Książeczka mieszkaniowa

10.09.03, 13:16
Ja z problemem nietypowym. Mój mąż jeszcze przed zawarciem małżeństwa z ex
dostał od babci książeczkę mieszkaniową z jakimś tak wkładem. Książeczka jest
tylko na niego. Wkład ten został potem uzupełniony już w trakcie trwania
małżeństwa. Ex sie upiera, że ma prawo do książeczki i że mąż nie może sobie
kupić mieszkania na tę książeczkę, bo ona też do niej należy. Czy ma rację?
Co powinniśmy zrobić, żeby móc kupić mieszkanie i wykorzystać książeczkę?
    • jayin Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 14:07
      hm... wydaje mi się że jest tak:
      książeczka jest własnością twojego męża (jako "dobytek" sprzed czasów
      małżeństwa - otrzymany w podarunku od babci)
      ale problem moze byc z wkladem uzupelnionym - tym, co mąz wplacal w czasie
      trwania malzenstwa. jesli nie ma jak udowodnic, ze wklad pochodzil z jakichs
      spadkow, darowizn na jego rzecz (bo zdaje sie, ze tylko to jest odrebna
      wlasnoscia malzonka w malzenstwie, jesli nie ma intercyzy) - to albo splacicie
      Ex (brr....) polowe tego, co zostalo wlozone jako uzupelnienie na ksiazeczke,
      albo.. no?... Rada Prawna co na to?smile

      pozdr.

      Joanna
    • badia Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 15:06
      naturella napisała:

      > Ja z problemem nietypowym. Mój mąż jeszcze przed zawarciem małżeństwa z ex
      > dostał od babci książeczkę mieszkaniową z jakimś tak wkładem. Książeczka jest
      > tylko na niego.
      Książeczka jest wyłącznie męża i tylko on ma prawo do odebrania wypłaty z
      książeczki w razie zakupienia mieszkania na rynku. Moim zdaniem powinniście
      zrobić oszacowanie wkładu, tzn. wyliczyć ile faktycznie z tej książeczki
      dostaniecie i o co toczy sie gra, bo z książeczkami, to w każdym roku jest
      inaczej. Potem się zastanówcie, jak to można wykorzystać, tzn co trzeba kupić,
      za ile i czy to realne.
      A potem radziłabym po prostu wykorzystać, była i tak nie może tego w żaden
      sposób zablokować, bo nigdzie oficjalnie nie istnieje.
      Jeśli będzie chciała połowę wkładu wniesionego podczas trwania związku
      małżeńskiego, a ma do tego prawo, będzie musiała pójść z tym do sądu (bariera
      kosztów sądowych).
      Ale trzeba się liczyć, że jeśli wygra, a wygra, to wy te koszty poniesiecie...
      + połowa wkładu, więc trzeba by to moim zdaniem mądrze rozegrać, tzn. ocenić
      możliwość sądowania się i jeśli sprawa bedzie się zaogniać to oddać jej połowę
      wkładu wniesionego w czasie trwania zwiazku małżeńskiego, wyliczonego według
      przelicznika, który stosuje się dla książeczek. Trzeba by wtedy poprosić, żeby
      oddzielnie policzyli wam pieniądze dziś należne za wkład wnoszony po zawarciu
      małżeństwa i połowę z tego oddać byłej.
      Ale zaczęłabym od zorientowania się jak to wygląda i realizacji wypłaty z tej
      książeczki.
      Tak nie macie nic, a tak będziecie mięli wkład wniesiony przed zawarciem
      związku małżeńskiego + połowę wkładu wniesionego po zawarciu związku
      małżeńskiego, a wszystko to wyliczone według tabel rewaloryzacyjnych. Zawsze to
      łatwiej z tymi pieniędzmi kupować mieszkanie niż bez nich.
      A była niczego zablokować nie może.
      • mamaadama4 Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 15:12
        Badia a jeżeli był juz podzial majątku po rozwodzie, zona została spłacona, to
        jeżeli książeczka nie została uwzględniona to chyba moga spać spokojnie?
        danka
        • mikawi Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 15:18
          szkopuł w tym że - z tego co pamietam posty naturelli - podziału nie bylo
          • naturella Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 15:38
            No nie było podziału, to prawda. Ale ucieszyło mnie to, że była niczego nie
            może blokować. O jej pójście do sądu się nie obawiam, raz, że gra nie warta
            świeczki jak dla niej, a dwa, mamy na nią tyle haków, że najzwyczajniej w
            świecie będzie się bała... Może to nie fair, nie wiem, ale już tyle złego
            narobiła, że nie mam żadnych skrupułów.
            • badia Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 15:41
              Naturella, buziakiwink
              Problemy problemami, ale jak można z państwowej kasy coś wyciągnąć, coć co Wam
              się należy bo mąż na to zapracował, to trzeba.
            • mikawi Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 15:42
              poza tym jej były mąż zostawił jej mieszkanie (które ona teraz systematycznie
              zadłuża)
              • naturella Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 15:49
                Dzięki kochane, ucieszyłyście mniesmile Z tą książeczkę to mój mąż musiał na nią
                pułapkę zastawić. Książeczka była w jej rękach, czyli w starym mieszkaniu. A że
                od jakiegoś czasu się już na nią pali, to prosiła, żeby dać ją do wyceny. Ok,
                mąż się umówił z nią (i powiedział, że się zastanowi), książeczkę oddali do
                wyceny... ona zadowolona, a my osiągnęliśmy cel... bo to mój mąż może tylko ją
                odebrać i odbierze. Tym sposobem książeczka będzie u nas.
                Boże, że tez trzeba takich wybiegów używać, żeby odzyskać swoją własność. Znów
                się zapieniłam, jak pomyślałam o tamtym mieszkaniu i o tym, że mi 100 zł
                zostało na koncie, bo, cholera jasna, przez te babę wstrętną 1300 zł co miesiąc
                spłacamy w banku!!! A guzik. Nic nie dostanie. Niech sobie idzie do sądu, czy
                gdzie chce.
                • mamaadama4 Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 15:57
                  ja bym tam o podział majątku sie postarała. Znam faceta, którego zona - ok. 8
                  lat po rozwodzie wystąpiła do sądu o podział majątku. Sama mieszkała juz od
                  dawna w Australii a głównym powodem sporu była encyklopedia 4-tomowa.
                  Powiedziała, że póki jej nie odda to ona nie popuści. Z tego co wiem, to
                  adwokat kosztowal ja przynajmniej tyle co Brytannica, ale cóż, sama chciała.
                  danka
                • badia Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 16:00
                  Zierajcie dowody wpłaty zadłużonego przez nią mieszkania i w razie jakby jej
                  się jeszcze chciało sądować, od należnej jej kwoty możecie odliczyc to, co już
                  odebrała w formie waszych wpłat do spółdzielni.
                  • badia Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 16:11
                    A pomysł z podziałem majątku nie jest taki głupi, bo póki co ona ma całe
                    mieszkanie, które systematycznie zadłuża, a Wy spłacacie jeszcze jej stare
                    długi, czyli Wasz minus póki co narasta.
                    Przy podziale dostajecie przynajmniej równowartość połowy mieszkania i nie
                    musicie dalej spłacać robionych przez nią długów. Danka ma rację.
                    I nawet jak zapłacicie za adwokata (bo bez niego sie nie obejdzie) to i tak
                    kaska wam zostanie, a tak wyrzucacie do studni, która jest bez dna.
                    A z adwokatem można sie umówić, że dostamnie honorarium, które będzie jakimś
                    procentem wywalczonej kwoty. Trzba wziąć pod uwagę cenę standardowej usługi
                    adwokackiej i dodać procent od każdego wywalczonego dodatkowo tysia.
                    Albo że dostanie z góry określone honorarium (gorzej) ale po uzyskaniu przez
                    was pieniędzy.
                    • naturella Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 17:36
                      Badia, ale jak Ty praktycznie widzisz taki podział majątku? Baba nic nie ma,
                      nie spłaci nas. Tak naprawdę jest tylko mieszkanie i wszystko to, co w nim.
                      Przecież mój mąż nie będzie siłą pralki wynosił, bo przecież dziecko... i tak
                      ze wszytskim. Co z tego, że sąd nakaże sprzedać mieszkanie, skoro ona wykaże,
                      że nie ma się gdzie podziać, a za połowę mieszkania nie kupi nowego - a
                      przecież jest dziecko...
                      Na dzień dzisiejszy widzę to tak, że ona zadłuża mieszkanie, z którego my i tak
                      nic nie będziemy mieli. I i tak nic nie mamy. Nie będziemy uczestniczyć w
                      spłacie długów w administracji za żadną cenę. Spłacamy formalny debet mojego
                      męża - kartę kredytową, która była na niego. Gdy tylko to spłacimy i będziemy
                      na zero, to kupimy sobie mieszkanie i odetniemy sie kompletnie od tego
                      wszystkiego. dzieciak ma zapisane mieszkanie po babci, więc bedzie miał gdzie
                      mieszkać w razie czego... A że ona rozwala mieszkanie, czyli coś, na co
                      zapracował mój mąż... Owszem. Ale nie jesteśmy w stanie od niej wyegzekwować
                      pieniędzy za połowę mieszkania. Mój mąż nic z mieszkania nie wziął, więc ona
                      nie ma o co sie chandryczyć (to tak się pisze?).
                      • badia Re: Książeczka mieszkaniowa 10.09.03, 17:52
                        No chyba niestety masz rację.
Pełna wersja