Po majówce - z pasierbem

06.05.08, 13:53
Finał - skłóciliśmy się z moim M., o mały włos, a byśmy się rozstali... bo
Młody zamiast się cieszyć, że wyjechał z nami do innego kraju, zwiedzać,
poznawać inne rzeczy (wiedział jak będzie wyglądał wyjazd, bo my tak zawsze
spędzamy urlopy) - był wiecznie niezadowolony, skamlający, upierdliwy...
Słowem kolejny nasz urlop był do doopy, a przy okazji została zepsuta
uroczystość rodzinna (I komunia mojego chrześniaka). Widocznie jemu bardziej
odpowiada spędzanie wakacji z mamuśką przed TV (seriale). Zatem postanowione -
był to nasz ostatni wspólny wyjazd. Kiedyś chciałam dawać, teraz jestem
kategorycznie na NIE pasierbom przez 24 h. Brakuje mi powietrza, przestrzeni,
spokoju...
    • lilith76 Re: Po majówce - z pasierbem 06.05.08, 14:25
      marusia1, rodzone też może się okazać egzemplarzem lubiącym urlopować totalnie inaczej i dawać temu głośny wyraz.
      Trudno, macie lekcję na przyszłość dla wszystkich stron - albo gotowość do kompromisu u każdego (jeden dzień spędzony jak wy, jeden jak on lubi), albo oddzielne wypoczynki. W sumie, w pewnym wieku, młodzi ludzie wolą wyjeżdżać już sami.
      • ywwy Re: Po majówce - z pasierbem 06.05.08, 14:49
        Chyba lepszy byłby krótszy wyjazd, ale sami!
        Wtedy część czasu ojciec mógłby spędzić z dorastającym synem, bez
        ciebie.
        • marusia1 Re: Po majówce - z pasierbem 06.05.08, 22:55
          Nasz wyjazd był na uroczystość rodzinną, a że za granicę, to go wydłużyliśmy o
          parę dni, żeby pozwiedzać. Młody wiedział jak będzie wyglądał, bo był już z nami
          (zawsze wracaliśmy skłóceni). Miał wybór,mógł zostać w domu i chodzić do szkoły.
          Zastanawiałam się, czy nie lepiej by było, gdyby nie jechał. Gdyby chodziło o
          moje dziecko nie pomyślałabym o tym. Jego traktuję jak własnego, więc pojechał
          (wbrew radom wszystkim).
          Jestem po wywiadówce i okazało się, że Młody narobił zaległości i to dużych, a
          przed wyjazdem zapewniał, że wszystko jest na 5). Dopełnieniem jest fakt, że na
          dodatek okradł gospodarzy. Nie mogę zapomnieć, że w 50% jest dzieckiem wadliwym.
          • kicia031 Re: Po majówce - z pasierbem 07.05.08, 14:15
            Młody wiedział jak będzie wyglądał, bo był już z nam
            > i
            > (zawsze wracaliśmy skłóceni).

            Wiekszosc dzieci zaciagnietych na wycieczke podczas ktorej maja
            chodzic i zwiedzac dostalaby szalu, wiec twoj pasierb nie jest
            zadnym szczegolnym wyjatkiem. Niestety, kiedy jedzie sie z dziecmi,
            to trzeba dostosowac plan wyjazdu do ich potrzeb i mozliwosci, a
            takze zainteresowan. ja zreszta sympatyzuje z twoim mlodym, bo
            zwiedzanie tzw atrakcji turystycznych w tlumie turystow, zwlaszcza w
            sezonie to horror dla mnie. Nie mowiac juz o tym, ze nie ma mowy o
            zadnym intymnym obcowaniu z pieknem, tylko jest gonitwa, by zaliczyc
            kolejne widoczki bez zadnej glebszej refleksji.
            • konstancja16 Re: Po majówce - z pasierbem 07.05.08, 15:25
              rany, kicia, ale Ty stereotypami walisz. myslisz ze jak widzialas
              tlumy wycieczek wysypujace sie z autokarow z aparatami to znaczy ze
              marusia tez tak zwiedza? bylas z nia na licznych wycieczkach juz i
              wiesz jak podrozuje?

              no kurna, musze zaprotestowac. lubie wloczyc sie i zwiedzac, ale
              nie znosze tlumow. w zyciu nie bylam na grupowej wycieczce ale
              udalo mi sie zobaczyc kawalek swiata. nie pojechalabym teraz w
              lipcu/sierpniu do Paryza czy Rzymu (ani sama ani z dzieckiem) ale w
              maju albo w listopadzie tak. z Malym lazimy po gorach i zwiedzamy
              miasta poza sezonem, wiadomo ze tempo jest inne ale nikt nie cierpi
              tak strasznie, a nawet smiem twierdzic ze wszyscy sa w miare
              zadowoleni. Maly ma swoje wrazenia i my swoje, daje sie to
              pogodzic. my podziwiamy architekture a on gania za pieskami i
              golebiami. oraz namietnie chlapie sie w fontannach. i jest git.

              kazdemu co lubi. mam kolege w pracy, co od szesciu lat nie mial
              innych wakacji niz na plazy (bo wiesz z dziecmi to sie nie da). i
              znam inna zaprzyjazniona pare, co regularnie ciaga dzieciaki i
              rowery do Kanady, Maroka, Indii i Wietnamu. dzieciaki zachwycone.
              z reguly jest tak, ze dzieci aktywnych rodzicow latwiej ruszyc i
              lepiej znosza trudy podrozy. niestety, dzieci telewizyjne beda
              wiecznie znudzone i marudne. fakt, ze jak widac ze dzieciaka w
              ogole nie da sie wciagnac w podrozowanie to lepiej go zostawic
              dziadkom, a potem wyslac z tata tylko na wyjazd do krynicy. z
              komputerem i telewizorem. nic na sile.
            • marusia1 Kiciu, 07.05.08, 23:35
              Nigdy nie zwiedzamy na wariata, nie zaliczamy wszystkiego. Wycieczki są
              planowane zawsze dzień wcześniej i bierzemy pod uwagę i czas i atrakcje dla
              Młodego, ale i też coś, co warto zobaczyć, o czym się słyszy, np. "Słoneczniki"
              van Gogha.
              Przykład - Młody bardzo chciał być w Muzeum Strachów (bo koleżanka była), więc
              wybraliśmy się tam choć zupełnie nie mieliśmy na to ochoty. Młody oczywiście już
              po przekroczeniu progu muzeum zaczął marudzić: po co tu przyszliśmy, czy długo
              będziemy stać, itd. itp. Kiedy mu zwróciliśmy uwagę, że przecież sam chciał
              przyjść do tego muzeum (jęczał od momentu zaplanowania wyjazdu) powiedział:
              aaaa, to jest TO muzeum. Nie, to fajnie jest. Zatem marudzi dla zasady, żeby nas
              tylko wkurzyć. Zresztą tak jak wspominałam, mógł zostać w domu z babcią i
              chodzić normalnie do szkoły. Wyjazd był nagrodą, na którą jak się okazał w ogóle
              nie zasłużył. Czas poświęcony na Muzeum Historii Naturalnej też był straconym,
              choć Młodego podobno interesują dinozaury i starożytna historia.
      • ajmj Re: Po majówce - z pasierbem 06.05.08, 14:50
        Lilith ma rację, ja juz sie trzęsę jak będzie na 8 dniowym wyjeździe
        z moim RODZONYM synem, który tez jest wiecznie niezadowolony i stroi
        fochysad
        Poprostu czy to pasierb, czy własne dziecko - kazde z nich moze mieć
        swój wcale nie fajny charakterek...smile
        • konstancja16 Re: Po majówce - z pasierbem 06.05.08, 16:56
          no, ja to dbam zeby Maly sie nie przeziebil, bo kazda choroba
          oznacza ze NM go odbiera i chore i marudne dziecko laduje u nas.
          Eks nie ma w zwyczaju opiekowac sie chorym synem, odsyla go wtedy
          tatusiowi... bo ona przeciez pracuje i nie ma mozliwosci. NM tez
          oczywiscie pracuje, ale musi cos wymyslec. dobrze ze Maly na razie
          lapie tylko male, kilkudniowe przeziebienia wiec nie jest
          najgorzej...


          u mnie majowka byla duzym uklonem z mojej strony na rzecz Malego,
          ale generalnie wypadla na plus. zajmowalam sie draniem sama, z
          wlasnej nieprzymuszonej woli. NM ma wkrotce egzaminy i obiektywnie
          malo czasu na przygotowania. wczesniej przez pare weekendow ja
          kulam, a oni wychodzili z domu. wiec teraz bohatersko podjelam sie
          wyprowadzania Malego ja sama. puszczalam latawce, biegalam za
          rowerem (czy ktos mi moze powiedziec kiedy mu bedzie mozna w koncu
          zdjac te boczne kolka??), tkwilam na placach zabaw, kopalam pilke,
          kupowalam lody. no, generalnie spelnialam obywatelski obowiazek
          wzorowej macochy. a Maly docenil chyba moje poswiecenie, bo byl do
          rany przyloz, grzeczny i posluszny. pytal: konstancja, czy moge to
          i tamto. poza jedna sesja ryku 'ja chce' naprawde zachowywal sie
          jak przyzwoity dzieciak z dobrego domu. z fortepianem i gitara. wink)

          tak na marginesie to zauwazylam juz jakis czas temu, ze takie sesje
          sam na sam (macocha i pasierb, bez rodzica) to generalnie sluza
          poprawie stosunkow i wzmocnieniu autorytetu. oczywiscie nie za
          czesto, w koncu macocha nie jest od tego zeby przejac obowiazki
          rodzica. nie wiem co o tym myslicie, ale chyba takie wyjscie we
          dwojke od czasu do czasu pomaga nawiazac lepsza wiez z dzieciakiem.
          rozmawiamy, wyglupiamy sie. zauwazylam, ze po takim malym sam na
          sam ja z reguly przychylniej na niego patrze a on mnie traktuje jako
          wazna osobe. to skoro juz nie moge byc macocha bezkontaktowa to
          wole miec kontakt dobry, a nie walke podjazdowa.
          • konstancja16 uups, pomieszalam watki..... 06.05.08, 17:46
            to o przeziebieniach to mialo byc do tekstu mara68 '+ i -'

            a wlasciwie reszta tez. no, przepraszam, ale to nie moja wina ze
            obie piszecie naraz o majowkach, a ja jednym okiem pracuje a drugim
            zagladam na forum, nielegalnie troche, bo z pracy. chyba sie
            sprobuje zdyscyplinowac i po pierwsze pisac krocej, a po drugie
            tylko po godzinach. bo jak tak dalej pojdzie to wkleje tekst o
            Malym do jakiegos mojego kawalka pracy zawodowej i dopiero bedzie
            siara....

            wink)
          • marusia1 Re: Po majówce - z pasierbem 06.05.08, 23:03
            konstancja16 napisała:

            >
            > tak na marginesie to zauwazylam juz jakis czas temu, ze takie sesje
            > sam na sam (macocha i pasierb, bez rodzica) to generalnie sluza
            > poprawie stosunkow i wzmocnieniu autorytetu. oczywiscie nie za
            > czesto, w koncu macocha nie jest od tego zeby przejac obowiazki
            > rodzica. nie wiem co o tym myslicie, ale chyba takie wyjscie we
            > dwojke od czasu do czasu pomaga nawiazac lepsza wiez z dzieciakiem.
            > rozmawiamy, wyglupiamy sie. zauwazylam, ze po takim malym sam na
            > sam ja z reguly przychylniej na niego patrze a on mnie traktuje jako
            > wazna osobe. to skoro juz nie moge byc macocha bezkontaktowa to
            > wole miec kontakt dobry, a nie walke podjazdowa.


            Miałam więź bardzo mocną z Młodym, stosunki super. Głównie to ja się nim
            zajmowałam, wiedziałam o wielu rzeczach, o których nawet ojcu nie mówił. No i
            exiara zaczęła jad sączyć. Po powrocie Młodego z ferii od niej walczyliśmy
            miesiąc, żeby go "wyprostować". Z wzorowego ucznia zaczął lecieć w dół. Niby
            poprawiał, przynosił piątki, ale jak się okazało już mu grozi jedna 2 na koniec.
            Daje nam nieźle popalić, ale do matki nie chce wrócić. Zaczyna mi już brakować
            cierpliwości.
Pełna wersja