konstancja16
01.06.08, 21:06
macochy-matki, powiedzcie kiedy dzieci zaczynaja myslec samodzielnie
na tyle zeby miec do nich odrobine zaufania... na drodze.
ufff. nie tak dawno pytalam o to jak i kiedy zaczac z Malym jazde
na dwoch kolkach. dzis, wraz z NM zgodnie zdecydowalismy, ze jeszcze
z tym poczekamy.... te dwa boczne zawsze troche zwalniaja, jak nam
gowniarz sie rozpedzi na dwoch i zapomni przyhamowac.... albo sie
uprze, ze on swoja droga i wie lepiej.... to zawsze go zlapiemy
jeszcze.
wyskoczylismy na rowerki rodzinnie, cala trojka. sciezka rowerowa,
spoko, my ziewamy na naszych, Maly pocina na swoich czterech
kolkach, ogladajac sie za pieskami, kotkami, samolotami i innymi
dziwami natury. przywalil w latarnie, bo piesek akurat przebiegal
wiec zapomnial patrzec przed siebie. potem troche nas wcielo jak
zaczal nam opowiadac o ciezarowce pelnej nietoperzy, pajakow, sieci
pajeczych, potworow i nie wiem czego jeszcze. w drodze powrotnej,
okazalo sie ze istotnie byla zaparkowana polciezarowka z naklejka
przypominajaca nietoperza.... stekal troche, ze go boli reka, noga,
pupa, palec. ale kilka kilometrow przejechal.
ad rem. sciezka rowerowa byla ogolnie bezpieczna, w paru miejscach
przecinala sie z niezbyt ruchliwa droga. od samego poczatku (i nie
od dzisiaj przeciez) wkladamy Malemu do glowy, ze trzeba sie
zatrzymac, rozejrzec itede... przypominamy jak hamowac (bo wciaz mu
sie zdarza nogami po ziemi) i asekurujemy na wszystkie strony.
jednakze, Maly byl w nastroju uparty jak osiol - on wie wszystko i
on chce tedy. ale raczej reaguje na rozne komentarze typu: tu hamuj,
nie wjezdzaj w kaluze, w prawo, w lewo itepe. no i na sam koniec
tatus odjechal kawalek, a ja z Malym dojezdzam do skrzyzowania.
Maly, hamuj. Maly, dojezdzamy do skrzyzowania. Maly, zwolnij. Maly,
kurna chata stojze, bo tu samochody jezdza!!!!!!! dooopa. Maly
przyspiesza, musialam zeskoczyc z wlasnego roweru, ciepnac nim o
ziemie i przytrzymac Malego recznie..... bo tatus byl po drugiej
stronie. ufff, najadlam sie strachu. bo Maly posluszny dosc z
reguly (mnie tez slucha, nie tylko ojca), czasem musze dwa razy
powtorzyc ale w koncu reaguje. ale tu, w sytuacji dosc krytycznej,
postanowil sobie olac macoche totalnie i pedzic za tata. a akurat
na tej nieruchliwej ulicy cos jechalo (fakt ze powoli i widzac
sytuacje zatrzymalo sie w ogole), ale .... no sorry, takich akcji
nie akceptujemy. niby zaczynajace myslec i grzeczne dosc dziecko,
ale zasada ograniczonego zaufania do potegi 16.
NM mial wyrzuty sumienia, ze odjechal, bo powinien byl przewidziec.
odwalilismy kolejny wyklad na temat niebezpieczenstw na drodze.
rowerek zostal natychmiast spakowany, powrot na piechote. Maly
uderzyl w ryk. ufff, uffff. nie wiem, mam nadzieje ze Maly zapamieta
cos z tego ale niech na razie lepiej jedzi na czterech kolkach,
latwiej go zlapac.....
strasznie to stresujace. dzieci sa jednak nieobliczalne. z jednej
strony nie mozna Malego ciagle za raczke, musi sie nauczyc
zachowania na drodze. z drugiej, ta nauka kosztuje nerwy opiekunow.
to taki mielismy dzien dziecka. potem chlopcy ugotowali spaghetti
bolonaise, a macocha zafarbowala sobie odrosty.

)