Moje dziecko i on

19.09.03, 01:35

Nie wiem czy coś wyjdzie z tego związku bo cały czas sie zastanawiam "jak to
będzie?" Ja mam dziecko,ON sam i to w dodatku kawaler.Widzę,że kocha dzieci-
chrześniak Go uwielbia,wiem że chciałby w późniejszym czasie mieć swoje -i tu
problem się rozdwaja -czy będzie w stanie pokochać moje dziecko i czy mając
własne nie będzie faworyzował tylko "swojego" ?
Czy któraś z Was jest w podobnej sytuacji,bo ja prawdę mówiąc ze strachu
przed przepychankami z "mężem",nastawianiem rodziny i całą resztą zaczynam
się bać.Kocham Go,po wielu latach to uczucie nadal trwa a mój strach potęguje
również fakt,że musiałabym zostawić wszystko i wszystkich i wyprowadzić się
do Niego prawie na drugi koniec Polski.Czy sobie poradzę? Czy "mąż" zgodzi
się żebym wywiozła dziecko tak daleko? I chociaż wiem,że na Niego czekałam 9
lat i że nadal nasze uczucie trwa to mój strach mnie paraliżuje.Czy
powinnam "młodego chłopaka" wink obarczać związkiem z przeszłością? W głowie
mętlik w sercu strach a w duszy nadzieja.....ale nadal nie wiem "co dalej i
jak będzie" sad
    • chalsia Re: Moje dziecko i on 19.09.03, 09:24
      Eeeee... chyba się pogubiłam.
      Rozumiem, że:
      - masz dziecko
      - jesteś w związku z ojcem dziecka (na kocią łapę)
      - zastanawiasz się nad rzuceniem całego dotychczasowego życia i wyniesieniem
      się razem z dzieckiem do faceta, którego (z wzajemnością) kochasz od lat,
      - bierzecie z facetem pod uwagę mozliwość posiadania własnych dzieci.

      Sądzę, że wątek "dziecko z pierwszego związku a ojczym" może Cię zainteresować.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
    • kasjusz3 Re: Moje dziecko i on 20.09.03, 07:37
      Witajsmile

      Cóż... Mogę Ci jedynie odpowiedzieć z perspektywy pod tytułem "Ja i jego
      dziecko". Jeżeli Cię to zainteresuje i jeżeli fakt udzielenia Ci rady przez
      kogos anonimowego i zupełnie obcego, potraktujesz jako wyznacznik lub
      jakąkolwiek sugestię, spróbuję.

      Uważam, że w chwili, kiedy zaczynasz zadawać sobie pytanie, czy warto być
      w "starym" związku, tak naprawdę znasz już odpowiedź. Może tli się ona gdzieś
      na horyzoncie, a Ty odrzucasz ją od siebie, w przekonaniu, że tak będzie
      bezpieczniej lub w obawie, że Twój świat odwróci się do góry nogami, a ludzie
      "sobie pomyślą" odrzucasz potencjalne rozwiązania. Nie wiem, jaką jesteś
      osobą, ale wiedz, że to, co myślą inni jest tylko i wyłącznie tym, co myślą
      inni. Nierzadko mniej mądrzy od Ciebie, prawie zawsze tak samo niepewni i tak
      samo błądzący. Siebie masz tylko jedną i to Ty jesteś dla tej "siebie"
      najważniejsza. Pomyśl o tym, wziąwszy pod uwagę również racjonalne pobudki
      typu: sytuacja materialna itd, co będzie dla Ciebie samej korzystniejsze.
      Jeżeli facet jest w porządku, to najprawdopodobniej zaakceptuje fakt, że
      posiadasz dziecko i że masz na swoim koncie "przeszłość". A propos tej
      ostatniej - każdy ma jakąś i wydaje mi się, że wszystko zależy od tego, z kim
      obcujemy. To czyni nas szczęśliwymi lub nie. Jeżeli jesteś pewna tego
      człowieka i czujesz, że będzie to dla Ciebie lepsze - ryzykuj. Posłużę się
      truizmem, ale moim zdaniem lepiej zaryzykować i żałować potem niż żałować, że
      się nie podjęło ryzyka. A nikt inny, oprócz Ciebie samej nie będzie w stanie
      poczuć sytuacji na tyle, by udzielic Ci jakichkolwiek kategorycznych wskazówek.

      Ludzie potrafią być wstrętni (sama doświadczyłam wielu upokorzeń z faktu, że
      związałam się z mężczyzną po przejściach), ale pamiętaj, że oprócz tych,
      którzy będą wytykać Cię palcem na ulicy (a Ci w duszy są zazwyczaj maleńkimi
      ratlerkami, co to szczekają na odległość, ale kiedy podejdziesz blisko, kulą
      ogon w strachu i naprawdę nie warto zaprzątać sobie nimi głowy), będa także
      tacy - choć tych znajdzie się znacznie mniej - którzy zwrócą się do Ciebie
      pełni podziwu dla Twojej odwagi. Pamiętaj, że masa zawsze będzie szczekać i
      krzyczeć, bo tak jest łatwiej i bezpieczniej, ale jednostki naprawdę
      wartościowe powiedzą Ci - "gratuluję decyzji, bądź szczęśliwa".Będą to pewnie
      jacyś bliscy przyjaciele, może niektórzy członkowie rodziny.

      Moja rodzina prawie w całości odwróciła się ode mnie na samym początku mojej
      znajomości, ponieważ uznała, że marnuję sobie życie, wiążąc się z "żonatym".
      Moja mama wybijała mi z głowy ten związek i dziękuję jej za to, ponieważ wiem,
      że robiła to z czystej troski. Ale z drugiej strony - wiedziałam, co jest dla
      mnie dobre i wiedziałam, że chcę być w tym związku, mimo wszelkich
      przeciwności.
      Dziś, po prawie 3 latach wszystko wróciło do normy, oni cieszą się z tego, że
      ja jestem szczęśliwa u boku kogoś, z kim chcę być.
      Jest trudno, zważywszy na fakt wspomnianej przeze mnie wyżej przeszłości, ale
      jest warto. Naprawdę. Poza tym wydaje mi się, że kobiety (w tym ja sama)
      zazwyczaj bardzien emocjonalnie podchodzą do kwestii przeszłości partnera itd.
      Dochodzi tu kwestia zazdrości o byłą partnerkę, o fakt, że "on kiedyś ją
      kochał". Ot, takie tam, babskie sentymentalizmy.

      I taka chyba byłaby moja wskazówka na koniec tej patetycznej nieco wypowiedzi.
      Nie tracąc rozumu, kieruj się sercem.
      Wierzę, że wybierzesz dobrze dla siebie i swojego dziecka.
      Zyczę Ci wytrwałości i odwagi.

      Kasjusz
      • mika-edziecko Re: Moje dziecko i on 22.09.03, 22:59
        Kasjusz smile
        Wielkie dzięki za te słowa smile Dodały mi otuchy i podniosły na duchu.Jeśli nam
        się uda to będzie naprawdę wieeeelki krok,bo moja "przeszłość" to nic w
        porównaniu z przeszłością JEGO.Jeśli oboje się przełamiemy to już chyba nic nie
        będzie mogło stanąć na drodze do naszego szczęścia.Mamy oparcie w przyjaciołach-
        co śmieszniejsze,jest to JEGO brat z żoną (a moją przyjaciółką smile )chociaż
        boimy się właśnie "języków" innych ludzi-będzie trudno,ale wiem,że warto smile
Pełna wersja