msba
06.05.08, 16:04
uodporniłam się na złośliwości Eks, staram się ją zrozumieć i
podziwiam za wiele rzeczy, między innymi za upór
mam więcej wyrozumiałości dla niej niż dla kogokolwiek innego, nie
roztrząsam, nie prowokuję (sic!) choć nieraz mnie korci przy
przywalić z grubej rury, tak dla czystej satysfakcji. Ale chwilkę
później zastanawiam się jaki to miałoby sens?! żaden. I taka postawa
jest wg mnie najlepsza, najmniej stresująca.
chyba że..chyba że Eks uderza w nasze (nienarodzone jeszcze)
dziecko. to że fatalnie wyglądam, że zbrzydło mi się i że pewnie
zostanie mi 30kg więcej po ciąży - to mogę słyszeć. A słyszę, od
pasierbów i na GG wypiuje te rewelacje do M. W sumie mam to gdzieś i
cieszę się bysiem w ciąży
Gorzej gdy Eks dzwoni do M w sprawie dzieciaków i gdy coś nie jest
po jej myśli rzuca tekstem do M: oby Cię pokarało chorym dzieckiem.
styl tekstów pewnie różny. M nie powtarzał mi tego do tej pory, bo
nie chciał mnie denerwować.... Jednak ostatnio jechaliśmy wspólnie
samochodem i telefon był na głośnomówiącym, usłyszałam i zdrętwiałam.
zabolało jak cholera. cały pragmatyzm i stoicki spokój opuścił mnie
w jednej chwili, pewnie hormony rozbujały mój żal

nie chcę rozmawiać o tym z M, mam paranoidalne lęki o ciążę, o
dziecko, o zdrowie maluszka, o szczególną opiekę w trakcie
porodu...wrrrr boję się poprostu.
gdzie kończy się ludzka podłość?
ech,dzięki że mogłam się wygadać