pol_pusta_pol_pelna
01.07.08, 21:59
Chcialam poprosic o opinie forumowiczki. Nie mam sie przed kim ‘w
realu’ wygadac, wiec lektura forum i wypowiedzi dziewczyn w podobnej
do mojej sytuacji byla dla mnie wielkim wsparciem przez ostatnie
dni. Jednoczesnie dretwieje na mysl ze sie tu
wywnetrznie ‘intymnie’ ale zostane zignorowana jako nowa...
A historyjka taka (staram sie jak najkrocej): z moim UM ( M jak
mezczyzna nie maz

jestesmy razem od 3.5 lat z czego mieszkamy
razem od ponad 1.5 roku. Od poczatku magia, milosc ale i
zaprzyjaznienie, wspolne zainteresowania.Oboje bylismy tego
spragnieni, ja takze dlatego ze pracuje zagranica, w jego kraju.
Przycmione jednak jedna sprawa: wyznaniem przez mojego M z DUZYM
opoznieniem ze jest rozwiedziony (swiezo) i ma dwojke dzieci.
Nastapilo to oczywiscie juz w momencie kiedy bylam po uszy
zaangazowana ( i zaczynalam zadawac pytania dlaczego wlasciwie w ten
weekend nie mozemy gdzies pojsc/pojechac/ dalczego nie jestem
przedstawiana rodzinie etc itd. Jak sie tlumaczyl: bal sie ze
straci przez to kobiete swoich marzen ktora wreszcie spotkal (czyli
niby mnie

Moze i slusznie. Chyba nigdy zadna z was nie miala planu
na zycie pt zwiazuje sie z mezczyna z przeszloscia. Ale zakochana
kobieta postanowila sie zaangazowac. Naczytala sie wszystkich
mozliwych podrecznikow jak najlepiej sobie z taka sytuacja radzic ze
szczegolnym uwzglednieniem jak minimalizowac szkody dla dzieci.
Postanowila dac zarowno UM i jego dzieciom ( i sobie) duuuuzo czasu
na oswojenie sie z sytuacja ‘ojciec odszedl z domu’ zanim zostanie
im przedstawiona taty ‘przyjaciolka’. Namawialam go tez zeby nie
zrywal z dziecmi kontaktow (co go kusilo czasami bo trudne na
poczatku te weekendowe rodzicielstwo, trudne) - bo wierze ze ojcem
nie przestaje sie byc. Przetrwalismy tez okres depresji mojego UM
targanego poczuciem winy ze krzywdzi dzieci tym ze nie wytrzymal z
ich matka i ze pownien byc sam a mnie w to nie wciagac (no a poza
tym przypadkiem nie musiec stawic czola dodatkowym problemom jakie
sie pojawia jak ja wkrocze na scene

. Po roku wspolnego
mieszkania zaczelam naciskac na to aby jednak na ta scene wkroczyc a
jego dwa zycia powoli zaczely scalac sie w jedno. Wreszcie pol roku
temu to nastapilo. Wydawalo mi sie ze wszystko idzie dobrze:
dzieciaki mnie toleruja, ja wszystko robie podrecznikowo zeby nikomu
na odcisk nie nastapic i jakos sie dogadujemy (zaznaczam ze nadal
maja duzo czasu tylko dla siebie etc). Az przypadkiem, pare dni
temu (nie szpiegujac!) odkrylam ze moj M na wszystkie rodzinne
imprezy typu slub SWOJEGO brata ( o ktorych mi nie mowi!) zabiera
swoja eks! A raz nawet pojechali razem na wycieczke w ‘jego’
weekend (zobaczylam zdjecia eks z dziecmi w ogrodzie
botanicznym ...plus portret typu ona z kwiatkiem za uchem!) - juz po
tym jak na takie wycieczki zaczelismy jezdzic my razem z jego
dziecmi. Jak sie tlumaczyl: ze w ten sposob dzieci sa
spokojniejsze, ze nie moze wszystkich mostow palic, a mi nie mowil
bo wiedzial ze ‘bede krzyczec i tupac’ ale dla niego tylko ja sie
licze, ze to glupie ze przywiazuje wage do tych nudnych uroczystosci
etc....Dalam mu ulitmatum, i krotki czas na ‘calkowite’ wprowadzenie
mnie w zycie rodziny a przede wszystkim bycie ze mna wreszcie w
pelni szczerym i uczciwym. Naprawde sie teraz stara, (zreszta i
wczesniej, pod wszystkimi innymi wzgledami to mezczyzna
wlasciwie ‘wzorowy’

ale mi to jakos podcielo skrzydla i wizje
zestarzenia sie razem. Jestem za tym by miec cywilizowane stosunki z
eks ale chyba sa jakies granice? A poza tym tak naprawde to ‘mydli
oczy’ dzieciom i tylko przedluza zludzenia ( zakladajac ze szczerze
chce byc ze mna ale mam podstawy w to wierzyc)? Jeszcze sie gotuje
sie wewnetrznie jak mi sie to ‘odkrycie’ przypomni.
Czy ktos mial podobna sytacje? Co o tym sadzicie? Szukac innego
scenariusza na moje wlasne zycie mimo ze jestem nadal zakochana a on
sie stara(zobaczymy czy z rezultatami)? czy to moze normalka takich
zwiazkow???