc 16.04.08, 08:33
                                    Młody byłby jednym słowem "hodowany" nawet gdyby tatuś z mamusią w
                                    zgodnym stadle do końca życia pozostali. I problemem są metody
                                    wychowawcze, a raczej ich totalny brak.
                                    Konstancja tutaj mądrze (i naprawdę zwięźle) wyprowadziła pytania i
                                    możliwe kierunki odpowiedzi, które warto sobie zadać. A
                                    odpowiedziawszy - coś z tym zrobić. Szkoda życia na bylejakość.
                                    Młodego trudno lubieć, bo jego ojciec wychowuje go na aspołeczną
                                    jednostkę. Ale nie musisz go lubieć, by porozmawiać z mężem i
                                    okreslić, czego oczekujesz w, było nie było, także Twoim domu.
                                    Konstacja słusznie prawi, że nie musi to być tonem pełnym pretensji,
                                    krzyków i spazmów. Po prostu - konkretna rozmowa. Bo nie będzie Ci
                                    łatwo.
Pełna wersja