epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 k

01.06.08, 21:06
macochy-matki, powiedzcie kiedy dzieci zaczynaja myslec samodzielnie
na tyle zeby miec do nich odrobine zaufania... na drodze.

ufff. nie tak dawno pytalam o to jak i kiedy zaczac z Malym jazde
na dwoch kolkach. dzis, wraz z NM zgodnie zdecydowalismy, ze jeszcze
z tym poczekamy.... te dwa boczne zawsze troche zwalniaja, jak nam
gowniarz sie rozpedzi na dwoch i zapomni przyhamowac.... albo sie
uprze, ze on swoja droga i wie lepiej.... to zawsze go zlapiemy
jeszcze.

wyskoczylismy na rowerki rodzinnie, cala trojka. sciezka rowerowa,
spoko, my ziewamy na naszych, Maly pocina na swoich czterech
kolkach, ogladajac sie za pieskami, kotkami, samolotami i innymi
dziwami natury. przywalil w latarnie, bo piesek akurat przebiegal
wiec zapomnial patrzec przed siebie. potem troche nas wcielo jak
zaczal nam opowiadac o ciezarowce pelnej nietoperzy, pajakow, sieci
pajeczych, potworow i nie wiem czego jeszcze. w drodze powrotnej,
okazalo sie ze istotnie byla zaparkowana polciezarowka z naklejka
przypominajaca nietoperza.... stekal troche, ze go boli reka, noga,
pupa, palec. ale kilka kilometrow przejechal.

ad rem. sciezka rowerowa byla ogolnie bezpieczna, w paru miejscach
przecinala sie z niezbyt ruchliwa droga. od samego poczatku (i nie
od dzisiaj przeciez) wkladamy Malemu do glowy, ze trzeba sie
zatrzymac, rozejrzec itede... przypominamy jak hamowac (bo wciaz mu
sie zdarza nogami po ziemi) i asekurujemy na wszystkie strony.
jednakze, Maly byl w nastroju uparty jak osiol - on wie wszystko i
on chce tedy. ale raczej reaguje na rozne komentarze typu: tu hamuj,
nie wjezdzaj w kaluze, w prawo, w lewo itepe. no i na sam koniec
tatus odjechal kawalek, a ja z Malym dojezdzam do skrzyzowania.
Maly, hamuj. Maly, dojezdzamy do skrzyzowania. Maly, zwolnij. Maly,
kurna chata stojze, bo tu samochody jezdza!!!!!!! dooopa. Maly
przyspiesza, musialam zeskoczyc z wlasnego roweru, ciepnac nim o
ziemie i przytrzymac Malego recznie..... bo tatus byl po drugiej
stronie. ufff, najadlam sie strachu. bo Maly posluszny dosc z
reguly (mnie tez slucha, nie tylko ojca), czasem musze dwa razy
powtorzyc ale w koncu reaguje. ale tu, w sytuacji dosc krytycznej,
postanowil sobie olac macoche totalnie i pedzic za tata. a akurat
na tej nieruchliwej ulicy cos jechalo (fakt ze powoli i widzac
sytuacje zatrzymalo sie w ogole), ale .... no sorry, takich akcji
nie akceptujemy. niby zaczynajace myslec i grzeczne dosc dziecko,
ale zasada ograniczonego zaufania do potegi 16.

NM mial wyrzuty sumienia, ze odjechal, bo powinien byl przewidziec.
odwalilismy kolejny wyklad na temat niebezpieczenstw na drodze.
rowerek zostal natychmiast spakowany, powrot na piechote. Maly
uderzyl w ryk. ufff, uffff. nie wiem, mam nadzieje ze Maly zapamieta
cos z tego ale niech na razie lepiej jedzi na czterech kolkach,
latwiej go zlapac.....

strasznie to stresujace. dzieci sa jednak nieobliczalne. z jednej
strony nie mozna Malego ciagle za raczke, musi sie nauczyc
zachowania na drodze. z drugiej, ta nauka kosztuje nerwy opiekunow.
to taki mielismy dzien dziecka. potem chlopcy ugotowali spaghetti
bolonaise, a macocha zafarbowala sobie odrosty. smile)
    • ojczymc Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 01.06.08, 21:51
      witam!a radę od ojczyma przyjmiesz? smile) znam sie troche na
      wycieczkach rowerowych.dzieci zaczną myslec/??/ samodzielnie jak
      przestrogę rodzicow odczują na własnej skórze.tzn np władują sie pod
      samochod/niegroznie!!!/na dojezdzie do drogi z ograniczoną
      widocznoscią.ręczę,że od chwili"stłuczki"będą zwalniac i rozglądac
      sie na tym skrzyżowaniu smile).mój chlopak/11 lat/,kolejny raz zaliczył
      dzis wywrotkę.nie dociera do niego-JEDZ WOLNIEJ NA ZŁEJ,PIASZCZYSTEJ
      CZY KAMIENISTEJ DRODZE!!!moja rada:planowac w miare bezpieczne
      trasy,ustalac kolejnosc poruszania sie/kto jedzie pierwszy-TA OSOBA
      USTALA TRASE smile) W TĄ CZY TAMTĄ STRONE JECHAC smile)) ,drugi,a kto na
      koncu-najsłabszy prowadzi w zasadzie!!!,starac sie w miare tego
      przestrzegac/.tak sie jezdzi na profesjonalnych wycieczkach-warto
      tego mlodego uczyc.na niebezpiecznych odcinkach koniecznie młodego
      brac w srodek lub jechac obok niego.polecam dla uparciucha kask-
      trochę bedziecie spokojniejsi o jego bezpieczenstwo.pozdrawiam!

      > macochy-matki, powiedzcie kiedy dzieci zaczynaja myslec
      samodzielnie
      > na tyle zeby miec do nich odrobine zaufania... na drodze.
      >
      > ufff. nie tak dawno pytalam o to jak i kiedy zaczac z Malym jazde
      > na dwoch kolkach. dzis, wraz z NM zgodnie zdecydowalismy, ze
      jeszcze
      > z tym poczekamy.... te dwa boczne zawsze troche zwalniaja, jak nam
      > gowniarz sie rozpedzi na dwoch i zapomni przyhamowac.... albo sie
      > uprze, ze on swoja droga i wie lepiej.... to zawsze go zlapiemy
      > jeszcze.
      >
      > wyskoczylismy na rowerki rodzinnie, cala trojka. sciezka rowerowa,
      > spoko, my ziewamy na naszych, Maly pocina na swoich czterech
      > kolkach, ogladajac sie za pieskami, kotkami, samolotami i innymi
      > dziwami natury. przywalil w latarnie, bo piesek akurat przebiegal
      > wiec zapomnial patrzec przed siebie. potem troche nas wcielo jak
      > zaczal nam opowiadac o ciezarowce pelnej nietoperzy, pajakow,
      sieci
      > pajeczych, potworow i nie wiem czego jeszcze. w drodze powrotnej,
      > okazalo sie ze istotnie byla zaparkowana polciezarowka z naklejka
      > przypominajaca nietoperza.... stekal troche, ze go boli reka,
      noga,
      > pupa, palec. ale kilka kilometrow przejechal.
      >
      > ad rem. sciezka rowerowa byla ogolnie bezpieczna, w paru miejscach
      > przecinala sie z niezbyt ruchliwa droga. od samego poczatku (i nie
      > od dzisiaj przeciez) wkladamy Malemu do glowy, ze trzeba sie
      > zatrzymac, rozejrzec itede... przypominamy jak hamowac (bo wciaz
      mu
      > sie zdarza nogami po ziemi) i asekurujemy na wszystkie strony.
      > jednakze, Maly byl w nastroju uparty jak osiol - on wie wszystko i
      > on chce tedy. ale raczej reaguje na rozne komentarze typu: tu
      hamuj,
      > nie wjezdzaj w kaluze, w prawo, w lewo itepe. no i na sam koniec
      > tatus odjechal kawalek, a ja z Malym dojezdzam do skrzyzowania.
      > Maly, hamuj. Maly, dojezdzamy do skrzyzowania. Maly, zwolnij.
      Maly,
      > kurna chata stojze, bo tu samochody jezdza!!!!!!! dooopa. Maly
      > przyspiesza, musialam zeskoczyc z wlasnego roweru, ciepnac nim o
      > ziemie i przytrzymac Malego recznie..... bo tatus byl po drugiej
      > stronie. ufff, najadlam sie strachu. bo Maly posluszny dosc z
      > reguly (mnie tez slucha, nie tylko ojca), czasem musze dwa razy
      > powtorzyc ale w koncu reaguje. ale tu, w sytuacji dosc
      krytycznej,
      > postanowil sobie olac macoche totalnie i pedzic za tata. a akurat
      > na tej nieruchliwej ulicy cos jechalo (fakt ze powoli i widzac
      > sytuacje zatrzymalo sie w ogole), ale .... no sorry, takich akcji
      > nie akceptujemy. niby zaczynajace myslec i grzeczne dosc dziecko,
      > ale zasada ograniczonego zaufania do potegi 16.
      >
      > NM mial wyrzuty sumienia, ze odjechal, bo powinien byl
      przewidziec.
      > odwalilismy kolejny wyklad na temat niebezpieczenstw na drodze.
      > rowerek zostal natychmiast spakowany, powrot na piechote. Maly
      > uderzyl w ryk. ufff, uffff. nie wiem, mam nadzieje ze Maly
      zapamieta
      > cos z tego ale niech na razie lepiej jedzi na czterech kolkach,
      > latwiej go zlapac.....
      >
      > strasznie to stresujace. dzieci sa jednak nieobliczalne. z jednej
      > strony nie mozna Malego ciagle za raczke, musi sie nauczyc
      > zachowania na drodze. z drugiej, ta nauka kosztuje nerwy
      opiekunow.
      > to taki mielismy dzien dziecka. potem chlopcy ugotowali spaghetti
      > bolonaise, a macocha zafarbowala sobie odrosty. smile)
      >
    • chalsia Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 01.06.08, 23:08
      > NM mial wyrzuty sumienia, ze odjechal, bo powinien byl przewidziec.

      no i to jest właśnie całe sedno zaistniałej sytuacji

      co można jeszcze zrobić? zajechać dzieciakowi drogę własnym rowerem. Lepiej zeby
      walnął w rower niż w samochód.
    • nsc23 Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 02.06.08, 01:25
      Konstancjo, nie pamietam ile lat ma Twoj maly, ale ponizej autentyczna rozmowa
      dwoch 10-latkow.
      1: Chodz, pojedziemy do supermarketu rowerami (wzdluz wylotowki na Warszawe -
      zero pobocza, generalnie TIRy lataja w ta i z powrotem).
      2: Nie, mama mi powiedziala, ze tam mi nie wolno.
      1: Mama jest w pracy i sie nie dowie...
      2: Ale to nieladnie klamac...
      1: Pan Bog ma duzo na glowie i nawet sie nie zorientuje, to nawet grzechu nie
      bedzie.

      Dobrze, ze 2 mysli i jednak nie pojechal wink
    • 13monique_n Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 02.06.08, 11:22
      Konstancjo, zasada ograniczonego zaufania jeszcze długo bedzie się
      przydawać. I wierz mi, że już bedzie dobrze, dobrze i naglę... bęc!
      uwstecznienie porażające. Ja moim groziłam przywiązaniem na smyczy i
      kompletną kontrolą ich aktywności ruchowej na dworze - skutkowało.
      Aż do następnego razu.
      Chyba chalsia napisała - na rowerze zajechać drogę i nie przepuścić.
      I pamiętać to, o czym NM zapomniał, czyli nie rozdzielać się,
      szczególnie z drogą pomiędzy jadącymi. Dziecko wtedy może przestać
      myśleć, szczególnie takie przedszkolne.
      • konstancja16 Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 02.06.08, 15:49
        zdenerwowalam sie wczoraj. nie tyle przez prawdziwe
        niebezpieczenstwo (to bylo kontrolowane, bylam obok) tylko wlasnie
        przez takie rozczarowanie. ze juz mi sie wydawalo, ze gowniarz
        kuma, rozumie, mysli. a tu zero. bezmyslny uparty osiol. tak jak
        napisalas, Monique: uwstecznienie porazajace.

        to z nierozdzielaniem sie nie wchodzi w gre, przeciez mozna usnac
        jadac za Malym wiec my robimy odjazdy i powroty na zmiane (fakt, ze
        glownie ja) i tak bedzie albo przestaniemy jezdzic razem. nawet nie
        dlatego ze Maly jest powolny, ale glownie dlatego ze sie zatrzymuje
        co kawalek, oglada robaczki, ptaszki, pieski itede. przez chwile
        jest to nawet zabawne, ale po pol godzinie mozna swira dostac. inna
        opcja jest, ze Maly na rowerze, ja na rolkach, a NM biegnie. tak
        tez robimy, ale Maly ma ogromna radoche z tego ze czasem my tak
        WSZYSCY na tych rowerach, RAZEM. no nic, bedziemy probowac. tam
        gdzie jest droga jedno musi czuwac, to oczywiste. tylko juz sie
        przyzwyczailam, ze to czuwanie jest tylko asekuracyjne, na wszelki
        wypadek. a tymczasem wcale nie, niekiedy potrzeba interwencji. i
        sto osiemdziesiatej dziewiatej POWAZNEJ ROZMOWY na temat tego co
        moze oznaczac bliski kontakt z rozpedzonym autkiem. i z tego co
        piszecie to konca nie widac..... bo i 10- i 11-latki jako bezmyslne
        istoty trzeba traktowac (Maly ma 4 i pol). wydaje mi sie
        wiecznoscia to oczekiwanie na to az go bedzie mozna troche samopas
        puscic ;-(

        mozemy sprobowac nie rodzielac sie kiedy jest skrzyzowanie z droga,
        ale ja z kolei uwazam, ze wlasnie w kontrolowany sposob powinnismy
        to teraz przecwiczyc. i wbic w ten tepy leb ze chocby zielony slon
        tanczyl na rurze po drugiej stronie drogi i klaskal uszami to
        nieletni rowerzysta ma stanac, rozejrzec sie i czekac na komende
        doroslych. ja naprawde szanuje prawo nieletnich do samodzielnosci,
        sama tez bylam upartym bachorem, ale sa rzeczy ktore m.zd. nalezy
        egzekwowac bezwzglednie. zachowanie na drodze, zachowanie przy
        stole i szacunek do starszych do nich nalezy. howgh.

        a, kask (z myszka miki) oczywiscie mamy. i zawodowe rekawiczki
        kolarskie z jakims szkaradztwem z innej bajki tez (prezent od zlej
        macochy) wink
        • 13monique_n Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 03.06.08, 08:59
          konstancja16 napisała:

          > zdenerwowalam sie wczoraj. nie tyle przez prawdziwe
          > niebezpieczenstwo (to bylo kontrolowane, bylam obok) tylko wlasnie
          > przez takie rozczarowanie. ze juz mi sie wydawalo, ze gowniarz
          > kuma, rozumie, mysli.
          Kobieto smile Szkoda nerwów. Zapewniam Cię, że z wiekiem on bedzie miał
          wiele innych dziedzin, w których uwstecznienie będzie prezentował w
          pełnym rozkwicie. I wierz mi, będąc kochającą (biologiczną) matką
          miewam czasem instynkty mordercze. Ale przypominam sobie taką
          buddyjską zasadę zatrzymania agresji, a ona przekuwa się w coś
          dobrego. I - biedne moje dzieci - wtedy mędzę przeokropnie o tym,
          dlaczego bardzo się boję dania im jakiejś tam wymarzonej swobody.
          Wyjasniam, że ich żywotnym interesie człowieka wolnego (chcącego być
          samodzielnym) jest dbanie o moje dobre samopoczucie - tak tak! Bo
          jesli ja się będę denerwować, to ich będę ograniczać. I wszyscy
          będziemy wkurzeni smile

          > to z nierozdzielaniem sie nie wchodzi w gre, przeciez mozna usnac
          > jadac za Malym wiec my robimy odjazdy i powroty na zmiane
          O, sorry, rzeczywiście nie pomyślałam, że dorosły w tempie
          czterolatka to średnio się "bawi".Zwłaszcza, o nastawieniu
          kontemplacyjno-refleksyjno-ucieczkowym (to jak mu któryś dorosły
          ucieka) big_grin
          > opcja jest, ze Maly na rowerze, ja na rolkach, a NM biegnie.
          Dobre big_grinDDD
          >tylko juz sie
          > przyzwyczailam, ze to czuwanie jest tylko asekuracyjne, na wszelki
          > wypadek. a tymczasem wcale nie, niekiedy potrzeba interwencji.
          To niestety jest fakt. Zwykle jest asekuracyjne i po takim
          wydarzeniu pozostanie asekuracyjne na pewien czas, a potem, bez
          uprzedzenia znowu "bęc!", interwencyjne.

          > sto osiemdziesiatej dziewiatej POWAZNEJ ROZMOWY na temat tego co
          > moze oznaczac bliski kontakt z rozpedzonym autkiem.
          Jak dojdziesz do tysiąc osiemset piętnastej, to poczujesz, że wcale
          nie jesteś bliżej. wink))


          > ale ja z kolei uwazam, ze wlasnie w kontrolowany sposob powinnismy
          > to teraz przecwiczyc. i wbic w ten tepy leb ze chocby zielony
          >slon tanczyl na rurze po drugiej stronie drogi i klaskal uszami to
          > nieletni rowerzysta ma stanac, rozejrzec sie i czekac na komende
          > doroslych. ja naprawde szanuje prawo nieletnich do
          samodzielnosci,
          Ależ to jest doskonały pomysł. Tylko taki rozciągnięty w czasie. I
          będzie już tak, że nieletni uparciuch skuma, że nic, ale to
          ABSOLUTNIE NIC, nie może go zachęcić do przejechania przez drogę,
          jesli nie ma wolnego przejazdu (bez aut). A potem nagle sie cofnie,
          bo się zamyślił, zapomniał, wyleciało mu z głowy!
          Ale - wreszcie czas na pocieszenie - z czasem te dzieci, tak uczone,
          jak Ty opisujesz, robią się naprawdę mądre i zapaści intelektualne
          zdarzają się im bardzo rzadko. (ale się zdarzają big_grin)
    • braktalentu Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 02.06.08, 19:06
      > kiedy dzieci zaczynaja myslec samodzielnie na tyle zeby miec do
      nich odrobine zaufania... na drodze.

      Dziś w city (centrum wsi, 2 sklepy, jedyne skrzyżowanie) z drogi
      podporządkowanej wyjechał z piskiem opon czyjś syn. Na miejscu
      mamusi skonfiskowałabym ... FIACIKA.
      • 333a13 Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 03.06.08, 09:00
        Powiem szczerze, że bałabym się jeździć na "dorosłe" wycieczki
        rowerowe z takim maluchem... tym bardziej, że Wam ucieka...
        Nie wiem w jaki sposób się poruszacie na tych rowerach... przeważnie
        dzieciak jedzie pomiędzy rodzicami tak by nigdy nie jechał pierwszy
        lub ostatni... poza tym z tego co sobie przypominam, to na
        skrzyżowaniach, przejściach dla pieszych powinno się prowadzić
        rower... (ale mogę się mylić)
        Jeśli jednak dzieciątko mimo takiś środków bezpieczeństwa może sobie
        zagrażać, to może lepiej go wziąć do Parku by sobie pobrykał na
        rowerze w bezpiecznych alejkach... Albo możnaby pojechać na
        wycieczkę za miasto i gdzieś na polnych dróżkach wdrażać Młodego w
        bezpieczną jazdę...
        • e_r_i_n Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 03.06.08, 09:05
          333a13 napisała:

          > poza tym z tego co sobie przypominam, to na skrzyżowaniach,
          > przejściach dla pieszych powinno się prowadzić rower...

          Jesli jest to przejscie na sciezce rowerowej, to mozna jechac.
          Mlody w wieku lat 4 jezdzil z nami na wycieczki i problemu nie bylo.
          Od zawsze jezdzi miedzy nami (maz z przodu, ja z tylu) i młody wie,
          ze jak tata sie zatrzymuje, to i on musi. I karny jest wink
          Jak zwykle - wszystko zalezy od dziecka. Trzeba na pewno trenowac
          wykonywanie polecen - jak ze 'stoj', gdy ucieka (na nogach).
          • konstancja16 Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 03.06.08, 10:50
            no to bedziemy cwiczyc dalej wink

            do 333a13: oczywiscie, ze to nie sa 'dorosle' wycieczki (dla nas).
            dla Malego za to wydaja sie super dorosle i chyba o to chodzi.
            jezdzimy sciezkami rowerowo-polnymi na odludziu. z Malym wylacznie
            tymi, ktore sa oznaczone jako trasa rowerowo-piesza, bez innego
            ruchu kolowatego. te sciezki z rzadka przecinaja sie (raz na dwa
            kilometry mniej wiecej) z trzeciorzedna droga albo z taka osiedlowa
            ze spiacymi policjantami. wiec naprawde staramy sie wybierac trase
            tak zeby nie wpuscic szczeniaka miedzy TIRy.

            a jesli chodzi o parki to juz znamy na pamiec WSZYSTKIE w promieniu
            50 km wiec czasem trzeba sprobowac czegos nowego. ogolnie jest
            fajnie i zazwyczaj Maly reaguje na polecenia.

            no i jeszcze apropos tych koszmarnych parkow. tych z placem zabaw,
            hustawkami itede. jak idziemy tam z rowerkiem i rolkami to i tak
            Maly konczy na placu zabaw. ja wiem, ze dziecko musi czasem i
            staram sie to wytrzymac. ale – musze sie przyznac – ja ich z calego
            serca nienawidze, tych placow zabaw. nie wiem co to jest, alergia,
            uczulenie, moze mozna sie na to leczyc albo zaszczepic, ale mi cos
            wyje w srodku jak widze hustawki, zjezdzalnie i laweczki. czy ktos
            mial podobnie? jak sobie z tym radzic? psychoterapia?
            • e_r_i_n Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 03.06.08, 11:08
              konstancja16 napisała:

              > jak sobie z tym radzic? psychoterapia?

              Wysylac tam kogos innego smile
              Moj maz nie znosi placow zabaw, wiec tam nie chadza.
            • chalsia Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 03.06.08, 11:12
              > no i jeszcze apropos tych koszmarnych parkow. tych z placem zabaw,
              > hustawkami itede. jak idziemy tam z rowerkiem i rolkami to i tak
              > Maly konczy na placu zabaw. ja wiem, ze dziecko musi czasem i
              > staram sie to wytrzymac. ale – musze sie przyznac – ja ich z caleg
              > o
              > serca nienawidze, tych placow zabaw. nie wiem co to jest, alergia,
              > uczulenie, moze mozna sie na to leczyc albo zaszczepic, ale mi cos
              > wyje w srodku jak widze hustawki, zjezdzalnie i laweczki. czy ktos
              > mial podobnie? jak sobie z tym radzic? psychoterapia?

              no jedynie psychoterapia.

              a tak w ogóle - do dziecka tak do 10 roku zycia nalezy miec zasade MOCNO
              ograniczonego zaufania w sensie, ze dziecko moze jakas rzecz (np. przechodzenie
              przez ulice) robic 50 razy prawidłowo a za 51-szym bedzie poruta (bo akurat na
              niebie po raz pierwszy zobaczyło sterowiec).
              • tokanka Re: epopeja rowerowa-ciag dalszy. Maly wciaz na 4 04.06.08, 08:00
                Dokładnie jak napisała Chalsia. Dziecko wielokrotnie wykona
                czynności prawidłowo ale nagle coć zajmie jego uwagę i myślenie mu
                się wyłączy a wszelkie dobre nawyki zanikną. Mój Mały mniej więcej
                od 3 roku życia zatrzymuje się przed ulicą i to w bezpiecznej
                odległości od krawężnika. W wakacje skończy 5 lat a my cały czas
                czuwamy, żeby móc go zatrzymać. Jest bardzo uważny ale jeszcze minie
                sporo czasu, zanim sobie odpuścimy.
Pełna wersja