ilona1004
05.05.08, 13:15
Przedwczoraj mieliśmy taką sytuację ,byliśmy z moim-"konkubentem"

no bo żyjemy w konkubinacie ...więc bylismy u moich rodziców z naszą
córką.
Zadzwoniła do mnie koleżanka czemu nie chcę jej wpuścić skoro ktoś u
mnie w domu jest ,ja mówię że jesteśmy wszyscy u moich rodziców a
ona na to że 2 osoby u mnie po mieszkaniu chodzą...
Co się okazało ?-mój partner bez mojej wiedzy dał klucze swojemu
synowi by ten sobie u nas ...był?
Dodam że ten temat już z nim był ok rok temu poruszany że mi się nie
podoba by ktoś przebywał u mnie w domu podczas mojej
nieobecności,podczas niczyjej nieobecności a tymczasem on ma to
gdzieś i sobie kilka osób po domu myszkuje.
Kiedyś była sytuacja że z kieszeni w mieszkaniu zginęły pieniądze!
do dziś niewiadomo co z nimi się stało-niby niewiadomo bo jego syn
się przyznał a potem -wycofał.
Może afery by z tego nie było -gdyby nie to że mój partner zamiast
jakoś tą sytuację 'odpowiednio ubrać w słowa"stwierdził że tu
wszystko jego i on będzie robił jak mu się podoba .I że klucze może
dać i jego syn może przychodzić z kolegami i robić co mu się podoba.
Zapewne będą różne głosy (wiem nawet od kogo...) ale mi jak już
powiedziałam ,nie podoba sie by kto chce i kiedy chce wszedł i robił
na co ma ochotę.
Miarka się przebrała gdy sie okazało że malutkiej rzeczy zostały
wyżarte i musiałam dziecku(na dodatek chora) odmówić serka czy picia
bo po wizycie syna i kolegów te rzeczy poznikały(między innymi).Noc
ok 23 raczej nie będe biegała po sklepach.
Można by bylo jakoś to hhmm załagodzic ale po tych słowach że będzie
robił co mu sie podoba ja stwierdziłam że w takim razie ja z małą
się wynosimy z domu "otwartego"bo ja potrzebuje poczucia swobody i
intymności.
A on na to że skoro się nie godze to mogę iść ,on "da alimenty" i
więcej nic go nie obchodzi,czy mamy gdzie iść ,czy mała będzie miała
co potrzebuje czy nie?
Ogólnie w tym sensie.
Niewiem być może powiedział tak w złości i by mi dokuczyć ale jak
dla mnie to za dużo.On ma 2 dzieci ,jego syn musi mieć absolutnie
czego zapragnie a jego córka dostanie alimenty i tak powiedział-"i
mnie nic nie obchodzi".
Jak ja powinnam zachować sie w takiej sytuacji?
Nie wieszajcie już na mnie psów bo juz co swoje usłyszałam-
przeczytałam ,prosze o obiektywną odpowiedź.