Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym'

16.09.03, 00:21
Nie ukrywam,że w rozpoczęciu tego wątku powoduje mną 100% egoizm. Ale lubię
coś przemyśleć zanim się zdarzy. A wiem, że co najmniej kilka z Was, a pewnie
wiele innych, ma swoje doświadczenia i przemyślenia związane z tym tematem.
A wiemy już, że "ojczymowie" smile) jakos nie kwapią się z dzieleniem się
swoimi doświadczeniami bezpośrednio.
Tak więc moje pytanie brzmi: jak układają się stosunki między "ojczymami" a
dziećmi ich partnerek z pierwszego związku. Jak to wygląda, gdy ojciec
dziecka ma stały (i dość częsty kontakt) ze swoim dzieckiem, a jak gdy tego
kontaktu nie ma (lub jest sporadyczny). I jak to wpływa na rozwój relacji
między kobietą a tym jej obecnym partnerem.

Jako zaczątek dyskusji cytuję 2 wypowiedzi z innego wątku.
Pozdrawiam,
Chalsia

• Re: Kochasz faceta - kochaj jego dziecko - a moje?
konkubinka 15-09-2003 13:43 odpowiedz na list odpowiedz cytując

No wlasnie jak jest u Was?Chodzi mi o to czy ktoras z was ma tez dziecko z
poprzedniego zwiazku , toleruje dziecko partnera a jak jest z Waszym
dzieckiem?
Bo u mnie jest dramat jesli o to chodzi.Moj syn z pierwszego malzenstwa i moj
obecny partner to poprostu rywale.Wykanczam sie psychicznie bo juz nie wiem
co robic.


• Re: Kochasz faceta - kochaj jego dziecko - a moje
burza4 15-09-2003 18:26 odpowiedz na list odpowiedz cytując

Mam swoje dziecko, które wychowuję z obecnym meżem. Jest też jego dorosły syn
z pierwszego małżeństwa, ale to osobny temat - nie mamy ze sobą kontaktów na
obopólne życzenie i szczerze mówiąc nie kwapię się, żeby to zmieniać. Moja
córka i mąż dobrze się dogadują, choć etap rywalizacji też wystąpił. Myślę,ze
to w miarę naturalne, a wazne jest przede wszystkim, jak facet się w tym
odnajduje. U mnie było tak, że na początku, kiedy mąż zaczął "smalić do mnie
cholewki" więcej czasu poświęcał mojej córce niż mnie - tzn. przychodził,
rozmawiał z nią, bawił się, pomagał w lekcjach, a ja musiałam poczekać, aż
mała pójdzie spać. Wtedy dopiero miałam swoje pięć minut. I mimo to córka
zaczęła się buntować, kiedy oznajmił jej że chciałby być ze mną na stałe.
Przeszło z czasem, teraz mamy innego rodzaju problemy - jak ustawić te
relacje, bo w końcu on też ma prawo decydować o różnych sprawach, czuje się
za nią odpowiedzialny, z drugiej strony łatwiej jej znieść moje wymagania niż
jego. Szczególnie w zakresie obowiązków domowych. Ja jestem trochę między
młotem a kowadłem, z jednej strony wiem, ze on ma rację jeśli każe jej
posprzątać, z drugiej strony znam moje dziecko znacznie dłużej i wiem, że
bałaganiarstwo jest jej drugą naturą i można je jedynie przytłumić. Ot,
sprzatnie ubrania z kanapy i wrzuci zwinięte do szafy... Sama nie wiem -
wtrącać się czy nie. Tyle, że każde chyba oczekuje ze stanę po jego stronie.
I wiem, ze mąz ma rację ale też wiem, że nie ma co kruszyć kopii o bałagan w
pokoju, ja tam po prostu przestałam wchodzić, licząc na to, że córka się sama
zreflektuje - będzie jej wstyd przed koleżankami, które często do niej
wpadają. Skutkuje bardziej niż połajanki mojego męża, ale jemu się wydaje, że
trzeba dziecku tłumaczyć niestosowność bałaganu, wyrobi sobie odpowiednie
nawyki. Tymczasem mała przewraca oczami i usiłuje pyskować. Tyle, że ja z
kolei stoję na stanowisku, że jeśli coś potrzebuje od niego, to musi także
coś z siebie dawać. I często to podkreślam.



    • konkubinka Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 08:19
      U mnie jest tak:Kiedy sie poznalismy z M. bylam w trakcie rozwodu bez orzekania
      o winie , skonczylo sie na jednej sprawie.Dziecko zostalo przy mnie , nie ma do
      dzis problemow z widywaniem sie z ojcem.Ja z jego ojcem jestem w dobrych
      ukladach , teraz ma narzeczona z ktora tez sie poznalam i polubilam i ktora
      bardzo lubi moje dziecko.
      Moj M. rozwiodl sie z orzekaniem o winie zony , "bo to zla kobieta byla"-
      generalnie poszlo o zdrade , u mnie o niezgodnosc charakterow.Moj byly to
      zupelnie inny typ niz obecny - lubil sobie wypic , klocilismy sie to szlo na
      ciosy , bluzgi , ciagle chodzilismy na imprezy , mielismy kupe znajomych,
      przystojny dla wielu wysoki muskularny.Moj obecny to filigranowy , spokojny
      czlowieczek , pracowity z garstka przyjaciol.
      Na poczatku przez ponad rok spotykalismy sie albo u mnie albo u niego albo w
      terenie.Ja wynajmowalam mieszkanie on tez.Rozgladal sie za kupnem
      wlasnego.Razem znalezlismy mu odpowiednie mieszkanie i wtedy poprosil abym z
      nim zamieszkala.
      Ja i moj synek bylismy zzyci nieprawdopodobnie , zawsze mieszkalismy w jednym
      pokoju.On swoja corke widywal tylko gdy zaplacil matce zakupy albo gdy zabral
      byla zone razem z corka - do parku , czy gdzies.
      Kiedy zamieszkalimy razem zaczelam klasc mu do glowy ze tak byc nie moze, ze
      dziecko ma prawo do ojca , dziadkow i ojciec do dziecka a byla nie moze go
      szantazowac.Postanowilismy ze poznam sie z jego corka na neutralnym
      gruncie.Pojechalam z synem na wczasy a on z corka dojechali do nas.Mała
      polubila mnie od razu - juz pierwszego dnia trzymala mnie za reke , opowiadala
      do polnocy jak bylo na koloniach.Po powrocie z naprawde fajnych wczasow zaczelo
      sie , bo pewnie niczego nieswiadome dziecko opowiedzialo mamusce jaka to fajna
      Ania byla z nimi nad morzem.I tak zaczelismy buijac sie posadach ale o tym moze
      kiedy indziej.Moj synek od momentu zamieszkania razem (dodam ze nie specjalne
      wyjscie mialam z mieszkaniem , bo z praca bylo krucho a mieszkania nie mam)
      zaczal powoli byc odsuwany.Po pierwsze dostal wlasny pokoj a mama zaczela bywac
      w drugim pokoju z M.Kiedy wstawalam do niego w nocy slyszalam obok z
      lozka "jezu......""zostaw go" "nie wstawaj do gnoja"Probowalam z tym walczyc i
      rzeczywiscie co jakis czas nastepowal postep - albo probowal byc dla mojego
      dziecka o.k. , albo w ogole go nie zauwazal.W chcwili gdy naprawde bylo lepiej
      zdecydowalismy sie na dziecko- wszystkie dzieci z tego powodu sa szczesliwe.Moj
      M. poswiecil swa uwage nowej coreczce.Koncza sie powoli sadowe sprawy i druga
      tez juz regularnie widzi.Ale zabral mi bardzo wiele.Stawial mnie przez dwa lata
      miedzy mlotem a kowadlem , sprawil ze moj syn ktory znalazl sobie w tym
      wszystkim miejsce juz nie jest tym cieplym brzdacem .Czasem w nocy ide do jego
      pokoju i przytulam go i przypominam sobie jak bylismy sami razem tylko dla
      siebie.I tyle robisz dla faceta , dzieki mnie w zasadzie ma dwie corki ale ja
      wcale nie jestem szczesliwa.I wszystko dlatego ze nie mam chaty.Bo gdyby taki
      facet wiedzial ze ma sie dokad pojsc to bardziej szanowalby to co ma.I wiedzcie
      ze mezczyzne nie stac na tyle co kobiete.Wy sie zastanawiacie czy umialybycie
      pokochac cudze dziecko , M. nawet o tym nie mysli bo on mysli"to tamtego
      dziecko"Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak gleboko w facetach tkwi zal o
      przeszlosc partnerki .Dopiero widac to po stosunku do dziecka partnerki ,
      zwlaszcza gdy jest ono chlopcem
    • darcia73 Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 12:17
      Konkubinko, przeraża mnie to co napisałaś. Jestem dopiero na etapie budowania
      nowego związku. Dziecko ma cały czas kontakt z ojcem biologicznym, ale „wujek’
      również pojawia się w jego życiu. Mój nowy związek dopiero powstał. Nie
      mieszkamy ze sobą, spotykamy się 1-2 razy w tygodniu. Ale Mój Nowy Mężczyzna,
      zwany dalej MNM, był przy mnie od początku ciąży jako przyjaciel. Był ze mną
      kiedy urodziłam Przemusia, przychodził do szpitala. Pewnie dlatego jego
      stosunek do mojego dziecka jest trochę inny. Przecież zna mojego synka od
      samego początku. Nie wiem jak będzie dalej, ale nigdy nie powiedział o
      Przemusiu nic złego, nie nazwał go brzydko (per „gnojek” czy cos w tym
      rodzaju). Czasami zwróci mi uwagę, ze może za bardzo ulegam dziecku, bo
      rzeczywiście Przemek jest straaaaaaasznie rozpieszczony, tak jakbym chciała mu
      zrekompensować brak normalnej rodziny. Ale te zwracanie uwagi jest delikatne i
      taktowne.
      • mikawi Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 12:54
        ku pokrzepieniu serc historia mojej przyjaciołki: małżeństwo zawarte w wieku 19
        lat z powodu wpadki, po dwóch latach kolejne dziecko. Maż okazał się dewiantem
        znęcającym się nad żoną psychicznie i fizycznie. W końcu, po kilku próbach
        odejść i powrotów Agata złożyła papiery w sądzie. Rozwód z orzeczeniem winy
        męża. Facet poczatkowo grał "dobrego tatusia", zabierał dzieci, itp. Szybko
        jednak mu się to znudzilo. W międzyczasie ona poznała faceta, są od trzech lat
        razem, kupili mieszkanie, mozna im tylko pozazdrościć tego związku. "Ojczym"
        okazał się dla chłopaków lepszym ojcem niż biologiczny, wspiera i dzieci i ich
        matkę, w zasadzie jest prawdziwą głową rodziny. Dzieciaki za nim przepadają, do
        ojca stanowczo nie chcą jeździć, ale nie dlatego że mama robiła im wodę z
        mózgu, tylko były swiadkiem jak "tata" uderzył ich matkę gdy po nich
        przyjechała (dowiedział się od dzieci że mieszkają razem z nowym panem). Do
        ojczyma mówią tato, on traktuje je jak własne dzieci, również swojej matce
        (ktora nie była szczęśliwa że jedynak związał się z rozwódką z dziećmi)
        zapowiedział że to jego dzieci i tak zostanie. Happy end jak w filmach.
      • konkubinka Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 12:58
        Jak na gazetowy nie dochodzi to i ja podaje moj aimsnnopy@poczta.onet.pl

        A jesli chodzi o relacje ojczym dziecko to kazdy przypadek jest inny.Nie
        napisalas czy MNM ma wlasne dzieci?A jesli tak to jaki z nimi kontakt.Ja
        czasami u mojego M zauwazam zal o to ze nie jestem dla mojego ex taka jak jesgo
        ex jest dla niego.Do tego dochodza jeszcze zasady wychowania jakie stosowano w
        jego domu rodzinnym.Dopiero po dlugim czasie obserwacji calej jego rodziny
        zauwazylam ze tam dzieci traktuje sie troche inaczej- to dzieci sa dla rodzicow
        nie rodzice dla nich.Dziecko musi byc posluszne i juz.I nikt nie patrzy na to
        ze sam wychowal sie w kochajacej rodzinie z rodzicami a dzieci ktore my
        wychowujemy sa z rozbitych rodzin .I tak moj M. bije sie z wlasnymi
        przekonaniami - bo jakby pasuje mu to wszystko co ja zaszczepiam w domu , moj
        stosunek do dzieci ale zaraz odzywa sie ten chlopczyk ktorego chowali surowi
        rodzice nie widzacy nic poza czubkiem wlasnego nosa.A przeciez ci surowi
        rodzice nauczyli go ze zawsze maja racje no wiec nie moze byc inny od nich.Czy
        wiesz ze jego rodzice uwazaja ze jego ex zona najbardziej skrzywdzila ich.Nie
        mowia ze M. jest biedny , ja bo w tym wszystkim uczestnicze nie majac wlasnego
        zycia tylko oni sa skrzywdzeni i schorowani przez to.Nie mamy w ogole wsparcia
        z ich strony - uwazaja ze powinnismy zaprzestac walki o dziecko i dac wieksze
        alimenty zeby tylko byl spokoj.
        Mialam po rozstaniu z mezem kandydata na partnera ktory nie mial dzieci.Byl
        wspanialy dla mojego syna.Za to len , bez pracy , bez niczego , wciaz zerujacy
        na mnie.I zrezygnowalam.
    • mikawi Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 13:08
      ja się zastanawiałam nad tym już w innym watku, na samodzielnej
      bo ja to widzę tak, że jak ojciec nie interesuje się dziećmi, to ojczym niejako
      przejmuje rolę ojca i sądzę że jest mu nieco łatwiej zaakceptowac fakt
      wychowywania nie swoich dzieci niz w sytuacji, gdyby biologiczny ojciec miał
      częsty i zywy "wgląd" w życie dziecka. Wtedy ojczym jest tylko ojczymem, taka
      opieka na poł gwizdka, bo przecież prawdziwy ojciec jest "pod ręką". To trochę
      tak jak w przypadku macoch - dziecko ma matkę i macosze trudno jest się znaleźć
      w swojej roli, bo niby jaką miałaby pełnić? matką dla tego dziecka nie będzie,
      zapomniec o nim się nie da. I jeszcze te dylematy: zwrócić uwagę że coś robi
      nie tak, czy dac sobie spokój, bo się jeszcze usłyszy "nie jestes moją matką
      żebym się ciebie słuchał/a".
      może dlatego wiele samodzielnych woli oddzielić dziecko od ojca po rozwodzie,
      bo jak zacznie budowac sobie nową rodzinkę będzie jej i jej nextowi łatwiej? bo
      tak - niby rodzinka, a tu jeszcze tata się plącze i ingeruje i chce mieć wpływ.
      • konkubinka Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 13:25
        Masz racje.Ja sie odnalazlam w sytuacji macochy ale to tez zalezy od dziecka i
        od tego kto wykona pierwszy ruch.My wykonalismy ruch zanim ex sie o mnie
        dowiedziala.Poza tym ja w pewne rzeczy sie nie wtracam tylko podpowiadam mu na
        boku.
        Za to moj synek to w ogole fajne dziecko, wszzyscy sie nim
        zachwycaja ,dziadkowie rozpieszczaja , jezdzi za granice , w Polske z kazdym.Za
        to jego corka zamknieta przez mamusie i ograniczona nie wzbudza u nikogo
        specjalnego zachwytu.Ja staram sie jak moge zeby tak bylo ale kiedy
        dziesiecioletnie dziecko robi obrazone miny albo nie mowi dziendobry to trudno
        sie nim zachwycac.Do tego wlasnie w moim M tkwi jeszcze zazdrosc o mojego ex,
        ciagle probuje mi dogadywac na jego temat a po mnie to splywa.Za to ja mam co
        dogadywac w kwestii jego bylej i zawsze wychodzi ze mam racje. Staram sie
        jednak tego nie robic zas on zupelnie odwrotnie.
      • stepmum Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 13:30
        mikawi napisała:

        > ja się zastanawiałam nad tym już w innym watku, na samodzielnej
        > bo ja to widzę tak, że jak ojciec nie interesuje się dziećmi, to ojczym
        niejako
        >
        > przejmuje rolę ojca i sądzę że jest mu nieco łatwiej zaakceptowac fakt
        > wychowywania nie swoich dzieci niz w sytuacji, gdyby biologiczny ojciec miał
        > częsty i zywy "wgląd" w życie dziecka. Wtedy ojczym jest tylko ojczymem,
        taka
        > opieka na poł gwizdka, bo przecież prawdziwy ojciec jest "pod ręką". To
        trochę
        > tak jak w przypadku macoch - dziecko ma matkę i macosze trudno jest się
        znaleźć
        >
        > w swojej roli, bo niby jaką miałaby pełnić? matką dla tego dziecka nie
        będzie,
        > zapomniec o nim się nie da. I jeszcze te dylematy: zwrócić uwagę że coś robi
        > nie tak, czy dac sobie spokój, bo się jeszcze usłyszy "nie jestes moją matką
        > żebym się ciebie słuchał/a".
        > może dlatego wiele samodzielnych woli oddzielić dziecko od ojca po
        rozwodzie,
        > bo jak zacznie budowac sobie nową rodzinkę będzie jej i jej nextowi łatwiej?
        bo tak - niby rodzinka, a tu jeszcze tata się plącze i ingeruje i chce mieć
        wpływ.

        Ja sie wszystkimi lapkami pod mikawi podpisuje, jak to tu dziewczyny piszasmile
        Tylko dlaczego nikt nie krzyczy, jak mama chce oddzielic dziecko od ojca, a
        takie zbulwersowanie jak 'macocha' chce miec faceta jak najwiecej dla siebie.
        Czy nie o to samo dziecko chodzi? I o uczucia tego samego faceta?
        • mikawi Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 14:14
          może chodzi o to, że podświadomie (lub całkiem świadomie) chcemy (i "byłe"
          i "obecne") mieć model rodziny jak z reklamy: mama, tata, dziecko i pies. A że
          w życiu bywa różnie, to mamy tego efekt. Jest były mąż, jest była żona, jest
          dziecko, jest nowa żona, nowy mąż, są "drugie dzieci". I tak się zaburza
          ten "idealny" model z reklamy margaryny. Więc może lepiej żeby było jak z
          obrazka? jeden tata dla dziecka (nawet jak "drugi", a tamten niech zniknie),
          albo mąż tylko mój i ojciec tylko moich dzieci (a tamte niech znikną). I o ile
          prościej. Tylko czy oby na pewno?
          • e.beata Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 14:39
            >Tylko dlaczego nikt nie krzyczy, jak mama chce oddzielic dziecko od ojca, a
            takie zbulwersowanie jak 'macocha' chce miec faceta jak najwiecej dla siebie.

            Ja tam krzyczę wink
            • stepmum Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 15:01
              e.beata napisała:

              > >Tylko dlaczego nikt nie krzyczy, jak mama chce oddzielic dziecko od ojca, a
              >
              > takie zbulwersowanie jak 'macocha' chce miec faceta jak najwiecej dla siebie.
              >
              > Ja tam krzyczę wink

              I chwala ci za to jesli to robisz, bo ja z obserwacji otoczenia nie spotkalam
              sie z ani jednym, jedynym chocby malutkim przypadkiem... a pare
              takich 'odzielen juz widzialam.
              • ashan Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 16:55
                stepmum napisała:

                >
                > I chwala ci za to jesli to robisz, bo ja z obserwacji otoczenia nie
                spotkalam
                > sie z ani jednym, jedynym chocby malutkim przypadkiem... a pare
                > takich 'odzielen juz widzialam.

                Och Stepmum! A jakim ja jestem przykładem tej, która oddziela! smile))
                1. nie tylko nie chciałam ślubu, ale odeszłam od taty dziecka zaraz po porodzie
                2. zadecydowaliśmy, że będzie nosiło moje nazwisko (potem tłumaczył się
                zaćmieniem, które go ogarnęło)
                3. chciałam określenia dni odwiedzin
                4. nie chciałam, żeby noworodka, a potem niemowlaka zabierał na dłużej z domu
                (karmiłam piersią)
                5. nie chciałam dać mu trzylatka na dwa tygodnie na wakacje (zaznaczam, że w
                ciągu roku nie widywał dziecka)
                można tak długo.... Przez dziesięć lat nazbierało się takich kwiatków. I nie
                docierało do faceta, ani jego mamy (która sugerowała moją chorobę psychiczną),
                że oddzielałam te dwie funkcje: bycia tatą i bycia moim facetem. Nie mogłam
                razem z nim tworzyć rodziny, ale chciałam, żeby był ojcem. I szczerze mówiąc
                bardzo długo nie myślałam o ponownym związku smile.
                I nie bardzo wiem, co on mógłby powiedzieć swojej przyszłej żonie poza tym, że
                wyjątkowo utrudniałam mu kontakty z dzieckiem. Bo chyba nie to, że jego
                urażona duma i niechęć do mnie przełożyła się na jego brak kontaktów z
                dzieckiem. A co do naszych znajomych... Wyszłam z tego towarzystwa i nie
                utrzymywałam długo z nikim kontaktów (raczej o to trudno z maleńkim
                dzieckiem). A oni pozostali z wizją, którą on im nakreślił... I pewnie nie
                mają o mnie dobrego zdania smile))
                pzdr
                ashan
              • e.beata Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 17.09.03, 11:06
                e tam.... stepmum.... Nawet podczas mojej krótkiej bytnośći na tym forum nie
                umknęły mojej uwadze wypowiedzi o tym jak drugie /czy nie można znaleźć
                jakiegoś ładniejszego określenia, zamiast drugich, macoch, next?/ właśnie nie
                zgadzały się z postępowaniem pewnych "ograniczających" matek.
                Myślę że takie krzyki słychać, i to coraz częściej, choć kult Matki Polki nadal
                mocny jest. I nadal często uważa się, ze ma ona do powiedzenia na temat
                wychowywania dzieci więcej niz ojciec i w ogóle ma większe prawa do dzieci z
                przyczyn??? naturalnych chyba wink)
      • ashan Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 16:25
        mikawi napisała:

        > ja się zastanawiałam nad tym już w innym watku, na samodzielnej
        > bo ja to widzę tak, że jak ojciec nie interesuje się dziećmi, to ojczym
        niejako
        >
        > przejmuje rolę ojca i sądzę że jest mu nieco łatwiej zaakceptowac fakt
        > wychowywania nie swoich dzieci niz w sytuacji, gdyby biologiczny ojciec miał
        > częsty i zywy "wgląd" w życie dziecka. Wtedy ojczym jest tylko ojczymem,
        taka
        > opieka na poł gwizdka, bo przecież prawdziwy ojciec jest "pod ręką". To
        trochę
        > tak jak w przypadku macoch - dziecko ma matkę i macosze trudno jest się
        znaleźć

        Tak, ale mieszasz tutaj sytuację, w której ojczym na codzień spełnia funkcje
        ojcowskie z macochą, którą jest się z doskoku.
        Natomiast jeśli ojciec w życiu dziecka jest obecny do tego stopnia, że ma
        realny wpływ na jego wychowanie (co jest chyba rzadko jednak spotykane), to
        ojczym staje się przedłużeniem mamy. I jeśli wchodzi w taką rolę od początku i
        jest dziecku życzliwy (świadomie nie podnoszę tu kwestii miłości) to chyba
        jakichś większych (niż w normalnych rodzinach) problemów nie ma. Tylko, że od
        początku muszą być określone warunki stworzenia takiej rodziny. I trzeba
        konsekwentnie się tego trzymać.

        >
        > I jeszcze te dylematy: zwrócić uwagę że coś robi
        > nie tak, czy dac sobie spokój, bo się jeszcze usłyszy "nie jestes moją matką
        > żebym się ciebie słuchał/a".

        Trudno zgodzić mi się z taką argumentacją. Zasady u nas w domu ustalają
        dorośli, biorąc pod uwagę sugestie dzieci. Ale decydujemy my. NIe wydaje mi
        się, żeby fakt istnienia lub nie więzów krwi decydował o tym, kto jest
        autorytetem. Nie tolerowałabym sytuacji, w których mój syn zwróciłby się w ten
        sposób do mojego męża. I analogicznie w odwrotnej sytuacji - nie wyobrażam
        sobie, że mój mąż poparłby takie zachowanie u swojego syna.


        > może dlatego wiele samodzielnych woli oddzielić dziecko od ojca po
        rozwodzie,
        > bo jak zacznie budowac sobie nową rodzinkę będzie jej i jej nextowi łatwiej?
        bo
        >
        > tak - niby rodzinka, a tu jeszcze tata się plącze i ingeruje i chce mieć
        wpływ.
        >
        Zabrakło tu chyba smile. Nie wiem, czy WIELE samodzielnych postępuje w ten
        sposób. Może głównie te, których eksowie zachowują się tak jak opisałaś to w
        pierwszym akapicie - nie interesują się dziećmismile, i wtedy trudno chyba mamę
        oskarżać o złą wolę, gdy chce założyć nową rodzinę i dać dziecku wzorzec
        rodziny? smile Myślę, że plączący się tata (czyt. pojawiający się czasami),
        który chce "ingerować i mieć wpływ" jest kłopotliwy i dla dziecka, które jest
        w takim układzie zagubione (bo skoro biologiczny, to pewnie ważniejszy i
        konflikt lojalności gotowy) i dla osób spełniających na codzień rodzicielskie
        obowiązki. Tym bardziej, że wpływ na życie mojego syna to także wpływ na moje
        życie codzienne - i mam coraz mniejszą ochotę bycia fair wobec osoby, która w
        życiu dziecka pojawia się kilkanaście razy w roku i traktowania takiego taty,
        jako taty właśnie. A przy tym nie wątpię (i mam do tego podstawy), że jego
        nowa rodzina ma do mnie właśnie taki stosunek - chciała założyć nową rodzinę,
        to ograniczała kontakty z dzieckiem. I raczej nie będą wnikać jak było
        naprawdę, bo to zburzyłoby obraz dobrego męża i ojca, którym mógłby być, gdyby
        nie ja wink.
        Odniosłam wrażenie lekkiej złośliwości w końcówce tego postu, a wierz mi
        stworzenie nowej rodziny to duuuuuuuuuuuuuży wysiłek, nie mniejszy, niż bycie
        drugą żoną/nieżoną mężczyzny "z przeszłością" smile))))

        pozdrawiam
        zagrypiona ashan
        • mag_p Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 16:46
          Ashan - DZIEKUJE CI ZA TEGO POSTA !!!

          Mag
    • darcia73 Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 15:15
      MNM nie ma dzieci. Moze to i plus w tym wszystkim, nie jest leniem i nawet
      chciałby mnie wspierac finansowo, na co moja duma nie pozwala mi się zgodzić.
      Po prostu nie wiem, czy bedziemy razem, jak to wszystko sie ułozy. Nie będę
      wykorzystywac faceta. Niestety obaj panowi tzn. moj eks i moj nowy - nie lubią
      sie nawzajem, i jest w nich wyczuwalna rywalizacja o uczucia dziecka. A ja na
      razie obserwuje, jak sytuacja dalej sie rozwinie, i musze czuwac nad wszystkim,
      zeby nie zwariowac.
    • ashan Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 17:26
      chalsia napisała:

      > Nie ukrywam,że w rozpoczęciu tego wątku powoduje mną 100% egoizm. Ale lubię
      > coś przemyśleć zanim się zdarzy. A wiem, że co najmniej kilka z Was, a
      pewnie
      > wiele innych, ma swoje doświadczenia i przemyślenia związane z tym tematem.
      > A wiemy już, że "ojczymowie" smile) jakos nie kwapią się z dzieleniem się
      > swoimi doświadczeniami bezpośrednio.
      > Tak więc moje pytanie brzmi: jak układają się stosunki między "ojczymami" a
      > dziećmi ich partnerek z pierwszego związku. Jak to wygląda, gdy ojciec
      > dziecka ma stały (i dość częsty kontakt) ze swoim dzieckiem, a jak gdy tego
      > kontaktu nie ma (lub jest sporadyczny). I jak to wpływa na rozwój relacji
      > między kobietą a tym jej obecnym partnerem.
      >
      O mojej sytuacji z eks wiesz. Z obecnym.....
      To jest trochę tak, że jest zazdrosny o mojego eksa - zwłaszcza wtedy, gdy ten
      sporadycznie pojawia się w życiu Kuby.
      Wszedł do rodziny przy układzie - jestem sama z synem, jego ojciec się z nami
      nie kontaktuje. Potem tatuś się pojawił i nadal pojawia - jak kometa (analogia
      o tyle trafna, że też zwiastuje zazwyczaj kłopoty) smile. Mój mąż ma
      konserwatywne poglądy, wobec dzieci jest bardzo wymagający. Zdarzają się na
      tym tle między nami spięcia, ale raczej nie ma podziału ma moje-nasze-twoje.
      Pewnie, że czasami mówię mu, że czepia się, bo to nie jego dziecko wink. I vice
      versa. wink. Ale wynika to raczej z różnic w naszych systemach wychowawczych.
      On uważa, że dzieci mają być posłuszne, ciche, pracowite i szanować starszych
      (dla zasady) smile))) Ja jestem trochę bardziej współczesna i szanuję ich prawa
      do własnych poglądów smile)) No, ale dobraliśmy się na zasadzie przyciągania się
      przeciwieństw, a nie podobieństw smile)) i m.in. takie są tego konsekwencje.
      Podejmując decyzję o ślubie kierowałam się też jego relacjami z jego synem i
      wspólnymi ustaleniami odnośnie mojego. Mój syn zwraca się do niego tato (ich
      wspólne umowa, może kiedyś to się zmieni...). A on traktuje Kubę jak syna (ze
      wszystkimi konsekwencjami w postaci dużych wymagań). Konflikty wybuchają
      raczej między dziećmi. Mój syn, jako najstarszy, ma najwięcej obowiązków (o
      największych przywilejach łatwo zapomina) i czasami "staje dęba".
      Rywalizację też raczej da się zauważyć między dziećmi - jak między rodzeństwem.
      Nie będę ściemniać Chalsiu - czasem jest trudno i zastanawiam się po co brałam
      sobie to wszystko na głowę? ALe wiesz co... Ja kocham ślubnego, a on mnie.
      Chłopcy kochają nas, a my ich. I kiedy przypomnę sobie o tym, to jest mi
      łatwiej. Przecieź tzw. normalna rodzina nie gwarantuje braku problemów smile)))
      pzdrw
      ashan
    • odalie Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 16.09.03, 23:11
      Hej!

      Mam nadzieję, że wybaczycie mi obecność na tym forum i relację "nie z pierwszej
      ręki". smile

      Otóż mam w domu faceta, którego rodzice się rozwiedli. Facet zamieszkał przy
      matce i przy jej mężu. Sytaucja dość często spotykana.

      Ale chyba (mam nadzieję) rzadziej się spotyka psychiczne i fizyczne znęcanie
      się nad "pasierbem" (piszę w cudzysłowiu, bo ten człowiek nie miał do mojego
      faceta praw rodzicielskich, ojciec po rozwodzie zachował pełnię praw - nigdy
      mój facet nie nazwał męża matki "ojczymem" i ja też tego przestrzegam).

      To znęcanie trwało dobre kilka lat, dopóki mój facet nie był już dość duży
      (pierwsza licealna), aby w dość dramatycznych okolicznościach wyrwać się z domu
      i wrócić do dalszej rodziny (która go nota bene wychowywała, gdy był małym
      dzieckiem). Ale skutki widać do dziś. Jeśli się jest z kimś bardzo blisko, to
      się takie rzeczy wyczuwa - wiecie co mam na myśli - to widać, to czuć. Do tej
      pory, a minęło już wiele lat, mój facet ma głębokie urazy z tego okresu
      (nawiasem mówiąc, z tego, co wiem także z innych niż mój facet źródeł, wtedy -
      w domu "ojczyma" - jąkał się, obgryzał paznokcie, inne objawy nerwicowe też
      zresztą miał)

      Mąż jego matki jest osobą bardzo autorytarną, o cholerycznym charakterze, ze
      swoistym systemem wartości (opartym na pieniądzu) i poglądami na wychowanie
      (opratymi na sile). Jego dzieci z pierwszego związku opowiadały (i chyba nie
      koloryzowały), że stosował fizyczną przemoc w stosunku do ich matki, nawet
      groził śmiercią! Trochę poznałam tego człowieka, być może miałam pecha, że od
      tej gorszej strony i być może jest i lepsza, ale naprawdę wierzę w to, oraz w
      to co jednak, przez nasze wspólne lata, wyrwało się mojemu facetowi.

      Matka mojego faceta była przy tym i pozwalała na to... Wiem, że w wyjątkowo
      drastycznej sytuacji jej mąż zagroził, że jeśli nie zgodzi się i nie wdroży
      jego zaleceń odnośnie ukarania jej syna, to on wyrzuci ją z domu, a gdzie
      pójdzie, przecież do pierwszego męża nie wróci... Matka mojego faceta aby
      załagodzić, pewnie zastraszona przez swojego "nexta" (a może otumaniona nowym
      szczęściem?) godziła się na bardzo niefajne rzeczy, które ten jej "next"
      trenował na moim (obecnie) facecie. Nie wiem, czemu, i nie piszę tego, aby jej
      wystawiać ocenę, bo nie wiem, czym się kierowała i czy miała wybór - ale po
      prostu tak było, matka widziała, że syn jest tłamszony i zastraszany, ale nic
      nie robiła, udawała "święty spokój".

      Akurat rozwód moich teściów to był taki smutny przypadek, na którym skorzystali
      wszyscy - za wyjątkiem dziecka, bo ono stało się niczyje, dosłownie niczyje,
      ani wspólne rodziców, ani mamy, całkowicie zaangażowanej w nowy związek, ani
      taty-samotnika.

      Powiem na zakończenie, że spotykać się z matką i jej mężem w ich domu mój facet
      zaczął dopiero po pięciu latach. A ja czułam, jak on się wewnętrznie kurczy,
      zapada w sobie, jak fizycznie wręcz boi się tamtego człowieka... Po kolejnych
      latach uraz mojego faceta nieco się zamazał, ale do dziś dnia - ja to widzę, ja
      to czuję...
    • konkubinka Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 17.09.03, 09:39
      No i dyskusja sie rozwinela.Wiec moze podpowiecie jakie rozwiazanie powinnam
      wybrac?Tylko prosze nie pytajcie - po co bylo mi drugie dziecko , bo ono juz
      jest i wszyscy sie z tego ciesza.Nie pytajcie czemu walczymy o jego corke z
      poprzedniego zwiazku - bo dla mnie tu chodzi o dziecko i o nic poza tym.Ale co
      mam zrobic z moim synem?Oddac go do ojca i nie wybaczyć M. tego do końca życia,
      czy moze wyniesc sie z nim a małą zostawić z ojcem.A może zabrać dwoje dzieci i
      wynająć mieszkanie , iść do pracy a dzieci do szkoły i żłobka?Do psychologa też
      nie pódę bo ja byłąm i mój syn też tylko głównego winowajcy tam nie dało się
      zaciągnąć bo to typ co pozjadał wszystkie rozumy.A psycholog od razu
      powiedział , że wsystko co dzieje się z moim synem to wina mojego nowego
      partnera.Ameryki nie odkrył...
      • ashan Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 17.09.03, 10:38
        WItaj Konkubinko,
        trudna sprawa sad. Ja chyba nie zdecydowałabym się na oddanie dziecka pod
        opiekę taty imprezującego. W dodatku i on i jego narzeczona mogą się na to nie
        zgodzić. NO i nie wiem jak mogłabym żyć z daleka od mojego pierworodnego.
        Odejść z jednym dzieckiem, a zostawić drugie? Też chyba niedobrze - jak
        później wytłumaczysz córci, dlaczego jej nie chciałaś? Czy Twój w wyraźnie
        zróżnicowany sposób traktuje Twojego syna i Waszą córkę? Jeżeli tak, i jeżeli
        możesz mu to wykazać (no i on przyzna Ci rację) to pozostaje mówić, mówić,
        mówić. Że nie można na dziecku odreagowywać swoich uczuć do Twojego eksa. Może
        jest zazdrosny o to, że mimo rozwodu zachowujecie się wobec siebie w porządku
        (dla niektórych może być to przyczyna do myślenia, ze coś Was jeszcze łączy).
        Na rozmowę może nie mieć ochoty, ale musisz być cierpliwa, bo inaczej i Tobie
        i synkowi będzie bardzo ciężko. No i dla córeczki jak podrośnie też - nie
        można w takich układach prawidłowo wychowywać dziecka. Być może dla Twojego
        synka obciążeniem jest też to, że angażujesz się w sprawy córki męża, a jego,
        w jego odczuciu, zaniedbujesz? Mój syn, na początku przeszczęśliwy, że
        mieszkamy sobie we trójkę (z moim wtedy już mężem) poczuł się odsunięty
        chociażby przez to, że nie miał już swobodnego w nocy dostępu do łóżka mamy(bo
        tam spał jeszcze facet smile))). Po niedługim czasie zaszłam w ciążę - znowu -
        nie kochasz mnie, chcesz mieć inne dziecko. Słyszał czasem nasze rozmowy o
        synu męża z poprzedniego związku - co cię obchodzi obce dziecko. Jak syn męża
        nas odwiedzał był zazdrosny, że zajmuję się też małym. No, a przede wszystkim
        odczuł to, że teraz ograniczony czas po pracy musiałam dzielić międz niego i
        męża. Oczywiście nie formuował tego w ten sposób - miał tylko siedem lat, ale
        zaczęły się problemy z jego zachowaniem w szkole, w domu. Musiał odreagować
        stres. Mąż nie jest wylewny w okazywaniu uczuć, więc to co dla niego było
        okazaniem troski i zainteresowania, dla mojego syna było dowodem braku uczucia
        (bo znowu pyta o szkołę i nie pobłaża, nie tłumaczy tak jak mama). Urodziny
        najmłodszego syna były kolejnym wyzwaniem. Ale dzięki urlopowi mogłam
        poświęcić więcej czasu starszemu synowi. I tłumaczyć także to, że dorastanie
        polega również na "odłączaniu" się od mamy. I że to wcale nie oznacza braku
        miłości między nami. I mówić, że kocham go ponad wszystko-to działa. I, że w
        domu nie ma miejsca na koalicje ja-syn kontra tata, czy ja i mąż kontra
        dziecko. No i rozmawiać z facetem. Na mojego męża działa świadomość, że dla
        mnie dzieci są równie ważne jak on (chociaż lubi się spierać, że ważniejsze :-
        ))). I moja niezależność - wie, że nie będę tkwiła w związku, który nie daje
        mi satysfakcji (a gdyby którekolwiek z moich dzieci było krzywdzone, jasne
        byłoby, że żadnej satysfakcji w takim układzie bym nie miała). Z perspektywy
        kilku lat widzę, że to, że związałam syna ze sobą wręcz symbiotyczną więzią
        było błędem (oczywiście w trakcie wogóle tego nie zauważałam). No, ale mądry
        Polak....
        nie wiem, czy któreś z moich przemyśleń lub doświadczeń mogłoby być dla Ciebie
        pomocne. Mam nadzieję, że tak.
        trzymaj się
        pozdrawiam
        ashan
        • konkubinka Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 17.09.03, 10:57
          Pomocne napewno jest to ze wsumie masz podobna sytuacje.Z tego co rozumiem masz
          syna z poprzedniego zwiazku i "nowe" dziecko.
          Moj ex i jego narzeczona nie sa zainteresowani bezposrednia opieka nad moim
          szescioletnim synem , a ja bylabym przegrana dla siebie sAMEJ BEZ MOJEGO
          PIERWORODNEGO.Podobnie jak ty od poczatku byl zwiazany ze mna i tez nagle
          zostal postawiony przed faktem samodzielnego spania podczas gdy mama zaczela
          zamieszkiwac oddzielny pokoj z M.Tylko , że ja nie widzę w tym nic złego ,że
          związana jestem z dzieckiem.Chcę dać mu to czego ja nie miałąm od mamy - nie
          miałam do niej zaufania , nie przychodziłąm do niej z problemami.I pragnę ,
          żeby syn miał we mnie zawsze pokrewną duszę a nie, żeby się mnie bał.
          Wciaz mowie , prosze ,tlumacze.Ale jak boga kocham to nic nie daje.Nie wiem juz
          co robic.Jedyne w tym pocieszajace to to , ze moj syn jest tak cudownym
          dzieckiem i dobrym ze nigdy nawet kszty zazdrosci o małą nie było, to on stara
          się rozumieć M.A ma dopiero sześć lat.Tylko przeraża mnie myśl , że budowanie
          rodziny nie udało się i znowu nie będzie tak jak powinno.Najgorsze w tym
          wszystkim , że on gdy mnie poznał wiedział , że mam syna i wiedział , że ja i
          mój syn to jedno i biorąc mnie do siebie wziął mnie z dzieckiem.
          Też zaczynam mieć z nim problemy w szkole (zerówka) , zaczyna mi odpowiadać ,
          pyskować , stawiać się.Ale w tym wszystkim ani ja ani on nie jesteśmy sobą bo
          wszystko to podyktowane jest tym , że mieszkamy z NIM
          • ashan Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 17.09.03, 11:45
            Wiesz, u mnie w domu jest chyba inny rozkład sił - mam przynajmniej tyle samo
            do powiedzenia (zwłaszcza w sprawach dotyczących dzieci) co mój ślubny-on sam
            twierdzi,że jest pantoflarzem (ale nie jest, wierz mi smile). My wszystko (to co
            nam przyszło wtedy do głowy) ustaliliśmy zanim zamieszkaliśmy razem/podjęliśmy
            decyzję o ślubie. Mówiliśmy nawet o tym, że w domu nie będziemy tolerować
            jakichkolwiek grubiaństw i zniewag - nie ma tekstów: ty głupku, gnojku itd.
            cholera też jest na cenzurowanym - można pozwolić sobie na "o qrczę!". Dotyczy
            to i dorosłych i dzieci. Pewnie, lajf is brutal end ful of zasadzkas, ale
            obowiązujące u nas reguły są pochodnymi tych ustaleń. Od początku była mowa o
            tym, że on razem ze mną będzie odpowiedzialny za mojego syna (także
            emocjonalnie). Że we trójkę jesteśmy rodziną, a nie małżeństwem z dziećmi z
            poprzednich związków. Oczywiście życie trochę to zmodyfikowało-mamy już
            wspólne dziecko(czyli jest już nas czworo, a nie troje) i dodatkowo syn męża
            też należy do naszej rodziny (co nie zmienia moich poglądów na temat dzieci
            naszych mężów - co do zasady). A że mąż namawia mnie jeszce na córkę...
            No, ale do rzeczy. Ja radziłam sobie z kłopotami bez pomocy psychologów - ten
            typ już tak ma, ale jeżeli myślisz, że takie porady pomogą Ci w uporaniu się z
            sytuacją - korzystaj z pomocy. Na problemy u Kuby w szkole zadziałały rozmowy
            na ten temat z jego wychowawczynią. Razem pracowaliśmy nad jego problemami.
            Gdyby niezbędna okazała się pomoc psychologa szkolnego - spróbowalibyśmy. I
            tak jak pisałam - powtarzanie, że bardzo go kocham i wspieranie, żeby
            wiedział, że zawsze może na mnie liczyć (bo najpierw musiałam wzmocnić w nim
            zaufanie do mnie). Co do więzi z dzieckiem... Moja kilka lat temu była
            naprawdę zbyt silna. I należało ją nieco rozluźnić po to, by mógł normalnie
            dorastać. Bo ja cały czas chciałam mieć mojego przesłodkiego, ślicznego,
            mądrego syneczka. A to zaczynał już robić się chłopiec - przystojny,
            inteligentny i mądry. Niedobrze, ze wszystko to stało się naraz - pójście do
            szkoły, nasz ślub, potem nowy brat i ... dorastanie. Mamy wiele szczęścia, że
            teraz sytuacja wygląda tak, jak wygląda - chłopcy się bardzo kochają, Kuba,
            który ma teraz dziesięć lat, coraz więcej rozumie z tego co się do niego mówi
            i co widzi w domu, mój mąż staje się coraz mniej pryncypialny w stosunku do
            dzieci. Ale to trwało i dodatkowo czułam poparcie męża (i jego uczucia).
            Pracowaliśmy wszyscy i udało się (przynajmniej na razie). Ale gdyby, tak jak
            to jest u Ciebie, tego wsparcia zabrakło i sądziłabym, że moje dziecko
            cierpi... nie wiem, może w ostateczności zdecydowałabym się na odejście, ale
            tylko wtedy, gdy byłabym święcie przekonana, że nie ma innego wyjścia. Bo
            przecież dla Twojego synka to też będzie rozbicie kolejnej wspólnoty, w której
            on już jakoś znalazł sobie miejsce. Ja bym starała się jednak prośbą, groźbą,
            wiecznym gadaniem przemówić do faceta. Dopiero, gdyby to nie dało żadnych
            rezultatów - rozważałabym rozstanie.
            pzdrw
            ashan
        • chalsia Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 17.09.03, 11:01
          ashan napisała:

          > Z perspektywy
          > kilku lat widzę, że to, że związałam syna ze sobą wręcz symbiotyczną więzią
          > było błędem (oczywiście w trakcie wogóle tego nie zauważałam). No, ale mądry
          > Polak....

          Ashan,
          Nie włączam się specjalnie w dyskusję we własnym wątku, bo głównie "chłonę".
          Tym bardziej, że na pewne punkty z postów Mikawi ubiegłaś mnie z odpowiedzią.

          Będę wdzięczna za rozwinięcie kwestii symbiotycznej więzi z synkiem - na czym
          polegała, co robiłaś. Rozumiem, ze problem z tego wynikający to trudność z
          zaakceptowaniem Twojego nowego partnera i układu życiowego.
          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • ashan Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 17.09.03, 12:29
            chalsia napisała:

            > > Będę wdzięczna za rozwinięcie kwestii symbiotycznej więzi z synkiem - na
            czym
            > polegała, co robiłaś. Rozumiem, ze problem z tego wynikający to trudność z
            > zaakceptowaniem Twojego nowego partnera i układu życiowego.
            > Pozdrawiam,
            > Chalsia
            W ogromnym skrócie: po rozstaniu z tatą Kubusia nie rozważałam nigdy
            ponownego związku (jestem jednak typem mocno niezależnym). Rodziną dla mnie
            byłam ja i mój syn. I mimo, że chociażby z racji jego wieku nie rozmawiałam z
            nim na temat mojego życia uczuciowego (bo i owszem, przez te siedem lat
            spotykałam się niezobowiązująco z mężczyznami), to podkreślając to, jak bardzo
            go kocham i że zawsze, w każdej sytuacji będzie moim ukochanym synkiem
            zaszczepiłam mu wizję "mama i ja zawsze i wszędzie". KIedy poszłam do pracy
            chciałam mu wynagrodzić i to, że przez tyle godzin mnie nie ma, i to, ze tata
            się nim nie interesuje i dlatego on nie miał szans na zauważenie, że mama jest
            nie tylko mamą. Tzn. w pełnych rodzinach dzieci obserwują nie tylko relacje
            rodziców z dziećmi, ale także między rodzicami. Widzą więzi, które łączą
            dorosłych, to, że są chwile, które spędzają tylko ze sobą. Doskonale widzę to
            teraz obserwując młodszego syna, który uczy się, że rodzice idą razem na
            koncert czy do teatru. Że przytulają się, i że nie koniecznie wtedy na
            pierwszym planie musi być dziecko. Że łóżko rodziców nie jest spalnią dla
            wszystkich dzieci, chociaż mogą przyjść się przytulić, gdy jest im źle itd.
            Starszy musiał nauczyć się tego w dużo późniejszym wieku i dla niego taka
            zmiana zwyczajów znaczyła tylko to, że mama go już nie kocha. Oczywiście,
            wychodziłam i przedtem, ale zawsze starałam się być przy tym jak usypiał
            (nawet jak miał sześć lat), weekend też był "ustawiany" pod niego. No i zawsze
            był tym jedynym, który zawsze słyszał, że go kocham, a teraz ma silną
            konkurencję smile)))) Poza tym, jak już pisałam w poście do
            Konkubinki, "zapomniałam", że dziecko dorasta i potrzebuje lekkiego
            popchnięcia do tego, żeby zaczęło z dzieciątka przekształcać się w chłopca.
            Wolałam słodziutkiego malca niż chłopca, który zaczyna mieć swoje zdanie
            (nieistotne, słuszne czy nie - grunt, że własne) smile))) Bo on naprawdę był
            słodkim, spokojnym, grzecznym, posłusznym chłopcem. Nie miał okresu
            koszmarnego dwulatka (czy trzylatka?), buntów. Tak, jakby chciał mi
            wynagrodzić trud, który mu poświęcam. I teraz myslę, że mimo, że miał wokół
            siebie tyle miłości (moi rodzice, którzy pomagali mi w opiece, cały czas są w
            nim bezgranicznie zakochani) i otaczało go tyle zainteresowania (był naszym
            oczkiem w głowie) to chyba brakowało mu poczucia bezpieczeństwa. Teraz tak mi
            się wydaje, gdy widzę jak szaleje mój młodszy syn i jak potrafi domagać się
            spełnienia jego zachcianek. Może to, że starszy był tak spokojny wynikało
            właśnie z tego? Co nie zmienia faktu, że teraz nadrabia to z nawiązką wink)).
            Widzę różnicę w rodzajach więzi, które łączą mnie z każdym z nich. A przecież
            nie mogę powiedzieć, że któregoś kocham bardziej. Podobno każde dziecko kocha
            się inaczej, ale ja widzę, że u mnie różnica polega również na tym, że Kubę
            kochałam sama, a Maćka razem z jego tatą. NIe umiem dokładnie tego opisać sad,
            ale mam nadzieję, że chociaż trochę to zrozumiesz.
            zdrowia życzę
            ashan
            • konkubinka Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 17.09.03, 13:46
              Ashan, wyjelas mi to z ust.....Moze przeczytan to mojemu M.Dziekuje, dziekuje
              bo nawet jak nie zrozumie to ja to sobie w glowie ulozylam.
              Pozdrawiam
              Mamusia synusia
            • chalsia Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 18.09.03, 23:07
              Ashan,

              Widzę i podobieństwa i różnice.
              Na wszelki wypadek będę sobie Twój post czytała wiele razy, by mi się wbiło w
              pamięć.

              smile) Przynajmniej nie będę miała w przyszłości problemu związanego z własną
              sypialnią, bo synek od urodzenia sypia w swoim pokoju i przyzwyczajony jest, że
              do mnie wchodzi "za moją zgodą".

              Dzięki i pozdrawiam.
              Chalsia
      • chalsia Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 17.09.03, 10:50
        Konkubinko,

        jakakolwiek by nie była, będzie to Twoja decyzja.
        Ja mogę tylko napisać co bym sama zrobiła w takiej sytuacji (i w dodatku nie
        znając całokształtu, szczegółów, ani Twoich uczuć do M) - odsuwając na bok
        sprawy między dorosłymi skupiłabym się na dzieciach - wzięłabym dwoje swoich
        dzieci i odeszła.
        W ogóle odrzucam możliwość pozostawienia małej córeczki przy ojcu dlatego, że
        przez pierwszych kilka lat kontakt z matką jest najważniejszy dla rozwoju
        dziecka - a ściślej mówiąc, pozbawienie lub poważne ograniczenie istniejącego
        już kontaktu z matką powoduje nieodwracalne zmiany w psychice i emocjach
        dziecka. Oddania Twojego syna jego ojcu też sobie nie wyobrażam, z podobnych
        powodów - "M mnie nienawidzi a własna mama opuściła mnie dla takiego człowieka".

        W sytuacji, w której jesteś, najlepiej będzie się miała Twoja i M córeczka
        (dziecko w pełnej rodzinie), w następnej kolejności córka M, a Twój syn już nie
        za dobrze.
        Jeśli odejdziesz z dwójką dzieci układ zmieni się na: córka M będzie się miała
        jak przedtem, Twoja i M córeczka straci ALE zyska Twój syn.
        Współczuję Ci i świetnie rozumiem jak się można czuć w takiej sytuacji, gdzie
        masz do wyboru 2 ZŁE wyjścia. I trudno tu ocenić, które z wyjść jest wyborem
        mniejszego zła.

        Dlatego też BARDZO zachęcam Cię do udania się SAMEJ do psychologa (zwłaszcza
        dziecięcego), po to by dowiedzieć się jakie konsekwencje emocjonalne i inne
        mogą wyniknąć po odejściu z dziećmi (jak również co może się dziać z Twoim
        synem, jeśli dalej będzie tak jak jest). Może takie rozmowy z fachowcem pomogą
        Ci w ustaleniu większości plusów i minusów każdej z dwóch opcji dla każdego z
        dzieci.

        A dopiero potem zastanawiała bym się nad plusami i minusami każdej opcji w
        stosunku do siebie samej czy M i Waszego związku.

        Od dłuższego czasu poniższe pomaga mi borykać się z życiem, a ostatnio stało
        się niemal mantrą. Trzymam kciuki.
        "obym miała odwagę, by zmienić, to co mogę zmienić; wewnętrzne opanowanie, by
        pogodzić się z tym, czego zmienić nie mogę; i mądrość, by odróżnić jedno od
        drugiego.

        Pozdrawiam,
        (zagrypiona) Chalsia
        • stepmum Re: Dziecko z pierwszego związku a 'ojczym' 19.09.03, 00:03
          > "obym miała odwagę, by zmienić, to co mogę zmienić; wewnętrzne opanowanie,
          by
          > pogodzić się z tym, czego zmienić nie mogę; i mądrość, by odróżnić jedno od
          > drugiego.

          Super ta twoja mantra chalsia.
Pełna wersja