Małe pytanie...

22.09.03, 15:23
Forum ma nazwę "macochy" stąd i pytanie chyba jak najbardziej na miejscu.
Czy miałybyście obawy, drogie panie, przed związkiem z mężczyzną z dziećmi?
S.
    • naturella Re: Małe pytanie... 22.09.03, 16:09
      Miałam, a jakże. Tyle, że te ponad dwa lata temu byłam jeszcze świeżo
      wyciągniętą z rodzinnego domu rozpuszczoną panienką, która nie uświadamiała
      sobie problemu. Na początku miałam, o zgrozo, wrażenie, że któregoś dnia ten
      problem zniknie, dziecko się rozpłynie, zniknie - na zasadzie - był, nie ma i
      nikt nie zauważy. Po prostu sobie tego nie uświadamiałam i nie dopuszczałam do
      siebie myśli, że to dziecko jest i będzie zawsze. Ale teraz jestem nawet z tego
      zadowolona - bo nie wiem, czy gdybym świadomie wszystko przemyślała i zdała
      sobie sprawę ze wszystkich za i przeciw, to czy bym czasem nie stchórzyła. A
      tak, w ciągu tych dwóch lata dorosłam i nagle zauważyłam, że ten proces
      akceptacji tego, że mój mąż ma dziecko, przeszedł u mnie bezboleśnie. Właśnie
      dlatego, że nie rozważałam, nie myślałam, nie analizowałam.
      • aagacia Re: Małe pytanie... 22.09.03, 17:25
        u nas wszystko potoczylo sie blyskawicznie : szalona milosc, decyzja
        pozostania ze soba na zawsze i gdzies tam sliczna malutka dziewczynka do
        kochania. tyle ze nie zdawalam sobie sprawy ze dziewczynka ma mamusie ktorej
        niekoniecznie bedzie sie podobala nasza milosc. bylo ciezko.na szczescie nigdy
        nie mialam problemow z zaakceptowaniem dziecka meza.poprostu wiedzialam ze
        byla jest i bedzie i ze jesli chce dzielic zycie z moim mezczyzna to ona jest
        jego nieodlaczna czescia. z tym nie mialam problemu. gorzej bylo z
        zaakceptowaniem faktu ze nieodlaczna czescia naszego zycia jest takze eks
        naszego meza. no ale coz juz teraz podchodze do tego z humorem.
        jak sie prawdziwie kocha to fakt posiadania przez kogosc dziecka nie jest
        wazny...zwlaszcza jesli mezczyzna umie tym wszystkim madrze kierowac...
        pozdrawiamy i witamy serdecznie na forum smile
        Agacia i Julka - Kulka
        " Prawda jest jak tlen - otrzymasz zbyt wiele i sie rozchorujesz" J.Caroll

        www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=621&w=5577873&a=5577873&v=2&strona=0
    • chalsia Re: Małe pytanie... 22.09.03, 19:41
      Miło, że będziemy mogły poznawać męski punkt widzenia "u źródła".

      Dzięki temu forum świadomie podejmowałabym decyzję i to decyzję na TAK.
      Na pewno było by mi łatwiej, gdyby mężczyzna, tak jak Ty, sprawował opiekę nad
      dzieckiem (patrz różne posty o uczuciach do dziecka partnera, jeśli ono
      mieszkało by z ojcem i jego partnerką).
      Być może taki układ okazał by się jeszcze trudniejszy, niż klasyczny (czyli
      średni statystyczny), czyli z ojcem "dochodzącym" = dzieckiem wizytującym dom
      ojca od czasu do czasu.
      Ale na razie to sobie mogę gdybać.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • joola_edziecko Re: Małe pytanie... 22.09.03, 22:48

        Miałam 21 lat. Zakochałam się po uszy. smile Dzieci były daleko. Nie odczuwałam
        wtedy obciążeń finansowy. Dzieci mnie zaakceptowały. Dopiero później, kiedy
        nasza sytuacja materialna diametralnie się zmieniła, zaczełam zauważać
        problemy wynikające z takiego związku. Z upływem czasu pojawiły się także
        problemy emocjonalne. Czy teraz zdecydowałabym się na taki związek? Chyba
        nie... Chociaż kocham swojego partnera i Jego dzieci. Tworzymy rodzinę. Nie
        jest jednak łatwo, a wiele jeszcze przed nami.
        • aniaasi Re: Małe pytanie... 23.09.03, 08:13
          Obawy? Pewnie! Strach wielki jak góra, ale...
          Ale serce nie sługa. smile
          Na poczatku wydaje się, że wszystko będzie różowo, potem przychodzi
          rzeczywistość ze swoimi przyziemnymi problemami, nieumiejętnością akceptacji z
          różnych stron i przez różne osoby, problemami finansowymi, mieszkaniowymi,
          czasowymi, itp. I świadomość, że to nie jest problem do rozwiązania, dług do
          spłacenia czy ionna sprawa "do załatwienia". To coś na zawsze.

          Ale czym byłaby para dwojga ludzi, która przed pierwszą przeszkodą się
          rozstaje? Mam wrażenie, że takich sytuacji (czyli związków z mężczyzną/kobietą
          z przeszłością) jest i będzie coraz więcej. Nie ma na to recepty, ale czas i
          rozsądek pozwalają przecież wypracować taką receptę na życie, która nie
          krzywdzi niczyjego dziecka ani żadnej ze stron, a nawet pozwala na bezkolizyjną
          koegzystencję.
          Ania
    • itsola Re: Małe pytanie... 23.09.03, 11:51
      Czesc !
      Nie mialam zadnych obaw ,wychodzac za maz za faceta ktory sam wychowywal
      dziecko.Jego synus jeszcze przyspieszyl cala sytuacje.Teraz jest nam
      dobrze ,synus ma juz 10 lat nasz wspolny ma trzy latka.Jestesny juz 7 lat po
      slubie i kochamy sie tak samo jak przedtem. Jestem kochana i kocham moich 3
      chlopow.Sa sytuacje jak w kazdej normalnej rodzinie -sprzeczki itp. Ale to
      normalne. Pa Ola
    • ka.ga Re: Małe pytanie... 23.09.03, 12:26
      Zazwyczaj jest tak, ze im dalej tym gorzej. Czyli poznaje sie faceta,
      olsnieni - to TEN!!! I nic nie jest w stanie zaszkodzic temu zwiazkowi.
      Dziecko nie stanowi problemu (zwlaszcza, ze na poczatku znajomosci ono
      istnieje tylko w opowiadaniach). Facet, ktory opowiada o swoim synu/corce
      wydaje sie idealem - ma wszystkie zalety + dodatkowo jest czulym, kochajacym
      ojcem. Wiec dziewczyny angazuja sie w takie zwiazki.
      Problemy zaczynaja sie troche pozniej - kiedy nagle para zdecyduje sie razem
      zamieszkac i facet nie poswieca swojej kobiecie tyle czasu (czesc musi
      poswiecic dziecku), dziecko jest niechetne temu zwiazkowi (ta sama historia
      tylko w druga strone). No i niestety - na wszystkim kladzie sie zlowrozbny
      cien ex.
      Ale jak zwiazek budowany jest na solidnych podstawach - milosci, szacunku,
      przyjazni, tolerancji i zrozumienia - mozna to wszystko przetrwac.
      • jayin Re: Małe pytanie... 23.09.03, 12:44
        podpisuję się pod tym, co napisała ka.ga

        gdybym jeszcze raz miała przeżyć to samo - czyli poznac Osobistego, związać się
        z nim itd - to zmieniłabym tylko jedno..
        wyrzuciłabym z głowy naiwne myśli, że i tak wszystko w naszym wspolnym zyciu
        będzie łatwo i fajnie MIMO WSZYSTKO smile myślę, ze inaczej nastawilabym sie do
        tego zwiazku - wiecej realizmu (majac terazniejsza swiadomość jak to jest byc z
        facetem "z dzieckiem") i mniej błogiego przeswiadczenia, ze dziecko
        jest "gdzies tam", albo przy ojcu - fajne do polubienia, ale nie wpływające za
        bardzo na moje relacje z Osobistym. bo wplywa dosc mocno. w koncu to kawałek
        zycia Osobistego jest.
    • asiek25 Re: Małe pytanie... 24.10.03, 13:08
      Kiedy poznałam mojego faceta, jego małżeństwo było w nie najlepszym stanie.
      Wyprowadził się z domu od zony, z którą miał 2 dzieci. Ja oczywiście o tym
      wiedziałam. Ale byłam tak straszliwie zakochana, że nie tylko nie myślałam o
      jego dzieciach w charakterze problemu, ale nawet dla niego zdecydowałam się
      wyprowadzić do innego miasta. Na poczatku było przecudownie, dzieci i żona w
      ogóle mi nie przeszkadzały, a sprawa rozwodowa była już w toku. Potem powoli
      przestawało byc tak cudownie. On znikał na całe weekendy do dzieci a ja
      zostawałam sama w obcym mieście, gdzie nikogo nie znałam. Nie mogłam poznać
      jego dzieci, bo wolał aby to się stało już po rozwodzie. Sprawa ciągnęła się 2
      lata. Przez ten czas przepłakałm wiele samotnych dni. Ale cały czas byłam z
      nim, bo go kochałam. Teraz jest już po rozwodzie, ja dalej nie znam jego dzieci
      (choć bardzo bym chciała), bo żona nie pozwala mu się z nimi spotykać. Coraz
      mniej wierzę w to, że nasze życie zacznie kiedyś być w miarę normalne. Gdybym
      miała jeszcze raz podjąć kiedyś tę decyzję to byłaby ona zapewne na nie.
Pełna wersja