Powiedzcie -co myślicie.....?

05.05.08, 13:15
Przedwczoraj mieliśmy taką sytuację ,byliśmy z moim-"konkubentem" smile
no bo żyjemy w konkubinacie ...więc bylismy u moich rodziców z naszą
córką.
Zadzwoniła do mnie koleżanka czemu nie chcę jej wpuścić skoro ktoś u
mnie w domu jest ,ja mówię że jesteśmy wszyscy u moich rodziców a
ona na to że 2 osoby u mnie po mieszkaniu chodzą...
Co się okazało ?-mój partner bez mojej wiedzy dał klucze swojemu
synowi by ten sobie u nas ...był?
Dodam że ten temat już z nim był ok rok temu poruszany że mi się nie
podoba by ktoś przebywał u mnie w domu podczas mojej
nieobecności,podczas niczyjej nieobecności a tymczasem on ma to
gdzieś i sobie kilka osób po domu myszkuje.
Kiedyś była sytuacja że z kieszeni w mieszkaniu zginęły pieniądze!
do dziś niewiadomo co z nimi się stało-niby niewiadomo bo jego syn
się przyznał a potem -wycofał.
Może afery by z tego nie było -gdyby nie to że mój partner zamiast
jakoś tą sytuację 'odpowiednio ubrać w słowa"stwierdził że tu
wszystko jego i on będzie robił jak mu się podoba .I że klucze może
dać i jego syn może przychodzić z kolegami i robić co mu się podoba.
Zapewne będą różne głosy (wiem nawet od kogo...) ale mi jak już
powiedziałam ,nie podoba sie by kto chce i kiedy chce wszedł i robił
na co ma ochotę.
Miarka się przebrała gdy sie okazało że malutkiej rzeczy zostały
wyżarte i musiałam dziecku(na dodatek chora) odmówić serka czy picia
bo po wizycie syna i kolegów te rzeczy poznikały(między innymi).Noc
ok 23 raczej nie będe biegała po sklepach.
Można by bylo jakoś to hhmm załagodzic ale po tych słowach że będzie
robił co mu sie podoba ja stwierdziłam że w takim razie ja z małą
się wynosimy z domu "otwartego"bo ja potrzebuje poczucia swobody i
intymności.
A on na to że skoro się nie godze to mogę iść ,on "da alimenty" i
więcej nic go nie obchodzi,czy mamy gdzie iść ,czy mała będzie miała
co potrzebuje czy nie?
Ogólnie w tym sensie.
Niewiem być może powiedział tak w złości i by mi dokuczyć ale jak
dla mnie to za dużo.On ma 2 dzieci ,jego syn musi mieć absolutnie
czego zapragnie a jego córka dostanie alimenty i tak powiedział-"i
mnie nic nie obchodzi".
Jak ja powinnam zachować sie w takiej sytuacji?
Nie wieszajcie już na mnie psów bo juz co swoje usłyszałam-
przeczytałam ,prosze o obiektywną odpowiedź.
    • chalsia Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 14:47
      no cóż, bardzo kiepskiego sobie faceta na partnera i ojca swojego dziecka wybrałaś.
      Do wyboru masz ino dwie drogi - pogodzić się z tym co jest (bo nie wygląda, by
      on miał ochotę choć o jotę zmienić swoje zachowanie) albo się z nim rozstać.
      • ilona1004 Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 14:52
        chyba juz o tym wiem Chalsiu ...
        chyba tylko potwierdzenia szukam....
        • 13monique_n Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 15:01
          Ilona, ja mogę się tylko podpisać pod Chalsią. Niezależnie od mojej
          wcześniejszej rezerwy wobec wcześniej opisywanej sytuacji, tutaj
          jednoznacznie potwierdzam - dom, mieszkanie, jest dla wszystkich
          domowników. Jeśli Twój partner (swoją drogą to "ciekawy" człowiek)
          chce, by jego syn był także domownikiem, to moim zdaniem powinien
          uwzględnić go w podziale obowiązków. Bycie domownikiem to nie bycie
          gościem, któremu się pod nos podtyka (zresztą, gość jak ryba, po 3
          dniach śmierdzi). A jeśli jego syn ma być gościem, to nie ma prawa
          do kluczy do domu i obecności tam, kiedy nikogo z domowników nie ma.
          I doprawdy to, że pożarł przysmaki malucha to już jest tylko kropka
          nad "i"
      • ajmj Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 06.05.08, 14:58
        Masz problem z ... facetem.
        z tego co piszesz, wyłania sie obraz mężczyzny zakochanego... tylko
        nie w Tobie...
    • kicia031 Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 15:02
      Dlaczego syn nie moze przebywac w mieszkaniu swojego ojca pod jego
      nieobecnosc?
      • zielnaa Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 15:05
        może, pod warunkiem, że wyraża na to zgodę druga osoba w związku.
        • mikawi Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 15:23
          ... a przynajmniej jakieś minimum zasad wymaga, aby tę drugą osobę o
          tym uprzedzić, a nie dziewczyna nie dość, że dowiaduje się o tym
          pośrednio przez znajomych, to jeszcze nie ma szans, żeby się na taką
          wizytę przygotować, skoro kochający tatuś zapomniał synka nauczyć
          dobrych manier. Skoro ma być domownikiem, to niech się poczuje np.
          do zrobienia zakupów, skoro wyżarł pół lodówki, włączając w to
          jedzenie dziecka. NIkt nikomu nie wymawia jedzenia, ale nie trzeba
          być Einsteinem, by przewidzieć, że jak wrócą wieczorem, to będą
          chcieli coś zjeść, zwłaszcza maluch.
        • kicia031 Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 16:57
          zielnaa napisała:

          > może, pod warunkiem, że wyraża na to zgodę druga osoba w związku.


          No coz, tutaj ojciec daje jasny sygnal - jesli nie odpowiada ci
          obecnosc mojego syna w domu, to mi nie odpowiada zwiazek z toba -
          komunikat, pod ktorym ja jako rodzic tez bym sie podpisala.

          To, ze chlopak jest nie najlepiej wychowany i nie umie sie zachowac
          to inna sprawa - ale to nie chlopaka wina. Dziecko powinni
          wychowywac rodzice.

          Nie podba mi sie, ze Ilona przenosi swoja agresje z partnera, ktory
          ma liczne niedostatki, na jego syna. To oczywiscie latwiej, bo mozna
          zyc zludzeniem, ze gdyby tylko nie ten chlopak, to wszystko byloby
          cacy. Otoz - nie byloby, bo problem tkwi w partnerze ilony, a nie w
          jego synu.

          A hjaki z tego wniosek - dla ilony i dla nas wszystkich - zeby w
          przyszlosci trzymac sie jak najdalej od chorych ukladow, a juz
          zwlaszcza nie fundowac sobie w nich dzieci.
          • chalsia Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 17:11
            > No coz, tutaj ojciec daje jasny sygnal - jesli nie odpowiada ci
            > obecnosc mojego syna w domu, to mi nie odpowiada zwiazek z toba -
            > komunikat, pod ktorym ja jako rodzic tez bym sie podpisala.

            no ale to nie tak było - zrozumiałam, że Ilonie oczywiście obecność pasierba i
            pusta lodówka nie przypadły do gustu, jednak rzeczywisty problem był w daniu
            synowi kluczy za jej plecami. A odpowiedź jej faceta de facto była o tym, że to
            JEGO dom i tylko ON tu rządzi. Napomknięcie o synu było tylko przykładem na
            sprawowanie przez niego (faceta) rządów.
            • zielnaa Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 19:01
              jednak rzeczywisty problem był w daniu
              > synowi kluczy za jej plecami. A odpowiedź jej faceta de facto była
              o tym, że to
              > JEGO dom i tylko ON tu rządzi. Napomknięcie o synu było tylko
              przykładem na
              > sprawowanie przez niego (faceta) rządów.

              no więc właśnie mniej więcej tak to widzę. Do głowy by mi nie
              przyszło powiedzieć mojemu mężowi, że to moje mieszkanie, ja tu
              rządzę i mój syn może sobie dowolnie sprowadzać gości kiedy zechce,
              a jemu do tego wara (nie poruszam kwestii kluczy, bo razem
              mieszkamy, ale wiele innych kwestii drażliwych na pewno by się
              znalazło). A jak się nie podoba to fora ze dwora, nie mój problem.
              a.
              ps. post nangi zmienia o tyle moje poglądy na sprawę, że faktycznie
              być może to podpucha...
              • nangaparbat3 Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 19:16
                To nie jest podpucha, tylko wyglada na to, ze Ilona nie rozumie, co to znaczy,
                ze ojciec przejąl opieke nad synem.
                Podobnie jak nie rozumie, dlaczego sąd nie chce jej konkubentowi dac "od ręki
                rozwodu".
                • zielnaa Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 19:39
                  wiem, że życie pisze najciekawsze scenariusze itd itp plepleple, ale
                  ta historia ciągnie jakąś taką Wenezuelą... (weszłam przed chwilą na
                  forum "porozwodowe" i poczytałam trochę). A jeśli to wszystko
                  prawda - tak czy inaczej ludzie dorośli ze sobą rozmawiają. Na
                  przejęcie pełnej opieki nad chłopcem ona też musi się zgodzić.
                  Oczywiście formalnie nie ma to żadnego znaczenia (chociaż zagadnięta
                  w rodeku może nabruździć), ale dla jakości wspólnego życia pod
                  jednym dachem już ma! Organicznie nie trawię postawy takiej, jaką
                  prezentuje konkubent Ilony, od razu strasznie się usztywniam.
                  Oczywiście, jeżeli do porozumienia w tej kwestii nie dojdą pozostaje
                  im rozstanie, ale tu znowu jakiś kosmos - ona z dzieckiem ma się
                  wyprowadzić ze WSPÓLNEGO mieszkania, a on jej (?) będzie płacił
                  alimenty i ma resztę w rzyci. Ratunku! Wolę wierzyć, że to serial...
                  a.
                  • kicia031 Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 21:51
                    a
                    > przejęcie pełnej opieki nad chłopcem ona też musi się zgodzić.
                    > Oczywiście formalnie nie ma to żadnego znaczenia (chociaż zagadnięta
                    > w rodeku może nabruździć), ale dla jakości wspólnego życia pod
                    > jednym dachem już ma! Organicznie nie trawię postawy takiej, jaką
                    > prezentuje konkubent Ilony, od razu strasznie się usztywniam.

                    A ja z kolei sie usztywniam, jak czytam cos takiego. Wiazac sie z osoba majaca
                    dziecko musimy sie liczyc z tym, ze trzeba bedzie tym dzieckiem zajac
                    calodobowo. rozne sa sytuacje zyciowe, a tutaj mamy wlasnie takiego typu
                    nieszczescie: matka chlopca jest niepelnosprawna i z tego wzgledu, choc moze
                    sprawowac opieke prawna, to nie moze faktycznie wykonywac czynnosci
                    opiekunczych. jasne jest siec, ze dzieckiem musi sie zajac drugi rodzic i choc
                    kurtuazja nakazuje zapytanie partnerki, to nie wyobrazam sobie z JEJ STRONY
                    INNEJ ODPOWIEDZI NIZ aLEZ oCZYWISCIE!
                    Niestety, powolujac dziecko na swiat bierzemy na siebie odpowiedzialnosc za jego
                    wychowanie i tej odpowiedzialnosci nie mozemy sie pozbyc bo naszej pani sie to
                    nie podoba. kto tego nie rozumie, nie powinien wiazac sie z osoba dzieciata, bo
                    zazna w zwiazku tylko konfliktow i przykrosci.
                    • zielnaa Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 22:31
                      wracając do meritum...

                      Do mojego mieszkania klucze mają domownicy. Nawet nie moi rodzice.
                      Mój pasierb raczej ich mieć nie będzie, chyba, że
                      stanie_się_domownikiem, czyli mój mąż przejmie nad nim faktycznie
                      pełną opiekę, co również wcześniej ze mną ustali (dla zasady - tak,
                      jestem formalistką smile, ale lubię mieć poczucie, że mam wpływ na to,
                      jak wyglada życie mojej rodziny).
                      Buszowaniu po domu pod nieobecność gospodarzy jest dnem,
                      szestnastolatek powinien już o tym wiedzieć, tak jak i opróżnianie
                      lodówki. A postawa ojca, który nie zamierza na takie zachowanie
                      reagować nie rokuje dobrze dla całej czwórki. Także dla ich
                      wspólnego dziecka.
                      a.
                • 13monique_n Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 06.05.08, 08:55
                  Nango,
                  czego Ilona nie rozumie na temat swego związku z partnerem, to można
                  by długo wyliczać. Biorąc pod uwagę, że facet jest formalnie żonaty,
                  a już od lat mają taki układ. Chłopak - to jest osobna kwestia i nie
                  chodzi tylko o niego, a przede wszystkim o jego ojca.
                  1) Mieszkanie jest wspólne. Razem je kupili i mają prawo do
                  prywatności.
                  2) Chłopiec jest synem jej partnera. OK. Potrzebna jest decyzja. Czy
                  jest/ma być domownikiem? (i to raczej w rozmowie, a nie w postaci
                  wydania przez partnera polecenia) Jesli tak, to domownik ma pewne
                  obowiązki. Jeśli zaś ma nie mieć obowiązków, tzn. ze jest gościem i
                  jako taki nie ma prawa do kluczy do mieszkania - WSPÓLNEGO.
                  3) Jako matka 15-latka mogę z całą pewnością stwierdzić, że od
                  człowieka w tym wieku można trochę wymagać - na przykład nie
                  wyżarcia z lodówki przysmaków dla malucha (chorego domownika).
                  Czy to naprawdę przekracza granice pojmowania?
                  Nie sądzę.
                  Niezależnie od wątpliwej sytuacji, w jakiej Ilona jest ze swoim
                  partnerem. Tu mowa bardziej o zasadach ogólnych.
                  • nangaparbat3 Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 06.05.08, 15:46
                    Mnie sie zdaje, ze awantura opowiedziana przez Ilone jest tylko czubkiem góry
                    lodowej, ze wybuchł konflikt, ktory od dluzszego czasu (pewnie od wypadku -
                    chciałam napisac exi, ale przecież to nie ex) zony partnera Ilony musiał narastac.
                    To oczywiste, że chlopak i jego ojciec zachowali sie nieodpowiednio, nad tym nie
                    ma co dyskutowac.
                    Ale warto by sie zastanowic, co do tego doprowadziło?
                    A co my wiemy?
                    Tyle, ile nam mówi Ilona - a to tylko jedna z co najmniej trzech stron
                    konfliktu, i to bardzo zaangazowana.
                    Dla mnie, kiedy sie glebiej wczytałam w historie, najdziwniejsza jest sprawa
                    odmowy rozwodu 7 lat wcześniej, czego powodem miałaby byc niechec ojca do
                    narazania syna na badania (jak twierdzi Cleopa - zadnych badan rutynowo sie w
                    tej sytuacji nie robi - przejecie opieki przez ojca). Przeciez to zupełnie
                    niewiarygodne - wiec albo ojciec nie chciał rozwodu z jakichs innych przyczyn,
                    albo nie chciał zaopiekowac sie synem.
                    I tu sie problem zaczyna. A teraz mamy ciag dalszy, niesłychanie skomplikowany
                    niepelnosprawnoscia matki chłopca.
                    Mnie sie zdaje, ze jak ktos sie wiaże majac dziecko, oczekuje od partnera, ze w
                    razie gdyby to dziecko potrzebowało opieki, pomocy, partner pomoze w udzielaniu
                    jej. Gdyby miało byc inaczej, nie byłoby zadnego powodu wiązac się - chyba ze
                    sie z tego dziecka raz na zawsze zrezygnuje.
                    Bardzo fajnie - tego nie piszę bezposrednio do Ciebie, raczej ogolnie -
                    opowiedziec cos z wlasnego punktu widzenia, przedstawic okropnego pasierba i
                    okropne zachowanie sie NM, a potem cztac "pamietaj - twój dom jest twoja
                    twierdzą". Mozna i tak. Tylko nic z tego nie wynika.
                    A ja za kotarą widzę porzucone dziecko, a gdzies daleko w tle niepełnosprawna
                    kobietę, która powierza to dziecko jego ojcu - i niewiele z tego wynika. Bo o
                    zadnych planach zamieszkania z pasierbem nie ma ani słowa.
                    Oczywiscie piszę tu tez o swoich fantazjach, ale trudno nie fantazjowac, kiedy
                    tylko jedna osoba dramatu zabiera głos.
            • kicia031 Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 21:44
              A odpowiedź jej faceta de facto była o tym, że to
              > JEGO dom i tylko ON tu rządzi. Napomknięcie o synu było tylko przykładem na
              > sprawowanie przez niego (faceta) rządów.

              No coz, widzac sprawy w ten sposob, rzeczywiscie mozna zareagowac agresywnie (ja
              tez nie dam nikomu soba rzadzic) sek w tym, ze najpewniej sytuacja nakrecila sie
              w ten sposob, ze reakcja ilony wywolala taka a nie inne werbalna reakcje jej meza.

              Ja sobie nie wyobrazam sytuacji, ze kwestie pobytu dziecka jednego z partnerow
              we wspolnym domu trzeba jakos specjalnie uzgadniac - dla mnie jest tak jasne, ze
              nasz dom jest zawsze otwarty dla Malej, ze nie potrafie niestety pojac, ze moze
              byc inaczej. tak samo jak nie potrafie pojac sytuacji, ze moj syn chce zaprosic
              kolegow i musialabym to kazdorazowo uzgadniac z moim partnerem.
              • zielnaa Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 22:40
                > Ja sobie nie wyobrazam sytuacji, ze kwestie pobytu dziecka jednego
                z partnerow
                > we wspolnym domu trzeba jakos specjalnie uzgadniac - dla mnie jest
                tak jasne, z
                > e
                > nasz dom jest zawsze otwarty dla Malej, ze nie potrafie niestety
                pojac, ze moze
                > byc inaczej. tak samo jak nie potrafie pojac sytuacji, ze moj syn
                chce zaprosi
                > c
                > kolegow i musialabym to kazdorazowo uzgadniac z moim partnerem.
                >
                >

                hmmm, Twoja pasierbica ma klucze do Was, tak? I może wpaść z
                przyjaciółmi podczas Waszego urlopu? Pewnie odpowiesz, że jest
                jeszcze za młoda..., ale wierzę, że gdy osiągnie te piętnaście,
                szesnaście lat będzie to dla Ciebie oczywiste?
                U mnie w domu jest przyjęte, że o gościach się informuje/pyta się o
                możliwość zaproszenia wcześniej. Może to specyfika pracy, którą
                często mój mąż wykonuje w domu i do której trzeba nieco spokoju.
                Każda rodzina jest inna, funkcjonuje trochę inaczej, ale to nie
                znaczy "gorzej", kiciu.
                a.
                • zonka77 a synkowi wolno wszystko bo jest nastolatkiem. 06.05.08, 09:18
                  Jak ja lubię ten styl. Jego efekty mogę podziwiać dosyć często i tyle z tego
                  dobrego że wiem jak nie wychowywać swojego dziecka.

                  JA sobie absolutnie nie wyobrażam żeby podczas mojej nieobecności w domu 15
                  letnia córka mojego męża mogłaby przyjść z koleżankami i wyjeść wszystko co jest
                  w lodówce nie zastanawiając się co zjemy my po powrocie.
                  To jest chamstwo i koniec.

                  Również na moją córkę byłabym wściekła za takie zachowanie - u nas panują zasady
                  takie że jedni myślą o drugich i jeśli w lodówce leżą np 4 jogurty to są kupione
                  w takich smakach jak każdy poszczególny domownik lubi i już moja 7 letnia córka
                  wie że jeden jest jej, jeden taty, jeden mój a jeden młodej (o ile jest u nas)
                  Młoda niestety jest nauczona że wszystko należy do niej więc miała takie zapędy
                  że przychodziła i wyjadała np absolutnie wszystkie słodycze nie patrząc czy ktoś
                  jeszcze ma ochotę. Dostała ochrzan i się skończyło. I nie wysłuchiwałam od męża
                  że mam się dostosowac i że to jego dziecko. I co z tego? Może być samolubne i
                  chamskie bo to jego dziecko?
                  Słodycze jemy tylko w wekeend i kupujemy zawsze dla wszystkich - co kto lubi.
                  Ale szanujemy siebie nawzajem i nie wyżeramy sobie bez pytania.

                  Kicia, a ty byś przyszła do domu swoich rodziców pod ich nieobecności wyjadła im
                  wszystko z lodówki? Wiedząc że np wrócą późno i nie będzie gdzie kupić? Nie
                  dając im nawet znać że radośnie się u nich ugościłaś?

                  Ja autorkę wątku rozumiem bardzo dobrze.

                  Wymagałabym od męża zapytania mnie co sądzę o tym żeby jego syn przychodził do
                  MOJEGO również domu kiedy mnie w nim nie ma. Zgodziłabym się na to ale pod
                  warunkiem że syn nauczony by był że nie jest sam i musi myśleć także o innych.
                  Buszowania po moich rzeczach i wyżerania wszystkiego z lodówki bez pytania nie
                  tolerowałabym również u własnego dziecka.

                  Pretensje kierowałabym oczywiście najpierw do ojca ale potem również do syna
                  który już małym dzieciątkiem nie jest i nie można całe życie go usprawiedliwiać
                  wychowaniem.
                • jayin Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 06.05.08, 09:21
                  Kicia, wydaje mi się, że nie chodzi nawet o to, czy jest to dziecko partnera, czy nie - ale o własne poczucie prywatności domowej w połączeniu ze stosunkami, jakie nas wiążą z ewentualnym "używaczem kluczy i domu pod naszą nieobecność".

                  Jeśli chętnie widzisz Małą w waszym domu i masz z nią dobre układy - to łatwo jest ci powiedzieć, że nie przeszkadzałaby ci taka sytuacja, jak u Ilony. Zakładam też, że ufałabyś jej na tyle, że nie zdewastuje ci domu, że nie będzie pluła do tuszu (wyolbrzymiamtongue_out), albo nie spustoszy twojej lodówki, kosztem reszty rodziny smile I OK.

                  A jak tego zaufania brak - to ciężko jest tolerować taką sytuację.
                  Niezależnie od tego, czy to dziecko, sąsiad, czy teściowa.

                  Bywa tak, że klucze do mieszkania spokojnie można zostawić przyjaciołom albo i nawet sąsiadom fajnym i zaprzyjaźnionym, bo wiadomo, że jak wpadną do domu, nawet pomieszkać pod naszą nieobecność, to będą się tak "udomawiać" jak my sami - więc mamy do nich zaufanie i ich obecność nijak nie "zaszkodzi" naszej prywatności - bo jednocześnie - poza tym zaufaniem - ich lubimy, traktujemy jak domowników/bliskie osoby. A w tej samej sytuacji - ciężko nam będzie sobie wyobrazić pozostawienie kluczy np. rodzicom, albo teściom, albo kuzynom - bo nie czujemy się z nimi związani, bo naszą prywatność niechętnie dzielimy z nimi, mamy złe doświadczenia z ich użytkowaniem naszego domu (bałagan, pusta lodówka, uschnięte kwiatkitongue_out), itd... Różne są układy między ludźmi i nie można z góry stwierdzać, że "to jest syn, więc ma prawo do łażenia po naszej sypialni/kuchni". Jeśli syn - to niech będzie domownikiem. Z prawami, kluczami - ale i odpowiedzialnoscią za mieszkanie i używanie - domu i lodówki też.

                  Ilonę rozumiem - w kwestii "dyskomfortu" w tej sytuacji.
                  Ma takie nastawienie i potrzebę prywatności i pogląd na wspólne decyzje, a nie inne. I jeszcze ten facet "pan i władca"... Brrrr...
                  Związek to wspólnota, nie dyktatura.
      • 13monique_n Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 15:25
        kicia031 napisała:

        > Dlaczego syn nie moze przebywac w mieszkaniu swojego ojca pod jego
        > nieobecnosc?
        Dlatego, że z opowieści Ilony wynika, że syn jest tam raczej
        gościem, niż domownikiem. I dlatego, że sądząc po dodatkowych
        szczegółach (wspólny zakup, współwłasność) w takiej sytuacji OBOJE
        maja prawo zadecydować, kogo przyjmują.
        • konstancja16 Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 17:17
          nie ma dobrego rozwiazania w tej sytuacji. wyglada na to, ze nie
          dogadaliscie sobie tego ukladu. Ty tego chlopaka nie lubisz, nie
          akceptujesz i chcesz go wykopac z Twojego zycia, ale jego ojciec....
          jest jego ojcem. jego domem jest tez domem jego syna. nie
          dogadaliscie sie co do tego i teraz to sie odbija.

          nie wiem jaki byl uklad i zasady na wstepie, ale w sytuacji kiedy
          chlopak mieszka niedaleko mozna sie bylo spodziawac, ze bedzie
          bywal, pomieszkiwal itede. w tej sytuacji jedynym dobrym
          rozwiazaniem bylo nauczenie go poszanowania zasad DOMOWNIKA. a
          teraz wykopac go ciezko (zreszta to przeciez tez dom jego ojca,
          prawda?) a Ty sie zle z tym czujesz, nie masz do niego zaufania
          itede..... nie rozmawialiscie o tym na biezaco? przeciez od samego
          poczatku widac, ze obecnosc dziecka z poprzedniego zwiazku to sprawa
          dlugofalowa, nie zalatwia sie tego jednorazowym cieciem...

          nie wiem co teraz mozesz jeszcze zrobic. tez sie boje takiej
          sytuacji w przyszlosci, na razie czterolatek jest OK, ale juz widze
          ze bedzie z nami ZAWSZE. co weekend albo co miesiac ale przez
          nastepnych kilkanascie lat bedzie bywal w naszym domu regularnie. w
          tej sytuacji moge albo uciec od tego zwiazku albo od samego poczatku
          dbac o to, zeby Maly byl przyuczany do zasad, ktore ja akceptuje.
          najmniejszy sygnal ze Tatus go usprawiedliwia z brudzenia, nie
          szanowania rzeczy itede a bedziemy miec powazna rozmowe. na
          szczescie na razie Tatus nie jest bezkrytyczny i wymaga. ostatnio
          mielismy rozmowe na temat tego, ze NM na okrzyk dzieciaka 'chce mi
          sie pic', 'chce kielbase' lecial z uslugami. zwrocilam uwage, ze
          moim zdaniem czterolatek juz zna znaczenie slow 'prosze'
          i 'dziekuje' i nie bedzie nadmiernym obciazeniem dla niego
          wprowadzenie ich w powszechne uzycie. juz nie ten etap. ze ma
          problemy ze sformulowaniem pelnego zdania. NM to przemyslal i
          stwierdzil, ze OK, pod warunkiem, ze my tez bedziemy ich uzywac slow
          grzecznosciowych. moim zdaniem zawsze ich uzywalismy, ale ostatnio
          mamy wyjatkowy wersal przy stole, prosze uprzejmie, dziekuje bardzo,
          czy zechcialbys podac itede. no i Malemu sie udzielilo, juz go nie
          trzeba pouczac 'i co sie mowi' jak ktos go czyms czestuje. teraz
          powalcze o to, zeby nie przerywal rozmowy doroslych, bo nie jest
          pepkiem swiata, powinien czekac na swoja kolej a nie przekrzykiwac
          mnie.

          nie wyobrazam sobie tolerowania w domu zachowan niepozadanych. Maly
          moze byc domownikiem ale pod warunkiem ze bedzie przyzwoicie
          wychowywany. ja wiem, ze nie bedzie latwo, pewnie bedzie rozrabial
          i buntowal sie itede ale dokad ja mam pewnosc, ze NM reaguje
          adekwatnie i jego wizja wychowania jest mniej wiecej podobna do
          mojej to chyba sytuacja jest do przyjecia.

          mysle, ze glowny problem u Was to to, ze syn Twojego NM nie jest
          wychowywany w sposob, ktory Ty uwazasz za wlasciwy. na to sie
          naklada Twoja niechec do niego i wszystko sie nawzajem napedza, juz
          trudno stwierdzic co bylo wczesniej (bo gdzies kiedys pisalas, ze
          jak byl Maly to mialas z nim dobry kontakt). gdzies oboje z NM
          popelniliscie blad: on - rozpuszczajac nastolatka, Ty - odsuwajac
          sie w stylu 'nie moje dziecko - nie moj problem'. i Wy razem nie
          rozmawiajac o tym na spokojnie na biezaco. ja tez tak chcialam
          myslec (nie moje dziecko - nie moj cyrk), ale po przemysleniach i
          blizszej obserwacji rzeczywistosci zdalam sobie sprawe, ze bede
          musiala byc macocha kontaktowa, a zatem musze reagowac i
          uczestniczyc w wychowywaniu szczeniaka. on musi mnie szanowac.
          inaczej - krece sobie sznur na wlasna szyje. juz widze ze NM zawsze
          bedzie aktywnym ojcem, a ja bede musiala byc kontaktowa macocha. NM
          pomaga mi w realizacji i egzekwowaniu zasad - zawsze jak zwracam
          Malemu uwage to zaraz mnie popiera i potwierdza to co mowie. w
          rezultacie Maly po prostu mnie slucha i z reguly jest posluszny. na
          razie przynajmniej, nie ludze sie ze bedzie latwo, pewnie jeszcze
          niejedna walke stoczymy. nie obedzie sie bez ofiar i bez krwi.
          howgh
    • nangaparbat3 Po raz pierwszy w zyciu 05.05.08, 18:54
      ścigam kogos po forach.
      Bo: matka tego chlopca miala wypadek, ma niedowład czterech konczyn i porusza
      się "z pomoca". Zrzekla sie praw na rzecz męża i wyjechala (400 km) do swoich
      rodziców. Wiec ten szesnastolatek, którego matce zycie sie w jednej chwili
      rozwaliło, mieszka sam (to tez wbrew prawu).
      To wszystko opowiedziała Ilona na forum Rozwód i co dalej.
      • kicia031 Nanga 05.05.08, 21:52
        Ale matka jechala z kochankiem, co zupelnie zmienia postac rzeczy wink)
      • ilona1004 nanga ..coś tam 05.05.08, 23:35
        nie chodź za mną i nie przekręcaj faktów.
        nanga wprowadza zamieszanie chyba by cyrk się kręcił wokół niej?

        nangaparbat3 napisała:
        Wiec ten szesnastolatek... mieszka sam

        kobieto (o ile nią jesteś) skąd ty to bierzesz? ???

        • chalsia Re: nanga ..coś tam 06.05.08, 00:14
          Nanga nie musiała za Tobą "chodzic", bo na tym forum juz wczesniej opisywałaś
          sytuację i szukałaś wiedzy, czemu sąd zwleka z orzeczeniem rozwodu Twojego faceta.
        • zielnaa Re: nanga ..coś tam 06.05.08, 09:19
          a z kim mieszka, skoro jego matka od Wielkanocy jest u swojej
          rodziny mieszkającej 400 km od Waszego miejsca zamieszkania?

          a.
          • chalsia Re: nanga ..coś tam 06.05.08, 10:46
            zielnaa napisała:

            > a z kim mieszka, skoro jego matka od Wielkanocy jest u swojej
            > rodziny mieszkającej 400 km od Waszego miejsca zamieszkania?
            >
            > a.

            Ilona w jednym ze swoich wątków na macochach wyjaśniała, że jak matka jego tu
            była to była tez z nimi jego babcia (mama mamy) opiekując sie ich dwojgiem, a
            jak matka wyjeżdżała, to mieszkała z synem druga babcia - matka ojca.
            • nangaparbat3 Re: nanga ..coś tam 06.05.08, 14:49
              Acha, o babci nie czytałam.
            • zielnaa Re: nanga ..coś tam 06.05.08, 15:38
              czyli opiekę nad nim sprawują wymiennie babcie? Ale obydwoje rodzice
              mają pełnię praw? A skoro sprawa rozwodu się wlecze i jest
              nierozstrzygnięta, to czy była osobna sprawa o opiekę czy na razie
              jest tylko deklaracja ojca, że on chce tę opiekę przejąć? Bo jeśli
              nie zostało to określone wyrokiem sądu to ojciec jest zobowiązany
              (czy tego chce czy nie) do opieki nad synem podczas nieobecności czy
              obłożnej choroby żony. To jest punkt, którego nie rozumiem. Bez
              względu na brak klasy w zachowaniu konkubenta Ilony on "jest w
              prawie", jeżeli jej nie odpowiada taki skład domowników to do niej
              należy ruch. Inną kwestią jest udział obojga w mieszkaniu, które
              teraz zajmują i to kto ma się wyprowadzić.
              Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy moje dziecko bedzie mieszkało ze
              swoimi babciami, bo mojemu partnerowi nie odpowiada jego
              charakter/maniery/wychowanie - od tego jesteśmy my, dorośli, żeby je
              kształtować. Identycznie nie wyobrażam sobie sytuacji symetrycznej z
              synem mojego męża w roli głównej.
              a.
              • 13monique_n Re: nanga ..coś tam 06.05.08, 15:46
                Zielna,
                ta sytuacja jest zabagniona totalnie. Po pierwsze pan sprawia
                wrażenie całkowicie niezainteresowanego porządkowaniem formalnym
                swego życia. Mam wrażenie, ze żyje, jak mu jest wygodnie i jak mu
                pasuje. Z opisów Ilony to apodyktyczno-despotyczny typ nastawiony
                głównie na siebie. Kiedyś kopnął matkę tego chłopca w dupę, wdał się
                w związek z Iloną, zrobił drugie dziecko. Wobec pierwszego zaczął
                mieć poczucie winy - bo chyba z tego wynika "hodowanie", a nie
                wychowywanie Młodego (no, sorry, ale tak to wynika z opisów Ilony).
                A że pan jest despotyczny, to robi, co uznaje za słuszne, nie
                omawiając spraw z nową partnerką, tak jak nie omawiał z poprzednią -
                po co? Skoro jemu wszystko pasuje.
                I niezależnie od formalnego ustalenia opieki nad synem (i w
                konsekwencji zamiszkania młodego z Iloną i jej NM), to ona i jej
                facet muszą omówić stan faktyczny, zmieniony chorobą żony (matki
                chłopaka) oraz koniecznością wspólnego zamieszkania - obowiązki i
                prawa poszczególnych domowników.
              • ilona1004 Re: nanga ..coś tam 07.05.08, 16:17
                i wyjście jest tu chyba już tylko jedno?
                od tygodnia śpię z córeczką w małym pokioku,nie odzywamy się ,mijamy
                bez słowa,ja pewnie się nie nadaję na macochę a już na pewno nie na
                macochę takiego chłopaka i konkubinę takiego faceta.
                Chyba w życiu nie zaakceptuję faktu że nasze życie ma być
                podporządkowane pod kaprysy i wymagania g..ówniarza a wszyscy będą
                skakać jak oni obydwaj zarządzą bo inaczej będzie awantura z
                krzykami urządzona przez 16 letniego wyrostka.
                Jak się dowiedział że kupiliśmy nowe meble to w ich mieszkaniu
                tepety ze ścian pozrywał ze słowami że on tez nie będzie mieszkał w
                byle czym,skoro ojciec tam remonty urządza to niech i u niego robi,
                ja w kiblu spłuczki nie mam 2 m-ce!!! bo
                konkubent ,pracuje,dorabia,a po tym wszystkim idzie do synka remonty
                robić no i na nasze mieszkanie czasu i sił juz nie starcza(ani kasy)

                Nie potrafię niestety spoojrzeć na niego jak na biedne dziecko
                • kicia031 ilona 07.05.08, 16:51
                  Ja bym ci bardzo wspolczulam naprawde. Jestes w niezlym bagnie, i
                  trudno cie winic za to, ze nie zachowalas czujnosci, bo czlowiek
                  jest mlody, glupi, zakochany...

                  Ale nie jestem w stanie ci wspolczuc - wiesz dlaczego? Bo nie
                  potrafie zrozumiec twojej niechceci, nienawisci do syna twojego
                  partnera. Dziecko zostalo zaniedbane i zle wychowane przez oboje
                  rodzicow. Niestety, o wszystko to powinnas miec pretensje do jego
                  ojca, a nie do chlopaka. Piszesz, za sama pozwalals chlopakowi
                  fikac, a teraz masz o to pretensje - wybacz, ale doroslosc to
                  umiejetnosc stawiania granic. ja sie nie wtracam w wychowanie mojej
                  pasierbicy, choc chetnie doradze memu chlopu jesli sobie tego zyczy.
                  Ale sa pewne zachowania, ktorych wymagam od domownikow, i inne,
                  ktorych nie toleruje i nie dam nikomu sobie jezdzic po glowia, nawet
                  jesli jest to corka mojego partnera.

                  Twoj pasierb jest najbardziej pokrzywdzony w tym ukladzie, bo
                  dziecko, ktoremu nie stawia sie zdrowych granic to biedne dziecko. A
                  ty dodatkowo oczynilas sobie z niego personifikacje wszystkich
                  twoich kleskk, ktore przeciez w duzej mierze zawdzieczasz sama
                  sobie - bo ty nie stawialas partnerowi granic, nie stawialas tych
                  granic chlopakowi. dzieci domagaja sie roznych rzeczy i nie ma w tym
                  nic zlego, na tym polegsa bycie dzieckiem. A bycie rodzicem polega
                  na tym, ze tym zadaniom stawia sie rozsadne tamy. Podobnie rzecz sie
                  ma z partnerem, czy mezem - jesli jasno nie mowimy, co tolerujemy, a
                  co nie, i nie egzekwujemy tego, jesli tkwimy w choruym ukladzie, to
                  do kogo nalezy miec pretensje?
                • kasia_kasia13 Re: nanga ..coś tam 07.05.08, 20:05
                  Popatrz przede wszystkim krytycznie na swojego chlopa a nie na pasierba, na razie kierujesz swoje zale w zlym kierunku.
                • 13monique_n Re: nanga ..coś tam 07.05.08, 21:59
                  Ilona, Ty już jesteś źle do chłopaka nastawiona. I nie widzisz, że źródłem jego
                  karygodnych (to prawda) zachowań, jest "kochany" tatuś, czyli mężczyzna, którego
                  wybrałaś. Mimo jego jednoznacznie zabagnionej sytuacji. Co więcej, Ty
                  zdecydowałaś się mieć z nim dziecko! To nie jego syn odpowiada za obecną
                  sytuację, ale on sam, Twój ukochany (????). Dobrze by było, gdybyś to dostrzegła.
      • zonka77 Re: Po raz pierwszy w zyciu 06.05.08, 09:28
        nanga ale co ma piernik do wiatraka?
        Fakty są takie: jak rozumiem syn nie mieszka z nimi. Nie jest domownikiem. Mąż
        nie uzgodnił z żoną czy syn może sam przychodzić do ICH WSPÓLNEGO mieszkania. Za
        to syn owszem przychodzi i się w nim rządzi i to chamsko (jak na mój gust)
        Mieszka sam? To powinien zamieszkać z nimi i dostosować się do zasad panujących
        w domu. Przyjąć przywileje i obowiązki wspólnego mieszkania. Oczywiście że jako
        domownik byłby na innych warunkach - ale czy to znaczy że mógłby np
        przyprowadzić kolegów i wyjeść wszystko z tej nieszczęsnej lodówki? Widzisz ja
        uważam że nadal nie. Nawet córka mojego m która jest wychowywana w stylu jakiego
        nie lubię, nie rozumiem i nie akceptuję musi się mamy pytać czy może kogoś
        przyprowadzić. O przyprowadzeniu gości informujemy i uzgadniamy nawzajem nawet
        my z mężem. Bo: może ja akurat w piżamie łażę, może w domu jest bałagan, może
        jest niewiele jedzenia itp.
        I żeby nie było że jestem potworną macochą: nie widzę w takiej sytuacji również
        własnego dziecka. Dostałoby zdrowy ochrzan, zostałoby jej wytłumaczone że nie
        jest sama na świecie i na następny dzień zaiwaniałaby na zakupy dla wszystkich.
        • nangaparbat3 Re: Po raz pierwszy w zyciu 06.05.08, 15:07
          Zonka, to co piszesz mialoby jakis sens w rodzinie, gdzie sprawy sa jakos poukladane.
          Na razie dorosli przerzucaja sie chlopakiem jak paczką - matka juz 7 lat temu chciala oddac go ojcu, ten sie nie zgodzil, zeby nie narazac mlodego na dyskomfort badań psych. Jakos przy pierwszy podejsciu nie zwrocilam na to uwagi, dopiero teraz, plus uwaga Cleopy, ze takie badania wcale nie sa rutynowe.
          Na moj rozum, gdyby kochajacy ojciec byl rzeczywiscie wspierany przez swoja nową kobietę, przejąlby opieke nad dzieckiem i był szczęśliwy. Wiec juz wtedy cos musialo byc grubo nie tak - albo ten pan jest zupelnie pokręcony (pewnie jest).
          Teraz matka nie jest w stanie zajmowac sie nawet sama sobą, zrzekła sie opieki na rzecz ojca, ale jakos nic sie nie dzieje. Własciwie nie wiemy, co sie dzieje - dlaczego babcia wprowadza sie do wnuka (w koncu dla babci to pewien kłopot), a nie syn do ojca i jego nowej rodziny, skoro matka przekazała ojcu opieke.
          Nie masz co porównywac całej tej sytuacji do relacji w Twojej rodzinie, bo to dwa światy zupełnie do siebie niepodobne. W swiecie Ilony exia jest wyautowana (no kurka wodna, nie wiem jak to sensownie zapisac, w tej formie wyglada idiotycznie, ale sie nie podkresla), a Ilona i NM w zaden sposób nie są w stanie dogadac sie ze sobą. Oczywiscie obrywaja dzieci (szesnastoletni chlopiec to naprawdę jeszcze zupełnie niedorosła osoba, a jego mała siostra prawdopodobnie jest swiadkiem awantur i na pewno jej to nie słuzy.)
          Jak tak dalej pójdzie chlopak sie kompletnie wykolei, i Ilona bedzie miała swietny powód, zeby nie chciec go widziec w swoim domu.
          • zonka77 Re: Po raz pierwszy w zyciu 06.05.08, 21:03
            Nanga, tutaj na całej linii zawodzi ojciec chłopaka moim zdaniem. Gdyby mnie
            ktoś tak stawiał sprawę jak on stawia swojej żonie to ja również stanęłabym
            okoniem i już. To oczywiste że powinien się synem zająć. Dla mnie jednak
            oczywiste że powinien również z żoną ustalać pewne sprawy i jej zdanie szanować.
            Do tego powinien syna wychowywać. I to jest zadanie ojca, nie macochy.
            Przypominam w czym leży problem:
            >"Może afery by z tego nie było -gdyby nie to że mój partner zamiast
            >jakoś tą sytuację 'odpowiednio ubrać w słowa"stwierdził że tu
            >wszystko jego i on będzie robił jak mu się podoba .I że klucze może
            >dać i jego syn może przychodzić z kolegami i robić co mu się podoba"

            Gdybym usłyszała takie teksty od mojego męża to moja chęć do ewentualnego
            wspólnego mieszkania stanęła by pod wielkim znakiem zapytania, a tolerancja
            wobec ewentualnej wybryków młodej spadłaby do zera. Bo chociażbym chciała pomóc
            i była gotowa na wiele to nie byłabym gotowa na to żeby nastolatek za
            przyzwoleniem tatusia robił co chciał a ja miałabym to przyjąć bez gadania.
            Sądzę że wytrzymałabym coś takiego jakiś tydzień, góra dwa.
            • kicia031 zonka - gwoli sprostowania 06.05.08, 22:42
              Gdyby mnie
              > ktoś tak stawiał sprawę jak on stawia swojej żonie

              Sek w tym, ze zona tego pana jest matka chlopaka, i wobec jej inwalidztwa,
              pewnie bedzie ta zona jeszcze dlugo...
              • zonka77 Re: zonka - gwoli sprostowania 07.05.08, 11:43
                kicia daj spokój. Może formalnie jest żoną ale na prawdę to nie jest i to z tego
                co ja czytałam to nie dla tego że ją mąż zostawił a w grę wchodził inny facet u
                ex. Jak zwał tak zwał, mąż jej nie zostawił chorej i generalnie to ona pierwsza
                o ile kojarzę znalazła sobie innego jak jeszcze była zdrowa. To owszem brzmi
                dramatycznie że facet ma żonę (formalną) niepełnosprawną ale jak się spojrzy na
                całość to jednak nieco inaczej sprawa wygląda.
                Oczywiście że wobec niepełnosprawności formalnej żony (swoją drogą to ze się nie
                rozwiedli jeszcze to absurd) ojciec powinien się synem zająć na całego. Ja mam
                wrażenie że to taki pan który chętnie opiekę nad synem poleci babciom (a może i
                chciałby partnerce) a jak już jest aktywny to typ wynagradzacza który nie
                potrafi wychować dziecka a jedynie pozwolić mu na wszystko dla własnego świętego
                spokoju i pokazania jakim to jest tatusiem. A tatusiem jest marnym. Oczywiście
                że najwięcej na tym traci syn ale nie powinno być tak że partnerka takiego ojca
                zgadza się na wszystko bo ma obowiązek. Obowiązek to ma ten facet. I ma trzy
                obowiązki: wobec dwójki swoich dzieci i wobec swojej partnerki.
                Na dłuższą metę nie żyłabym w takim związku.
                • nangaparbat3 Re: zonka - gwoli sprostowania 07.05.08, 14:41
                  Przeleciałam inne watki, Ilona wiele pisze o wielu kochankach żony swego
                  partnera, o jej piciu, porzuceniu pracy etc.
                  Ale nigdzie nie znalazłam, zeby to ona zaczęla zdradzac meza, nie na odwrót.
                  • ilona1004 Re: zonka - gwoli sprostowania 07.05.08, 16:01
                    nangaparbat3 napisała:
                    Ilona wiele pisze o wielu kochankach żony swego
                    > partnera, o jej piciu, porzuceniu pracy etc.
                    > Ale nigdzie nie znalazłam, zeby to ona zaczęla zdradzac meza, nie
                    na odwrót
                    nanga muszę znowu zadać Ci pytanie -to samo-dlaczego przekręcasz
                    fakty?!!
                    Jaki dyskusja ma sens gdy dziewczyny kontunuują zapodane przez
                    Ciebie fałszywe słowa?
                    podaj mi linki gdzie ja wiele piszę o jej kochankach?
                    napisałam na te wszystkie posty o tym raz lub 2 w celu naświetlenia
                    sytuacji lub gdy mnie o to pytano,nie chce mi się teraz tego
                    przegrzebywać bo trochę tego jest.Lecz nieprawdą jest bym na nią
                    najeżdżała .
                    Poprostu podałam fakty.
                    Nie pisałam kto kogo sdradzał ani na odwrót bo to uważam za
                    nieistotne,gdy poznałam jego a potem ją ,oni już razem nie żyli
                    (formalnie pozostając małżeństwem).
                    Ich związek nie rozpadł się ani przeze mnie ani za
                    mojej"kadencji"lecz dużo wcześniej.

                    nangaparbat3 napisała:

                    Prawda jest taka że matka -syna nie chciała od samego początku ,gdy
                    nawet jeszcze byla zdrowa i nie było ałożonej sprawy rozwodowej.Jak
                    się poznałyśmy to mi w oczy powiedziała że mamy my go wziąć bo ona
                    go nie chce.Jednak on chciał inaczej(to już odrębny temat).
                    I mnie własnie interesuje ten "odrębny tenmat". Co sie wtedy
                    wydarzyło? Ilona
                    najwidoczniej wie, a nie powie. Dlatego, rzeczywiscie, podejrzewam
                    ją o złą wolę.
                    I jeszcze jedno: gdybym chciała zwiazac sie z facetem, a on nie
                    chciałby wziac
                    do siebie własnego dziecka, to chyba bym stchórzyła. A juz na pewno
                    bałabym sie
                    miec z nim własne dziecko.
                    Prostuję -to młody nie chciał wtedy przeprowadzić się do
                    nas,mieszkaliśmy w innym miejscu,było dosyć daleko do
                    szkoły,kolegów,jego osiedla,nie chciał zmieniać otoczenia,matka była
                    jeszcze zdrowa,ja wtedy niewiem-być może zgodziłabym się.
                    Potem było już za późno,sprawy zaszły za daleko,a ja z moim -
                    konkubentem-zaczęliśmy "drzeć koty" i w życiu nie zgodziłabym się
                    jeszcze na drugiego "takiego"pod dachem.
                    Nanga masz dużo racji w tym co piszesz ,tylko naprawdę niepotrzebnie
                    na mnie najeżdżasz,ja sobie nie mam nic do zarzucenia,nie zabrałam
                    kobiecie męża ani dzieciom ojca.Oni sami tak zadecydowali a ja
                    głupia tylko zwyczajnie się zakochałam.
                    I to było najgłupsze co w życiu zrobiłam.
                    Słusznie zauważyłyście że to facet taki a nie inny i w tym cały
                    problem.
                    Niestety efekt jest taki że moja niechęć kumuluje sie na jego synu.
                    Ja na początku chciałam by było inaczej,mówiłam co jest w/g mnie złe
                    co powinno być inaczej,że syn jest źle wychowywany,że
                    chamski,orynarny itp.
                    Ale moj konkubent uważał że syn został"pokrzywdzony"przez los i
                    teraz mu trzeba wynadgrodzić to ....
                    Czyli tolerowanie wszystkiego,pyskówki,wieczne"daj.."itd.
                    A do mnie zostało powiedziane-ja wiem co mam robić ,ty sie nie
                    wtrącaj...
                    Wiec co mi pozostało?
                    przestałam reagować na wszystko,nawet na chamskie odzywki.
                    Postanowiłam przeczekać ,że może młody będzie starszy to
                    zmądrzeje,jednak teraz widzę że raczej próżne moje nadzieje bo
                    wszystko idzie w przeciwnym kierunku.
                    A jego syn jak zobaczył że ja sie nie udzielam i można ze mną
                    dużo...zaczął robić co mu sie podoba,wchodzi bez dzień
                    dobry,wychodzi tak samo,jak zadzwoni to ojciec o każdej porze dnia i
                    nocy ma być"dostępny" i nie ma że akurat jesteśmy zajęci,nie ma
                    nas ,mamy gości czy coś podobnego.
                    Ojciec ma rzucić wszystko i biec bo syn np chce w tym momencie iść z
                    ojcem do sklepu -kupić jakiś ciuch.taki przykład.
                    A moj konkubent nie powie -nie teraz-później-za godzine...Idzie
                    natychmiast żeby się synuś nie poczuł -źle,odepchnięty,itd itp.
                    To takie tylko przykłady,
                    przepraszam wszystkich obrońców dzieci z rozwiedzionych małżeństw
                    ale mnie takie sytuacje(non stop) nie mieszczą się już w głowie.
                    I dlatego też nie mam coraz bardziej patrzenia na tego dzieciaka ,o
                    ile 16 latka można tak nazwać
                    • 13monique_n Ilona- raz jeszcze 07.05.08, 22:08
                      powtórzę:
                      WSZYSTKO, absolutnie wszystko, co wymieniłaś w swoim poście to uwagi dotyczące
                      Twojego konkbenta. Mężczyzny, którego wybrałaś sobie do życia. I który
                      katastrofalnie hoduje (zamiast wychowywać) syna. To nie syn jest winien temu, że
                      nikt mu w życiu granicy nie postawił. Tak, jak Ty nie postawiłaś granicy swemu
                      konkubentowi - a jesteś starsza. To ojciec, a nie syn, jest praprzyczyną tych
                      złych zachowań. I TYLKO ojciec może to zmienić. Albo Ty możesz sobie zażyczyć,
                      by zaczął to zmieniać. TYlko czy potrafisz? Bo to dużo trudniejsze niż po prostu
                      niechęć do krnąbrnego nastolatka. (uuuuuu, ja własnych mam czasem ochotę udusić,
                      a stawiam im granice nieustannie, bo to taki ich sport w tym wieku, sprawdzić,
                      gdzie jest znak "STOP")
                    • chalsia Re: zonka - gwoli sprostowania 08.05.08, 00:45
                      > I dlatego też nie mam coraz bardziej patrzenia na tego dzieciaka

                      masz dość patrzenia na tego chłopaka, ale na swojego faceta jeszcze możesz?
                      Chyba są Ci potrzebne mocne okulary.
            • nangaparbat3 Re: Po raz pierwszy w zyciu 07.05.08, 01:58
              Oczywiscie, ze odzywka wyjatkowo chamska i nikt nie ma prawa tak mówic.I
              oburzaja mnie pytania (na innym forum), kto jest prawnym włascielem mieszkania -
              jakby to cos zmieniało. No chyba ze sie rozstaja.
              Ale jeszcze raz zapytam: dlaczego przed siedmiu laty ten pan nie zgodził sie na
              rozwód i opieke nad synem? Przeciez to proponowala wciaż-jeszcze-zona.
              Według mnie to wtedy sie zaczął cały problem - bo w wyjasnienie z badaniami
              naprawdę trudno uwierzyc.
              Bardzo rzadko sie zdarza, ze zona gotowa jest o"oddac" dziecko mezowi -
              najczęściej jeśli to ona odchodzi do innego, a nie wtedy, kiedy maz ma kochanke.
              • zonka77 Re: Po raz pierwszy w zyciu 07.05.08, 11:47
                Bo właśnie to ten pan jest do bani i jeszcze raz do bani!
                I może ja źle kojarzę posty ale z tego co kojarzę to formalna jeszcze żona miała
                kochanka i to wcześniej niż jej mąż się z kimś związała.
                I nie wyczytałam nigdzie że to obecna partnerka była przyczyną nie wzięcia
                dziecka więc nie zakładam z góry jej złej woli.
                • zonka77 Re: Po raz pierwszy w zyciu 07.05.08, 11:48
                  aż sobie poszukam i poczytam posty autorki wątku zeby poskładać tą historią w
                  jakąś całość smile
                  • 13monique_n Re: Po raz pierwszy w zyciu 07.05.08, 12:16
                    Zonka, dokładnie tak mi się to jawi. Ilona niezbyt fortunnie
                    pokochała Pana, o którym można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że
                    jest odpowiedzialny i ze potrafi brać odpowiedzialność za swoje
                    czyny. Ona jest za część sytuacji odpowiedzialna również, ale i tak
                    nie "przeskoczy" tego, co jej partner ma do ogarnięcia.
                    Powtarzam w zasadzie Twoje słowa, ale wynika to z potrzeby
                    podkreślenia, że przy wszystkich potknięciach Ilony, to jednak jej
                    partner powinien zrobić coś ze sobą, swoim życiem i swoimi dziecmi.
                    Ma obowiązek zadbania teraz o dwójkę.
                    • nangaparbat3 Re: Po raz pierwszy w zyciu 07.05.08, 14:47
                      Pewnie, ze ma taki obowiazek.
                      Sama z ciekawosci zajrzałam do starych wątków. I znalazłam takie coś:
                      >>>Prawda jest taka że matka -syna nie chciała od samego początku ,gdy
                      nawet jeszcze byla zdrowa i nie było ałożonej sprawy rozwodowej.Jak
                      się poznałyśmy to mi w oczy powiedziała że mamy my go wziąć bo ona
                      go nie chce.Jednak on chciał inaczej(to już odrębny temat).

                      I mnie własnie interesuje ten "odrębny tenmat". Co sie wtedy wydarzyło? Ilona
                      najwidoczniej wie, a nie powie. Dlatego, rzeczywiscie, podejrzewam ją o złą wolę.
                      I jeszcze jedno: gdybym chciała zwiazac sie z facetem, a on nie chciałby wziac
                      do siebie własnego dziecka, to chyba bym stchórzyła. A juz na pewno bałabym sie
                      miec z nim własne dziecko.

                      I jeszcze raz wracam do tego chłopca - on naprawdę ma przechlapane. MAtka go nie
                      chce, ojciec go nie chce. To sie nie skończy na opróznianiu lodówki, i to
                      naprawdę nie bedzie jego wina. Ale oczywiscie to on poniesie wszelkie konsekwencje.
                      • 13monique_n Nango 07.05.08, 15:17
                        Co do tego, że w tym układzie najbardziej cierpi ten chłopak, to
                        chyba żadna z nas nie ma wątpliwości.
                        Ilona wiążąc się z tym mężczyzną w takiej, jaka miał sytuacji, nie
                        wykazała się cechami, które by ją ochroniły przed obecną sytuacją. I
                        ile by słów tu jeszcze nie napisać, to tak naprawdę wystarczy jedno
                        zdanie - Ten facet to szuja, dla żony (ciągle obecnej), dla syna,
                        dla Ilony i dla córeczki, którą ma z nią.
                        • nangaparbat3 Re: Nango 07.05.08, 15:21
                          13monique_n napisała:

                          > Co do tego, że w tym układzie najbardziej cierpi ten chłopak, to
                          > chyba żadna z nas nie ma wątpliwości.
                          > Ilona wiążąc się z tym mężczyzną w takiej, jaka miał sytuacji, nie
                          > wykazała się cechami, które by ją ochroniły przed obecną sytuacją. I
                          > ile by słów tu jeszcze nie napisać, to tak naprawdę wystarczy jedno
                          > zdanie - Ten facet to szuja, dla żony (ciągle obecnej), dla syna,
                          > dla Ilony i dla córeczki, którą ma z nią.

                          Amen.
    • ywwy Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 05.05.08, 21:37
      Myślę, że ojciec powinien pobyć z własnym synem! Takie spotkania,
      kiedy was nie ma a młody sam z kolegami urzęduje w domu są bez sensu!
      Oczywiście, Ty masz prawo do intymności.
      Nie wiem jakie jest prawo, ale wydaje mi się, że niepełnosprawna
      matka może sprawować opiekę nad dziećmi.
      Twojego faceta gryzą jakieś wyrzuty, jest załatwiony ... Rozwodu
      raczej nie dostanie, nawet może być zobowiązany do opieki nad żoną!
      Właściwie to powinniście zamieszkać wszyscy razem ...
    • dyderko Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 06.05.08, 11:46
      Jestem w gorącej wodzie kąpana i awanturnica pierwszej wody, więc
      gdyby mój NM zrobił taki numer to miałby za swoje! Od tego momentu
      nie miałby ani chwili wytchnienia, przez mieszkanie przechodziłyby
      watahy gości, klucze dostałaby połowa rodziny (w szerokim tego słowa
      znaczeniu), a jego co lepsze ciuchy odstąpiłabym komuś
      potrzebującemu (albo chociaż lepiej w tym wyglądającemu).
      Chyba z ideałem jestem bo on nawet umawiając się z własnym dzieckiem
      na spotkanie, w terminie o którym wie że mi będzie pasować, NM
      zawiesza głos i pyta mnie czy może. Mimo iż wie, że tylko potężna
      katastrofa byłaby dla mnie powodem przesunięcia jego spotkania z
      nimi.
      Ale z drugiej strony ja, mimo że mieszkanie jest moje, nawet w
      sytuacji gdy pod naszą nieobecność mieli do nas przyjść moi rodzice,
      w naszej sprawie (np. przynieść nam mieli prezent od ciotki dla
      nas), pytałam go czy nie będzie miał nic przeciwko temu. Bo to jego
      dom, nie ważne czyj lokal i jakie związki emocjonalne czy rodzinne z
      odwiedzającym nas wiążą...
      A tak swoja drogą to może rzeczywiście trzeba by go emocjonalnie ze
      związku wyrzucić. Podzielić symbolicznie dom i na swojej połowie
      żyć „po swojemu” (choćby to nie całkiem Ci odpowiadało) i nie licząc
      się czy jemu to przeszkadza czy nie. Nie radzę ekscesów, ale mogą
      Cię przecież ciągle odwiedzać wyjątkowo „rozświergolone” koleżanki...
    • cleopa Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 06.05.08, 16:24
      Jakoś tak sie składa,że Ilona nie odpowiada na moje posty czy
      pytania..
      Mam wrazenie, że nie wszystko tam jest tak jak pisze..Nie wyobrażam
      sobie żyć z facetem zonatym 7 lat ,bo on nawet konkubentem nie jest
      tylko mężem tej kobiety..Facet unika jakiejkolwiek odpowiedzialnosci
      i zobowiązań a chlopakowi pozwala na wszystko by miec go z glowy..
      Moj Facet dostaL chlopaka NA 1-SZEJ SPRAWIE ROZWODOWEJ,MAMUSIA
      DZIECKO ODDAŁA I CALOŚĆ TRWALA OKOLO PÓŁ GODZINY.
      Nasz Mlody tez ma zle nawyki ktore staramy sie ulagodzic ,tez wyżera
      wszystko (zwłaszcza słodkie0),wszystko psuje jakby mu rozum odjeło
      ale walczymy i staramy mu sie pokazac inne zycie ,lepsze ,bardziej
      wartościowe.Zapowiedzialam Mlodemu że ma nie ruszać moich kosmetykow
      bo bede przykra wink smile po tym jak wyciapral mi krem do twarzy tongue_out
      Dziecko robi tyle na ile mu sie pozwala ,zasady muszą obowiązywac
      wszystkich domownikow i muszą to być zasady jasno okreslone!
      Czy twój facet robi cokolwiek żeby Mlodemu zapewnić przyszlość i
      opiekę??
      U mnie w przypadku problemu pomogla rozmowa z moim facetem,wywalilam
      mu wszystko i jest OK big_grin
      • zonka77 Re: Powiedzcie -co myślicie.....? 06.05.08, 21:05
        To co piszesz może zadziałać tylko jeśli wymaga równiez rodzic dziecka. A nawet
        głównie rodzic dziecka. Kiedy wymaga macocha/ojczym a ojciec/matka mówi "to moje
        dziecko i wszystko mu wolno" to nie zadziała za nic na świecie. Odpowiedzialność
        za ułożenie dobrych relacji moim zdaniem leży głównie po stronie rodzica dziecka
        - bo to jest jego dziecko.
    • ilona1004 zonka77 07.05.08, 16:10
      ja z racji tego że mam emocjonalny udział ,nie potrafię nawet
      racjonalnie opisać mojej sytuacji ,
      dlatego chcę zonce77 podziękować bo chyba ona jedyna mnie rozumie i
      moją sytuację ,podpisuję się całkowicie pod tym co mówi,czuję jakby
      mnie znała i mój dom.
      • vanillafields Re: zonka77 07.05.08, 21:07
        Nie naskakiwalabym tak na ojca, ze szuja, itp. Na pewno moze przedstawic swoja
        wersje wydarzen i swoj punkt widzenia.
Pełna wersja