marusia1
18.06.08, 11:03
Mój M. oznamił mi,że Młody chce zaprosić na wakacje swoja kuzynkę
(córka siostry rodzonej ex). Kontakty ze szwagrem mutrzymujemy, z
siostra ex - wiadomo. W zeszłym roku kuzynka bardzo chciała do nas
przyjechać i nawet jej matka zgodziła się, ale ... pod warunkiem, że
ex wyrazi zgodę. Wynik został przesądzony. Tym razem mój M.
stwierdził, że Młody musi to załatwić z matką. Mnie trafił szlag. No
bo niby jaka jest jej tu rola? To my zapraszamy, kuzynka będzie
gościć w naszym domu, będzie na naszym utrzymaniu, a exiara ma niby
wyrazić zgodę? Po raz kolejny jestem, w****na, że moj M. uzależnia
swoje dezyzje od widzi mi się exiary. No i oczywiście doszło do
kłótni, że to niby ja jestem nie taka. Mój M. skwitował to, że
najwyżej Młody przekona się jaka jest jego matka. Przecież to i tak
niczego nie zmieni (w zeszłym roku było to samo i to było naszą
wina, że kuzynka nie przyjechała). A ja po prostu chcę, byśmy zyli
dla siebie i ze sobą, bez exiary, jej intryg. I dlaczego ojciec
utwierdza Młodego w tym, że bez jego matki my nie możemy żyć po
swojemu?
W efekcie M. rozłączył rozmowę telefoniczną, czym nie doprowadził do
białej gorączki, nie odzywa sie teraz domnie. A ja zamiast kurować
się w sanatorium przez cały czas myślę i jestem przybita tą
sytuacją. No i zawzięta - też milczę.